Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jakie firmy zbudują ekosystem innowacji?

Pobierz PDF

Innowacyjność ≠ przedsiębiorczość

Skuteczność ekosystemu innowacji zależy nie tylko od tego, jaka jest jego wewnętrzna dynamika, ale również od tego, jak dobrze dostosowuje się on oraz odpowiada na wymogi szerszego, otaczającego go systemu gospodarczego. Wynika to wprost z tego, że wartość innowacji z perspektywy gospodarki wynika głównie z dyfuzji i absorpcji innowacji, a nie z samego procesu ich tworzenia. To nie sama innowacja, ale jej wdrożenie, komercjalizacja i dystrybucja przez biznes tworzy wartość – w postaci wysokiej jakości miejsc pracy, budowania dobrobytu czy większych dochodów podatkowych.

To nie sama innowacja, ale jej wdrożenie, komercjalizacja i rozpowszechnianie przez biznes tworzy wartość – w postaci wysokiej jakości miejsc pracy, budowania dobrobytu czy większych dochodów podatkowych.

Stąd prosty wniosek do tego, że skuteczność rozpowszechniania „owoców” ekosystemów innowacji zależy w dużej mierze od charakteru i jakości przedsiębiorców i przedsiębiorstw funkcjonujących tak w jego ramach, jak również szerzej – w gospodarce wokół. Powszechnie przyjmuje się, że Polska jest krajem przedsiębiorców, z wieloma dynamicznymi, małymi firmami oraz niezbyt liczną grupą przedsiębiorstw dużych. Wydawałoby się, że powinno się to przekładać się na wysoką innowacyjność całej gospodarki. Jednakże przedsiębiorczość i innowacyjność to nie to samo – zamienne używanie tych terminów jest błędem, niekoniecznie muszą iść one w parze. Klasyczną tego ilustracją jest start‑up, który wymyśla nową technologię, a następnie skupia się wyłącznie na jej rozwoju, podczas gdy inny koncentruje się na rozwijaniu wokół swojej technologii całego, prężnego biznesu.

Ważna w budowaniu ekosystemów innowacji jest świadomość, że różne podmioty działające w jego ramach i wokół niego mają różne profile, potrzeby, motywacje itp. Przekłada się to na zróżnicowane podejście do ryzyka, do pojęcia wartości, do rozwoju, do tworzenia, wdrażania i wchłaniania innowacji, a nawet do samego sensu funkcjonowania. Niezrozumienie tych niuansów może doprowadzić do nieporozumień i podważania skuteczności całego ekosystemu.

Cztery typy przedsiębiorstw

Aby to lepiej zobrazować, poniżej proponuję uproszczony przekrój różnych rodzajów przedsiębiorstw, które tworzą wewnętrzną matrycę ekosystemów innowacji, a także otaczającą je gospodarkę. Które z nich mogą być najcenniejszymi uczestnikami ekosystemu?

Firmy typu „dla życia”

Czasami określane też jako „life­‑style” lub „subsistence”. Są zazwyczaj małe, nawet jedno‑ lub dwuosobowe. Najczęściej funkcjonują w niszy biznesowej i – choć podobnie jak wszystkie inne start­‑upy – zaczęły się od „dobrego pomysłu”, to przestały się dalej rozwijać. Działają po najmniejszej linii oporu, skupiając się na zapewnieniu właścicielom mniej lub bardziej komfortowych warunków życia, a w najgorszym wypadku – przetrwania. Wiele z tych przedsiębiorstw „żyje” z jednego, stałego klienta albo od jednego przetargu publicznego do drugiego, lub też z dotacji czy bezzwrotnych programów wsparcia.

Firmy typu „dla trwania”

Zazwyczaj są to firmy rodzinne skupione na zapewnieniu swoim właścicielom wygodnego życia i utrzymaniu działalności przez pokolenia. Zaczynały jako start­‑upy i z czasem przekształciły się w osiągające zysk przedsiębiorstwa z prawdziwego zdarzenia. Nie są one przeznaczone do skalowania, nieraz są ledwo rentowne. Rzadko są finansowane ze środków zewnętrznych, nie są też zorientowane na wartość. Niektóre z nich są innowacyjne lub otwarte na wdrażanie innowacji, jednakże – ze względu na swoją skalę i ograniczone zasoby – zwykle o charakterze raczej imitacyjnym czy udoskonalającym, niż przełomowym.

Firmy typu „zbuduj i sprzedaj”

Koncentrują się one na budowaniu swojej wartości, a ostatecznym celem jest sprzedaż większej firmie lub inwestorowi. W rezultacie są one zwykle prowadzone sprawnie z myślą o silnym wzroście lub wysokiej rentowności, bądź też z myślą o obydwu tych rzeczach. Są skalowalne i przyciągają inwestorów zewnętrznych. Paradoksalnie jednak, często nie dążą do tego, żeby urosnąć zbyt duże. Bywają bardzo innowacyjne, choć często wdrażają na polskim rynku sprawdzony model biznesowy lub innowacje naśladowcze, opracowane gdzie indziej. Podkategorią tego typu firmy jest innowacyjny start‑up przeznaczony do sprzedaży tak szybko, jak to możliwe, jeszcze zanim innowacyjne know­‑how, nad którym pracuje przejdzie przez weryfikację rynkową.

Firmy typu „podbić świat”

W zależności od tego, w którym punkcie cyklu życia się znajdują, mogą to być start­‑upy, bądź też małe, średnie lub duże firmy dążące do rozwoju lub osiągnięcia silnej pozycji w swoich branżach oraz rynkach. Podobnie jak przedsiębiorstwa typu „zbuduj i sprzedaj”, generują, wdrażają i rozpowszechniają innowacje. Tworzą wysokiej jakości miejsca pracy. Dla niektórych – zwłaszcza tych dojrzałych i większych – wdrażanie innowacji to warunek konieczny do przetrwania i rozwoju, jak również do uzyskania przewagi konkurencyjnej na rynku. Przeważnie jednak firmy te wprowadzają innowacje z ambicji. Niestety zbyt często ambicja ta skłania je do emigracji i zakorzenienia się w ekosystemach innowacji wyżej rozwiniętych krajów. Na marginesie warto wspomnieć o podgrupie tej kategorii, mianowicie o tzw. przedsiębiorstwach społecznych, które chcą zmienić świat nie tyle dla zysku, co dla jakiejś szlachetnej idei.

Podsumowanie

Jak widać powyżej, nie wszystkie przedsiębiorstwa mają taki sam potencjał do tworzenia, wdrażania lub dyfuzji innowacji. Pamiętajmy o tym i bądźmy wrażliwi i wyrozumiali wobec różnych rodzajów i kierujących nimi motywacji. Tych najcenniejszych jest w polskim krajobrazie gospodarczym póki co względnie mało. A im więcej start­‑upów i przedsiębiorstw typu „zbuduj i sprzedaj” czy „podbić świat” mają wokół siebie, tym nasze ekosystemy innowacji będą bardziej dynamiczne i nowoczesne.

Nie wszystkie przedsiębiorstwa mają taki sam potencjał do tworzenia, wdrażania lub dyfuzji innowacji. Pamiętajmy o tym i bądźmy wrażliwi i wyrozumiali wobec różnych rodzajów firm oraz kierujących nimi motywacji.

Jak więc możemy zachęcić do rozwijania firm o największym potencjale innowacyjnym? Częstym błędem jest skupianie się na prostym mnożeniu liczby start­‑upów, bez uwzględnienia prawdziwego charakteru tych firm. Polityka innowacyjna powinna być ukierunkowana na wspieranie skalowania potencjalnie najbardziej wzrostowych przedsiębiorstw. Obejmuje to również wsparcie dla firm z „tradycyjnych” branż, które dzięki swojej wyjątkowości osiągnęły już pewną pozycję na swoim rynku. Doświadczenia z Polski i innych krajów wskazują, że przekształcenie takich przedsiębiorstw w firmy o wysokim stopniu innowacyjności jest możliwe, a wręcz że jest to jedna z najefektywniejszych metod transformacji gospodarki na innowacyjne tory. Istotnym aspektem jest także dołożenie starań dążących do tego, by polscy innowatorzy nie wyjeżdżali z kraju, a ci, którzy rozwinęli się już za granicą – mieli chęć, by do Polski wrócić.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Czas opuścić strefę komfortu

Pobierz PDF

Globalny wyścig technologiczny zżera kolejne miliardy euro, dolarów i juanów. Kraje starają się nie wypaść z gry w walce o silną pozycję na arenie technologii przyszłości – sztucznej inteligencji, internetu rzeczy, technologii blockchain, 5G, wytwarzania przyrostowego, zaawansowanych samodzielnych robotów, autonomicznych pojazdów, modyfikowania genów, nanotechnologii czy fotowoltaiki.

Nie zmienia to jednak faktu, że w otoczeniu cechującym się dużą zmiennością, niepewnością, złożonością i niejednoznacznością (tzw. VUCA: Volatility, Uncertainty, Complexity, Ambiguity), wielu osobom, firmom i instytucjom – także w Polsce – coraz trudniej jest podejmować odważne decyzje, prowadzące do opuszczenia swojej strefy komfortu. Jak przerwać to błędne koło, podjąć ryzyko i wykorzystać nasz potencjał, w tym również innowacyjny, do wejścia na tory zrównoważonego i inkluzywnego rozwoju społeczno­‑gospodarczego?

Spójrzmy na ekosystemy szerzej

Żyjąc w erze pandemii należy być wrażliwym na fakt, że obecny kryzys miał negatywny wpływ na sytuację finansową różnych grup społecznych i branż. Rośnie liczba podmiotów gospodarczych, które z trudem wytrzymują kolejne lockdowny, wzrost kosztów, załamania rynkowe czy skutki zmian klimatu. Równocześnie procesy transformacji cyfrowej w ramach czwartej – a być może niebawem już piątej – rewolucji przemysłowej zmieniają sposób tego, jak pracujemy, konsumujemy i żyjemy, co przekłada się na zamieranie niektórych zawodów i pojawianie się nowych. Należy rozważyć, jak podejść do procesu polaryzacji, w którego efekcie powoli zanikać będzie grupa osób zarabiających średnio­‑wysoko (klasa średnia), a powiększać się będą grupy specjalistów o wysokich zarobkach oraz – wykonujących podstawowe czynności oraz krótkoterminowe usługi – osób zarabiających niewiele.

Oznacza to, że powinniśmy patrzeć na rolę ekosystemów innowacji w szerszym kontekście – nie tylko jako środowisk, w których powstają rozwiązania podbijające świat, lecz również jako miejsca, w których opracowywany jest know­‑how dla wyzwań społecznych, środowiskowych i organizacyjnych, przed którymi stoi polskie społeczeństwo.

Powinniśmy patrzeć na ekosystemy jako na środowiska, w których powstają nie tylko rozwiązania podbijające świat, lecz także gdzie opracowywany jest know­‑how dla wyzwań społecznych, środowiskowych i organizacyjnych, przed którymi stoi polskie społeczeństwo.

Czy jesteśmy gotowi opuścić strefę komfortu?

Poziom gotowości społeczeństwa do opuszczenia strefy komfortu wynikać może w dużym stopniu z priorytetów systemu edukacji. W Polsce wciąż jest on nastawiony przede wszystkim na przygotowywanie dzieci i młodzieży do egzaminu ósmoklasisty oraz do matury. Znacznie gorzej jest z uczeniem ich radzenia sobie ze stresem oraz promowaniem kreatywności, przedsiębiorczości i myślenia pozaschematowego. W efekcie, chcąc zbyt bardzo zapewnić młodemu pokoleniu bezpieczeństwo, stabilność i przewidywalność, betonujemy je w strefie komfortu. Za mało zachęcamy do jej opuszczenia, do eksperymentowania. Powoli zabijamy też w ten sposób przedsiębiorczy gen polskiego społeczeństwa.

Chcąc zbyt bardzo zapewnić młodemu pokoleniu bezpieczeństwo, stabilność i przewidywalność, betonujemy je w strefie komfortu. Za mało zachęcamy do jej opuszczenia, do eksperymentowania. Powoli zabijamy w ten sposób przedsiębiorczy gen polskiego społeczeństwa.

Podobną sytuację obserwujemy w małych i średnich przedsiębiorstwach, w których pracownicy mają zapewnione dobre i bezpieczne warunki pracy. Pozostawiono im jednak mało przestrzeni do współkreowania, do zgłaszania swoich pomysłów, do podejmowania odpowiedzialności.

Z kolei na poziomie zarządzania firmą, wielu szefów i menedżerów woli nieraz pozostawić wszystko „po staremu”, niż podjąć rękawicę i spróbować wprowadzić potrzebne zmiany. Wynikać to może tak z niechęci do podejmowania ryzyka, jak również z problemu komunikacyjnego związanego z brakiem umiejętności przekazywania załodze informacji o planowanych procesach zmian, np. odnośnie inwestycji w technologie cyfrowe. A od niskiej jakości komunikacji, wzmagającej nieufność, bliska już droga do protestów, obstrukcji czy nawet sabotażu, których przedsiębiorcy woleliby uniknąć.

Można również obserwować sytuacje, w których przedsiębiorstwa nie podejmą działań badawczych, zmian organizacyjnych czy technologicznych tak długo jak klient lub klienci nie będą się tego domagali. To podejście reaktywne (pasywne) pojawia się przede wszystkim wśród firm współpracujących z ograniczoną liczbą stałych klientów, w działalnościach gospodarczych o niskiej marżowości (przekładającej się na ograniczony kapitał własny na ryzykowne przedsięwzięcia), czy też w sektorach, w których kilku dużych graczy ustala globalne standardy i domaga się wiernego dostosowywania się do nich. Podejście to jest także często spotykane wśród przedsiębiorstw skupionych przede wszystkim na produkcie lub usłudze, a nie na kompetencjach swoich kadr, ich wzbogacaniu i rozwijaniu. Wśród wielu polskich przedsiębiorców można zaobserwować też przekonanie, że ryzyko porażki jest większe od szansy na osiągnięcie sukcesu – a zatem nie warto próbować dokonywać zmian.

Nieraz „ratunkiem” dla wyżej opisanych typów firm jest włączenie ich w działania innowacyjne, chociażby dzięki współpracy w ramach klastrów, gdzie mają możliwość podpatrzenia innych lub dzięki kontaktom z podmiotami publicznego sektora naukowego. Jednym ze sposobów rozszerzania horyzontów i pobudzania szefów firm do refleksji na temat projektów innowacyjnych jest też ich udział w spotkaniach, warsztatach i konferencjach. Za wyraz gotowości do opuszczenia strefy komfortu można traktować angażowanie w pracę firmy doradców, coachów, pośredników i naukowców, np. na etapie oceny sytuacji, przygotowania strategii czy oceny opłacalności działań. Szczególnie jeśli ich rolą nie jest jedynie potakiwanie, lecz przeciwnie – dostarczanie innych, nowych punktów widzenia.

Bo tak naprawdę podstawą do stawienia przez nas czoła wyzwaniom społecznym, ekologicznym, ekonomicznym i technologicznym, przed którymi stoi Polska i świat są ludzie – zarówno cechujący się otwartymi umysłami szefowie firm, politycy i naukowcy, jak również całe społeczeństwa, które będą gotowe do eksperymentowania i otwierania się na nowości, a nie jedynie skupione na monotonnym trwaniu.

Podstawą do stawienia przez nas czoła wyzwaniom społecznym, ekologicznym, ekonomicznym i technologicznym, przed którymi stoi Polska są ludzie – zarówno cechujący się otwartymi umysłami szefowie firm, politycy i naukowcy, jak również całe społeczeństwa, które będą gotowe do eksperymentowania i otwierania się na nowości, a nie jedynie skupione na monotonnym trwaniu.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Cztery grzechy główne polskiej innowacyjności

Pobierz PDF

To, że polska gospodarka nie należy do najbardziej innowacyjnych w skali świata jest oczywiste. Już sam ten fakt sugeruje, że mamy wiele mankamentów, w których musimy się poprawić. Ze swojej strony wskazałabym na cztery – moim zdaniem kluczowe – których niwelacja w sporym stopniu mogłaby przyczynić się do uwolnienia polskiego potencjału innowacyjnego.

Brak zaufania

Po pierwsze – brak zaufania. Mówi się o nim zazwyczaj – i słusznie – w kontekście niskiego poziomu współpracy pomiędzy firmami oraz między przedsiębiorstwami a instytucjami. Zwróciłabym też jednak uwagę na to, że brak zaufania, czy właściwie: brak założenia dobrej woli drugiej strony, jest źródłem wielkiej tzw. papierologii, którą generujemy niejako na własne życzenie na poziomie urzędowym. Dotyczy to zarówno procesów administracyjnych, jak i obsługi innowacyjnych projektów finansowanych z różnych unijnych i publicznych źródeł. Większość owych „papierów” nie jest wymagana przez Unię Europejską, są one tylko i wyłącznie naszym wymysłem, który blokuje i zniechęca do podejmowania działań innowacyjnych, ponieważ jest oderwany od potrzeb biznesowych, a wręcz obciąża biznes zbędnymi aktywnościami.

Brak zaufania to nie tylko brak czy utrudnienie przełomowych innowacji. To także brak prawdziwej transformacji cyfrowej w gospodarce i administracji. Cyfryzujemy procesy i transakcje, które są przestarzałe, złożone i skomplikowane, bez przemyślenia, czy ten nadmiar kontroli „na wszelki wypadek” jest nam rzeczywiście potrzebny. Sama cyfryzacja bowiem posługuje się narzędziami tożsamości i uwierzytelnienia, które w połączeniu z rozwiązaniami systemowymi i bazodanowymi powinny wystarczyć do uproszczenia, zabezpieczenia i przyspieszenia każdego procesu. Jednak cyfryzacji też nie ufamy – dlatego na restrykcyjne rozwiązania analogowe nakładamy cyfrowe protezy i wyspowe rozwiązania, nie rozwiązując problemów w sposób rzeczywiście całościowy i nowoczesny.

Brak zaufania to nie tylko brak czy utrudnienie przełomowych innowacji. To także brak prawdziwej transformacji cyfrowej w gospodarce i administracji.

Niedocenienie ostatniej fazy

Po drugie – nie doceniamy ostatniej fazy łańcucha tworzenia wartości dodanej, czyli najogólniej mówiąc: sprzedaży. Nieraz wstydzimy się wręcz nie tylko sprzedawania, ale też działań marketingowych, PR‑owych, nawiązywania kontaktów ułatwiających dystrybucję finalnego produktu. Koncentrujemy się przede wszystkim na produkcji, tkwi ona w naszym DNA. Tymczasem to ogniwo łańcucha wartości jest zazwyczaj znacznie mniej marżowe od jego początkowych i końcowych fragmentów, a efektem i zarazem sprawdzianem B+R powinna być szeroka dystrybucja produktu i jego rynkowa weryfikacja.

W oferowanych przez państwo produktach wspierających innowacje, szczególnie w postaci dofinansowania, brakuje myślenia o innowacjach jako procesie od pomysłu do przemysłu – finansujemy tylko odcinek B+R, a potem produkt ma się sam obronić. W rzeczywistości często przełomowy produkt jest następnie sprzedawany za bezcen do inwestora (zwykle zagranicznego) lub w ogóle nie znajduje rynkowego sukcesu, ponieważ na B+R kończy się wsparcie.

W oferowanych przez państwo produktach wspierających innowacje brakuje myślenia o innowacjach jako procesie od pomysłu do przemysłu – finansujemy tylko odcinek B+R, a potem produkt ma się sam obronić.

Wsparcie B+R także nie jest optymalnie rozwiązane, gdyż zbyt często o realiach biznesu decyduje mniemanie urzędników. Przykładem mogą być wynagrodzenia pracowników, gdzie świadomość komisji oceniających całkowicie rozmija się z realiami rynku pracy, przykładowo specjalistów IT.

Odrębnym tematem mieszczącym się w zagadnieniu finansowania debiutu i rozwoju rynkowego są nasi polscy inwestorzy, szczególnie fundusze VC, które decydując się na skorzystanie ze środków publicznych jako źródła kapitału, podpisały niekorzystne zobowiązania do nieinwestowania na Mazowszu, inwestowania w spółki mające już przychody, ale nieprowadzące sprzedaży swojego produktu, i szeregu innych absurdów. W efekcie nie tylko szukają spółek spełniających takie warunki, ale i z uwagi na terminy wykazania aktywności – często inwestują w łatwe i oczywiste rozwiązania niemające nic wspólnego z innowacjami, w dodatku dysponując małymi ticketami inwestycyjnymi i oczekując w zamian sporej części kapitału. Ponieważ oferta bankowa dla innowatorów jest wręcz zerowa, od dawna mówi się o większym sensie szukania inwestorów poza granicami kraju. A to brzmi jak wyrok na polską innowacyjność, ponieważ nie zatrzymuje ona wartości w Polsce.

Fragmentaryzacja

Po trzecie – i w zasadzie to podstawa wszystkich pozostałych błędów – nasze łańcuchy tworzenia innowacji są bardzo sfragmentaryzowane, pocięte na kawałki. Oddzielnym kawałkiem jest pomysł, koncepcja rozwiązania, oddzielnym finansowanie, oddzielnym faza badawcza, oddzielnym wdrożenie, oddzielnym sprzedaż. Brakuje nam holistycznego spojrzenia na cały proces – tymczasem o jego sile decyduje całość łańcucha, a nie jego pojedyncze fragmenty.

Nasze łańcuchy tworzenia innowacji są bardzo sfragmentaryzowane. Oddzielnym kawałkiem jest pomysł, koncepcja rozwiązania, oddzielnym finansowanie, oddzielnym faza badawcza, oddzielnym wdrożenie, oddzielnym sprzedaż. Brakuje holistycznego spojrzenia na cały proces – tymczasem o jego sile decyduje całość łańcucha, a nie jego pojedyncze fragmenty.

Państwo wspierając innowacje powinno co najmniej kwalifikować do całościowego wsparcia te, które mają przełomowy charakter. Zainwestowaliśmy jako kraj w liczne parki technologiczne, służby wspierające innowacje, fundusze VC i CVC. To wszystko publiczne pieniądze, nasze pieniądze. Przełomowe innowacje powinny być objęte inkubacją aż do momentu osiągnięcia światowego sukcesu. Nawet jeśli mają zamożnych sponsorów, to międzynarodowa promocja często wymaga rozmów na najwyższym szczeblu, także o warunkach regulacyjnych, standardach międzynarodowych i innych ważnych dla sukcesu kwestiach. Państwo polskie powinno być ambasadorem każdej polskiej przełomowej innowacji i prowadzić rozmowy, które spowodują, że będziemy eksportować innowacje, a nie innowatorów.

Zbytnia zachowawczość, a zarazem podatność na mody i buzzwordy

Po czwarte – zbytnia zachowawczość. Objawia się ona niechęcią do podejmowania ryzyka, podążaniem za panującą aktualnie modą, ograniczaniem aspiracji, gdyż jest to podejście zwyczajnie bezpieczniejsze. Wynika też ono z naszej ogólnej niskiej tolerancji dla popełniania błędów i gotowości płacenia za nie. Tymczasem w procesie tworzenia innowacji błędy i ich koszty są czymś naturalnym – nieakceptowanie ich jest równoznaczne z tym, że nie rozumiemy tego, w jaki sposób powstają naprawdę nowoczesne rozwiązania i nie dojrzeliśmy do tego, aby je tworzyć. Trudno mi wymienić chociaż jeden przykład, gdy nasze państwo zdecydowało się uczestniczyć w przełomowej innowacji, nie oglądając się na ryzyko ani na bezpośrednie korzyści budżetu, tak aby polski produkt zawojował świat i wyciągnął nas z roli „dawców krwi” w innych światowych gospodarkach.

W procesie tworzenia innowacji błędy i ich koszty są czymś naturalnym – nieakceptowanie ich jest równoznaczne z tym, że nie rozumiemy tego, w jaki sposób powstają naprawdę nowoczesne rozwiązania i nie dojrzeliśmy do tego, aby je tworzyć.

Z drugiej strony jesteśmy podatni na marketingowe mody. Potrafimy ekscytować się polskimi jednorożcami, kosmicznymi wycenami, ale nie potrafimy dostrzec innowacji, które powstawały latami i za którymi stoją bardzo konkretne, czasem wręcz materialne, ale zawsze bardzo konsekwentne inwestycje i długa marszruta, często samodzielna, często bez żadnego wsparcia, przełamująca regulacyjne i eksportowe bariery. Mam na myśli polskiego Blika, InPost, Solaris, i wiele innych projektów z różnych branż, których nie postrzegamy jako innowacje, bo przywykliśmy ekscytować się zupełnie innymi projektami – sztuczną inteligencją czy blockchainem, w których niewiele jeszcze mamy do powiedzenia w skali świata i dajemy się wyprzedzać.

Rzadko widać polską promocję rozwiązań, które rozwiązują poważne problemy produkcyjne, biznesowe, systemowe. A przecież to one, działając w tle, popychają uporczywie naszą gospodarkę i społeczeństwo do przodu i powodują, że praca, życie, są łatwiejsze, zdrowsze, bardziej zrównoważone. Wszelkiego typu serwisy e‑commerce’owe to powierzchowne korzyści, miłe, przyjazne, ale nie zmieniające w żaden sposób naszego świata i nie decydujące o naszym miejscu w globalnej gospodarce. Krajowe Inteligentne Specjalizacje powinny wyznaczać cele innowacji w Polsce, ale jest ich obecnie tak dużo, że nie gwarantują żadnego skupienia, a więc także żadnego efektu.

Krajowe Inteligentne Specjalizacje powinny wyznaczać cele innowacji w Polsce, ale jest ich obecnie tak dużo, że nie gwarantują żadnego skupienia, a więc także żadnego efektu.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Mikroelektronika – niedoceniany potencjał rozwoju Polski

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Jakie kompetencje należy posiadać, by móc zaistnieć w branży mikroelektroniki?

Przede wszystkim trzeba mieć technologię oraz zbudowaną w oparciu o nią infrastrukturę, czyli różnego rodzaju maszyny, procesy technologiczne, zmierzające do tego, by z pojedynczych atomów, ekstremalnie czystych materiałów wejściowych, jak krzem, arsen czy gal, stworzyć przyrząd półprzewodnikowy. Oprócz tego – co jest jednak związane z warstwą technologiczną – niezbędna jest też wiedza, czyli zaawansowana świadomość praw fizyki i chemii.

Brzmi to bardzo ogólnie – może więc inaczej: jakiego typu firmy są w stanie sprostać tym wymogom?

Jeszcze kilka dekad temu fabryki półprzewodników były umiejscowione w wielu różnych miejscach na Ziemi. W latach 70. mieliśmy nawet uruchomioną linię półprzewodnikową w Warszawie, produkującą proste elementy mikroelektroniczne. Z czasem jednak przerosły ją warunki i wymogi rynku a produkcji tej zaniechano. Podobnie działo się także w większości innych zakładów – takich fabryk zaczęło na świecie ubywać.

Obecnie firm, które wytwarzają półprzewodniki jest znacznie mniej, lecz mają one znacznie większe moce produkcyjne. Standardem jest dziś produkowanie 12‑calowych, czyli około 30‑centymetrowych, płyt półprzewodnikowych o grubości 0,5 mm. Na każdej takiej płytce znajdują się miliony czipów. Najbardziej zaawansowane fabryki są w stanie wytworzyć ponad 130 takich płytek na godzinę. Taką technologię posiada raptem kilka­‑kilkanaście najbardziej zaawansowanych technologicznie firm mikroelektronicznych na świecie.

Elitę tworzą trzy przedsiębiorstwa: amerykański Intel, tajwański TSMC oraz koreański Samsung. Odpowiadają one za „pierwszy sort” fabryk. Pozostałe firmy mają mniejsze szanse na bycie liderem technologicznym, realizują one raczej bardziej poboczne funkcje, czasem uruchamiając nowe linie technologiczne, nierzadko licencjonowane zresztą przez trzech dominujących producentów.

Skąd wzięła się tak duża monopolizacja tego sektora?

Trudno żeby było inaczej, mając świadomość tzw. prawa Moore’a, które opracował Intel. Mówi ono o tym, że co 1,5 roku moc procesorów na świecie się podwaja. Stoi za tym drugie prawo Moore’a, wskazujące na to, że, aby wzrost ten był możliwy, konieczny jest ekspotencjalny wzrost nakładów na infrastrukturę. W praktyce coraz mniej podmiotów jest w stanie znaleźć tyle gotówki i wiarygodności u inwestorów, by móc pozwolić sobie na stawianie i rozbudowywanie wielkich, zaawansowanych technologicznie fabryk.

Dlaczego wśród dominujących potentatów nie ma żadnej firmy z Chin?

Chińczycy do wyzwania budowania swojej niezależności technologicznej w mikroelektronice podeszli bardzo agresywnie, tworząc m.in. własne linie technologiczne w obszarze prostszych układów krzemowych. W Państwie Środka jest kilku sporych liderów wytwarzających półprzewodniki, tyle że w skali świata nie mieszczą się oni w TOP‑3, lecz bardziej w TOP‑10. Co ciekawe firmy te są skupione głównie na terenie Wuhan, nazywanego Chińską Doliną Krzemową. Cały czas następują tam dalsze inwestycje w tym sektorze, choć o tym, jak trudna jest to ścieżka świadczy fakt, że kilka chińskich firm działających na tym rynku – pomimo kilkumiliardowych inwestycji – upadło, głównie ze względu na niewystarczający potencjał intelektualny.

Nie oznacza to jednak, że Chińczycy stoją na straconej pozycji – dysponują oni w obszarze nowych technologii bardzo silnym systemem dotowania własnych przedsiębiorstw i mają potencjał, by dogonić liderów. W sektorze mikroelektroniki nic nie jest bowiem dane raz na zawsze – przykładowo jeszcze w latach 90. Japonia była w tej branży drugą największą siłą po Stanach Zjednoczonych, a Samsung i TSMC dopiero na tym rynku raczkowały. Dziś natomiast sytuacja się odwróciła – Koreańczycy i Tajwańczycy są na szczycie, a Japończycy wyhamowali swój rozwój.

Warto zresztą podkreślić, że niemal wszyscy globalni mikroelektroniczni potentaci wyrastali dzięki nierynkowym instrumentom, które ich wspierały – szczególnie dobrze widać to na przykładzie przedsiębiorstw azjatyckich. Bez państwowej polityki w obszarze nowoczesnych technologii z pewnością nie dałyby one osiągnąć aż takiej pozycji na rynku.

Niemal wszyscy globalni mikroelektroniczni potentaci wyrastali dzięki nierynkowym instrumentom, które ich wspierały – szczególnie dobrze widać to na przykładzie przedsiębiorstw azjatyckich.

Jak dużym problemem dla zachodnich firm działających w obszarze mikroelektroniki jest natomiast bariera surowcowa? Często słychać chociażby o problemach, jakie mają one z dostępem do metali ziem rzadkich, niezbędnych do tworzenia niektórych technologii.

Istnieją pewne obszary – szczególnie w obszarze elektroenergetyki – gdzie bardzo dużo zależy od objętości materiałów. Mam tu na myśli chociażby baterie, do produkcji których faktycznie potrzebne są tony różnego rodzaju bardzo specyficznych materiałów, często metali ziem rzadkich, które są wydobywane w zaledwie kilku miejscach na świecie. W tym obszarze faktycznie występują problemy z dostawami.

Natomiast w segmencie wytwarzania miniaturowych półprzewodników, owej „masy” materiałów wejściowych nie potrzeba aż tak dużo – to po pierwsze. Po drugie, jest ona oparta na znacznie bardziej powszechnych pierwiastkach. Przykładowo, krzem znajdziemy wszędzie na Ziemi. Większym problemem w tym kontekście jest dostępność technologii oczyszczających te materiały.

Jak w tak bardzo kapitało‑ i wiedzochłonnej branży swoich szans mogą szukać polskie przedsiębiorstwa?

Mikroelektronika jest bardzo szeroką dziedziną i ma w sobie wiele obszarów, w których technologia dalej się rozwija. Co istotne – zazwyczaj nie są to wcale poboczne nisze o małym potencjale rynkowym, lecz elementy odpowiadające za wsparcie określonych funkcjonalności dla tzw. mainstreamu.

Mikroelektronika jest bardzo szeroką dziedziną i ma w sobie wiele obszarów, w których technologia dalej się rozwija. Co istotne – zazwyczaj nie są to wcale poboczne nisze o małym potencjale rynkowym, lecz elementy odpowiadające za wsparcie określonych funkcjonalności dla tzw. mainstreamu.

Polski absolutnie nie można postrzegać jako mikroelektronicznej pustyni. Owszem, ze względów kapitałowych trudno nam było zainwestować w kosztowny sprzęt i stworzyć wielkie, nowoczesne fabryki na wzór Intela czy TSMC, ale na naszym rynku pojawiło się kilka dużych firm tworzących oprogramowanie do projektowania półprzewodników, a nawet kilku producentów nowych materiałów półprzewodnikowych – pełniących istotne elementy w obszarze sensingu (np. Vigo System) czy fotowoltaiki (np. Saule Technology, ML System).

Jak dużo korzyści dla polskiej branży mikroelektronicznej mogłaby przynieść inwestycja Intela w naszym kraju – czy nawet szerzej: w Europie – o której w ostatnim czasie coraz więcej się mówi?

Do niedawna głównym trendem wśród globalnych potentatów mikroelektronicznych był offshoring, czyli przenoszenie produkcji na Daleki Wschód: do Wietnamu, Tajlandii, Malezji czy Chin. Jednakże w sytuacji, gdy wskutek pandemii firmy te zaczęły obawiać się o ciągłość dostaw materiałów, coraz głośniej mówi się o budowie fabryk w miejscach geograficznie bezpieczniejszych, jak np. w Europie. Nikt nie chce podzielić losu zakładów samochodowych, z których wiele musi stać bezczynnie, gdyż nie mają z czego produkować nowoczesnych systemów sterowania wyświetlaczami czy ABS.

Zlokalizowanie w Polsce wielkiej fabryki półprzewodników, wytwarzającej produkty opracowane na bazie 60 lat doświadczeń Intela byłoby przedsięwzięciem absolutnie strategicznym. Wokół niej stworzyłby się cały łańcuch poddostawców oraz wielu innych, różnego rodzaju firm zdolnych do współpracy z amerykańskim gigantem. Wówczas zdecydowana większość miejsc pracy – zarówno w samej fabryce, jak i szerzej: w ekosystemie – byłaby zlokalizowana w naszym kraju. Trzeba byłoby wtedy zastanowić się też, w jaki sposób zorganizować cały ten ekosystem, jak wesprzeć go kadrami na różnych poziomach etc. Byłaby to ogromna korzyść z perspektywy całej polskiej gospodarki.

Zlokalizowanie w Polsce wielkiej fabryki półprzewodników wiązałoby się z powstaniem w naszym kraju całego łańcucha poddostawców oraz wielu innych, różnego rodzaju firm starających się znaleźć miejsce w tej branży. Byłaby to ogromna korzyść z perspektywy polskiej gospodarki.

Natomiast jeśli Intel zdecydowałby się zainwestować w innej lokalizacji w Europie, najprawdopodobniej w UE-13, czyli w tzw. „nowych” państwach Unii, wiele polskich firm z pewnością i tak mogłoby stać się częścią łańcucha dostaw koncernu. Należałoby się wówczas zastanowić, jaką rolę – jako duży, niemal 40‑milionowy kraj – moglibyśmy przyjąć, aby móc czerpać ze współpracy z fabryką czy fabrykami ulokowanymi w różnych miejscach Starego Kontynentu. Gdzie szukać wartości dodanej – w projektowaniu procesów, w dostarczaniu serwisu, wsparcia, w budowie maszyn, a może jeszcze gdzie indziej. Nawet gdyby taki zakład został uruchomiony w portugalskim Faro, tysiące kilometrów od Polski – i tak byłaby to dla nas okazja, impuls wzrostowy dla branży.

Wspominał Pan, że wiele potężnych firm mikroelektronicznych osiągnęło sukces dzięki wsparciu państwa. Podobnie powinno być i u nas?

Zakład Intela w Polsce zatrudniłby zapewne od kilku do nawet 10 tysięcy pracowników. Do tego tego 5‑10 razy więcej miejsc pracy – w większości stabilnych i wysokopłatnych – powstałoby w ekosystemie obsługującym fabrykę. Nagle okazałoby się, że można współpracować z największymi, będąc kilkudziesięcioosobową firmą z Polski. Najlepszą drogą dla rozwoju polskiej gospodarki jest kooperacja z największymi, najbardziej efektywnymi organizacjami i znalezienie dla siebie miejsca w ich łańcuchach wartości.

Najlepszą drogą dla rozwoju polskiej gospodarki jest kooperacja z największymi, najbardziej efektywnymi organizacjami i znalezienie dla siebie miejsca w ich łańcuchach wartości.

Zarówno sam Intel, jak i cały łańcuch jego poddostawców, firm wspierających nie dość, że płaciliby tu podatki, to jeszcze budowałyby międzynarodową markę polskiej gospodarki oraz przyczyniałyby się do istotnego wzrostu naszego PKB. W dodatku pojawienie się w Polsce takiego ekosystemu przyniosłoby także znacznie szerszą zmianę technologiczną w społeczeństwie. Moim zdaniem gra jest warta świeczki i wsparcie państwa mogłoby tylko pomóc w osiągnięciu tych celów.

W czym tkwi Pana zdaniem największa siła ekosystemów takich jak chociażby ten, który mógłby zostać zbudowany wokół fabryki Intela?

Mówiąc o ekosystemie, najczęściej przywoływanym przykładem jest Dolina Krzemowa. Jej ogromnym atutem jest bez wątpienia całe środowisko inwestorskie, które jest w stanie wpompowywać pieniądze w nowoczesne firmy i zarabiać na ich rozwoju, na tworzonych przez nie nowych technologiach. Wokół niego funkcjonują liczne, różnego rodzaju organizacje tworzące i dostarczające wiedzę. To także szereg poddostawców i kooperantów, a wreszcie – to siła skupionych na niewielkim obszarze relacji i kompetencji. Cała Dolina Krzemowa jest w pewnym sensie systemem naczyń połączonych, w którym wszyscy wygrywają dzięki temu, że pracują razem.

Czy w sektorze polskiej mikroelektroniki widać już zalążki takiego ekosystemu?

Jako prezes Vigo System i prezes Związku Pracodawców Polskiej Platformy Technologicznej Fotoniki widzę wokół siebie ciekawe firmy, widzę ekosystem kilkudziesięciu pretendentów do bycia liderami w swoich obszarach nawet w skali międzynarodowej. Brakuje jednak uwspólnionego celu oraz miejsc – nawet zwykłych kawiarni – w których mogliby spotykać się, również nieformalnie np. mikroelektronicy chcący podyskutować o jakości domieszkowania w półprzewodnikach. W tej chwili są oni bardzo rozproszeni, rozsiani po całym kraju – od Szczecina i Gdańska, przez Toruń i Warszawę aż do Rzeszowa.

Widzę wokół siebie ciekawe firmy, widzę ekosystem kilkudziesięciu pretendentów do bycia liderami w swoich obszarach nawet w skali międzynarodowej. Brakuje jednak uwspólnionego celu oraz miejsc – nawet zwykłych kawiarni – w których mogliby spotykać się, również nieformalnie np. mikroelektronicy.

Moim marzeniem jest stworzenie w Polsce czegoś na wzór parku technologicznego technologii mikroelektronicznych – byłby to magnes dla firm oraz naukowców działających w tej branży. Pracownik, który zatrudni się w jednym przedsiębiorstwie i nabędzie pewnej wiedzy oraz doświadczenia, będzie mógł migrować do kolejnych firm i rozwijać współpracę. Tego typu procesy tworzą się latami, ale są prawdziwymi driverami wzrostu.

Na sam koniec chciałbym zapytać o wspomnianą przez Pana zmianę technologiczną w społeczeństwie, którą mógłby przynieść rozwój branży mikroelektroniki w Polsce. Na czym miałaby ona polegać?

Chodzi mi o transformację sposobu myślenia całego społeczeństwa – od wielu lat, po dziś dzień nasza świadomość jest zdominowana w dużej mierze przez elementy doskonale przez nas zrozumiałe: możliwość montażu, budowania, programowania etc. Stawiając na rozwój mikroelektroniki, coraz większą normą będzie tworzenie zupełnie abstrakcyjnych rzeczy, jak np. nowych modeli czy procesów technologicznych dla tranzystorów czy laserów. Co więcej, będzie to coraz szerszym grupom Polaków zapewniało możliwość godnego życia.

Jeśli transformacja ta zadzieje się intensywnie – obecnie jest jeszcze dość wolna – to setki tysięcy ludzi będzie szło na uczelnie techniczne, by następnie pełnić określone funkcje w mikroelektronicznym łańcuchu dostaw, uczestniczyć w nim. W tej chwili analogiczny proces dzieje się w branży IT – szkolimy wielu informatyków i programistów, którzy są w stanie obsługiwać software różnego typu sprzętów. Dopiero przed nami natomiast rewolucja w wytwarzaniu zaawansowanej technologicznie mikroelektroniki.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w III kwartale 2021 r.

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

Polska gospodarka wróciła do stanu sprzed pandemii – tak przynajmniej wynika z październikowego raportu firmy Coface, działającej w obszarze ubezpieczania należności. Zdaniem Grzegorza Sielewicza, głównego ekonomisty spółki w Europie Środkowo­‑Wschodniej, Eksport, który jako pierwszy ze składowych struktury polskiego PKB wzrósł na bazie ożywienia w globalnym handlu, nadal korzysta ze sprzyjającej koniunktury dzięki konkurencyjności cenowej i jakościowej. W obliczu rosnącego popytu firmy zaczęły wykorzystywać wolne moce produkcyjne, a także inwestować w aktywa trwałe, co stanowiło istotne wsparcie dla polskiego wzrostu PKB w pierwszym półroczu tego roku. Według prognozy Coface wzrost PKB Polski wyniesie w 2021 r. 5,1 proc., natomiast w 2022 – 5,0 proc.1

Opinie większości ekonomistów są jednak z reguły dużo bardziej wyważone. Coraz częściej spotkać się można z komentarzami wskazującymi, że po postpandemicznym „złapaniu oddechu”, jakiego dziś doświadczamy, czeka nas znacznie trudniejszy 2022 rok. Widać już symptomy kolejnego spowolnienia gospodarczego, które może dotknąć nie tylko Polskę, lecz całą światową gospodarkę. Jednym z jej powodów może być wysoka inflacja – w naszym kraju sięgnęła ona w październiku już 6,8 proc., a pod koniec roku może przekroczyć 7 proc. Dodatkowym utrudnieniem dla wzrostu gospodarczego będzie podnoszenie stóp procentowych. Można się spodziewać, że październikowe i listopadowe decyzje Rady Polityki Pieniężnej są dopiero początkiem trendu wzrostowego w tym zakresie. Jesteśmy świadkami spowolnienia sprzedaży detalicznej, a do najniższego od pół roku poziomu spadł wskaźnik gotowości do dokonywania większych zakupów, jak np. samochodów czy mebli – obrazuje to coraz mniej optymistyczne nastroje konsumentów. Problemy widać także w budownictwie, gdzie we wrześniu liczba nowo rozpoczętych budów była aż o 17 proc. niższa niż przed rokiem. Do tego wszystkiego dochodzą także problemy zewnętrzne, jak np. globalne zaburzenia podażowe, przekładające się m.in. na trudności z dostawami materiałów i komponentów, czy też istotny wzrost cen gazu oraz cen energii elektrycznej. Powyższy splot okoliczności zaczynają uwzględniać korekty prognoz makroekonomicznych – dla przykładu Citi Handlowy obniżył już swoją prognozę wzrostu polskiego PKB w 2022 r. z 5,3 do 4,7 proc.2

Pomimo tych pesymistycznych przesłanek są też dobre wieści – z danych Eurostatu wynika, że pandemia przełożyła się na szybsze tempo nadrabiania polskiego poziomu PKB per capita względem Unii Europejskiej. W 2020 r. przeciętny PKB na mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej pieniądza wyniósł w naszym kraju 76,4 proc. średniej unijnej, czyli o 3,6 pkt. proc. więcej niż w poprzednim roku. Wcześniej na osiągnięcie tak dużego przyrostu potrzebowaliśmy przeciętnie dwóch lat. Tak wysokie tempo „nadganiania” Zachodu nie wynikało jednakże ze szczególnie wysokiej dynamiki rozwoju polskiej gospodarki, lecz z faktu, że w trakcie kryzysu inne państwa traciły więcej niż my. W efekcie, jesteśmy dziś na wyciągnięcie ręki do tego, by dogonić Portugalię (77,6 proc. PKB per capita względem średniej unijnej w 2020 r., podczas gdy w 2019 r. – 79,3 proc.), a na horyzoncie pojawia się już Hiszpania (86,2 proc. w 2020 r., podczas gdy w 2019 r. – 90,8 proc.)3.

Odczyty wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw wskazują na to, że III kwartał 2021 r. był oceniony przez pomorskich przedsiębiorców pozytywnie. Jego wartości znajdowały się „na plusie” w sześciu spośród siedmiu analizowanych obszarów – w szczególności w sektorach: informacji i komunikacji (+54,3 pkt. pod koniec kwartału), handlu hurtowego (+37,8 pkt.) oraz zakwaterowania i usług gastronomicznych (+22,4 pkt.). W wypadku pierwszych dwóch segmentów III kwartał br. był najlepszy przynajmniej od 2011 r., od kiedy gromadzimy dane. Nie dziwi to w szczególności w odniesieniu do branży informacji i komunikacji – wskutek pandemii ogromnego przyspieszenia nabrał proces przenoszenia do sieci kolejnych elementów życia społeczno­‑gospodarczego. Warto także odnotować, że udany kwartał, za sprawą tegorocznego sezonu wakacyjnego, mają za sobą przedsiębiorcy z segmentu zakwaterowania i usług gastronomicznych – we wszystkich trzech miesiącach wartości wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa przekraczały wartości +20 pkt. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce między lipcem a wrześniem 2016 r. Z kolei jedynym obszarem rynkowym, w którym wśród badanych przedsiębiorców przeważały negatywne głosy był transport i gospodarka magazynowa (–10,9 pkt. we wrześniu br.) – sektor ten nadal odczuwa dotkliwe konsekwencje spowolnienia gospodarczego związanego z kryzysem pandemicznym.

W wypadku pięciu spośród siedmiu analizowanych sektorów wskaźnik bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa był pod koniec III kwartału br. wyższy niż pod koniec poprzedniego kwartału. Największa różnica in plus dotyczyła sektorów: zakwaterowania i usług gastronomicznych (+42,6 pkt. względem czerwca br., co związane było z sezonem letnim) oraz informacji i komunikacji (+32,2 pkt.). Nieznacznie lepiej niż przed trzema miesiącami swoją sytuację ocenili przedsiębiorcy z sektorów: handlu detalicznego, handlu hurtowego oraz budownictwa. Z kolei gorsze nastroje dotyczyły respondentów z branż: przetwórstwa przemysłowego (–0,3 pkt.) oraz transportu i gospodarki magazynowej (–6,2 pkt.).

To, jak bardzo zmieniły się oceny pomorskich przedsiębiorców w porównaniu z ubiegłym rokiem, który minął pod znakiem pandemii, jest porównanie obecnej wartości wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa z notowaniami sprzed roku. W ujęciu wrzesień 2021 r. – wrzesień 2020 r. oceny dotyczące wszystkich siedmiu badanych segmentów odnotowały znaczący wzrost. Największy dotyczył sektora handlu hurtowego (+39,0 pkt.), a następnie: transportu i gospodarki magazynowej (+27,0 pkt.), informacji i komunikacji (+24,4 pkt.) oraz budownictwa (+20,4 pkt.). Najniższy wzrost dotyczył branży przetwórstwa przemysłowego, choć jego wartość i tak była wyraźna (+8,2 pkt.). Dane te doskonale obrazują to, jak długą drogę przeszła pomorska – choć oczywiście nie tylko – gospodarka w trakcie minionych kilkunastu miesięcy.

Wykres 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od września 2020 do września 2021 r.

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS

Cieszyć może fakt, że pomorscy przedsiębiorcy z sześciu spośród siedmiu badanych branż oceniali swoją bieżącą ogólną sytuację lepiej niż przeciętnie w kraju. Największa różnica in plus dotyczyła trzech sektorów: zakwaterowania i usług gastronomicznych (+27,2 pkt. względem kraju), informacji i komunikacji (+24,8 pkt.) oraz handlu hurtowego (+24,4 pkt.). Na drugim biegunie znalazł się natomiast segment transportu i gospodarki magazynowej (–17,9 pkt.), który w województwie pomorskim odnotował zresztą we wrześniu 21. miesiąc z rzędu – począwszy od stycznia 2020 r. – z ujemną wartością wskaźnika. Jest to oczywiście efekt kryzysu związanego z pandemią, którego skutki zaczęły być odczuwane przez ten sektor na kilka tygodni przed nadejściem wirusa SARS‑CoV‑2 do Polski.

W zestawieniu z wartościami notowanymi we wrześniu 2014 r., odczucia pomorskich przedsiębiorców z sześciu spośród siedmiu analizowanych branż są dziś lepsze niż wówczas. W porównaniu z tamtym okresem największa poprawa bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa dotyczyła sektorów: handlu hurtowego (+29,0 pkt. względem września 2014 r.) oraz informacji i komunikacji (+26,9 pkt.). Pozostałe branże, w których obecne nastroje są lepsze to: zakwaterowanie i usługi gastronomiczne, budownictwo, handel detaliczny oraz transport i gospodarka magazynowa. Minimalnie gorzej swoją bieżącą sytuację oceniają dziś jedynie przedsiębiorcy z sektora przetwórstwa przemysłowego (–1,3 pkt.).

Prognozy dotyczące nadchodzących miesięcy są wśród pomorskich przedsiębiorców dość mocno zróżnicowane. Z największym optymizmem – mierząc go wskaźnikiem przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa – patrzą w przyszłość przedsiębiorcy z sektora informacji i komunikacji (+48,0 pkt.), co nie może dziwić mając na uwadze boom, z jakim mamy dziś do czynienia w sektorze IT. Na przeciwległym biegunie są natomiast reprezentanci sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (–62,9 pkt.), dla których po owocnym okresie wakacji zbliża się – jak co roku – okres naturalnego spowolnienia, wynikający z w dużej mierze z sezonowego charakteru pomorskiej turystyki. W wypadku pozostałych pięciu segmentów rynku, oceny dotyczące przyszłości są dużo mniej skrajne. Respondenci z trzech sektorów – przetwórstwa przemysłowego, handlu hurtowego oraz transportu i gospodarki magazynowej – patrzą na najbliższe miesiące z umiarkowanym optymizmem, natomiast badani z segmentów handlu detalicznego i budownictwa – z umiarkowanym pesymizmem.

W pięciu spośród analizowanych siedmiu sektorów wartość wskaźnika przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa była we wrześniu br. wśród pomorskich przedsiębiorców wyższa niż przeciętnie w kraju. Dotyczyło to sektorów: informacji i komunikacji (+45,6 pkt. względem kraju), przetwórstwa przemysłowego (+13,5 pkt.), handlu hurtowego (+5,7 pkt.), budownictwa (+3,6 pkt.) oraz handlu detalicznego (+1,0 pkt.). Gorzej niż średnio w kraju swoją przyszłość widzieli natomiast przedstawiciele sektorów: transportu i gospodarki magazynowej (–1,0 pkt.) oraz – przede wszystkim – zakwaterowania i usług turystycznych (–46,0 pkt.).

Działalność przedsiębiorstw

Pod koniec III kwartału br. w województwie pomorskim zarejestrowanych było 329,0 tys. podmiotów gospodarki narodowej. Porównując z danymi sprzed roku, ich liczba wzrosła o około 13,2 tys. Z kolei w okresie lipiec­‑wrzesień br. ich liczba wzrosła o około 3,8 tys.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od stycznia 2018 do września 2021 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Wartości indeksu produkcji sprzedanej przemysłu za III kwartał 2021 r. wskazują na to, że dla pomorskiego II sektora był to udany okres. We wszystkich trzech miesiącach odnotowano wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rok do roku, odpowiednio o: 9,0 proc. w lipcu, 13,1 proc. w sierpniu oraz o 8,6 proc. we wrześniu br. Wartości te były co prawda zauważalnie niższe niż w II kwartale, kiedy to oscylowały w granicach 15‑20 proc., jednak trzeba pamiętać, że wówczas punktem odniesienia był II kwartał 2020 r., czyli okres, w którym polski przemysł najbardziej odczuł wstrząs związany z nadejściem pandemii. Z kolei w skali całej polskiej gospodarki wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rok do roku sięgnął we wrześniu br. 8,8 proc., w sierpniu 13,2 proc., natomiast w lipcu 9,8 proc. – było to zatem tempo bardzo zbliżone do tego, obserwowanego na Pomorzu. Cennym źródłem informacji na temat kondycji polskiego II sektora jest indeks PMI przygotowywany co miesiąc przez IHS Markit. Każdy wynik powyżej 50,0 pkt. oznacza, że zdaniem ankietowanych menedżerów logistyki, sytuacja w przemyśle przetwórczym poprawia się z miesiąca na miesiąc. I o ile pod koniec ubiegłego kwartału odnotowano najwyższy w historii (od 1998 r.) odczyt na poziomie 59,4 pkt., o tyle w trzech kolejnych miesiącach wartość PMI spadała i we wrześniu wyniosła już 53,4 pkt. Z jednej strony powinno to cieszyć, gdyż wskazuje to, że polski przemysł się rozwija, lecz z drugiej strony pokazuje to również, że mamy do czynienia z wyhamowaniem produkcji, co jest pochodną m.in. ograniczenia popytu, w szczególności eksportowego oraz niedoboru komponentów oraz opóźnień w dostawach. Mimo to polska produkcja przemysłowa jest obecnie o 10 proc. wyższa niż przed rokiem, podczas gdy w innych krajach Unii Europejskiej poziom wzrostu wyniósł w tym samym czasie około 5 proc.4

Po bardzo słabym II kwartale br., kiedy wartości indeksu produkcji budowlano­‑montażowej w województwie pomorskim przez wszystkie trzy miesiące były wyraźnie niższe niż w analogicznym okresie 2020 r., w III kwartale nastąpiło wyraźne „odbicie”. W lipcu wartość indeksu była o 23,7 proc. wyższa niż przed rokiem, w sierpniu – o 18,8 proc., natomiast we wrześniu – o 25,4 proc. Tym samym – przynajmniej pod względem stricte statystycznym – był to najlepszy okres od I kwartału 2020 r. Również w skali całej polskiej gospodarki produkcja budowlano­‑montażowa była w III kwartale br. wyższa niż przed rokiem, odpowiednio o: 3,3 proc. w lipcu, o 10,2 proc. w sierpniu oraz o 4,3 proc. we wrześniu. Ekspertów rozczarował szczególnie wrześniowy odczyt – spodziewano się, że po udanym sierpniu, utrzymana zostanie wysoka dynamika produkcji w tym sektorze. Niższy niż przewidywano wynik był w dużej mierze konsekwencją wyraźnie niższych (o 3,6 proc. niż w analogicznym okresie ub.r.) przychodów firm zajmujących się wznoszeniem budynków. Niewiele – o 1,2 proc. w ujęciu rdr. – wzrosły wyniki przedsiębiorstw działających w obszarze budownictwa infrastrukturalnego. Jedynym segmentem, w którym pod koniec III kwartału br. odnotowano istotny wzrost produkcji sprzedanej dotyczył robót specjalistycznych (wzrost o 21,7 proc. względem września 2020 r.) – nie pomógł on jednak w uzyskaniu lepszego wyniku przez cały sektor5.

Wszystkie trzy miesiące III kwartału br. upłynęły – podobnie zresztą jak w II kwartale – pod znakiem dynamicznie rosnącej wartości sprzedaży detalicznej towarów. W lipcu była ona o 17,1 proc. wyższa niż przed rokiem, w sierpniu – o 26,5 proc. wyższa, natomiast we wrześniu – o 20,6 proc. wyższa. Należy jednak oczywiście pamiętać, że „bazą” do tych wyliczeń był rok 2020, w którym polska gospodarka, w tym segment handlu detalicznego, najmocniej odczuła skutki pandemii. Zdaniem wielu obserwatorów rynku konsumpcja jest dziś jednym z czynników, które najmocniej „ciągną” całą polską gospodarkę – widać to szczególnie w sytuacji, gdy w coraz większym stopniu zwalnia dynamika wzrostu wynagrodzeń i wspomniana już produkcja przemysłowa, a coraz bardziej rośnie inflacja. We wszystkich trzech miesiącach III kwartału br. w skali Polski odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej w ujęciu rok do roku. Pod koniec kwartału wzrosła ona nominalnie o 11,1 proc., choć w cenach stałych wzrost ten wyniósł już 5,1 proc. Mamy tu więc do czynienia z delikatnym wyhamowaniem, gdyż w sierpniu wzrost ten był o 0,3 pkt. proc. wyższy. Analizując poszczególne grupy towarów, pod koniec III kwartału br. w skali całej polskiej gospodarki w ujęciu rdr. najbardziej wzrosła sprzedaż tekstyliów, obuwia i odzieży (o 14,5 proc. w cenach stałych), farmaceutyków, kosmetyków i sprzętu ortopedycznego (o 8,2 proc.) oraz mebli, RTV i AGD (o 8,0 proc.). Spadek dotyczył natomiast segmentu automotive i wyniósł –4,1 proc.6

Handel zagraniczny

Dane dotyczące handlu zagranicznego w województwie pomorskim wskazują, że w III kwartale br. międzynarodowa wymiana gospodarcza nabierała coraz większego tempa. Istotnie wzrosła zarówno wartość eksportu, jak i importu – pierwszy wyniósł 4058,5 mln euro i był o 5,1 proc. wyższy niż w II kwartale br., natomiast drugi wyniósł 4316,8 mln euro i był aż o 15,6 proc. wyższy niż w poprzednim kwartale. Tak duży wzrost wartości importu spowodował, że po raz pierwszy od trzech kwartałów pomorskie saldo handlu zagranicznego było ujemne, wynosząc –258,3 mln euro.

Warto zauważyć, że wartość pomorskiego eksportu była w III kwartale br. o 43,9 proc. wyższa niż w III kwartale poprzedniego roku, naznaczonego pandemią oraz o 39,1 proc. wyższa niż w III kwartale 2019 r., czyli jeszcze w erze przedpandemicznej. Skutki kryzysu wywołanego przez pandemię znacznie lepiej obrazuje porównanie wartości importu – ta, odnotowana w III kwartale 2021 r. była aż o 51,3 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ub.r. oraz o 19,7 proc. wyższa niż przed dwoma laty.

W skali całej polskiej gospodarki podczas pierwszych trzech kwartałów 2021 r. eksport wyniósł 207,4 mld euro, natomiast import – 205,6 mld euro. Saldo handlu zagranicznego pozostało dodatnie, wynosząc +1,8 mld euro. W porównaniu do analogicznego okresu roku 2020, eksport wzrósł o 20,3 proc., natomiast import – o 24,1 proc.7

Podobnie jak we wcześniejszych badanych okresach, w III kwartale 2021 r. dominującą pod względem wartości grupą towarów eksportowanych z Pomorza stanowiły statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (26,8proc. wartości pomorskiego eksportu). Zauważalny był także udział czterech kolejnych grup towarów: maszyn i urządzeń elektrycznych (9,1 proc.), ryb i skorupiaków (5,6 proc.), reaktorów jądrowych, kotłów maszyn i urządzeń mechanicznych (5,2 proc.) oraz tworzyw sztucznych i artykułów z nich (5,0 proc.). Nadal rzuca się w oczy stosunkowo niski (4,6 proc., czyli identycznie jak w II kwartale br.) udział grupy paliw w pomorskim eksporcie, co jest jedną z najbardziej zauważalnych zmian struktury produktowej eksportu z Pomorza, wywołanej kryzysem pandemicznym.

Wykres 3. Struktura kierunkowa eksportu z województwa pomorskiego w III kwartale 2021 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Tradycyjnie zdecydowanie największym odbiorcą produktów eksportowanych z województwa pomorskiego w III kwartale 2021 r. były podmioty z Niemiec (17,4 proc.). Za ich plecami ulokowali się partnerzy handlowi ze: Szwecji (6,1 proc.), Francji (4,6 proc.), Holandii (3,6 proc.), Rosji (3,1 proc), Czech (3,0 proc.) oraz Wielkiej Brytanii (3,0 proc.). Struktura ta była zbliżona do tych, obserwowanych w poprzednich kwartałach. W okresie styczeń­‑wrzesień 2021 r. największym partnerem eksportowym w skali całej polskiej gospodarki były Niemcy (28,7 proc.), a następnie: Czechy (5,9 proc.), Francja (5,8 proc.) oraz Wielka Brytania (5,1 proc.). Struktura ta była podobna do obserwowanych w poprzednich kwartałach.

Import do województwa pomorskiego był w III kwartale br. zdominowany przez cztery grupy produktów. Tradycyjnie już najważniejszą z nich stanowiły paliwa, odpowiadające za 27,9 proc. wartości importu w analizowanym kwartale (czyli o 5,9 pkt. proc. więcej niż w poprzednim kwartale). Kolejnymi grupami o istotnym znaczeniu w strukturze towarowej były: maszyny i urządzenia elektryczne (10,5 proc.), statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (9,6 proc.) oraz ryby i skorupiaki (6,8 proc.). Warto zauważyć, że udział importu towarów należących do drugiej z tych grup był istotnie (o 6,2 pkt. proc.) niższy niż w II kwartale br., co może wynikać z faktu, że w segmencie przemysłu morskiego nawet pojedyncze zlecenia opiewają nieraz na bardzo wysokie kwoty i zdarza się, że kilka (czasem nawet jedna) transakcji może mieć istotny wpływ na całą kwartalną strukturę pomorskiego importu.

Towary importowane na Pomorze pochodziły w III kwartale 2021 r. przede wszystkim z kierunków: rosyjskiego (23,3 proc. wartości pomorskiego importu, głównie za sprawą paliw), chińskiego (16,1 proc.), norweskiego (7,1 proc.), niemieckiego (5,4 proc.), holenderskiego (5,0 proc.) oraz bangladeskiego (3,2 proc.). Podobnie jak w wypadku struktury geograficznej eksportu – była ona podobna do tych, obserwowanych w poprzednich kwartałach. Z kolei jeśli chodzi o całą polską gospodarkę – sprowadzane do naszego kraju w pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. towary pochodziły w największej mierze z: Niemiec (21,2 proc.), Chin (14,3 proc.), Rosji (5,5 proc.) oraz Włoch (5,1 proc.).

Wykres 4. Struktura kierunkowa importu do województwa pomorskiego w III kwartale 2021 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Barometr innowacyjności

W III kwartale 2021 r. w Biuletynie Urzędu Patentowego opublikowano informację o 914 wynalazkach zgłoszonych do opatentowania. Liczba zgłoszeń pochodzących z województwa pomorskiego sięgnęła 52, co stanowiło 5,7 proc. wszystkich zgłoszonych wynalazków. Jest to wynik wyższy o 1,0 pkt. proc. niż w poprzednim kwartale i o 0,1 pkt. proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2020 r.

Wykres 5. Liczba pomorskich wynalazków zgłoszonych i opublikowanych w Biuletynie Urzędu Patentowego w 2021 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie http://www.uprp.pl

Podobnie jak w poprzednich kwartałach, udział województwa pomorskiego w liczbie zgłaszanych patentów był w III kwartale br., niższy od udziału regionu w liczbie mieszkańców całej Polski (6,0 proc.) oraz w odniesieniu do liczby ogólnopolskich przedsiębiorstw (6,8 proc.). Niemniej należy mieć na uwadze, iż statystyka patentowa jest zdominowana przez zgłoszenia z województwa mazowieckiego, w tym w szczególności z Warszawy.

Wiele wskazuje na to, że doświadczenie pandemii nie podwyższyło pozycji polskiej gospodarki w globalnych rankingach najbardziej innowacyjnych państw Europy i świata. I tak też w najnowszej edycji prestiżowego zestawienia Global Innovation Index przygotowywanego przez Światową Organizację Własności Intelektualnej, nasz kraj zajął 40. miejsce (oraz 27. miejsce w skali Europy), co oznacza spadek o dwie lokaty względem badania z ubiegłego roku. Z raportu wynika, że nasza gospodarka staje się coraz bardziej innowacyjna, i to w dość szybkim tempie, niemniej jednak wiele innych gospodarek porusza się na tej trajektorii jeszcze szybciej. Nasze silne strony dotyczą zasobów kapitału ludzkiego i badawczego oraz wiedzy, natomiast wśród mankamentów wskazano poziom rozwoju infrastruktury czy zaawansowania rynku. Odnośnie tego ostatniego – z niedawnego badania Dealroomu wynika zresztą, że nasz kraj, czyli pod względem ludności siódma gospodarka Europy, plasuje się dopiero na 16. miejscu, jeśli chodzi o inwestycje venture capital w start‑upy. W tym obszarze mamy jeszcze wiele do zrobienia.

Zwycięzcami tegorocznej edycji Global Innovation Index, w której przebadano łącznie 132 kraje, zostały: Szwajcaria, Szwecja, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania oraz Korea Południowa. Polska wyprzedziła w rankingu chociażby Turcję czy Chorwację, lecz znalazła się za plecami Łotwy, Słowacji, Węgier czy Bułgarii8.

W III kwartale 2021 r. ¼ pomorskich zgłoszeń patentowych pochodziła z działu C Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (chemia, metalurgia). Istotny, przekraczający 17 proc. odsetek dotyczył także trzech kolejnych grup: działu B (różne procesy przemysłowe i transport), F (budowa maszyn, oświetlenie itd.) oraz G (fizyka).

Największa nadreprezentacja względem kraju także dotyczyła działu F (+8,6 pkt. proc. względem kraju), natomiast największa różnica in minus odnosiła się do działu B (–8,2 pkt. proc.).

Z kolei w III kwartale 2020 roku największa nadreprezentacja zgłoszonych patentów względem kraju dotyczyła działu G (fizyka) – wyniosła ona 11,9 pkt. proc. Największe odchylenie in minus – podobnie jak w analizowanym kwartale – dotyczyło natomiast działu B (różne procesy przemysłowe, transport), wynosząc –12,9 pkt. proc.

Tabela 1. Ogólnopolskie oraz pomorskie zgłoszenia wynalazków opublikowane w Biuletynie Urzędu Patentowego wg Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (MKP) w III kwartale 2021 r. oraz w 2021 r. ogółem

Dział MKP III kwartał 2021 r. 2021 r.
Pomorskie Polska różnica Pomorskie Polska różnica
% % pkt. proc. % % pkt. proc.
Dział A – Podstawowe potrzeby ludzkie 11,7 17,5 –6,0 12,7 17,8 –5,1
Dział B – Różne procesy przemysłowe; Transport 17,3 25,5 –8,2 19,7 23,6 –3,8
Dział C – Chemia; Metalurgia 25,0 17,0 +8,0 19,7 19,6 +0,1
Dział D – Włókiennictwo; Papiernictwo 0,0 0,4 –0,4 0,0 0,5 –0,5
Dział E – Budownictwo; Górnictwo 1,9 9,3 –7,4 4,2 10,1 –5,9
Dział F – Budowa maszyn; Oświetlenie; Ogrzewanie; Uzbrojenie; Technika minerska 17,3 8,8 +8,6 14,8 10,4 +4,4
Dział G – Fizyka 17,3 12,9 +4,4 12,7 10,4 +2,3
Dział H – Elektrotechnika 9,6 8,6 +1,0 16,2 7,6 +8,6
RAZEM 100,0 100,0 100,0 100,0

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie http://www.uprp.pl

W skali pierwszych trzech kwartałów 2021 r., specjalizacją Pomorza względem reszty kraju jest dział H (elektrotechnika), którego cechuje nadreprezentacja rzędu 8,6 pkt. proc., a także – choć w mniejszym stopniu – dział F (budowa maszyn, oświetlenie itd.), którego nadreprezentacja sięgnęła 4,4 pkt. proc.

Ważniejsze wydarzenia9

Duży ruch w PERN
W pierwszym półroczu 2021 r. w stacji PERN w Dębogórzu koło Gdyni rozładowanych zostało 37 tankowców. To o 10 więcej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. i o 13 więcej niż w analogicznym okresie przed dwoma laty. To największe obroty PERN od początku istnienia terminalu produktów naftowych.

Kontrakt na kadłub wycieczkowca
Gdyńska Stocznia Crist pracuje nad budową bloków kadłuba luksusowego wycieczkowca dla brytyjskiej linii wycieczkowej Swan Hellenic. Bloki te zostaną złożony w cały kadłub w fińskiej Helsinki Shipyard, gdzie będą miały miejsce także prace związane z finalnym wykończeniem statku.

Białoruski start‑up w Gdańsku
W ramach inicjatywy Come2Pomerania zainicjowanej przez Invest in Pomerania oraz programu Poland.Business Harbour, w Gdańsku osiedli się kolejna białoruska firma. Pierwszą z nich była firma IT Agente. Tym razem będzie to start‑up technologiczny CareMe Tech.

Miliardowe inwestycje Lotosu
Grupa Lotos planuje w 2021 r. wydać na inwestycje około 1,4 mld zł. Jak przyznają przedstawiciele spółki – obecnie pracują nad 360 projektami, wśród których są m.in. te, dotyczące rozwoju technologii wodorowych czy offshore’u.

NCBiR dofinansuje gdański start‑up
Gdański start‑up SentiOne otrzyma prawie 19 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Środki te zostaną przeznaczone na doskonalenie technologii rozumienia języka naturalnego w językach: polskim, angielskim, niemieckim i hiszpańskim. Realizacja projektu pomoże firmie m.in. udoskonalić ich technologie chatbotów i voicebotów.

Nowy dyrektor generalny DCT
Nowym dyrektorem generalnym DCT został Charles Baker, pełniący dotąd funkcję wiceprezesa PSA Americas. Zastąpił na stanowisku Camerona Thorpe’a, który był szefem gdańskiego terminala od 2016 r.

Prezes Energi odwołany
Dotychczasowy prezes Zarządu Grupy Energa, Jacek Goliński został odwołany ze stanowiska. Do czasu powołania nowego prezesa jego obowiązki przejęła wiceprezes ds. korporacyjnych, Iwona Waksmundzka­‑Olejniczak.

PolTREG na giełdzie
Firma biotechnologiczna PolTREG, założona przez naukowców z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, zadebiutuje w IV kwartale br. na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Lotos Petrobaltic powiększa flotę
W związku z planowanym przejściem ze świadczenia usług dla branży offshore na rzecz morskiej energetyki wiatrowej, Lotos Petrobaltic w ciągu czterech lat powiększy swoją flotę o pięć statków, które będą wykorzystywane przy budowie i serwisowaniu farm wiatrowych na Morzu Bałyckim.

Rhenus przejmuje C.Hartwig
Jeden z europejskich liderów logistycznych, niemiecka firma Rhenus przejmuje C.Hartwig Gdynia, które do tej pory wchodziło w skład grupy OT Logistics.

Port Centralny nie powstanie
Projekt budowy Portu Centralnego w Gdańsku, który miał powstać między ujściem kanału portowego a Naftoportem, nie znalazł inwestorów chętnych do jego realizacji. Na przedsięwzięcie składać się miała budowa m.in. ośmiu terminali, niemal 20 km nowych nabrzeży, sześciu wiaduktów oraz dróg.

Nowe firmy IT w Gdańsku
W Gdańsku swoje oddziały otworzą dwie firmy z branży IT – brytyjska Graphcore oraz ukraińskie Efisco. Tym samym w Trójmieście przybędzie około 100 nowych miejsce pracy w tym sektorze.

Pomorskie Centrum Logistyczne zostanie rozbudowane
Pomorskie Centrum Logistyczne powiększy się o piąty budynek, w którym znajdzie się niemal 40 tys. m²powierzchni magazynowo­‑produkcyjnej.

W I półroczu Energa i Lotos na plusie
W pierwszych sześciu miesiącach br. obydwa gdańskie koncerny odnotowały zysk netto – w wypadku Energi wyniósł on 0,7 mld zł, natomiast Lotosu 1,4 mld zł. To wyniki znacznie lepsze niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, gdy były one znacznie na minusie.

Rozbudowa puckiego portu
W ramach przebudowy portu w Pucku powstanie prawie 100 miejsc do cumowania jachtów. Inwestycja – w skład której wchodzi także budowa nowoczesnej infrastruktury – ma zostać oddana do użytkowania w III kwartale 2023 r.

Nowe laboratorium Blirt
Na potrzeby gdańskiej spółki biotechnologicznej Blirt, w Gdańskim Parku Naukowo­‑Technologicznym zbudowanie zostanie nowoczesne laboratorium, w której m.in. produkowane będą białka oraz enzymy. Będzie to już piąte laboratorium należące do firmy.

Rozbudowa Terminalu Naftowego zakończona
Końca dobiegła rozbudowa Terminalu Naftowego PERN w Gdańsku. Dzięki zrealizowaniu tej kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski inwestycji, posiadamy już nad morzem prawie 2 mln m³ pojemności na ropę naftową i możemy sprowadzać różne jej rodzaje z różnych kierunków.

Inwestycja PKP w Gdyni
PKP Polskie Linie Kolejowe kosztem 1,5 mld zł przebudują 115 km torów w celu poprawienia dostępu kolejowego do portu morskiego w Gdyni. W ramach inwestycji zelektryfikowane zostaną też dojazdy do bram portu, powstanie także ponad 350 nowych rozjazdów.

Nagrody dla statków z Remontowej
Australijskie wydawnictwo Baird Maritime nagrodziło tytułem Statku Roku 2020 w kategorii World Best Multi‑Purpose Workboat bliźniacze jednostki Zodiak II i Planeta I zaprojektowane przez Remontowa Marine Design&Consulting oraz wybudowane w stoczni Remontowa Shipbuilding. Ta ostatnia została też laureatem prestiżowej nagrody Shippax Award podczas Shippax Ferry Conference za budowę promu hybrydowego Festøya.

W Gdańsku powstanie Baltic Hub 3
Na obszarze DCT Gdańsk powstanie trzecie nabrzeże głębokowodne – Baltic Hub 3. Dzięki jego realizacji moce przeładunkowe terminalu wzrosną do 4,5 mln TEU rocznie. Inwestycja ma pochłonąć 450 mln euro.

Kontrakt na Mieczniki
W PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni podpisany został kontrakt na budowę czterech okrętów typu Miecznik. Pierwszy z nich ma być gotowy w 2025 r. To dla naszego wojska największy kontrakt realizowany przez polski przemysł zbrojeniowy – szacowana wartość zlecenia to 10 mld zł.

Nowy statek Polskich Linii Oceanicznych
Polskie Linie Oceaniczne wzbogaciły się o nową jednostkę – POL Stella. Jest to statek typu ro‑ro, który został zbudowany w 2009 r. w Danii. Docelowo będzie kursował na linii żeglugowej Rotterdam – Killingholme.

Crist zbuduje specjalistyczny statek
Gdyńska stocznia wybuduje jednostkę, która będzie odpowiadała za układanie żwiru na dnie morskim w trakcie budowy podmorskiego tunelu między Niemcami a Danią. Zleceniodawcą jest konsorcjum Femern Link Contractors.

1 za: coface.pl
2 za: businessinsider.com.pl, rp.pl
3 za: businessinsider.com.pl
4 za: stat.gov.pl, rp.pl, money.pl
5 za: stat.gov.pl, bankier.pl
6 za: stat.gov.pl, bankier.pl
7 za: stat.gov.pl
8 za: cyfrowa.rp.pl, wipo.org
9 W niniejszym podrozdziale wykorzystano informacje pochodzące m.in. z portalów trojmiasto.pl oraz pomorskie.eu.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jak zbudować recyklingowego giganta?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Czy recykling jest branżą przyszłości?

Gdy patrzymy na cykl życia produktu, jego końcową fazą jest albo powtórne użycie (reuse) albo recykling. W dobie zielonej transformacji i rosnącej świadomości ekologicznej działalność recyklingowa jest z całą pewnością coraz bardziej popularna i powszechna. Nie mówiłbym jednak o recyklingu jako o branży – jest to pewna faza, element wchodzący w skład niemal każdego rynku produktowego. Podobnie jak produkcja – nie ma branży produkcji, branżą jest produkcja samochodów czy samolotów.

Nie mówiłbym o recyklingu jako o branży – jest to pewna faza, element wchodzący w skład niemal każdego rynku produktowego.

Przykładowo więc, gdy mówimy o recyklingu platynowców, poruszamy się nie w branży recyklingu, lecz w strumieniu wartości platynowców. Interesuje nas, kto jest dostawcą pierwotnych materiałów, kto jest odbiorcą materiałów z recyklingu, jakie jest zastosowanie tych materiałów etc. Podmiot, który dokonuje recyklingu, jest częścią tego rynku. Gdyby zajmował się recyklingiem metali szlachetnych, np. miedzi, byłby częścią rynku miedzi, i tak dalej.

Czy firmy recyklingowe są najczęściej osobno wydzielonymi podmiotami, czy raczej częścią większych organizacji, np. spółkami wchodzącymi w skład struktury danego producenta?

Najczęściej są to oddzielne podmioty, gdyż technologie demontażu i odzyskiwania wartości istotnie różnią się od technologii produkcji i montażu. Obydwa te rodzaje działalności wymagają wysokiej specjalizacji i trudno być firmą posiadającą bardzo wysokie kompetencje równolegle. Zazwyczaj jest więc tak, że inny podmiot czy grupa podmiotów zajmuje się końcową fazą życia produktu, a inny – jego produkcją.

Są też jednak takie rynki, gdzie jest to zintegrowane. Tak jest przede wszystkim w tradycyjnych, dojrzałych branżach, jak np. produkcja metali, czyli sektorze z ponad 1000‑letnią historią. W segmencie tym już od co najmniej 200 lat wykorzystywane są metale z recyklingu, przez dziesięciolecia działalności udało się zintegrować ze sobą technologie produkcyjne i recyklingowe.

Czy można powiedzieć, że działalność recyklingowa jest generalnie innowacyjna?

Zależy to od odpadu będącego przedmiotem recyklingu – w branżach tradycyjnych, znanych od lat, wiele procesów związanych z recyklingiem jest już dość dojrzałych, a pojawiające się innowacje stanowią udoskonalenia wypracowanych wcześniej rozwiązań. Z kolei w wypadku materiałów nowych, szczególnie dość skomplikowanych, recykling siłą rzeczy wiąże się z wprowadzaniem innowacji. Przykładowo: żeby wydobyć wartość ze złomu elektronicznego, kiedy często w drobnym kawałku odpadu skupionych jest kilkaset elementów, niezbędne jest zastosowanie zaawansowanych technologii.

Uważam, że ogromna część podejmowanych przez nas działań recyklingowych jest bardzo innowacyjna. Wynika to przede wszystkim z faktu, że gospodarka zwróciła się w kierunku odpadów, patrząc na nie jako na potencjalnie wartościowe surowce, tworząc niejako boom na ich odzyskiwanie. Aby móc to czynić w sposób efektywny, konieczne będzie wymyślanie i stosowanie nowych technologii – szczególnie że na rynku cały czas pojawiają się nowe, nieznane wcześniej produkty. W wielu branżach nie ma jeszcze wypracowanych standardów, co stanowi bardzo duże pole do popisu dla innowatorów.

Gospodarka zwróciła się w kierunku odpadów, patrząc na nie jako na potencjalnie wartościowe surowce, tworząc niejako boom na ich odzyskiwanie. Aby móc to czynić w sposób efektywny, konieczne będzie wymyślanie i stosowanie nowych technologii.

Czy działania recyklingowe należą do procesów energochłonnych i „brudnych”?

W zdecydowanej większości nie. Przykładowo, produkty poddawane recyklingowi przez Elemental Holding to przede wszystkim odpady przemysłowe o stosunkowo dużej wartości – dość powiedzieć, że metr sześcienny metali z grupy platynowców może być warty milion złotych. Dlatego musimy wykazać się niezwykłą dbałością i starannością, aby nie zmarnował się żaden kawałek materiału. Co więcej, procesy hydrometalurgiczne czy chemiczne, jakim jest on poddawany w trakcie recyklingu, są bardzo szczelne i zamknięte. Nie ma tu miejsca na emisję nieczystości. To zaawansowana działalność przemysłowa, przywodząca na myśl bardziej produkcję żywności czy leków niż przerób odpadów.

Recykling bywa często zaawansowaną działalnością przemysłową, przywodzącą na myśl bardziej produkcję żywności czy leków, niż przerób odpadów.

Zahaczyliśmy o wątek Elemental Holding – w jakiego typu recyklingu się specjalizujecie?

Nasze dwa główne obszary działalności obejmują recykling metali z grupy platynowców oraz układów elektronicznych, z których uzyskujemy wartościowe materiały przemysłowe, takie jak miedź, pallad, złoto czy srebro. W pierwszym z nich jesteśmy globalnym liderem z około 15‑procentowym udziałem na rynku, natomiast w drugim znajdujemy się w europejskiej czołówce.

Oprócz tego rozwijamy jeszcze dwa segmenty – pierwszy to recykling metali bateryjnych, takich jak kobalt, nikiel czy lit. W tym momencie realizujemy związany z nim duży projekt w ramach zintegrowanej inicjatywy IPCEI (Important Projects of Common European Interest). Czwarty obszar to bardzo zaawansowane prace zmierzające do zbudowania dużej rafinerii platynowców i metali szlachetnych odzyskiwanych z odpadów.

Jak wygląda Wasze otoczenie rynkowe?

W segmencie platynowców naszymi konkurentami są firmy globalne – dwie ze Stanów Zjednoczonych i dwie nieco mniejsze z Niemiec. Resztę przedsiębiorstw średnich i małych trudno do nas porównać, gdyż działają one w skali regionalnej. Mamy niezwykle rozwiniętą bazę swoich lokalizacji na świecie – w samej Europie jest ich ponad 30, w USA ponad 20, a dodatkowo pojedyncze na Bliskim Wschodzie, w Malezji, Indonezji, Tajlandii czy w Indiach. Każda z nich posiada odpowiednie pozwolenia środowiskowe oraz infrastrukturę. Tak duży zasięg działania pozwala nam oferować rozwiązania dla największych światowych korporacji. To duży atut.

W segmencie recyklingu elektrozłomu jest w Europie kilka konkurujących z nami firm o podobnym potencjale rynkowym. Z kolei na rynku recyklingu bateryjnego większość otoczenia konkurencyjnego to start‑upy – podmioty, które dopiero zaczynają przygodę w tym obszarze. W tym segmencie mamy bardzo duże globalne ambicje, dlatego jako konkurentów postrzegamy kilku dużych recyklerów baterii litowo­‑jonowych z Korei Południowej oraz Stanów Zjednoczonych.

W jaki sposób udało się Wam zbudować duże przedsiębiorstwo o globalnej skali działania?

Jest to efekt organicznej pracy i konsekwentnego działania – na początku mało kto zakłada zbudowanie firmy o tak szerokiej strukturze i globalnym zasięgu. Wszystko zaczyna się raczej od planów średnioterminowych, będących bardziej „w zasięgu”. Nieraz okazuje się, że po ich realizacji podmiot lokalny staje się regionalny, a stąd już na horyzoncie widać skalę globalną.

Dokładnie w taki sposób zadziało się to w Elemental Holding. Krok po kroku realizowaliśmy swoje założenia, poszerzaliśmy udziały rynkowe, wchodziliśmy na nowe geograficznie rynki poprzez kombinację wzrostu organicznego i akwizycji. Kluczowy w naszym przypadku był „miks” bardzo dobrego, zaangażowanego, ambitnego zespołu oraz dalekosiężnych planów.

Jaki był model dokonywanych przez Was akwizycji?

Akwizycjami zajmujemy się od 10 lat i mamy doświadczony zespół ludzi, którzy bardzo dobrze znają interesujące nas branże. Dużą część procesu możemy zatem zrealizować sami, potrafimy z wysoką skutecznością ocenić ryzyka relacyjne, personalne i operacyjne związane z daną inwestycją. Akwizycje są dla nas bardzo ważne – pozwalają dużo szybciej, niż za sprawą wyłącznie wzrostu organicznego, zwiększyć udziały rynkowe. Interesują nas głównie spółki, które mają duży potencjał wzrostu, a – naszym zdaniem – są niedoszacowane. Dzięki temu możemy wspomóc je w tych obszarach, gdzie jest potencjał do poprawy. Takie podejście sprawia, że nie zanotowaliśmy jeszcze żadnej porażki na polu M&A – wszystkie kupione firmy przynajmniej zwracają wartość, jaką zainwestowaliśmy.

Interesują nas głównie spółki, które mają duży potencjał wzrostu, a – naszym zdaniem – są niedoszacowane. Dzięki temu możemy wspomóc je w tych obszarach, gdzie jest potencjał do poprawy.

Wybór nabywanych podmiotów zawsze jest konsekwencją obranej przez nas strategii. W tym momencie skupia się ona m.in. na dalszym wzmacnianiu naszej pozycji na rynku recyklingu metali z grupy platynowców. Chcemy być w tym segmencie niekwestionowanym globalnym liderem. Dlatego też dokonaliśmy akwizycji dużych podmiotów o silnej pozycji, które zajmują się tego typu recyklingiem na największym na świecie rynku, tj. w USA. Jeszcze trzy lata temu startowaliśmy za Oceanem z pozycji zero, a dziś jesteśmy tam najistotniejszym graczem.

Podobnie staramy się postępować w pozostałych obszarach – szukamy chociażby interesujących okazji akwizycyjnych wśród podmiotów zajmujących się recyklingiem złomu elektronicznego. Rozglądamy się też na rynku firm prowadzących recykling baterii litowo­‑jonowych. To początkujący obszar, ale szukamy tam ciekawych opcji.

Skąd pochodzą innowacyjne rozwiązania znajdujące zastosowania w Waszej działalności?

Odpowiedź na to pytanie wymaga zarysowania historycznego kontekstu naszej działalności. Tworząc nasz model biznesowy, na początku skupiliśmy się na zbudowaniu bardzo dużej masy materiałowej. W tym celu otwieraliśmy, jak to nazywam, miejskie kopalnie, czyli miejsca, w których pozyskiwaliśmy istotne z naszego punktu widzenia elementy pochodzące z odpadów, tworząc z nich następnie – podobnie jak normalne kopalnie – koncentraty metali. Naszym celem było zdobycie jak największej części rynku, pozyskanie jak największej masy materiału i osiągnięcie silnej pozycji w strumieniu wartości. Udało nam się to, a po drodze poznaliśmy dobrze ten rynek, jego specyfikę oraz obecnych na nim graczy, nawiązaliśmy też wiele relacji. To był pierwszy etap

Teraz wchodzimy w etap drugi – zaawansowane przetwórstwo koncentratu, w którym we własnym zakresie, przy użyciu własnych technologii topienia i rafinacji, będziemy potrafili odzyskać produkt końcowy w postaci czystego metalu oraz jego bardziej zaawansowanych form do wykorzystania w przemyśle. Do tej pory nie wykonywaliśmy tego typu procesów, przekazywaliśmy materiał do współpracujących z nami rafinerii, a te – na zasadzie usługi – odzyskiwały metale dla nas.

Dążymy dziś do tego, by we własnym zakresie, przy użyciu własnych technologii topienia i rafinacji, odzyskiwać z odpadów produkt końcowy w postaci czystego metalu oraz jego bardziej zaawansowanych form do wykorzystania w przemyśle.

Aby móc zaistnieć w drugim etapie, niezbędne nam będą nowoczesne technologie, na których poszukiwaniu i rozwoju bardzo mocno się dziś skupiamy. W tym momencie inwestujemy w rozwiązania, które – mam nadzieję – dadzą nam sporą przewagę kosztową nad konkurencją. Stworzyliśmy w tym celu spory dział rozwoju zaangażowany w realizację projektów inwestycyjnych, współpracujemy też bardzo blisko ze światem nauki, przede wszystkim z Siecią Badawczą Łukasiewicz. Działa ona w bardzo ciekawej z naszej perspektywy formule, łączącej biznes z nauką – instytucje wchodzące w skład Sieci pracują de facto dla przemysłu, posiadają mocno proprzemysłowe nastawienie. Oprócz tego współpracujemy też z niektórymi uczelniami wyspecjalizowanymi w metalurgii czy elektrochemii. Większość wypracowywanych rozwiązań jest albo zupełnie nowa, albo też jest to najnowocześniejszy dostępny obecnie know‑how z krótką historią zastosowania i bardzo korzystnymi perspektywami.

Na sam koniec chciałbym jeszcze zapytać o Wasze pionierskie doświadczenia w realizacji projektu w ramach IPCEI – jakie są dotychczasowe wrażenia?

Jest to projekt duży i skomplikowany, a w dodatku przeprowadzany w ramach IPCEI dopiero po raz drugi w historii, co przekłada się na wiele wyzwań. Często wiążą się one z tym, że nie ma jeszcze procedur dla przedsięwzięć o takiej skali. Co ważne, IPCEI jest programem, w wyniku którego zapada zgoda na udzielenie pomocy publicznej, jednakże źródłem finansowania są fundusze strukturalne. W efekcie zdarzają się sytuacje, w których dany projekt został zaakceptowany w reżimie IPCEI, lecz nie może jednak uzyskać finansowania, gdyż – zdaniem instytucji odpowiadających za fundusze strukturalne – taka pomoc jest niedozwolona.

Warto jednak podkreślić, że ogromnym plusem w ramach IPCEI jest podejście Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Obie instytucje podchodzą bardzo konstruktywnie do wszelkich przeszkód, jakie napotykamy. Możemy liczyć na ich realne wsparcie.

Skip to content