Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Baltic Hub – zielona transformacja w praktyce

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Baltic Hub Container Terminal (DCT Gdańsk) został niedawno laureatem Nagrody Pomorskiej Gryf Gospodarczy 2023 w kategorii „Lider Zielonej Transformacji”. W jaki sposób tak specyficzny typ działalności, jak terminal kontenerowy, może mieć ekologiczny, zrównoważony charakter?

Działalność terminalów kontenerowych nie wyklucza realizowania ekologicznych i zrównoważonych inicjatyw. Najlepszym na to przykładem jest nasza spółka, wśród której priorytetów znajduje się proaktywne podejście do zarządzania wpływem na środowisko naturalne. Zależy nam na utrzymaniu równowagi pomiędzy potrzebami operacyjnymi wynikającymi ze specyfiki naszej działalności a ochroną środowiska. Odnośnie tego ostatniego – podejmowane przez nas działania są skoncentrowane na kilku kluczowych obszarach.

Działalność terminalów kontenerowych nie wyklucza realizowania ekologicznych i zrównoważonych działań. Zależy nam na utrzymaniu równowagi pomiędzy potrzebami operacyjnymi wynikającymi ze specyfiki naszej działalności a ochroną środowiska.

Po pierwsze, przestrzegamy wszelkich wymogów prawa dotyczących ochrony środowiska i działamy zgodnie z posiadanymi decyzjami środowiskowymi. To fundamentalna zasada, która leży u podstaw naszych działań. Po drugie, skupiamy się na redukcji emisji. W tym celu badamy i oceniamy możliwości wykorzystania paliw alternatywnych. Jednocześnie pracujemy nad hybrydyzacją naszych suwnic. Inwestujemy również w zakup nowych, w pełni zelektryzowanych urządzeń tego typu, a także angażujemy się we wdrażanie oraz testowanie nowoczesnych, bardziej ekologicznych maszyn. Aby zmniejszyć zużycie paliwa i energii, dążymy też do optymalizacji naszych procesów operacyjnych.

Kolejnym punktem na liście naszych priorytetów jest minimalizowanie wpływu na środowisko poprzez wdrażanie polityki ograniczenia plastiku jednorazowego użytku. Kładziemy także nacisk na odpowiednie zarządzanie odpadami oraz realizację koncepcji gospodarki o obiegu zamkniętym. Oprócz działań mających na celu zmniejszanie ilości odpadów, koncentrujemy się także na pozostałych aspektach modelu 3R, czyli: ponownym zużyciu (reuse), recyklingu (recycle) oraz zastępowaniu (replace).

Jakie jeszcze proekologiczne działania podejmował w ostatnim czasie Baltic Hub?

Angażujemy się w różnorodne działania kompensacyjne dla przyrody, w tym w nadzór ornitologiczny i chiropterologiczny, mające na celu monitorowanie i redukcję wpływu naszych operacji na lokalne ekosystemy. Istotne jest dla nas także zwiększanie efektywności energetycznej, co osiągamy dzięki m.in. coraz szerszemu stosowaniu oświetlenia LED‑owego oraz wykorzystywaniu energii pochodzącej z zainstalowanych na obszarze terminalu paneli fotowoltaicznych. Ponadto, rokrocznie zwiększamy zakup zielonej energii z zewnątrz, jak również implementujemy zrównoważone praktyki zakupowe oraz zarządzanie łańcuchem wartości. Czujemy się też zobligowani do tego, by cały czas doskonalić i poszukiwać nowych, innowacyjnych rozwiązań, aby nasza działalność była jak najbardziej zrównoważona i przyjazna dla środowiska.

Do tego wszystkiego dodałabym jeszcze jedną rzecz – nasze rozumienie odpowiedzialności środowiskowej obejmuje także wiedzę na temat tego, w jaki sposób postępować w razie ewentualnych awarii, tak by ich konsekwencje miały jak najmniejszy wpływ na nasze otoczenie. Stąd też, aby zapewnić gotowość na nieprzewidziane sytuacje, regularnie organizujemy szkolenia i ćwiczenia dla naszego personelu.

Oprócz wymienionych przez Panią kierunków działań, Baltic Hub opracował też w ubiegłym roku raport dotyczący zrównoważonej działalności spółki. Skąd taki pomysł?

Raport ten prezentuje różne podejmowane przez nas działania w obszarze zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska czy inicjatyw na rzecz lokalnej społeczności. Postanowiliśmy go opracować po to, aby przybliżyć prowadzoną przez nas aktywność szerszej publiczności, a także odpowiedzieć na wymogi właścicieli i innych interesariuszy, dla których aspekty związane ze zrównoważonym rozwojem są bardzo istotne. Celem stworzenia raportu było także pokazanie naszej gotowości na nowe – w tym szykowane obecnie – przepisy prawne, które wymagać będą raportowania działań związanych z ESG (Environmental, Social, Governance).

Jakie rozwiązania legislacyjne ma Pani na myśli?

Jako Baltic Hub koncentrujemy się przede wszystkim na działaniach zgodnych z wymogami Dyrektywy CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive) oraz ESRS (European Sustainability Reporting Standards), gdyż od 2026 r. będziemy mieli obowiązek tworzenia raportów zgodnych z wytycznymi obydwu powyższych aktów prawnych. Oznacza to, że musimy nie tylko dostosować nasze procesy raportowania, ale także wdrożyć wszelkie niezbędne zmiany w organizacji, aby zapewnić i transparentnie udowodnić, że działamy w sposób zrównoważony i odpowiedzialny.

Ze względu na wchodzące niebawem w życie unijne regulacje CSRD oraz ESRS, musimy nie tylko dostosować nasze procesy raportowania, ale także wdrożyć wszelkie niezbędne zmiany w naszej organizacji, aby zapewnić i transparentnie udowodnić, że działamy w sposób zrównoważony i odpowiedzialny.

W tym też celu planujemy opracować w tym roku kolejny raport, według wytycznych raportowania niefinansowego. Będzie to dla nas swego rodzaju test, który pozwoli nam ocenić, jak dobrze przygotowani jesteśmy do spełniania nowych standardów. Chcemy się upewnić, że nasze procedury i systemy są na nie w zupełności gotowe.

Wróćmy jednak do ubiegłorocznego raportu – co on wykazał?

Dla Baltic Hub zrównoważony rozwój to nie tylko odpowiedzialność środowiskowa, ale także społeczna i ekonomiczna. Od lat działamy aktywnie w tych obszarach i – za sprawą omawianego raportu – zależało nam na ocenie wpływu, jakie realizowane przez nas projekty w ich obrębie mają na lokalną społeczność. W ostatnim czasie skoncentrowaliśmy nasze działania na wspieraniu edukacji, szkoleń oraz szeroko pojętego rozwoju lokalnych społeczności. Aktywnie włączyliśmy się też w organizację i współorganizację licznych inicjatyw na rzecz dzielnic sąsiadujących z naszym terminalem.

W ramach raportu chcieliśmy również zbadać, jakie jest podejście naszych pracowników do tego typu przedsięwzięć. Wnioski okazały się być jak najbardziej pozytywne – kwestie te okazały się być istotne nie tylko dla nas jako organizacji, lecz także dla ludzi, którzy tę organizację tworzą.

Wspominała Pani o presji na zrównoważone prowadzenie biznesu ze strony unijnej legislacji. Czy podobnego typu sugestie, czy może wręcz naciski, są odczuwalne także wśród instytucji finansowych oraz Państwa klientów?

Owszem – instytucje finansowe coraz częściej uwzględniają aspekty środowiskowe, społeczne czy ładu korporacyjnego przy podejmowaniu decyzji o finansowaniu inwestycji. Przykładem takiego działania może być zawarta przez nas umowa kredytowa z konsorcjum banków, wśród których znajduje się m.in. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, na budowę terminala T3. Aby nasz wniosek został rozpatrzony pozytywnie, musieliśmy spełnić szereg wymogów, które dotyczyły nie tylko ochrony środowiska i zmian klimatu, ale także kwestii społecznych.

Instytucje finansowe coraz częściej uwzględniają aspekty środowiskowe, społeczne czy ładu korporacyjnego przy podejmowaniu decyzji o finansowaniu inwestycji. Odczuliśmy to już na własnej skórze.

Powyższe wymogi są częścią szerszej strategii Unii Europejskiej, mającej na celu promowanie zrównoważonego rozwoju i troski o środowisko. Taksonomia UE, czyli system klasyfikacji ekologicznej, jasno wskazuje, że wspierane będą tylko inwestycje określane mianem sustainable. Oznacza to, że firmy takie, jak nasza – i nie tylko – muszą w swoich działaniach inwestycyjnych coraz bardziej skupiać się na aspektach ekologicznych.

Równolegle obserwujemy rosnącą wagę zrównoważonego prowadzenia biznesu wśród naszych klientów. Wykazują oni coraz większe zainteresowanie sposobem, w jaki firmy, z którymi współpracują, wpływają na środowisko. W związku z tym Baltic Hub jest zobowiązany do ciągłego dostosowywania swoich strategii i operacji do nowych wymogów i oczekiwań. Rozumiemy to, mając na uwadze, że zmiany te są nie tylko koniecznością regulacyjną, ale także elementem odpowiedzialności przedsiębiorstwa i istotnym czynnikiem wpływającym na długoterminową zdolność do rozwoju i bycia konkurencyjnym na rynku.

Czy o proekologiczne prowadzenie biznesu dbają dziś także inne europejskie terminale kontenerowe?

Obserwując branżę terminali kontenerowych w Europie, można zauważyć rosnącą świadomość ekologiczną i coraz szerszy wachlarz podejmowanych proekologicznych przedsięwzięć. Dobrym przykładem mogą być pozostałe terminale Grupy PSA znajdujące się na Starym Kontynencie, które aktywnie dbają o te kwestie. Wśród przykładowych działań, które podejmują, znajduje się m.in. wdrażanie innowacyjnych technologii, takich jak elektryfikacja sprzętu, wykorzystanie energii odnawialnej, optymalizacja procesów operacyjnych dla zwiększenia efektywności energetycznej czy też inwestowanie w projekty kompensacyjne, które przyczyniają się do ochrony środowiska naturalnego.

Generalnie to, co kiedyś było postrzegane jako działania PR‑owe lub inicjatywy stricte CSR‑owe, ewoluowało do bardziej kompleksowego i zobowiązującego podejścia. W chwili obecnej interesariusze, w tym klienci, partnerzy biznesowi oraz instytucje regulujące, coraz częściej oczekują konkretnych dowodów na to, że biznes jest prowadzony w sposób zrównoważony. Z kolei zjawiska znane pod hasłem greenwashingu, polegające na tworzeniu pozorów działań ekologicznych, bez rzeczywistego wpływu na środowisko, są postrzegane bardzo źle i poddawane coraz ostrzejszej krytyce.

To, co kiedyś było postrzegane jako działania PR‑owe lub inicjatywy stricte CSR‑owe, ewoluowało do bardziej kompleksowego i zobowiązującego podejścia. W chwili obecnej interesariusze, w tym klienci, partnerzy biznesowi oraz instytucje regulujące, coraz częściej oczekują konkretnych dowodów na to, że biznes jest prowadzony w sposób zrównoważony.

Czy w nadchodzącej przyszłości terminale kontenerowe prowadzące działalność w sposób bardziej zrównoważony, ekologiczny, będą mogły liczyć na pewnego rodzaju premię rynkową? W jakiej postaci?

Mam nadzieję, że promowane przez UE zielone korytarze żeglugowe oraz inne podobnego typu inicjatywy zyskają na znaczeniu, a przewoźnicy i linie będą chętnie z nich korzystać, wybierając terminale, które traktują kwestie ESG na poważnie. W tym momencie jednak trudno ocenić, czy przełoży się to na swego rodzaju rynkową premię.

Pragnęłabym jednak zaznaczyć, że dążenie do zrównoważonego i ekologicznego prowadzenia biznesu nie powinno być kwestią tylko i wyłącznie premii rynkowej – powinno to być częścią DNA każdej firmy. Zarówno Baltic Hub, jak i cała Grupa PSA, starają się zmierzać w tym kierunku nie tylko dlatego, że wymaga tego prawo, ale dlatego, że uznajemy te kwestie za niezwykle istotne i staramy się o nie dbać. Dążymy do tego, by w kolejnych latach utrzymać naszą pozycję jako branżowego lidera pod względem odpowiedzialności społecznej i środowiskowej. Chcemy stanowić przykład dla innych przedsiębiorstw, demonstrując że zrównoważony rozwój i przejrzystość w raportowaniu to kluczowe elementy sukcesu w nowoczesnym biznesie.

Dążenie do zrównoważonego i ekologicznego prowadzenia biznesu nie powinno być kwestią tylko i wyłącznie premii rynkowej – powinno to być częścią DNA każdej firmy.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Portman Lights – popandemiczna reinkarnacja

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Po raz ostatni rozmawialiśmy w 2019 r., kiedy Portman Lights było firmą młodą, z zaledwie dwuletnim stażem, choć okraszonym już sukcesem rynkowym w branży oświetlenia scenicznego. Jak dalej potoczyła się Wasza historia?

Nisza dekoracyjnego oświetlenia scenicznego, którą sobie znaleźliśmy na tym rynku jest na tyle duża, że pozwala nam się cały czas intensywnie rozwijać. W tym momencie mamy w swoim portfolio dziesięć produktów, które sprzedajemy w około 60 krajach. Mamy klientów, którzy kupują po kilkaset naszych urządzeń. Ta nisza wciąż daje nam zatem możliwość rozwijania naszych skrzydeł.

Jak mocno podcięła Wam je pandemia?

Bardzo mocno – nasza aktywność spadła wówczas do zera. Skoro bowiem nie odbywały się koncerty, podczas których najczęściej wykorzystywane są lampy produkowane przez Portman Lights, klienci zupełnie przestali kupować nasze produkty. Przez 1,5 roku – od początku 2020 r. do połowy 2021 r. – dosłownie nic nie sprzedaliśmy. Później, gdy lockdowny się skończyły, wróciliśmy do w miarę normalnego funkcjonowania.

Podczas pandemii nasza aktywność spadła do zera. Skoro bowiem nie odbywały się koncerty, podczas których najczęściej wykorzystywane są lampy Portman Lights, klienci zupełnie przestali kupować nasze produkty.

W jaki sposób prowadziliście w tym czasie swoją działalność?

Zdecydowaliśmy się wówczas na skupieniu się na inwestycjach. Zaczęliśmy od zbudowania własnej linii montażowej naszych lamp. W początkowych latach istnienia Portman Lights były one wytwarzane przez kooperujące z nami firmy zewnętrzne. W pewnym momencie stwierdziliśmy jednak, że dobrze byłoby mieć cały proces produkcyjny pod kontrolą i postawiliśmy na produkcję inhouse’ową. Oczywiście pewną część prac nadal zlecamy – nasi podwykonawcy dostarczają nam np. prefabrykowane podstawowe komponenty. Natomiast najbardziej istotne, newralgiczne elementy naszych urządzeń są produkowane w gdyńskim zakładzie Portman Lights. Dodam też, że na początku zeszłego roku kupiliśmy działkę w Gminie Szemud, na której w niedalekiej przyszłości zbudujemy naszą własną – niewynajmowaną już – fabrykę.

W początkowych latach istnienia Portman Lights nasze produkty były wytwarzane przez kooperujące z nami firmy zewnętrzne. W pewnym momencie stwierdziliśmy jednak, że dobrze byłoby mieć cały proces produkcyjny pod kontrolą i postawiliśmy na produkcję inhouse’ową.

Czy jako przedsiębiorstwo o charakterze również produkcyjnym, mocno odczuliście skutki zerwanych łańcuchów dostaw w czasie pandemii?

Owszem – myślę zresztą, że każda firma, która do swojej produkcji wykorzystuje elementy elektroniczne, miała w tamtym czasie problemy. W naszym przypadku jednym z efektów kryzysu był wzrost czasu dostawy zasilaczy do naszych lamp z 2‑3 tygodni do 15 miesięcy. Musieliśmy w tamtym okresie podjąć decyzję o kupnie olbrzymich zapasów tych zasilaczy aby mieć szansę na dalszą produkcję lamp, kiedy tylko sytuacja rynkowa wróci do względnej normalności. Wiązało się to oczywiście z zamrożeniem sporych środków finansowych.

Czy nauczeni tym doświadczeniem staracie się dziś w większym stopniu dywersyfikować kierunki dostaw komponentów, np. szukając dostawców nie tylko z Dalekiego Wschodu, ale też z państw znajdujących się geograficznie bliżej?

W przypadku wykorzystywanych przez nas świateł LED‑owych, istnieją na świecie chyba tylko dwa miejsca, w których są one produkowane w sposób masowy – mam na myśli Chiny oraz Tajwan. W związku z tym wielu potrzebnych nam komponentów nie da się po prostu ściągnąć z innych kierunków. W tym momencie odcięcie się od dostaw z Dalekiego Wschodu jest zwyczajnie niemożliwe i to dotyczy prawdopodobnie znacznej większości branż.

W przypadku wykorzystywanych przez nas świateł LED‑owych, istnieją na świecie chyba tylko dwa miejsca, w których są one produkowane w sposób masowy – mam na myśli Chiny oraz Tajwan. W związku z tym wielu potrzebnych nam komponentów nie da się ściągnąć z innych kierunków.

Jaki czynnik sprawia w największej mierze, że Wasze lampy robią na świecie taką furorę – co decyduje o tym, że wygrywacie z konkurentami?

Naszą główną przewagą jest design – wygląd naszych produktów. Oczywiście, co jest absolutnym must have, idą za nim również wszelkiego rodzaju względy jakościowe. Nasze produkty muszą być najwyższej jakości, bo skoro są używane w telewizji czy na wielkich koncertach, to nie możemy dopuścić do sytuacji, w której nagle z powodu pewnego rodzaju niedociągnięć, przestaną one działać.

Pamiętam, że podczas naszej ostatniej rozmowy wspominał Pan o problemach z podróbkami Waszych produktów, które trafiają do Europy z Chin. Czy jest on nadal aktualny?

Niestety tak i cierpimy na nim dość mocno. Chińskich podróbek eksportowanych na Zachód jest bardzo dużo. Staramy się przed nimi bronić – przede wszystkim nasza marka, wzory przemysłowe oraz wykorzystywane przez nas rozwiązania technologiczne są zarejestrowane w wielu krajach. Daje nam to możliwość ścigania, przede wszystkim na obszarze Unii Europejskiej, każdego, kto importuje podróbki oraz używa ich w swojej działalności komercyjnej. Rokrocznie udaje nam się doprowadzić do zniszczenia kilkudziesięciu takich urządzeń.

Po kilku latach doświadczeń mogę stwierdzić, że olbrzymim problemem jest w tym kontekście nikła wiedza przedsiębiorców, importerów, użytkowników urządzeń, a właściwie szerzej – całych społeczeństw, na temat własności intelektualnej, praw własności, wzorów przemysłowych itd. Staramy się na tym polu uruchamiać pewnego rodzaju działania edukacyjne, tak by świadomość nielegalności importowania i wykorzystywania podrobionych urządzeń, jak również wiążących się z tym konsekwencji prawnych, podnosiła się.

Rozumiem, że wiedzy na ten temat może nie posiadać zwykły Kowalski, natomiast trudno uwierzyć, że nie ma jej także wielu przedsiębiorców…

Większość „złapanych” na importowaniu i korzystaniu z podróbek jest bardzo zdziwiona naszymi roszczeniami. Twierdzą, że kupili urządzenie na AliExpress i w życiu nie spodziewaliby się, że ktoś ich za to będzie chciał pociągnąć do odpowiedzialności. Powiem więcej: podobnego typu sytuacje zdarzają się nawet na targach branżowych. Ostatnio, podczas jednych z większych w naszej branży targów w Barcelonie, dwa podmioty – jeden włoski, a drugi turecko­‑niemiecki – prezentowały urządzenia bliźniaczo podobne do naszych. Gdy tylko to zauważyliśmy, już pierwszego dnia imprezy wprawiliśmy w ruch prawników, a nawet miejscowych detektywów, którzy odwiedzili te stoiska, sporządzili pełną dokumentację zdjęciową, a w konsekwencji – produkty te zostały usunięte z targów i zniszczone już po pierwszym dniu targów.

Nawiązując do przytoczonej przez Pana historii z kupowaniem z AliExpress, potrafię sobie wyobrazić, że jako osoba niezorientowana w temacie lamp scenicznych, nabyłbym taką podróbkę, będąc zupełnie nieświadomym, że została ona wyprodukowana na bazie kradzieży wzoru przemysłowego. I przyznam szczerze – byłbym wówczas bardzo zdziwiony, gdyby zadzwonił do mnie w tej sprawie Pana prawnik.

Zupełnie inna byłaby sytuacja, w której kupiłby Pan podrobiony produkt jako osoba fizyczna po to, by np. udekorować swój dom, a zupełnie inna, jeśli byłby Pan przedsiębiorcą i używał go do celów komercyjnych. Jeśli chodzi o branżę, w której działamy – jeśli potencjalny DJ kupuje podróbki lamp Portman Lights, to nie jestem w stanie uwierzyć, że nigdy nie słyszał o naszej marce i nie widział naszych produktów. Jesteśmy bardzo dobrze rozpoznawalni, pozycjonujemy się wysoko w internecie i – przepraszam jeżeli zabrzmi to megalomańsko – wszyscy w branży rozpoznają nasze urządzenia.

Jest jeszcze jedna kwestia – przedsiębiorca prowadzący własną działalność powinien być czujny. Z założenia kupowanie czegokolwiek na dziwnych portalach o wschodnich korzeniach i o wątpliwej renomie znacznie zwiększa prawdopodobieństwo tego, że nie będą to produkty oryginalne. To jakby kupowanie na wirtualnym Stadionie Dziesięciolecia. Należy mieć tego świadomość.

Świetnie, że dbacie o swój interes i walczycie z kradzieżą własności intelektualnej oraz wzorów przemysłowych. Z drugiej jednak strony na rynku, we wszystkich zapewne branżach, dostępne są bardzo do siebie podobne produkty i jest to coś zupełnie naturalnego. Gdzie jednak leży granica między akceptowalnym podobieństwem a nielegalnym kopiowaniem oryginału?

Nie ma tu jasnej granicy, nie jest to czarno­‑białe. W ogólnej interpretacji prawa, z opinii rzeczników patentowych, ale i postanowień sądów, definicja jest taka, że produkt może być uznany za podróbkę, kiedy zorientowany użytkownik w swoim ogólnym odczuciu ma problem z odróżnieniem jej od oryginału. Nie chodzi tu o porównanie dwóch stojących obok siebie produktów na zasadzie „znajdź 10 różnic”, lecz o ogólne wrażenie zorientowanego w branży użytkownika względem obserwowanych produktów. Jeżeli w wypadku dwóch z nich jest ono tożsame – dochodzi do naruszenia. Klienci końcowi mogą być wprowadzani w błąd. Może brzmi to nieprecyzyjnie, ale w praktyce podejście to sprawdza się bardzo dobrze i w wielu miejscach jest skutecznie egzekwowane.

Produkt może być uznany za podróbkę, kiedy zorientowany użytkownik w swoim ogólnym odczuciu ma problem z odróżnieniem jej od oryginału.

Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość – planujecie pojawić się na kolejnych rynkach, a może celujecie w poszerzenie produktowego portfolio?

Po pierwsze, dążymy do zbudowania własnej fabryki – kupujemy nowe maszyny, stabilizujemy zespół, podwyższamy jego kompetencje. Uszczelniamy też procesy, czyli w skrócie – chcemy zoptymalizować wewnętrzną efektywność naszej działalności.

Po drugie, posiadając już silny zespół R&D, odpowiedzialny za tworzenie nowatorskich rozwiązań, mamy w planach rozwijać się w kierunku nowych produktów, technologii i wzorów. I to nie tylko w naszej niszy dekoracyjnego oświetlenia scenicznego, lecz szerzej – w całej branży. Cały czas będziemy chcieli proponować coś wyjątkowego, ciekawego, odkrywczego, bo taki jest fundament naszej marki. Nie chcemy płynąć z głównym nurtem.

Po trzecie wreszcie, będziemy pogłębiać naszą działalność na wybranych rynkach. Będąc obecnymi w kilkudziesięciu krajach już teraz jesteśmy dość mocno nasyceni i nie mamy aspiracji do tego, by pojawiać się absolutnie w każdym kraju. Chcemy się skupić na najbardziej dla nas istotnych, strategicznych kierunkach.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Agencja Rozwoju Pomorza – trzydzieści lat za nami, co dalej?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Agencja Rozwoju Pomorza funkcjonuje już ponad 30 lat. Jaka była jej rola w momencie jej zakładania oraz jak ewoluowała ona na przestrzeni minionych dwóch dekad?

Agencja powstała w 1992 r. jako odpowiedź na zmiany strukturalne (systemowe) zachodzące na początku lat 90. w całej polskiej gospodarce, w tym również na Pomorzu. Miała ona za zadanie pomóc regionowi w przejściu z niekorzystnej, postpeerelowskiej struktury gospodarki, do modelu wolnorynkowego. Stąd też pierwsze zadania, którym ARP musiała stawić czoła dotyczyły wyzwań związanych z prywatyzacją oraz restrukturyzacją dużych przedsiębiorstw.

Kolejny etap przypada na koniec lat 90., kiedy na horyzoncie pojawiła się akcesja do Unii Europejskiej. Następowały wówczas pierwsze przymiarki do tego, w jaki sposób nasza gospodarka mogłaby funkcjonować po dołączeniu do Wspólnoty. Pojawiły się programy przedakcesyjne skierowane do małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), którymi ARP zaczęła zarządzać. Gdy weszliśmy już do UE, oferta wsparcia kierowana wobec tych firm znacznie się poszerzyła. W tym samym czasie pojawiły się również programy wdrażane centralnie przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, która poszukiwała w regionach kooperantów do pomocy w ich implementacji. Jednym z nich została Agencja Rozwoju Pomorza.

Jako ARP mieliście również swój udział w ściąganiu do naszego regionu dużych zagranicznych inwestycji. Na czym polegały te działania?

Gospodarka do rozwoju potrzebuje inwestycji – czy to drobnych, dość niewielkich, na poziomie małych i średnich firm, czy to wyrafinowanych, kapitałochłonnych, realizowanych przez potężnych, w tym międzynarodowych graczy, czy tych związanych z kontraktami, np. eksportowymi, polskich przedsiębiorstw. Tak czy owak – inwestycje stanowią fundamentalny warunek rozwoju całej polskiej, a także pomorskiej gospodarki.

Od początku lat dwutysięcznych zaczęły się u nas pojawiać duże inwestycje tak polskiego, jak również zagranicznego kapitału, w czym ogromną rolę miały m.in. Specjalne Strefy Ekonomiczne. Po wstąpieniu do Unii Europejskiej, nasz kraj stał się atrakcyjną lokalizacją dla dużych, ciekawych, nieraz innowacyjnych firm z zagranicy. Chcąc, by podmioty te ulokowały się na Pomorzu, musieliśmy stworzyć system, który pozwoliłby tu poczuć się potencjalnym inwestorom nieco pewniej, swobodniej.

Po wstąpieniu do Unii Europejskiej, Polska stała się atrakcyjną lokalizacją dla dużych, ciekawych, nieraz innowacyjnych firm z zagranicy. Chcąc, by podmioty te ulokowały się na Pomorzu, musieliśmy stworzyć system, który pozwoliłby tu poczuć się potencjalnym inwestorom nieco pewniej, swobodniej.

Nagle okazało się, że pewne – wydawałoby się – dość błahe i banalne aktywności, jak np. odebranie reprezentanta globalnej korporacji z lotniska, obwiezienie go po Trójmieście i opowiedzenie mu nieco więcej na temat metropolii i regionu, na temat systemu prawnego czy lokalnych zasobów pracy, mogą stanowić bardzo dużą wartość. Na początku XX wieku profesjonalny system obsługi inwestorów był tylko marzeniem. Jako Agencja Rozwoju Pomorza zaczęliśmy krok po kroku taki system tworzyć. To, że w chwili obecnej jest on już rozwinięty bardzo dobrze, będąc jednym z najlepszych w skali kraju, nie jest sprawką czarodziejskiej różdżki, lecz naszej systematycznej pracy wykonywanej już od dwóch dekad.

Taki system przydaje się również współcześnie? Przez ostatnie 20 lat w naszym regionie pojawiło się bardzo wiele zagranicznych firm, niesamowicie do przodu poszły też technologie, przez co – wydaje się – potencjalny inwestor wiele cennych informacji na temat Pomorza może znaleźć w internecie czy też w rozmowach z reprezentantami przedsiębiorstw, które zdecydowały się u nas osiedlić…

Jeśli chodzi o wiedzę podstawową, generalną – z pewnością może czerpać z przywołanych przez Pana źródeł. Wątpliwe jednak, by inwestor był w stanie dowiedzieć się z nich informacji bardziej szczegółowych, operacyjnych, na temat np. potencjału konkretnego gruntu, nieruchomości, kwestii jej uzbrojenia, skomunikowania, czy też charakterystyki lokalnych ekosystemów gospodarczych – jakie branże obejmują, jakiego typu poddostawcy są dostępni na miejscu, a jakiego typu nie. Nikt, kto nie zna Pomorza jak własnej kieszeni, nie powie mu o zasobach ludzkich – o ich jakości, liczebności, o naszych cechach kulturowych. Trudno mu będzie znaleźć najbardziej użyteczne informacje dotyczące lokalnego systemu szkolnictwa branżowego – np. czy będzie możliwość uruchomienia dedykowanych klas w szkołach zawodowych, których absolwenci będą mogli zasilić planowaną przez niego do uruchomienia potężną fabrykę. Niełatwo będzie mu też rozeznać się w temacie ewentualnych grantów inwestycyjnych.

Nieraz zagraniczni przedsiębiorcy dopytują o bardzo specyficzne rzeczy, jak np. czy mamy na Pomorzu wysokiej jakości operę albo – co zdarza się znacznie częściej – czy znajdują się tu szkoły czy przedszkola anglojęzyczne, gdyż inwestycja będzie się wiązała z koniecznością przeniesienia się tu zagranicznych pracowników wraz z ich rodzinami. Jako Agencja Rozwoju Pomorza jesteśmy w stanie dostarczyć wszystkie te informacje, a także wiele, wiele innych. Wiadomo – nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Jeśli danej informacji nie posiadamy, zapewniamy inwestora, że postaramy się ją znaleźć w ciągu np. najbliższych dwóch tygodni. Zawsze jednak będzie on mógł liczyć na nasze wsparcie. Gdyby wszystkie istotne z punktu widzenia inwestora informacje były rozproszone, mógłby on mieć problem z ich znalezieniem, a także wiązałoby się to z koniecznością poświęcenia tej kwestii wiele więcej czasu i energii, co wielu mogłoby zniechęcić.

Jako ARP jesteśmy w stanie zapewnić potencjalnym inwestorom wszelkie niezbędne do zrealizowania inwestycji informacje. Gdyby były one rozproszone, mogliby mieć oni problem z ich znalezieniem, a także wiązałoby się to z koniecznością poświęcenia tej kwestii wiele więcej czasu i energii, co wielu mogłoby zniechęcić.

Co więcej, potrafimy też przygotować dla potencjalnego inwestora cały cykl spotkań z wszelkimi interesariuszami procesu inwestycyjnego – czy to z właścicielami gruntów, czy to z gminami czy dostawcami mediów. Dlatego też uważam, że nasza rola jako instytucji zapewniającej kompleksową obsługę przedsiębiorcom, nadal pozostaje aktualna.

Na ściąganiu jakiego typu inwestorów najbardziej Wam dziś zależy?

Odpowiadając na to pytanie, warto rozrysować nieco szerszy kontekst. Pierwsze zagraniczne inwestycje usługowe, jakie zaczęły pojawiać się w Trójmieście, dotyczyły bardzo prostych usług, czego symbolem były tzw. call centers. Swego czasu były one w stanie „wchłonąć” na Pomorzu niemal wszystkich chętnych do pracy, którzy znali język angielski oraz drugi, bardziej „egzotyczny”, jak np. serbski czy chorwacki. 10‑15 lat temu zatrudniały one bardzo wielu ludzi, a inwestycje zakładające otwarcie 200‑300 miejsc pracy nie były niczym szokującym.

Z czasem Pomorze zaczęło budować swoją renomę jako dobra destynacja z punktu widzenia nowoczesnych usług, czego skutkiem było lokowanie się tu coraz bardziej skomplikowanych procesów. Po „erze” call centers, nastał czas usług księgowych, z początku dość prostych, a następnie zaawansowanych. Później natomiast na horyzoncie pojawiły się jeszcze bardziej wyrafinowane usługi związane np. z zapobieganiem praniu brudnych pieniędzy w dużych korporacjach czy badawczo­‑rozwojowe. Inwestorzy tego typu – reprezentujący swoją drogą szeroki wachlarz branż, jak np. farmaceutyczną, lotniczą czy energetyczną – są z perspektywy Pomorza niezwykle cenni, choć otwierają zazwyczaj już nie kilkaset, lecz kilkadziesiąt miejsc pracy, które wymagają jednak bardzo wysokich kompetencji.

Pomorze zbudowało w ostatnich latach swoją renomę jako dobra destynacja z punktu widzenia nowoczesnych usług, czego skutkiem było lokowanie się tu coraz bardziej skomplikowanych procesów. Po „erze” call centers, nastał czas usług księgowych, następnie na horyzoncie pojawiły się usługi jeszcze bardziej wyrafinowane, jak np. badawczo­‑rozwojowe.

Czy nasz lokalny rynek pracy jest w stanie je zapewnić?

Nie zawsze – coraz częściej jesteśmy świadkami sytuacji, w których na pomorskim rynku pracy brakuje kandydatów o danych kwalifikacjach. Nie zniechęca to jednak potrzebujących ich firm do inwestowania na Pomorzu – są one świadome, że nasz region staje się w coraz większym stopniu umiędzynarodowiony i dla wielu osób stanowić może atrakcyjne miejsce do osiedlenia się. W praktyce do Trójmiasta i okolic przeprowadzają się dziś ludzie z całego świata.

Rozmawiając na temat potencjalnych inwestorów skupiliśmy się na tych, reprezentujących branżę usług. Co natomiast z przyciąganiem na Pomorze inwestycji przemysłowych?

Pandemia spowodowała, że wśród przedsiębiorców przemysłowych zdezaktualizowała się logika jak najniższych kosztów – priorytetem stała się kwestia bezpieczeństwa, czego skutkiem jest chociażby dywersyfikowanie łańcuchów dostaw. Dla wielu firm z sektora uzależnienie się od pojedynczej fabryki zlokalizowanej na Dalekim Wschodzie jest czymś niedopuszczalnym, zbyt dziś niebezpiecznym.

Ta sytuacja sprawia, że wielu producentów, w tym również najwięksi gracze, z coraz większym zainteresowaniem spogląda w stronę Polski. Dotyczy to także podmiotów z najbardziej innowacyjnych branż, jak np. półprzewodnikowej, o czym świadczy zapowiedź otwarcia fabryki Intela pod Wrocławiem. Dziś już mogę powiedzieć, że przyglądał się on bacznie również Pomorzu. W tym momencie nasz region pod kątem ewentualnej inwestycji rozpatruje też co najmniej kilku potężnych graczy, których nazw nie mogę jednak w tym momencie zdradzić.

Papierkiem lakmusowym, wskazującym na to, że Pomorze jest atrakcyjną lokalizacją z punktu widzenia nowoczesnego przemysłu jest inwestycja szwedzkiego producenta baterii Northvolt. Osobiście wierzę w to, że szeroko w naszym regionie zdoła się rozwinąć m.in. przemysł wspierający powstawanie farm wiatrowych. Mamy ku temu wszelkie kompetencje i stanowi to dla nas ogromną szansę – rozwój tej branży oznaczałby pojawienie się zapotrzebowania nie tylko na części do wiatraków, lecz także na całą flotę specjalistycznych statków. Otworzyłoby to szeroko wrota rozwojowe m.in. przed pomorskimi stoczniami, które już w tym momencie nie mogą opędzić się od zamówień. Osobną kwestią jest też wodór – widać zainteresowanie tym obszarem lokalnych władz samorządowych, co, mam nadzieję, przekuje się na szereg konkretnych inwestycji przemysłowych.

Wierzę w to, że szeroko w naszym regionie zdoła się rozwinąć przemysł obsługujący powstawanie farm wiatrowych. Mamy ku temu wszelkie kompetencje i stanowi to dla nas ogromną szansę – rozwój tej branży oznaczałby pojawienie się zapotrzebowania nie tylko na części do wiatraków, lecz także na całą flotę specjalistycznych statków. Otworzyłoby to szeroko wrota rozwojowe m.in. przed pomorskimi stoczniami.

Niedawno Agencja Rozwoju Pomorza ogłosiła, że w nadchodzących latach kontynuować będzie projekty Pomorskiego Brokera Eksportowego oraz Pomorskiego Systemu Usług Informacyjnych i Doradczych, które skierowane są przede wszystkim do małych i średnich firm. Jaka jest rola tych programów?

Kiedy kilkanaście lat temu ARP ruszała z programem Pomorskiego Brokera Eksportowego, wychodziliśmy z założenia, że aby pomorskie firmy były w stanie skutecznie konstruować inwestycje proeksportowe, muszą potrafić odpowiednio poruszać się na rynkach zagranicznych. Nieraz byliśmy świadkami sytuacji, w której przedsiębiorstwo bardzo dobrze prosperujące na naszym krajowym rynku i definiujące siebie jako podmiot, który ma potencjał do zaistnienia za granicą, napotykało na pewnego rodzaju bariery powstrzymujące je przed dokonaniem ekspansji. Czasem miały one charakter zupełnie banalny, jak np. językowy, a czasem dotyczyły kwestii stricte rynkowych, jak np. problemów ze znalezieniem zagranicznych kontrahentów na wytwarzane produkty. Dlatego też zależało nam na stworzeniu programu, który mógłby lokalnych przedsiębiorców w tym zakresie wesprzeć. Nadal zauważamy duże nim zainteresowanie ze strony lokalnych firm, dlatego też podjęliśmy decyzję o kontynuacji Brokera.

Czego dotyczy natomiast obszar wsparcia informacyjno­‑doradczego?

Zauważyliśmy, że na rynku funkcjonuje wiele przedsiębiorstw, które nie zdają sobie sprawy ze swojego ogromnego potencjału, co stanowi de facto typową barierę wzrostową. Zobrazuję to przykładem: dana firma systematycznie rośnie, z poziomu 5‑10 zatrudnionych „wskakuje” na szczebel 50 pracowników, nadal fantastycznie funkcjonując. Problem stanowi jednak to, że mając taki rozmiar, jej prezes nie jest już w stanie kierować nią „ręcznie” – pojawia się potrzeba nałożenia na to przedsiębiorstwo pewnej struktury, procedury zarządczej. Właściciele firm często to czują, mają tego świadomość, jednak po pierwsze, nie mają kompetencji do tego, by zarządzać organizacją takich rozmiarów, a po drugie, nieraz nie mogą pogodzić się z tym, że nie są już w stanie kierować firmą samemu.

W tym momencie pojawia się rola ARP – jesteśmy w stanie zaproponować narzędzia, za pomocą których przedsiębiorca będzie mógł odpowiednio zrestrukturyzować swoją firmę. Oferujemy także szeroki komponent szkoleniowy, dzięki któremu będzie on w stanie nabyć szereg umiejętności, związanych chociażby z zarządzeniem rozrastającym się przedsiębiorstwem, tworzeniem jego struktur czy delegowaniem obowiązków menedżerom.

Jesteśmy w stanie zaproponować narzędzia, za pomocą których przedsiębiorca będzie mógł odpowiednio zrestrukturyzować swoją firmę. Oferujemy także szeroki komponent szkoleniowy, dzięki któremu będzie on w stanie nabyć szereg umiejętności, związanych chociażby z zarządzeniem rozrastającym się przedsiębiorstwem, tworzeniem jego struktur czy delegowaniem obowiązków menedżerom.

Pragnę też zauważyć, że podejmowany przez Agencję program proeksportowy nieraz „miesza się” z komponentem informacyjno­‑doradczym. Zależy nam chociażby na tym, by pomorskie firmy zaznaczały swoją obecność na Bliskim Wschodzie, który uważamy za dobry kierunek eksportowy. Stąd też próbujemy przekazać przedsiębiorcom informacje na temat tego, w jaki sposób skutecznie nawiązywać tam kontakty, jakie są pożądane tam typy działalności czy jak skutecznie zdobyć grant na wyjazd na międzynarodowe targi, które będą się tam odbywały. Jeśli przedsiębiorca zidentyfikuje, jakie bariery organizacyjne, produktowe czy marketingowe „blokują” mu ekspansję w tym kierunku, to jesteśmy w stanie na poziomie doradczym zaoferować mu odpowiednie wsparcie.

Dlaczego skupiacie się na wsparciu ekspansji na Bliski Wschód, a nie np. na rynki europejskie?

Nie próbujemy być mądrzejsi od przedsiębiorców – dziś, 20 lat po wejściu do UE, większość z nich mniej więcej wie, w jaki sposób handluje się w Europie. Kłopot zaczyna się natomiast, gdy mowa o rynkach dalszych, mniej rozpoznanych, jak np. Bliski Wschód, ale i Ameryka Południowa czy Daleki Wschód. Wtedy pojawiamy się my, starając się zapewnić odpowiednie wsparcie doradcze.

Czy Agencja Rozwoju Pomorza prowadzi dziś działania w jeszcze innych, niż dotąd wymienione, obszarach?

Tak – wspomniałbym o dwóch. Pierwszy ma charakter czysto komercyjny i dotyczy świadczenia usług consultingowych, które zaczęliśmy realizować kilka lat temu. Drugi obszar obejmuje natomiast wsparcie procesu partnerstwa publiczno­‑prywatnego. Zazwyczaj jest tak, że potrzeba ta wychodzi ze strony publicznej, np. gminy, która posiada pewien zasób, lecz nie ma kapitału, by go rozwinąć. Wówczas my staramy się znaleźć partnera po stronie rynkowej, który zapewni realizację projektu z korzyścią dla obydwu stron.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna – jakie nowe wsparcie dla firm?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

W jaki sposób na przestrzeni lat ewoluowała rola Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE) w Polsce?

Można wyróżnić dwie fazy – od chwili powołania Stref do życia do połowy 2018 r., oraz od tego czasu aż po dziś dzień. W pierwszym etapie działalność SSE była w największym stopniu nakierowana na duże, zagraniczne przedsiębiorstwa chcące zainwestować w Polsce. Chętnie lokalizowały one swoje inwestycje na terenach Stref, gdyż wiązało się to z wymiernymi dla nich korzyściami, w postaci przede wszystkim zwolnień podatkowych. W tym okresie polskie małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) korzystały z działalności SSE w bardzo ograniczony sposób – beneficjentami były w zdecydowanej większości podmioty duże, przede wszystkim zagraniczne, stawiające pierwsze kroki na naszym rynku. Taki kierunek działań był jednak w tamtym czasie uzasadniony – priorytetami Stref było bowiem obniżanie poziomu bezrobocia oraz ściąganie do Polski nowoczesnych technologii. Dzięki sprowadzanym inwestycjom, cele te udawało się osiągać.

Od momentu powołania Specjalnych Stref Ekonomicznych aż do połowy 2018 r., ich priorytetami było obniżanie poziomu bezrobocia oraz ściąganie do Polski nowoczesnych technologii. Dzięki dużym, zagranicznym inwestycjom, cele te udawało się osiągać.

W pewnym momencie nadszedł jednak moment nasycenia – bezrobocie spadło do takiego poziomu, że w niektórych branżach zaczęło brakować rąk do pracy, a na naszym rynku na dobre zadomowiło się wiele zagranicznych przedsiębiorstw, również te z nowoczesnych sektorów gospodarki. Wtedy rola Stref uległa diametralnej zmianie – za sprawą ustawy o wspieraniu nowych inwestycji powołana została Polska Strefa Inwestycji. W jej efekcie obszarem SSE jest dziś pokryty w zasadzie cały nasz kraj, a wsparcie kierowane jest przede wszystkim w kierunku MŚP.

Co to dokładnie oznacza?

Oznacza to, że od połowy 2018 r., każdy polski przedsiębiorca – nawet w skali mikro – może ubiegać się o zwolnienie z podatku dochodowego, o ile zechce zainwestować. Podjęcie takich działań miało stanowić dla MŚP zachętę do tego, by inwestowały i stawały się coraz bardziej konkurencyjne, gdyż nasza gospodarka – jak dobrze wiemy – opiera się właśnie na małych i średnich firmach.

W jaki sposób nastąpiła transformacja dotychczasowych SSE w podmioty mające odpowiadać za działania związane z Polską Strefą Inwestycji?

Strefy – a dokładniej zarządzające nimi podmioty – musiały ulec wewnętrznemu przekształceniu, by dostosować się do rozporządzenia, które przypisywało poszczególne powiaty do poszczególnych spółek zarządzających. W praktyce na 14 takich podmiotów rozdzielono obszar całego kraju. Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej (PSSE) przypisano 228 gmin, na terenie których mamy uprawnienia do wydawania decyzji o zwolnieniu z podatku dochodowego.

Sama transformacja spółek zarządzających była oczywiście znacznie głębsza – musiały one zostać zrestrukturyzowane w taki sposób, by z podmiotów odpowiedzialnych za opiekę nad zagranicznymi inwestorami, stały się organizacjami potrafiącymi docierać do małych i średnich przedsiębiorców z informacją o nowych możliwościach, na przykład o tym, że przy spełnieniu określonych warunków, mogą oni skorzystać z ulgi podatkowej.

Nie brzmi to jak bardzo wymagające zadanie – któż bowiem nie chciałby być zwolniony z podatku…

Paradoksalnie nie było to wcale takie oczywiste – problem polegał na tym, że większość przedsiębiorców słyszało o tym, że istnieje coś takiego jak Polska Strefa Inwestycji, jednakże nie wiedzieli o tym, że mogą z niej skorzystać. W praktyce – z perspektywy spółki zarządzającej – musieliśmy przeorganizować się z jednostki, która jeszcze niedawno była tak naprawdę urzędem, w instytucję typowo sprzedażową, potrafiącą docierać do klienta, czyli przedsiębiorcy, i przekonywać go, by dokonał inwestycji.

Wydaje mi się, że transformacja ta w przypadku PSSE udała się całkiem nieźle – ze statystyk wynika, że mieścimy się w ścisłej czołówce Stref, jeśli chodzi o liczbę wydawanych zwolnień z podatku. W 2022 r. byliśmy na pierwszym miejscu, a w ubiegłym – na drugim.

PSSE znajduje się w ścisłej czołówce Stref, jeśli chodzi o liczbę wydawanych przedsiębiorcom zwolnień z podatku dochodowego – w 2022 r. była ona na pierwszym miejscu, natomiast w 2023 r. na drugim.

Czy na zwolnienia podatkowe w ramach Polskiej Stefy Inwestycji liczyć mogą także duże przedsiębiorstwa?

Mogą i są one tego świadome – tego typu firmy korzystają bowiem z zewnętrznych usług doradczych, dzięki czemu są one na bieżąco, jeśli chodzi m.in. o działania podejmowane przez PSI. Jako PSSE koncentrujemy się natomiast na docieraniu do małych i średnich przedsiębiorców, wśród których współpraca z reprezentantami consultingu należy raczej do rzadkości. Ogólnie rzecz ujmując, około 85 proc. wydawanych przez nas decyzji dotyczy MŚP. Warto podkreślić, że wiele z nich to firmy rodzinne, co jest bardzo cenne i generalnie świadczy o tym, że sektor ten się rozwija. Oczywiście różnie to jednak wygląda w poszczególnych branżach.

Jakie jeszcze działania leżą w gestii Polskiej Strefy Inwestycji?

Znajduje się wśród nich m.in. obowiązek wspierania współpracy między szkolnictwem zawodowym i przedsiębiorcami, jak również między szkolnictwem wyższym a przemysłem. Jako PSSE rozwinęliśmy się szczególnie w pierwszym z tych obszarów. Staramy się patrzeć daleko w przyszłość, zastanawiając się chociażby, jakie kompetencje będą potrzebne na rynku za 5‑10 lat – wiadomo bowiem, że proces edukacji młodzieży jest rozłożony w czasie.

Jednym z wniosków, do których doszliśmy jest to, że jeśli Polska ma się rozwijać i być konkurencyjna, wiele krajowych firm będzie musiało wejść w przestrzeń Przemysłu 4.0, stawiając na automatyzację i robotyzację. Aby było to możliwe, niezbędne są kadry, które będą potrafiły programować roboty przemysłowe, czy też specjaliści w obszarze druku 3D. Wbrew powszechnemu myśleniu wielu przedsiębiorców – do tego typu aktywności nie potrzeba inżyniera, lecz odpowiednio przeszkolonej osoby. Dlatego też, we współpracy z Instytutem Maszyn Przepływowych Polskiej Akademii Nauk, powołaliśmy Centrum Programowania Robotów Przemysłowych w Gdańsku. Obecnie, dzięki wsparciu uzyskanemu z Fundacji Velux, ośrodek ten jest rozbudowywany o dodatkowe roboty przemysłowe i drukarki 3D. Po dwutygodniowym kursie w naszym Centrum czternastolatek jest w stanie pójść do fabryki i zaprogramować robota.

Mamy przekonanie, że jeśli Polska ma się rozwijać i być konkurencyjna, wiele krajowych firm będzie musiało wejść w przestrzeń Przemysłu 4.0, stawiając na automatyzację i robotyzację. Dlatego też powołaliśmy Centrum Programowania Robotów Przemysłowych w Gdańsku.

Z naszych prognoz wynika też, że na rynku pracy w kolejnych latach utrzyma się wysokie zapotrzebowanie na spawaczy – zaobserwowaliśmy bowiem, że wśród najwięcej inwestujących branż wiele zajmuje się różnego rodzaju obróbką metali, a możliwości automatyzacji tego typu działań są dość ograniczone. Dlatego też w marcu br. oddamy do użytku pracownię spawalniczą wyposażoną w symulatory spawalnicze polskiej konstrukcji, wykorzystujące wirtualną rzeczywistość. To nasz autorski program, który realizujemy razem z trójmiejską firmą Flint. Nasz symulator spawalniczy będzie należał do najbardziej innowacyjnych w skali świata.

W jaki sposób uczniowie mogą korzystać z powołanych przez Was centrów kompetencyjnych?

Jak wspominałem, symulator spawalniczy czeka jeszcze na swoje uruchomienie, natomiast jeśli chodzi o programowanie robotów, uczniowie najpierw odbywają zajęcia teoretyczne w swoich szkołach, a następnie przyjeżdżają do naszego Centrum na zajęcia praktyczne.

Jakie jeszcze działania podejmujecie jako PSSE po wewnętrznej restrukturyzacji?

Dużą wagę przykładamy do networkingowania naszych klientów. Mamy ponad 400 inwestorów – część z nich się zna, ale nie wszyscy. Aby się zapoznać i „przełamać lody”, organizujemy śniadania biznesowe, w ramach których wygłaszane są trzy‑cztery krótkie prelekcje ze strony naszych partnerów czy doradców biznesowych, a potem następuje sieciowanie między małymi i średnimi a dużymi firmami. Stwarza to przestrzeń do budowania relacji biznesowych, które w innym przypadku nie zostałyby prawdopodobnie nawiązane – małemu czy średniemu przedsiębiorcy trudno byłoby się bowiem dostać do gabinetu szefa dużej korporacji.

Dużą wagę przykładamy do networkingowania naszych klientów. Staramy się tworzyć przestrzeń do budowania relacji biznesowych, które w innym przypadku nie zostałyby prawdopodobnie nawiązane – małemu czy średniemu przedsiębiorcy trudno bowiem dostać się do gabinetu szefa dużej korporacji.

Nasza Strefa stawia także na rozwój start‑upów – mamy trzy akceleratory związane z takimi obszarami tematycznymi jak: life science, elektromobilność oraz nowoczesne technologie. Pierwszy z nich realizujemy wespół z Polpharma Biologics, drugi – z Northvoltem, a trzeci – ze Stocznią Wojenną. Razem z tymi partnerami docieramy do start‑upów, udostępniamy im naszą przestrzeń, chcąc wspierać rozwijane przez nich inicjatywy biznesowe.

W jaki sposób jako PSSE programujecie swoją ofertę względem biznesu?

Do świadczenia niektórych usług obliguje nas ustawa, natomiast niektóre wprowadzamy do naszej oferty suwerennie, mając na uwadze potrzeby zgłaszane przez przedsiębiorców czy też analizując polskie i międzynarodowe trendy biznesowe, ale i geopolityczne.

Jakiego typu działania zostały przez PSSE zaproponowane mając na uwadze owe trendy?

Od dłuższego czasu zastanawiamy się, jakie konsekwencje dla polskich firm może mieć zakończenie wojny w Ukrainie. Za naszą wschodnią granicą pojawią się bez wątpienia m.in. potrzeby dotyczące odbudowy oraz modernizacji wielu obiektów czy infrastruktury. Żeby polskie MŚP mogły na tym skorzystać, będą musiały dysponować odpowiednimi mocami produkcyjnymi. Naszym zdaniem z ich perspektywy atrakcyjnym rozwiązaniem mogłoby być wynajęcie powierzchni produkcyjnych, wstawienie tam maszyn, które nabędą w leasingu i – przy łącznie relatywnie niewielkim wydatku finansowym – zwielokrotnienie swoich możliwości produkcyjnych.

Aby wyjść temu naprzeciw, jako PSSE nabyliśmy od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa bardzo atrakcyjny grunt w Grudziądzu, zlokalizowany niecały kilometr od węzła autostradowego, na którym wiosną zaczniemy budowę modułowych hal produkcyjnych przeznaczonych docelowo na wynajem dla firm. Łącznie hal ma być dziesięć, a w tym momencie mamy już chętnych na dwie pierwsze. Będą one nowoczesne i jestem przekonany, że pozostaną takimi i utrzymają swoją wysoką atrakcyjność w horyzoncie co najmniej 10‑15 kolejnych lat.

Inny trend, który definiuje kierunek naszych działań, dotyczy wykorzystania zielonej energii. Temat ten wypłynął ze strony naszych potencjalnych inwestorów, którzy dopytywali o możliwości redukcji śladu węglowego. Aby było to możliwe, przynajmniej część wykorzystywanej przez nich energii musiałaby pochodzić z odnawialnych źródeł. A ponieważ jako Strefa mamy nieco swoich terenów, zdecydowaliśmy, że wybudujemy w Barcinie – do którego trudno nam było ściągnąć inwestora – farmę fotowoltaiczną. Bardzo duże zainteresowanie produkowaną tam zieloną energią wykazał Lafarge, który po drugiej stronie ulicy posiada swoje cementownie i chce dążyć do obniżenia śladu węglowego. Najprawdopodobniej będzie on głównym odbiorcą energii z tej instalacji. Zakładamy także budowę małej, 3‑megawatowej farmy w Grudziądzu dla firmy Kitron, a następnie – kolejnej farmy w Barcinie, która oprócz energii elektrycznej będzie produkowała również wodór, co pozwoli – na bazie skroplonego dwutlenku węgla odbieranego od Lafarge – na produkcję metanolu.

Jednym z trendów, które definiują kierunki naszych działań, jest rosnąca chęć wykorzystania zielonej energii ze strony przedsiębiorców.

Co więcej, planujemy też obecnie budowę pływającej farmy fotowoltaicznej. Do tego pomysłu zainspirowała nas mała instalacja PV wybudowana przez miasto Gdańsk na zbiorniku retencyjnym przy biurowcu Koga. Natchnęło nas to do wykorzystania należących do Strefy zbiorników znajdujących się w Żarnowcu. Chcemy zbudować tam farmę o mocy 7 MW. Produkowany przez nią prąd będzie trafiał do magazynów energii, które planuje nieopodal zbudować spółka energetyczna. Pływająca technologia fotowoltaiczna będzie nieco droższa od tradycyjnej farmy, jednakże będzie ją cechowała dużo lepsza wydajność uzyskiwana dzięki naturalnemu schładzaniu paneli od spodu. W tym momencie jesteśmy w fazie jej projektowania i poszukiwania finansowania na tę inwestycję.

Cieszy fakt, że coraz więcej firm prosperujących na obszarze Pomorza troszczy się o redukcję śladu węglowego. Zastanawia mnie jednak, skąd pomysł budowania zielonych źródeł energii przez takie instytucje jak PSSE – bardziej naturalnym działaniem, wpisującym się w cel zwiększania konkurencyjności przedsiębiorstw, byłoby w moim odczuciu edukowanie i zachęcanie przedsiębiorców do wykorzystywania energii z OZE…

Dokonywane przez nas inwestycje w źródła odnawialne mają swoje drugie dno – mianowicie z końcem 2026 r. wygasną przepisy o Specjalnych Strefach Ekonomicznych. W tym kontekście warto wiedzieć, że firmy korzystające z ulg podatkowych w Strefach płaciły spółce zarządzającej tzw. opłatę administracyjną. W momencie, gdy SSE przestaną formalnie istnieć, umowy dotyczącej owej opłaty zostaną automatycznie rozwiązane, przez co podmioty zarządzające Polską Strefą Inwestycji stracą część przychodów. W związku z tym już teraz myślimy o tym, jak wygenerować dodatkowe przychody, które zrekompensują nam tę stratę. Jako spółki prawa handlowego musimy być bowiem zyskowni i na siebie „zarobić”. Stąd też pomysły na tworzenie farm PV, na hale produkcyjne pod wynajem itp.

Na koniec rozmowy chciałbym jeszcze podpytać o zmianę przepisów unijnych, w myśl których Strefy będą mogły udzielać pomocy publicznej również przedsiębiorstwom z branży morskiej, co do tej pory było wykluczone. Jakie konsekwencje to rodzi?

Tak jak Pan powiedział, przed zmianą przepisów europejskich stocznie były wprost wykluczone z możliwości korzystania ze zwolnień podatkowych. Przekładało się to na postępujący spadek ich międzynarodowej konkurencyjności – nie były one w stanie rywalizować przede wszystkim ze stoczniami chińskimi, których warunki funkcjonowania są zgoła odmienne od unijnych. Możliwość skorzystania z ulg podatkowych w tak kapitałochłonnym sektorze jak stoczniowy stanowi bardzo dużą zmianę reguł gry, która może stanowić istotny bodziec do inwestowania w nowoczesne technologie, przy których zastosowaniu być może uda się rzucić rękawicę Chińczykom. W tym momencie rozmawiamy już z jedną z pomorskich stoczni, która chciałaby przeprowadzić proces inwestycyjny.

Możliwość skorzystania z ulg podatkowych w tak kapitałochłonnym sektorze jak stoczniowy stanowi bardzo dużą zmianę reguł gry, która może stanowić istotny bodziec do inwestowania w nowoczesne technologie, przy których zastosowaniu być może pomorskim stoczniom uda się rzucić rękawicę Chińczykom.

Wierzę, że nowe regulacje dodadzą impetu pomorskiej branży morskiej. W tym miejscu chciałbym jeszcze dodać, że oprócz wsparcia tego sektora gospodarki, razem z Invest in Pomerania staramy się ściągnąć do naszego regionu inwestycje związane z branżą półprzewodników. Rozmawiamy z inwestorami, jeździmy po świecie, by przekonać ich do bycia częścią hubu półprzewodnikowego, który mógłby powstać właśnie na Pomorzu.

Dlaczego zależy Wam akurat na tej branży?

Dlatego, że należy ona do najbardziej przyszłościowych, a my mamy w naszym regionie solidne fundamenty do tego, by ją rozwinąć. Mam tu na myśli edukację, w tym przede wszystkim Politechnikę Gdańską, będącą w stanie dostarczać na rynek specjalistów o odpowiednich kompetencjach, jak również to, że Trójmiasto jest na mapie Polski, a właściwie całej Europy, ważnym ośrodkiem informatycznym, o czym świadczyć może jedno z największych na świecie centrów badawczo­‑rozwojowych Intela. Można zatem powiedzieć, że dysponujemy dobrym zapleczem, jeśli chodzi o kwestię oprogramowania mikroprocesorów.

Z kolei od strony czysto produkcyjnej, wytwarzanie półprzewodników wiąże się z bardzo dużym poborem energii oraz wody, a na Pomorzu ani jednego, ani drugiego nie powinno zabraknąć, ze względu na przygotowywaną inwestycję w elektrownię atomową, ale i biorąc pod uwagę istniejące i planowane morskie farmy wiatrowe. Dobrze, by pochodząca z tych źródeł energia była wykorzystywana w jak największym stopniu „na miejscu”, lokalnie.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Polityka przemysłowa UE – co nas czeka?

Pobierz PDF

Komisja Europejska, ani żadna osoba działająca w jej imieniu, nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania zamieszczonych poniżej informacji. Informacje i poglądy zawarte w niniejszej publikacji są poglądem autora i nie muszą odzwierciedlać oficjalnego stanowiska Unii Europejskiej.

Komisja Europejska pod przywództwem Ursuli von der Leyen uczyniła dekarbonizację europejskiej gospodarki swoim sztandarowym projektem, czego odzwierciedleniem jest bezprecedensowy pakiet legislacyjny i inwestycyjny Europejskiego Zielonego Ładu. Dekarbonizacja procesów produkcyjnych to wielkie wyzwanie technologiczne, niosące za sobą potężne koszty zarówno finansowe, jak też społeczne – konieczność przekwalifikowania się pracowników lub znalezienia nowego miejsca na rynku pracy. To jednocześnie szansa na stworzenie nowoczesnego, konkurencyjnego przemysłu, oferującego atrakcyjne miejsca pracy i ugruntowującego pozycję Europy w świecie. Choć przez lata dominowało przekonanie, że to usługi są fundamentem nowoczesnej gospodarki, coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że bez silnego przemysłu Europie trudno będzie liczyć się w globalnej konkurencji o wytwarzanie i kontrolę nad zaawansowanymi technologiami. Europejski przemysł (wliczając budownictwo) odpowiada za blisko 25% PKB UE, a wytwarzane w Europie towary stanowią prawie 70% całkowitego eksportu z Unii. 

Głęboka współzależność i wysoki poziom integracji globalnej gospodarki były przez poprzednie trzy dekady traktowane jako czynniki stabilizujące i jednoznacznie pozytywne. Kontrowersje dotyczące eksportu szczepionek i komponentów do nich produkowanych przez europejskie firmy w USA, konieczność uniezależnienia się od rosyjskich paliw kopalnych czy restrykcje eksportowe dotyczące cennych minerałów potrzebnych do produkcji półprzewodników (german i gal) – to zaledwie kilka przykładów, ilustrujących jak pandemia, wojna i rosnące napięcia w relacjach międzynarodowych powodują przerywanie łańcuchów dostaw i wprowadzają ogromny element niepewności. W tej sytuacji dyskutowana od lat idea strategicznej autonomii UE staje się imperatywem. Musimy zmniejszyć stopień uzależnienia od dostawców kluczowych surowców, komponentów i technologii. Potrzebujemy więcej dóbr wytwarzanych w Europie lub w przyjaznych nam, i przynajmniej w jakimś stopniu podzielających nasze wartości, państwach trzecich. Chodzi o to, by Europa, której udział w światowej gospodarce sukcesywnie maleje, nadal liczyła się na arenie globalnej.

Potrzebujemy więcej dóbr wytwarzanych w Europie lub w przyjaznych nam, i przynajmniej w jakimś stopniu podzielających nasze wartości, państwach trzecich. Chodzi o to, by Europa, której udział w światowej gospodarce sukcesywnie maleje, nadal liczyła się na arenie globalnej.

W ubiegłym roku Chiny zajęły miejsce Niemiec jako drugiego największego eksportera samochodów na świecie (nawet europejscy producenci elektrycznych samochodów wytwarzają je w Chinach). Regularnie dokonywane przez Komisję Europejską analizy tzw. strategicznych zależności pokazują głęboki stopień uzależnienia Europy od importu surowców i komponentów niezbędnych dla, decydujących o pozycji konkurencyjnej, technologii i procesów produkcyjnych. Popyt na magnesy trwałe, do których wytwarzania wykorzystuje się metale ziem rzadkich, niezbędne z kolei do produkcji m.in. pojazdów elektrycznych i turbin wiatrowych, może się podwoić do 2030 roku, podczas gdy to Chiny wytwarzają 93% światowej produkcji tych magnesów. Innym przykładem są panele fotowoltaiczne, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu Europa była głównym ośrodkiem innowacji i liczącym się graczem w ich wytwarzaniu. Dziś zaś nad całym łańcuchem wartości dominują Chiny, a 98% paneli słonecznych sprzedawanych w Europie jest produkowanych w tym kraju. Z istotnymi zależnościami mamy też do czynienia w obszarze usług cyfrowych – np. tylko 16% europejskiego rynku usług chmury obliczeniowej jest w rękach firm europejskich. Podobnie jest w przemyśle chemicznym i farmaceutycznym.

Przemysł jest kluczowy dla przyszłości Europy i dlatego potrzebujemy reindustrializacji naszego kontynentu, który, jak wiadomo, był kolebką rewolucji przemysłowej ponad 200 lat temu. Ów strategiczny cel wymaga jednoczesnego działania na wielu polach, podejmowanego przez sektor prywatny w partnerstwie z władzami publicznymi, zarówno na poziomie Unii, jak też poszczególnych krajów członkowskich i regionów. Dobrym przykładem takiego systemowego myślenia jest, zawarta w europejskiej strategii przemysłowej, inicjatywa tworzenia tzw. ścieżek transformacji dla rożnych przemysłowych ekosystemów. Są one próbą odpowiedzi na następujące pytania:

  • Jak zaawansowana w danym ekosystemie jest cyfrowa i zielona transformacja w porównaniu z innymi regionami świata, jaki jest potencjał innowacyjny tych transformacji?
  • W jakim stopniu regulacja wspiera, a w jakim utrudnia transformację, jakie zmiany są w tym zakresie niezbędne?
  • Jakie umiejętności pracowników są potrzebne do przeprowadzenia transformacji w danym sektorze?
  • Jakie działania badawczo­‑rozwojowe mogą zapewnić dopływ innowacji i technologii?
  • Jakiego typu przedsięwzięcia infrastrukturalne są konieczne do skutecznej transformacji?
  • Jakie są konkretne potrzeby inwestycyjne i jak wygląda potencjalne finansowanie ze źródeł publicznych i prywatnych?

Wizja strategiczna to oczywiście tylko pierwszy krok. Musi jej towarzyszyć determinacja liderów biznesu, polityków, urzędników, partnerów społecznych – tak, by strategie te przekładały się na konkretne decyzje biznesowe i inwestycje.

Chcemy zwiększyć nasz potencjał przemysłowy. W kluczowych dziedzinach wspieramy tworzenie sojuszy przemysłowych – współpracy pomiędzy różnymi podmiotami uczestniczącymi w konkretnych łańcuchach wartości. Dobrym przykładem jest Europejski Sojusz na rzecz Baterii (EBA – European Battery Alliance), którego celem jest znaczące zwiększenie produkcji w Europie, by odpowiedzieć na potrzeby europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Aktualnie ponad 700 członków tego sojuszu zaangażowanych jest w 111 projektów przemysłowych na terenie Unii, w tym w budowę 20 gigafabryk. Całkowity poziom inwestycji, uwzględniając cały łańcuch wartości, to 127 miliardów euro. Jeśli takie tempo inwestycji zostanie utrzymane, to powinniśmy być w stanie zapewnić niemal 90% przewidywanego w 2030 roku popytu na baterie w UE. Inną inicjatywą jest wspieranie realizacji ważnych projektów, stanowiących przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania (IPCEI – Important Projects of Common European Interest). Pozwala ona na udzielenie pomocy publicznej strategicznie ważnym projektom, wspieranym przez co najmniej cztery państwa członkowskie i grupy kilkunastu/kilkudziesięciu firm, które są jednocześnie inwestorami. Od 2018 roku uruchomiono siedem takich inicjatyw, m.in. dotyczących baterii, półprzewodników i wodoru (w sumie wysokość zatwierdzonej pomocy publicznej to 36 mld euro, a spodziewana wartość inwestycji ze źródeł prywatnych – 50 mld euro). Polska uczestniczy w pięciu z tych siedmiu inicjatyw.

Zwiększaniu potencjału przemysłowego UE sprzyja tworzenie sojuszy przemysłowych, czyli współpracy pomiędzy różnymi podmiotami uczestniczącymi w konkretnych łańcuchach wartości, czy wspieranie realizacji ważnych projektów, stanowiących przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania.

Z obecną polityką przemysłową wiąże się też nowy typ europejskiej legislacji w kluczowych obszarach (półprzewodniki, czyste źródła energii oraz surowce krytyczne), tworzonej w celu uzyskania strategicznej autonomii Europy. Przykłady to: Europejski akt w sprawie czipów (European Chips Act), Akt UE w sprawie przemysłu neutralnego emisyjnie (NZIA – Net‑Zero Industry Act) oraz Europejskie rozporządzenie w sprawie surowców krytycznych (CRMA – Critical Raw Materials Act), które koncentrują się na przyśpieszeniu cyklu inwestycyjnego i stworzeniu masy krytycznej finansowania łączącego środki publiczne z prywatnymi, co w konsekwencji w znaczący sposób zwiększy produkcję nowych technologii w Europie.

Dla skutecznej dekarbonizacji, która jednocześnie pozwoli funkcjonować przemysłowi (w tym też jego wysoce energochłonnym gałęziom), konieczne są inwestycje w energię odnawialną i czyste technologie (energia wiatrowa, ogniwa fotowoltaiczne, pompy cieplne, energia geotermalna). Ich piętą achillesową jest jednak czas potrzebny na uzyskanie wymaganych zgód (bywa, że dochodzi on nawet do siedmiu lat). NZIA zakłada, że okres ten nie powinien przekraczać półtora roku, a w przypadku szczególnie priorytetowych inwestycji – nawet 12 miesięcy.

Świadomość konieczności zredukowania tych strategicznych zależności jest widoczna w wielu inicjatywach europejskich. Dla przykładu, europejskie rozporządzenie w sprawie surowców krytycznych (CRMA) wyznacza konkretne ilościowe cele dotyczące całości łańcucha dostaw surowców strategicznych: z jednego państwa trzeciego może pochodzić nie więcej niż 65% rocznego zużycia każdego strategicznego surowca w Unii, a przetwarzanie na terenie Unii ma odpowiadać co najmniej 40% rocznego zużycia. CRMA stawia również za cel wspieranie wydobycia na terenie UE – ma ono docelowo odpowiadać co najmniej 10% rocznego zużycia surowców strategicznych. Dla realizacji tych ambitnych celów, oprócz ułatwienia procesu inwestycyjnego na terenie Unii, kluczowa jest dywersyfikacja dostawców poprzez nawiązanie partnerstw z krajami dysponującymi surowcami zarówno w bezpośrednim otoczeniu Unii (Ukraina), jak również na innych kontynentach (m.in. Kanada, Kazachstan, Chile, Argentyna, Australia, Kongo i Namibia).

Zwrot ku aktywnej polityce przemysłowej jest bez wątpienia elementem globalnego trendu. Władze chińskie od lat prowadziły asertywną politykę przemysłową, powiązaną z często nieuczciwymi lub protekcjonistycznymi praktykami w polityce handlowej, która dziś daje Chinom wiodącą pozycję w wielu kluczowych technologiach. Zwrot ten jest też wyraźnie dostrzegalny w polityce amerykańskiej, której sztandarowy przykład to Ustawa o redukcji inflacji (Inflation Reduction Act), oferująca znaczące ulgi podatkowe dla inwestycji w czyste technologie (forma pomocy publicznej, która nie jest możliwa w Unii Europejskiej).

Zwrot ku aktywnej polityce przemysłowej jest bez wątpienia elementem globalnego trendu. Dostrzec go można m.in. w działaniach zarówno Chin, od lat prowadzących asertywną politykę przemysłową, powiązaną z często nieuczciwymi lub protekcjonistycznymi praktykami w polityce handlowej, jak również USA, gdzie sztandarowym przykładem jest Ustawa o redukcji inflacji (Inflation Reduction Act).

Dekarbonizacja gospodarki i transformacja przemysłu to olbrzymie wyzwania inwestycyjne. Mądra pomoc publiczna, która poprzez częściowe zmniejszenie ryzyka inwestycyjnego angażuje kapitał prywatny, jest, jak pokazują też doświadczenia innych krajów, niezbędnym elementem polityki przemysłowej. Jest ona możliwa tylko w ściśle określonych przypadkach, regulowanych na poziomie unijnym, bowiem z założenia pomoc publiczna może prowadzić do osłabienia zasady konkurencji, a ta jest jednym z fundamentów funkcjonowania jednolitego rynku. Niedawnym przykładem czasowego (marzec 2020 – czerwiec 2022) poluzowania zasad unijnej pomocy publicznej było umożliwienie państwom członkowskim udzielenia wsparcia przedsiębiorstwom w, bardzo trudnym dla europejskiej i światowej gospodarki, okresie pandemii.

Stoimy jednak przed dylematem: ze względu na istotne różnice w potencjale fiskalnym państw członkowskich, tylko niektóre z nich są w stanie udzielać pomocy publicznej własnym przedsiębiorstwom. To zaś może potencjalnie zakłócać funkcjonowanie jednolitego rynku. Istotnym precedensem było stworzenie wspólnego unijnego programu finansującego krajowe programy odbudowy – w znacznej części opłacające projekty skupione na cyfrowej i zielonej transformacji. Jednak te krajowe programy (mające trwać do 2026 roku) tylko w pewnym stopniu mogą być traktowane jako instrument polityki przemysłowej. Póki co, idea przedstawiona jesienią ubiegłego roku przez przewodniczącą Komisji na temat powołania Europejskiego Funduszu Suwerenności nie uzyskała poparcia państw członkowskich. Niewątpliwie kwestia wspólnego inwestowania ze środków publicznych w kluczowe technologie i gałęzie przemysłu będzie jednym z fundamentalnych pytań w debacie o przyszłym budżecie unijnym na lata 2028⁠–⁠2034 (Komisja prawdopodobnie w 2025 roku przedstawi swoją propozycję). Ważnym źródłem wspierania innowacji tradycyjnie były programy badawcze – uruchomienie w 2018 roku Europejskiej Rady ds. Innowacji stanowiło ważny krok w zbliżeniu świata badań i generowanych przez niego innowacji do tego, by rezultaty tych działań komercjalizować i wdrażać jako nowe technologie przez przemysł.

Kolejnym wielkim wyzwaniem w procesie transformacji europejskiego przemysłu jest brak rąk do pracy w niemal wszystkich sektorach gospodarki i szczególnie dotkliwy niedobór specjalistów w strategicznych dziedzinach (zielona transformacja, cyfryzacja). Choć kwestia kształcenia i umiejętności nie leży w kompetencjach unijnych, to, ze względu na skalę potrzeb, Unia wspiera, poprzez Europejski pakt na rzecz umiejętności (European Pact for Skills), sektorowe partnerstwa, w których firmy określają swoje potrzeby i, wspólnie z instytucjami szkolącymi, definiują nowe umiejętności i programy konkretnych szkoleń. Znalazło to nawet odzwierciedlenie w europejskiej legislacji – w ramach NZIA będą tworzone tzw. akademie, które dla poszczególnych nowych technologii (energia słoneczna, wodór) stworzą programy i produkty szkoleniowe, by w ten sposób przyśpieszyć dostarczenie specjalistów na rynek.

Polska jest jednym z krajów członkowskich, które ze względu na: tradycję przemysłową, wykształcone kadry i wysoki stopień integracji z największą i wysoce uprzemysłowioną gospodarką niemiecką, ale też przyszłą prezydencję Rady UE przypadającą na pierwsze półrocze 2025 roku może być beneficjentem procesu reindustrializacji Europy.

Polska jest jednym z krajów członkowskich, które ze względu na tradycję przemysłową, wykształcone kadry i wysoki stopień integracji z największą i wysoce uprzemysłowioną gospodarką niemiecką może być beneficjentem procesu reindustrializacji Europy. Pomocne w tym procesie będzie aktywne zaangażowanie w wybrane europejskie inicjatywy, udział w dyskusjach o kierunku polityki przemysłowej – o tym, jaką rolę polskie firmy mogą odgrywać w strategicznych europejskich łańcuchach wartości. Niezbędna jest wreszcie refleksja o tym wszystkim przy okazji przyszłego budżetu unijnego. Dobrą okazją do nadania temu procesowi odpowiedniej dynamiki będzie polska prezydencja Rady UE (pierwsze półrocze 2025 roku), przypadająca nie tylko na początek nowej Komisji, ale także na etap zaawansowanych prac nad projektem przyszłego, wieloletniego budżetu Unii.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Elektromobilność – w oczekiwaniu na rewolucję

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Jak doszło do powstania firmy EV Volta?

Pomysł biznesowy narodził się około 6 lat temu, gdy temat elektromobilności był w Polsce jeszcze w zalążku. Jako że już wcześniej na swojej ścieżce zawodowej zajmowałem się obszarem nowych technologii, dostrzegłem spory potencjał w rozwoju segmentu pojazdów z napędem elektrycznym. Koniec końców, bazując m.in. na współpracy z moim wykładowcą, dr. Mirosławem Własem z Politechniki Gdańskiej – ekspertem w dziedzinie zarządzania energią – po rozpatrzeniu różnych scenariuszy, zdecydowałem się pójść w kierunku projektowania i produkcji stacji do ładowania pojazdów elektrycznych. W tym celu w 2020 r. powołałem spółkę EV Volta. Niedługo później, kontynuując kooperację z zespołem naukowym z gdańskiej uczelni i przeprowadzając prace badawczo­‑rozwojowe, udało nam się opracować pierwszy prototyp urządzenia, a następnie udoskonalić go oraz dość szybko skomercjalizować dla jednego z większych graczy z branży handlowej. Zdawaliśmy sobie sprawę, że rynek powoli zaczyna dopytywać o tego typu rozwiązania i zależało nam na tym, by móc na niego wejść możliwie jak najszybciej.

Jak kształtuje się rynek producentów stacji do ładowania aut elektrycznych?

Zarówno w skali Polski, jak i Europy Zachodniej jest już kilku liderów, natomiast producentów, jak i operatorów stacji cały czas przybywa. Rynek jest bowiem duży – podobnie zresztą jak zapotrzebowanie na rozwój infrastruktury do ładowania. Według najnowszych analiz, 2023 rok zakończymy z ilością 3200 ogólnodostępnych stacji ładowania, a na koniec 2025 roku planowane jest zainstalowanie 45 000 stacji.

W najbliższych latach liczba ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce ma wzrosnąć niemal 15‑krotnie.

Czym konkuruje się na tym rynku – czy można powiedzieć, że oferowane przez Was stacje są w pewnych aspektach lepsze od tych, sprzedawanych przez innych producentów?

Stacje są generalnie produktami dość mocno do siebie zbliżonymi, jeśli chodzi o moc ładowania i zastosowane złącza. Mamy natomiast różne typy pojazdów osobowych czy ciężarowych oraz różne możliwości infrastrukturalne i jako że cały czas prowadzimy prace badawczo­‑rozwojowe nad naszymi produktami, możemy zaproponować rozwiązania, które będą odpowiednio dopasowane pod kątem danej inwestycji.

We wrześniu, podczas jednego z największych wydarzeń branżowych w tej części Europy: Kongresu Nowej Mobilności, organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, miała miejsce premiera naszej nowej stacji Smart City. Stacja została wyposażona w terminal płatniczy, co stanowi duże usprawnienie z punktu widzenia użytkownika końcowego, który może w przejrzysty i szybki sposób rozliczyć się z pobranej energii, a nasz klient, u którego została zainstalowana stacja, może na sprzedaży tej energii zarabiać. Postawiliśmy na akurat takie rozwiązanie, gdyż dochodziły do nas liczne opinie klientów, którzy wskazywali na to, że korzystając z różnego rodzaju stacji ładowania, zdarzyło im się mieć problemy związane np. z niedziałającą aplikacją czy też brakiem komunikacji pomiędzy stacją a aplikacją, co też uniemożliwiało poprawne przeprowadzanie procesu ładowania.

Zespół EV Volta tworzą pasjonaci elektromobliności z doświadczeniem przy obsłudze projektów z branży energetycznej na rynku inwestycyjnym. Zajmujemy się kompleksową obsługą całej inwestycji – od audytu danej lokalizacji, przez dobór urządzenia, instalację, aż po przeprowadzenie szkolenia z obsługi stacji i obsługę posprzedażową. Decydując się na naszą stację, klient zakupuje zatem nie tylko sam hardware, lecz obsługę całego procesu. Takie podejście wynika zresztą z naszego sposobu myślenia o biznesie – nie chcemy działać na zasadzie: „sprzedaj i zapomnij”, lecz budować długofalowe relacje z naszymi klientami.

Decydując się na naszą stację, klient zakupuje nie tylko sam hardware, lecz obsługę całego procesu. Takie podejście wynika zresztą z naszego sposobu myślenia o biznesie – nie chcemy działać na zasadzie: „sprzedaj i zapomnij”, lecz budować długofalowe relacje z naszymi klientami.

Gdzie tak właściwie będą w najbliższych latach pojawiały się stacje do ładowania pojazdów elektrycznych – czy będą one zastępowały dzisiejsze stacje benzynowe, czy też będą się znajdowały także w innego typu miejscach, jak np. w galeriach handlowych, przy siedzibach firm itp.?

Będą one powstawały tak naprawdę wszędzie, gdzie będziemy dysponowali odpowiednimi możliwościami przyłączenia do sieci elektroenergetycznej – zarówno na istniejących stacjach paliw, jak i w nowo powstających tzw. hubach ładowania, na których znajdować się będzie kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt ładowarek, co obserwujemy już dziś, np. w Niemczech. Oprócz tego będą one też pojawiały się w miejscach takich, jak wspomniane przez Pana galerie handlowe, siedziby firm, lotniska, restauracje itd.

Jaki jest standardowy czas ładowania auta na Waszej stacji?

W zależności od poziomu naładowania baterii, na tę chwilę – od 35 do 60 minut. Cały czas pracujemy nad rozwiązaniami przyspieszającymi ten proces.

W niektórych państwach zamiast dość długiego – w porównaniu z tankowaniem benzyny – ładowania samochodów elektrycznych istnieje opcja szybkiej wymiany zużytego akumulatora na w pełni naładowany. Czy takie rozwiązania cieszą się dziś popularnością i mogą zostać wprowadzone także w Polsce?

Wymiana akumulatorów podczas postoju jest najbardziej popularna w Chinach. Chińska firma NIO działająca w tym obszarze stara się zresztą wejść z tym rozwiązaniem na rynek niemiecki. Czy pojawi się także w Polsce? Czas pokaże. Pojawiają się też inne innowacyjne pomysły usprawniające ładowanie, jak np. testowane ładowanie indukcyjne zachodzące podczas jazdy oraz ciężarówki z pantografem testowane na niemieckim odcinku autostrady A5. Można się spodziewać, że w kolejnych latach będziemy świadkami kolejnych innowacji, z których część może zostać szerzej rozpropagowana. W Polsce powstają także pierwsze stacje tankowania wodorem, które również mają przed sobą dużą perspektywę rozwoju, w szczególności do zastosowania w transporcie kolejowym czy też morskim. Niemniej jednak, obserwując rynek, można dojść do wniosku, że stacje ładowania pozostaną najwierniejszym zamiennikiem pospolitego dystrybutora ze stacji paliw. Te, znajdujące się przy autostradzie, będą w stanie naładować auto podczas postoju w przeciągu np. 20‑25 minut. Uważam, że taka konieczna przerwa podczas podróży może pozytywnie wpłynąć na poziom naszej koncentracji, co będzie miało przełożenie na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Dojeżdżając natomiast do hotelu czy do biura, będzie można przyłączyć samochód na 4‑6 godzin do ładowarki wykorzystującej prąd przemienny.

Jak wiele znajdziemy dziś stacji do ładowania marki EV Volta?

W 2020 roku zainstalowaliśmy nasze pierwsze urządzenia. W tym momencie dysponujemy ponad 400 punktami ładowania w całej Polsce. Naszym kolejnym celem, przy wsparciu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, jest ekspansja na rynki zagraniczne: niemiecki, skandynawski oraz na rynki wschodnie.

Europa jest dziś gotowa na rewolucję elektromobilności?

Infrastrukturalnie cały czas się na nią przygotowuje. Natomiast nie ulega wątpliwości, że owa rewolucja nastąpi – wystarczy spojrzeć na to, w jakim kierunku rozwijają się koncerny motoryzacyjne pokroju BMW, Mercedesa czy Audi, które wyrosły przecież na autach spalinowych. Gdy dodamy do tego producentów od początku skupionych na „elektrykach”, pokroju chińskiego BYD czy amerykańskiej Tesli, a także spojrzymy na postępującą elektryfikację ciężarówek, czego najlepszym przykładem są zaprezentowane niedawno, w pełni elektryczne pojazdy Mercedesa, Volvo czy Scanii, nie można mieć wątpliwości, że transformacja z transportu spalinowego do elektrycznego jest przesądzona.

Europa infrastrukturalnie cały czas przygotowuje się na rewolucję elektromobilności. Nie ulega wątpliwości, że ona nastąpi – wystarczy spojrzeć na to, w jakim kierunku rozwijają się koncerny motoryzacyjne pokroju BMW, Mercedesa czy Audi, które wyrosły przecież na autach spalinowych.

W tym roku po raz pierwszy w krajach Unii Europejskiej zarejestrowano więcej nowych samochodów elektrycznych niż tych z silnikiem diesla. Teraz „piłeczka” jest zatem po stronie infrastruktury. Niemcy mają w planach do 2030 roku postawić milion stacji ładowania aut. Najnowsze rozporządzenie unijne o infrastrukturze paliw alternatywnych AFIR wskazują, że już od 2025 roku główne autostrady EU (sieć bazowa TEN‑T) musi posiadać huby ładowania o mocy co najmniej 400 kW, co maksymalnie 60 km w obu kierunkach dla pojazdów osobowych oraz pokrycie 15% całej sieci TEN‑T z hubami o mocy 1400 kW, co 120 km. Do niedawna wydawało się to odległą przyszłością, niebawem będzie teraźniejszością.

Kto jest dziś globalnym liderem w obszarze elektromobilności?

Na ten moment Chiny, z racji swojego ogromnego rynku i dużej sprzedaży wewnętrznej. Chińskie marki, takie jak m.in BYD, bardzo mocno próbują wejść na rynek EU. Ważnym graczem są też oczywiście Stany Zjednoczone – na rozwój elektromobilności mocno stawia sam prezydent Joe Biden, a flagowym amerykańskim produktem na rynku amerykańskim, ale i globalnym jest oczywiście Tesla, która zainwestowała także w Europie, stawiając swoją gigafabrykę pod Berlinem. Tesla Model Y stała się najlepiej sprzedającym nowym samochodem na świecie w pierwszym kwartale 2023 r. W czołówce znajduje się też Europa Zachodnia, w tym przede wszystkim Norwegia, Niemcy, ale też i Holandia, która już dziś posiada świetnie rozwiniętą infrastrukturę.

Jak na tym tle prezentuje się Polska?

Bez wątpienia znajdujemy się w tyle za liderami i czeka nas bardzo dużo pracy. Mamy obok siebie kraje, na których możemy się wzorować i powinniśmy z tego skorzystać. Wydaje mi się, że w tym momencie kluczowe jest to, by usprawnić proces tworzenia infrastruktury do szybkiego ładowania pojazdów osobowych i ciężarowych, ale nie powinniśmy zapominać o możliwości naładowaniu auta w obiektach noclegowych. Ważną kwestią jest czas dotyczący otrzymania potrzebnej mocy dla danej lokalizacji. W Europie Zachodniej jest to kwestia kilku tygodni – u nas niestety na warunki przyłączeniowe czekamy nawet kilkadziesiąt. Dostępność odpowiedniej infrastruktury i swoboda w przemieszczaniu się bez obaw o naładowanie pojazdu będzie zachęcała Polaków do nabywania pojazdów elektrycznych.

Kluczowe jest dziś, by usprawnić proces tworzenia infrastruktury do ładowania aut. Jej obecność będzie zachęcała Polaków do nabywania pojazdów elektrycznych – w tym momencie wielu z nich ma bowiem obawy, czy posiadając tego typu auto, będą mieli je gdzie naładować w odpowiednim czasie, np. będąc w trasie.

Na rozwój polskiej elektromobilności mogą też wpłynąć zachęty czy wsparcie związane z kupnem samochodu elektrycznego i dofinansowaniem infrastruktury do ładowania pojazdów. W tym momencie dofinansowanie na zakup takiego pojazdu oferuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Bardzo dużą ilość wniosków składają firmy – myślę, że to krok w bardzo dobrym kierunku, ponieważ mogą one w ten sposób obniżyć koszty eksploatacyjne swoich flot. Musimy pamiętać, o tym, że nowa technologia nie wymaga częstych wizyt serwisowych w postaci wymiany oleju czy okładzin hamulcowych, nie wspominając już o możliwościach zainstalowania własnych stacji ładowania na terenie firmy i uzyskania bardzo dużych oszczędności na paliwie i obniżenia śladu węglowego.

Czy Pomorze jest dobrym miejscem do rozwijania technologii z obszaru elektromobilności?

Zdecydowanie tak. Prowadzenie działalności na terenie Słupskiego Inkubatora Technologicznego umożliwia nam dostęp do nowoczesnej infrastruktury zarówno produkcyjnej, jak i biurowo­‑konferencyjnej. Mamy również swoją drugą lokalizację w Gdańskim Parku Naukowo­‑Technologicznym, która jest dla nas bardzo istotna pod kątem prowadzenia prac badawczo­‑rozwojowych. Z racji tego, że pochodzimy z Pomorza, korzystamy ze współpracy z lokalnymi uczelniami – przede wszystkim z Politechniką Gdańską, ale również z Gdańską Akademią Sztuk Pięknych. Nie mamy też żadnych problemów z dostępem do wysokiej jakości kapitału ludzkiego, który jest w naszej branży kluczowy. Co więcej, nasz region promuje szeroko rozumiane rozwiązania proekologiczne, co sprawia, że obecność i rozwój firm takich jak nasza zdaje się być na Pomorzu czymś wręcz naturalnym. Dlatego korzystając z okazji, chciałbym podziękować w swoimi imieniu, jak i w imieniu całego zespołu EV Volta, za przyznane wyróżnienie „Gryfu Gospodarczego”, które odebraliśmy z rąk Pana Marszałka Mieczysława Struka. Jest to dla nas bardzo duża motywacja do dalszego rozwoju czystych technologii, które będą także sprzyjały naszemu pięknemu regionowi.

Skip to content