Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Czy ziści się pomorski wodorowy sen?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski, redaktor prowadzący Pomorskiego „Przeglądu Gospodarczego”.

Europa jest dziś w trakcie tzw. zielonej rewolucji. Z jednej strony wymaga ona podejmowania znacznych wysiłków, związanych m.in. ze zmniejszaniem energochłonności gospodarki czy przechodzeniem na nieemisyjne źródła energii, z drugiej jednak stwarza duże szanse – dla gospodarek całych państw, lecz także i regionów. Czy Pomorze ma pomysł na to, jak z nich skorzystać?

Zdecydowanie postrzegamy zachodzącą obecnie transformację energetyczną jako szansę dla naszego regionu – szansę na rozwój, na znalezienie niszy rynkowej, nowego, innowacyjnego obszaru gospodarki. Wyścig na tym polu trwa na wielu poziomach, a my bardzo chcielibyśmy brać w nim udział i to wcale nie będąc skazanymi na ostatnie lokaty. Tu wyłania się temat wodoru, będącego jednym z istotnych ogniw zielonej rewolucji. Pokładamy w nim jako Pomorze duże nadzieje.

Skąd się one biorą? Wszak mówimy o pierwiastku, który nie jest żadnym nowym odkryciem, a wręcz przeciwnie – istnieje na Ziemi od zawsze, a przez człowieka jest wykorzystywany od dawien dawna…

Nadzieje te dotyczą zdolności do magazynowania energii za pośrednictwem wodoru. Mam tu na myśli energię nadwyżkową – która została wyprodukowana, lecz nie znalazła wykorzystania ze względu na brak zapotrzebowania w danym momencie – wytwarzaną przede wszystkim przez odnawialne źródła energii. Zamiast tę energię utracić, lepiej jest ją zmagazynować w wodorze – jest to zresztą racjonalne ekonomicznie.

Po wtóre, wodór może być świetną odpowiedzią na wyzwania zeroemisyjności. Jego konsumpcja nie emituje zanieczyszczeń i jest właściwie całkowicie przyjazna środowisku. To szczególnie istotne w kontekście transportu, który – wykorzystując paliwa kopalne – generuje ogromne zanieczyszczenia spalinami.

Słychać jednak, że inwestycje w wodór są dziś bardzo kosztochłonne…

Rozwiązania związane z wykorzystaniem wodoru – czy to dotyczące magazynowania energii, pojazdów, technologii produkcyjnych czy nawet ciepłownictwa – są obecnie faktycznie drogie, droższe od wielu innych alternatyw. Łatwo to jednak wytłumaczyć – na ten moment są to technologie nowatorskie, często nie do końca jeszcze sprawdzone, niezoptymalizowane, zatem nie są stosowane na masową skalę. Jeżeliby wodorowe know­‑how upowszechnić, jego ekonomika uległaby poprawie – wszystko, co przechodzi na wielkoskalową produkcję, w której obniża się koszt jednostkowy wytworzenia i zastosowania, staje się finalnie tańsze.

Technologie wodorowe są na ten moment nowatorskie, często nie do końca jeszcze sprawdzone, niezoptymalizowane, zatem nie są stosowane na masową skalę. Jeżeliby wodorowe know­‑how upowszechnić, jego ekonomika uległaby poprawie.

Często bywa tak, że aby dana technologia znalazła szersze zastosowanie, potrzebny jest jej pewien bodziec. Czy może być nim unijna polityka klimatyczna, która dąży do zaprzestania wykorzystywania w Europie paliw kopalnych, „wsparta” w dodatku agresją Rosji na Ukrainę, czego jednym ze skutków jest wzrost cen surowców energetycznych?

Uważam, że tak. Wojna na wschodzie przynosi nam wzrost cen nie tylko paliw kopalnych, lecz także – w konsekwencji – energii końcowej. Obniża to racjonalność ekonomiczną ich wykorzystywania, zwiększając równolegle opłacalność szeregu rozwiązań związanych z odnawialną energią, w tym również technologii wodorowych, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe do szybkiego wdrożenia. Można powiedzieć, że paradoksalnie wojna w Ukrainie działa w tym obszarze proinwestycyjnie, zwiększając konkurencyjność cenową technologii odnawialnych.

Wojna na wschodzie przynosi nam wzrost cen nie tylko paliw kopalnych, lecz także – w konsekwencji – energii końcowej. Obniża to racjonalność ekonomiczną ich wykorzystywania, zwiększając równolegle opłacalność szeregu rozwiązań związanych z odnawialną energią, w tym również technologii wodorowych, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe do szybkiego wdrożenia.

Dlaczego wodór stanowi tak dużą szansę akurat dla Pomorza?

Posiadamy pewne atuty, które sprawiają, że w obszarze rozwoju technologii wodorowych mamy dobrą pozycję startową i duży potencjał rozwojowy. Jak wspominałem, wytwarzanie tzw. zielonego wodoru ma największe uzasadnienie z nadwyżkowej produkcji energii elektrycznej. Tymczasem na Pomorzu w nadchodzących latach powstaną farmy wiatrowe, z których energia będzie produkowana wtedy, kiedy będzie wiało, a niekoniecznie wtedy, kiedy będzie największe zapotrzebowanie na moc. Będziemy chcieli stawić czoła wyzwaniu magazynowania niezużytej energii z tych źródeł w formie wodoru. Świetnym do tego miejscem – o czym rzadko się mówi – mogą być kawerny solne zlokalizowane w Gdyni Kosakowie. To kolejny z unikalnych pomorskich walorów.

Na Pomorzu w nadchodzących latach powstaną farmy wiatrowe, z których energia będzie produkowana wtedy, kiedy będzie wiało, a niekoniecznie wtedy, kiedy będzie największe zapotrzebowanie na moc. Będziemy chcieli stawić czoła wyzwaniu magazynowania niezużytej energii z tych źródeł w formie wodoru.

Naszym następnym atutem jest to, że mamy już w regionie wypracowane pewne kompetencje związane z technologiami wodorowymi. W tym kontekście warto wymienić Lotos, który od lat jest producentem wodoru – choć szarego – posiadając w tym obszarze spore doświadczenie. W tym momencie gdański koncern prowadzi też projekty w zakresie zielonego wodoru. Trzeba także wspomnieć, że na Pomorzu funkcjonuje Klaster Technologii Wodorowych, co pokazuje duże zainteresowanie tym tematem ze strony lokalnych prywatnych firm. Niektóre z nich już realizują projekty związane z rozwojem technologii elektrolizerów, czyli urządzeń wykorzystywanych do produkcji zielonego wodoru.

Nie można wreszcie zapomnieć o naszym potencjalne naukowym – dość powiedzieć, że od tego roku Politechnika Gdańska, będąca przecież jedną z najlepszych polskich uczelni technicznych, otwiera studia licencjackie na kierunku technologii wodorowych.

Czy na naszą korzyść działa również to, że to właśnie Pomorze uchodzi za najbardziej prawdopodobną lokalizację elektrowni atomowej?

Zgodzę się, że potencjalna budowa elektrowni jądrowej w naszym regionie może być dodatkowym atutem. Gdyby do skutku doszła inwestycja w polski atom, a zaplanowane inwestycje energetyki morskiej zostałyby zrealizowane, mogłoby to doprowadzić do odwrócenia dotychczasowej sytuacji, w której Pomorze jest importerem energii z południa Polski – do takiej, w której to my bylibyśmy eksporterem. Mogłoby to też zwiększyć atrakcyjność Pomorza do lokowania tu pewnych inwestycji, które z powodu ograniczonej ilości wytwarzanej lokalnie energii, dotąd nasz region omijały.

Wszystko to powoduje, że jeśli postawimy dziś na ten kierunek, to będziemy mieli szansę na to, by szybciej od innych zbudować nasze kompetencje – m.in. w obszarze kształcenia kadr i nabywania kompetencji w firmach związanych z produkcją czy wykorzystywaniem wodoru. Jeżeli przyjmiemy taką strategię działania i zostanie ona uwiarygodniona w oczach różnych aktorów – m.in. przedsiębiorstw, uczelni i instytucji naukowych oraz inwestorów – to „pomorski wodorowy sen” ma szansę się ziścić. Nie jest to wcale melodia przyszłości, lecz coś, co właściwie już ma miejsce, staje się rzeczywistością, tyle że jeszcze bardzo małymi kroczkami.

Jaką rolę w całym tym procesie może odgrywać samorząd wojewódzki?

Uważam, że naszą rolą jest zasadniczo wskazywanie kierunków podejmowania pewnych działań oraz ich promowanie – po to, by pokazywać, jakie możliwości może dać wodór. W tym celu organizujemy chociażby coroczne konferencje wodorowe – ostatnia dotyczyła transportu publicznego oraz mobilizacji sektora ciepłowniczego. Musimy pokazywać te opcje, poszukiwać miejsc, w których demonstracyjnie można byłoby wdrożyć takie rozwiązania, aby budować doświadczenie oraz poznawać, uczyć się i weryfikować w warunkach rzeczywistych koszt funkcjonowania, opłacalność ekonomiczną czy ewentualne wyzwania związane z tymi rozwiązaniami. Także na naszych barkach powinno leżeć obniżanie ryzyka dla inwestorów oraz lokalnych samorządów.

Czy Pana zdaniem postawienie na wodór mogłoby nam pomóc w stworzeniu pewnych nowych pomorskich specjalizacji gospodarczych, zwiększając zarazem naszą ogólną konkurencyjność gospodarczą na tle innych regionów z Polski i Europy?

Taki jest nasz cel – dlatego właśnie warto być lepszym i szybszym od innych, czasami wręcz pierwszym inwestującym w dane rozwiązania. To najlepsza droga do nabywania kompetencji, przyciągania inwestorów i skutecznego rywalizowania z konkurentami. Tak jak mówiłem – posiadane przez nas atuty dają nam szansę na zaistnienie w obszarze wodoru i, de facto, wygranie na zielonej transformacji.

Bycie lepszym i szybszym od innych, czasami wręcz pierwszym inwestującym w dane rozwiązania, to najlepsza droga do nabywania kompetencji, przyciągania inwestorów i skutecznego rywalizowania z konkurentami.

Widzę to jako swego rodzaju samonapędzający się mechanizm – produkcja zielonej energii w regionie będzie ułatwiała pozyskanie inwestorów zarówno w obszarze samych technologii wodorowych czy OZE, ale potencjalnie także z innych dziedzin. Dziś bowiem inwestorzy oraz producenci z Europy Zachodniej stawiają na to, by wykorzystywać w procesach energię zieloną. Zieloną – czyli niezanieczyszczającą środowiska oraz niewspierającą działań wojennych Rosji.

Taki jest obecnie kierunek. Dlatego warto być nie tylko konsumentem czyichś rozwiązań, co przekładać się może na niższą emisyjność czy lepszą jakość powietrza, lecz także startować w wyścigu technologicznym, aby mieć szansę na wygraną na płaszczyźnie ekonomicznej.

Cały czas mówimy o wodorze zielonym, czyli takim, który produkowany jest z OZE, trochę też o fioletowym, czyli również produkowanym „czysto”, tyle że z atomu. Pierwiastek ten ma też jednak inne odcienie, jak np. szary czy czarny, która pochodzą z nieekologicznych źródeł. Czy koncepcja budowy pomorskiej gospodarki wodorowej dopuszcza możliwość ich wykorzystania?

Docelowo interesuje nas oczywiście przede wszystkim wodór zielony, potencjalnie również fioletowy, który także ma zeroemisyjny charakter. Nie ma jednak co ukrywać, że jest to duże wyzwanie. Gdyby udało nam się wprowadzić zastosowanie technologii wodorowych na szerszą skalę, trzeba byłoby zgrać ze sobą różnych aktorów, jak np. odbiorców wodoru, czyli np. transport publiczny z infrastrukturą dostarczania wodoru oraz samą dostępnością tego surowca. Żadna ze stron nie powinna czekać na pozostałe – nikt nie kupi autobusów czy pociągów wodorowych, jeżeli nie będzie miał zagwarantowanego dostępu do tego paliwa.

Mówię o tym dlatego, że o ile celem finalnym jest oparcie pomorskiej gospodarki na zielonym wodorze, o tyle w okresie przejściowym z pewnością nie uda się we wszystkich procesach, w których wykorzystywany będzie ten pierwiastek, oprzeć się tylko na tym ekologicznym. To wieloetapowa droga – nie od razu Rzym zbudowano i nie od razu uda nam się „wskoczyć” w docelowy model.

O ile celem finalnym jest oparcie pomorskiej gospodarki na zielonym wodorze, o tyle w okresie przejściowym z pewnością nie uda się we wszystkich procesach, w których wykorzystywany będzie ten pierwiastek, oprzeć się tylko na tym ekologicznym. To wieloetapowa droga – nie od razu Rzym zbudowano i nie od razu uda nam się „wskoczyć” w docelowy model.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Wykorzystać zieloną rewolucję, aby wybić się na podmiotowy rozwój

Pobierz PDF

Tekst ukazał się w kwartalniku „Pomorski Thinkletter” wydawanym przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową.

Ostatnie kilka lat jest okresem wielu turbulencji, których doświadcza świat, Polska i Pomorze. W 2020 roku wybuchła pandemia, w 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, rozpoczynając wojnę w pobliżu naszych granic. To natomiast wywołało kryzys humanitarny i masową falę uchodźców w krajach sąsiednich, w tym w Polsce. Ponadto coraz bardziej namacalnie odczuwamy zmiany klimatu w postaci różnego rodzaju huraganów, gwałtownych opadów czy długich okresów suszy i upałów. Powyższe czynniki powodują następne wyzwania. Rosnące ceny energii i żywności przekładają się na problemy ubóstwa energetycznego i głodu, co daje impuls do migracji, ale również zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Kryzysy pojawiają się tak często, że jedyne, czego możemy być pewni, to nadejście kolejnych „czarnych łabędzi”, wywołujących ogromne zawirowania w sferze politycznej, gospodarczej, społecznej, klimatycznej. Czasy, w których żyjemy, scharakteryzowane akronimem VUCA¹ – cechują się dużą zmiennością, niepewnością, złożonością oraz niejednoznacznością. Jak zatem przygotować się do przyszłości, w której pewne wydaje się jedynie to, że będzie nieprzewidywalna? Te pytania stawiają sobie liderzy polityczni, gospodarczy eksperci i naukowcy. Zastanawiając się, jaka przyszłość czeka nas tu na Pomorzu, warto zadać następujące pytania: Gdzie dziś jesteśmy – z jakimi zasobami (atutami i słabościami) wchodzimy w ten okres? Jakie wyzwania nas czekają? Jak powinniśmy na nie odpowiedzieć, najlepiej wykorzystując nasze atuty?

Gdzie jesteśmy?

Pomorze w ostatnich dwóch dekadach dokonało znaczącej transformacji gospodarczej, społecznej oraz infrastrukturalnej. Dziś jesteśmy w innym miejscu niż 20 lat temu, gdy region dopiero budował swoją tożsamość, zaplecze instytucjonalne i potencjał inwestycyjny. Droga, którą przeszliśmy, doprowadziła nas do miejsca, w którym naszym podstawowym wyzwaniem nie są dziurawe drogi, wysokie bezrobocie czy wyeksploatowane budynki naszych uczelni, instytucji kultury czy edukacji. Obecnie stopę bezrobocia mamy na jednym z najniższych poziomów w UE, zaplecze infrastrukturalne i laboratoryjne pomorskich uczelni w wielu dziedzinach jest na najwyższym światowym poziomie. Ponadto nakłady na działalność badawczo­‑rozwojową w roku 2020 osiągnęły wartość 1,75 proc. PKB, co jest dobrym prognostykiem dla rozwoju innowacyjności na Pomorzu.

Pomorze w ostatnich dwóch dekadach dokonało znaczącej transformacji gospodarczej, społecznej oraz infrastrukturalnej. Dziś jesteśmy w innym miejscu niż 20 lat temu, gdy region dopiero budował swoją tożsamość, zaplecze instytucjonalne i potencjał inwestycyjny.

Te sukcesy nie wzięły się z niczego. Pomorze, dzięki skutecznej koordynacji działań wielu partnerów samorządowych, zbudowało jedno okienko w zakresie przyciągania inwestycji do regionu – Invest in Pomerania. To m.in. dzięki temu udało się pozyskać inwestorów, którzy zmieniają obraz pomorskiej gospodarki, zapewniając jednocześnie atrakcyjne oraz dobrze płatne miejsca pracy. Dobrym przykładem jest tu Northvolt, producent baterii, spółka założona przez Petera Carlssona, byłego wiceprezesa Tesli, której misją jest „odesłanie ropy do historii”. Korzyści z tej inwestycji to nie tylko pól tysiąca miejsc pracy czy 200 mln dolarów ulokowane w regionie. To również zaistnienie Pomorza i Gdańska w świadomości globalnych inwestorów działających w obszarze energii odnawialnej i dowód na atrakcyjność regionu dla tego typu przedsięwzięć.

W technologie i innowacje na Pomorzu inwestują nie tylko podmioty z kapitałem zagranicznym. Polpharma Biologics to utworzona kilka lat temu spółka, mająca swą siedzibę na terenie Gdańskiego Parku Naukowo­‑Technologicznego, będąca częścią grupy Polpharma. Podmiot ten, odpowiedzialny za rozwój innowacyjnych leków biotechnologicznych zatrudnia obecnie ponad 600 pracowników. W Międzynarodowym Centrum Technologii Kwantowych powstałym przy Uniwersytecie Gdańskim pracuje obecnie zespół ok. 60 osób. Na co dzień prowadzą badania na najwyższym światowym poziomie w sferze technologii kwantowych. Dziedzinie, która jest jednym z najszybciej rozwijających się obecnie obszarów nauki, mających znaczący potencjał do komercjalizacji, m.in. w zakresie szeroko rozumianej kryptografii. To właśnie tu, na Pomorzu, rodzą się innowacje unikalne w skali świata.

Prawie ćwierć wieku funkcjonowania samorządu regionalnego w obecnym kształcie pozwoliło również wypracować szereg mechanizmów oraz instytucji, które dziś pozwalają realizować politykę rozwoju regionu. Siedem lat temu samorząd województwa pomorskiego powołał Pomorski Fundusz Rozwoju, który zapewnia instrumenty finansowe dla przedsięwzięć rozwojowych samorządów, przedsiębiorstw i innych podmiotów.

Prawie ćwierć wieku funkcjonowania samorządu regionalnego w obecnym kształcie pozwoliło wypracować szereg mechanizmów oraz instytucji, które dziś pozwalają realizować politykę rozwoju regionu.

Przytaczam te pozytywne przykłady i sukcesy województwa pomorskiego nie tyle, by się chwalić, ale po to, aby pokazać, jaką drogę przeszliśmy my wszyscy – samorząd, nasze przedsiębiorstwa czy uczelnie.

Trzy wyzwania na drodze do nowego modelu rozwoju

Nasz sukces ma jednak również inne konsekwencje. Mianowicie, prostsze rezerwy rozwojowe, takie jak relatywnie tania siła robocza, dotacje inwestycyjne dla firm otrzymane w ramach polityki spójności oraz mało zaawansowane podwykonawstwo dla przedsiębiorstw z krajów starej UE, zostały w dużej mierze wykorzystane i nie będą stanowiły już tak silnego motoru rozwojowego jak w ostatnich dekadach. Co więcej, zbliżając się w poziomie rozwoju do najbardziej rozwiniętych krajów, w coraz mniejszym stopniu możemy korzystać ze swoistej renty zapóźnienia, tj. wykorzystywać sprawdzone rozwiązania (tzw. dobre praktyki) z krajów wysoko rozwiniętych. Po przejściu do grupy krajów wysokorozwiniętych dalszy rozwój uzależniony jest o wypracowania własnej ścieżki wzrostu. Znalezienia pomysłu na siebie i zbudowania takiego ekosystemu łączącego biznes, administrację i sektor wiedzy, który w efektywny sposób będzie odpowiadał na pojawiające się wyzwania oraz zapewniał sprawną oraz efektywną implementacje nowych, innowacyjnych rozwiązań. Jak pokazuje historia, sukces na tym etapie rozwoju wcale nie jest pewny, co jest definiowane jako „pułapka krajów średniego rozwoju”.

Prostsze rezerwy rozwojowe, takie jak relatywnie tania siła robocza, dotacje inwestycyjne dla firm oraz mało zaawansowane podwykonawstwo dla przedsiębiorstw z krajów starej UE, zostały w dużej mierze wykorzystane i nie będą stanowiły już tak silnego motoru rozwojowego jak w ostatnich dekadach.

Obecnie, w obliczu wyzwań, które nas dotykają (pandemia, napływ uchodźców, zmiany klimatyczne, transformacja energetyczna), potrzebujemy rozwiązań, które dopiero trzeba wymyślić. Nie kupimy ich „z półki” czy od zagranicznych koncernów, które dawno już je opracowały i wprowadziły do komercyjnej oferty. Ponadto rozwiązania te – nawet jeśli częściowo dostępne – muszą być dostosowane do naszych potrzeb i możliwości. Często oznacza to, że dopiero rodzą się one w odpowiedzi na specyficzne wymagania.

Dziś jeszcze bardziej niż dotychczas uświadamiamy sobie, że potrzebujemy współpracy pomiędzy jednostkami naukowymi oraz przedsiębiorstwami. Co więcej, ta współpraca nie może być jedynie deklaratywna, jak to zdarzało się do tej pory, gdy była wymagana do pozyskania środków publicznych na wspólne projekty. Musi być ona rzeczywista, gdyż tak naprawdę już teraz potrzebujemy jej efektów – nowych produktów, usług, rozwiązań dla dopiero powstających, problemów, wyzwań przed którymi stajemy. Będzie to dobry sprawdzian i weryfikator zarówno potencjału naszego zaplecza badawczego, jak i umiejętności współpracy w układzie nauka – przedsiębiorstwa – samorząd.

Pierwszym wyzwaniem, przed którym stoi region, jest więc znalezienie oryginalnego pomysłu rozwojowego. Ten nowy model musi opierać się na większej innowacyjności (wyższej wartości dodanej) wytwarzanych produktów i usług. Bez tego nie zwiększymy trwale dochodów ludności, a także nie będziemy mieli zasobów na inwestycje w infrastrukturę i poprawę usług publicznych.

Wyzwaniem, przed którym stoi region, jest znalezienie oryginalnego pomysłu rozwojowego. Ten nowy model musi opierać się na większej innowacyjności (wyższej wartości dodanej) wytwarzanych produktów i usług. Bez tego nie zwiększymy trwale dochodów ludności, a także nie będziemy mieli zasobów na inwestycje w infrastrukturę i poprawę usług publicznych.

Drugim wyzwaniem jest odejście od paliw kopalnych. Jest to konieczne z uwagi na potrzebę ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko i skutków zmian klimatu. O tym, że one postępują, dzisiaj przekonujemy się wszyscy. Obserwujemy coraz częstsze ulewy, huragany, a z drugiej strony okresy upałów i suszy. Przekłada się to nie tylko na dolegliwości w codziennym funkcjonowaniu, ale również na straty w infrastrukturze, obciążenie systemów ratownictwa czy wreszcie konieczność ponoszenia znacznych nakładów inwestycyjnych w rolnictwie.

Wojna w Ukrainie znacząco przyspieszyła konieczność znalezienia alternatywnych – dla paliw kopalnych – źródeł energii. Z jednej strony wszyscy widzimy, że dolary i euro płacone za rosyjski gaz i ropę de facto finansują wojnę. Z drugiej zaś, nakładane sankcje oraz perturbacje geopolityczne, powodują wzrost ryzyka i przekładają się na znaczący wzrost cen węglowodorów, a tym samym na rosnącą inflację. Powoduje to presję na szukanie alternatywnych źródeł energii, ale rosnące ceny paliw kopalnych sprawiają również, że zmienia się rachunek ekonomicznych inwestycji w OZE. Stają się one coraz bardziej konkurencyjne w stosunku do dotychczasowych źródeł energii.

Trzecim niezbędnym czynnikiem dalszego rozwoju, są wykwalifikowani pracownicy. Dla wzrostu opartego na innowacjach i zmianach technologicznych potrzebni są wykształceni i zdolni ludzie. Zachodzące zmiany demograficzne sprawiają, że wyczerpuje się kluczowy czynnik atrakcyjności regionu z punktu widzenia inwestorów zagranicznych. Zapewnienie odpowiednich kadr dla gospodarki, nauki i administracji musi więc być jednym z priorytetów dla Pomorza. Działania te są i będą realizowane poprzez stwarzanie warunków dla przyciągania talentów do regionu, zarówno z innych regionów jak i z zagranicy. Chcemy, aby Pomorze było magnesem dla młodych ludzi. Przyciągać powinny zarówno dobre pomorskie uczelnie, zajmujące coraz wyższe miejsca w krajowych i międzynarodowych rankingach, rozwijająca się gospodarka, stwarzająca atrakcyjne miejsca pracy jak również otoczenie (kultura, infrastruktura turystyczna, czyste środowisko) zapewniające wysoką jakość życia.

Naszym celem są również inwestycje w zwiększanie kompetencji mieszkańców Pomorza. W tym obszarze ważnym wyzwaniem i priorytetem na najbliższe lata jest podnoszenie kwalifikacji osób dorosłych. W tej grupie odsetek kształcących się jest wciąż na niskim poziomie. Szczególnie jeśli porównany go do krajów, których gospodarki są najbardziej innowacyjne. Musimy nauczyć się lepiej wykorzystywać zasoby, które mamy, w tym pracę osób starszych. Aby móc robić to efektywnie, potrzebne jest podnoszenie ich kwalifikacji lub przekwalifikowanie do zmieniającej się struktury gospodarczej. Jeśli chcemy zmienić naszą gospodarkę na bardziej zieloną i bardziej cyfrową, to warunkiem koniecznym jest zainwestowanie w kompetencje pracowników.

Zielona energia – nowy motor rozwoju

Jaka powinna być odpowiedź Pomorza na nadchodzące wyzwania? Co jest kluczem, który pozwoli przezwyciężyć bariery oraz dać impuls dla dalszego, innowacyjnego rozwoju regionu? Dziś coraz wyraźniej widać, że może być nim dostęp do „czystej energii”. Zielona transformacja – efektywność energetyczna, odnawialne źródła energii i ich magazynowanie to dziś obszar, który koncentruje środki inwestycyjne – prywatne, publiczne, jak i te z UE.

Dziś coraz wyraźniej widać, że kluczem do przezwyciężenia wyzwań i impulsem do dalszego rozwoju może być dostęp do zielonej energii. W nadchodzących latach to właśnie energia (jej dostępność, „kolor” i cena) będzie czynnikiem decydującym o przewadze konkurencyjnej regionów i krajów.

W nadchodzących latach to energia (jej dostępność, „kolor” i cena) będzie czynnikiem decydującym o przewadze konkurencyjnej regionów i krajów. Dostęp do zielonej energii może być naszą przewagą w przyciąganiu do regionu nowych inwestycji, zarówno komercyjnych jak i publicznych. Może stać się również impulsem do rozwoju branż, które dopiero się rodzą lub dynamicznie się rozwijają, takich jak magazynowanie energii, technologie wodorowe, czy sektor ICT. To te obszary gospodarki generują popyt na lepiej wykwalifikowanych pracowników, oferując w zamian bardziej atrakcyjne, lepiej płatne miejsca pracy.

Pomorze, w chwili obecnej, jest importerem netto energii elektrycznej, co oznacza, że więcej jej zużywamy, niż sami jesteśmy w stanie wytworzyć. Aktualnie blisko połowę wykorzystywanej energii pozyskujemy z zewnątrz. Ta, wydawałoby się, słaba strona regionu – w sytuacji konieczności transformacji systemu energetycznego z nazwijmy to „przestarzałych, brudnych” technologii – paradoksalnie jest naszym atutem. Mianowicie, nie jesteśmy obciążeni istniejącą infrastrukturą produkcyjną opartą na węglu i nie musimy ponosić kosztów ekonomicznych, ekologicznych czy też społecznych z tym związanych. Dla nas inwestycje w zielone, odnawialne źródła energii są, naturalną, żeby nie powiedzieć jedyną możliwą (w obecnej sytuacji geopolitycznej) strategią.

Już dzisiaj ponad połowa energii wytwarzanej w województwie pomorskim pochodzi ze źródeł odnawialnych. W przyszłości udział ten będzie jeszcze większy. Coraz bardziej realne stają się plany realizacji inwestycji w morskie farmy wiatrowe. Ich przeprowadzenie sprawi, że region stanie się znaczącym producentem czystej energii. Zarówno sama jej dostępność jak i „zielony kolor” mogą stać się ważnym atutem z punktu widzenia decyzji inwestorów o lokalizacji nowych inwestycji przemysłowych.

Oczywiście trzeba mieć świadomość, że farmy wiatrowe wytwarzają prąd wtedy, gdy wieje wiatr, a niekoniecznie wtedy, gdy jest największe zapotrzebowanie na energię. Jednak nawet ta słabość rodzi szanse dla rozwoju – technologii magazynowana energii (np. przy użyciu technologii wodorowych) czy silniejszej integracji sieci energetycznych w regionie Morza Bałtyckiego, co umożliwiłoby stworzenie szerszego systemu bilansowania energii z wiatru.

Pomorskie ma również dodatkowe – naturalne atuty dla rozwoju energetyki. Są nimi kawerny solne zlokalizowane w północnej części naszego województwa, które mogą stać się doskonałym magazynem m.in. wodoru.

Wojna w Ukrainie sprawiła, że cel, jakim jest przeprowadzenie zielonej transformacji, stał się nie tylko dużo ważniejszy, ale i pilniejszy. Ta pilność rodzi dodatkowe wyzwania. Kluczowy jest problem ubóstwa energetycznego, który znacząco wzrósł w rezultacie wojny oraz nakładanych na Rosję sankcji. Dziś w Polsce są grupy, które ponoszą wysokie koszty tej sytuacji. Niewątpliwie obowiązkiem władzy publicznej jest im pomóc (są to np. rolnicy, w których uderzają wysokie ceny paliw oraz rosnące koszty nawozów). Ważne by wspierać osoby słabsze ekonomicznie, które nie są w stanie same sobie poradzić.

Naszą odpowiedzią na to wyzwanie nie powinna być strategia „szukania wymówek” i odkładania inwestycji w proekologiczne rozwiązania, czyli spowolnienie procesów przechodzenia na odnawialne źródła energii i czyste technologie. Wręcz przeciwnie – powinniśmy postawić na intensyfikację działań oraz wysiłków zmierzających do przyspieszenia implementacji zielonej strategii i przestawienia się na bardziej energooszczędne rozwiązania, a także zwiększenia potencjału do wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Mówiąc obrazowo, naszą odpowiedzią, tu na Pomorzu, powinno być więcej „zielonej” strategii, a nie powrót do „czarnej”.

Przedstawione powyżej kierunki to nie tylko plany czy swoiste wishful thinking (z ang. myślenie życzeniowe), ale rzeczywisty kierunek działań, który konsekwentnie już realizujemy od kilku lat. W 2017 roku to na Pomorzu powstał – jako pierwszy w kraju – Klaster Technologii Wodorowych, jako inicjatywa integrująca środowisko gospodarcze i naukowe zainteresowane rozwojem czystej, ekologicznej energii. Dwa lata później samorząd regionalny wspólnie z ww. klastrem powołał pierwszą w Polsce Pomorską Dolinę Wodorową. W roku 2020 samorząd województwa zainicjował powstanie Pomorskiego Forum Morskiej Energetyki Wiatrowej. Jego celem jest nie tylko podejmowanie działań na rzecz powstania morskich farm wiatrowych, ale również zabezpieczenie miejsca dla pomorskich przedsiębiorstw oraz jednostek naukowych w procesie inwestycyjnym związanych z ich powstawaniem.

Przytaczam te – realizowane przez nas – działania i inicjatywy po to, aby pokazać, że strategia zielonej transformacji energetycznej nie stoi w sprzeczności z celami rozwoju gospodarczego oraz budowania dobrobytu mieszkańców. Może być ona również realizowana w konsensusie oraz współpracy ze środowiskiem przedsiębiorców. Co więcej, wierzę, iż budowa „zielonego Pomorza” będzie wzmacniać również cel tworzenia nowoczesnej innowacyjnej gospodarki regionu.

Im szybciej wyznaczymy sobie ambitne cele oraz z im większym zaangażowaniem i werwą przystąpimy do ich realizacji, tym lepszą pozycję możemy zająć w zielono­‑energetycznym wyścigu i tym więcej korzyści rozwojowych osiągnąć.

Aby wygrać scenariusz zielonego Pomorza, potrzeba nam ambicji, wiary, determinacji i współpracy. Wierzę, że w naszym regionie, który ma doświadczenie w byciu pionierem transformacji, tych atutów nam nie zabranie. Wspólnie – z przedsiębiorcami oraz środowiskami naukowymi – możemy stać się liderem zielonej transformacji i wygrać zarówno nową innowacyjną gospodarkę, jak i czyste środowisko dla przyszłych pokoleń.

Aby wygrać scenariusz zielonego Pomorza, potrzeba nam ambicji, wiary, determinacji i współpracy. Wierzę, że w naszym regionie, który ma doświadczenie w byciu pionierem transformacji, tych atutów nam nie zabranie.

1 V = zmienność (ang. volatility); U = niepewność (ang. uncertainty); C = złożoność (ang. complexity); A = niejednoznaczność (ang. ambiguity).

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorze wielkim wygranym reorganizacji globalnych łańcuchów dostaw?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

W ostatnich miesiącach – najpierw za sprawą pandemii, a następnie w związku z wojną w Ukrainie – często słyszymy o zmianach, a nawet rewolucji dotyczącej globalnych łańcuchów dostaw. Czy stoimy dziś zatem u progu nowego paradygmatu logistycznego?

Wydarzenia te faktycznie stanowią okazję do zmiany paradygmatu – wskutek nich wiele funkcjonujących od lat – często w niemal niezmienionej formie – łańcuchów logistycznych uległo destrukcji. Co więcej, w tym momencie obserwujemy bardzo ciekawe zjawiska, które wcześniej: albo w ogóle nie występowały, albo też ich skala była znacznie mniejsza.

Jakie zjawiska ma Pan na myśli?

Przede wszystkim wyraźnie zarysował się nam trend deglobalizacji. Okazało się, że rozproszenie łańcuchów dostaw po całym świecie według stricte kosztowego klucza miało sens tylko wówczas, gdy nie było ryzyka występowania zaburzeń. To – jak wiemy – się jednak zmieniło – i nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie pandemii oraz wojny w Ukrainie, lecz także kolejne potencjalne areny turbulencji, jak Tajwan czy Bliski Wschód. Gdy spojrzymy na mapę, widzimy, że punktów, w których istnieje realne zagrożenie utknięcia danego ładunku czy produkcji, robi się już całkiem sporo. Generuje to powstawanie nowych strategii biznesowych, jak np. nearshoringu, czyli ściągania elementów łańcucha produkcyjnego z dalekiej Azji bliżej Europy czy Stanów Zjednoczonych.

Obserwujemy dziś trend deglobalizacji. Okazało się, że rozproszenie łańcuchów dostaw po całym świecie według stricte kosztowego klucza miało sens tylko wówczas, gdy nie było ryzyka występowania zaburzeń. To – jak wiemy – się jednak zmieniło.

Drugi istotny proces to przenoszenie części produkcji z Rosji i Białorusi do państw Unii Europejskiej. Równocześnie – ze względu na wojnę – wstrzymaniu uległa znaczna część przemysłu w Ukrainie, zablokowane zostały też przebiegające przez nią łańcuchy logistyczne, których ogniwami były chociażby porty w Odessie, Mikołajewie czy Mariupolu. Nie wiadomo, kiedy – i czy w ogóle – zostaną one ponownie otwarte. Wszelkie podmioty będące ich elementami, będą musiały się do tej sytuacji w jakiś sposób dostosować.

Czy Polska – choć być może nieco cynicznie to zabrzmi – może stać się beneficjentem obecnej, mocno zawirowanej rzeczywistości?

Dzisiejsza sytuacja stanowi dla nas okazję do podjęcia ruchu, na który w normalnych okolicznościach nie mielibyśmy odwagi. Charakterystyczne jest zresztą, że każdy większy kryzys generuje dla niektórych graczy szanse na dokonanie dużych, pozytywnych zmian, które w innym scenariuszu nie miałyby szans na zajście.

Obecna sytuacja stanowi dla nas okazję do podjęcia ruchu, na który w normalnych okolicznościach nie mielibyśmy odwagi. Charakterystyczne jest zresztą, że każdy większy kryzys generuje dla niektórych graczy szanse na dokonanie dużych, pozytywnych zmian, które w innym scenariuszu nie miałyby szans na zajście.

W chwili obecnej następuje zatem komasacja czynników, które dotykają w jakiś sposób Polski. Jeden z nich to chociażby zaburzenia chińskiego łańcucha dostaw, na którym może skorzystać nasz przemysł, jako istotny europejski hub produkcyjny. Oczywiście, nie mamy w tym względzie szansy nawet zbliżyć się do Chin, ale możemy umacniać naszą pozycję i stanowić pewnego rodzaju alternatywę dla produkcji w Państwie Środka.

Polska Chinami Europy?

Trochę tak – i nie widzę w tym absolutnie niczego złego. Chińczycy zbudowali wszak swoją wiedzę techniczną na podglądaniu, w jaki sposób dane procesy wykonują zagraniczne firmy, które ulokowały w Państwie Środka swoją produkcję. W kolejnym etapie byli już oni w stanie sami projektować i produkować zaawansowane produkty. Tak samo możemy robić i my. Zresztą, aby nie używać niesłusznie stygmatyzowanego przykładu Chin – podobną drogę przeszła również np. Japonia.

Szczególnie, że jesteśmy – i w coraz większym stopniu będziemy – beneficjentami nearshoringu ze strony światowego giganta w postaci niemieckiej gospodarki. Z jej perspektywy nasz kraj jest wygodną i bezpieczną opcją outsourcowania wielu procesów. Owszem – jesteśmy drożsi od Chin, ale wiele umiejscowionych tam dotąd aktywności biznesowych będzie wracało bliżej Europy właśnie ze względu na ryzyka. W obliczu potencjalnych zaburzeń mało kto będzie chciał przenosić je także do innych państw Dalekiego Wschodu, jak np. Indonezji czy Wietnamu.

Swoją drogą – czy Chiny nadal postrzegane są jako miejsce taniej produkcji? Czy nie jest tak, że podłożem obecnych ruchów relokacyjnych zachodnich firm, oprócz aspektów związanych z bezpieczeństwem, jest też to, że znacznemu zmniejszeniu uległa w ostatnich latach opłacalność produkcji w Państwie Środka?

W Chinach bez wątpienia mamy do czynienia z ogromnym wzrostem płac, ale to, na co przede wszystkim zwróciłbym uwagę, to problem demograficzny. Chińczycy już dawno osiągnęli szczyt dostępności pracowników na rynku, a samo społeczeństwo jest najszybciej starzejącym się w znanej nam historii. Proces ten następuje błyskawicznie, mówi się, że Chiny bardzo mocno przeszacowały liczbę swoich obywateli, niedoszacowując zarazem, jak wiele osób będzie znikało z rynku pracy.

Pamiętajmy, że model zabezpieczenia społecznego w formie emerytur itp. jest tam bardzo słabo rozwinięty, a Chińczycy – o ile nie uzyskają specjalnego zezwolenia – nie mogą inwestować za granicą. Co więc robią, by zabezpieczyć w jakiś sposób swoją przyszłość? Kupują mieszkania, czym zdążyli napędzić już ogromną bańkę na rynku nieruchomości. Ona cały czas rośnie, nie wiemy czy wybuchnie, czy nie, ale jedno jest pewne – Chiny ulegają wielkim zmianom i, owszem, część fabryk wyniosła się stamtąd właśnie ze względu na rosnące koszty. Bardzo mocno zyskują na tym państwa ościenne, jak Indonezja, Malezja czy Tajlandia.

Jak w praktyce wyglądają zmiany w łańcuchu dostaw, np. w wypadku firm od lat obecnych w Chinach, mających tam już wszystkie swoje procesy dobrze zorganizowane i zaplanowane? Przeniesienie ich w inne miejsce globu musi być chyba dużym wyzwaniem…

Są to potwornie trudne operacje – choć oczywiście możemy się tego jedynie domyślać, gdyż żadna firma nie odsłoni w stu procentach swoich kart. Jednakże można być pewnym, że tego typu procesy relokacyjne nie następują jednym ruchem, a są raczej podzielone na pewne etapy, wszystko dzieje się „krok po kroku”. Jeśli – przykładowo – produkt końcowy składa się z czterech elementów, to najpierw przenosimy element A, dopiero później element B i tak dalej. Zapewne trzeba też ustalić kolejność ruchów – np. według opłacalności czy ryzyka.

Procesy relokacyjne wynikające ze zmian w łańcuchach dostaw nie następują jednym ruchem, a są raczej podzielone na pewne etapy, wszystko dzieje się „krok po kroku”.

Mówiliśmy już o trendzie nearshoringu, natomiast wydaje mi się, że kolejnym wartym odnotowania zjawiskiem jest to, że coraz więcej firm przemysłowych odchodzi od strategii just in time, do strategii just in case. To zresztą kolejny przykład triumfu bezpieczeństwa produkcji nad jej optymalizacją. Beneficjentem tej zmiany mogą być przestrzenie magazynowe – czy Pana zdaniem widać to już na Pomorzu?

Zacznę może od tego, co na Pomorzu działo się 10‑15 lat temu. Wówczas to trójmiejski rynek magazynowy był lokalnym rynkiem dystrybucyjnym dla stosunkowo niewielkiej grupy odbiorców. Rzut oka na mapę Polski wystarczy zresztą, by zauważyć, że większość ludzi mieszka albo w centrum albo na południu naszego kraju. Północ jest zdecydowanie mniej zaludniona, a Trójmiasto jest jedyną dużą metropolią powyżej linii Poznań­‑Warszawa. W związku z tym pomorski rynek magazynowy był stosunkowo niewielki.

Natomiast, bardzo mocno zmieniło się to w ostatnich latach – rozwój sieci transportowej oraz portów morskich spowodował zmiany w łańcuchach dostaw. Nasz region zaczął mocniej przyciągać procesy logistyczne, co spowodowało prawdziwy wysyp inwestycji magazynowych. Rynek ten rozwija się dziś na Pomorzu bardzo, bardzo szybko, co świadczy o tym, że budowa magazynów jest inwestycyjnie dość mocno opłacalna. W większości są to magazyny związane z działalnością portów – to naturalna kolej rzeczy: jeśli dużo towarów wysyłamy i odbieramy drogą morską, potrzebujemy dużo powierzchni magazynowych. Trend ten promieniuje też w pewnym stopniu na sąsiednie miasta, jak np. na Bydgoszcz czy Toruń, które też dość mocno – dzięki dobrym połączeniom drogowym – na tym zyskują. W tym kontekście mam też nadzieję, że wróci temat inwestycji w tzw. suchy port.

Rynek magazynowy rozwija się dziś na Pomorzu bardzo, bardzo szybko. W większości budowane są magazyny związane z działalnością portów – to naturalna kolej rzeczy: jeśli dużo towarów wysyłamy i odbieramy drogą morską, potrzebujemy dużo powierzchni magazynowych.

To znaczy?

Suchy port jest koncepcją polegającą na tym, że kontenery wyładowywane ze statków są przewożone do miejsca znajdującego się w pewnej odległości od portu. W przypadku Pomorza mówiło się, że lokalizacją tą mogłoby być Zajączkowo Tczewskie. W portach miejsca na ładunki nie ma zbyt dużo, co więcej tereny te są drogie, a inwestorzy – ze względu na obowiązujące przepisy – nie mają możliwości ich kupna, lecz co najwyżej dzierżawy. Nawet po terminalu DCT widać, że stara się on jak najszybciej pozbywać się kontenerów, aby nie zajmować bardzo limitowanej przestrzeni do składowania kontenerów. Aby uniknąć tego typu problemów, poszukuje się suchego portu, czyli de facto wielkiego placu, znajdującego się najlepiej nieopodal węzła kolejowego i drogowego, gdzie można bez problemu składować ładunki.

Jak rozumiem, beneficjentem rozwoju portów morskich jest nie tylko Trójmiasto – zdążył Pan już powiedzieć o Toruniu, Bydgoszczy, Zajączkowie Tczewskim…

Do niedawna większość inwestycji magazynowych skupiało się w Gdańsku, czego przykładem mogą być chociażby przedsięwzięcia w Pomorskim Centrum Logistycznym czy na Kowalach. Teraz zaczęło się to zmieniać i wiele dzieje się także w okolicy Gdyni, Rumi czy Wejherowa. Pojawiają się tam kolejne projekty związane z rozwojem sieci drogowej wschód­‑zachód. Stanowi to też dużą szansę dla ośrodków takich jak Lębork czy Słupsk.

Na początku rozmowy mówił Pan, że Polska może – przynajmniej tymczasowo – stanowić zastępstwo dla ukraińskiej produkcji, a także przebiegających przez ten kraj łańcuchów logistycznych. Jak mogłoby to wyglądać?

Polska staje się dziś naturalnym – nie tylko politycznym, ale i gospodarczym – partnerem dla Ukrainy. Nie chodzi mi nawet o bezpośrednie sieciowanie rządów, ale po prostu o kontakty, wręcz przyjaźnie, jakie pozawierały się w związku z wojną. To wszystko przełoży się na zmiany w łańcuchach logistycznych. Przykładowo, jeżeli Ukrainie nie uda się odbić utraconych terytoriów, transportowanie towarów przez Odessę będzie bardzo ryzykowne – zawsze będzie pojawiał się niepokój o niespodziewany atak Rosjan. W związku z tym konieczne będzie szukanie alternatyw dla tego łańcucha. W tym kontekście atrakcyjnym kierunkiem będzie z pewnością Rumunia, lecz prawie na pewno również i Polska. Szczególnie predestynowane do tego, by się do tego łańcucha podłączyć są nasze trójmiejskie porty i cieszę się, że już podejmują w tym kierunku pewne działania.

No właśnie – jakie, w obliczu zachodzących dziś zmian, są najważniejsze polskie, czy też pomorskie aktywa? Z pewnością można do nich zaliczyć to, że należymy do tzw. świata zachodniego, to że w otoczeniu tym nadal jesteśmy relatywnie tani, to że mamy kilka znaczących portów morskich. Co jeszcze?

Do naszych aktywów zaliczyłbym na pewno naszą lokalizację w środku Europy (choć ta bywa czasem dla nas również przekleństwem), dostępność portów, a także dobrze rozbudowaną sieć kolei i dróg. Odnośnie tych ostatnich, oprócz osi północ­‑południe, już niebawem będziemy też mieli sfinalizowane inwestycje na linii wschód­‑zachód. Jest to szczególnie istotne ze względu na nasze relacje gospodarcze z Niemcami z jednej strony, a z drugiej – przez wzgląd na wspomniane pogłębianie relacji z Ukrainą. Porty morskie z kolei umożliwiają nam „serwisowanie” Skandynawii, a także rozwój kontaktów z partnerami nieposiadającymi dostępu do morza, np. z Czech czy Słowacji. Nie zapominajmy też o roli Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy, będącego hubem łączącym Pomorze ze światem.

Czy mamy natomiast jakieś aktywa o niegeograficznym oraz nieinfrastrukturalnym charakterze?

Myślę, że takowym jest duża liczba doświadczonych pracowników. Pamiętam, że w okolicach 2010 r., w momencie pojawiania się u nas pierwszych firm z branży BPO/SSC, był z tym duży problem. O ile łatwo było znaleźć pracowników niższego szczebla, czyli zazwyczaj świeżo upieczonych absolwentów lokalnych uczelni, o tyle dużym wyzwaniem była rekrutacja średniego i wyższego managementu. Tacy specjaliści nie byli po prostu dostępni na rynku. Dlatego też trzeba ich było do Polski ściągać z zagranicy. I dotyczyło to nie tylko wspomnianego sektora BPO/SSC czy IT, lecz także i produkcyjnego. Obecnie natomiast nie ma z tym już problemów. Co więcej – przez ostatnich kilkanaście lat Trójmiasto wyspecjalizowało się w niektórych obszarach, jak np. w rynku usług dla biznesu czy w elektronice.

W elektronice?

Zgadza się – uważam, że nie doceniamy i za mało mówimy o tym, że mamy tu naprawdę potężne zagłębie elektroniczne. Tego typu dużych i średnich firm jest na Pomorzu kilkadziesiąt i są one coraz bardziej zaawansowane. Mamy w nich wielu doświadczonych – w dużych i złożonych – projektach pracowników, co stanowi bazę do produkowania coraz bardziej specjalistycznych produktów.

Wróćmy jednak do kwestii aktywów – kolejnym z nich, co może zabrzmieć cynicznie, lecz stanowi dla nas szansę, jest napływ pracowników z Ukrainy. Wpływał on pozytywnie na polski rynek pracy jeszcze przed wojną – dzięki niemu firmy miały mniejsze trudności w znajdowaniu specjalistów, na czym rzecz jasna korzystały. Obecnie napływ ten trwa nadal, w większości dotycząc obywateli ukraińskich, ale też i białoruskich czy rosyjskich. „Dokładamy” zatem na rynku pracy dodatkową grupę, której normalnie byśmy nie mieli – chętnie przyjmiemy fachowców z tamtych państw, którzy swoimi umiejętnościami i energią pomogą naszym firmom. Na pewno jest to coś wartego uwagi, szczególnie że duża część z nich zostanie u nas nawet gdy wojna się skończy. Niektórzy na kilka lat, a niektórzy na zawsze.

Jako Trójmiasto oraz szerzej – Pomorze, musimy rywalizować o najlepszych pracowników z pozostałymi dużymi ośrodkami miejskimi i regionami. Jak nam to idzie?

Jeszcze kilkanaście lat temu, jeśli ktoś w Polsce dostawał ofertę dobrej pracy, i to nawet w innym mieście, był w stanie przeprowadzić się tam tylko z tego względu. Pracy nie było wówczas aż tak dużo, a dobrej – prawie wcale. W tej chwili atrakcyjnych ofert jest tak wiele, że bez problemu można w nich praktycznie przebierać w każdym dużym ośrodku. W takich realiach istotnej roli nabierają dodatkowe elementy, które wcześniej mogły nie mieć aż tak dużego znaczenia. Jeśli bowiem dana osoba może dostać dobrą, tak samo płatną pracę w mieście X, Y i Z, to zaczyna zastanawiać się, co jeszcze może zyskać w związku z przeprowadzką.

Tu pojawia się wielki atut Pomorza, jakim jest jakość życia – mamy czyste powietrze, morze, lasy, jeziora, a nawet wyciągi narciarskie. To wszystko wpływa na nasz pozytywny wizerunek. Większość osób – z innych regionów – była tu kiedyś na wakacjach i ma stąd dobre wspomnienia. Ta lokalizacja kojarzy się z tym, że po pracy od razu wychodzi się na plażę i spędza przyjemnie czas. W praktyce różnie z tym oczywiście bywa, co nie zmienia faktu, że taka panuje opinia. Dzięki rosnącemu znaczeniu jakości życia zaczynamy dziś zatem odzyskiwać dystans, który straciliśmy niegdyś chociażby za sprawą naszego peryferyjnego położenia i słabej wówczas dostępności transportowej. Dziś to my zyskujemy go nad innymi.

Dzięki rosnącemu znaczeniu jakości życia zaczynamy dziś odzyskiwać dystans, który straciliśmy niegdyś chociażby za sprawą naszego peryferyjnego położenia i słabej wówczas dostępności transportowej. Dziś to my zyskujemy go nad innymi.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Zielona transformacja szansą dla pomorskich stoczni?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej zachodnich społeczeństw, przekładającej się na rosnącą troskę o klimat, coraz więcej sfer życia i gospodarki ulega „zazielenieniu”. Trend ten nie ominie także branży morskiej.

To prawda – unijne regulacje, na czele z opracowywanym obecnie pakietem Fit for 55, zmierzają generalnie do tego, by zachęcić armatorów do modernizacji swoich flot w kierunku ograniczenia ich emisyjności. Główny mechanizm polega na nakładaniu na nich dodatkowych danin finansowych po to, by skłonić ich do podjęcia takich wysiłków.

Omawiany trend nie jest całkowitą nowością – wszystko zaczęło się od Paryskiej Konferencji Klimatycznej z 2015 r., podczas której określono konkretne cele emisyjne, mające zahamować globalny wzrost temperatury Ziemi. Jej następstwem jest na Starym Kontynencie strategia tzw. Europejskiego Zielonego Ładu. Wspomniany pakiet Fit for 55 to natomiast szeroki zbiór regulacji, które w różnych obszarach gospodarki mają skłaniać firmy do obniżania emisji CO2.

Novum jest natomiast nakładanie danin emisyjnych w sektorze transportu morskiego – wcześniej, w przeciwieństwie do niektórych innych obszarów gospodarki, nie był on nimi objęty. I to pomimo faktu, że branża ta odpowiada za – według różnych szacunków – 2,5‑3 proc. emisji gazów cieplarnianych.

Nowe, restrykcyjne dla armatorów regulacje, obejmą wszystkie statki?

Na początek – od 2023 do 2026 r. – opłaty emisyjne będą nakładane na jednostki o pojemności powyżej 5 tys. ton. Jak mówiłem – ma to być dla armatorów bodziec do modernizacji statków, bądź też ich zastępowania przez jednostki mniej emisyjne, a w przyszłości – także zeroemisyjne.

Warto mieć na uwadze, że najwyższe opłaty emisyjne będą dotyczyły rejsów pomiędzy europejskimi portami – np. z Gdańska do Hamburga. Gdy jednak statek będzie kursował po wodach między Unią a innymi portami, będzie płacił połowę wysokości opłat.

Skoro konieczność wypełniania norm emisyjnych będzie dotyczyła tylko i wyłącznie europejskich portów, to czy wobec tego nie ma ryzyka, że wpłynie to negatywnie na naszą konkurencyjność?

Absolutnie istnieje takie ryzyko i tak się stanie. Z punktu widzenia UE nałożenie dodatkowych kosztów na armatorów, którzy z kolei przełożą je na klienta końcowego, będzie oznaczało zmniejszenie konkurencyjności unijnej gospodarki. A rywalizujemy przecież globalnie – z podmiotami z Chin, Indii, Stanów Zjednoczonych itd. Tamte kraje także wprowadzają ograniczenia emisyjne – bądź też mają to w niedalekich planach – ale nie tak szybko i nie tak intensywnie jak UE.

Obawia się Pan, że zbyt dynamiczne oraz zbyt głębokie wdrażanie regulacji proklimatycznych, jak np. Fit for 55, może oznaczać dla europejskiego sektora morskiego „wylanie dziecka z kąpielą”?

Celem pakietu Fit for 55 jest przechodzenie na technologie niskoemisyjne i bezemisyjne we wszelkich obszarach europejskiej gospodarki. To założenie jest jak najbardziej słuszne, a wręcz szczytne, natomiast jego realizacja nie powinna odbiegać od realnych możliwości technicznych. W praktyce bowiem wiele technologii ograniczających emisję dopiero raczkuje, rozwija się. W niektórych obszarach takowych (komercyjnie dostępnych dla klientów) nawet jeszcze nie ma. A nawet jeśli już są – bardzo podnoszą koszty operacyjne dla przedsiębiorstw.

Celem Fit for 55 jest przechodzenie na technologie niskoemisyjne i bezemisyjne we wszelkich obszarach europejskiej gospodarki. To założenie jest jak najbardziej słuszne, a wręcz szczytne, natomiast jego realizacja nie powinna odbiegać od realnych możliwości technicznych.

Dlatego też wychodząc zbyt bardzo „do przodu”, Unia może finalnie pogorszyć konkurencyjność wielu segmentów swojej gospodarki. Spowoduje to ucieczkę produkcji do państw, w których tak dużych obciążeń emisyjnych obecnie nie ma.

Zgoda – jednak ostatnie lata pokazują, że istotne decyzje, także gospodarcze, przestają być dokonywane przy uwzględnieniu tylko i wyłącznie klucza ekonomicznego. Pandemia, a ostatnio także wojna w Ukrainie, otworzyły wielu oczy na to, że w ogólnym rozrachunku liczyć się powinien nie tylko koszt, lecz także bezpieczeństwo. Stąd też jesteśmy dziś świadkami powrotu części produkcji firm przemysłowych z Dalekiego Wschodu do Europy, słyszymy o trendach związanych z friendshoringiem czy nearshoringiem itd. Czy nie ma szans na to, że zjawiska te będą oddziaływać także na sektor morski i w Europie powstanie np. zielona europejska enklawa przemysłu morskiego?

Jestem niestety bardzo sceptyczny, gdyż w tym obszarze gospodarki zawsze decydowały czynniki stricte cenowe i – jak sądzę – nadal tak pozostanie. Nie jest zresztą tajemnicą, że Chiny przynajmniej od kilkunastu lat dążą do tego, by zdominować globalny biznes morski. Działają bardzo konsekwentnie i cierpliwie, hojnie dotując wiele specjalistycznych odnóg sektora produkcji okrętowej po to, by „zabić” konkurencję w innych częściach globu. Spójrzmy zresztą na efekty – co się stało w Europie przez ostatnich 20 lat? Przemysł okrętowy w wielu sektorach niemal całkowicie zanikł, a 99 proc. zamówień europejskich armatorów ulokowanych jest na Dalekim Wschodzie, głównie w Państwie Środka – dlatego, że jest tam taniej. Po co bowiem armator ma kupować europejski produkt, który będzie o 20‑30 proc. droższy? To czysta ekonomia.

Jako ciekawostkę dopowiem, że niedawno koledzy z niemieckiego stowarzyszenia okrętowego przeprowadzili badania, z których wynika, że w ciągu minionych 15 lat – i to pomimo wzrostu ceny siły roboczej w Chinach o blisko 400 proc. oraz inflacji – tamtejsze stocznie oferują dziś statki o 30 proc. tańsze niż półtorej dekady temu. Takie „cuda” dzieją się, gdy zakłady produkcyjne mogą być – i są – dofinansowywane przez państwo. Tymczasem w UE jest to zabronione – jeśli stocznia przynosi straty, jest zamykana. W ten sposób europejski przemysł stoczniowy został dosłownie wykończony przez chińską konkurencję.

Prawda jest brutalna: Chiny od lat prowadzą cichą, hybrydową wojnę z całym światem, mającą na celu zniszczenie zagranicznych przemysłów okrętowych i skazanie wszystkich graczy na monopol zamawiania statków właśnie u nich. Już im się to w bardzo dużym stopniu udało.

Chiny od lat prowadzą cichą, hybrydową wojnę z całym światem, mającą na celu zniszczenie zagranicznych przemysłów okrętowych i skazanie wszystkich graczy na monopol zamawiania statków właśnie u nich. Już im się to w bardzo dużym stopniu udało.

Sytuacja dla europejskich stoczni nie jest łatwa, niemniej jednak wydaje się, że mamy jeszcze w tym sektorze pewne przyczółki, pozwalające nam na skuteczne konkurowanie – nawet z Chinami. Ba, nawet wdrażanie regulacji klimatycznych – o ile będzie ono następowało „z głową” – może otworzyć pewne szanse przed polskimi zakładami. Jakiego typu?

Światowa flota cywilna liczy około 100 tys. jednostek pływających. Ogromna część z nich łapie się w widełki emisyjne zapisane w pakiecie Fit for 55. Biorąc pod uwagę długość życia statku, wahającą się między 25 a 35 lat, wniosek jest prosty – duża część floty będzie musiała być zmodyfikowana, trzeba będzie dokonać różnego typu modernizacji w celu redukcji emisji CO2.

Tymczasem silną polską specjalizacją są właśnie technologie redukujące emisję, takie jak np. napędy LNG. Europejskim potentatem w tym zakresie jest Gdańska Stocznia Remontowa. Dane z końca ubiegłego roku pokazują, że spośród 44 promów dwustronnych z napędem LNG wyprodukowanych na świecie, aż 17 zostało zaprojektowanych i zbudowanych w Gdańsku, w tejże grupie kapitałowej. Kolejną rzeczą, w której polskie stocznie są mocne, to napędy hybrydowe i elektryczne. Dość powiedzieć, że gdyńska stocznia Crist jako pierwsza w skali UE wyprodukowała właśnie prom z napędem elektrycznym. Mamy więc w Polsce, a przede wszystkim tu, na Pomorzu, cenne kompetencje, które mogą pozwolić nam na skorzystanie z zielonej rewolucji technologicznej.

Mamy w Polsce, a przede wszystkim na Pomorzu, cenne kompetencje, które mogą pozwolić nam na skorzystanie z zielonej rewolucji technologicznej, wynikające chociażby z naszych specjalizacji technologicznych w obszarze napędów LNG, hybrydowych oraz elektrycznych.

Wydaje się też, że naszą przewagą jest to, że spora część pomorskich stoczni ma charakter remontowy.

Owszem – mamy w Trójmieście największą stocznię remontową w Europie, mamy też kilka mniejszych, lecz bardzo kompetentnych zakładów, jak np. Nauta. Obecne realia mogą dla nich stworzyć duży rynek na przebudowy. Z kolei nasze stocznie produkcyjne są w ogromnej większości podmiotami silnie wyspecjalizowanymi w wytwarzaniu mniejszych, nieraz niszowych jednostek. Taka struktura jest dla nas bardzo korzystna, gdyż oznacza dużą elastyczność.

Mamy w Trójmieście największą stocznię remontową w Europie, mamy też kilka mniejszych, lecz bardzo kompetentnych zakładów. Z kolei nasze stocznie produkcyjne są w ogromnej większości podmiotami silnie wyspecjalizowanymi w wytwarzaniu mniejszych, nieraz niszowych jednostek. Taka struktura jest dla nas bardzo korzystna, gdyż oznacza dużą elastyczność.

Na przeciwnym krańcu jest natomiast wiele stoczni z Europy Zachodniej – zakłady francuskie, niemieckie czy włoskie w zdecydowanym stopniu koncentrowały się w poprzednich latach na produkcji wycieczkowców. Rynek ten upadł przez pandemię, kiedy statki stały w portach i na siebie nie zarabiały. Tymczasem park technologiczny stoczni produkującej wycieczkowiec jest ogromnie skomplikowany, trudny do przestawienia na jakąkolwiek inną produkcję i generujący ogromne koszty stałe. Tego typu zakłady mają dziś bardzo duży problem.

Jak – w pigułce – widzi Pan najbliższą przyszłość polskiego sektora okrętowego?

Przemysł okrętowy w Polsce czekają duże wyzwania i projekty – m.in. inwestycje w obronność kraju, takie jak program „Miecznik”, czyli budowa trzech okrętów wojennych klasy fregata, budowa trzech kolejnych niszczycieli min klasy Kormoran II dla Marynarki Wojennej RP, a także spodziewane kolejne zamówienia w bliskiej przyszłości. Oprócz tego warto też wspomnieć o największym w historii polskiego przemysłu okrętowego programie budowy serii promów niskoemisyjnych z napędem LNG dla krajowego armatora.

Nie można też zapominać o dynamicznie rozwijających się biurach projektowych oraz firm serwisowych mechanizmów i urządzeń okrętowych. Trójmiasto stało się swego rodzaju „doliną krzemową” – tutaj znajduje się około 40 biur projektowych zatrudniających około 3000 projektantów. Otwierane są i rozbudowywane oddziały globalnych potentatów, czyniąc z Trójmiasta jedno z głównych centrów projektowych w Europie.

I wreszcie – przed nami duży proces inwestycyjny w morską energetykę wiatrową nie tylko w Polsce, ale również w Europie: budowa samych farm i jednostek pływających do ich budowy i obsługi. Floty do budowy farm wiatrowych i ich obsługi zwyczajnie nie ma, więc trzeba ją wybudować. Wielu inwestorów to „przespało”, dlatego też zacznie się tutaj niebawem duży ruch.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w I kwartale 2022 r.

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

Parafrazując stare chińskie przysłowie – żyjemy dziś w ciekawych czasach. Kiedy – wydawałoby się – „oswoiliśmy” pandemię koronawirusa, skupiając się coraz skuteczniej na zaradzaniu wszelkim negatywnym skutkom, które spowodowała, 24 lutego br. nastąpił atak militarny Rosji na Ukrainę. Widzimy już, że wojna ta jest prawdopodobnie najpoważniejszym z perspektywy globalnej gospodarki konfliktem zbrojnym od zakończenia II wojny światowej. Skutki obydwu wstrząsów – pandemicznego oraz wojennego – nakładają się na siebie, co istotnie oddziałuje na wiele sfer życia społeczno­‑gospodarczego.

W pierwszym kwartale 2022 r. byliśmy świadkami trzech podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (a w kolejnych miesiącach nastąpiły kolejne trzy). W dużej mierze za sprawą wojny w Ukrainie, której konsekwencją jest rosnąca presja inflacyjna, wskaźnik inflacji CPI został w marcu br. wywindowany do poziomu 10,9 proc., będącego najwyższym od niemal 22 lat.

Dodatkowo, jak wskazuje ekspert ekonomiczny Andrzej Halesiak w najnowszym wydaniu kwartalnika Gdańskiej Akademii Bankowej w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową „Makrotrendy”, w związku z wojną, w niektórych krajach, w tym i u nas, znów dochodzi do poluzowania polityki fiskalnej, chociażby w kontekście finansowania pobytu uchodźców, tymczasem przeciwdziałanie inflacji wymagałoby jej zacieśnienia. Wydaje się, że im luźniejsza będzie polityka fiskalna, tym bardziej restrykcyjna będzie musiała być polityka monetarna, a zatem na wyższym poziomie będą musiały się znaleźć stopy procentowe. I to wszystko bez gwarancji, że uda nam się rzeczywiście zdusić inflację, bo nie możemy zapominać o jej silnych związkach z niezależną od nas sytuacją globalną (np. cenami ropy). Z kolei im wyższe stopy, tym silniejszy będzie wpływ na skalę wydatków, zarówno firm jak i gospodarstw domowych.

Ekspert zauważa także, że w najbliższym czasie grozić nam może nie tylko stagflacja, ale wręcz recesja: wojna z jednej strony wzmacnia (…) procesy inflacyjne, ale równocześnie prowadzi do stagnacji w gospodarce (powodując tym samym stagflację – dop. red.). Choć nie można wykluczyć jeszcze bardziej pesymistycznego scenariusza, połączenia inflacji i recesji. (…) Krucha globalna gospodarka otrzymała kolejne mocne uderzenie w postaci wojny i możliwe jest, że na przełomie 2022 i 2023 r. zacznie się kurczyć, zwłaszcza, że konflikt się przeciąga1.

Prognozy takie jak powyższa mają oczywiście wpływ na nastroje przedsiębiorców. Analiza wartości wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstw wskazuje, że w I kwartale 2022 r. wśród pomorskich przedsiębiorców nieznacznie przeważały negatywne nastroje. W największym stopniu dotyczyło to sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (–20,8 pkt. w marcu br.), co jednak można w dużej mierze usprawiedliwić tym, że zima oraz wczesna wiosna to na Pomorzu tradycyjnie już okres słabego prosperity firm żyjących z turystyki. Sytuacja ta z bardzo dużym prawdopodobieństwem ulegnie w najbliższych miesiącach odwróceniu. Na koniec I kwartału br. „pod kreską” znalazły się także sektory: budownictwa (–12,1 pkt.), transportu i gospodarki magazynowej (–7,3 pkt.) oraz handlu detalicznego (–6,7 pkt.). Warto zwrócić uwagę szczególnie na ten ostatni, w którym nastroje pesymistyczne przeważały nad optymistycznymi po raz pierwszy od 8 miesięcy. Odwrócenie dotychczasowego trendu jest najpewniej związane z dynamicznie wzrastającą inflacją, skłaniającą konsumentów do oszczędności.

W trzech spośród siedmiu badanych sektorów wskaźnik bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstw był na Pomorzu pod koniec minionego kwartału na plusie. Tradycyjnie już najwyższa wartość wskaźnika przypadła branży informacji i komunikacji (+26,2 pkt.), jednakże należy zauważyć, że wartości odnotowywane przez cały kwartał były najniższe od II kwartału 2020 r. Przewaga pozytywnych ocen wśród przedsiębiorców miała także miejsce w sektorach: przetwórstwa przemysłowego (+4,2 pkt.) oraz handlu hurtowego (+3,4 pkt.).

Pomimo tego, że ubiegły rok był drugim z kolei, stojącym pod znakiem pandemii, pomorscy przedsiębiorcy jedynie z dwóch spośród siedmiu analizowanych sektorów ocenili swoją bieżącą sytuację lepiej niż w marcu 2021 r. Mowa o branżach: zakwaterowania i usług gastronomicznych (+4,9 pkt. względem marca ub.r.) oraz transportu i gospodarki magazynowej (+4,2 pkt.). W czterech kolejnych odnotowano subtelny spadek. Znalazły się wśród nich: handel hurtowy (–0,8 pkt.), handel detaliczny (–1,7 pkt.), przetwórstwo przemysłowe (–3,9 pkt.) oraz budownictwo (–4,6 pkt.). Jedynym sektorem, w którym można mówić o tąpnięciu jest obszar informacji i komunikacji, w którym wartość bieżącego wskaźnika ogólnej sytuacji przedsiębiorstw spadł aż o 34,7 pkt. Warto jednak zauważyć, że punktem odniesienia była w tym wypadku rekordowa, najwyższa przynajmniej od końca 2010 r., wartość (+60,9 pkt.), jaką odnotowano w marcu ub.r.

Wykres 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od marca 2021 do marca 2022 r.

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS

W porównaniu z wartościami wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstw odnotowywanych przeciętnie w Polsce, w skali województwa pomorskiego jedynie trzy segmenty gospodarki wybijały się w I kwartale br. ponad średnią krajową. Zdecydowanie lepsze nastroje panowały wśród przedsiębiorców z sektora przetwórstwa przemysłowego (+13,3 pkt. względem Polski ogółem), natomiast nieznacznie lepsze – wśród tych, z branż: budownictwa (+1,6 pkt.) oraz informacji i komunikacji (+0,1 pkt.). Z kolei wszystkie negatywne odchylenia cechowały się dość umiarkowanym poziomem. Największe (–6,4 pkt.) dotyczyło sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych, natomiast najmniejsze (–3,3 pkt.) – handlu detalicznego.

Nie najlepiej o nastrojach pomorskich przedsiębiorców świadczy porównanie ocen z marca br. z ocenami sprzed 7 lat (marzec 2015 r.) – badani jedynie z dwóch spośród siedmiu branych pod uwagę branż oceniają dziś swoją sytuację lepiej niż w 2015 r. Mowa tu o handlu hurtowym (+9,6 pkt. względem marca 2015 r.) oraz budownictwie (+3,5 pkt.). Zdecydowanie największe odchylenie in minus dotyczy sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (–25,5 pkt.), a w znacznie mniejszej skali – przetwórstwa przemysłowego (–6,1 pkt.), informacji i komunikacji (–3,5 pkt.), handlu detalicznego (–3,1 pkt.) oraz transportu i gospodarki magazynowej (–2,8 pkt.).

Mając na uwadze szereg negatywnych zjawisk zachodzących na arenie międzynarodowej i mających swój wpływ na sytuację w Polsce, z wojną w Ukrainie oraz skutkami pandemii na czele, nie może dziwić, że pomorscy przedsiębiorcy patrzą w przyszłość z ogromną niepewnością. Jedynie wśród badanych z sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych, w marcu br. wskaźnik przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstw miał wartość dodatnią (+17,7 pkt.), co wynika jednak z sezonowego charakteru tej branży i zbliżania się okresu letniego. W pozostałych segmentach spodziewane przyszłe nastroje były umiarkowanie negatywne (w wypadku segmentów informacji i komunikacji oraz przetwórstwa przemysłowego), bądź też zdecydowanie negatywne. W każdej z branż sklasyfikowanych do tej ostatniej grupy analizowany wskaźnik przyjmował wartości niższe niż –20,0 pkt., a należały do niej: transport i gospodarka magazynowa (–21,5 pkt.), handel detaliczny (–23,1 pkt.), budownictwo (–24,7 pkt.; najniższa wartość od stycznia 2021 r.) oraz handel hurtowy (–26,0 pkt.; najniższa wartość od grudnia 2020 r.).

Przewidywania pomorskich przedsiębiorców okazują się być i tak dość pozytywne, gdy porównamy je do odczuć obserwowanych przeciętnie w skali Polski. W pięciu spośród siedmiu badanych sektorów prognozy dotyczące firm z Pomorza są lepsze od ogólnokrajowych. Największa różnica in plus dotyczy sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (+30,0 pkt. względem kraju), jest też ona mocno widoczna w wypadku przetwórstwa przemysłowego (+15,7 pkt.), natomiast nieznacznie – w branżach: transportu i gospodarki magazynowej (+6,8 pkt.), informacji i komunikacji (+1,9 pkt.) oraz budownictwa (+1,8 pkt.). Niższe niż przeciętnie w kraju wartości odnotowano tylko w segmentach: handlu detalicznego (–0,1 pkt.) oraz handlu hurtowego (–8,8 pkt.).

Działalność przedsiębiorstw

Na koniec I kwartału 2022 r. w województwie pomorskim zarejestrowanych było 333,7 tys. podmiotów gospodarki narodowej. Ich liczba wzrosła zatem przez rok o ponad 13 tys., natomiast od końca poprzedniego kwartału – o 1,8 tys.

Analizując wartości indeksu produkcji sprzedanej przemysłu w województwie pomorskim w I kwartale br. można odnieść wrażenie, że okres ten był dla tutejszych przedsiębiorstw z II sektora relatywnie udany – w każdym z miesięcy odnotowane w tym roku wartości były wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, odpowiednio o: 11,2 proc. w styczniu, o 15,4 proc. w lutym oraz o 14,5 proc. w marcu. Warto mieć przy tym jednak na uwadze, że punkt odniesienia – a zatem I kwartał 2021 r. – nie był z perspektywy pomorskiego przemysłu, w dużej mierze wskutek pandemii, okresem udanym. Dość powiedzieć, że zarówno w styczniu, jak i lutym ub.r. wartości indeksu produkcji sprzedanej przemysłu były niższe niż w styczniu i lutym 2020 r. Również wartości przygotowywanego przez IHS Markit indeksu PMI wskazują, że I kwartał br. był – tym razem już z perspektywy całego polskiego przemysłu – udanym okresem: przez wszystkie trzy miesiące kwartału jego wartość przekraczała 50,0 pkt., co oznaczało, że w opinii ankietowanych menedżerów logistyki, II sektor znajduje się w fazie rozwoju. Indeks ten wyniósł odpowiednio: 54,5 pkt. w styczniu, 54,7 pkt. w lutym oraz 52,7 pkt. w marcu, co było jednak wartością najniższą od ponad roku. Jak wskazuje główny ekonomista portalu bankier.pl, Krzysztof Kolany, marcowy odczyt PMI nie do końca oddaje to, co dzieje się w polskim przemyśle. Przede wszystkim po raz pierwszy od 14 miesięcy odnotowano spadek produkcji oraz pierwsze od 15 miesięcy osłabienie napływu nowych zamówień. Z kolei zdaniem ekonomisty Paula Smitha z S&P Global, wybuch wojny w Ukrainie wpłynął destabilizująco na sytuację w polskim sektorze przemysłowym. Produkcja i nowe zamówienia spadły z powodu zrozumiałych obaw klientów, a handel z sąsiednimi zza wschodniej granicy mocno ucierpiał. Ponadto (…) ceny paliw i energii, niekorzystne zmiany kursów walut oraz inflacja kosztowa wciąż stanowiły ogromne wyzwanie dla wielu przedsiębiorstw2.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od stycznia 2018 do marca 2022 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Wartości indeksu produkcji budowlano­‑montażowej w I kwartale 2022 r., wskazują na pierwszy rzut oka, że dla tego sektora był to najlepszy okres przynajmniej od 2008 r., od kiedy dysponujemy danymi. Wspomniane wartości były bowiem przez wszystkie trzy miesiące ponad dwukrotnie wyższe niż w analogicznych miesiącach 2021 r. – odpowiednio o: 158,3 proc. w styczniu, o 126,2 proc. w lutym oraz o 142,7 proc. w marcu. Liczby te mogą jednak zaciemnić rzeczywisty obraz, jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że I kwartał 2021 r. był z perspektywy przedsiębiorstw budowlano­‑montażowych wybitnie nieudanym, najgorszym od kilku lat okresem, czego najlepszym dowodem są wartości indeksu odnotowane w lutym i marcu ub.r., które były o ponad 30 proc. niższe niż w lutym i marcu 2020 r. Również z perspektywy całej polskiej gospodarki należy uznać, że I kwartał br. był dla analizowanego sektora okresem udanym – we wszystkich trzech miesiącach produkcja budowlano­‑montażowa była o ponad 20 proc. wyższa niż przed rokiem. W skali całego kwartału zwiększenie produkcji budowlano­‑montażowej względem ubiegłego roku wystąpiło zarówno w przedsiębiorstwach zajmujących się budową budynków (o 39,0 proc.), specjalistycznymi robotami budowlanymi (o 16,3 proc.), jak również wznoszeniem obiektów inżynierii lądowej i wodnej (o 14,1 proc.). Jak jednak wskazują ekonomiści – te pozytywne dane nie oznaczają wcale, że „budowlankę” czeka sielankowy czas. Wręcz przeciwnie, na horyzoncie widać liczne zagrożenia, ze wzrostem cen materiałów (o bardzo wysokiej dynamice za sprawą pandemii oraz wojny w Ukrainie) oraz brakiem pracowników na czele3.

Podobnie jak w wypadku produkcji przemysłowej oraz budowlano­‑montażowej, wartości indeksu sprzedaży detalicznej towarów były w I kwartale 2022 r. wyższe niż przed rokiem – odpowiednio o 31,1 proc. w styczniu, o 18,8 proc. w lutym oraz o 36,2 proc. w marcu. Podobnie też punktem odniesienia do porównań był okres, w którym wskutek pandemii odnotowywane przed rokiem wartości były w styczniu i lutym niższe niż przed dwoma latami. Także w skali kraju sprzedaż detaliczna wzrosła w I kwartale br. w ujęciu rok do roku o 9,0 proc. W podziale na poszczególne grupy towarów, dynamika sprzedaży rosła najszybciej w wypadku tekstyliów, odzieży i obuwia (o 36,7 proc. w porównaniu z I kwartałem 2021 r.), farmaceutyków i kosmetyków (o 17,8 proc.) oraz paliw (o 10,2 proc.). Jedyną grupą, w której poziom sprzedaży detalicznej spadł (o 11,4 proc.) były pojazdy samochodowe, motocykle oraz ich części, co jest swoistym „dziedzictwem” pandemii, która przerwała wiele łańcuchów dostaw. Wśród procesów mogących mieć pozytywny wpływ na wyniki handlu można wyróżnić po pierwsze inflację, która powoduje, że konsumenci decydują się wymienić tracące na wartości nabywczej pieniądze na towary, a po drugie – napływ uchodźców z Ukrainy. Jak zauważa Andrzej Halesiak we wspomnianym wywiadzie dla „Makrotrendów” – wspiera on koniunkturę, bowiem osoby te generują zapotrzebowanie na określonego rodzaju dobra i usługi. Dochodzi do tego pomoc, jaka jest dostarczana za granicę – mam na myśli kupowane w Polsce towary, które są przewożone do Ukrainy. Wszystko to wspiera popyt, szczególnie na dobra podstawowe. Musimy mieć jednak świadomość, że w kolejnych kwartałach te efekty wygasną, co zresztą już powoli staje się zauważalne4.

Handel zagraniczny

I kwartał 2022 r. w pomorskim handlu zagranicznym cechował się nieznacznym spadkiem wartości eksportu, przy bardzo dynamicznym wzroście importu. W pierwszych trzech miesiącach br. z województwa pomorskiego wyeksportowano towary o łącznej wartości 4 045,9 mln euro (spadek o 1,5 proc. względem poprzedniego kwartału), natomiast sprowadzono tu z zagranicy dobra o łącznej wartości 5 377,6 mln euro (wzrost o 11,6 proc.). Trzeci kwartał z rzędu odnotowano tym samym ujemne saldo handlu zagranicznego, które tym razem wyniosło aż –1 331,7 mln euro.

Zarówno poziom pomorskiego eksportu, jak i importu były w mijającym kwartale znacznie wyższe niż w analogicznych okresach lat: 2021 oraz 2020, przy czym warto pamiętać, że obydwa miały miejsce już podczas pandemii koronawirusa, co znalazło negatywne przełożenie na obroty międzynarodowej wymiany handlowej. Przechodząc do liczb – wartość eksportu w I kwartale br. była wyższa o 17,5 proc. niż okresie styczeń­‑marzec 2021 r. oraz o 23,0 proc. niż przed dwoma laty. Z kolei odnotowana w tym roku wartość pomorskiego importu była o 56,9 proc. wyższa niż w roku ubiegłym oraz o 67,1 proc. wyższa niż w I kwartale 2020 r.

W skali polskiej gospodarki ogółem eksport towarów w okresie styczeń­‑marzec 2022 r. wyniósł 79,5 mld euro, natomiast import – 86,2 mld euro. Saldo handlu zagranicznego pozostało zatem ujemne, wynosząc –6,6 mld euro. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, eksport wzrósł o 17,1 proc, natomiast import – o 31,2 proc.5

Dominującymi grupami produktów eksportowanych z województwa pomorskiego w I kwartale 2022 r. były – identycznie jak w poprzednich kwartałach: statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (19,5 proc. udziału w eksporcie ogółem), maszyny i urządzenia elektryczne (9,9 proc.) oraz ryby i skorupiaki (6,8 proc.). Na dalszych pozycjach znalazły się natomiast towary takie jak: reaktory jądrowe, kotły, maszyny i urządzenia mechaniczne (5,7 proc.), tworzywa sztuczne i artykuły z nich (5,1 proc.) czy wyroby z żeliwa lub stali (4,3 proc.). Warto zauważyć, że dopiero na 7. miejscu uplasowała się grupa paliw (4,2 proc.), której udział nie był drastycznie niższy niż we wcześniejszych kwartałach, co nie zmienia jednak faktu, że zazwyczaj znajdowała się ona w pierwszej „piątce” eksportowanych z Pomorza grup towarów.

Wykres 3. Struktura kierunkowa eksportu z województwa pomorskiego w I kwartale 2022 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Dominującym odbiorcą towarów eksportowanych w I kwartale br. z Pomorza był rynek niemiecki, na który przypadło 19,9 proc. ogólnej wartości regionalnego eksportu. Umocnił on zatem swoją pozycję w porównaniu z poprzednim kwartałem, kiedy jego udział wyniósł o 2,1 pkt. proc. mniej. Na kolejnych pozycjach – podobnie jak w IV kwartale 2021 r. – znalazły się: Szwecja (7,5 proc.), Holandia (5,1 proc.) oraz Francja (4,2 proc.). Szóstkę największych importerów produktów z Pomorza dopełniły natomiast: Czechy (3,4 proc.) oraz Stany Zjednoczone (3,3 proc.). W skali Polski w I kwartale 2022 r. najważniejszym partnerem eksportowym pozostawały Niemcy (27,7 proc.), a na kolejnych pozycjach: Czechy (6,2 proc.), Francja (5,9 proc.) oraz Wielka Brytania (5,1 proc.).

Tak samo jak w poprzednich analizowanych okresach, największy udział wśród towarów importowanych na Pomorze miała grupa paliw (33,0 proc.). Za jej plecami uplasowały się: maszyny i urządzenia elektryczne (9,6 proc.), statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (7,0 proc.), artykuły odzieżowe dziane (5,6 proc.) oraz artykuły odzieżowe niedziane (5,3 proc.). Z wymienionych wyżej grup towarów największą uwagę zwracają dwie ostatnie, reprezentujące przemysł odzieżowy, który do tej pory nie odgrywał w pomorskim imporcie tak dużej roli. Kolejne miesiące pokażą, czy był to jednorazowy wyjątek, czy też może początek nowego trendu.

Podobnie jak we wcześniejszych kwartałach, największym rynkiem importowym była z perspektywy Pomorza Rosja – sprowadzone z tego kierunku towary odpowiadały za 27,4 proc. wartości pomorskiego importu (o 3,8 pkt. proc. więcej niż w poprzednim kwartale). Jak widać – w analizowanym okresie wpływ sankcji gospodarczych na Rosję, w związku z jej agresją militarną na Ukrainę, nie był jeszcze zauważalny. W strukturze kierunkowej importu do województwa pomorskiego za plecami Rosji uplasowały się natomiast: Chiny (17,7 proc.), Niemcy (5,2 proc.), Wielka Brytania (4,3 proc.), Bangladesz (4,0 proc.), Norwegia (3,8 proc.) oraz Holandia (3,5 proc.). Z kolei jeśli chodzi o całą polską gospodarkę – sprowadzane w I kwartale 2022 r. towary pochodziły przede wszystkim z: Niemiec (20,4 proc.), Chin (14,9 proc.), Rosji (7,5 proc.) oraz Włoch (4,8 proc.).

Wykres 4. Struktura kierunkowa importu do województwa pomorskiego w I kwartale 2022 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Barometr innowacyjności

Zastanawiając się nad generalnymi problemami dotyczącymi polskiej – w tym także pomorskiej – innowacyjności, warto przytoczyć jej „cztery grzechy główne”, wskazane przez byłą Minister Cyfryzacji, a obecnie Prezes Zarządu MC² Innovations, Annę Streżyńską w tekście, który napisała dla Pomorskiego Thinklettera Kongresu Obywatelskiego. Jej zdaniem należą do nich: niski poziom zaufania, zbytnia zachowawczość, niedocenianie ostatniej fazy łańcucha tworzenia wartości oraz nadmierne sfragmentaryzowanie procesu tworzenia innowacji.

O ile pierwsze dwa z nich są w powszechnej opinii znane od lat i przytaczane w wielu analizach i publikacjach, dotyczących polskiej innowacyjności, o tyle warto przyjrzeć się bliżej dwóm ostatnim. W odniesieniu do niedoceniania ostatniej fazy rozwoju, ekspertka pisze, że: nie doceniamy sprzedaży. Nieraz wstydzimy się wręcz nie tylko sprzedawania, ale też działań marketingowych, PR‑owych, nawiązywania kontaktów ułatwiających dystrybucję finalnego produktu. Koncentrujemy się przede wszystkim na produkcji, tkwi ona w naszym DNA. Tymczasem to ogniwo łańcucha wartości jest zazwyczaj znacznie mniej marżowe od jego początkowych i końcowych fragmentów.

Z kolei w kontekście nadmiernej fragmentaryzacji łańcuchów wartości wskazuje ona, że: oddzielnym kawałkiem jest pomysł, koncepcja rozwiązania, oddzielnym finansowanie, oddzielnym faza badawcza, oddzielnym wdrożenie, oddzielnym sprzedaż. Brakuje nam holistycznego spojrzenia na cały proces – tymczasem o jego sile decyduje całość łańcucha, a nie jego pojedyncze fragmenty6. Warto zastanowić się, jak wiele z powyższych zarzutów znajduje odzwierciedlenie także w działalności pomorskich przedsiębiorstw oraz w jaki sposób wyjść tym wyzwaniom naprzeciw.

Wykres 5. Liczba pomorskich wynalazków zgłoszonych i opublikowanych w Biuletynie Urzędu Patentowego w I kwartale 2022 r.

Źródło: opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl

W I kwartale 2022 r. w Biuletynie Urzędu Patentowego opublikowano informację o 854 wynalazkach zgłoszonych do opatentowania. Liczba zgłoszeń pochodzących z województwa pomorskiego sięgnęła 45, co stanowiło 5,3 proc. wszystkich zgłoszonych wynalazków. Jest to udział niższy o 0,5 pkt. proc. niż w poprzednim kwartale i o 0,1 pkt. proc. niższy niż w analogicznym okresie 2021 r.

Podobnie jak w poprzednich kwartałach, udział województwa pomorskiego w liczbie zgłaszanych patentów był w I kwartale 2022 r., niższy od udziału regionu w liczbie mieszkańców całej Polski (6,0 proc.) oraz w odniesieniu do liczby ogólnopolskich przedsiębiorstw (6,8 proc.). Niemniej należy mieć na uwadze, iż statystyka patentowa jest zdominowana przez zgłoszenia z województwa mazowieckiego, w tym w szczególności z Warszawy.

W I kwartale 2022 r. wśród wynalazków zgłoszonych do opatentowania dominowały na Pomorzu te z działu A (podstawowe potrzeby ludzkie) Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej, które odpowiadały za ponad ¼ całości. Z kolei 20 proc. zgłoszonych wynalazków pochodziło z działu C (chemia, metalurgia). Największa nadreprezentacja względem kraju dotyczyła w tym okresie wspomnianego już działu A (+5,2 pkt. proc. względem kraju). Natomiast największa różnica in minus, sięgająca –7,6 proc. odnosiła się do działu B (różne procesy przemysłowe, transport).

Z kolei rok wcześniej – w I kwartale 2021 r. – największa nadreprezentacja zgłoszonych patentów względem Polski ogółem dotyczyła działu H (elektrotechnika), sięgając +6,1 pkt. proc. Największe odchylenie in minus miało natomiast miejsce w wypadku działu E (budownictwo, górnictwo) i wynosiło –6,9 pkt. proc.

Tabela 1. Ogólnopolskie oraz pomorskie zgłoszenia wynalazków opublikowane w Biuletynie Urzędu Patentowego wg Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (MKP) w I kwartale 2022 r.

Dział MKP I kwartał 2022 r.
Pomorskie Polska różnica
% % pkt. proc.
Dział A – Podstawowe potrzeby ludzkie 26,7 21,4 +5,2
Dział B – Różne procesy przemysłowe; Transport 13,3 21,0 –7,6
Dział C – Chemia; Metalurgia 20,0 18,7 +1,3
Dział D – Włókiennictwo; Papiernictwo 0,0 1,1 –1,1
Dział E – Budownictwo; Górnictwo 11,1 9,0 +2,1
Dział F – Budowa maszyn; Oświetlenie; Ogrzewanie; Uzbrojenie; Technika minerska 13,3 11,4 +2,0
Dział G – Fizyka 13,3 11,5 +1,9
Dział H – Elektrotechnika 2,2 6,0 –3,7
RAZEM 100,0 100,0

Źródło: opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl

Ważniejsze wydarzenia7

Gdyński rekord przeładunków
W 2021 r. w Porcie Gdynia przeładowano niemal 2,3 mln ton paliw na rzecz Bazy Paliw w Dębogórzu. Jest to najlepszy wynik w historii Bazy Paliw, o 35 proc. wyższy niż w 2020 r.

Ruszają prace nad Drogą Czerwoną
Oficjalnie rozpoczęto prace przygotowawcze przed budową Drogi Czerwonej w Gdyni. Ten niespełna 9‑kilometrowy odcinek ma w istotnym stopniu odciążyć estakadę Kwiatkowskiego w zakresie ruchu kołowego do oraz z Portu Gdynia. Sama realizacja inwestycji ma się odbyć w latach 2026‑2029.

Koniec współpracy „Remontówki” z Rosjanami
Gdańska Stocznia Remontowa zerwała współpracę z rosyjskimi partnerami – tym samym odwołane zostały zaplanowane remonty statków będących własnością rosyjskich armatorów, jak również negocjacje odnośnie podjęcia kolejnych.

Ropa z Morza Północnego w Naftoporcie
Koncern Saudi Aramco dostarczył do gdańskiego Naftoportu 130 tys. ton ropy naftowej wydobytej z Morza Północnego. Był to pierwszy z pięciu zaplanowanych na najbliższe tygodnie transportów tego surowca.

Gdański port w przededniu modernizacji
„Poprawa dostępu do Portu Gdańsk – modernizacja toru wodnego 2” – tak zatytułowany jest projekt wartości ponad 530 mln zł, który zostanie zrealizowany w latach 2022‑2026 w gdańskim porcie. 85 proc. tej kwoty będzie stanowiło dofinansowanie ze środków unijnych. W ramach inwestycji zmodernizowane zostaną cztery nabrzeża oraz infrastruktura kolejowa w Porcie Wewnętrznym.

Nowe połączenie kontenerowe z USA
Szwajcarska grupa żeglugowa Mediterrean Shipping Company otwiera nowe, cotygodniowe połączenie kontenerowe z akwenu Morza Bałtyckiego do wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Kontenerowce MSC będą przemierzały trasę z Kłajpedy, przez Gdynię, Goteborg, Bremerhaven, aż na drugi brzeg Atlantyku: do Nowego Jorku, a następnie Filadelfii oraz Norfolku.

DCT się powiększył
DCT Gdańsk podpisał z Portem Gdańsk umowę, na mocy której przez najbliższych 30 lat będzie dzierżawił 6,5 ha działkę, na której powstaną m.in. place, parking oraz budynek biurowy. Łącznie DCT obejmuje już obszar około 95 ha.

Pływający terminal gazowy coraz bliżej
Trwają przygotowania do budowy tzw. pływającego terminalu LNG na Zatoce Gdańskiej. W praktyce będzie to statek regazyfikacyjno­‑magazynowy, który będzie połączony gazociągiem z tłocznią w Gustorzynie (woj. kujawsko­‑pomorskie). Inwestycja ma zostać zrealizowana w latach 2026‑2027.

Blirt inwestuje w laboratoria
Gdańska firma biotechnologiczna przeznaczy ponad 10 mln zł na rozbudowę, modernizację oraz doposażenie swojego potencjału laboratoryjnego – w Gdyni oraz, przede wszystkim, w Gdańsku, na terenie GPN‑T.

Więcej Intela w Gdańsku
Gdański kampus Intela rozrośnie się o kolejny, szósty już, budynek oraz 800 m² powierzchni naukowo­‑badawczej. Inwestycja – współfinansowana w kwocie około 50 mln zł z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – ma zostać sfinalizowana w przyszłym roku.

Polish Agro w Gdańsku
Polish Agro, będąca częścią duńsko­‑niemieckiej grupy DAVA Agravis International AS, otwiera swoje biuro w Gdańsku, a konkretniej – w Olivia Business Centre. Firma skupia się na handlu nawozami, środkami ochrony roślin oraz nasionami. W nowo otwartym biurze zatrudnienie znajdzie kilkadziesiąt osób.

Financial Times docenił Pomorze, Gdańsk oraz Gdynię
Renomowany brytyjski dziennik Financial Times przygotował ranking fDi Europejskie Miasta i Regiony Przyszłości 2022/23, w ramach którego zaudytowanych zostało 148 europejskich regionów oraz 356 miast (w tym 14 z Polski). Województwo pomorskie zajęło w nim siódmą lokatę w kategorii strategii BIZ wśród regionów średniej wielkości. Z kolei Gdańsk zajął 8., a Gdynia – 10. miejsce w kategorii europejskich miast przyszłości o odpowiednio: średniej oraz małej wielkości.

Nowy statek Chipolbroku
Chińsko­‑Polskie Towarzystwo Okrętowe Chipolbrok odebrał drugi z serii czterech zamówionych okrętów typu heavy­‑lift multi­‑purpose, o nazwie Herbert. Statki powstają w chińskiej stoczni Chengxi Shipyard. Koszt każdego z nich to szacunkowo 30 mln dolarów

Wielka fabryka offshore w Gdańsku?
Agencja Rozwoju Przemysłu zapowiedziała, że w Gdańsku powstanie zakład produkujący wieże dla morskiej energetyki wiatrowej. Wartość inwestycji ma przekroczyć 100 mln euro. Fabryka ma być zdolna do produkcji ponad 100 wież dla turbin o mocy powyżej 13 MW rocznie. Nie znamy jeszcze lokalizacji oraz terminu powstania fabryki.

Come2Pomerania pomoże nie tylko białoruskim firmom
Samorządowy program Come2Pomerania oraz rządowa inicjatywa Poland.Business Harbour, które do tej pory skupiały się na relokowaniu białoruskich firm IT do Polski, w obliczu trwającej za wschodnią granicą wojny skupią się na podobnego typu działaniach w odniesieniu do firm ukraińskich. W orbicie ich działań znajdą się także dobrze rokujące start‑upy oraz firmy IT z Mołdawii, Armenii oraz Gruzji.

Pomorskie firmy wycofują się z Rosji
Z uwagi na rosyjską agresję na Ukrainę, wiele polskich oraz szerzej – zachodnich – firm wycofuje się ze swojej działalności w Rosji. Nie inaczej jest w wypadku przedsiębiorstw pomorskich, czego sztandarowym przykładem jest LPP, które rezygnuje z dalszej obecności na rosyjskim rynku pomimo faktu posiadania tam niemal 500 sklepów swoich marek oraz ogromnego centrum dystrybucyjnego.

1 za: https://gab.com.pl/makrotrendy/
2 za: https://www.bankier.pl/wiadomosc/PMI-Polska-marzec-2022-8310598.html
3 za: https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-produkcja-budowlano-montazowa-szybuje-dane-zaskoczyly-nawet-,nId,5976424 oraz https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/ogromny-wzrost-cen-produkcji-budowlanomontazowej-sytuacja-w-branzy-jest-bardzo-grozna-80885.html
4 za: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ceny-handel/handel/dynamika-sprzedazy-detalicznej-w-marcu-2022-roku,14,88.html, https://businessinsider.com.pl/gospodarka/wystrzal-sprzedazy-detalicznej-polacy-wydaja-tracace-na-wartosci-pieniadze/2ps9rzk oraz https://gab.com.pl/makrotrendy/
5 źródło: https://stat.gov.pl/
6 za: https://www.kongresobywatelski.pl/pomorski-thinkletter/wszystkie-teksty/cztery-grzechy-glowne-polskiej-innowacyjnosci/
7 W niniejszym podrozdziale wykorzystano informacje pochodzące m.in. z portalów https://www.trojmiasto.pl/ oraz https://pomorskie.eu/

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Co wojna w Ukrainie oznacza dla polskiej gospodarki?

Pobierz PDF

Tekst ukazał się w kwartalniku „Makrotrendy” wydawanym przez Gdańską Akademię Bankową w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową.

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

W jakim momencie zastała nas wojna w Ukrainie?

Wojna rozpoczęła się pod koniec lutego, kiedy – przynajmniej w Europie – wygasała kolejna fala pandemii Covid‑19 i wydawało się, że nadchodzi długo wyczekiwany okres względnej normalizacji. Liczyliśmy na to, że PKB powróci do wcześniejszego trendu, zacznie rosnąć w granicach potencjału, że inflacja, która „wystrzeliła” w związku z licznymi barierami podażowymi, zacznie hamować, że polityka monetarna nie będzie musiała tak gwałtownie na nią reagować, że do porządku będzie można doprowadzić finanse publiczne.

Nasza uwaga znów zaczęła się też koncentrować na długofalowych aspektach, np. tych związanych ze zmianami klimatu. Wydawało się, że jednym z istotnych wehikułów wychodzenia z post‑pandemicznego „dołka” będzie obranie azymutu na zieloną gospodarkę (tzw. zielona transformacja).

Co warte podkreślenia, w momencie rozpoczęcia wojny globalna gospodarka była stosunkowo krucha i rozregulowana, co przejawiało się z jednej strony w dużej zmienności wskaźników koniunktury, z drugiej zaś windowaniu inflacji do poziomów niewidzianych od dziesięcioleci. By się o tym rozregulowaniu przekonać wystarczy spojrzeć chociażby na skalę i strukturę wzrostu PKB Polski. W pierwszym kwartale br. mieliśmy bardzo silny skok (8,5 proc. w ujęciu rok do roku), który w aż 90 proc. wynikał z przyrostu zapasów. To nie są normalne wielkości.

Temu wszystkiemu towarzyszyła niepewność co do kształtu polityki monetarnej; tempa i skali podwyżek stóp procentowych. Największe banki centralne opóźniały swoje decyzje w tym zakresie. Z jednej strony nie doceniły one siły procesów inflacyjnych, a z drugiej bały się, że wkraczając zbyt szybko i zdecydowanie, przyczynią się do stłamszenia koniunktury. Trochę inaczej wyglądało to na tzw. rynkach wschodzących, m.in. w Polsce, gdzie polityka monetarna była już w fazie zacieśniania, choć wydaje się, że na tle procesów inflacyjnych – mocno spóźnionej. W tym miejscu dotykamy kolejnego ważnego punktu: działania instytucji publicznych, które bez wątpienia przyczyniły się do stabilizowania sytuacji społeczno­‑gospodarczej w trakcie pandemii, ale równocześnie na swój sposób wzmocniły skalę jej post‑pandemicznego rozregulowania.

Wspominał Pan o nadziei na normalizację – podkreślmy jednak, że miała ona oznaczać powrót do innej rzeczywistości, niż przed pandemią. Covid‑19 mocno „przemeblował” świat…

Pandemia odsłoniła słabe strony przyjętej w latach 90. minionego wieku formy globalizacji. Okazało się, że bezrefleksyjne przenoszenie wszelkiego rodzaju produkcji do Chin – ale też szerzej do innych, oddalonych od rynków docelowych, regionów świata – może nieść ze sobą negatywne konsekwencje. Szczególnie jeśli mowa o materiałach i produktach z punktu widzenia Zachodu strategicznych. W kontekście czasowego zamykania niektórych fabryk – w związku z lockdownami – oraz zaburzeń łańcuchów dostaw, zaczęliśmy zastanawiać się, czy globalizacja nie poszła za daleko.

Pandemia odsłoniła słabe strony przyjętej w latach 90. minionego wieku formy globalizacji. Okazało się, że bezrefleksyjne przenoszenie wszelkiego rodzaju produkcji do Chin – ale też szerzej do innych, oddalonych od rynków docelowych, regionów świata – może nieść ze sobą negatywne konsekwencje.

Koniec końców na kruchą, mocno rozchwianą gospodarkę przyszło kolejne uderzenie w postaci wojny. Mogłoby się wydawać, że jest to konflikt w dużej mierze lokalny, bo obecnie dotyczy de facto dwóch krajów, jednak rodzi on bardzo szerokie implikacje nie tylko dla naszego regionu, lecz także dla całego świata. Dlaczego?

Powodów jest wiele. Ten najważniejszy związany jest z tym, że agresja Rosji jest powszechnie interpretowana jako zakwestionowanie porządku jaki został ustalony w Europie po rozpadzie Związku Radzieckiego. Rodzi to ryzyko, że konflikt się rozleje.

Już dziś jednak tocząca się wojna promieniuje w różnoraki sposób na inne państwa. Porównałbym to do fal rozchodzących się po morzu. Pierwsza z nich jest związana z napływem uchodźców i ich rozlewaniem się po świecie. Jak podaje ONZ od początku wojny swoje domy musiało opuścić ponad 7 mln Ukraińców, spośród których duża część trafiła do naszego kraju. Pociąga to za sobą wyzwania – tych ludzi trzeba otoczyć odpowiednią opieką, co rodzi koszty w postaci np. zapewnienia utrzymania czy pomocy w ewentualnych transferach do innych krajów.

Kolejna fala związana jest z nagłym szokiem na rynku surowców. Rosja, jak wiadomo, jest ich olbrzymim dostawcą, szczególnie na Starym Kontynencie. Nie ma co ukrywać – Europa, w dużej mierze, uzależniła się od dostaw ropy, gazu, ale też prostych produktów, jak np. nawozów, z kierunku wschodniego. Do tego dochodzą sankcje na Białoruś, będącą również istotnym dostawcą tychże. Polityka Unii Europejskiej potępiająca wojnę od samego jej początku, skutkuje pojawieniem się całej serii obostrzeń w handlu i embarg, oznaczających ograniczenie – przynajmniej formalne – dostaw rosyjskich i białoruskich produktów i surowców na obszarze Wspólnoty. Do tego dochodzą działania odwetowe Rosji, np. zaprzestanie dostaw gazu do niektórych krajów.

Surowców na rynku europejskim jest zatem mniej, co generuje napięcia związane z ich podażą oraz wzrostem ich cen. Przy czym trzeba podkreślić, że znaczną rolę odgrywają także czynniki psychologiczne i spekulacyjne, wynikające z obaw, że w kolejnych miesiącach – zwłaszcza zimą – może być gorzej. Wszyscy doświadczamy skutków tych połączonych efektów na stacjach benzynowych czy poprzez rosnące rachunki za gaz.

Obecna sytuacja prowadzi także do kolejnej fali zaburzeń w łańcuchach produkcyjnych; z jednej strony w kontekście dostaw od ukraińskich czy rosyjskich poddostawców, z drugiej w związku z ostatnim lockdownem w Chinach.

Siłą rzeczy to, co się wokół nas dzieje musi przekładać się na nastroje gospodarstw domowych oraz firm…

Zgadza się – obecna sytuacja bardzo mocno uderza w ich sentyment. Pojawiają się chociażby pytania o to, czy dziś jest dobry moment na dokonywanie zakupów dóbr trwałego użytku, samochodów czy mieszkań. Przedsiębiorstwom z kolei znacznie trudniej jest podejmować decyzje inwestycyjne.

Wszystko to można określić mianem bezpośrednich skutków konfliktu. Są też jednak takie, które rodzą za sobą dalsze konsekwencje i mają charakter bardziej pośredni.

W tym kontekście słowem, które nasuwa się najbardziej jest stagflacja – wojna z jednej strony wzmacnia bowiem procesy inflacyjne, ale równocześnie prowadzi do stagnacji w gospodarce. Choć nie można wykluczyć jeszcze bardziej pesymistycznego scenariusza, połączenia inflacji i recesji. Jak wspominałem – krucha globalna gospodarka otrzymała kolejne mocne uderzenie w postaci wojny i możliwe jest, że na przełomie 2022 i 2023 r. zacznie się kurczyć, zwłaszcza, że konflikt się przeciąga. Przy czym warto tutaj rozróżnić sytuację w poszczególnych regionach świata; ryzyko recesji pojawia się np. w Europie, natomiast kraje Bliskiego Wschodu, żyjące ze sprzedaży surowców, są beneficjentami obecnych uwarunkowań. W ich wypadku koniunktura przy wysokich cenach surowców się poprawia, generując wyższy wzrost gospodarczy.

Wojna wzmacnia procesy stagflacyjne, czyli równoczesne występowanie wysokiej inflacji i stagnacji gospodarczej. Nie można wręcz wykluczyć, że na przełomie 2022 i 2023 roku globalna gospodarka znajdzie się w recesji, zwłaszcza, że konflikt w Ukrainie się przeciąga.

W przypadku inflacji, jej źródeł trzeba się doszukiwać – przede wszystkim – po stronie podażowej, w wyższych cenach surowców energetycznych oraz żywności, ale także w zaburzeniach wynikających z pandemicznych lockdownów. Dziś znów widzimy statki stojące w portach, które w jednych czekają wyjątkowo długo na załadunek, a w innych na rozładunek. Wszystko to skutkuje wzrostem poziomu inflacji. Nie należy też całkowicie zapominać o czynnikach popytowych; zbyt długie utrzymywanie zerowych stóp procentowych, w połączeniu z odłożonymi w czasie pandemii oszczędnościami, także nie pozostało bez wpływu na procesy inflacyjne.

Dodatkowo, w związku z wojną, w niektórych krajach, w tym i u nas, znów dochodzi do poluzowania polityki fiskalnej, chociażby w kontekście finansowania pobytu uchodźców, tymczasem przeciwdziałanie inflacji wymagałoby jej zacieśnienia.

Jak znaleźć tu optymalne rozwiązanie?

Wydaje się, że im luźniejsza będzie polityka fiskalna, tym bardziej restrykcyjna będzie musiała być polityka monetarna, a zatem na wyższym poziomie będą musiały się znaleźć stopy procentowe. I to wszystko bez gwarancji, że uda nam się rzeczywiście zdusić inflację, bo nie możemy zapominać o jej silnych związkach z niezależną od nas sytuacją globalną (np. cenami ropy). Z kolei im wyższe stopy, tym silniejszy będzie wpływ na skalę wydatków, zarówno firm jak i gospodarstw domowych.

By stopy nie zostały podniesione zbyt mocno polityka fiskalna powinna pójść w kierunku optymalizacji wydatków, a nie poluzowania jako takiego. To jest dobry czas np. na zmiany w programie 500+ i ograniczenie go do tych odbiorców, którzy rzeczywiście potrzebują wsparcia. Równocześnie dodatkowa, dobrze ukierunkowana pomoc jest potrzebna, szczególnie dla 20 proc. gospodarstw o najniższych dochodach. W ich przypadku nawet jeśli wzrost wpływów nadąża za przeciętną inflacją, to i tak wydatki rosną w większej skali. Dzieje się tak ze względu na strukturę tychże. W koszyku najuboższych gospodarstw większą rolę odgrywają towary i usługi (żywność, użytkowanie mieszkania), których ceny rosną dziś szybciej niż przeciętna. Ważna jest też forma pomocy. Najlepiej, aby wsparcie rodziło trwałe efekty. Tak się dzieje jeśli idzie ono np. na termomodernizację, która pozwala trwale obniżyć rachunki, a nie jest jedynie formą świadczenia pieniężnego.

Obecna sytuacja jest o tyle delikatna, że, w zasadzie, od globalnego kryzysu finansowego, stopy procentowe na świecie – szczególnie w wypadku największych banków centralnych – były albo niskie albo bardzo niskie. Także w Polsce, od 2015 r. stopa referencyjna NBP wynosiła zaledwie 1,5 proc., a w okresie pandemii spadła niemal do zera i była utrzymywana na tym poziomie nawet wtedy, gdy koniunktura zaczęła już mocno odbijać.

Dlaczego to takie ważne?

Niskie stopy procentowe zachęcały wiele osób do tego, by się zadłużać, co w Polsce było widoczne szczególnie w kontekście zaciągania kredytów hipotecznych – w ciągu ostatnich dwóch lat wielkość złotowego portfela tego typu kredytów wzrosła o ¼. Jest spora grupa gospodarstw domowych, które wzięły kredyt przy bardzo niskim oprocentowaniu, a teraz doświadczają gwałtownego wzrostu kosztów obsługi tego zadłużenia. Niektórym może zwyczajnie zabraknąć pieniędzy na spłacanie rat. Poniekąd więc obecna sytuacja stanowi test, czy kredyty otrzymały osoby i firmy naprawdę wypłacalne, zdolne obsługiwać zobowiązania nie tylko w warunkach skrajnie niskiego oprocentowania, ale także i przy znacznie wyższych stopach procentowych.

Cały ten wątek jest oczywiście szerszy i nie dotyczy tylko Polski. Najlepszy przykład: podwyżki stóp, które mają miejsce w Stanach Zjednoczonych zaczynają uderzać nie tylko w lokalnych dłużników, ale także w wiele firm i rządów spoza USA, które w ostatnich latach finansowały się w dolarze. Dziś w dwójnasób odczuwają oni konsekwencje tego, co się dzieje: rosną koszty odsetkowe, ale także umacnia się dolar. Warto zauważyć, że dolarowe zadłużenie poza granicami USA sięga dziś 13 bln dolarów. W najbliższych kwartałach stanie się ono źródłem napięć.

Wróćmy jeszcze do poziomu inflacji, który cały czas rośnie, choć jego źródła są w przeważającej mierze podażowe, a nie popytowe. Jakie to rodzi konsekwencje?

Kiedy źródła inflacji są głównie podażowe, to polityka monetarna ma mniejsze możliwości, by na nią wpływać. Jeżeli bowiem ceny ropy naftowej rosną globalnie, to decyzje o tym, jaka będzie wysokość stóp procentowych w Polsce, będą miały ograniczony wpływ na koszty paliw. Analogicznie – jeżeli nie będą do nas przypływać statki z różnego rodzaju towarami i pojawiać się będą na naszym rynku określone braki, to polityka monetarna niewiele będzie mogła tu zdziałać.

Może ona oddziaływać przede wszystkim na popyt – czyli jeśli cena kredytu jest niska, to może zachęcać do tego, by kupować, inwestować. Jednak – jak już wspomnieliśmy – obecne źródła inflacji są w dużej mierze podażowe. A zatem zbyt mocne działanie polityki monetarnej, będzie prowadziło do bardzo dużego kosztu realnego, w postaci chociażby znacznego pogorszenia koniunktury przy ograniczonym wpływie na ogólny wzrost poziomu cen, którego źródła leżą w dużej mierze poza granicami Polski.

Zbyt mocne działanie polityki monetarnej po to tylko, by ograniczyć inflację, będzie prowadziło do bardzo dużego kosztu realnego, w postaci znacznego pogorszenia koniunktury przy ograniczonym wpływie na ogólny wzrost poziomu cen, którego źródła leżą w znacznej mierze poza granicami Polski.

Można natomiast i koniecznie trzeba wymagać, w kontekście obecnej sytuacji, dwóch rzeczy. Po pierwsze wiarygodności i spójności prowadzonej polityki makroekonomicznej. Nie powinno być tak, że działaniom polityki monetarnej zmierzającym do wygaszenia nadmiernego popytu towarzyszy jego stymulowanie ze strony polityki fiskalnej. Ten brak spójności jest dostrzegany przez inwestorów na rynkach finansowych, co przekłada się na relatywną słabość złotego (która jest pro‑inflacyjna) oraz rosnącą rentowność obligacji, będącą wyrazem oczekiwań dalszego wzrostu inflacji. Jeśli spójności zabraknie grozi nam samonapędzanie się negatywnych zjawisk i walka z inflacją może potem trwać latami. To niedobry i niebezpieczny scenariusz.

Druga ważna kwestia odnosi się do dostosowań podażowych: rząd powinien zrobić wszystko co możliwe i jak najszybciej, by ułatwić i wesprzeć – także w oparciu o dostępne fundusze unijne – procesy związane z poprawą efektywności energetycznej oraz inwestycjami w odnawialne źródła energii. W obydwu obszarach mamy olbrzymie rezerwy. To najprostsza i najbardziej wydajna droga, by ograniczyć skalę uzależnienia od surowców kopalnych, a tym samym siłę oddziaływania ich wysokich cen na gospodarkę.

Konflikt w Ukrainie wpłynie na ograniczenie eksportu ukraińskich zbóż, które trafiały m.in. do ubogich państw Azji oraz Afryki. Czy w związku z tym może nas czekać nowy kryzys migracyjny?

Ukraina i Rosja to bardzo znaczący eksporterzy pszenicy – ich udział w globalnym eksporcie przekraczał przed wojną 30 proc. Ukraina jest także ważnym eksporterem kukurydzy i roślin oleistych. Obecnie, gdy mamy do czynienia z zaburzeniami ich dostaw, pojawia się globalny problem nie tylko rosnących cen żywności, ale też ich braków. Tym bardziej, że działa tutaj samonapędzający się mechanizm. Gdy na rynku widać, że mogą pojawić się niedobory, to kraje posiadające nadwyżki żywności są niechętne do tego, by się nimi dzielić. W sytuacji kryzysu poszczególne państwa wolą dbać przede wszystkim o własny interes, na czym – w tym wypadku – mocno ucierpią niektóre kraje afrykańskie oraz azjatyckie. To z kolei może wywołać kolejną falę migracyjną do Europy spowodowaną głodem – ludzie będą szukać przetrwania.

W sytuacji niepokojów powszechnym zjawiskiem jest także „budzenie się” populizmów i radykalizmów. Czy tak może być i tym razem?

Tak. Są to kwestie, które w kontekście ekonomicznym mogą wydawać się mało istotne i niekoniecznie są widoczne już teraz, ale musimy mieć świadomość tego, że sytuacja gospodarcza wpływa na nastroje społeczne. Rosnące ceny benzyny, energii oraz podstawowych artykułów najsilniej uderzają w gospodarstwa domowe o najniższych dochodach. To właśnie one najbardziej odczuwają skutki wzrostu cen, co wiele z nich może doprowadzić nawet do wpadnięcia w sferę ubóstwa.

Byłoby to całkowite odwrócenie trendu, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, kiedy pula gospodarstw żyjących poniżej tej granicy stopniowo się kurczyła. Wówczas notowaliśmy rokroczną poprawę, a teraz może nas spotkać silny regres. Konsekwencją tego mogą być rosnące niepokoje społeczne oraz radykalizowanie się sfery politycznej. Zarządzanie nastrojami społecznymi będzie w nadchodzących miesiącach jedną z kluczowych kompetencji. Nie bagatelizujmy tych zjawisk – pamiętajmy, dla przykładu, że podłożem arabskiej wiosny sprzed dekady były właśnie czynniki ekonomiczne.

Rosnące ceny benzyny, energii oraz podstawowych artykułów najsilniej uderzają w gospodarstwa domowe o najniższych dochodach – te produkty dominują bowiem w strukturze ich wydatków. Konsekwencją tego mogą być rosnące niepokoje społeczne oraz radykalizowanie się sfery politycznej poprzez np. kolejną falę populizmu.

Ostatnia rzecz odnosząca się do nastrojów społecznych dotyczy czasu trwania wojny oraz stopnia poparcia dla Ukraińców. Im konflikt dłużej trwa, tym bardziej się do niego przyzwyczajamy. Ponadto, im więcej kosztuje nas bezpośrednio, tym większa może być presja społeczna, żeby „odpuścić” i szukać kompromisów. Jest pewne, że Rosja będzie się starała „rozgrywać” ten element, szczególnie w odniesieniu do społeczeństw Europy Zachodniej. W pewnym momencie politycy mogą się tam znaleźć pod presją społeczną poszukiwania rozwiązań zmierzających do zakończenia wojny.

Jest Pan zdania, że konsekwencje wojny wpisują się w zachodzące już od pewnego czasu zmiany prowadzące do trwałego przedefiniowania światowej gospodarki oraz społeczeństw. A wręcz prowadzą do ich przyspieszenia – dlaczego?

Owszem, widać to szczególnie w kontekście powrotu polityki jako wiodącej siły decyzyjnej i zaakceptowaniu tego przez społeczeństwa. Zjawisko to można było obserwować już w poprzednich latach, szczególnie po globalnym kryzysie finansowym, czy w trakcie pandemii, ale wojna w Ukrainie zdecydowanie je wzmocniła. A przecież wcześniej – od początku lat 90. – wydawało się, że kluczowe są procesy gospodarcze, jak np. optymalizacja lokalizacji produkcji, następująca według kryteriów stricte ekonomicznych. Czyli tam, gdzie jest najtaniej i najefektywniej. Wyrazem tego rodzaju myślenia, było także przekonanie, że poprzez integrację gospodarczą – w tym w szczególności handel – można doprowadzić do demokratyzacji autorytarnie rządzonych krajów, takich jak Chiny czy Rosja. Dziś wyraźnie widać, że ten eksperyment się nie powiódł.

Polityka „zdetronizowała” ekonomię i jest dziś wiodącą siłą decyzyjną. Trend ten był zauważalny od globalnego kryzysu finansowego, a wojna w Ukrainie go umocniła. Wcześniej dominowała ekonomia, czego wymiarem było m.in. optymalizowanie lokalizacji produkcji następujące według kryteriów stricte gospodarczych.

W ostatnich latach widzimy powrót polityki i geopolityki. W wymiarze krajowym oznacza to rosnącą rolę rządów, które w dużo szerszym zakresie ingerują dziś w procesy gospodarcze. W wymiarze międzynarodowym pojawiają się nowe pojęcia jak geoeconomics czy friendshoring. Pierwsze jest wyrazem podporządkowania działań w międzynarodowej sferze gospodarczej celom geopolitycznym i geostrategicznym. Drugie odnosi się specyficznie do procesów związanych z lokalizacją produkcji: nie wystarczy by było efektywnie i tanio – musi być także w kraju, który można uznać za przyjaźnie nastawiony.

Rosnącą rolę państwa dało się mocno odczuć szczególnie w trakcie pandemii.

Pandemia była skrajnym przypadkiem, kiedy państwa na dużą skalę weszły z programami pomocowymi. Większość z tych programów już się skończyła, a nadal obserwujemy rosnącą, „rozlewającą się” obecność rządów. Wiąże się z tym także pojawianie się akcentów narodowych. Forsowaną nie tak dawno ideę budowania globalnej wioski zastępuje się narodowym spojrzeniem na procesy zachodzące wokół i skoncentrowaniem się przede wszystkim na nich, w myśl hasła America First Donalda Trumpa. Samego Trumpa już nie ma, ale można odnieść wrażenie, że propagowany przez niego sposób myślenia można dziś spotkać w wielu krajach. To niebezpieczny kierunek. Historia pokazuje, że próby rozwiązywania swoich problemów kosztem innych, do niczego dobrego nie prowadzą.

Wspomniał Pan, że wojna w Ukrainie nadała tego typu procesom rozpędu. W jaki sposób?

Następuje polaryzacja świata i wyłanianie się bloków gospodarczo­‑politycznych. Jeden z nich bez wątpienia będzie skupiony wokół Stanów Zjednoczonych i prawdopodobnie Europy. Mówię prawdopodobnie, bo w Europie Zachodniej nie brakuje sceptyków wobec idei dalszego pogłębiania więzi z USA. Ci ostatni widzieliby Stary Kontynent bardziej jako samodzielnego gracza. Pozostaje pytanie o kształt pozostałych bloków. Czy reszta świata skupi się wokół Chin, czy może też Indie będą aspirowały do tego, by wykreować swoją przestrzeń?

Przekłada się to i będzie się przekładać chociażby na to, że globalizacja w przepływach towarów będzie zastępowana przez swego rodzaju regionalizację.

Następuje polaryzacja świata i wyłanianie się bloków gospodarczo­‑politycznych. Przekłada się to i będzie się przekładać chociażby na to, że globalizacja w przepływach towarów będzie zastępowana przez regionalizację.

Towarzyszy temu odchodzenie od formuły just in time, która okazuje się być wrażliwą na różnego rodzaju zaburzenia i zastępowanie jej formułą just in time + (z ograniczoną skalą zapasów), a w niektórych przypadkach – just in case (z rozbudowanymi zapasami). Nie da się już dostarczać wszystkiego „na styk”. Dochodzi do tego także dywersyfikacja, czyli poszerzanie palety dostawców, aby ubezpieczyć się na wypadek, gdy w jednym czy kilku miejscach z niespodziewanych przyczyn np. stanie produkcja.

Jakby tego wszystkiego było mało, mamy jeszcze wpływ czynników o charakterze technologicznym, związanych z tzw. IV rewolucją przemysłową oraz dekarbonizacją. Powodują one, że na liście kluczowych warunków z punktu widzenia lokalizacji inwestycji znacząco wzrosło znaczenie dostępności taniej i czystej energii elektrycznej.

Czy zmianę podejścia widać także na rynku kapitałowym?

Również i tutaj rynek, który był dotąd globalny, podlega zmianom. Alokacja kapitału w znacznie większym stopniu uwzględnia dziś kryteria geostrategiczne. W celu ograniczenia ryzyka unika się inwestowania w krajach najbardziej narażonych na efekty wojny oraz na konsekwencje sankcji.

Osobna kwestia dotyczy aktywów rezerwowych. Częściowe zamrożenie tych, należących do Rosji oraz próba ich przejęcia w celu wykorzystania do odbudowy Ukrainy, sprawiły że zmienia się globalne myślenie o nich. Do tej pory środki te rzeczywiście wydawały się być dobrym buforem zabezpieczającym, szczególnie w kontekście potencjalnych kryzysów finansowych. Okazało się jednak, że mogą być one – na swój sposób – narzędziem wojny. Skłoniło to do przemyśleń, czy warto tego typu rezerwy utrzymywać na takich poziomach oraz jaka powinna być ich struktura.

Zmienia się globalne myślenie o aktywach rezerwowych. Do tej pory środki te rzeczywiście wydawały się być dobrym buforem zabezpieczającym, szczególnie w kontekście potencjalnych kryzysów finansowych. Okazało się jednak, że mogą być one – na swój sposób – narzędziem wojny.

Jakie wnioski z nich płyną?

W moim przekonaniu obecna sytuacja skłoni część krajów do powiększenia w rezerwach udziału aktywów materialnych, takich jak surowce strategiczne i złoto. Może to być swoją drogą dodatkowy czynnik przekładający się na procesy inflacyjne i napięcia na rynkach surowców.

Czy odwrót od globalizacji w kierunku regionalizacji będzie dotyczył także rynku pracy?

Do tej pory – z różnych względów – rynek pracy był jednym z mniej zglobalizowanych, szedł on niejako własną ścieżką. Wydaje się, że w zmieniającej się rzeczywistości nadal będzie on specyficzny, co w tym wypadku będzie oznaczało: bardziej globalny. Z jednej strony będzie to powodowane procesami migracyjnymi, które obecnie wynikają z wojny, a w przyszłości mogą mieć źródło w kryzysie humanitarnym (głód) czy klimatycznym. Z drugiej natomiast strony będzie to wynikało z postępującej cyfryzacji, która jeszcze bardziej przyspieszyła w trakcie pandemii. Okazało się, że bardzo wiele rodzajów pracy, głównie biurowej, można wykonywać z domu, także transgranicznie.

Jak obecny konflikt wpłynie na plany dekarbonizacji europejskich gospodarek?

Wojna jasno pokazała, że w kontekście bezpieczeństwa energetycznego najbardziej optymalne rozwiązanie to poleganie na odnawialnych źródłach energii. Wniosek ten bardzo dobrze wkomponowuje się w podejmowane od pewnego czasu wysiłki UE na rzecz odchodzenia od paliw kopalnych i może te procesy przyspieszyć.

Wojna jasno pokazała, że w kontekście bezpieczeństwa energetycznego najbardziej optymalne rozwiązanie to poleganie na odnawialnych źródłach energii. Wniosek ten bardzo dobrze wkomponowuje się w podejmowane od pewnego czasu wysiłki UE na rzecz odchodzenia od paliw kopalnych i może te procesy przyspieszyć.

W tym punkcie warto też podnieść kwestię tego, w jaki sposób wojna wpłynie na samą Unię – bo tu już teraz widać duże zmiany. Na naszych oczach upada forsowana od lat – głównie przez polityków i biznesmenów z Niemiec, ale nie tylko – koncepcja gospodarczej integracji Rosji poprzez rynek surowców. Pytanie brzmi: co się wyłoni w jej miejsce? Mam wrażenie, że obecnie powstaje we Wspólnocie przestrzeń, którą trzeba będzie wypełnić, a pewne kwestie – przedefiniować.

Jedną z nich są wydatki na obronność, które bez wątpienia ulegną podniesieniu. Konflikt w Ukrainie może stać się też kolejnym bodźcem do zacieśnienia integracji fiskalnej, czyli do zwiększenia finansowania na poziomie całej UE, a nie poszczególnych państw. Pozostaje też kwestia tego, wokół jakich wartości ma być dalej budowana Unia. Niezależnie od finalnych rozstrzygnięć – z naszej perspektywy – ważne jest, byśmy jako kraj uczestniczyli w tej debacie i proponowali w niej własną wizję. Pytanie czy ją mamy?

W jaki sposób – w perspektywie krótkoterminowej – wojna w Ukrainie wpłynie na nasz kraj?

Polska jest jednym z państw, które w najmocniejszym stopniu odczuwają konsekwencje wojny. Od jej wybuchu naszą granicę przekroczyło już ponad 4 mln Ukraińców. Część z nich rozjechała się po innych krajach, część wróciła do siebie, ale szacunki wskazują, że w naszym kraju wciąż przebywa 1,5‑2,0 mln uchodźców wojennych.

Z jednej strony ten nagły napływ ludności wspiera koniunkturę, bowiem osoby te generują zapotrzebowanie na określonego rodzaju dobra i usługi. Dochodzi do tego pomoc, jaka jest dostarczana za granicę – mam na myśli kupowane w Polsce towary, które są przewożone do Ukrainy. Wszystko to wspiera popyt, szczególnie na dobra podstawowe. Musimy mieć jednak świadomość, że w kolejnych kwartałach te efekty wygasną, co zresztą już powoli staje się zauważalne.

Z drugiej strony widoczne będą rezultaty w postaci ograniczania zakupów dóbr trwałego użytku, spadku inwestycji oraz przełożenia się wysokiej inflacji na poziom stóp procentowych. Wraz ze wzrostem tych ostatnich gwałtownie spada też popyt na kredyty mieszkaniowe, co przełoży się na zmniejszenie inwestycji budowlanych. Wszystko to będzie skutkowało znacznym spowolnieniem gospodarczym.

Wspominał Pan już, że grozi nam recesja…

W moim przekonaniu nie możemy jej wykluczyć. Przy czym warto mieć na uwadze, że mocno mylące może być patrzenie na dane dotyczące rocznej dynamiki wzrostu. Tak jak już mówiliśmy, w pierwszym kwartale polska gospodarka odnotowała wzrost na poziomie 8,5 proc. W skali całego roku może on wciąż oscylować w granicach 4,0 proc. Nie będzie to jednak odzwierciedlało rzeczywistej sytuacji, ponieważ wartości te wynikają w dużej mierze z efektów statystycznych, przeniesienia poziomów z końca ubiegłego roku i początku bieżącego, kiedy wzrost był silny. Stąd też porównania rok do roku nie uchwycą mocnego spowolnienia, którego się spodziewam. Dużo bardziej istotne jest analizowanie dynamiki kwartał do kwartału.

Do tego wszystkiego dochodzi nadspodziewanie wysoka inflacja.

Tak, w tej sytuacji kluczowym wyzwaniem będzie właściwe skonstruowanie policy mix, tak by działania w sferze makroekonomicznej były spójne i wiarygodne, o czym rozmawialiśmy już wcześniej. Nie można także zapominać o osobach zagrożonych ubóstwem; szacunki wskazują, że w Polsce, w efekcie podwyżek cen, zjawisko to może dotknąć – w skrajnej sytuacji – nawet półtora miliona osób.

Co jeszcze powinno ulec zmianie?

Musimy pamiętać, że pandemia i wojna prowadzą do wzrostu znaczenia wydatków na ochronę zdrowia i obronność. Mamy wręcz w tym względzie oficjalne zobowiązania; nakłady na zdrowie już w przyszłym roku mają osiągnąć poziom 6 proc. PKB (docelowo 7 proc.), a na obronę 3 proc. PKB, podczas gdy przez wiele lat utrzymywane były na poziomie ok. 2 proc. Dla tego typu wydatków trzeba znaleźć trwałe źródła finansowania. Nie powinniśmy ich pokrywać poprzez wzrost zadłużenia. Oznacza to potrzebę zmian w systemie podatkowym, poszukania nowych źródeł dochodów oraz ograniczenia skali unikania płacenia podatków.

Dobrze byłoby także dokonać wnikliwego przeglądu poszczególnych pozycji wydatków budżetowych. W ostatnich latach pieniądze były przez rządzących wydawane dość lekką ręką. Istnieją więc pewne rezerwy w lepszym targetowaniu nakładów – w szczególności w zakresie programów socjalnych – oraz w poprawie efektywności ich wydatkowania. Dla przykładu Międzynarodowy Fundusz Walutowy wskazuje na duży potencjał polepszenia w zakresie inwestycji sektora publicznego.

Pandemia i wojna prowadzą do wzrostu znaczenia nakładów na ochronę zdrowia i obronność, dla których trzeba znaleźć trwałe źródła finansowania. Dlatego tak ważny jest wnikliwy przegląd poszczególnych pozycji wydatków budżetowych i lepsze ich targetowanie, w celu poszukiwania rezerw.

Pozostając przy kwestii finansów publicznych – na ich korzyść, przejściowo działa tak zwana represja finansowa, objawiająca się tym, że stopy procentowe, pomimo stałego ich podnoszenia, ciągle są poniżej tempa wzrostu nominalnego PKB. Sprawia to, że nawet w sytuacji, gdy mamy większy deficyt fiskalny, nie przekłada się to na wzrost relacji długu publicznego do PKB. Ten efekt okaże się jednak krótkotrwały, dlatego też tak ważne są strukturalne zmiany w podejściu do finansów publicznych – zapewnienie stabilnych źródeł dochodów i optymalizacja wydatków.

Należy też doprowadzić do uporządkowania pewnych kwestii, mam tu na myśli przede wszystkim zjawisko wyprowadzania dużej części wydatków poza budżet oraz dualizmu w zakresie liczenia długu publicznego – wielkość tego wykorzystywanego w kontekście wskaźników ostrożnościowych jest dziś o równowartość 10 proc. PKB mniejsza od rzeczywistego. Takie działania prowadzą do braku przejrzystości i utraty społecznej kontroli nad częścią publicznych wydatków. Trzeba także odwrócenia niekorzystnych trendów w ich strukturze – w ostatnich latach malał udział tych pro‑wzrostowych (nakłady na inwestycje, badania i rozwój, itp.).

Czy w obecnej, trudnej sytuacji grozi nam wzrost bezrobocia?

Rynek pracy w dużej mierze determinuje demografia, a my jesteśmy krajem, gdzie podaż zasobów w wieku produkcyjnym się kurczy – co roku na rynek wchodzi znacznie mniej młodych osób, zaczynających swoje kariery, w stosunku do tych, które przekraczają wiek emerytalny. Ta różnica – w zależności od roku – waha się w granicach 200‑250 tys. osób. W związku z tym, nawet gdybyśmy mieli do czynienia z przejściową recesją, to nie powinna się ona silnie przełożyć na całokształt rynku pracy.

Oczywiście, jest też kwestia osób z Ukrainy. Przy czym mamy tu oddziaływanie dwukierunkowe. Z jednej strony wielu mężczyzn wróciło do swojej ojczyzny, żeby uczestniczyć w działaniach zbrojnych, a z drugiej – doświadczyliśmy ogromnego napływu uchodźców, przede wszystkim kobiet, które w pewnych obszarach będą stanowiły uzupełnienie rynku pracy. Ten dodatkowy zasób, w niektórych lokalizacjach, może nawet prowadzić do krótkookresowej nadpodaży, jednak i tak nie wpłynie to fundamentalnie na sytuację w Polsce. Reasumując, bezrobocie w naszym kraju jest niskie i nawet jeśli przejściowo nieco wzrośnie, to nie powinno stanowić poważnego problemu. To ważne, gdyż wysoki poziom zatrudnienia jest istotnym stabilizatorem koniunktury.

Jak natomiast Pana zdaniem obecna sytuacja wpłynąć może na Polskę w perspektywie długoterminowej?

Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym zauważyć, że większość z nas nie jest świadoma, w jak unikalnie komfortowych pod względem geopolitycznym i gospodarczym warunkach funkcjonowaliśmy od 1990 roku. Ostatnie trzy dekady były okresem, w którym wydawało się, że budowana jest „globalna wioska”, co dawało wiele nadziei i czemu towarzyszyło przyjazne nastawienie z zewnątrz. Krajom takim jak Polska pozwalało to chociażby obniżyć wydatki na zbrojenia. Czuliśmy się bezpiecznie, bo członkostwo w NATO, a następnie Unii Europejskiej budowały naszą wiarygodność i umacniały naszą pozycję w Europie i na świecie.

Pewien wstrząs, pierwsze zarysowanie tego sielankowego obrazu nastąpiło w następstwie globalnego kryzysu finansowego. Spokojne morze zaczęło się zmieniać w coraz bardziej burzliwe. Kolejne ostrzeżenie stanowiła pierwsza agresja na Ukrainę z 2014 roku. Teraz natomiast mamy już do czynienia ze sztormem. Mówię o tym wszystkim, aby uzmysłowić nam, że dzisiejszy świat i warunki, w których funkcjonujemy są zupełnie inne, niż te obowiązujące przez pierwszych 25 lat post‑transformacji. Pozostając przy żeglarskiej metaforze – nie da się już płynąć z wiatrem, który jest nam przychylny, który napędza nasz rozwój w wymiarze społecznym i gospodarczym. Dziś potrzebujemy konkretnych umiejętności żeglowania, czyli podejmowania właściwych decyzji i zabezpieczania się przed możliwymi konsekwencjami wydarzeń. To nie jest zmiana na rok czy dwa. Historia uczy, że tego typu okresy zaburzeń mogą trwać latami.

Większość z nas nie jest świadoma, w jak unikalnie komfortowych pod względem geopolitycznym i gospodarczym warunkach funkcjonowaliśmy od 1990 roku. Dziś świat jest zupełnie inny i nie da się już płynąć z wiatrem. Musimy nauczyć się żeglowania po wzburzonym morzu.

Gdy zaburzeniu ulega światowa gospodarka, żeby utrzymać się na powierzchni, trzeba być chyba prawdziwym wilkiem morskim…

Bez wątpienia sytuacja ta stawia znacznie większe wymagania – zarówno wobec biznesu, jak i wobec państwa. Nie jest już tak oczywiste, w jaki sposób funkcjonować, aby odnieść sukces – on nie przyjdzie sam, trzeba się będzie na niego solidnie napracować, prowadząc odpowiednią politykę społeczno­‑gospodarczą, potrafiąc odnaleźć się w nowej – dynamicznie zmieniającej się i niezwykle złożonej – rzeczywistości.

Jaka w takich warunkach powinna być strategia działania państwa?

Musi działać ono znacznie bardziej strategicznie, czyli opierać się na pewnej wizji rozwoju. I nie mam tu na myśli określonych dokumentów strategicznych – papier jest cierpliwy i wszystko zniesie – ale faktyczne funkcjonowanie państwa w oparciu o określoną strategię.

Równolegle my, jako społeczeństwo, powinniśmy wiedzieć, dokąd chcemy dojść. Musimy określić, jakim chcemy być narodem i państwem, także to, kim chcemy być w ramach Unii Europejskiej. W innym wypadku wszelkie decyzje będą podejmowane ad hoc, a my sami będziemy zdani na niebezpieczny dryf.

Drogą jest zatem postawienie na strategię myślenia i strategię działania. W ostatnich latach pojawiały się one u nas w jednym aspekcie, a mianowicie w tworzeniu infrastruktury uniezależnienia się od rosyjskich surowców energetycznych. Jest to jednak jedynie wyjątek potwierdzający generalną regułę, że państwo działa u nas w sposób reaktywny – gdy mleko już się rozleje, stara się ograniczać szkody. Zresztą nie jest to jedynie percepcja. Malejącą efektywność struktur państwa potwierdzają liczne porównania międzynarodowe, np. w rankingu Banku Światowego pod względem government effectiveness od lat widoczny jest regres.

Jednym z wyrazów strategicznej postawy jest też podejście do wydatków publicznych; rozporządzanie nimi w sposób racjonalny, zapewniający trwałe efekty rozwojowe, a nie w oparciu o podejście „hojnego siewcy”.

Musimy niejako odwrócić dotychczasowy trend, w którym państwo działało generalnie w sposób reaktywny – gdy mleko już się rozlało, starało się podejmować działania ograniczające szkody. Powinno ono funkcjonować bardziej strategicznie, opierając się na pewnej określonej wizji rozwoju.

Kolejny bardzo istotny punkt dotyczy sprawności funkcjonowania instytucji publicznych – tutaj mamy do poprawy bardzo wiele, szczególnie w obszarach takich jak ochrona zdrowia, czy zdolność reagowania na kryzysy, takie chociażby jak kryzys uchodźczy. Bardzo wysoka na tle innych krajów, nadmiarowa umieralność w czasie pandemii, to koszt jaki płacimy jako społeczeństwo za niewydolność systemu. Reaktywnie zwiększamy wydatki na ochronę zdrowia, ale bez głębokich reform zaowocuje to jedynie wzrostem kosztów i cen. W odniesieniu do uchodźców, kluczowy okazał się nie tyle system – bo tego, szczególnie w pierwszej fazie zabrakło – co zaangażowanie i sprawczość na poziomie obywatelskim i biznesu.

Jak natomiast w nowych realiach może odnaleźć się biznes?

Tutaj kluczowa będzie zdolność adaptacji, czyli umiejętność szybkiego reagowania na zmieniające się otoczenie. Ewoluuje ono bardzo dynamicznie i – jak wynika z wcześniejszych części naszej rozmowy – nadal będzie się zmieniało.

Następna istotna kwestia to nieprzywiązywanie się do różnego rodzaju prognoz – w świecie w jakim obecnie funkcjonujemy tradycyjne metody analizowania teraźniejszości i przewidywania przyszłości zawodzą. Zamiast tego wzmocnić trzeba procesy monitorowania własnego rynku i otoczenia. Należy też budować bufory zabezpieczające oraz skupić się na kształtowaniu własnej, pożądanej przez nas rzeczywistości.

Trzeci ważny element to zwracanie uwagi na szanse, jakie mogą się pojawić. Okresy zaburzeń, takie jak ten, przez który przechodzimy obecnie, są z reguły momentami największych szans i największych przetasowań. Wielu graczy w takich uwarunkowaniach nie potrafi się odnaleźć. Dla tych, którzy potrafią, stwarza to unikalne szanse – pojawia się możliwość ekspansji i przejmowania rynku. To czas niekoniecznie sprzyjający „dużym”, lecz tym bardziej – „zwinnym”.

Okresy zaburzeń, takie jak ten, przez który przechodzimy obecnie, są z reguły okresami największych szans i największych przetasowań.

Na co zatem jako Polska możemy mieć szansę?

Trzeba zaznaczyć, że w kontekście obecnej sytuacji mamy całkiem długą listę atutów. Po pierwsze, jest nią geograficzna lokalizacja, która w dobie przechodzenia od just in time do just in case stanie się jeszcze większym aktywem. Istnieje olbrzymi potencjał rozwoju kraju w zakresie różnorakich rozwiązań logistycznych.

Po drugie, mamy w dużym stopniu samowystarczalną gospodarkę, co jest pochodną silnej bazy wytwórczej, zarówno rolnej jak i przemysłowej. W wielu krajach przemysł został wyoutsourcowany, u nas wciąż stanowi ważny filar gospodarki. Co więcej, jest on silnie zdywersyfikowany – nie jesteśmy uzależnieni od jednej branży, lecz mamy szeroką ich paletę.

Po trzecie, nasz przemysł i usługi biznesowe mają bardzo dobrą pozycję wyjściową by rozwinąć skrzydła – w Europie i na świecie rozpoczęła się kolejna faza relokacji, poszukiwanie atrakcyjnych kosztowo lokalizacji, dodatkowo spełniających kryteria geo‑strategiczne. Na Starym Kontynencie uznanie znajduje koncepcja powracania do rodzimej produkcji i część z niej może być umiejscowiona u nas. Równocześnie firmy azjatyckie – z Japonii, Korei Południowej, Tajwanu, itd. – będą poszukiwały lokalizacji dla swoich nowych europejskich zakładów.

Kolejna stojąca przed nami szansa dotyczy możliwości zastępowania w łańcuchu dostaw firm z Rosji i Białorusi, a przejściowo być może również i Ukrainy. Tamtejsi dostawcy do czasu zakończenia konfliktu mogą być de facto wyłączeni z rynku.

Czy posiadamy natomiast pewne atuty niezwiązane z naszą lokalizacją geograficzną oraz stopniem dywersyfikacji naszej gospodarki?

W moim przekonaniu naszą siłę stanowią unikalne w świecie zdolności menedżerskie, wynikające z tego, że w związku z napływem kapitału zagranicznego, polscy menedżerowie mieli okazję pracować w różnych kulturach korporacyjnych. Owa siła wiąże się z umiejętnością wybierania najlepszych elementów z poszczególnych z nich. Jeśli dodać do tego naszą zdolność do improwizacji i adaptacji, to mamy olbrzymi potencjał, który może się sprawdzić w obecnych warunkach.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden dodatkowy element – zdolność do samoorganizowania się obywateli i biznesu. Widać to było zarówno w trakcie pandemii, jak i przy okazji napływu uchodźców. To wszystko przekłada się w szybkim tempie na wzrost kapitału społecznego (zaufania, współpracy), który przez lata był brakującym elementem nowoczesnej gospodarki w Polsce.

Czy tych optymistycznych scenariuszy nie przyblokuje jednak fakt, że jesteśmy dziś krajem przyfrontowym?

Paradoksalnie historia pokazuje, że tego typu kraje mogą wiele zyskać. Gdybyśmy mieli u siebie stałą obecność wojsk amerykańskich, byłoby to bodźcem do rozbudowywania infrastruktury. Byłaby to też okazja do absorpcji technologii, bo zawsze za pozyskiwaniem uzbrojenia pojawia się szansa na zdobycie umów licencyjnych, offsetów itd. Jeżeli mądrze to rozegramy, będziemy mieli szansę na dokonanie kolejnego skoku technologicznego.

Będąc dziś krajem przyfrontowym, mamy szansę na stałą obecność wojsk amerykańskich. Byłaby to też okazja do absorpcji technologii, bo zawsze za pozyskiwaniem uzbrojenia pojawia się szansa na zdobycie umów licencyjnych, offsetów itd. Jeżeli mądrze to rozegramy, będziemy mieli szansę na dokonanie kolejnego skoku technologicznego.

Te szanse, o których Pan mówi trzeba jeszcze umieć wykorzystać.

To prawda. Trudne czasy, to także moment weryfikacji autorytetów i liderów – tych społecznych, politycznych i biznesowych. Ci, którzy nie będą w stanie oderwać się od mechanizmów i paradygmatów z przeszłości, będą w obecnych uwarunkowaniach mieć destrukcyjny charakter i tworzyć chaos. Równocześnie obecna sytuacja to doskonała okazja do tego, by wypłynęli nowi liderzy – ludzie zmiany, którzy będą chcieli wziąć odpowiedzialność za wykuwanie nowej architektury Polski, Europy i świata.

Summa summarum wierzę, że mamy mocne podstawy do tego, by pomimo trudnej sytuacji dokonać kolejnego skoku cywilizacyjnego i wspiąć się po drabinie rozwojowej. Na wojnę jako taką nie mamy wpływu, ale na kształtowanie rzeczywistości u nas, a po części także wokół nas – już zdecydowanie tak.

Skip to content