Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Z perspektywy Europy

Usługi transportowe mają bez wątpienia wpływ na różne sektory gospodarki. Jednym z tych sektorów jest turystyka. To powiązanie wydaje się jednak mocno zaniedbywane przez Trójmiasto.

Turysta, szukając lokalizacji w celu spędzenia urlopu, bierze pod uwagę rozmaite czynniki. Jednym z nich jest z pewnością łatwość przemieszczania się w danym miejscu. Dwa scenariusze są zazwyczaj brane pod uwagę, jeżeli turysta ma na celu nie tylko wypoczynek, ale również zwiedzanie – przemieszczanie się samodzielnie (na przykład za pomocą własnego samochodu) lub korzystanie z transportu publicznego.

Dla potencjalnego turysty przemieszczanie się samochodem stanowi koszmar, na który składają się liczne roboty drogowe (które są oczywiście niezbędne dla osiągnięcia poprawy stanu naszych dróg, ale powodują znaczne utrudnienia w ruchu, i często zaskakujące zmiany organizacji transportu), korki nie tylko w godzinach szczytu i niemożność wydostania się z tej plątaniny, którą stanowi nasze miasto.

Druga opcja do wyboru wcale nie przedstawia się lepiej. Dla turysty, przyzwyczajonego do łatwej w zrozumieniu sieci komunikacji miejskiej, gdańska sieć transportu jest jedną wielką niewiadomą.

Spróbujmy porównać Gdańsk z innym miastem europejskim, na przykład z Brukselą.

W Brukseli turyści mają do dyspozycji trzy proste do zrozumienia linie metra (które oczywiście jest dużym atutem, biorąc pod uwagę niezależność od wszelkich korków lub robót drogowych na powierzchni), linie autobusowe i tramwajowe. Metro jest doskonale połączone z autobusami i tramwajami w taki sposób, aby sieć transportu pokrywała całe miasto, co sprawia, że każde miejsce staje się łatwo dostępne. Cała sieć transportu jest bardzo jasno przedstawiona – mapy Brukseli z zaznaczonymi liniami są rozstawione w całym mieście, a w każdym autobusie, tramwaju lub wagonie metra jest jasno pokazana nie tylko trasa pojazdu, ale również inne linie, z którymi się łączy. Małe i podręczne mapki turystyczne, przedstawiające sieć transportową, są ogólnie dostępne, również na stronie internetowej, na której można też po prostu wpisać punkt wyjścia i miejsce, do którego pragnie się dotrzeć, a program sam znajduje najlepszą trasę, jasno i precyzyjnie opisaną. Ponadto, dużym ułatwieniem dla użytkowników brukselskiej komunikacji miejskiej jest uniwersalny bilet na całą sieć transportową STIB – ten sam bilet jest ważny przez godzinę na metro, autobusy i tramwaje, a liczba przesiadek jest obojętna. Dzięki tym, niby niepozornym, szczegółom przemieszczanie się po Brukseli nie stanowi żadnych trudności.

Do tego dochodzą jeszcze techniczne ułatwienia, jak na przykład tablice elektroniczne w autobusach i wagonach metra pokazujące nazwy przystanków, co pozwala turystom nieznającym trasy, na łatwą orientację i praktycznie niweczy ryzyko przejechania przystanku, na którym mieli wysiąść.

Dużym postępem jest również niedawna inwestycja Brukseli w nowe pojazdy (autobusy i tramwaje), które są nie tylko niskopodłogowe (co jest dużym ułatwieniem zwłaszcza dla osób starszych), ale również wyposażone w na tyle szerokie drzwi, że wejście do pojazdu z wózkiem, walizką lub po prostu dla osób tęższych nie stanowi żadnego problemu.

Nie da się ukryć, że tego wszystkiego brakuje w Gdańsku. Pomijając roboty drogowe, przez które większość linii jest nieczynna lub zmieniona, sama organizacja jest mało satysfakcjonująca. Problemów technicznych jest kilka – nie mamy, niestety, metra stanowiącego ogromne ułatwienie i usprawnienie transportu, do tramwajów, a i do większości autobusów wejście z wózkiem jest niewykonalne i brakuje tablic wyświetlających przystanki, które naprawdę stanowią ogromne ułatwienie dla osób nieznających miasta. W niektórych najnowszych autobusach znajdują się takie tablice, lecz zamiast pokazywać kolejne przystanki, wyświetlają jedynie datę i imiona osób, które w danym dniu obchodzą imieniny, co, trzeba przyznać, jest dosyć absurdalne.

Trzeba wprawdzie przyznać, że linie SKM są dużym walorem Trójmiasta, jeśli chodzi o transport publiczny i mogłyby być całkiem sprawnym zastępstwem metra, gdyby nie kiepski stan techniczny, niepozwalający na rozwinięcie większej prędkości i złe rozwiązanie wejścia i wyjścia z wagonu (schodki są wysokie i wąskie, co sprawia, że wejście lub zejście z nich jest bardzo niebezpieczne i praktycznie niemożliwe dla osób starszych, niepełnosprawnych lub z wózkami). Samo wejście na peron jest też kłopotliwe, bo długich i wysokich schodów nie mogą pokonywać niepełnosprawni i kobiety z wózkami, a dla osób starszych jest to niezwykle męczące i niebezpieczne.

Pomijając te trudności, sama informacja dotycząca funkcjonowania sieci transportu publicznego prawie nie istnieje.

A przecież potrzeba minimalnej inwestycji, aby w każdym autobusie i tramwaju powiesić tabliczkę z jasno przedstawioną trasą, na każdym przystanku powiesić dobrze widoczną tablicę z nazwą przystanku (na niektórych przystankach w Gdańsku nie jest umieszczona żadna nazwa, a turysta może po prostu zgadywać czy już tu musi wysiąść, czy nie!); rozstawić w mieście mapy pomagające odnaleźć się zagubionym turystom, wydrukować małe, proste w zrozumieniu mapki ułatwiające przemieszczanie się lub ulepszyć stronę internetową sprawiając, że stanie się ona szybkim, wygodnym i łatwym w obsłudze narzędziem pomagającym w ominięciu wielu niepotrzebnych trudności.

Małe i podręczne mapki mogą również zachęcić turystów do odkrywania mniej znanych atrakcji i uroków Trójmiasta. Można wziąć przykład z niektórych typowo turystycznych miast w Europie (jak na przykład Rzym) i umieścić na mapkach nie tylko sieć transportową, ale również różne atrakcje turystyczne i informacje, jak i czym tam dojechać. W ten sposób turyści będą mogli zwiedzić każdą z nich bez potrzeby uciążliwego poszukiwania trasy dojazdu.

Tu nie chodzi o inwestowanie wielkich kwot – małym nakładem można bardzo poprawić sytuację sieci transportu publicznego w Gdańsku. Paradoksalne jest organizowanie wydarzeń kulturalnych, promowanie naszego miasta, a jednocześnie zniechęcanie turystów niemożnością poruszania się po nim.

Postarajmy się skorzystać z przykładu Brukseli i wielu innych europejskich miast, w których przemieszczanie się komunikacją miejską nie polega na zgadywaniu i domysłach. Zróbmy tą małą inwestycję i uczyńmy transport miejski bardziej przyjaznym dla użytkowników, w szczególności tych przejezdnych.

Jestem pewna, że wprowadzając te drobne zmiany, zachęcimy turystów do zwiedzania naszego pięknego miasta, a jednocześnie sami ułatwimy sobie życie.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Kilka pomysłów na lifting wizerunku pomorskiego transportu publicznego

Podobno my, mieszkańcy Trójmiasta, możemy uważać się za szczęśliwych, jeżeli wziąć pod uwagę transport publiczny. Mamy do swojej dyspozycji tramwaje, autobusy, trolejbusy, Szybką Kolej Miejską. Dorzućmy do tego jedną z najlepiej rozwiniętych sieci ścieżek rowerowych w Polsce i nie pozostaje nic innego, jak tylko wyruszyć „w miasto”. Skąd więc ciągłe i powszechne narzekania?

Na początek weźmy pod uwagę osoby mieszkające poza Trójmiastem, które jednak muszą do niego dojeżdżać. Pokonują one codziennie dziesiątki, a nawet setki kilometrów, by dotrzeć do szkoły lub pracy. System trójmiejskiej komunikacji im tego nie ułatwia – być może dlatego, że nie istnieje. Kilka rodzajów biletów na różne środki transportu, to tylko jeden z problemów (na który antidotum ma być słynny wspólny bilet). Większe trudności stwarzają niezsynchronizowane ze sobą rozkłady jazdy poszczególnych środków komunikacji, co powoduje wydłużanie dojazdu o co najmniej kilkanaście minut i ogólnospołeczną frustrację (użytkownicy autobusów, tramwajów i kolejek zapewne wiedzą, co mam na myśli). Brak synchronizacji rozkładów nie jest problemem tylko pomorskim. Głosy sprzeciwu wobec funkcjonowania transportu publicznego w Lublinie stały się ostatnimi czasy tak wyraźne, że tamtejsze Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne poprosiło pasażerów o ułożenie nowych rozkładów jazdy. Naturalnie, rozwiązanie to nie uszczęśliwi każdego Lublinianina, gdyż każdy będzie podejmował decyzje zgodnie ze swoimi potrzebami. Mimo to, ten rodzaj konsultacji społecznych pozwoli zidentyfikować największe problemy w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej je – bo kto zna je lepiej niż tzw. commuter?

Co zrobić, by poprawić funkcjonowanie i wizerunek transportu publicznego na Pomorzu?

Krok pierwszy: dialog

Pierwszy krok – w postaci wspólnego biletu – został już wykonany. Pojawiają się co prawda głosy, że z racji wysokiej ceny nie spełni on przeznaczonej mu funkcji. Może zatem czas na krok następny, czyli wzorowane na Lublinie konsultacje z pasażerami? Pomorzanie, co prawda, zostali „przepytani” na okoliczność potrzeby wprowadzenia wspólnego biletu i niemal jednogłośnie potwierdzili, że jest on potrzebny. Szkoda tylko, że nikt nie zapytał, w jaki sposób powinien on funkcjonować ani na jakie ramy cenowe jego potencjalni użytkownicy gotowi są przystać. Przeprowadzenie ankiety zawierającej podobne pytania oraz prośbę o wskazanie największych trudności w systemie komunikacji publicznej odniosłoby podwójny sukces. Z jednej strony sprawniejszy transport w regionie, z drugiej – bardziej zadowoleni użytkownicy tego transportu: nie tylko dlatego, że nie marnują czasu w oczekiwaniu na kolejny autobus czy tramwaj, ale również ze względu na to, że ich pomysły i opinie zostały wzięte pod uwagę.

Krok drugi: wielofunkcjonalność

Zwykły bilet na tramwaj czy autobus nie musi pełnić tylko jednej funkcji. W Sztokholmie tzw. bilet metropolitalny – Stockholm Card – oprócz umożliwienia podróży każdym środkiem transportu miejskiego, jest biletem wstępu do niektórych muzeów i galerii, co rekompensuje jego relatywnie wysoką cenę. Tego typu „wielozakresowe” działania podjęły władze Szybkiej Kolei Miejskiej: posiadacze biletów okresowych SKM cieszą się m.in. zniżkami w kinie „Żak” oraz w niektórych klubach Trójmiasta. Rozwiązania tego typu zarówno promują transport publiczny, jak i zachęcają do udziału w życiu kulturalnym metropolii, co uważam za działanie potrzebne i konieczne.

Krok trzeci: e-usługi

Korzystajmy z odkryć techniki! Strona gdańskiego Zakładu Transportu Miejskiego, łącznie z angielską i niemiecką wersją, działa bez zarzutu. Dlaczego nie pójść dalej? Kupno biletów okresowych on-line wydaje mi się koniecznością. Położyłoby to kres długim kolejkom, pojawiającym się w punktach sprzedaży biletów na początku każdego miesiąca. Ponadto, metropolia stałaby się automatycznie bardziej przyjazna turystom. Kolejnym pomysłem, relatywnie łatwym do wprowadzenia, jest otrzymywanie rozkładu jazdy sms-em. Niesie to za sobą, ponownie, podwójne korzyści: ułatwienia dla pasażerów oraz nowe źródło zysku dla transportu publicznego.

Krok czwarty: turyści

Manchester, Edynburg, Londyn, Monachium, Praga – zwiedzanie każdego z tych miast zaczynałam od specjalnego autobusu, który obwozi turystów po najważniejszych, najbardziej interesujących miejscach. W Manchesterze kursuje kilka linii takich autobusów; jedna jeździ trasą zabytków, inna podwozi turystów do centrów handlowych. Każdy może więc wybrać to, na co ma ochotę. Dlaczego nie zaadaptować tego pomysłu w Trójmieście?

Londyńskie double-decker’y są symbolem miasta znanym na całym świecie; gadżety z motywem autobusu znajdziemy w każdym sklepie z pamiątkami. Czy Pomorze może pochwalić się taką wizytówką? Nie. Może jednak spróbować ją stworzyć. Dobrym pomysłem jest tramwaj wodny, płynący na Półwysep Helski. W obrębie Trójmiasta proponuję zabytkowy tabor kolejki, w Gdańsku – wykorzystywany już wcześniej zabytkowy tramwaj.

Powyższe słowa są spostrzeżeniami laika w dziedzinie transportu. Jednakże jako rutynowy użytkownik trójmiejskiej komunikacji, dostrzegam jej słabe punkty; widzę też możliwości zmian. Nie mówię tu o oczywistych i koniecznych, lecz pociągających za sobą ogromne koszty, zmianach w infrastrukturze, wymianie i renowacji składów czy wagonów, remoncie dróg. Mówię o propozycjach, które nie wymagają dużych nakładów finansowych, a jednak mogą zaprocentować poprzez: poprawę wizerunku transportu publicznego w oczach Pomorzan, nawiązanie dialogu pomiędzy podejmującymi decyzje i tymi, których owe decyzje dotyczą, a także zwiększenie liczby zadowolonych pasażerów, co, jak sądzę, powinno być dla zarządzających transportem publicznym najwyższym celem.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Nie ma nieatrakcyjnych linii

Z Marianem Koteckim, właścicielem przedsiębiorstwa Przewozy Autobusowe Gryf, rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Dlaczego udział firm prywatnych w przewozach komunalnych w naszych miastach jest tak mały? Nawet Gdynia, która przez lata była pewnym wzorcem, uwolniła tylko 25% rynku.

Na to pytanie nie ja powinienem odpowiadać, tylko władze miast. Od ich decyzji zależy, jaki procent rynku będzie wystawiany na przetargi, a linie będą obsługiwane przez firmy, które zaoferują najlepsze warunki.

Niewiele polskich miast otwiera choćby część rynku przewozów komunalnych na prywatnych przewoźników.

W Gdyni to ponad 20%, w innych polskich miastach udział ten nie przekracza 10%. Trzeba jednak pamiętać, że w przetargach ogłaszanych przez gdyński ZKM mogą też startować spółki komunalne, i one również wygrywają rywalizację. Moje przedsiębiorstwo ma około 8% udziału w rynku.

Czy postawa samorządów jest wynikiem strachu przed liberalizacją rynku, związkami zawodowymi, czy też może prywatni przewoźnicy nie są jeszcze w stanie udźwignąć tak dużego wyzwania? Może tabor, którym dysponujecie, odbiega od oczekiwań?

W Gdyni jakość autobusów jest na bardzo wysokim poziomie. Praktycznie nie ma innych autobusów niż niskopodłogowe. Nie znam innego miasta w Polsce, w którym wszystkie kursujące autobusy są niskopodłogowe. W gdyńskich przetargach określa się, jakie autobusy mają obsługiwać daną linię, czy nowe, czy używane, czy z klimatyzacją. Na szczęście dzisiaj to już nie jest wielki kłopot, nawet dla prywatnego przewoźnika, kupić 20-30 nowych autobusów. Musi tylko mieć dla nich zajęcie. Dobrym przykładem jest Warszawa, tam firma ITS Michalczewski wygrała przetarg, w którym wymagano około 50 nowych autobusów. Trzeba jednak pamiętać, że w stolicy zapotrzebowanie jest olbrzymie. Kiedyś tamtejszy Zakład Komunikacji Miejskiej posiadał 1600 autobusów. W Gdańsku jeździ ponad 200.

No i Gdańsk dopiero kształtuje rynek przewozów pasażerskich. Od niedawna niezależni przewoźnicy jeżdżą oficjalnie, tak samo jak od niedawna są organizowane przetargi na obsługę niektórych linii.

Rzeczywiście, dopiero 1,5% przewozów zostało wystawionych na przetargi. I oczywiście przewoźnik komunalny też może w nich startować i wygrywać.

Pańska firma przewozi pasażerów nie tylko w Gdańsku czy Gdyni, ale również na liniach regionalnych, konkurując z PKS.

Linie lokalne czy też regionalne pozbawione są samorządowych dotacji. Żyjemy ze sprzedaży biletów miesięcznych i jednorazowych. Ewentualnie można liczyć na refundacje za bilety ulgowe z Urzędu Marszałkowskiego. To mniej więcej 30% naszej działalności.

Czyli wolny rynek?

Rzeczywiście, każdy, kto ma jakiś tabor, może wystąpić o zezwolenie na daną linię. I oczywiście trzeba spełniać określone kryteria, by bezpiecznie wozić ludzi.

Firma prywatna, komercyjna, nastawiona jest na zysk i tym samym obsługuje trasy cieszące się dużym zainteresowaniem. Dlaczego w takim razie autobusy „Gryfa” jeżdżą do niewielkich miejscowości, gdzie od dawna nikt nie widział innych autobusów?

Nie ma linii, które nie są atrakcyjne. Poszczególne kursy na danej linii mogą być deficytowe. Jednak z innych powodów, choćby społecznych czy też troski o pasażera, trzeba je obsługiwać. Jeżeli ktoś jedzie na 14 do pracy, to wraca późnym wieczorem i trzeba go przywieźć do domu. Jak mu tego nie zapewnię, to w jedną stronę moimi autobusami nie pojedzie. Obsługujemy też kursy niedzielne. Czasami samorządy bardzo naciskają, by uruchomić jakieś połączenie i staramy się to pogodzić z ekonomią.

A lista samorządowych oczekiwań jest długa?

Staramy się to weryfikować. Robimy badania marketingowe, badania popytu i widzimy, czy to ma sens. Samorządowcy zwykle to rozumieją, ale są też pod naciskiem radnych, sołtysów. Przyznam, że trudno to pogodzić bez jakiegoś dofinansowania. Gdyby starosta miał pieniądze na wsparcie deficytowych, ale ważnych połączeń, jak to ma miejsce w krajach Europy Zachodniej, to by ogłosił przetarg i problem byłby rozwiązany.

Wreszcie się doczekaliśmy komunikacyjnego porozumienia kilkunastu miast i gmin. Uporządkuje to rynek?

Mam taką nadzieję, są tam ludzie znający się na komunikacji. Profesor Olgierd Wyszomirski czy doktor Hubert Kołodziejski są świetnymi fachowcami i jeżeli będą mieli wolną rękę, to ten mechanizm będzie dobrze działał. Trójmiasto dużo traciło, że wcześniej nie było wspólnej komunikacji, teraz będzie lepiej.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Niezależni przewoźnicy tańsi niż PKP

Z Tomaszem Moraczewskim , naczelnikiem Wydziału Transportu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego, rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Czy tylko cena zadecydowała, że pasażerów na liniach obsługiwanych przez lokomotywy spalinowe będzie woziła w waszym województwie firma PCC Rail/Arriva?

Cena była decydującym argumentem wyboru oferenta. Oczywiście braliśmy też pod uwagę inne kryteria, na przykład współczynnik punktualności, ale cena była najważniejsza. PKP Przewozy Regionalne domagało się ponad 18 złotych do tzw. pociągokilometra, konsorcjum PCC Rail/Arriva zaproponowało cenę niespełna 13 złotych.

Czy różnica w cenie nie jest zbyt duża i później nie okaże się, że trzeba będzie sporządzić aneks do umowy?

Nie, bo już wcześniej niezależni eksperci oceniali, że koszty PKP Przewozy Regionalne są wyższe od kosztów rynkowych o 30-40%. Czyli oferta drugiego uczestnika przetargu to potwierdziła.

Dotychczasowy monopolista zawyża koszty, czy też jest przyzwyczajony do dyktowania warunków?

Moim zdaniem to nie jest zawyżanie kosztów. One w tym przedsiębiorstwie po prostu są tak duże. PKP Przewozy Regionalne wymaga reformy, zmniejszenia zatrudnienia, uporządkowania wielu spraw.

Jak zostaną wykorzystane zaoszczędzone pieniądze?

Konkurencja spowodowała, że wydamy około dziewięciu milionów złotych mniej rocznie i dzięki temu udało nam się zmieścić w budżecie. Owocem tej oszczędności będzie uruchamianie zawieszonych wcześniej połączeń. Pierwszym, które zostanie przywrócone na początku 2008 roku, jest połączenie Bydgoszcz – Unisław – Chełmża.

Niezależni przewoźnicy mają problemy z taborem. Nawet zagraniczne konsorcja dysponujące lokomotywami oraz wagonami w swoich krajach długo czekają na polskie atesty.

Znamy sytuację na rynku i wiedzieliśmy, że niezależni przewoźnicy nie posiadają własnego taboru. Urząd Marszałkowski jest właścicielem 13 szynobusów, które zostały oddane do dyspozycji zwycięzcy przetargu.

A jaka część pasażerów w województwie przewożona jest liniami spalinowymi, bo właśnie tych połączeń dotyczył rozstrzygnięty przetarg?

Około 30%. Podobnie jak województwo pomorskie, mamy rozbudowaną sieć połączeń niezelektryfikowanych. Dla odmiany linie zelektryfikowane, gdzie powinno być wielu pasażerów, są w tak złym stanie, że niewielu podróżnych chce z nich korzystać. Doskonałym przykładem jest połączenie Torunia z Bydgoszczą.

Czy samorząd województwa kujawsko-pomorskiego będzie w przyszłości przejmował całe linie?

Wysłaliśmy do PKP Polskie Linie Kolejowe oraz PKP Nieruchomości pisma z prośbą, by te dwie spółki Grupy PKP zinwentaryzowały majątek, który mają. Od PLK już dostaliśmy taki wykaz. Czy będziemy to przejmować? To bardzo trudne pytanie. Musimy przeprowadzić dokładne analizy. Przecież ktoś później musi tymi liniami zarządzać. Dzisiaj jedyną firmą, która potrafi to robić, są Polskie Linie Kolejowe. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Urzędowi Marszałkowskiemu takie linie są potrzebne? Moim zdaniem raczej powinno się wspierać gminy, które będą chciały przejmować poszczególne odcinki na linie turystyczne. Natomiast jeżeli linie są do likwidacji i rzeczywiście nie ma sensu utrzymywać na nich ruchu, to działki należy przekazać w całości samorządom i zbudować tam ścieżki rowerowe. Gdyby się w przyszłości okazało, że jednak połączenie kolejowe jest tam potrzebne, wówczas łatwo będzie można je odtworzyć. Nie oszukujmy się, nasza sieć kolejowa w znacznej części pochodzi z XIX i początku XX wieku, a od tamtego czasu bardzo mocno rozwinął się transport samochodowy.

Czy przewoźnik, który będzie woził pasażerów w kujawsko-pomorskim, będzie też obsługiwać południowe krańce województwa pomorskiego?

Istnieje taka szansa, bo rozmawiamy już na ten temat. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem naszego nowego przewoźnika na linię Malbork – Grudziądz oraz Kościerzyna – Wierzchucin – Bydgoszcz.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Bytów – Lipusz: przejmiemy tę linię

Z Leszkiem Waszkiewiczem, zastępcą burmistrza Bytowa, rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Wystarczy zadeklarować, że jakaś gmina chce, by PKP przekazało nieużywaną linię kolejową, i życzenie zostanie spełnione?

Takie proste to nie jest. Nasze starania trwały siedem lat. Od ponad dziesięciu lat pociągi pasażerskie na linii Lipusz – Bytów nie kursują, od czerwca tego roku również wstrzymane zostały pociągi towarowe. PKP uzasadniało taką decyzję złym stanem torów.

Czyli zdaniem kolejarzy nie opłacał się remont. Po co brać taki ciężar?

W Bytowie i w najbliższej okolicy rozwija się przemysł. Wiele firm przewozi towary, sprowadza produkty albo surowce właśnie koleją. Są to zakłady produkujące beton komórkowy, mamy też dużą bazę paliw i gazu. Gdyby miały one przewieźć to wszystko samochodami ciężarowymi, to drogi do naszego miasta wyglądałyby po krótkim czasie jak ser szwajcarski.

Czy przewozy pasażerskie również braliście pod uwagę?

Najważniejsze jest zachowanie ciągłości transportu towarów. Po modernizacji linii oczywiście pomyślimy o przewożeniu ludzi. Gdybyśmy dzisiaj wprowadzili ruch osobowy, to chyba nie byłoby chętnych. Przy tym stanie torowiska przejazd do Lipusza trwałby ponad godzinę. Kłopot polega również na tym, że PKP przekazuje nam tylko to, co uważa za niezbędne do obsługi ruchu kolejowego. Dworzec zdaniem Zakładu Nieruchomości PKP nie jest niezbędny. Od 1 lipca jesteśmy już użytkownikami, dostaliśmy w zarządzanie tę linię. Przystąpiliśmy do podziałów geodezyjnych i wyodrębnimy z dużych działek tylko to, co jest rzeczywiście związane z ruchem kolejowym. Mam nadzieję, że pod koniec roku dokonamy przejęcia linii i stanie się ona własnością gminy Bytów.

A co z remontami? W końcu zły stan torowiska był powodem zawieszenia połączeń.

Na części tej trasy pociągi jeżdżą, ale po przeprowadzeniu najbardziej niezbędnych napraw od września wznowimy ruch na całym odcinku. Oczywiście prędkości będą niewielkie i dlatego trzeba przeprowadzić poważniejszy remont. Koszt jednego kilometra szacujemy na milion złotych. Więc na doprowadzenie całej linii Lipusz – Bytów do przyzwoitego stanu trzeba 25-30 mln złotych. Te pieniądze chcemy zdobyć z Regionalnego Programu Operacyjnego.

Czy Bytów ma wsparcie sąsiednich gmin, powiatu?

Niestety, jesteśmy osamotnieni. Na trasie tej linii są dwie małe gminy: Lipusz oraz Studzienice i nie są one w stanie dołożyć do remontów. Mamy natomiast zapewnienie firm, które będą korzystały z tego połączenia, że pomogą.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Kolej metropolitalna

Z dr Marcinem Wołkiem z Katedry Rynku Transportowego Uniwersytetu Gdańskiego, rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Kiedy słyszę o kolei metropolitalnej, to zastanawiam się, czy ma ona stanowić wyłącznie środek transportu wewnątrz Trójmiasta, czy również komunikacji z regionem?

Jedno i drugie, a do tego powinna stanowić jeszcze połączenie centrów Gdańska i Gdyni z portem lotniczym. Jeżeli chcemy być metropolią, to takie połączenie musi być standardem. Mamy więc zespolenie trzech elementów w jednej inwestycji: ruch wewnątrzmiejski, a szczególnie skomunikowanie dzielnic tzw. „górnego tarasu” z centrami Gdańska i Gdyni, odbudowanie zerwanego podczas wojny kolejowego połączenia Gdańska z Kaszubami i moim zdaniem jest to najważniejsza część projektu, wreszcie pociągiem dojedziemy do portu lotniczego dużo szybciej niż autobusem czy samochodem.

W Niemczech, Francji, Hiszpanii linie kolejowe przeżywają renesans i to zarówno te szybkie, jak TGV czy ICE, ale też właśnie aglomeracyjne. Przy wielu zaletach kolej ma jednak jeden duży mankament, czyli poważny koszt inwestycji. Czy to nie zniechęci naszych samorządów?

Rzeczywiście, inwestycje infrastrukturalne w transporcie są bardzo kosztowne, jednak jest to krwioobieg gospodarki, podstawa jej funkcjonowania. Trudno sobie wyobrazić rozwijającą się gospodarkę bez dobrego systemu transportowego. Doskonale wiedzą o tym Szwedzi, Holendrzy, Niemcy czy Francuzi i pomimo wielkich kosztów cały czas inwestują w rozwój transportu, także kolejowego. Oczywiście dotyczy to nie tylko połączeń kolejowych dużych prędkości, z powodu których najczęściej się teraz mówi o rewitalizacji pasażerskich przewozów kolejowych. Przypomnę tylko, że uruchomienie TGV na linii Paryż – Lyon poważnie zmniejszyło ruch lotniczy na tej trasie. Również transport aglomeracyjny ma się coraz lepiej. W Polsce, według najnowszych prognoz, ma on doskonałe perspektywy rozwoju. Najlepiej rozwiniętym systemem kolei aglomeracyjnych w Polsce jest nasza Szybka Kolej Miejska, która przewozi ponad 14% wszystkich pasażerów jeżdżących koleją w Polsce.

Jedną z trzech najważniejszych cech tej kolei metropolitalnej jest połączenie z portem lotniczym. Czy jednak lotnisko w Rębiechowie rozwinie się tak bardzo, że będzie potrzeba dociągnięcia tam linii?

Można odwrócić pytanie i zastanowić się czy kiedy doprowadzimy tam linię kolejową, to atrakcyjność portu lotniczego nie wzrośnie? Odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Perspektywy dla portu lotniczego imienia Lecha Wałęsy są bardzo korzystne. Przy okazji mamy niedaleko kolejne lotnisko Gdynia-Kosakowo, będące własnością Marynarki Wojennej, ale w planach przewiduje się tam wprowadzenie też funkcji cywilnych. Możemy zatem mieć metropolię z dwoma lotniskami, mam nadzieję, że wspólnie zarządzanymi, połączonymi wspólnym systemem transportowym. I kiedy w rozkładzie jazdy podróżny zobaczy, że przejazd trwa dwadzieścia minut, to będzie wiedział, że podróż na lotnisko zajmie właśnie tyle czasu. Kiedy pod koniec ubiegłego roku robiliśmy badania, okazało się, że największą niedogodnością dla korzystających z portu lotniczego był brak możliwości określenia dokładnego czasu dojazdu, a w przypadku zakorkowanej ulicy samolot nie zaczeka.

Przyglądając się mapce z wyrysowaną trasą przyszłej kolei metropolitalnej, mam wrażenie, że pokrywa się ona z liniami stworzonymi wiek temu. Część tych połączeń została zniszczona w czasie II wojny światowej i nie została już odbudowana.

To prawda, ówczesna sieć kolejowa łącząca Gdańsk z zapleczem była, jak na tamtejsze możliwości, bardzo zaawansowanym projektem inżynierskim. Dzisiaj zaletą przy planach odbudowy jest to, że roboty ziemne zostały częściowo wykonane. Mamy nasyp, na którym bawił się niemal każdy mieszkaniec Wrzeszcza czy Niedźwiednika, a na słynnych murkach terminował każdy początkujący wspinacz. Wielką zaletą tego projektu jest właśnie to, że poruszamy się po istniejącym śladzie linii kolejowej, a od podstaw musimy zbudować tylko pewne fragmenty. Następnie wchodzimy na istniejącą infrastrukturę kolejową, myślę o tzw. bocznicy Petrolotu, wiodącej od lotniska do stacji Gdańsk-Osowa. Dalej poruszamy się linią Kościerzyna – Gdynia.

Pójście wytyczoną linią niesie oczywiście wiele ułatwień, ale trzeba odbudować między innymi kilka mostów. To spory wydatek.

Obiekty inżynieryjne zawsze podrażają koszt budowy. Dzisiaj, gdy ceny stali i wykonawstwa poszły mocno w górę, jest to szczególnie dotkliwy wydatek. Jednak i tak najważniejsze na tym etapie jest przejście od koncepcji pasjonackiej do konkretnego projektu. Policzyliśmy koszty, określiliśmy warianty i wskazaliśmy najlepsze rozwiązania. Ma to ogromne znaczenie, bo chyba jest to już ostatni dzwonek. Weszliśmy w okres programowania unijnego 2007-2013, w którym mamy do dyspozycji naprawdę spore pieniądze do wykorzystania. Można się też spodziewać, że następny okres, po roku 2013, już tak obfity w te środki nie będzie. Dlatego jest to najlepszy moment, by zabrać się za tego typu inwestycje i umożliwić na przykład podróż mieszkańcom Kartuz do centrum Gdańska w czterdzieści minut.

Tyle, że na program Infrastruktura i Środowisko w Funduszu Spójności liczą niemal wszyscy i zdaje się, że wniosków będzie dużo więcej niż pieniędzy.

Ten program jest przepełniony projektami – są tam największe projekty drogowe, kolejowe i dla metropolii. Spodziewam się, że część pomysłów może stracić swoją szansę z powodu wzrostu kosztów materiałów i wykonania, o czym wspominałem. Naszą szansą i wsparciem jest perspektywa Euro 2012.

Wątpliwości jest jednak więcej. Nie wszystkie samorządy są w pełni przekonane do tego pomysłu.

Wydaje mi się, że wszystkie samorządy już zostały przekonane. Jeśli chodzi o Gdańsk, to ze zrozumiałych względów jego priorytety koncentrowały się na komunikacji tramwajowej. W przygotowaniu jest trzeci etap gdańskiego projektu komunikacji miejskiej. Może on stanowić przełom w systemie transportowym stolicy województwa. Na to nakłada się pewien projekt, który częściowo jest miejski, a częściowo regionalny. Trzeba było uzgodnić pewne rozwiązania i chyba jest już zgoda co do tego, że ta inwestycja jest potrzebna. Podkreślam, potrzebna nie tylko Gdańskowi, ale całej metropolii i regionowi.

Najczęściej pojawiały się pytania dotyczące kosztów utrzymania.

One padają nie tylko z ust prezydentów czy urzędników jednego lub drugiego miasta. Takie pytanie każdy samorządowiec musi zadać, gdy projektuje się nowe inwestycje. Jest odpowiedzialny za budżet, za publiczne pieniądze. Zakładamy, że właścicielem będzie przedsiębiorstwo PKP Polskie Linie Kolejowe, które zarządza infrastrukturą kolejową w znakomitej większości kraju. Firma, która ma odpowiednich ludzi, potencjał, wiedzę i doświadczenie, by taką linię wybudować oraz eksploatować. Projekt może być w dużej części finansowany ze środków europejskich. Wkład własny zapewnią partnerzy samorządowi i właśnie kolejowi. Natomiast utrzymanie spadnie na zarządcę, czyli tą firmę, która udostępniałaby kolejową infrastrukturę przewoźnikom według corocznie określanego cennika.

Na ile oszacowaliście koszty wariantu Trójmiejskiego oraz wariantu regionalnego?

Według naszej koncepcji przebiegać ma tylko jeden wariant – regionalny. Różnice dotyczą strony technicznej, czy linia ma być zelektryfikowana, w jaki sposób włączyć ją w istniejącą infrastrukturę kolejową. Rozpiętość jest znaczna: od ok. 315 do 640 milionów złotych. Warianty, które rekomendowaliśmy PKP PLK, zostały oszacowane w przedziale od 400 do 515 milionów złotych.

Kiedy ruszy pierwszy pociąg na tej trasie?

Wciąż jestem optymistą i liczę, że kolej metropolitalna będzie gotowa przed pierwszym meczem Euro 2012.

Skip to content