Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Rewolucja technologiczna potrzebuje wartości (cz. II)

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Czy w obliczu współczesnej rewolucji technologicznej, oprócz problemów czysto technologicznych, przed ludźmi może się też nawarstwić cała masa dylematów natury etycznej, filozoficznej, społecznej?

Oczywiście. Coraz więcej pracy będą mieli eksperci z dziedziny nauk społecznych: filozofowie, socjologowie, psychologowie – osoby, które pomogą nam się uporać z zachodzącymi zmianami oraz ich konsekwencjami. Zmiana jest dziś tak dynamiczna, że cały czas nie potrafimy jej w dobry sposób „ogarnąć” – nadal jesteśmy przyzwyczajeni do transformacji, które trwały dziesięciolecia, a nie miesiące czy tygodnie. Potrzebujemy kogoś, kto pomoże poruszać się nam w tym świecie.

Zmiany technologiczne są dziś tak dynamiczne, że cały czas nie potrafimy ich w dobry sposób „ogarnąć” – nadal jesteśmy przyzwyczajeni do transformacji, które trwały dziesięciolecia, a nie miesiące czy tygodnie. Potrzebujemy kogoś, kto pomoże poruszać się nam w tym świecie.

Aż nasuwa się pytanie, czy w takim razie rozwój technologiczny jest wartością samą w sobie, czymś absolutnie pozytywnym? Czy może lepiej byłoby go – jak proponuje chociażby prof. Andrzej Zybertowicz – trochę wstrzymać, tak by nas nie przerósł, byśmy mieli szansę na jego lepszą adaptację?

Zgadzam się, że tak szybki rozwój niesie za sobą wiele niebezpieczeństw, wiele dziedzin życia społeczno­‑ekonomicznego po prostu za nim nie nadąża. Myślę, że takie spowolnienie nie byłoby złym pomysłem, problem tylko w tym, że jest już na nie za późno. Można powiedzieć, ze współczesne tempo rozwoju technologicznego wymknęło się już nam spod kontroli, jest już nie do okiełznania. Przyhamowanie rozwoju i ekspansji nowoczesnych technologii było możliwe na początku procesu ich dynamicznego wzrostu, dziś jednak każda próba ich przystopowania będzie odbierana jako zamach na wolność.

Wystarczy, że spojrzymy na przebijającą się dyskusję dotyczącą łatwości dostępu treści dla dorosłych – gier, książek, treści typowo dla dorosłych. Stanowi to duży problem w kontekście np. wychowywania dzieci. Kiedyś dziecko musiało bardzo się wysilić, żeby dotrzeć do takich materiałów, a teraz jest to banalnie proste. Mimo że problem ten dotyczy sprawy kluczowej – czyli bezpieczeństwa naszych dzieci – mamy problem: nie wiemy, w którym miejscu możemy sobie powiedzieć: „hola, hola, trzeba coś z tym zrobić”. Każda taka ingerencja będzie się bowiem wiązała z ograniczeniem swobody, którą dysponowaliśmy do tej pory.

Nie wierzy Pan np. w ogólnopolski czy ogólnoeuropejski społeczny i polityczny konsensus, w którym zgadzamy się, że na pierwszym miejscu powinno być dobro naszych dzieci?

Obawiam się, że to nie jest sprawa dla polityków – to sprawa wartości. Żeby móc wspólnie stawić czoła wyzwaniom i zagrożeniom, jakie niosą za sobą nowe technologie, musimy oprzeć się na wartościach, nie ma innej drogi.

Byłem jakiś czas temu świadkiem dyskusji dotyczącej dużych zmian politycznych zachodzących w ostatnich 30‑40 latach. Mieliśmy chociażby słynną Arabską Wiosnę, gdy Syryjczycy, Libijczycy czy Egipcjanie obalali władze, walcząc o poprawę warunków bytowych, o przestrzeganie praw człowieka czy sprzeciwiając się korupcji. W mediach na całym świecie przedstawiano to jako rewolucję możliwą dzięki internetowi – ludzie zbierali się i organizowali na Facebooku czy Twitterze, w tym tkwiła ich siła. Problem jednak w tym, że choć władzę było stosunkowo łatwo obalić, to bardzo trudne było utrzymanie zmiany. Nie było bowiem tego, co w latach 80. w Polsce – gdzie u podstaw społecznego buntu, oprócz elementów związanych z domaganiem się wolności i poprawy sytuacji ekonomicznej, leżał cały zestaw wartości utrwalających zachodzącą zmianę. Za tym zestawem stała praca wielu polskich liderów, społeczników, duchownych, filozofów, politologów.

W Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie tego zabrakło – tam wykorzystano po prostu możliwość łatwego „skrzyknięcia się”. Technologia pomogła obalić władze i zmienić rząd, ale czy pomogła zmienić życie na lepsze? To już kwestia dyskusyjna. W sytuacji rewolucji technologicznej do głosu muszą dojść nauki społeczne, przed nimi ogromna praca do wykonania. Cały dyskurs technologiczny nie może się opierać tylko na kwestiach technicznych czy biznesowych – nabierzmy pokory i porozmawiajmy o wartościach.

Żeby móc wspólnie stawić czoła wyzwaniom i zagrożeniom, jakie niosą za sobą nowe technologie, musimy oprzeć się na wartościach – cały dyskurs technologiczny nie może się opierać tylko na kwestiach technicznych czy biznesowych.

Często jednak słyszymy, że dziś każdy powinien być inżynierem lub programistą, a psychologowie, czy w szczególności socjologowie są teraz passé…

Jeśli sprowadzamy świat do zero­‑jedynkowego systemu, którego celem jest tylko i wyłącznie produkcja i rozprzestrzenianie nowych zdobyczy techniki – wówczas faktycznie nie ma co kształcić specjalistów w tych dziedzinach, bo pracy będzie dla nich bardzo mało i nie będzie ona doceniana. Jeśli jednak zależy nam na tym, by zastanowić się, co z tymi zdobyczami zrobić, nauki społeczne są w tym kontekście nie tylko bardzo wartościowe, ale wręcz niezastąpione. Przecież nasza – ludzka – wartość nie opiera się przede wszystkim na tym, że jesteśmy zdolni tworzyć wynalazki.

Mówiąc o wartościach nie uciekniemy od kwestii edukacji – może to przede wszystkim ona powinna przygotować przyszłe pokolenia do życia w erze technologicznej?

Teoretycznie tak. Tymczasem dzisiejszy model edukacji nadal działa na bazie XVIII-wiecznego systemu pruskiego, którego celem było dostarczenie średnich rangą oficerów oraz średnich rangą urzędników. W tamtym okresie cel ten – prosty i łatwo mierzalny – sprawdził się. Czy jednak jest on aktualny teraz?

Moim zdaniem nie – model ten runął w momencie spopularyzowania masowych środków porozumiewania się na odległość, w świecie coraz szybszej redystrybucji wiedzy i dokonań technologicznych. Każdy z nas ma smartfona – gdy potrzebujemy jakiejś informacji, nie jedziemy do biblioteki, lecz w kilka sekund wyszukujemy ją w naszym telefonie. Oczywiście – możemy dyskutować, jaka jest jakość i wartość tej informacji, ale zostawmy to na razie na boku. Jaki zatem sens edukować dzieci w tradycyjny sposób, ucząc ich tych samych rzeczy, które maszyny zrobią od nas 10 razy szybciej i 10 razy lepiej?

Każdy z nas ma smartfona – gdy potrzebujemy jakiejś informacji, nie jedziemy do biblioteki, lecz w kilka sekund wyszukujemy ją w naszym telefonie. Jaki zatem sens edukować dzieci w tradycyjny sposób, ucząc ich tych samych rzeczy, które maszyny zrobią od nas 10 razy szybciej i 10 razy lepiej?

Po co zatem nam dziś szkoła?

Wróćmy na chwilę do tego, jak powstawały pierwsze szkoły, pierwsze sposoby przekazywania wiedzy. Na czym polegały szkoły w starożytnej Grecji? Ludzie skupiali się wokół osób, które chciały ich nauczać, jak postrzegać świat. Wierzę, że na tym samym powinna polegać współczesna szkoła: powinna pozwolić nam odnaleźć się w otaczającym nas świecie, zrozumieć go, nauczyć nas funkcjonować w nim. Owszem – niektórą wiedzę trzeba „wykuć” na pamięć, ale to zdecydowana mniejszość.

W jakie zatem kompetencje szkoła powinna „uzbrajać” uczniów w dobie rewolucji technologicznej?

Skupiłbym się na dwóch podstawowych. Pierwszą z nich jest umiejętność łączenia wiedzy z różnych dziedzin. Polskie szkoły cały czas edukują w podejściu „silosowym”, ucząc oddzielnie historii, matematyki, języka polskiego, geografii. A spójrzmy tylko, że we współczesnym świecie – i to gigantyczna zmiana względem wcześniejszych lat – firmy, które specjalizują się tylko w jednej kompetencji giną. Biznes żyje dziś z „miksu naukowego” – każda wprowadzana usługa czy produkt są owocem pracy międzydziedzinowej. Świat po prostu taki jest – on nie składa się z odrębnych elementów, a otacza nas całościowo.

Odejdźmy od podejścia „silosowego” w edukacji – świat nie składa się przecież z odrębnych elementów, a otacza nas całościowo.

W taki też sposób można podejść do edukacji – jeśli rozmawiamy o nurcie literackim, to mówmy też o tym, gdzie on powstał, jakie miał uwarunkowania społeczne. Jeśli analizujemy procesy historyczne, analizujmy w jaki sposób wpływała na nie ówczesna sytuacja geopolityczna. Te wszystkie rzeczy się zazębiają i powodują, że słuchamy pewnych opowieści o życiu. Zamiast przekazywać dzieciom ciekawe historie, które realnie je zainteresują, skupiamy się na silosach, w których przez 45 minut mówimy tylko o historii, a przez kolejnych 45 minut tylko o geografii. Są już na świecie nurty pedagogiczne, które próbują „przełamać” to podejście – np. nauczyciele z różnych przedmiotów występują wspólnie i przedstawiają dany wątek z kilku różnych perspektyw.

Na czym natomiast polega druga kluczowa kompetencja?

To umiejętność rozumienia i sprawdzenia, czy wiedza, którą pozyskaliśmy jest prawdziwa, wiarygodna. W dobie tzw. fake newsów bardzo istotna staje się zdolność do krytycznej oceny, co jest faktem, a co opinią. Choć pozornie może się to wydawać błahe, ostatecznie wpływa to na nasze wybory, a tym samym – na losy całych społeczeństw. Kiedyś sytuacja była znacznie prostsza: jeśli coś znajdowało się w encyklopedii PWN, był to – według tamtejszego stanu wiedzy – fakt. Skąd natomiast dziś mamy brać wiedzę podstawową?

Wierzę, że te dwie przywołane wyżej kompetencje sprawią, że młodzi ludzie będą w stanie wyciągać wnioski i samodzielnie myśleć. To dziś podstawa – jeśli nie potrafimy samodzielnie myśleć, jesteśmy bardziej podatni na wpływy. A Facebook, Twitter, inne mass media chętnie nas z obowiązku myślenia zwolnią, aby zalewać nas treściami, które same wytypują i manipulować naszymi emocjami. Wiedzą, że wówczas czasem nawet jeden tweet jest w stanie zmienić naszą decyzję w poważnej kwestii. A myślenie – obiektywnie – jest trudne. Zastanawianie się nad decyzjami, jakie mamy podjąć, jest dla naszych mózgów nieprzyjemne. Dużo prościej przyjąć coś jak na tacy, a najlepiej gdyby było to czarno­‑białe, żeby się za daleko nie zagłębiać.

Jeśli nie potrafimy samodzielnie myśleć, jesteśmy bardziej podatni na wpływy. A Facebook, Twitter, inne mass media chętnie nas z obowiązku myślenia zwolnią, aby zalewać nas treściami, które same wytypują i manipulować naszymi emocjami.

Wierzy Pan, że szkoły mają potencjał, by zmienić dotychczasowe podejście i uczyć dzieci krytycznego myślenia, łączyć „silosy” wiedzowe itp.? Jeśli tak – od czego zacząć?

Uważam, że należy dać więcej wolności osobom, które przychodzą uczyć nasze dzieci. Choć narzekam na system oświatowy, jestem przekonany, że są w nim tysiące kreatywnych, otwartych, fenomenalnych nauczycieli, których ten system dziś ogranicza, zniechęca. Myślę, że oni w większości zgodziliby się z większością przywołanych przeze mnie tez, jednak nie mają swobody, by je wdrażać w życie.

System edukacyjny jest zbudowany w formie obiektu zamkniętego – sam sobie wymyśla cele, sam się organizuje, a później weryfikuje i sprawdza. W obiegu zamkniętym trudno przeprowadzić reformę. Musimy mówić o tym tak długo, aż to się przebije.

Mam wrażenie, że reform systemu edukacji akurat nie brakowało – zresztą właśnie jesteśmy w trakcie jednej z nich…

Wszystkie reformy oświaty z ostatnich 30 lat sprowadzały się do tego, czy tworzyć lub likwidować gimnazja, czy utrzymać szkoły zawodowe czy nie. Nikt – nawet w dobie gigantycznych zmian, jakie przyniósł internet – nie zastanowił się nad tym, jakie powinny być nowe cele szkoły. Czy mamy dziś obowiązkowe lekcje o cyberbezpieczeństwie w sieci? O ochronie naszych danych osobowych? Nie – dalej panuje model: „zakuj, zdaj, zapomnij”. Dzieci muszą zapamiętywać to, co w parę sekund można znaleźć w telefonie. W jaki sposób? Siedząc 45 minut w klasie, kiedy wiadomo, że żyjemy w czasach, gdy ludzka uwaga – nie tylko dzieci – znacząco się skróciła. Kto z rodziców tych dzieci ostatni raz przeczytał długi artykuł, kiedy przy każdym z nich są „highlightsy”, złote myśli, wytłuszczające najważniejsze tezy tekstu? Nie mamy do tego cierpliwości, a wymagamy jej od dzieci, które mają jej jeszcze mniej.

Przydałaby się zatem również edukacja dla rodziców?

Nie wiem, na ile edukacja, a na ile rachunek sumienia. Ilu z rodziców wie o narzędziach wspomagających bezpieczeństwo swojego dziecka w sieci? Ilu z takich narzędzi korzysta? Ilu rodziców rozpoznaje na wczesnym etapie, jakie są mocne strony ich dziecka? Ilu z nas nie wymaga od niego, by z każdego przedmiotu – nawet jeśli ten zupełnie mu nie leży – przynosił same piątki i szóstki? Sama idea oceniania uczniów jest zresztą moim zdaniem nikomu niepotrzebnym reliktem edukacyjnym.

Nie demonizuje Pan trochę tych ocen?

Młodzi ludzie, funkcjonując w otoczeniu, w którym na każdej lekcji otrzymują stopnie, oczekują, że w dorosłym życiu również będą oceniani – w pracy, w biznesie, w polityce itd. Każdy chce mieć jak najwięcej lajków w social mediach, a ulubiony program telewizyjny to taki, gdzie ktoś kogoś ocenia – to odzwierciedlenie tego samego schematu. A 99% naszej pracy nie podlega przecież ocenie. Zresztą – co to znaczy oceniać? Jak Pana praca jest oceniana? Da się Panu wystawić trójkę lub piątkę za wywiad? Moim zdaniem nie do końca – ktoś chętnie przeczyta tekst, komuś on się nie spodoba, ale nie będzie on wyrażony jedną cyfrą. To nic nie mówi. Biznes zrozumiał to już dawno – dziś większość pracodawców, a już na pewno ci dojrzali, nie ocenia pracowników, a rozmawia z nimi: słownie opisuje ich postawę, zaangażowanie, perspektywy. To co się liczy, to to, czy zadanie zostało wykonane, czy nie.

Młodzi ludzie, funkcjonując w otoczeniu, w którym na każdej lekcji otrzymują stopnie, oczekują, że w dorosłym życiu również będą oceniani – w pracy, w biznesie, w polityce. A 99% naszej pracy nie podlega przecież ocenie.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

To naród wybrał kierunek transformacji

Pobierz PDF

Niniejszy tekst ukazał się w „Magazynie DGP” w dniu 21 lutego 2020 r.

Od dawna chciałem to powiedzieć lub napisać, lecz niechęć do prowadzenia polemik – zwłaszcza publicznie – powstrzymywała mnie od tego. Do zabrania głosu skłonił mnie jednak prof. Andrzej Szahaj artykułem „Liberalizm, lewica, dialog” (Magazyn DGP, nr 31 z 14 lutego 2020 r.)*, który świadczy o tym, że wciąż nie rozumiemy źródeł takiego, a nie innego kierunku polskiej transformacji. Chcę przy okazji pogratulować toruńskiemu profesorowi: bo „wygrał” z prof. Marcinem Królem, po którego wyznaniu w 2014 r., że „byliśmy głupi”, najbliżej byłem wejścia w publiczną polemikę.

Dla zrozumienia naszej transformacji najważniejsza jest odpowiedź na pytanie o to, kto dokonał wyboru jej kierunku? Czy narzucili ją nam promotorzy wolnego rynku: Hayek i Friedman? Czy wybór ten dokonał się, bo tacy intelektualiści, jak prof. Król byli wtedy „głupi”? Dlaczego prof. Ryszard Bugaj czy prof. Tadeusz Kowalik, dysponujący koncepcjami socjaldemokratycznymi oraz Unią Pracy, mieli wówczas marginalny wpływ na masową wyobraźnię?

Prof. Szahaj dziwi się, że u progu transformacji „ta marginalna odmiana (kapitalizmu – red.) związana z Miltonem Friedmanem oraz Friedrichem Augustem von Hayekiem w latach 80. XX w. niespodziewanie stała się dominująca”. Otóż nie było to niespodziewane – przeciwnie, można było tego oczekiwać. W tamtym okresie byłem blisko ludzi, uczestniczyłem wiecach i spotkaniach „Solidarności” – obserwowałem reakcje na socjaldemokratyczne hasła Bugaja. I stąd wiem, że wyboru drogi rynkowej u progu transformacji dokonał naród.

To był wybór większości społeczeństwa ze swojej natury postchłopskiego – kulturowy, polityczny, lecz też intuicyjny. Postchłopskie, choć robotnicze masy, były przekonane, że tylko własność prywatna i wolny rynek, nie zaś skompromitowane w PRL państwo może nam – Polsce – dać dobrobyt. Chłopi pamiętali próby przymusowej kolektywizacji z lat 50., robotnicy widzieli do bólu namacalną nieracjonalność w państwowych przedsiębiorstwach. Co więcej, tamten polski suweren podświadomie czuł, że bez własności prywatnej może powrócić komunizm.

Wybór drogi rynkowej u progu transformacji był kulturowym, politycznym, lecz też intuicyjnym wyborem większości społeczeństwa ze swojej natury postchłopskiego.

Powtórzę więc: gdyby nawet tysiąc atletów intelektualnych takich jak prof. Król i prof. Szahaj w latach 1989‑1991 „nie zgłupiało” czy też bardziej się „napięło” na rzecz budowy modelu skandynawskiego czy socjaldemokratycznego, to i tak Polska poszłaby drogą rynkową – bo to była droga zgodna z naszym kulturowym fundamentem, mentalnością zdecydowanej większości społeczeństwa o chłopskich i postchłopskich korzeniach, gdzie najważniejsze jest to, „co je moje”.

Niezrozumienie fundamentów kulturowo­‑mentalnych społeczeństwa prowadzi prof. Szahaja do drugiego błędu w opisie sytuacji. Do tezy, że „w ostatnich 30 latach (nasze społeczeństwo) tak bardzo przesunęło się na prawo, że lewicowe postulaty uchodzą za skrajne”. Tymczasem to, co się stało po odzyskaniu wolności było efektem usunięcia „pokrywy” komunizmu. Po 1989 r. ujawniła się nasza prawdziwa natura, dopiero wówczas dowiedzieliśmy się, jacy jesteśmy. Jeśli weźmie się to pod uwagę, trudno się dziwić, że społeczeństwo okazało się indywidualistyczne i egoistyczne, nie kolektywistyczne czy wspólnotowe. Już przecież Norwid pisał, że „jesteśmy żadnym społeczeństwem…”. I właściwie nie tak wiele się zmieniło od tego czasu, choć myślę, że mimo wszystko podążamy w kierunku, by społeczeństwem się stać.

Po 1989 r. ujawniła się nasza prawdziwa natura, dopiero wówczas dowiedzieliśmy się, jacy jesteśmy. Jeśli weźmie się to pod uwagę, trudno się dziwić, że społeczeństwo okazało się indywidualistyczne i egoistyczne, nie kolektywistyczne czy wspólnotowe.

Postchłopski indywidualizm i przywiązanie do własności mamy zapisane w kulturowo­‑mentalnym DNA. Oczywiście żadne kody kulturowe nie są wieczne, a DNA zmienia się pod wpływem miliardów mikrodoświadczeń i podczas procesu uczenia się. Z pewnością rodzą się nowe wzorce, lecz ciągle nasze przywiązanie do własności mieszkań jest nadzwyczajne, a z myśleniem i działaniem zbiorowym mamy ogromny problem.

Tak więc to, co obserwowaliśmy w tych 30 latach po odzyskaniu wolności to było ukazanie naszego prawdziwego zbiorowego „ja” – tacy en masse byliśmy. Prawicowość, o której pisze prof. Szahaj, nie przyszła wraz z transformacją, ona była w nas. W przeciwieństwie do jego tezy – w ciągu tych 30 lat uległa ona osłabieniu w wymiarze ekonomicznym i społecznym. Oczywiście, jesteśmy też – na szczęście – wewnętrznie zróżnicowani, mamy tę podstawową matrycę zróżnicowań kulturowych: myślenie wschodnie i zachodnie, gen postchłopski i postinteligencki.

Trzecie uproszczenie prof. Szahaja, które utrudnia nam myślenie o przyszłości, to opis rynku. Naukowcy ukierunkowani aksjologicznie, czyli jednak związani emocjonalnie z doktryną lewicową czy socjaldemokratyczną, dyskwalifikują ideę mechanizmu rynkowego, wskazując na zjawiska nadmiernej kumulacji zysków, globalizacji, która wymknęła się spod kontroli, dominacji władzy ekonomicznej (jej wpływu na politykę) i tożsamościowo­‑kulturowej GAFA. To jednak ułatwianie sobie zadania. To zjawisko nowsze niż sama transformacja i kreowane poza państwem narodowym, które było punktem odniesienia debaty ustrojowej w latach 1989‑1991.

Nie jest to ład rynkowy, o którym marzyli jego zwolennicy z początku transformacji. Podstawowym naszym założeniem było istnienie konkurencji, a jeśli by jej brakowało, obowiązkiem państwa było jej przywrócenie lub wprowadzenie korekt regulacyjnych. Bez realnej konkurencji trudno mówić o ładzie rynkowym, jest to sytuacja dominacji i eksploatacji. Ewidentnie są problemy z wykorzystaniem ładu rynkowego do rozwoju w sytuacji zmian klimatycznych, globalizacji, w rzeczywistości cyfrowej rewolucji. Ale te okoliczności 30 lat temu trudno było brać pod uwagę, bo nie istniały, a dzisiaj wykraczają poza kwestię „rynek­‑państwo”. Dotyczą one kwestii „jakie społeczeństwo?”.

Lubię czytać prof. Szahaja, myślę, że wnosi on wiele dobrego do naszej debaty. Ale zidentyfikowanie przez niego obecnego napięcia między liberałami a lewicą nie jest dobrym punktem wyjścia do rozwiązywania problemów, które leżą mu i nam wszystkim na sercu – mieszkalnictwa, służby zdrowia, ekologii i klimatu, utraty podmiotowości w erze cyfrowej.

To, czego dziś naprawdę potrzebujemy to poszerzona tożsamość, czyli wyjście z baniek doktrynalnych, z owego homo separatus ku idei homo integratus. Tak jak w mowie noblowskiej podkreślała Olga Tokarczuk, świat jest jeden i – mimo wewnętrznych zróżnicowań – powinniśmy budować go razem, z pewną dozą wzajemnej „czułości”. Dopóki nie wyjdziemy poza ramy wszelkiego rodzaju „izmów”, będzie nam trudno go ogarnąć intelektualnie (zrozumieć całość) i praktycznie (zmienić na lepsze) – bo to wymaga zaufania i współpracy w ramach różnorodności aksjologicznej.

To, czego dziś naprawdę potrzebujemy to poszerzona tożsamość, czyli wyjście z baniek doktrynalnych, z owego homo separatus ku idei homo integratus. Dopóki nie wyjdziemy poza ramy wszelkiego rodzaju „izmów”, będzie nam trudno ogarnąć świat tak intelektualnie (zrozumieć całość), jak i praktycznie (zmienić na lepsze) – bo to wymaga zaufania i współpracy w ramach różnorodności aksjologicznej.

* https://edgp.gazetaprawna.pl/e-wydanie/57197,14-lutego-2020/70179,Dziennik-Gazeta-Prawna/714118,Liberalizm-lewica-dialog.html

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Rewolucja technologiczna potrzebuje wartości (cz. I)

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Żyjemy w dobie czwartej rewolucji przemysłowej, w której coraz więcej procesów podlega automatyzacji. Zgadza się Pan, że prawdziwe technologiczne „przyspieszenie” dopiero jednak przed nami?

Kiedyś redystrybucja zdobyczy techniczno­‑wiedzowych była bardzo wolna – mieliśmy ograniczone możliwości przekazywania know­‑how kolejnym osobom, środowiskom, instytucjom, które mogłyby z niego skorzystać czy dalej je rozwinąć. Jeżeli odkryto bądź wynaleziono coś nowego, zanim przeszło to przez drukowane encyklopedie, zanim trafiło do systemu edukacyjnego – mijały całe lata. Dzisiaj natomiast jest „tu i teraz” – ktoś wynajduje nową szczepionkę i jej redystrybucja jest natychmiastowa. Weszliśmy w czas, w którym zmiana jest permanentna. Uważam, że już żyjemy w dobie technologicznego przyspieszenia.

Pojawiają się dziś liczne obawy o to, że niebawem nie tylko wiele zajęć, profesji przestanie istnieć, ale wręcz, że większość pracy zostanie ludziom odebranej przez maszyny. To wizja rodem z filmu science­‑fiction, czy może jednak scenariusz, na który powinniśmy być przygotowani?

Już XIX‑wieczni luddyści w czasach pierwszej rewolucji przemysłowej głosili, że maszyny włókiennicze zabiorą ludziom pracę. Podobnego typu obawy pojawiały się niejednokrotnie także w późniejszych okresach. Do tej pory zawsze jednak było tak, że po pewnego rodzaju okresie przejściowym, w którym gospodarka „zachłystywała się” nową zdobyczą technologiczną, następował okres adaptacji, w następstwie którego pojawiały się zupełnie nowe miejsca pracy. Gdyby do jednego worka wrzucić zawody, które wykonujemy dzisiaj, a do drugiego – te, którymi się paraliśmy pół wieku temu, część wspólna wcale nie byłaby tak duża.

Obecnie, podobnie jak podczas wcześniejszych rewolucji przemysłowych, kluczowa staje się nasza – ludzi oraz organizacji – zdolność do zaadaptowania się do zachodzących zmian. Ryzykowne jest natomiast nadmierne przywiązywanie się do swojego zawodu, miejsca pracy. Jeśli ktoś zaczyna swoją drogę zawodową jako nauczyciel czy programista, z dużym prawdopodobieństwem nie będzie w tej profesji pracował aż do emerytury. Największe wyzwanie dotyczy naszej mentalności – jeśli nauczymy się adaptować do dynamicznie zmieniającej się sytuacji, przestaniemy się obawiać przyspieszenia technologicznego.

Ryzykowne jest dziś nadmierne przywiązywanie się do swojego zawodu, miejsca pracy – jeśli nauczymy się adaptować do dynamicznie zmieniającej się sytuacji, przestaniemy się obawiać przyspieszenia technologicznego.

Niektórzy twierdzą jednak, że o ile w przypadku wcześniejszych rewolucji przemysłowych istniała możliwość przeniesienia się z przemysłu do usług, o tyle obecnie automatyzacja obejmie również sporą część wysoko zaawansowanych usług, np. prawniczych czy medycznych. Nie widzi Pan takiego ryzyka?

Zgadzam się, że obecna rewolucja przemysłowa – choć jej mechanizmy są w wielu aspektach podobne do poprzednich – ma zdecydowanie największą „siłę rażenia”, co wynika z nieporównanie szybszego tempa redystrybucji nowo zdobytej wiedzy i technologii. Czy jest to zagrożenie dla wysoko zaawansowanych usług? Z jednej strony tak – komputery już teraz są przecież zdolne do postawienia bardzo dokładnej diagnozy lekarskiej, a ich praktycznie nieograniczony zasób informacji może pomóc w znalezieniu optymalnego rozwiązania sporu prawnego. Z drugiej jednak strony ratuje nas to, że pomiędzy jedną a drugą maszyną jest jeszcze kwestia odpowiedzialności, która może dziś spoczywać tylko i wyłącznie na człowieku. Jeśli lekarz postawi diagnozę, a komputer ją podważy, nadal potrzebny jest ktoś, kto zatwierdzi diagnozę maszyny – tylko człowiek ma podmiotowość prawną, tylko on może potwierdzić, że zgadza się z tym, co podsunął mu komputer.

Choć komputery już teraz są zdolne do postawienia bardziej dokładnej diagnozy medycznej czy lepszej opinii prawnej niż ludzie, to ratuje nas to, że pomiędzy jedną a drugą maszyną jest jeszcze kwestia odpowiedzialności, która może dziś spoczywać tylko i wyłącznie na człowieku.

A co z prostszymi pracami, cechującymi się dużą powtarzalnością? Nie każdy człowiek ma przecież zdolności i zasoby, by zostać lekarzem czy prawnikiem…

Tu również bym nie dramatyzował. Zwróćmy uwagę na to, że w wielu dyskusjach dotyczących pracy przyszłości zakładamy totalną masowość pewnych rozwiązań – a na nią przyjdzie nam jeszcze bardzo długo poczekać. Jeszcze 20‑30 lat temu, aby wykopać rów przy domu, np. w celu położenia rury, konieczna była praca człowieka z łopatą – nie produkowano wtedy jeszcze małych koparek. Dziś są już one na rynku, ale czy wyobrażamy sobie, że same do nas przyjadą, wykonując całą pracę? Technicznie pewnie byłoby to możliwe, ale czy byłoby to opłacalne ekonomicznie?

Zmierzam do tego, że koszty wytworzenia nowych technologii są zazwyczaj duże, co sprawia, że ich zastosowanie dla rozwiązania małych problemów jest nieopłacalne. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w wielkich halach produkcyjnych, w których produkowane są tysiące kolejnych urządzeń – samochodów, telewizorów etc. Wówczas jak największa automatyzacja jest opłacalna.

Generalnie odradzałbym „odbijać się” od jednego ekstremum do drugiego. To nie jest tak, że albo będziemy mieli pracę, albo maszyny nam ją całkowicie zabiorą. Ten proces będzie stopniowy. Wierzę w zdolności adaptacyjne człowieka, w to, że dostosujemy się dobrze do zmieniającej się sytuacji. Zresztą te zdolności widać już teraz, o czym świadczy chociażby zmniejszająca się dzietność.

Jak powiązać spadek dzietności ze wzrostem automatyzacji pracy?

Mówiłbym może nie o samym wzroście automatyzacji, a o wzroście – nazwijmy to – komfortu technologiczno­‑majątkowego, wraz z którym na świat przychodzi coraz mniej dzieci. Żyjąc w takim otoczeniu posiadanie 4‑5 dzieci nie jest już uzasadnione ekonomiczno­‑bytowo, jak to było 100 lat temu, gdy śmiertelność dzieci była wysoka, a rodzice starali się o pokaźną liczbę potomków również po to, by zabezpieczyć się na stare lata. Współcześnie to już nie jest konieczne. Świetnie pisze o tym Hans Rosling w książce Factfulness, obalając chociażby mit, że na Ziemi za ileś lat będzie żyło kilkanaście miliardów ludzi. Otóż niekoniecznie – owszem, wszyscy będziemy żyli dłużej, ale wraz z coraz większą powszechnością otaczających nas dóbr (technologii, medycyny etc.), na całym świecie będzie się upowszechniał model rodzin z dwójką, czy nawet jednym dzieckiem.

A może wraz z postępującą automatyzacją zmieni się po prostu sam charakter pracy – coraz częściej słyszy się, że 8‑godzinny dzień pracy to przeżytek…

Jeszcze w PRL-u tydzień pracy był sześciodniowy i trwał 46 godzin. Obecnie „zeszliśmy” do 40 godzin od poniedziałku do piątku, a premier Finlandii zastanawiała się ostatnio publicznie, czy nie wprowadzić 4‑dniowego tygodnia pracy. Wydaje mi się, że jeszcze za mojego życia doświadczymy tego w Polsce i nie będzie to nic kontrowersyjnego, ponieważ dzięki algorytmom i maszynom nasza praca będzie coraz bardziej wydajna.

Dlaczego bowiem przyjęło się, że powinniśmy pracować po 8 godzin dziennie? Kiedyś żeby zrealizować daną pracę potrzeba było po prostu znacznie więcej czasu – czas przekazywania różnych etapów pracy był wydłużony, bo nie dysponowaliśmy masowymi środkami porozumiewania się na odległość, narzędziami do szybkiego przetwarzania informacji itp. Tylko w biurze był telefon stacjonarny, tylko na miejscu mogliśmy spotkać naszych współpracowników, z którymi wspólnie wykonywaliśmy pracę – aby zachować odpowiednią wydajność, umówiliśmy się na pracę po 8 godzin. Dziś Pan może być w Berlinie, a ja w Los Angeles i możemy wykonać naszą pracę z takim samym efektem, przeznaczając na nią znacznie mniej czasu. Oczywiście, mam tu na myśli pracę umysłową – w niektórych branżach, np. w budownictwie, skrócenie tygodnia pracy przełożyłoby się na niższą wydajność.

Zakłada Pan zatem, że pomysł z 32‑godzinowym tygodniem pracy będzie dobry o ile zachowana zostanie wydajność 40‑godzinowa. To możliwe?

Uważam, że w świecie nowych technologii w coraz większej liczbie firm dochodzi do nowej umowy społecznej – umawiamy się na wynik, a nie na przesiedzenie 8 godzin w biurze. Jeśli ktoś jest bardzo zdolny i wykona swoją pracę w 4 godziny – super. Jeśli będzie potrzebował 7 czy 8 godzin dziennie – niech spędza w biurze tyle właśnie czasu. Prowadzenie biznesu polega dziś na realizacji poszczególnych zadań – w środowisku firmy umawiam się z pracownikami, że wspólnymi siłami zrealizujemy dane zadanie. Współczesny biznes na pewno nie polega na trzymaniu pracowników przez 40 godzin tygodniowo w biurze. Tak jak jednak wspominałem – sytuacja ta dotyka coraz większej liczby branż, ale nie wszystkich: jeśli ktoś pracuje jako kasjer, jego efektywność będzie mniejsza, gdy spędzi na kasie 4 godziny, niż gdyby spędził 8.

W świecie nowych technologii w coraz większej liczbie firm dochodzi do nowej umowy społecznej – umawiamy się na wynik, a nie na przesiedzenie 8 godzin w biurze. Nie zdziwię się, jeśli w pewnej perspektywie wprowadzony zostanie w związku z tym 4‑dniowy tydzień pracy.

Z jednej strony wizja krótkiego tygodnia pracy jest atrakcyjna, z drugiej strony nowoczesne technologie sprawiają, że wielu z nas jest w pracy cały dzień – maila można przecież wysłać z domu, a służbową rozmowę telefoniczną można odbyć w centrum handlowym. Nie zaburza to tzw. work­‑life balance?

Dyskutowanie o sztywnym podziale między pracą a czasem wolnym jest dziś bardzo trudne. Work­‑life balance, o którym Pan wspomniał, przedstawiano dotąd często jako „8‑8‑8”, czyli po 8 godzin przeznaczanych w ciągu dnia na: sen, czas wolny i pracę. Obecnie ten podział wydaje się absurdalny, bo dwa ostatnie z tych elementów absolutnie się przenikają. Jeśli mówimy o tym, że przez technologie jesteśmy w pracy cały dzień, to równie dobrze można powiedzieć, że cały dzień mamy wolne – czy jeśli ktoś w godzinach pracy odbiera wiadomość na Messengerze, to w tym czasie pracował czy nie pracował?

Jeśli mówimy o tym, że przez technologie jesteśmy w pracy cały dzień, to równie dobrze można powiedzieć, że cały dzień mamy wolne – czy jeśli ktoś w godzinach pracy odbiera wiadomość na Messengerze, to w tym czasie pracował czy nie pracował?

Kiedyś, gdy ktoś chciał do mnie zadzwonić prywatnie w czasie pracy, było to bardzo łatwe do wychwycenia, bo musiał wykręcić numer stacjonarny, a następnie Pani z sekretariatu przełączała to połączenie na odpowiedni numer wewnętrzny – wówczas ludzie nie tyle co się z tym kryli, co na pewno do pewnego stopnia powstrzymywali. Dziś jest zupełnie inaczej. Mówiąc o work­‑life balance nie powinniśmy więc sztywno odliczać 8 godzin na zegarku, lecz zastanowić się, czy któraś z istotnych części mojego życia nie bierze w długim okresie wyraźnej przewagi nad drugą? Krótkoterminowo wiadomo bowiem, że czasem trzeba więcej czasu poświęcić rodzinie, np. gdy ktoś bliski choruje, a czasem pracy – gdy w jednym momencie nawarstwiła nam się lista spraw do załatwienia.

Na początku rozmowy poruszyliśmy temat podmiotowości prawnej, która dotyczy dziś tylko i wyłącznie użytkowników technologii. Z jednej strony to naturalne, z drugiej jednak – gdy kupuję auto, które, według zapewnień producenta, jest w stanie jechać samo, mam prawo oczekiwać, że w przypadku, gdy mój samochód wyrządzi szkodę, odpowiedzialność poniesie producent, twórca algorytmu, a nie ja. Czy w przyszłości może się to zmienić?

Oczywiście, toczą się już na ten temat dyskusje. Dziś faktycznie za spowodowanie wypadku, nawet jeśli auto jechało w trybie automatycznym, odpowiada Pan, a nie ktoś, kto zaprogramował ten samochód. Po to zresztą nadal jest w tym aucie potrzebny kierowca – w razie niebezpiecznej sytuacji to on będzie musiał podjąć decyzję, jak się zachować.

Wyobraźmy sobie, że jedziemy szybko autem i nagle, 20 metrów przed nami pojawia się przeszkoda, np. zwalone drzewo. Mamy do wyboru albo w nie wjechać, decydując się praktycznie na śmierć, albo skręcić ostro w lewo, wjeżdżając w grupkę stojących dzieci, albo też skręcić w prawo, nie dając szansy na przeżycie znajdującemu się tam mężczyźnie. Którą opcję wybierzemy?

Jeśli jestem w stanie wyższej konieczności i ratując swoje życie wjadę w kogoś, ale zrobiłem wszystko by temu zapobiec – nie jestem winny. Prawo zakłada, że w tym momencie działałem impulsowo – miałem ułamki sekund na podjęcie decyzji i ludzką rzeczą było, że starałem się chronić własne życie. Co jednak, gdy będziemy musieli podjąć decyzję, w kogo wjechać wcześniej, np. przy zakupie auta?

Jak to?

Pozostańmy przy dramatycznej sytuacji, którą opisałem przed chwilą – wówczas mówiłem o działaniu pod wpływem impulsu. Co jednak, gdy do takiego zdarzenia doszłoby, kiedy autem kierowałby automat i to maszyna miałaby podjąć decyzję, w co lub w kogo wjechać? Nie wiemy, jaką decyzję podjęłaby tak naprawdę sztuczna inteligencja.

Czy możemy sobie zatem wyobrazić, że w momencie kupna auta, nabywalibyśmy równocześnie wybrany przez nas, zindywidualizowany „pakiet etyczny”, wskazujący maszynie, w jaki sposób zachować się w kryzysowym momencie? Czy bylibyśmy w stanie zadeklarować, że w obliczu takiej sytuacji maszyna ma się roztrzaskać, zabierając nam życie, ale ratując przechodniów lub pasażerów aut stojących obok? A może ma się starać – nie bacząc na krzywdę innych – ratować nasze życie? Na ten moment wsiadając do auta nie musimy podejmować takich decyzji – to dla nas czysto hipotetyczne rozważania. Co jednak, jeśli musielibyśmy to zrobić?

Mnie osobiście trudno jest mentalnie zmierzyć się z takim dylematem. W związku z tym, powtórzę, dobrą informacją jest dla nas to, że jak na razie wszelka odpowiedzialność spoczywa na ludziach i trudno sobie wyobrazić świat samych maszyn. Być może zresztą branie odpowiedzialności za to, co robią maszyny będzie jednym z najważniejszych ludzkich zadań w przyszłości.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jakich kompetencji wymaga rewolucja przemysłowa 4.0?

Pobierz PDF

Przemysł 4.0 to transformacja technologiczna, procesowa i organizacyjna przedsiębiorstw. Jej warunkiem jest zaawansowane wykorzystanie rozwiązań cyfrowych oraz zasobów danych, a celem – masowa personalizacja produkcji towarów i usług w odpowiedzi na zindywidualizowane potrzeby klientów. Wdrożenia rozwiązań cyfrowych umożliwiają usprawnienie działania firmy i tworzenie nowych modeli biznesowych.

Przemysł czwartej generacji jest pojęciem wykraczającym poza adaptację technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa. Obejmuje różnorodne wykorzystanie tych technologii i integrację danych w celu usprawnienia procesów biznesowych, nowe formy zatrudnienia, nowe przywództwo, a przede wszystkim – nowe kompetencje pracowników.

Nowe technologie, szczególnie sztuczna inteligencja (AI, artificial intelligence), zastępują pracę człowieka wszędzie tam, gdzie polega ona na rutynowych zadaniach (również związanych z pracą z tekstem lub danymi). Poprzednie rewolucje przemysłowe przekształciły umiejętności i kompetencje siły roboczej – ten sam proces będzie charakteryzował także rewolucję cyfrową. Już obecnie kompetencje niegdyś uznawane za niezbędne tracą na znaczeniu; pracodawcy zaczynają wymagać zupełnie pracowników o zupełnie innym profilu.

Maszyny mogą być w stanie analizować dane z dużą prędkością, ale wiele decyzji dotyczących tego, co zrobić z informacjami, musi być nadal podejmowane przez ludzi. Niezwykle istotnego znaczenia nabierają więc kompetencje, które odróżniają pracę człowieka od pracy systemów informatycznych, robotów czy sztucznej inteligencji. Możemy je określić mianem kompetencji przyszłości. Wyposażenie w nie pracowników jest kluczowe – to one pozwolą im osiągać sukcesy w warunkach transformacji cyfrowej i budowania przemysłu 4.0.

Niezwykle istotnego znaczenia nabierają dziś kompetencje, które odróżniają pracę człowieka od pracy systemów informatycznych, robotów czy sztucznej inteligencji. Możemy je określić mianem kompetencji przyszłości.

Kompetencje przyszłości można podzielić na trzy zasadnicze grupy: cyfrowe i techniczne, poznawcze oraz społeczne.

Kompetencje cyfrowe i techniczne

Są to umiejętności tzw. twarde. Szczególnie ważne są kompetencje cyfrowe, które nie ograniczają się jedynie do programowania czy analizy danych, ale obejmują szeroki zakres umiejętności: od cyfrowego rozwiązywania problemów po wiedzę z zakresu prywatności czy cyberbezpieczeństwa.

Na niemal każdym stanowisku pracy – w fabryce i w kancelarii prawnej – pracownicy będą potrzebowali umiejętności technicznych, ponieważ narzędzia cyfrowe staną się powszechne, a czwarta rewolucja przemysłowa wpłynie na każdą branżę. Sztuczna inteligencja, internet rzeczy, rzeczywistość wirtualna i rozszerzona, robotyka, blockchain i inne technologie staną się częścią codziennych doświadczeń każdego pracownika. Szczególnego znaczenia nabierze umiejętność korzystania z danych – „paliwa” cyfrowej rewolucji, na bazie których tworzy się wartość dodaną. Firmy, które nie wykorzystują tego paliwa do budowania swojej pozycji konkurencyjnej, nieuchronnie pozostaną w tyle. Aby do tego nie dopuścić, muszą zatrudniać osoby posiadające umiejętność pracy z danymi.

Kompetencje poznawcze

Potocznie są one nazywane kompetencjami myślenia. Jest to bardzo szerokie pojęcie, obejmujące zarówno kreatywność, jak i logiczne rozumowanie i rozwiązywanie złożonych problemów. Przede wszystkim te umiejętności mają pomóc nam przygotować się poznawczo na zmiany, jakie niesie za sobą przemysł 4.0.

Zacznijmy od krytycznego myślenia. Rozwój internetu doprowadził do sytuacji ciągłego przeładowania informacjami. Kluczowego znaczenia nabierają więc umiejętności, które pozwalają rozpoznać wiarygodne informacje. Doceniani będą pracownicy otwarci, a jednak zdolni do oceny jakości zalewających nas informacji.

Rozwój internetu doprowadził do sytuacji ciągłego przeładowania informacjami. Kluczowego znaczenia nabierają umiejętności, które pozwalają rozpoznać wiarygodne informacje. Doceniani będą pracownicy otwarci, a jednak zdolni do oceny jakości zalewających nas informacji.

Kolejne pożądane cechy to adaptowalność i elastyczność. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakich umiejętności czy kompetencji będą potrzebować pracodawcy. Dlatego ważne są nastawienie na uczenie się przez całe życie oraz otwartość na nowe wyzwania. W ten sposób będziemy poznawczo elastyczni w stosunku do nowych pomysłów i sposobów działania, a to da nam możliwość przystosowywania się do zmian.

W cenie będzie też kreatywność. Bez względu na to, jak mocno ucyfrowione jest nasze środowisko pracy, jak bardzo w nasze aktywności wkracza AI, ludzie nadal są lepsi w proponowaniu niestandardowych rozwiązań problemów. Przyszłe miejsca pracy będą wymagały nowych sposobów myślenia i wychodzenia poza utarte schematy. Dlatego kreatywność ludzi już ma i nadal będzie miała zasadnicze znaczenie dla dalszego rozwoju.

Kompetencje społeczne

Ostatni segment kompetencji jest niezbędny w środowisku pracy, które zakłada kontakt z drugim człowiekiem, jest oparte na pracy zespołowej i uwzględnia zarządzanie ludźmi. Sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić nas w tym obszarze. Do kompetencji z tej grupy należą m.in.: efektywna współpraca w grupie, przywództwo i przedsiębiorczość oraz inteligencja emocjonalna.

Kompetencje te są kluczowe, jeśli chodzi o radzenie sobie ze zmianą, o budowanie otwartości w obliczu niepewności. W tym obszarze szczególnie ważna jest inteligencja emocjonalna, która odpowiada za udaną kooperację z innymi, za sposób wyrażania emocji.

Firmy przechodzące transformację cyfrową będą szukały pracowników, którzy mają rozwinięte zdolności interpersonalne; takich, którzy będą potrafili dobrze współdziałać z innymi i wspólnie wspierać firmę. Ze względu na międzynarodową działalność wielu przedsiębiorstw pracownicy muszą być uwrażliwieni na inne kultury, języki, przekonania polityczne i religijne i umieć współpracować z osobami, które mogą inaczej postrzegać świat. Umiejętność ta ma również kluczowe znaczenie w procesie opracowywania lepiej spersonalizowanych produktów.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Na czym polegał fenomen Pawła Adamowicza?

Pobierz PDF

Paweł Adamowicz był jakiś inny. Widać to było szczególnie wyraźnie w ostatnich latach jego działalności, które cechowało dążenie do budowania wspólnoty i włączanie mieszkańców do podejmowania decyzji (model partycypacyjny). Ale nawet w pierwszej fazie swojej aktywności, znaczonej podejściem bardziej technokratycznym, widać było, że robi to w aurze troski o coś więcej niż własna pozycja i skuteczność, niż własne ego.

W czym tkwiła tajemnica siły oddziaływania Pawła Adamowicza, jego otwartości i zdolności do uczenia się, do samokorekty? Jego zdolności do współpracy i budowania koalicji oraz pozyskiwania serc mieszkańców?

Myślę, że była to tak zwana POSZERZONA TOŻSAMOŚĆ. Paweł Adamowicz nie był niewolnikiem własnego ego, utożsamiał się nie tylko ze swoją prezydenturą i urzędem (co robi wielu samorządowców i polityków) – utożsamiał się z ukochanym Gdańskiem, ale także z Polską, Europą a nawet w pewnym sensie ze światem. Ta poszerzona tożsamość pozwalała mu widzieć otoczenie i świat jako całość. Gdańsk był częścią tej tożsamości i Polska też była taką częścią. Dlatego tak bardzo mu na Gdańsku i na Polsce zależało.

Dzięki tej poszerzonej tożsamości nie miał również skłonności do przejmowania, kontrolowania i podporządkowywania sobie (urzędowi) nie swoich (niezależnych) inicjatyw. Jeśli czuł, że są one dobre dla Gdańska lub Polski – popierał je. Dawał szansę żyć otoczeniu – w jego wyobrażeniu urząd miał być naturalnym partnerem a nie „Zosią Samosią”.

Takiej poszerzonej tożsamości można życzyć wszystkim liderom samorządowym i politykom, szczególnie w Roku Samorządu Terytorialnego.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w III kwartale 2019 r.

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

Choć wśród ocen dotyczących kondycji polskiej gospodarki nadal dominują te pozytywne, to coraz więcej Polaków spodziewa się spowolnienia gospodarczego i pogorszenia swojej sytuacji, zapowiadając oszczędności – tak przynajmniej wynika z badania 2019 IRIS Financial Confidence Survey1. Pesymistyczne odczucia Polaków znajdują odzwierciedlenie w najnowszych prognozach Komisji Europejskiej, która obcięła prognozy wzrostu gospodarczego Polski – z 4,4 do 4,1 proc. w 2019 r. oraz z 3,6 do 3,3 proc. w przyszłym roku. Nie zmienia to jednak faktu, że polska gospodarka pozostanie jedną z najprężniejszych w skali całej Unii Europejskiej2. Nadejście spowolnienia przewiduje również Narodowy Bank Polski, który zweryfikował swoje prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski z 4,5 do 4,3 proc. w 2019 r., z 4,0 do 3,6 proc. w 2020 r. oraz z 3,5 do 3,3 proc. w 2021 roku3.

Na koniec III kwartału br. wśród pomorskich przedsiębiorców dominowały pozytywne nastroje – wartość indeksu bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa we wszystkich siedmiu badanych branżach była dodatnia, choć w czterech spośród nich była ona bardzo niska, oscylując wokół 3‑4 pkt. Mowa tu o: zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (+3,6 pkt.), handlu detalicznym (+3,6 pkt.), transporcie i gospodarce magazynowej (+3,4 pkt.) oraz przetwórstwu przemysłowym (+3,3 pkt.). Najwyższą wartość odnotowano w sektorze informacji i komunikacji (+15,9 pkt.), co nie zmienia jednak faktu, że był to najniższy wynik od ponad dwóch lat. Na wyraźnym „plusie” były też: handel hurtowy (+11,9 pkt.) oraz budownictwo (+9,2 pkt.).

Wartość wskaźnika we wszystkich analizowanych branżach była we wrześniu br. niższa niż pod koniec II kwartału, co świadczy o pogarszających się nastrojach przedsiębiorców. Najwyższy spadek w porównaniu do czerwca odnotowano w sekcji zakwaterowania i usług gastronomicznych (–50,3 pkt.), jednak jest to zjawisko typowe, związane z kończącym się okresem wakacyjnym. Znaczny spadek – odpowiednio o: 16,7 pkt., 14,0 pkt. i 12,4 pkt. – dotyczył sektorów: transportu i gospodarki magazynowej, informacji i komunikacji oraz handlu hurtowego. Z kolei najmniejszy – o 4,6 pkt. – odnotowano w handlu detalicznym.

Na znacznie gorsze nastroje przedsiębiorców wskazuje również porównanie wrześniowych wartości wskaźnika z analogicznymi z 2018 r. Jedyną branżą, w której są one w tym roku wyższe (o 6,0 pkt.) jest budownictwo. W pozostałych zauważalny jest – mniej lub bardziej widoczny – spadek. Największy dotyczy sektora informacji i komunikacji (–23,7 pkt.) oraz zakwaterowania i usług gastronomicznych (–14,4 pkt.). Wyraźny, przekraczający 10 pkt. spadek odnotowano też wśród przedsiębiorców z branży transportu i gospodarki magazynowej (–11,2 pkt.) oraz przetwórstwa przemysłowego (–10,3 pkt.).

Wykres 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od września 2018 do września 2019 r.

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS

Pod koniec III kwartału br. indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa był na Pomorzu w trzech sektorach wyższy niż średnio w Polsce, a w czterech – niższy. To duża zmiana w porównaniu z poprzednim kwartałem, kiedy to we wszystkich badanych sektorach sytuacja była oceniana lepiej niż w Polsce. We wrześniu wyższa niż przeciętnie w kraju ocena dotyczyła pomorskich firm z branż: przetwórstwa przemysłowego, budownictwa oraz handlu hurtowego. W każdym z tych przypadków wskaźnik był nieznacznie wyższy niż średnio w Polsce. Nieznaczne różnice in minus dotyczyły natomiast: handlu detalicznego, transportu i gospodarki magazynowej oraz zakwaterowania i usług gastronomicznych. Jedyne większe negatywne odchylenie dotyczyło natomiast sektora informacji i komunikacji (–11,4 pkt. względem kraju).

Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat nastroje pomorskich przedsiębiorców w sześciu spośród siedmiu badanych branż poprawiły się. Porównując uśrednione wartości indeksu bieżącego ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa pomiędzy trzecim kwartałem 2019 r., a tym samym okresem 2012 r. największa różnica in plus dotyczy sektora budownictwa (+35,2 pkt.) oraz handlu detalicznego (+24,6 pkt.). Wzrost ten w obydwu przypadkach można uzasadnić dynamicznym rozwojem społeczno­‑gospodarczym polskiej, w tym również pomorskiej gospodarki oraz bogaceniem się społeczeństwa. W analizowanym okresie pogorszyły się nastroje jedynie przedsiębiorców z sektora przetwórstwa przemysłowego (–12,0 pkt. względem III kwartału 2012 r.).

Pomorscy przedsiębiorcy po raz pierwszy od dłuższego czasu patrzą w przyszłość z pesymizmem – indeks przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa w sześciu spośród siedmiu branż znajdował się na minusie. Najgorsze prognozy (–24,7 pkt.) dotyczyły sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych, co jest jednak zjawiskiem naturalnym, związanym z sezonowym charakterem tej branży na Pomorzu. Zauważalnego pogorszenia spodziewali się także przedsiębiorcy z sektorów informacji i komunikacji (–9,0 pkt.) oraz handlu hurtowego (–7,3 pkt.). W przypadku tego pierwszego był to już siódmy miesiąc z rzędu, w którym badany wskaźnik wynosił poniżej 0. Trend ten może być związany z coraz większym nasyceniem trójmiejskiego rynku IT oraz niedoborem specjalistów z tej branży. Jedynym obszarem, w którym prognozy były optymistyczne, było przetwórstwo przemysłowe (+12,6 pkt.).

W skali całego kraju prognozy przedstawiały się minimalnie korzystniej niż w województwie pomorskim. Indeks przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa był najwyższy w branży informacji i komunikacji (+7,5 pkt.). W trzech kolejnych – handlu detalicznym, przetwórstwie przemysłowym oraz handlu hurtowym – znajdował się minimalnie na plusie. Podobnie jak na Pomorzu, branżą, w której było najwięcej obaw co do nadchodzącej przyszłości, było zakwaterowanie i usługi gastronomiczne, gdzie wartość wskaźnika wyniosła – 9,0 pkt.

Działalność przedsiębiorstw

Na koniec września 2019 r. liczba podmiotów gospodarki narodowej na Pomorzu wyniosła 305,9 tys. Na przestrzeni roku odnotowano zatem wzrost o ponad 12 tys. podmiotów. Liczba ta jest także o 2,9 tys. wyższa niż pod koniec poprzedniego kwartału.

Wszystkie badane indeksy – produkcji sprzedanej przemysłu, produkcji budowlano­‑montażowej oraz sprzedaży detalicznej towarów – osiągnęły pod koniec III kwartału br. wyniki wyższe niż w analogicznym okresie 2018 r. Szczególnie wysoki wynik dotyczył produkcji budowlano­‑montażowej, która była wyższa o 21,3 proc. niż we wrześniu ub. r. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w sierpniu br. produkcja sprzedana przemysłu oraz produkcja budowlano­‑montażowa były niższe niż przed rokiem – odpowiednio o: 0,4 i 5,2 proc. W przypadku pierwszego z indeksów, była to już druga niższa miesięczna wartość w ujęciu rok do roku w przeciągu ostatnich 4 miesięcy, co może zwiastować zbliżającą się recesję. W przypadku drugiego, było to pierwsze takie zdarzenie od prawie 2,5 roku i za szybko jeszcze, by wysnuwać daleko idące wnioski. Najlepsza sytuacja dotyczyła sprzedaży detalicznej towarów, która zarówno w lipcu, sierpniu, jak i wrześniu była wyższa niż przed rokiem – odpowiednio o: 10,0 proc., 3,8 proc. i 6,9 proc.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od stycznia 2016 do września 2019 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Trzeci kwartał 2019 r. był dla pomorskich przedsiębiorstw przemysłowych zbliżony do poprzedniego kwartału. W dwóch miesiącach (lipcu i wrześniu) poziom produkcji sprzedanej przemysłu był wyższy niż przed rokiem (odpowiednio o: 7,9 i 3,3 proc.), natomiast w sierpniu odnotowano spadek o 0,4 proc. w ujęciu rok do roku. To już trzeci miesiąc w tym roku, gdy poziom produkcji w porównaniu z tym samym miesiącem 2018 r. jest niższy. Według prognoz sytuacja polskiego przemysłu będzie się w nadchodzącym czasie pogarszała. We wrześniu indeks PMI dla Polski spadł z 48,8 do 47,8 pkt. To już 11. miesiąc z rzędu, kiedy wskaźnik ten wyniósł poniżej 50 pkt., co oznacza, że zdaniem ankietowanych menedżerów logistyki przemysł przetwórczy kurczy się z miesiąca na miesiąc. Pesymistyczne są również prognozy – zaledwie 1/3 badanych menedżerów spodziewa się, że w ciągu najbliższego roku produkcja przemysłowa wzrośnie. Oznacza to, że nastroje są najgorsze od początku prowadzonych od 2012 r. badań4.

Po raz pierwszy od wielu kwartałów, w sierpniu br., odnotowano niższy miesięczny poziom produkcji budowlano­‑montażowej w ujęciu rok do roku. Również wynik lipcowy, choć wyższy niż przed rokiem, stanowił najniższy wzrost w ujęciu rdr. od lutego 2018 r. Być może zbyt szybko jeszcze, by wysnuwać daleko idące wnioski, jednak zdaniem wielu ekspertów kończy się właśnie okres hossy w budownictwie. Według badań GUS wskaźnik koniunktury w budownictwie wyniósł we wrześniu br. 3,2, podczas gdy w poprzednich miesiącach wynosił odpowiednio: 5,6, 6,2 i 7,8. Z raportu EFL „Budownictwo przyszłości. Pod lupą” wynika, że pomimo nadal dobrej sytuacji w branży, wielu jej reprezentantów nie jest zbyt pewnych nadchodzącej przyszłości – 1/5 badanych patrzy w przyszłość z niepokojem, a 2 na 5 badanych nie jest jej w stanie przewidzieć. Za największe problemy, wpływające na pogarszający się obraz branży, uznaje się rosnące zatory płatnicze, a także niedobór pracowników5.

Trzeci kwartał 2019 r. był udany dla pomorskich przedsiębiorstw z branży sprzedaży detalicznej towarów. Przez cały kwartał utrzymał się trend wzrostowy rozpoczęty na początku 2017 r. (w granicach +3,8 – +10,0 proc. względem wartości ubiegłorocznych). Z badania 2019 IRIS Financial Confidence Survey wynika, że coraz więcej Polaków deklaruje zmniejszenie konsumpcji, przede wszystkim jeśli chodzi o wydatki na posiłki poza domem oraz ubrania. Z kolei co trzeci badany deklaruje zmniejszenie wydatków na żywność. Trend ten nie pozostanie bez negatywnego wpływu na przedsiębiorstwa z branży handlu detalicznego6.

Handel zagraniczny

W III kwartale 2019 r.7 wartość eksportu wyniosła 2917,9 mln euro, zaś importu – 3605,9 mln euro. Saldo handlu zagranicznego było więc ujemne i wyniosło –688 mln euro. W odniesieniu do poprzedniego kwartału wartość eksportu wzrosła o 8,8 proc., a importu – o 8,2 proc. Z kolei saldo zwiększyło się o 5,7 proc. W skali całej polskiej gospodarki, w pierwszych trzech kwartałach br. wyeksportowano towary o łącznej wartości 173,6 mld euro, natomiast wartość towarów importowanych wyniosła 172,8 mld euro. Saldo handlu zagranicznego było dodatnie i wyniosło 0,8 mld euro. W porównaniu z analogicznym okresem 2018 r. wartość towarów eksportowanych wzrosła o 5,0%, natomiast importowanych – o 2,7%. Saldo handlu zagranicznego wzrosło natomiast o 3,7 mld euro.

W porównaniu do obrotów z III kwartału 2018 r. zaobserwowano na Pomorzu spadek wolumenu importu (o 4,2 proc.), natomiast wolumen eksportu był niemal identyczny. Zarówno pomorski eksport, jak i import były w III kw. 2019 r. znacznie wyższe od wartości notowanych w analogicznym okresie 2017 r.

Wśród towarów eksportowanych z Pomorza dominowały, podobnie jak w poprzednich kwartałach, cztery grupy towarów: statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (16,9 proc. wartości eksportu), paliwa (8,7 proc.), maszyny i urządzenia elektryczne (8,6 proc.) oraz ryby i owoce morza (7,5 proc.). Łącznie odpowiadały one za 41,8 proc. wartości eksportu z województwa pomorskiego. Było to o 2,8 pkt. proc. więcej niż w II kwartale br., jednak o 6,5 pkt. proc. mniej niż w analogicznym okresie 2018 r. Warto mieć jednak na uwadze, że wahania te niekoniecznie muszą oddawać realne zmiany zachodzące w regionalnej gospodarce, a bardziej są efektem specyfiki branży stoczniowej, w której zlecenia są często długoterminowe oraz opiewają na bardzo wysokie kwoty. Bywa więc, że nawet realizacja pojedynczego kontraktu wpływa w dużym stopniu na cały kształt kwartalnej struktury eksportu.

Wykres 3. Struktura kierunkowa eksportu z województwa pomorskiego w III kwartale 2019 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Tradycyjnie już najwięcej towarów eksportowanych z województwa pomorskiego powędrowało do największego partnera handlowego polskiej gospodarki – Niemiec (21,2 proc.). Na kolejnych pozycjach znalazły się: Francja (8,6 proc.), Holandia (5,2 proc.) oraz Szwecja (5,0 proc.). W skali Polski największymi odbiorcami eksportowanych towarów były w pierwszych trzech kwartałach br.: Niemcy (27,7 proc. wartości eksportu), Czechy (6,1 proc.), Wielka Brytania (6,0 proc.) oraz Francja (5,8 proc.).

Struktura towarów importowanych na Pomorze była w III kwartale 2019 r., podobnie jak we wcześniejszych kwartałach, zdominowana przez paliwa, które odpowiadały za niemal 1/3 (32,4 proc.) wartości importu. Tradycyjnie też istotny był udział towarów z branż: statków, łodzi i konstrukcji morskich (10,1 proc.), ryb i owoców morza (8,4 proc.) oraz maszyn i urządzeń elektrycznych (8,3 proc.). Łączny udział towarów z czterech w/w grup w pomorskim imporcie wyniósł w analizowanym okresie 59,2 proc., czyli o 1,7 pkt. proc. mniej niż w poprzednim kwartale oraz o 4,1 pkt. proc. mniej niż w analogicznym okresie 2018 r.

Zauważalne podobieństwo struktury importowej i eksportowej województwa pomorskiego wynika z faktu, że regionalny import jest w dużym stopniu kształtowany przez eksport: na Pomorze sprowadzane są towary podlegające przetworzeniu, które następnie w dużej części są sprzedawane za granicę.

W III kwartale 2019 r. największym eksporterem na Pomorze – głównie za sprawą paliw – była tradycyjnie już Rosja (23,1 proc. wartości importu). Za jej plecami znalazły się: Chiny (13,5 proc.), Norwegia (6,7 proc.), Niemcy (6,3 proc.) oraz Kazachstan (4,3 proc.). Z kolei w strukturze geograficznej importu towarów do całej polskiej gospodarki na przedzie znajdują się Niemcy (22,0 proc.), a za nimi są Chiny (12,3 proc.) oraz Rosja (6,1 proc.). Tak znaczący udział importu z Rosji na Pomorzu wynika z obecności rafinerii przetwarzającej ropę sprowadzaną w dużym stopniu właśnie z kierunku rosyjskiego.

Wykres 4. Struktura kierunkowa importu do województwa pomorskiego w III kwartale 2019 r.

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Barometr innowacyjności

W III kwartale 2019 r. w Biuletynie Urzędu Patentowego opublikowano informację o 986 wynalazkach zgłoszonych do opatentowania. Liczba zgłoszeń pochodzących z województwa pomorskiego sięgnęła 48, co stanowiło 4,9 proc. wszystkich zgłoszonych wynalazków. Jest to odsetek niższy o 0,7 pkt. proc. od obserwowanego w poprzednim kwartale oraz o 0,2 pkt. proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2018 r.

Wykres 5. Liczba pomorskich wynalazków zgłoszonych i opublikowanych w Biuletynie Urzędu Patentowego w I, II i III kwartale 2019 r.

Źródło: opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl

Udział województwa w liczbie zgłaszanych patentów był więc w mijającym kwartale niższy od udziału regionu w liczbie mieszkańców całej Polski (6,0 proc.) oraz – już wyraźnie – w odniesieniu do liczby ogólnopolskich przedsiębiorstw (6,8 proc.). Niemniej należy mieć na uwadze, iż statystyka patentowa jest zdominowana przez zgłoszenia z województwa mazowieckiego, w tym w szczególności z Warszawy.

Choć polska gospodarka nadal postrzegana jest za jedną z mniej innowacyjnych w skali Unii Europejskiej, cieszy jednak, że województwo pomorskie należy do najbardziej innowacyjnych polskich regionów. W czwartej edycji badania Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów, przeprowadzonego przez Bank Millennium, Pomorze uplasowało się, podobnie jak rok wcześniej, na czwartym miejscu. Na podium znalazły się: Mazowsze, Małopolska oraz Dolny Śląsk. W ramach badania innowacyjność regionów była oceniana przez pryzmat pięciu obszarów: wydajności pracy, wydatków na działalność badawczo­‑rozwojową, edukacji policealnej, osób pracujących w B+R oraz liczby patentów. Pomorze wypadło najlepiej jeśli chodzi o wydajność pracy oraz edukację policealną. Najmniej punktów otrzymało natomiast w dwóch ostatnich kategoriach – pracujących w B+R oraz liczby patentów.

W III kwartale br. niemal 1/3 pomorskich zgłoszeń patentowych dotyczyło działu B Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej – różne procesy przemysłowe i transport. Zauważalny, niemal 15‑procentowy udział dotyczył natomiast działów: E – budownictwo i górnictwo oraz G – fizyka.

Największa nadreprezentacja względem kraju również dotyczyła działów: B (+8,5 pkt. proc.) oraz E (+6,4 pkt. proc.). Największe odchylenie in minus dotyczyła natomiast działu C – chemia i metalurgia (–11,5 pkt. proc.).

W analogicznym okresie ubiegłego roku największa nadreprezentacja dotyczyła działu F – budowa maszyn, oświetlenie, ogrzewanie, uzbrojenie, technika minerska (+8,2 pkt. proc. względem kraju), natomiast największe odchylenie in minus, działu A – podstawowe potrzeby ludzkie (–6,8 pkt. proc.).

W III kwartale br. niemal 1/3 pomorskich zgłoszeń patentowych dotyczyło działu B Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej – różne procesy przemysłowe i transport. Zauważalny, niemal 15‑procentowy udział dotyczył natomiast działów: E – budownictwo i górnictwo oraz G – fizyka.

Największa nadreprezentacja względem kraju również dotyczyła działów: B (+8,5 pkt. proc.) oraz E (+6,4 pkt. proc.). Największe odchylenie in minus dotyczyła natomiast działu C – chemia i metalurgia (–11,5 pkt. proc.).

W analogicznym okresie ubiegłego roku największa nadreprezentacja dotyczyła działu F – budowa maszyn, oświetlenie, ogrzewanie, uzbrojenie, technika minerska (+8,2 pkt. proc. względem kraju), natomiast największe odchylenie in minus, działu A – podstawowe potrzeby ludzkie (–6,8 pkt. proc.).

Tabela 1. Ogólnopolskie oraz pomorskie zgłoszenia wynalazków opublikowane w Biuletynie Urzędu Patentowego wg Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (MKP) w I, II i III kw. 2019 r.

Dział MKP III kwartał 2019 r. 2019 r.
Pomorskie Polska różnica Pomorskie Polska różnica
% % pkt. proc. % % pkt. proc.
Dział A – Podstawowe potrzeby ludzkie 12,5 16,0 –3,5 15,4 17,1 –1,7
Dział B – Różne procesy przemysłowe; Transport 31,3 22,7 +8,5 24,3 22,0 +2,3
Dział C – Chemia; Metalurgia 10,4 21,9 –11,5 14,0 23,2 –9,2
Dział D – Włókiennictwo; Papiernictwo 2,1 1,6 +0,5 0,7 0,9 –0,2
Dział E – Budownictwo; Górnictwo 14,6 8,2 +6,4 9,6 8,2 +1,4
Dział F – Budowa maszyn; Oświetlenie; Ogrzewanie; Uzbrojenie; Technika minerska 8,3 12,9 –4,5 11,0 11,5 –0,5
Dział G – Fizyka 14,6 10,6 +3,9 17,6 10,3 +7,4
Dział H – Elektrotechnika 6,3 6,0 +0,3 7,4 6,9 +0,5
RAZEM 100,0 100,0 100,0 100,0

Źródło: opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl

Mając na uwadze zgłoszenia wynalazków notowane narastająco od początku 2019 r., można stwierdzić, że względem kraju Pomorze specjalizuje się przede wszystkim w dziale G (fizyka), który charakteryzuje nadreprezentacja rzędu 7,4 pkt. proc.

Ważniejsze wydarzenia8

Anwil otworzy terminal przeładunkowy w Gdańsku
W gdańskim porcie powstanie terminal przeładunkowy należącej do Grupy Orlen spółki Anwil. Terminal będzie służył do magazynowania nawozów oraz ich przeładunku z transportu kolejowego na morski.

Rekordowe przeładunki w Naftoporcie
W ciągu pierwszego półrocza br. gdański Naftoport przyjął 8,3 mln ton ropy naftowej, czyli o prawie 30 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2018 r. Tak wysoki wynik jest w dużej mierze zasługą czasowego wstrzymania dostaw ropy naftowej z rurociągu „Przyjaźń”, spowodowanego jego zanieczyszczeniem.

Zmiany w zarządzie LOTOS-u
Dotychczasowi wiceprezesi Grupy LOTOS, Patryk Demski oraz Robert Sobków, zostali odwołani ze swoich funkcji. Na ich miejsce Rada Nadzorcza spółki powołała Zofię Paryłę oraz Mariana Krzemińskiego.

LOTOS odkrył nowe złoża ropy
Grupa LOTOS wraz z norweską spółką AkerBP odkryły na norweskim szelfie złoża ropy naftowej, których objętość szacuje się na 80‑200 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. To największe złoże znalezione w tym regionie od ponad 30 lat. Wydobycie surowca ma się rozpocząć w listopadzie br.

Chiński importer lokuje się w Gdańsku
Globalway – jeden z czołowych importerów m.in. mebli, zabawek oraz artykułów sportowych z Chin, otwiera swój magazyn w gdańskim Panattoni. Jak mówi Jian Yao, prokurent firmy, Globalway chce nie tylko nawiązać relacje z polskimi klientami, ale też z polskimi producentami poprzez włączenie ich towarów do swojej sieci sprzedaży. Spółka jest obecna w ponad 150 krajach świata.

Protest w LOTOS-ie
Pracownicy produkcji Grupy LOTOS protestowali pod siedzibą zarządu spółki przeciwko zmianom kadrowym oraz zmniejszeniu liczby osób zatrudnionych przy obsłudze instalacji rafineryjnych. Ich zdaniem redukcja zatrudnienia powoduje wzrost ryzyka wystąpienia poważnych awarii instalacji, potencjalnie zagrażających zdrowiu i życiu pracowników oraz bezpieczeństwu całej rafinerii.

Konferencja SEC po raz pierwszy w Gdańsku
Organizowana przez spółkę EPAM coroczna konferencja Software Engineering Conference po raz pierwszy odbyła się w Gdańsku. W wydarzeniu wzięło udział ponad 1,2 tys. specjalistów z obszaru nowoczesnych technologii, inżynierii i innowacji z całego świata, a wśród prelegentów znaleźli się reprezentanci globalnych korporacji, takich jak: Facebook, Google czy EPAM System.

JUUL Labs otworzył biuro w Gdańsku
Amerykańska firma z Doliny Krzemowej, będąca liderem amerykańskiego rynku e‑papierosów, otworzyła w Gdańsku centrum finansowo­‑księgowe dla obszaru Europy Środkowo­‑Wschodniej i Afryki. Zatrudnienie w centrum znalazło póki co 70 specjalistów.

Koniec 5‑letniej przebudowy platformy „Petrobaltic”
Platforma „Petrobaltic” po 5 latach prac remontowych opuszcza Stocznię „Remontowa”. Platforma będzie pracowała na bałtyckim złożu B8.

Gryfy Gospodarcze 2019 rozdane
Za nami dwudziesta gala Pomorskiej Nagrody „Gryf Gospodarczy”. Wśród nagrodzonych firm znalazły się m.in. Fido Voice, Invicta, Nava, Gdańska Stocznia Remontowa, Zakłady Porcelany Stołowej Lubiana, Klimor, Just Join IT czy MGJ. Przedsiębiorstwa były nagradzane w kategoriach takich jak m.in.: lider innowacji, lider eksportu, lider kształcenia zawodowego czy lider odpowiedzialności społecznej.

Crist przejmuje teren po stoczni Nauta
Stocznia Crist przejmuje na najbliższe pięć lat część infrastruktury produkcyjnej w Zakładzie Nowych Budów, który wcześniej wykorzystywała Stocznia Remontowa Nauta. Ta ostatnia z kolei będzie prowadziła swoją produkcję tylko w Gdyni, na terenie po Stoczni Gdynia.

Targi Trako 2019
Tradycyjnie już w gdańskim Amber Expo odbyły się 13. Międzynarodowe Targi Kolejowe Trako 2019. Wzięło w nich udział ponad 700 wystawców z 30 krajów z całego świata. Wśród uczestników wydarzenia nie zabrakło przedstawicieli zarządów spółek kolejowych, polskich i zagranicznych instytucji działających na rzecz rozwoju kolei czy producentów związanych z branżą kolejową.

Za nami Europejskie Forum Nowych Idei
W Sopocie odbyła się dziewiąta edycja organizowanej przez Konfederację Lewiatan konferencji Europejskie Forum Nowych Idei. EFNI jest corocznym miejscem debaty na temat przyszłości Europy, w której biorą udział politycy, ekonomiści, przedsiębiorcy, reprezentanci świata nauki i kultury z Polski i zagranicy. Hasło tegorocznej edycji brzmiało: „#CoBędzieJutro? Jaka demokracja, jaki rynek, jaka Europa?”.

Hapag­‑Lloyd otwiera centrum wiedzy w Gdańsku
Jeden z największych armatorów kontenerowych na świecie w 2020 r. otworzy w Gdańsku swoje centrum wiedzy. Inwestor ma w planach zatrudnienie 180 osób, w tym przede wszystkim specjalistów z obszarów takich jak: IT, zarządzanie towarami niebezpiecznymi oraz zarządzanie biznesem.

Statek do transportu żywych ryb gotowy
Stocznia Crist oddała do użytku w pełni wyposażony life fish carrier, czyli statek do transportu żywych ryb. Zamawiającym był norweski armator Arctic Group AS.

Port Gdańsk zbliża się do podium
W pierwszym półroczu br. Port Gdańsk odnotował wzrost przeładunków o 9 proc. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Oznacza to, że znajduje się on tuż za plecami trzeciego największego portu Morza Bałtyckiego – Primorska.

Za nami Baltexpo
W gdańskim Amber Expo odbyły się 20. Międzynarodowe Targi Morskie Baltexpo. W wydarzeniu wzięło udział ponad 250 wystawców z ponad 20 krajów. Podczas targów Krajowa Izba Gospodarki Morskiej tradycyjnie już przyznała nagrody – „Złote Kotwice”. Tegorocznymi laureatami zostali: Remontowa Shipbuilding, Gdańska Stocznia Remontowa oraz Marine Technology.

Gdańsk najbardziej punktualnym polskim lotniskiem
Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy w Gdańsku pozostaje najbardziej punktualnym polskim lotniskiem. W rankingu przygotowanym przez firmę VariFlight współczynnik punktualności gdańskiego lotniska wyniósł w czerwcu 82,65 proc., czyli o prawie 6 pkt. proc. więcej niż średnia dla wszystkich polskich portów lotniczych.

Rekordowo niskie bezrobocie na Pomorzu
W czerwcu br. stopa bezrobocia w województwie pomorskim wyniosła 4,4 proc., co jest najniższym wynikiem od kiedy prowadzone są badania. Stopa bezrobocia na Pomorzu była czwartą najniższą w skali wszystkich polskich województw.

Nowe połączenia lotnicze z Gdańska
W drugiej połowie grudnia Wizzair otwiera połączenie lotnicze z Gdańska do Edynburga, a w czerwcu przyszłego roku – do włoskiego Bari. Z kolei na przełomie października i listopada Wizzair oraz Ryanair otwierają swoje połączenia do Odessy.

Airport City Gdańsk
Przy lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku powstanie Airport City Gdańsk – kompleks siedmiu ekologicznych biurowców najwyższej światowej klasy, w których znajdzie się łącznie 100 tys. m² powierzchni biurowej. Inwestorem jest gdański Port Lotniczy. Koszt projektu ma przekroczyć miliard złotych.

Pomorskie czwarte w rankingu innowacyjności
Województwo pomorskie zajęło czwarte miejsce w rankingu najbardziej innowacyjnych polskich województw, przygotowanym przez Bank Millennium, utrzymując tym samym swoją pozycję sprzed roku. Na podium znalazły się województwa: mazowieckie, małopolskie oraz dolnośląskie.

1 za: www.forbes.pl

2 za: www.tvn24bis.pl

3 za: www.npb.pl

4 za: www.rp.pl

5 za: www.outsourcingportal.eu, www.efl.pl

6 za: www.forbes.pl

7 Dane za rok 2019 pochodzą ze zbioru otwartego, co oznacza, że przez cały rok sprawozdawczy rejestrowane są dane dotyczące wszystkich miesięcy (bieżących i poprzednich w przypadku dosyłania brakujących danych) oraz korekt rejestrowanych za okres sprawozdawczy, którego dotyczą.

8 W niniejszym podrozdziale wykorzystano informacje pochodzące m.in. z portalów trojmiasto.pl oraz pomorskie.eu.

Skip to content