Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Od potentata do… start‑upu

Pobierz PDF

Rozmowę przeprowadził Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Ambient System jest firmą, która osiągnęła sukces, wspinając się krok po kroku w łańcuchu wartości dodanej – począwszy od lokalnej działalności dystrybucyjnej, przez instalacyjno­‑dystrybucyjną, a kończąc na rozwijaniu zaawansowanego działu badawczo­‑rozwojowego oraz produkcji systemów, które są sprzedawane globalnie. W jaki sposób udało się Państwu przejść tę drogę?

Spółka ma całkiem długą historię, została założona bowiem w 1992 r., choć przekornie opowiadam znajomym, że pracuję w dynamicznie rozwijającym się start‑upie. Zaraz wyjaśnię dlaczego. Od samego początku główny segment działalności firmy był związany z bezpieczeństwem przeciwpożarowym – rozpoczynaliśmy od dystrybucji systemów detekcji pożaru. Po kilku latach spółka rozszerzyła działalność o ich instalację – pierwotnie na obszarze północnej Polski, a następnie na terenie całego kraju.

Pierwszym przełomowym momentem naszej działalności był rok 2004, kiedy w Polsce zaczęło obowiązywać rozporządzenie nakładające obowiązek stosowania dźwiękowych systemów ostrzegawczych w określonych obiektach, m.in. galeriach handlowych, hotelach, szpitalach czy biurowcach. Otworzyło to całkiem nowy segment w naszej branży, a my postawiliśmy sobie za cel zdobycie w nim czołowej pozycji jako dystrybutor – i to nam się udało.

Co natomiast z wątkiem start‑upowym?

Kolejny krok milowy nastąpił w 2010 r., kiedy podjęliśmy decyzję o stworzeniu działu R&D i rozpoczęciu prac nad własnym rozwiązaniem przeciwpożarowym. Oznaczało to ogromną rewolucję – przekształcenie charakteru firmy z relatywnie prostej dystrybucji na terenie Polski w organizację z własnym działem R&D, działem produkcji oraz strukturą dystrybuującą i – z czasem – wspierającą nasze produkty globalnie.

„Narodziny start‑upu”, o których wspominałem, nastąpiły w 2014 r., kiedy rozpoczęliśmy reorganizację firmy. Była to gigantyczna zmiana – skupiliśmy się wyłącznie na rozwijaniu własnych produktów, rezygnując z pozostałych, wcześniej świadczonych usług dystrybucyjno­‑instalatorskich. W rezultacie musieliśmy pożegnać 80% członków zespołu, a w ich miejsce zatrudnić nowych pracowników o kompetencjach potrzebnych przedsiębiorstwu produkcyjnemu z branży nowoczesnych technologii. Już w 2015 r. zadebiutował na rynku nasz sztandarowy produkt – system Multives, na którego bazie do dziś rozwijamy zarówno globalną sprzedaż, jak i nowe produkty.

Skąd wzięło się przekonanie, że tak dobrze rozwijającą się firmę trzeba zreorganizować, i to tak drastycznie?

Miały na to wpływ dwa zasadnicze powody – po pierwsze, będąc jednocześnie firmą o charakterze produkcyjnym i instalacyjnym, konkurowalibyśmy z naszymi potencjalnymi klientami. Już na wcześniejszym etapie, gdy zajmowaliśmy się działalnością instalacyjno­‑produkcyjną, nieraz słyszeliśmy od instalatorów, że powinniśmy podjąć decyzję – albo jesteśmy „przyjaciółmi”, czyli dostawcami, albo konkurentem, z którym walczy się o klienta.

Drugi powód jest związany z tym, że jesteśmy średniej wielkości przedsiębiorstwem z 60‑70 osobami na pokładzie. Aby móc dobrze prosperować jako firma produkcyjna działająca w sektorze zaawansowanych technologii, przy tej skali działalności trzeba się skupić na jednym obszarze i jak najlepiej się w nim wyspecjalizować. Zreorganizowaliśmy przedsiębiorstwo również po to, by uniknąć rozproszenia działalności, a co za tym idzie – ryzyka, że zbyt dużo naszego czasu i energii pochłaniałyby mniej dla nas istotne oraz zyskowne obszary działalności, takie jak sprzedaż czy instalacje. Dążyliśmy do tego, by być najlepsi w zakresie produktowym i zbudować w Gdańsku firmę, która osiągnie pozycję lidera na rynku europejskim w swojej branży.

Jesteśmy średniej wielkości przedsiębiorstwem z 60‑70 osobami na pokładzie. Aby móc dobrze prosperować jako firma produkcyjna działająca w sektorze zaawansowanych technologii, przy tej skali działalności trzeba się skupić na jednym obszarze i jak najlepiej się w nim wyspecjalizować.

Jaka jest specyfika branży, w której działacie?

Branża elektronicznych systemów bezpieczeństwa przeciwpożarowego jest częścią większego rynku bezpieczeństwa budynkowego, który można generalnie utożsamić z produkcją urządzeń elektronicznych o różnym stopniu zaawansowania. Cechuje ją jednak dość duża bariera wejścia, związana z kapitałochłonnością oraz wymaganymi kompetencjami. Firmy działające w naszym segmencie muszą spełniać wszelkie obowiązujące regulacje przeciwpożarowe. Nasze produkty są odpowiednio certyfikowane, co nakłada na nas dodatkowe wymagania – począwszy od etapu tworzenia koncepcji rozwiązań, przez ich produkcję, projektowanie systemów wykorzystujących nasze urządzenia, aż po etap instalacji produktów w obiektach.

Generalnie przedsiębiorstwa działające w tej branży muszą reprezentować unikatowy miks kompetencji, w którym umiejętność projektowania, produkcji i dystrybucji systemów przeciwpożarowych łączy się z wiedzą dotyczącą akustyki oraz cyfrowej dystrybucji sygnałów audio, czyli zagadnieniem związanym z sektorem telekomunikacji.

Oferujecie klientom wyłącznie produkt czy powiązane z nim usługi?

Podstawą naszego biznesu jest sprzedaż produktów. Niemniej jednak ze względu na specyficzny zestaw kompetencji, jaki jest wymagany przy implementacji tego typu rozwiązań, oferujemy naszym klientom również usługi w zakresie m.in. symulacji akustycznych, projektowania systemów czy wsparcia w zakresie programowania i uruchamiania naszych rozwiązań.

Kim są Wasi klienci i w jaki sposób udało Wam się odnieść sukces na polskim rynku?

Naszymi głównymi klientami są firmy instalujące systemy bezpieczeństwa w obiektach. W zdobyciu pozycji lidera na polskim rynku natomiast bez wątpienia pomogła nam nasza wcześniejsza działalność dystrybucyjno­‑instalatorska.

Dystrybucja rozwiązań innych firm a sprzedaż własnego know­‑how to jednak dwie zgoła odmienne kwestie – jak udało Wam się „przebić” z zaprojektowanym przez Was systemem?

Kluczowa była jakość oferowanego przez nas rozwiązania – opracowaliśmy jeden z najlepszych systemów na świecie w naszej kategorii. Skorzystaliśmy przy tym z naszej renty zapóźnienia – dzięki temu, że zaczęliśmy projektować system dopiero na przełomie roku 2013 i 2014, mogliśmy korzystać z najnowszych dostępnych wówczas technologii telekomunikacyjno­‑informatycznych. Mimo bardzo dynamicznych zmian w obszarze technologicznym nasze rozwiązanie nadal pozostaje „na czasie”, czego nie można powiedzieć o systemach konkurentów, które były projektowane wcześniej.

Opracowaliśmy jeden z najlepszych systemów na świecie w naszej kategorii. Skorzystaliśmy przy tym z naszej renty zapóźnienia – dzięki temu, że zaczęliśmy projektować system dopiero na przełomie roku 2013 i 2014, mogliśmy korzystać z najnowszych dostępnych wówczas technologii telekomunikacyjno­‑informatycznych.

Druga istotna kwestia jest związana z tym, że dzięki korzystaniu z najnowszych technologii wiele funkcji systemu mogliśmy przerzucić z hardware’u na software, optymalizując koszty. Dzięki temu nasz produkt jest z jednej strony wybitny technologicznie, a z drugiej – efektywny kosztowo. Mając dwa tego typu atuty, nasz system staje się bardzo atrakcyjny na rynku.

W jaki sposób udało się Wam stworzyć tak unikatowe rozwiązanie? Zaczynaliście swój projekt od zera czy raczej umiejętnie korzystaliście z dostępnego już na rynku know­‑how, odpowiednio „zlepiając” poszczególne elementy?

Dzięki temu, że przez wiele lat byliśmy firmą instalacyjną, mieliśmy bardzo dobre rozeznanie wśród produktów naszej obecnej konkurencji. Znaliśmy wszystkie silne i słabe strony ich rozwiązań, w praktyce weryfikowaliśmy, co się sprawdza, a co nie. Rozpoczynając prace nad naszym know­‑how, inspirowaliśmy się najlepszymi cechami produktów dostępnych na rynku i wzbogaciliśmy je o nowoczesną technologię w zakresie transmisji danych i przetwarzania sygnałów.

Dzięki temu, że przez wiele lat byliśmy firmą instalacyjną, mieliśmy bardzo dobre rozeznanie wśród produktów naszej obecnej konkurencji. Rozpoczynając prace nad naszym know­‑how, inspirowaliśmy się najlepszymi cechami produktów dostępnych na rynku i wzbogaciliśmy je o nowoczesną technologię.

Kim są Wasi najwięksi konkurenci na rynku?

Operują na nim głównie podmioty globalne, np. Bosch, Honeywell czy TOA, ale jest też kilka firm działających regionalnie – na rynku europejskim, np. ASL z Wielkiej Brytanii, RCF z Włoch czy LDA z Hiszpanii. Konkurencja oczywiście odbywa się na poziomie międzynarodowym. W odróżnieniu od naszych konkurentów, którzy zazwyczaj mają dużo szersze portfolio produktowe, my skupiamy się na wąskim wycinku rynku.

W jaki sposób udało się Wam dokonać ekspansji zagranicznej?

Początki działań eksportowych to rok 2013, kiedy to ze „strzępem” oferty, bazując na produktach innych producentów, próbowaliśmy dotrzeć do klientów w Europie. Celem nie była sama sprzedaż, lecz rozpoznanie rynków i klientów w kontekście projektowanego wówczas przez nas rozwiązania. Taka inwestycja zaowocowała lepszym dopasowaniem naszego produktu do poszczególnych rynków oraz bardzo dynamicznym rozwojem sprzedaży na tych rynkach, gdy weszliśmy już na nie w pełni przygotowani.

Dzisiaj nasza sprzedaż zagraniczna bazuje głównie na sieci dystrybutorów obsługiwanych z Gdańska, którzy mają silną pozycję w poszczególnych krajach. Jedynymi wyjątkami są Niemcy, Czechy i Słowacja, gdzie mamy swoje zespoły na miejscu.

Na których rynkach skupiliście największą uwagę i dlaczego?

Jesteśmy obecni na rynkach, gdzie obowiązują europejskie normy bezpieczeństwa przeciwpożarowego, które spełniają nasze produkty. Dlatego też w głównej mierze działamy na Starym Kontynencie, zahaczając też jednak o rynki, na których wspomniane normy są respektowane, m.in. na Bliskim Wschodzie, w Afryce czy w Azji Południowo­‑Wschodniej.

Od czasu reorganizacji zajmujecie się projektowaniem i produkcją własnych rozwiązań, a sprzedaż jest powierzona sieci dystrybutorów – skąd taka decyzja i w jaki sposób ich wybraliście?

Gdy rozpoczynaliśmy ekspansję zagraniczną, jednym z pierwszych pytań, jakie musieliśmy sobie zadać, było: ilu chcemy mieć partnerów­‑dystrybutorów w jednym kraju? Czy wybieramy rozwiązanie, w którym mamy 3‑5 dystrybutorów na danym rynku, czy raczej stawiamy na jeden silny podmiot, któremu udzielamy wsparcia i dajemy pełną swobodę działania w tym obszarze? Wyszliśmy z założenia, że pierwsza opcja jest bardziej konfliktogenna – często się zdarza, że jeden podmiot podbiera klienta drugiemu, inny gra nie fair i może to spowodować więcej kłopotów niż korzyści. Podjęliśmy więc decyzję, by w każdym kraju szukać wiarygodnego partnera, który ma silną pozycję w naszej branży i powierzyć mu „opiekę” nad danym rynkiem.

Kolejnym krokiem było zastanowienie się, jakich cech poszukujemy u „idealnego kandydata” na partnera – np. czy ma to być firma, która ma szeroką ofertę w zakresie bezpieczeństwa, czy raczej powinna mieć wąskie portfolio i skupiać się na dystrybucji 2‑3 systemów na rynku? Dzięki takim przygotowaniom ograniczyliśmy ryzyko wybrania podmiotu, który nie spełniłby ostatecznie naszych oczekiwań.

Wspominałem też o tym, że przed wejściem „na poważnie” na dany rynek, penetrowaliśmy go pod kątem podmiotów, które pasują do strategii naszej firmy, oraz weryfikowaliśmy, na ile proponowane przez nas produkty wpisują się w specyfikę danego rynku. Dzięki wszystkim tym działaniom w większości państw, w których się pojawiliśmy, mieliśmy raczej „miękkie lądowanie”. O tym, że to podejście dobrze się sprawdziło, najlepiej świadczą wyniki – mimo że w momencie wyjścia za granicę mieliśmy pozycję lidera na polskim rynku, to dziś, po czterech latach, znakomitą większość przychodów Ambient System stanowią te uzyskiwane ze sprzedaży eksportowej.

Przed wejściem „na poważnie” na dany rynek, penetrowaliśmy go pod kątem podmiotów, które pasują do strategii naszej firmy, oraz weryfikowaliśmy, na ile proponowane przez nas produkty wpisują się w specyfikę danego rynku. Dzięki wszystkim tym działaniom w większości państw, w których się pojawiliśmy, mieliśmy więc raczej „miękkie lądowanie”.

Jak Państwa klienci podchodzą do faktu, że jesteście firmą pochodzącą z Polski? Jak odbierana jest polska marka za granicą?

W branży bezpieczeństwa pożarowego budynków z sukcesem działa sporo firm z Polski, w tym również z Pomorza, np. Satel, Roger czy Mercor. Z naszego doświadczenia widzimy, że polskie przedsiębiorstwa są za granicą postrzegane pozytywnie przez pryzmat produktów stojących na wysokim poziomie zaawansowania technologicznego oraz dobrej jakości. W dodatku mają one dość konkurencyjne ceny w porównaniu z produktami pochodzącymi z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych.

Obecnie Ambient System rozpoczęło prace nad budową w Gdańsku centrum badawczo­‑rozwojowego, w którym zatrudnienie znajdzie docelowo ponad 100 osób. Podobnego typu inwestycje wśród polskich firm są raczej rzadkością – skąd taka decyzja?

Powodów realizacji takiej inwestycji oczywiście było co najmniej kilka. Jeden z najważniejszych dotyczył tego, że prowadzone dziś przez nas projekty rozwojowe, realizowane wspólnie z Politechniką Gdańską, związane m.in. z rozwojem algorytmów zwiększających zrozumiałość komunikacji oraz z nowymi obszarami wykorzystania naszych technologii, wymagają specjalistycznych laboratoriów akustycznych, których w naszej obecnej lokalizacji nie jesteśmy w stanie zbudować. Kolejnym powodem było to, że dynamiczny rozwój firmy generuje wzrost zapotrzebowania na powierzchnię biurowo­‑magazynowo­‑produkcyjną. Wreszcie zależało nam na zadbaniu o komfort pracy zespołu. Nie ukrywam też, że podjęcie decyzji znacznie ułatwiło nam dofinansowanie, jakie otrzymaliśmy ze środków Ministerstwa Rozwoju.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Na czym polega partnerstwo w biznesie?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Kiedy w biznesie można mówić o partnerstwie?

Partnerstwo to myślenie o interesie drugiej strony. Najprościej mówiąc: jeśli firmy są partnerami biznesowymi, to obydwie muszą czerpać satysfakcjonujące je korzyści z nawiązanej relacji. Sam jako przedsiębiorca niejednokrotnie brałem udział w transakcjach, w których moje korzyści były albo zerowe, albo tak małe, że na końcu wychodziłem z nich z niesmakiem. Trzeba dbać o to, by nie wzbudzać wśród swoich klientów, podwykonawców czy konsorcjantów takich uczuć. Mówiąc o partnerstwie w biznesie, nie można też jednak zapomnieć o relacjach wewnątrz firmy – tu również mógłbym odwołać się do zasady dbania o interes drugiej strony, czyli podwładnego, współpracownika, ale też przełożonego.

Partnerstwo to myślenie o interesie drugiej strony. Trzeba dbać o to, by nie wzbudzać wśród swoich klientów, podwykonawców czy konsorcjantów poczucia niesmaku ze zrealizowanej transakcji czy nawiązanej współpracy.

Skupmy się najpierw na kwestii partnerstwa na poziomie firm. Dlaczego jest im ono w ogóle potrzebne?

Warto przeanalizować to pod kątem dwóch kwestii. Pierwszą jest warstwa moralna, etyczna – każdy z nas postępuje według pewnego wzoru zachowań, który uważa za właściwy, który stara się szanować i poza niego nie wychodzić. Te zachowania staramy się respektować zarówno w życiu codziennym, prywatnym, jak i w pracy, w biznesie. Jeśli więc podpisuję z kimś umowę i zobowiązuję się w jej ramach do czegoś, to faktycznie chcę to robić, a nie oszukać partnera. Sądzę, że dla większości ludzi takie podejście jest naturalne.

W tym momencie należałoby zadać pytanie, dlaczego niektóre firmy nie zachowują się po partnersku. Tu wkracza drugi wymiar – ekonomiczny. Otóż niepartnerskie podejście jest na krótką metę bardzo opłacalne. Na przykład, jeśli umówiłem się z drugą firmą, że zabezpieczę transakcję, a tego w rzeczywistości nie zrobię, osiągnę z tego tytułu określone korzyści. To, że naraziłem transakcję na ogromne ryzyko, schodzi na drugi plan. Podobnie jest z firmami, które opóźniają dokonywanie płatności podwykonawcom – robią to, ponieważ osiągają dzięki temu w krótkim okresie korzyść finansową. Wolą poobracać kilkoma milionami złotych przez miesiąc czy dwa i sporo na tym zyskać, niż zapłacić na czas dostawcy. Nawet jeśli miałby on z tego powodu mieć kłopoty. Reasumując, dla niektórych przedsiębiorstw postawa partnerska jest obca, ponieważ krótkoterminowo „niepartnerstwo” bardzo się opłaca.

Realne partnerstwa są więc w stanie zawierać wyłącznie firmy myślące o swoim biznesie strategicznie, długofalowo?

Przede wszystkim mogą to być takie przedsiębiorstwa, ponieważ w długiej perspektywie podejście partnerskie jest po prostu bardziej efektywne. Jeśli prowadzę małą firmę, powinno mi zależeć na utrzymywaniu dobrych relacji z innymi relatywnie niewielkimi podmiotami, które w razie potrzeby będą mogły mi pomóc, np. gdy natrafię na operację biznesową, której nie będę w stanie udźwignąć samemu i będę zmuszony szukać kooperanta.

Podejście niepartnerskie jest na krótką metę bardzo opłacalne. Gdy jednak myśli się o biznesie strategicznie, długofalowo, partnerstwo przynosi wiele korzyści natury ekonomicznej.

W wypadku dużych firm partnerstwo wygląda nieco inaczej – często zdarza się, że „wieloryb” utrzymuje wokół siebie cały „plankton” partnerów, ponieważ w nieokreślonej przyszłości mogą mu się do czegoś przydać. Być może zapewnią mu pracowników, być może czegoś go nauczą, dostarczą jakieś rozwiązanie, bądź też uda się wykorzystać ich elastyczność. Takie relacje mają sens tylko na długą metę – krótkoterminowo zupełnie się nie opłacają.

Jakie są właśnie największe korzyści natury ekonomicznej, na co mogą liczyć firmy zachowujące się po partnersku w długiej perspektywie?

Po pierwsze, znacznie maleją koszty transakcyjne. Jeżeli ufam partnerowi, mniej muszę wydawać na weryfikację uczciwości drugiej strony, co jest przecież bardzo kosztowne. Zarządzanie wspólnymi projektami jest też mniej skomplikowane i tańsze: można na przykład ustalać rzeczy przez telefon, a niekoniecznie listem poleconym.

Po drugie, partnerstwo pozwala mi realizować znacznie więcej, niż mógłbym dokonać sam. Lepiej mieć samemu jednego cukierka, czy też mieć połowę cukierków z dużego worka? Ja wybieram drugą opcję, dzięki czemu mogę uczestniczyć w projektach, które przerastałyby naszą firmę, gdyby działała sama. Jeśli myśli się o biznesie długofalowo, opłaca się budować swoją zdolność koalicyjną i tworzyć konsorcja, współpracować z innymi przedsiębiorstwami, nawet jeśli teoretycznie są moimi konkurentami. Wymaga to jednak strategicznego myślenia.

Po trzecie, dzięki uczestnictwie w partnerstwie wzrasta moja odporność na ewentualne problemy. Nie ma dziś na świecie firmy, która byłaby pewna, że rynek, na którym funkcjonuje, będzie istniał za 10 lat. Jest wiele przykładów wielkich rynków, które się zawaliły, podobnie zresztą jak firm, które były tak zaangażowane w walkę z konkurencją, że umknął im moment rynkowego załamania. W sytuacji, gdy działalność przedsiębiorstwa skupia się wyłącznie na drapieżnej rywalizacji, gdy z wszystkimi wokół jesteśmy na „wojennej ścieżce”, może się okazać, że w momencie zredukowania rynku pozostaniemy zbyt słabi, aby przetrwać sami. Jeśli natomiast uczestniczymy w pewnego rodzaju partnerstwach, to łatwiej nam będzie przetrwać „odpływ”, a nawet liczyć na pomoc (np. wspólny lobbing).

Jakie są natomiast wymiary partnerstwa wewnątrz firmy?

Wspominałem na wstępie, że w tym wypadku również chodzi o to, by myśleć o interesie drugiej strony. Klasycznym przypadkiem są pracodawcy starający się dawać więcej elastyczności pracownikom, którzy są rodzicami małych dzieci. Z kolei ci rodzice powinni jednak myśleć o interesie firmy – czyli o wykonaniu obowiązków, których się od nich oczekuje.

Ciekawym i często pomijanym tematem jest partnerstwo jako relacje między członkami jednego zespołu, szczególnie w małych firmach. Gdy zespół składa się z czterech osób i jedna z nich nagle idzie na urlop czy zwolnienie lekarskie w sytuacji, gdy terminy gonią, a nad firmą wisi ryzyko poniesienia kar umownych, nietrudno o to, by koledzy znaleźli się „pod wodą”. Wiadomo, że w świetle prawa osoba będąca na wakacjach czy L4 nie może pracować i nikt nie może mieć o to do niej pretensji. Jednak w relacji partnerskiej, gdy pracownik idzie na zwolnienie lekarskie np. z powodu choroby dziecka, to nie chcąc zostawić kolegów z zespołu w niekomfortowej sytuacji – jeśli ma taką możliwość – może zadeklarować im swoją pomoc: w dogodnym momencie odebrać telefon, coś sprawdzić czy załatwić.

Czy nie jest to jednak pewna forma obchodzenia prawa?

Nie da się ukryć, że kodeks pracy – nie tylko w Polsce – wymusza bardzo wiele zachowań, które nie są partnerskie. Najlepiej obrazuje to kwestia urlopów, która jest bardzo ściśle uregulowana. Wyobraźmy sobie, że mamy końcówkę roku, pracownik wykorzystał już wszystkie dni urlopowe, a pilnie potrzebuje wziąć jeszcze dwa. W takiej sytuacji może pójść na urlop bezpłatny, ale zarówno pracodawca, jak i sam pracownik woleliby odliczyć te dwa dni od przyszłorocznej puli – to typowy przykład zachowania partnerskiego. Niestety, postępując w ten sposób, łamią prawo.

Pozostając jeszcze przy relacji pracodawca­‑pracownik: jakie mogą być inne wymiary partnerstwa na tej linii?

Nieraz jako pracodawcy zdarzyła mi się sytuacja, że ktoś odszedł z pracy, bo nie odpowiadało mu coś, co można było relatywnie łatwo zmienić. Nie mieliśmy ze sobą relacji partnerskich i z tego powodu ta osoba, zamiast powiedzieć nam wprost, co jej przeszkadza, przyszła złożyć wypowiedzenie. Spytałem się, dlaczego wcześniej nie powiedziała mi, z czym ma trudności. Spośród trzech problemów, które temu pracownikowi przeszkadzały, dwa mógłbym załatwić od ręki, a w kontekście trzeciego również moglibyśmy się dogadać, tyle że w nieco dłuższej perspektywie. Pracownikom może w pracy zależeć na wielu rzeczach: na wyższym wynagrodzeniu, na zmianie projektu, na możliwości pracy zdalnej, na jak najrzadszych delegacjach itd. Pracodawca z kolei dysponuje całym wachlarzem instrumentów – organizacyjnych, finansowych, kompetencyjnych, z których może skorzystać, aby zwiększyć satysfakcję pracownika, którego ceni i potrzebuje. Gdy relacje są partnerskie, możemy o tym szczerze porozmawiać. Gdy nie są – dochodzi do takich sytuacji jak ta, o której mówiłem wcześniej, w takim wypadku tracą zazwyczaj obydwie strony.

Partnerstwo jest zatem postawą, która opłaca się zarówno pracodawcy, jak i pracownikowi. Dlaczego zatem to podejście wcale nie jest powszechne?

To proste: oszustwo wyklucza partnerstwo. A każdy z nas zna kogoś, kto został kiedyś oszukany przez pracodawcę. To naturalne więc, że znając takie przykłady, trudno zaufać swojemu aktualnemu szefowi. Z kolei podejrzewam też, że większość pracodawców zetknęła się z oszustwem ze strony jakiegoś pracownika. To wszystko powoduje, że obie strony chronią się i są mniej skłonne do partnerstw. Przy czym, co smutne, partnerstwo mogą też blokować inne rzeczy – czasem zwykłe niezrozumienie się. Błędy – zarówno ze strony przełożonych, jak i podwładnych – zdarzają się i będą się zdarzały. W partnerstwie ważne jest jednak to, by potrafić sobie wybaczać i mimo zgrzytów ufać sobie.
Generalnie sądzę jednak, że podejście partnerskie w firmach staje się coraz popularniejsze. Często spotykam się z przykładami tego, że pracodawca dba o interes swojego pracownika, jest wobec niego empatyczny, traktuje go jako partnera, a nie podwładnego, który ma jedynie wykonywać swoje obowiązki.

Czy nie jest jednak tak, że dziś w sytuacji rynku pracownika takie zachowania ze strony szefów coraz częściej są po prostu koniecznością?

Owszem, jesteśmy dziś świadkami wielkiej zmiany na rynku pracy. Przedsiębiorcy, którzy do niedawna mieli luksus przebierania w osobach chętnych do pracy i nie zachowywali się po partnersku, teraz cierpią – muszą zmienić swoje przyzwyczajenia. Czasem i to nie pomaga, ponieważ gdy ktoś przez kilkanaście lat był despotą, mało kto uwierzy, że nagle stał się partnerem. Z kolei te firmy, które od lat działały z myślą o horyzoncie długoterminowym, korzystają dziś z relacji partnerskich, w których czują się dobrze i które są dla nich naturalne. Pracownicy są wobec nich bardziej lojalni, dobra opinia na rynku pracy powoduje też, że nie będą mieli problemów ze znalezieniem kolejnych wartościowych pracowników. Wniosek z tego taki, że jeśli myśli się o biznesie długofalowo, w latach tłustych nie należy nadmiernie korzystać ze swojej dominującej pozycji i postępować w sposób niepartnerski, ponieważ gdy ten okres się skończy, może być trudno utrzymać się na powierzchni.

Jeśli myśli się o biznesie długofalowo, w latach tłustych nie należy nadmiernie korzystać ze swojej dominującej pozycji i postępować w sposób niepartnerski, ponieważ gdy ten okres się skończy, może być trudno utrzymać się na powierzchni.

Wydaje się, że to, o czym Pan mówi, można przenieść z kategorii biznesu na każdą inną dziedzinę życia.

Tak, gdyż podejście partnerskie jest nie tyle podejściem biznesowym, ile podejściem do życia. Jest ono immanentną cechą wychowania. Jeśli moi rodzice traktowali siebie i innych wokół po partnersku, a ja widziałem to jako dziecko, będę miał świadomość tego, że zachowanie partnerskie jest właściwe i istnieje spora szansa, że będę tak postępował jako dorosły. Jeśli natomiast w moim otoczeniu – w domu, w szkole czy wśród znajomych – nie było zachowań partnerskich, widziałem przykłady oszukiwania drugiej osoby, sam zapewne też będę się chronił, zachowując się bardziej egoistycznie, nie po partnersku.

Podejście partnerskie jest nie tyle podejściem biznesowym, ile podejściem do życia.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jak włączyć polską e‑migrację w rozwój pomorskich przedsiębiorstw?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

W jakim celu została założona fundacja PLUGin?

Kilka lat temu zaobserwowaliśmy, że środowisku rozproszonych na całym świecie, pracujących w sektorze technologicznym i innowacyjnym Polaków drzemie ogromny i niewykorzystany potencjał. Potencjał ten był związany z ich doświadczeniami, kontaktami, „insiderską” i ekspercką wiedzą dotyczącą poszczególnych rynków. Fundacja powstała, żeby wspierać i sieciować tych ludzi, a także otwierać ich na relacje z polskimi firmami technologicznymi zainteresowanymi ekspansją międzynarodową. Zachęcamy do tego, by „Polak pomagał Polakowi”.

Na czym polega Wasza działalność?

Nasze działania opierają się na trzech fundamentach: connect, inspire, empower. Przede wszystkim łączymy ludzi, zwiększając szanse przecięcia się ich ścieżek. Jest to możliwe dzięki organizowanym spotkaniom networkingowym w różnych miejscach na świecie (tzw. PLUGiny) oraz konferencjom (np. Polish Tech Day w Londynie). W trakcie tych spotkań lokalni specjaliści, niekoniecznie Polacy, dzielą się swoją wiedzą ekspercką. W ten sposób wychodzimy również poza ramy narodowości, która według nas w dzisiejszym świecie może być pretekstem do rozpoczęcia rozmowy, ale nie powinna być jej ograniczeniem. I na koniec – PLUGin to również platforma, której zasoby wspierają realizację własnych pomysłów członków diaspory technologicznej.

Narodowość w dzisiejszym świecie może być pretekstem do rozpoczęcia rozmowy, ale nie powinna być jej ograniczeniem.

Jak doszło do powstania Fundacji?

Pomysł zrodził się w 2013 r. w Londynie w głowie Jacka Ratajczaka, związanego z wrocławskim środowiskiem technologicznym. Zaczęło się od spotkań w pubie, gdzie w nieformalnej atmosferze można było porozmawiać z kolegami po fachu, osobami z branży nowych technologii i innowacji, z podobnym nastawieniem do życia i pracy. Najpierw w takich spotkaniach brali udział polscy programiści z okolicznych banków i start­‑upów. Często przyprowadzali ze sobą nieco mniej „technicznych” znajomych, w tym również obcokrajowców. Z czasem zmieniliśmy formułę spotkań oraz stwierdziliśmy, że podobne grupy mogą powstać także w innych ważnych ośrodkach technologicznych na świecie. Za pomocą networkingu poznaliśmy osoby, które zaczęły organizować takie spotkania w Paryżu, Singapurze, San Francisco, Nowym Jorku, Wrocławiu czy Gdańsku.

Jak duża jest polska diaspora technologiczna na świecie? Gdzie znajdują się jej główne „węzły”?

Oszacowanie wielkości polskiej diaspory technologicznej jest bardzo trudne – wyzwaniem jest bowiem określenie granicy „technologiczności”. Niemniej jednak wydaje mi się, że głównych węzłów diaspory należy szukać w największych hubach technologicznych świata. To tam kotłują się pomysły, tam grawitują specjaliści, również z Polski. Takimi miejscami są dzisiaj Londyn, Berlin i Dolina Krzemowa, a na znaczeniu zyskuje m.in. Singapur.

W tym miejscu warto też wspomnieć, że jedną z inicjatyw Fundacji PLUGin, realizowaną we współpracy z Muzeum Emigracji w Gdyni, jest projekt „e‑Migracja – Polska Diaspora Technologiczna”. Jego celem jest zmapowanie polskiej diaspory technologicznej, aby lepiej ją poznać, zrozumieć powody wyjazdu oraz pozostania za granicą, a także poszukać możliwości podjęcia współpracy. Pierwszy raport z badania jest już dostępny do pobrania na stronie e‑migracja.eu. Jednym z najciekawszych wniosków jest obalenie mitu „emigranta zarobkowego” – jak się bowiem okazuje, głównym powodem wyjazdu z Polski w społeczności diaspory technologicznej były ciekawość świata i chęć rozwoju, a nie wyższe zarobki.

Głównym powodem wyjazdu z Polski w społeczności diaspory technologicznej były ciekawość świata i chęć rozwoju, a nie wyższe zarobki.

Fundacja PLUGin działa między innymi po to, by polska diaspora technologiczna miała swój wkład w rozwój polskiej gospodarki. W jaki jednak sposób polscy emigranci „nowego pokolenia” – ci, którzy wyjechali z Polski po to, by lepiej się rozwinąć, a nie po to, by przetrwać – mogą mieć udział w sukcesie polskich firm?

Ich najcenniejszą wartością – taką, której nie da się po prostu „wygoogle’ować” – jest znajomość lokalnych rynków. Wejście we współpracę z takimi osobami może umożliwić polskim firmom tzw. soft­‑landing, czyli wsparcie w wejściu na nowy rynek (co nie musi się odbywać tylko na linii z Polski za granicę, ale też z jednego państwa zagranicznego do kolejnego), przez wyjaśnienie lokalnej specyfiki, pokierowanie w odpowiednie miejsca czy zrobienie wartościowego „intro”. Taka pomoc bywa w biznesie wręcz bezcenna.

Wejście we współpracę z reprezentantami diaspory technologicznej może umożliwić polskim firmom tzw. soft­‑landing, czyli wsparcie w wejściu na nowy rynek, przez wyjaśnienie lokalnej specyfiki, pokierowanie w odpowiednie miejsca czy zrobienie wartościowego „intro”.

Czy reprezentanci polskiej diaspory technologicznej są skorzy do takiej współpracy? Mówiąc o naszych cechach narodowych, często wymienia się przecież nieufność, brak chęci do współpracy, zawiść etc.

W Polsce nie jest jeszcze powszechne to, żeby ktoś dzielił się bezinteresownie swoimi kontaktami czy doświadczeniami – raczej chroni je jako własne, bolesne lekcje z przeświadczeniem, że „skoro ja się nauczyłem na swoich błędach, to niech inni mają tak samo”. Taki brak przepływu wiedzy spowalnia rozwój całego ekosystemu.

Mamy jednak bardzo ciekawą obserwację: Polacy, którzy wyjechali za granicę, często przesiąkają tamtejszą otwartością i chęcią odwdzięczenia się za otrzymaną pomoc (tzw. giving back to the community), bardzo chętnie pomagając innym, szczególnie swoim rodakom. Sentyment związany z narodowością i językiem jest powszechny, a im ktoś dawniej wyjechał, tym jest on większy. Sam tego doświadczyłem kilka lat temu w Dolinie Krzemowej, gdzie pracujący tam od lat Polacy aktywnie szukają możliwości wsparcia polskich przedsiębiorców.

Polacy, którzy wyjechali za granicę, często przesiąkają tamtejszą otwartością i chęcią odwdzięczenia się za otrzymaną pomoc. W Polsce nie jest jeszcze powszechne, żeby ktoś chętnie dzielił się swoimi kontaktami czy doświadczeniami – raczej je chroni jako własne, bolesne lekcje.

Jakie są efekty działalności Fundacji PLUGin? Czy można je w ogóle w jakiś sposób zmierzyć?

Efekty z jakiejkolwiek działalności – czy to biznesowej, czy wolontariackiej – są proporcjonalne do poziomu zaangażowania. Tak jest także w wypadku działalności Fundacji PLUGin. Konkurujemy o czas naszych wolontariuszy z wieloma innymi organizacjami. Przez 6 lat działalności – najpierw bardziej nieformalnej, teraz już w formie fundacji – udało nam się przekonać blisko 100 osób do poświęcenia nam części swojego czasu. Niekiedy była to współpraca dłuższa i intensywniejsza, czasem krótsza i płytsza.

Jak najbardziej możemy mówić o przypadkach, kiedy nasza działalność dała wymierne efekty. Dzięki udziałowi w naszych spotkaniach wielu ich uczestników znalazło nową, bardziej inspirującą pracę. W podobny sposób pomogliśmy w nawiązaniu lokalnych relacji założycielom co najmniej jednego start­‑upu, a jeden z gdańskich software house’ów na naszej konferencji Polish Tech Day zrekrutował nowego szefa działu sprzedaży na lokalnym rynku. I na koniec – co faktycznie jest mniej mierzalne, a bardziej „wyczuwalne”, lecz bardzo cieszy – mamy wrażenie, że nasza działalność przyczynia się do poprawy wizerunku Polaków w oczach zarówno obcokrajowców, jak i naszych rodaków mieszkających za granicą.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jak edukować do bycia twórcą technologii?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Pokolenie osób urodzonych pod koniec lat 80. oraz w latach 90. często słyszało od rodziców, że kluczem do osiągnięcia sukcesów w dorosłym życiu jest nauka języków obcych. Te przewidywania w sporej mierze się sprawdziły. Czy współcześnie takim kluczem do przyszłych sukcesów może być nauka programowania?

Nie uważam, że zamiast języka angielskiego czy hiszpańskiego dzieci powinny uczyć się dziś w szkołach konkretnych języków programowania, gdyż często się one zmieniają – różne są mody, jedne języki zyskują na popularności, inne je tracą, na rynku pojawiają się też zupełnie nowe. Nie zmienia to jednak faktu, że we współczesnym świecie warto wiedzieć, do czego służy programowanie, w jaki sposób zachodzi, na czym polega myślenie algorytmiczne czy logiczne. Opiera się dziś przecież na nich praktycznie cała gospodarka, a w przyszłości będzie się to tylko intensyfikowało.

Chodzi więc nie o naukę programowania, a o nauczenie się pewnego sposobu myślenia?

Chodzi o to, by dzieci już na wczesnych etapach edukacji miały świadomość, że mogą być nie tylko konsumentami, lecz również twórcami technologii – cyfrowych aplikacji, produktów, pomysłów, usług. Uczeń szkoły podstawowej podczas lekcji programowania potrafi już stworzyć prostą stronę internetową czy grę, jak np. wąż czy tetris. Widzi, że może nie tylko w nią grać, ale i ją projektować. Może się nią pochwalić rodzicom i szkolnym kolegom. Dla młodego człowieka stanowi to niesamowitą motywację do nauki.

Dzieci już na wczesnych etapach edukacji powinny mieć świadomość, że mogą być nie tylko konsumentami, lecz również twórcami technologii – cyfrowych aplikacji, produktów, pomysłów, usług.

Czy należy się spodziewać, że w przyszłości udział twórców technologii w ogóle społeczeństwa będzie się powiększał?

Sądzę, że proporcja nie będzie się mocno zmieniała. W nauce programowania wśród dzieci chodzi jednak o to, by pokazać im, że istnieje coś takiego jak programowanie i dać im szansę na realizowanie się w nim, jeśli im się spodoba. Często jest tak, że dzieci są bardzo szybko kierunkowane na pewną ścieżkę edukacyjną – czy to bardziej techniczną czy humanistyczną – w której są niejako „zamykane”, nie sprawdziwszy wcześniej innych opcji rozwojowych. Takim młodym ludziom, znajdującym się na samym starcie swojej edukacji warto pokazać, do czego służy informatyka i programowanie i to nie na zasadzie: „kiedyś ci się to może przydać”, lecz uświadamiając, jak wiele można zrobić na podstawie wiedzy, którą poznało się np. w ciągu jednego tygodnia. Każda z lekcji zaprojektowanych przez RoboCamp kończy się stworzeniem jakiegoś projektu, dzieła, robota, gry, którymi dzieci mogą się później pobawić. A czy na przyszłych etapach edukacji dziecko wybierze kierunek bardziej ścisły, czy humanistyczny – nie ma żadnego znaczenia. Ważne, by spróbowało namiastki programowania i wiedziało, czy ta ścieżka go fascynuje, czy nuży. Wszyscy uczą się w szkole chemii, a nie każdy zostaje przecież chemikiem.

Każda z lekcji zaprojektowanych przez RoboCamp kończy się stworzeniem jakiegoś projektu, dzieła, robota, gry, którymi dzieci mogą się później pobawić. Dla młodego człowieka stanowi to niesamowitą motywację do nauki.

Nauka programowania w szkołach powinna być więc kierowana nie tylko do klas matematyczno­‑informatycznych, czy technologicznych kółek zainteresowań, ale do wszystkich dzieci?

Zdecydowanie powinna być to powszechna wiedza, która pojawia się na pewnym etapie edukacji dla wszystkich dzieci. Szczególnie, że nauka programowania znajduje się przecież w podstawie programowej dla szkół podstawowych – zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach na świecie. Ma to na celu nie tylko zainteresowanie dzieci programowaniem, ale też przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu. Nie wyklucza to oczywiście istnienia kółek zainteresowań, które będą doskonaliły dzieci, przygotowywały je do udziału w olimpiadach itd. Tak samo jest jednak z każdym innym przedmiotem w szkole. Są regularne lekcje geografii dla wszystkich i kółka geograficzne dla zainteresowanych. Gdyby ograniczyć naukę programowania tylko do kółek, chodziłyby na nie w większości dzieci, które poznały ten temat na zajęciach pozaszkolnych, czyli raczej te z dość majętnych rodzin, których stać było na opłacenie prywatnego kursu. Moim zdaniem byłoby to krzywdzące dla pozostałych.

Czy nie jest jednak tak, że istnieje wiele rzeczy, które warto, by dzieci poznały, lecz nie zawsze da się to zmieścić podczas zajęć szkolnych? Dlaczego akurat programowanie?

Programowanie z elementami robotyki, czym zajmujemy się jako RoboCamp, to bardzo interdyscyplinarna dziedzina, na przykładzie której można dzieciom pokazać, do czego służą inne przedmioty, jak fizyka czy matematyka. Młody człowiek podczas zajęć widzi np. że pewne funkcjonalności związane z zachowaniem robota można najpierw policzyć, a później sprawdzić eksperymentalnie odpowiednio je zakodowując. To świetne narzędzie do tego, by pokazać dzieciom, do czego służą elementy wiedzy, które poznajemy w szkole.

Czy zakładając w 2006 r. RoboCamp widział Pan już pewne trendy i zjawiska technologiczne, które dziś tak mocno oddziałują na naszą rzeczywistość?

Spodziewałem się, że w niedalekiej przyszłości pojawi się duże zapotrzebowanie na usługi programistów i inżynierów. Już wtedy uważałem, że nauka programowania i robotyki powinna być obecna na zajęciach szkolnych jak najwcześniej po to, by jej efekty były lepsze i trwalsze. Przez pierwszych 10 lat byliśmy firmą usługową, prowadzącą zajęcia edukacyjne. Z biegiem lat schodziliśmy na coraz to niższe etapy edukacji – począwszy od poziomu studiów, przez szkołę podstawową, na zerówce kończąc. Przez te 10 lat stworzyliśmy sami dla siebie program dydaktyczny, który miał pomóc w prowadzeniu zajęć naszym edukatorom, pracującym w 12 polskich miastach. Zależało nam na tym, by prowadzili zajęcia na przyzwoitym poziomie i żeby materiały wykorzystywane podczas lekcji były regularnie aktualizowane i udoskonalane.

W jaki sposób nastąpiła transformacja z firmy stricte usługowej do oferującej gotowe produkty e‑learningowe?

Wyszło to ze strony naszych klientów – przede wszystkim nauczycieli szkół, którzy zaczęli nam zgłaszać, że gdyby mieli dostęp do naszych kursów i platformy e‑learningowej, to świetnie poradziliby sobie w edukowaniu uczniów bez naszych pracowników. Przystaliśmy na to – zamiast dalej prowadzić zajęcia „własnymi rękami”, dopracowaliśmy produkt, który zaoferowaliśmy nauczycielom. Od 2016 r. wspiera on prowadzenie szkolnych zajęć z programowania i robotyki.

Szkoły są dziś głównym odbiorcą Waszych usług?

To jedna z dwóch najważniejszych grup klientów – oferujemy też bowiem nasze produkty firmom edukacyjnym, które prowadzą dla dzieci zajęcia pozalekcyjne w oparciu o naszą platformę. Jeśli chodzi o szkoły – nasze programy są przygotowane z myślą o zerówce i szkole podstawowej, a wśród klientów mamy placówki zarówno publiczne, jak i prywatne.

Czy zajęcia z programowania i robotyki w oparciu o Waszą platformę musi prowadzić odpowiednio wykwalifikowany nauczyciel?

Wielką zaletą naszej platformy jest to, że jest to produkt bardzo atrakcyjny z perspektywy nauczyciela – każdy sobie z nim poradzi, niezależnie od tego, jakie jest jego doświadczenie w pracy z komputerem. Zdecydowana większość jego użytkowników nie ma pojęcia o informatyce i nie stanowi to bariery. Korzystają na tym dzieci – dzięki możliwości łatwego nauczania zajęcia mogą być prowadzone zarówno w dużych szkołach miejskich, jak i małych wiejskich.

Boom na IT stara się dziś wykorzystać wiele firm edukacyjno­‑szkoleniowych: zarówno w zakresie usług nakierowanych na dzieci, jak i dorosłych. Jak radzicie sobie z konkurencją?

Znacząca liczba polskich firm, które prowadzą zajęcia z programowania dla dzieci to nasi klienci. Ciężko więc powiedzieć, że z nimi konkurujemy – oferujemy im nasze materiały szkoleniowe, a one wykorzystują je w swojej działalności. Jeśli natomiast chodzi o realną konkurencję – są nią tylko i wyłącznie amerykańskie podmioty, tworzące platformy e‑learningowe podobne do naszej. Tyle tylko, że są one bardziej zorientowane na uczenie samego programowania, bez aspektu robotyki, która jest naszym wyróżnikiem.

Znacząca liczba polskich firm, które prowadzą zajęcia z programowania dla dzieci to nasi klienci. Realną konkurencję stanowią dla nas tylko i wyłącznie amerykańskie podmioty, tworzące platformy e‑learningowe podobne do naszej.

Generalnie jednak obszar, w którym działamy – pomimo dynamicznego rozwoju technologii IT – stanowi nadal, w skali świata, dość niewielką niszę. Oprócz wspomnianej konkurencji ze Stanów Zjednoczonych, nikt nie posiada produktu podobnego do naszego. Wyjątkami są państwa, w których nie szanuje się zbytnio własności intelektualnej, jak Rosja czy Chiny. Dla nas jest to jednak o tyle bezpieczne, że podróbki naszej platformy są dostępne tylko na tych wydzielonych rynkach, na których my i tak raczej nie działamy. Dopóki nie wchodzą one na rynek europejski, czy amerykański nie stanowi to dla nas problemu. Gdy natomiast tu wejdą – mamy możliwość prawnego reagowania na tego typu incydenty, z czego korzystamy.

W którym momencie zdecydowaliście się wyjść za granicę – jeszcze jako firma szkoleniowa, czy dopiero w momencie uruchomienia sprzedaży produktu?

Nigdy nie oferowaliśmy usług szkoleniowych za granicą – to trudne, drogie i ciężko skalowalne. Natomiast sprzedaż produktu dostępnego online rozpoczęliśmy właśnie za granicą. Skupiliśmy się na rynku amerykańskim. Dopiero po roku zaoferowaliśmy go też w Polsce. W tym momencie nadal większość naszych przychodów pochodzi z USA, lecz udział naszego krajowego rynku stale się zwiększa.

Jak nieznanej na amerykańskim rynku firmie z Polski udało się przebić za Oceanem oraz wyrobić swoją markę i rozpoznawalność?

Ciężką pracą – tu nie ma dróg na skróty. Jako że odbiorcami naszego produktu są głównie nauczyciele, staraliśmy się do nich dotrzeć. Początkowo oferowaliśmy nieodpłatnie online bardzo wiele poradników, informacji, które wspierały ich w prowadzeniu zajęć z programowania i robotyki. Prowadziliśmy bloga, byliśmy aktywni w sieciach społecznościowych, zaczęliśmy też wreszcie pokazywać nasze produkty podczas różnego rodzaju wydarzeń internetowych skupionych wokół nauczycieli. Po jakimś czasie ta inwestycja w czas i pracę zaczęła się zwracać – nauczyciele, a właściwie szkoły po ich rekomendacjach, zaczęły kupować dostęp do naszej platformy. Nadal kontynuujemy ten kierunek, choć jest to dość mozolna praca, a koszt pozyskania klienta jest wysoki. Plusem jest to, że gdy kogoś już uda nam się przekonać, zazwyczaj zostaje z nami na lata.

W jaki sposób udaje się Wam konkurować z amerykańskimi platformami, i to na ich rodzimym rynku? Czy tą przewagą są aspekty robotyki?

Główną przewagą naszego produktu jest to, że jest on przygotowany pod nauczyciela. Większość rozwiązań oferowanych przez konkurencję skupia się natomiast na rodzicu oraz dziecku, które pracuje indywidualnie w domu. Czas trwania danego ćwiczenia jest w takim wypadku nieadekwatny do czasu trwania lekcji. Trwające kilka godzin eksperymentowanie z robotem jest możliwe do wykonania w warunkach domowych, kiedy jest dużo czasu i można go rozłożyć na kilka dni. Natomiast w szkole jest to niewykonalne – tu wszystko musi się zamknąć w 45 czy 90 minutach. Wszystkie lekcje dostępne na naszej platformie są przygotowane tak, by nauczyciel był je w stanie w tym czasie przeprowadzić pod względem logistycznym i metodyczno­‑technicznym.

Jakie są Wasze plany na przyszłość – zdobycie kolejnych rynków, czy dywersyfikacja działalności, np. stworzenie platformy e‑learningowej dla dorosłych?

Chcemy dalej specjalizować się w tym, co potrafimy najlepiej, czyli w tworzeniu materiałów do prowadzenia zajęć w szkołach. Planujemy zwiększać swój zasięg produktowy – przygotowywać lekcje pod różne roboty, skierowane do różnych grup edukacyjnych, a także wydłużyć czas nauki na naszej platformie, tak by obejmowała okres od zerówki aż do końca szkoły średniej. Mamy w zamiarze przygotować także specjalne programy, które będą przygotowywały uczniów do olimpiad informatyczno­‑programistycznych. Moim planem, który wdrażam w życie jest to, by dzieci, które są pasjonatami w tej dziedzinie mogły jeszcze przed studiami nabyć szerokiej wiedzy i umiejętności związanych z programowaniem, tak by w przyszłości miały większe szanse na zostanie wysokiej klasy specjalistami. Jeśli takiej nauki nie ma przed studiami – trudno jest później zostać świetnym programistą. Moim zdaniem nie chodzi bowiem o to, byśmy mieli olbrzymie ilości „programistów­‑rzemieślników”, a o to, by nasi programiści byli najlepsi. Na ilość rzemieślników nigdy nie wygramy z krajami takimi jak np. Indie, gdzie średniej klasy specjalistów jest mnóstwo.

Nie chodzi o to, byśmy mieli olbrzymie ilości „programistów­‑rzemieślników”, a o to, by nasi programiści byli najlepsi. Na ilość rzemieślników nigdy nie wygramy z krajami takimi jak np. Indie, gdzie średniej klasy specjalistów jest mnóstwo.

Jaka jest, bazując na Waszych doświadczeniach, marka polskiego IT za granicą?

Nigdy nie spotkaliśmy się z negatywnym podejściem – prędzej reakcje na kraj naszego pochodzenia były pozytywne. Generalnie mam wrażenie, że za granicą, przede wszystkim w Azji, klienci postrzegają nas w pierwszej kolejności jako firmę europejską. To, czy jesteśmy z Polski, Czech czy Francji nie ma już natomiast aż tak wielkiego znaczenia. Zyskujemy na naszej europejskości.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Idea partnerstwa, czyli obywatelskie Pomorze

Pobierz PDF

Niniejszy artykuł pochodzi z książki po XI Pomorskim Kongresie Obywatelskim pt. „Partnerskie Pomorze dla demokracji i rozwoju”, którą można nieodpłatnie pobrać tutaj.

Pomorze nie jest regionem łatwym do zrozumienia i poznania, szczególnie pod względem kulturowym i tożsamościowym. Jesteśmy specyficzną mieszanką zakorzenienia i migracji, trwałości i ulotności, ciągłości i zerwania, poczucia bycia u siebie od zawsze i jednocześnie myślenia o sobie jako o wygnańcach.

W takim regionie jak nasz, jeśli nie chce się generować konfliktów, sporów i napięć, jeśli chce się uniknąć pogłębiania podziałów i zamierza się budować nici porozumienia, trzeba działać w oparciu o partnerstwo – którego niestety dziś w całej Polsce mamy ogromny deficyt. Na czym polega to podejście? Można je zdefiniować za sprawą pięciu zasad.

Pięć zasad partnerstwa

I

Po pierwsze, większą odpowiedzialność za tworzenie i podtrzymywanie partnerskich relacji ponoszą ci, którzy sprawują władzę. Każdą władzę – polityczną, ekonomiczną, duchową, jak i moralną, instytucjonalną czy nieformalną. Oczywistym jednak jest, że nasza uwaga kieruje się przede wszystkim w stronę władzy politycznej. Nigdy dość przypominania, że władza może być sprawowana na różne sposoby i nikt nikomu nie broni używać jej w sposób partnerski. A my, jako społeczeństwo, mamy prawo pytać, dlaczego nie jest w taki sposób sprawowana.

Władza może być sprawowana na różne sposoby i nikt nikomu nie broni używać jej w sposób partnerski. A my, jako społeczeństwo, mamy prawo pytać, dlaczego nie jest w taki sposób sprawowana.

Partnerstwo zaś w sprawowaniu władzy polega na tym, że poważnie traktuje się adwersarzy. Warto tu zacytować myśl młodego Lecha Bądkowskiego z 1946 r.: Demokratyczności ustroju nie uzyskuje się prostym istnieniem kłócących się partii, ale wprzęgnięciem możliwie najszerszych mas ludności do służby państwu. Nigdy nie uda się tego uzyskać przez stawianie bezpośrednio odległego ideału państwa przed oczyma zwykłego obywatela1. Tego „wprzęgnięcia” bez przestrzegania zasady partnerstwa w żaden sposób nie da się zrealizować.

II

Ale z tym związana jest druga zasada – nie ma partnerstwa bez samorządności. Ale też nie ma samorządu bez partnerstwa. Tylko w samorządnych wspólnotach mogą współżyć zgodnie różnorodne typy kulturowe. Sami jednak musimy też wiedzieć, na czym polega prawdziwy samorząd – i niekiedy przypominać o tym samym samorządowcom. Bądkowski w innym miejscu pisał: Jest rzeczą powszechnienie wiadomą, że kiedy obywatel nie ma wpływu na władzę i bieg spraw publicznych, to przestaje się nimi interesować, przynajmniej przestaje się interesować aktywnie i pozytywnie, odstępuje od nich, staje się apolityczny, a często także niechętny władzy lub wręcz wrogi. Również powszechnie wiadomo, że współodpowiedzialność obywatela za władzę istnieje tylko wtedy, kiedy obywatel ma możność rzeczywistego współudziału w sprawowaniu władzy; nie będąc dopuszczonym do współdecydowania, obywatel nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swych władców2.

To ostatnie zdanie winno stać się kluczową dyrektywą partnerskiego samorządu – i nie tylko jego. Partnerstwo zakłada bowiem godność, podmiotowość i sprawstwo. Uznanie, że ja coś mogę, że coś ode mnie zależy, że ma znaczenie co myślę, robię i mówię. Że biorę za to odpowiedzialność i nikt mnie z tej odpowiedzialności nie zwolni. Ani też mi godności, podmiotowości i sprawstwa nie odbierze.

Tyle tylko, że we wszystkim trzeba mieć umiar. Sprawstwo nie może oznaczać, że tylko moja wola się liczy. Podmiotowość nie może być egoizmem. A godność nie może zasadzać się na wyimaginowanych zasługach, nieustannym obrażaniu się i honorowym zadęciu. Ustrzec nas przed tym może tylko zdrowy samokrytycyzm. Silne wspólnoty nie boją się krytycznego myślenia i mówienia o sobie. Nie obrażają się o byle co. Nie krzyczą wszem i wobec: „ja jestem najbardziej skrzywdzony, nikt mnie nie lubi i mnie nie rozumie”. I nie wykorzystują tego do budowania murów, odgradzania się, izolowania.

Partnerstwo zakłada sprawstwo, podmiotowość i godność. Tyle tylko, że we wszystkim trzeba mieć umiar. Sprawstwo nie może oznaczać, że tylko moja wola się liczy. Podmiotowość nie może być egoizmem. A godność nie może zasadzać się na wyimaginowanych zasługach, nieustannym obrażaniu się i honorowym zadęciu.

Pamiętajmy o tym, co L. Bądkowski pisał już kilka dziesięcioleci temu: Izolacjonizm narodowy daje pożywkę jawnej ksenofobii. Nieuchronnie ścieśnia horyzonty, spłaszcza kulturę, obniża zasięg i poziom myślenia3. Dotyczy to każdego izolacjonizmu. Ludzie w nim tkwiący nie są w stanie zbudować partnerskich relacji ani wewnątrz swojej wspólnoty, ani tym bardziej na zewnątrz. Są za to mistrzami w umartwianiu się, narzekaniu, obrażaniu i byciu ofiarą.

III

Trzecia zasada mówi o tym, że partnerstwo buduje się tylko w świecie czytelnych, przewidywalnych i przestrzeganych zasad. Dodać należy – zasad, które także są tworzone w sposób partnerski. Tym samym stają się one źródłem ładu instytucjonalnego.

Partnerstwa nie da się narzucić. Ale bardzo łatwo można je zburzyć, niszcząc instytucje, które stoją na straży przestrzegania zasad. Niestety, mamy w Polsce niezwykłą łatwość niszczenia ładu instytucjonalnego, co wynika z nieopuszczającej nas „nerwicy reformacyjnej” oraz przekonania, że moja czy nasza wola jest ponad wszystko – zwłaszcza, gdy czujemy się powiernikami woli suwerena. Tymczasem instytucje leżą u podłoża kultury obywatelskiej i nie ma mowy o silnych, zdrowych i partnerskich wspólnotach, w których dochodzi do destrukcji ładu instytucjonalnego.

IV

Czwarta zasada głosi, iż bez partnerstwa nie ma obywatelskości. A bycie obywatelem oznacza zawsze bycie z innym. Trzeba więc chcieć i umieć być razem z innymi.

Inność może wypływać z różnych pobudek, kryteriów i okoliczności, ale bez względu na nieszanowanie podmiotowości „innego” jest nie tylko normą pragmatyczną, ale przede wszystkim etyczną. Oznacza uznanie w nim człowieka, nawet jeśli się od nas zasadniczo różni.

Paweł Adamowicz w ostatniej swojej książce pisał: Chcemy budować szczęśliwe społeczeństwo, które nie będzie nikogo odrzucać, w którym wszyscy będą czuli się u siebie. Takie społeczeństwo opiera się na prostych wartościach: demokracji, praworządności, wolności wypowiedzi, wolności wyznania, równości kobiet i mężczyzn oraz sprawiedliwości4.

I kilka stron dalej dodawał: Można i trzeba chronić podstawy narodowej tożsamości, dbając o bezpieczeństwo Polaków, ale nie sprzeniewierzając się jednocześnie podstawowym zasadom moralnym, pielęgnując empatię, wrażliwość i solidarność, za którymi musi pójść postawa gotowości do pomocy i nawet poświęcenia części swego dobrobytu dla potrzebujących. Także obcych, także uchodźców, także wyznawców innych religii. Nie tylko swoich5.

V

Zasada piąta mówi, że partnerstwo zaczynamy od siebie. Nie oczekujmy, że to ktoś powie, zrobi, zadziała za nas. Siła wspólnot tkwi w naszym zaangażowaniu, bo tylko dzięki niemu możemy tworzyć prawdziwe partnerstwa. I jeszcze raz Paweł Adamowicz: Do naprawy demokracji potrzebni są zaangażowani obywatele, którzy nie są „jednodniowymi suwerenami”, ale sprawują kontrolę nad rządzącymi w sposób ciągły i systematyczny. Ekspresja obywatelska nie może się ograniczać do wyborów, czyli prostej procedury sankcjonowania władz i ogólnych kierunków polityki6.

Jakie są warunki takiego obywatelskiego zaangażowania? Z pewnością sprzyja mu rozwijanie kompetencji obywatelskich oraz dbałość o kulturę dialogu i kulturę konfliktu, czyli o umiejętność kłócenia się. A także docenianie kompromisu, do czego zachęca nas maksyma dawnych Gdańszczan, widniejąca na Złotej Bramie w Gdańsku, patrząc na nią od strony ul. Długiej: Concordia res publica parvae crescunt, discordia magnae concidunt, a więc: Zgodą małe państwa wzrastają, niezgodą wielkie upadają.

Podsumowanie

Dziś patrząc na Gdańsk, Pomorze i Polskę widzimy, że potrzebujemy silnych i partnerskich wspólnot obywatelskich. Wspólnot samokrytycznych, opartych na umiarkowaniu i rozsądku, ceniących kompromis, ufających sobie i innym. Wspólnot zdolnych do refleksji, systematyczności i wytrwałości, budujących wysoką kulturę dialogu, ale też sprawne mechanizmy rozwiązywania konfliktów. Wspólnot nie godzących się ani na moralistyczny maksymalizm, ani na pesymistyczną mimikrę. Pamiętających, że wolność jest ważna i nie jest dana raz na zawsze, że demokracja ma znaczenie i trzeba o nią zabiegać, a także że Polska jest jedynym naszym domem i musi być wspólna.

1 L. Bądkowski, O krajowości, [w:] tegoż, Pomorska myśl polityczna, Gdynia 1990, s. 55.

2 L. Bądkowski, Kaszubsko­‑pomorskie drogi, Gdańsk 1978, s. 39.

3 L. Bądkowski, Twarzą do przyszłości. Kaszubsko­‑pomorskie drogi, Gdynia 1990, s. 96.

4 P. Adamowicz, Gdańsk jako wspólnota, Gdańsk 2018, s. 30‑32.

5 Tamże, s. 47.

6 Tamże, s. 61.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w II kwartale 2019 r.

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

Zapowiadane od wielu miesięcy spowolnienie gospodarcze wciąż nie może dogonić polskiej gospodarki. Choć eksperci nie wątpią w to, że nareszcie to nastąpi, to jednak mało kto wierzy w jego gwałtowny i „ostry” charakter – przeciwnie, można się spodziewać, że będzie to proces raczej powolny i stopniowy. Zdaniem dyrektora Analiz Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego, Piotra Szpunara, koniunktura w Polsce „oderwała się” od koniunktury w Niemczech. Dzięki temu jedynie w niewielkim stopniu odczuwamy silne spowolnienie gospodarki strefy euro, a w szczególności naszych zachodnich sąsiadów – a właśnie tym argumentowano niechybne nadejście do Polski recesji (głównie w sektorze przemysłowym). Nie zmienia to jednak faktu, że w niektórych branżach koniunktura gospodarcza pogarsza się i nie widać na razie perspektyw na jej poprawę – najgorzej sytuacja wygląda w przypadku usług, gdzie wszystkie parametry składające się na koniunkturę pozostają negatywne1.

Analizując wartości indeksu bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa można stwierdzić, że wśród pomorskich przedsiębiorców w II kwartale br. dominowały dobre nastroje – we wszystkich siedmiu badanych sektorach wartość ta była dodatnia. Szczególnie na plus wyróżniali się reprezentanci branży zakwaterowania i usług gastronomicznych (+53,9 pkt. w czerwcu oraz +58,7 pkt. w maju). To najwyższe wyniki przynajmniej od 2010 r., od kiedy zbieramy dane. Tak dobre wyniki mają oczywiście związek z rozpoczynającym się sezonem wakacyjnym. Były to w tym sektorze zdecydowanie najwyższe wartości w skali wszystkich polskich województw. Bardzo dobre nastroje pod koniec kwartału dotyczyły też na Pomorzu reprezentantów sektora informacji i komunikacji (+29,9 pkt.), handlu hurtowego (+24,3 pkt.), transportu i gospodarki magazynowej (+20,1 pkt. w marcu) oraz budownictwa (+14,5 pkt.).

W porównaniu do poprzedniego kwartału, oprócz skokowej poprawy nastrojów wśród przedsiębiorców z branży zakwaterowania i usług gastronomicznych (+59,2 pkt. w porównaniu do marca br.), zauważalny wzrost dotyczył także reprezentantów handlu hurtowego (+14,5 pkt.). Największy spadek zaobserwowano natomiast wśród przedstawicieli sektora transportu i gospodarki magazynowej (–14,1 pkt. względem marca br.).

Porównanie czerwcowych wartości indeksu bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa z wartościami notowanymi w analogicznym okresie roku ubiegłego przynosi niejednoznaczne wnioski. Z jednej strony wartość indeksu jest wyraźnie wyższa niż rok temu w branżach: zakwaterowania i usług gastronomicznych (+45,3 pkt.) oraz budownictwa (+15,7 pkt.), a także – choć w mniejszym stopniu – w transporcie i gospodarce magazynowej (+4,6 pkt.). Z drugiej jednak strony w aż czterech sektorach mamy do czynienia z pogorszeniem nastrojów. Pocieszające jest jednak to, że tylko w jednym z nich spadek ten przekracza 10 pkt. – mowa o sektorze informacji i komunikacji, który mniej więcej od połowy 2013 r. znajduje się na fali wznoszącej, a odnotowany w obecnym kwartale spadek może wynikać z nasycenia rynku oraz trudności w znalezieniu odpowiedniej liczby wykwalifikowanych pracowników. Mniejsze pogorszenie w ujęciu rok do roku dotyczy natomiast branż: handlu detalicznego (–5,9 pkt.), przetwórstwa przemysłowego (–3,7 pkt.) oraz handlu hurtowego (–1,1 pkt.).

Wykres 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od czerwca 2018 do czerwca 2019 r.

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS.

Na koniec II kwartału 2019 r. koniunktura gospodarcza we wszystkich branżach w województwie oceniana była lepiej niż przeciętnie w Polsce. Było to szczególnie zauważalne w kontekście sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (+42,4 pkt. względem kraju). Wyraźna różnica in plus dotyczyła też sektora handlu hurtowego (+13,0 pkt. względem kraju). W pozostałych branżach różnica ta wahała się w granicach 0,2–7,2 pkt.

Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat nastroje pomorskich przedsiębiorców w sześciu spośród siedmiu badanych branż poprawiły się. Porównując uśrednione wartości indeksu bieżącego ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa pomiędzy drugim kwartałem 2019 r., a tym samym okresem 2012 r. szczególna różnica in plus, wynosząca aż +61,1 pkt. dotyczy sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych. Bardzo wyraźna różnica dotyczy też sektorów: budownictwa (+36,8 pkt.) oraz transportu i gospodarki magazynowej (+35,0 pkt.). W przypadku pierwszej z branż można to uzasadnić dynamicznym rozwojem polskiej gospodarki oraz bogaceniem się Pomorzan, co znajduje odzwierciedlenie w rozwoju budownictwa, w tym m.in. mieszkaniowego oraz biurowego. Rozkwit drugiej jest natomiast spowodowany w dużej mierze bardzo dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi, jakie miały miejsce w ostatnich latach. Na przestrzeni lat pogorszyły się nastroje jedynie przedsiębiorców z sektora przetwórstwa przemysłowego (–7,2 pkt. względem II kwartału 2012 r.).

Pod koniec II kwartału br., podobnie jak pod koniec poprzedniego kwartału, indeks przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wskazywał na optymistyczne prognozy nastrojów przedsiębiorców – było tak w sześciu spośród siedmiu badanych branż. Najlepsze prognozy dotyczyły sektora zakwaterowania i usług gastronomicznych (+21,3 pkt.), co ma charakter sezonowy, związany z przyjazdem turystów nad morze oraz na Kaszuby. Z dużym optymizmem w przyszłość (+18,6 pkt.) patrzą także przedsiębiorcy z sektora transportu i gospodarki magazynowej. Pesymizm dało się odczuć jedynie wśród reprezentantów branży informacji i komunikacji, gdzie w czerwcu wskaźnik przewidywalnej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wyniósł –3,4 pkt. a w maju i czerwcu oscylował w granicach –8,0 pkt. Nie zmienia to jednak faktu, że branża IT nadal ma się na Pomorzu bardzo dobrze i trend ten nie powinien się w nadchodzącej przyszłości zmienić.

Ogólna przewaga prognoz pozytywnych dotyczyła całej polskiej gospodarki – w skali kraju polepszenia swojej sytuacji spodziewali się reprezentanci wszystkich badanych sektorów. Największy optymizm dotyczył, podobnie jak na Pomorzu, przedsiębiorców z branży zakwaterowania i usług gastronomicznych (+20,3 pkt.), a także budownictwa (+8,2 pkt.) oraz przetwórstwa przemysłowego (+6,1 pkt.).

Działalność przedsiębiorstw

Na koniec czerwca 2019 r. liczba podmiotów gospodarki narodowej na Pomorzu wyniosła 303,1 tys. Na przestrzeni roku odnotowano zatem wzrost o 4,0 tys. podmiotów. Liczba ta jest także o 3,9 tys. wyższa niż pod koniec poprzedniego kwartału.

Analizując wyniki działalności pomorskich przedsiębiorstw w I kwartale 2019 r., wyłania się generalnie pozytywny obraz. Szczególnie dobra sytuacja dotyczyła produkcji budowlano­‑montażowej, która pod koniec kwartału była wyższa o 18,8 proc. w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. W ujęciu rok do roku wzrósł także poziom sprzedaży detalicznej towarów (o 10,6 proc.). Gorzej sytuacja wyglądała w II sektorze, gdzie w czerwcu produkcja sprzedana przemysłu spadła o 2,8 proc. w odniesieniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Dla pocieszenia – był to mijającym kwartale jedyny miesiąc, w którym produkcja była niższa niż przed rokiem: zarówno w kwietniu, jak i w maju, jej poziom był wyższy odpowiednio o: 8,9 i 3,6 proc. niż w ubiegłym roku.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od stycznia 2016 do czerwca 2019 r.

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku.

Początek drugiego kwartału 2019 r. był dla pomorskich przedsiębiorstw przemysłowych udany – zarówno w kwietniu, jak i w maju poziom produkcji sprzedanej przemysłu był wyższy niż przed rokiem. Sytuacja odwróciła się jednak w czerwcu, kiedy to odnotowany został spadek o 2,8 proc. w ujęciu rok do roku. Był to w tym roku drugi niższy wynik w ujęciu rok do roku – również w styczniu br. poziom produkcji sprzedanej II sektora był o 2,8 proc. niższy niż w styczniu 2018 r., jednak po tym okresie przez 4 kolejne miesiące udawało się uzyskiwać wyniki wyższe. Póki co za wcześnie jeszcze, by mówić, że pozytywny trend dotyczący sektora przemysłowego na Pomorzu, trwający mniej więcej od połowy 2013 r. został przełamany. Jednakże w skali Polski wskaźnik PMI wyniósł w czerwcu 48,4 pkt., co świadczy o rosnącym tempie spadku aktywności gospodarczej w II sektorze. To już ósmy miesiąc z rzędu, kiedy PMI jest niższe niż 50 pkt. – ostatni raz taka sytuacja wydarzyła się sześć lat temu. Wskazuje się na niski popyt na polskie wyroby przemysłowe, a także na relatywnie niski napływ nowych zamówień, co może skutkować ograniczeniem produkcji firm2.

Tradycyjnie już – co trwa od początku 2017 r. – bardzo dobre wyniki odnotowano w sektorze produkcji budowlano­‑montażowej. Szczególnie wysokie były one w kwietniu i maju, kiedy odnotowano odpowiednio: o 41,8 i 35,6 proc. wyższe wartości niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Również w skali całej polskiej gospodarki budownictwo jest obszarem, który charakteryzuje najwyższa koniunktura, na co w największym stopniu ma wpływ bardzo korzystny bieżący portfel zamówień. Czynnikiem, który może w nieodległej przyszłości przełamać ten trend są jednak problemy ze znalezieniem pracowników3.
Drugi kwartał 2019 r. był także udany dla pomorskich przedsiębiorstw działających w branży sprzedaży detalicznej towarów. Udało się utrzymać trend wzrostowy rozpoczęty na początku 2017 r. – zarówno w kwietniu, maju, jak i czerwcu indeks sprzedaży detalicznej towarów był wyższy (w granicach 5,8–10,6 proc.) od wartości ubiegłorocznych. W skali kraju sprzedaż detaliczna towarów wzrosła pod koniec II kwartału w tempie nieco wolniejszym niż na Pomorzu, notując 5,3 proc. wzrostu w ujęciu rok do roku.

Handel zagraniczny

W II kwartale 2019 r.4 wartość eksportu wyniosła 2682,3 mln euro, zaś importu – 3333,4 mln euro. Saldo handlu zagranicznego było więc ujemne i wyniosło –651,1 mln euro. W odniesieniu do poprzedniego kwartału wartość eksportu spadła o 3,8 proc., a importu wzrosła o 6,1 proc. Z kolei saldo zwiększyło się aż o 85 proc. W skali kraju w I półroczu br. wartość towarów eksportowanych wyniosła 115,2 mld euro, a importowanych – 115,4 mld euro. W pierwszym przypadku była to wartość o 4,3% wyższa w ujęciu rok do roku, a w drugim – wyższa o 2,8%. Saldo handlu zagranicznego wyniosło –0,2 mld euro, podczas gdy rok wcześniej – –1,7 mld euro.

W porównaniu do obrotów z II kwartału 2018 r. zaobserwowano na Pomorzu minimalny wzrost wolumenu importu (o 0,4 proc.) oraz spadek wolumenu eksportu (o 6,2 proc.). Zarówno pomorski eksport, jak i import były w II kw. 2019 r. wyższe od wartości notowanych w analogicznym okresie dwa lata temu.

Struktura towarowa eksportu z województwa pomorskiego w II kwartale 2019 r., podobnie jak w poprzednich kwartałach, była zdominowana przez cztery grupy towarów: statki, łodzie oraz konstrukcje pływające (10,9 proc. wartości eksportu), paliwa (10,5 proc.), maszyny i urządzenia elektryczne (9,2 proc.) oraz ryby i owoce morza (8,5 proc.). Ich łączny udział w ogóle eksportu z Pomorza wyniósł 39,0 proc., czyli o 4,4 pkt. proc. mniej niż w poprzednim kwartale. To także o 10,7 pkt. proc. mniej niż w analogicznym okresie 2018 r. Tak duże wahania nie odzwierciedlają jednak najczęściej realnych zmian w gospodarce regionu, lecz wynikają ze specyfiki sektora produkcji stoczniowej, w którym zlecenia są długoterminowe i opiewają na bardzo wysokie kwoty. W praktyce więc na ogólną strukturę eksportu w danym kwartale może realnie wpłynąć nawet zrealizowanie pojedynczego kontraktu.

Wykres 3. Struktura kierunkowa eksportu z województwa pomorskiego w II kwartale 2019 r.

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie.

W strukturze kierunkowej największym odbiorcą towarów eksportowanych z Pomorza był największy partner handlowy polskiej gospodarki – Niemcy (21,5 proc.). Na kolejnych pozycjach znalazły się: Holandia (8,4 proc.), Francja (5,2 proc.) oraz Szwecja (4,7 proc.). Wśród odbiorców dominują państwa UE, na które przypadało 71,4 proc. sprzedaży zagranicznej z województwa. W skali ogólnokrajowej w I półroczu 2019 r. największymi odbiorcami wyprodukowanych w Polsce towarów były: Niemcy (27,3 proc. wartości eksportu), Czechy (6,2 proc.), Wielka Brytania (6,0 proc.) oraz Francja (5,9 proc.).

W II kwartale 2019 r. w strukturze importowanych towarów zdecydowanie dominowały paliwa, z udziałem prawie 37 proc. Był on o niespełna 3 pkt. proc. wyższy niż w poprzednim kwartale. Jak zwykle istotny udział dotyczył też towarów pochodzących z branż: maszyn i urządzeń elektrycznych (8,7 proc.), ryb i owoców morza (7,8 proc.) oraz statków, łodzi i konstrukcji morskich (7,5 proc.). Towary z tych czterech grup odpowiadały łącznie za 60,9 proc. całego importu do województwa pomorskiego. To o 3 pkt. proc. więcej niż w I kwartale 2019 r. To też zarazem o 2,8 pkt. proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wykres 4. Struktura kierunkowa importu do województwa pomorskiego w II kwartale 2019 r.

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie.

Struktury towarowe pomorskiego importu i eksportu, podobnie jak w poprzednich kwartałach cechowały się widocznym podobieństwem. Wynika to z faktu, że regionalny import jest w znacznym stopniu kształtowany przez nasz eksport – na Pomorze sprowadzane są towary podlegające przetworzeniu, które następnie w dużej części wędrują ponownie za granicę.

W II kwartale 2019 r. największym eksporterem na Pomorze – głównie za sprawą paliw – była tradycyjnie już Rosja (25,4 proc. importu). Kolejne miejsca należały do Chin (11,2 proc.), Niemiec (7,1 proc.) Kazachstanu (6,5 proc.) oraz Norwegii (5,5 proc.). Z kolei w strukturze geograficznej importu towarów do całej polskiej gospodarki na przedzie znajdują się Niemcy (22,3 proc.), a za nimi są Chiny (11,8 proc.) oraz Rosja (6,0 proc.). Tak duży udział importu z Rosji na Pomorzu wynika z obecności rafinerii przetwarzającej ropę sprowadzaną w dużym stopniu właśnie z kierunku rosyjskiego.

Barometr innowacyjności

W II kwartale 2019 r. w Biuletynie Urzędu Patentowego opublikowano informację o 850 wynalazkach zgłoszonych do opatentowania. Liczba zgłoszeń pochodzących z województwa pomorskiego sięgnęła 48, co stanowiło 5,6 proc. wszystkich zgłoszonych wynalazków. Jest to odsetek wyższy o 1,3 pkt. proc. od obserwowanego w poprzednim kwartale oraz o 1,4 pkt. proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2018 r.

Wykres 5. Liczba pomorskich wynalazków zgłoszonych i opublikowanych w Biuletynie Urzędu Patentowego w I i II kwartale 2019 r.

Źródło: Opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl.

Udział województwa w liczbie zgłaszanych patentów był więc w mijającym kwartale nieco niższy od udziału regionu w liczbie mieszkańców całej Polski (6,0 proc.) oraz – już wyraźnie – w odniesieniu do liczby ogólnopolskich przedsiębiorstw (6,8 proc.). Niemniej należy mieć na uwadze, iż statystyka patentowa jest zdominowana przez zgłoszenia z województwa mazowieckiego, w tym w szczególności z Warszawy.
Nic nie wskazuje na to, by w ostatnim czasie zmianie uległa pozycja Polski na mapie najbardziej innowacyjnych gospodarek Europy. Według opublikowanego przez Komisję Europejską Europejskiego Rankingu Innowacyjności, w skali Starego Kontynentu plasujemy się na czwartej pozycji od końca. Za naszymi plecami znajdują się jedynie: Chorwacja, Bułgaria oraz Rumunia. Z kolei na szczycie zestawienia znalazły się: Szwajcaria, a tuż za nimi kraje skandynawskie – Szwecja, Finlandia oraz Dania. Ranking powstał na bazie 26 wskaźników, wśród których znalazły się wskaźniki dotyczące m.in. nakładów na działalność innowacyjną, nakładów inwestycyjnych na technologie, dostępności zasobów ludzkich, jakości edukacji, opracowanych patentów czy sprzedaży wyrobów nowych oraz zmodernizowanych.

W strukturze zgłoszonych patentów przez pomorskich wynalazców w II kwartale 2019 r. 27,1 proc. dotyczyło sekcji różnych procesów przemysłowych i transportu (dział B w Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej). Wysoki, niemal 19‑proc. udział charakteryzował również Dział C – chemię i metalurgię.

Tabela 1. Ogólnopolskie oraz pomorskie zgłoszenia wynalazków opublikowane w Biuletynie Urzędu Patentowego wg Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (MKP) w II kw. 2019 r.

Dział MKP II kwartał 2019 r. 2019 r.
Pomorskie Polska różnica Pomorskie Polska różnica
% % pkt. proc. % % pkt. proc.
Dział A – Podstawowe potrzeby ludzkie 14,6 18,9 –4,3 17,0 17,8 –0,8
Dział B – Różne procesy przemysłowe; Transport 27,1 23,8 +3,3 20,5 21,6 –1,1
Dział C – Chemia; Metalurgia 18,8 21,8 –3,0 15,9 23,9 –8,0
Dział D – Włókiennictwo; Papiernictwo 0,0 0,6 –0,6 0,0 0,5 –0,5
Dział E – Budownictwo; Górnictwo 4,2 9,1 –4,9 6,8 8,1 –1,3
Dział F – Budowa maszyn; Oświetlenie; Ogrzewanie; Uzbrojenie; Technika minerska 8,3 8,7 –0,4 12,5 10,8 +1,7
Dział G – Fizyka 16,7 10,6 +6,1 19,3 10,1 +9,2
Dział H – Elektrotechnika 10,4 6,6 +3,8 8,0 7,3 +0,7
RAZEM 100,0 100,0 100,0 100,0

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie http://www.uprp.pl.

Największa nadreprezentacja względem kraju (+6,1 pkt. proc. względem kraju) – podobnie jak w poprzednim kwartale – dotyczyła działu fizyka. Była ona zauważalna także w przypadku działu H – elektrotechnika (+3,8 pkt. proc. względem kraju). Największe odchylenie in minus w porównaniu z resztą Polski dotyczyło natomiast, podobnie jak w poprzednim kwartale, działu E – budownictwo i górnictwo (–4,9 pkt. proc. względem kraju).

W analogicznym okresie ubiegłego roku największa nadreprezentacja dotyczyła działu F – budowa maszyn, oświetlenie, ogrzewanie, uzbrojenie, technika minerska (+12,2 pkt. proc. względem kraju), natomiast największe odchylenie in minus w porównaniu z resztą Polski dotyczyło działu E (–6,8 pkt. proc.).

Mając na uwadze zgłoszenia wynalazków notowane narastająco od początku 2019 r., można stwierdzić, że względem kraju Pomorze specjalizuje się przede wszystkim w dziale G (fizyka), który charakteryzuje nadreprezentacja rzędu 9,2 pkt. proc. oraz w dziale B (Różne procesy przemysłowe; Transport), gdzie nadreprezentacja sięga 5,2 pkt. proc.

Ważniejsze wydarzenia5

Cyfrowe centrum B+R w Gdańsku
Gdańska firma Ambient System wybuduje, przy wsparciu Ministerstwa Rozwoju, centrum badawczo­‑rozwojowe innowacyjnych systemów komunikacji w sytuacji zagrożenia. Inwestycja o wartości 20 mln zł zostanie zrealizowana w dzielnicy Kokoszki, a docelowo zatrudnienie w centrum B+R ma znaleźć ponad 100 pracowników.

Kolejne BPO w Alchemii
Czołowy światowy producent e‑papierosów – amerykański Juul Labs – otwiera w Gdańsku centrum finansowo­‑księgowe na obszar Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Otwarcie centrum ma nastąpić we wrześniu br., na początek zatrudnienie znajdzie w nim 50 osób.

Triumf gdańskiego jachtu
Conrad C133 Viatoris – luksusowy jacht zbudowany w ubiegłym roku w gdańskiej stoczni Conrad został laureatem konkursu World Superyacht Awards 2019, triumfując w kategorii „Motorowe jachty wypornościowe poniżej 500GT”. Wartość jednostki to 18 mln euro.

Trójmiasto atrakcyjne dla inwestorów
Firma Antal przygotowała ranking najlepszych do zainwestowania polskich miast. Trójmiasto znalazło się w czołówce, a za jego istotne atuty uznano m.in. dobrą relację ceny do jakości lokalnych nieruchomości biurowych, wysoką dostępność transportową oraz wysoki potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników.

Nowy prezes Grupy Energa
Zmiany w zarządzie Grupy Energa – w miejsce odwołanej Alicji Barbary Klimiuk, p.o. prezesa zarządu został wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych, Grzegorz Ksepko. Odwołanej prezes powierzono natomiast funkcję prezesa zarządu Energa Operator.

Nowa fabryka w PSSE
Firma Pekabex, właściciel dawnych zakładów Kokoszki Prefabrykacja, zbuduje na obszarze Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Gdańsku fabrykę produkującą elementy konstrukcyjne wykorzystywane w budownictwie modułowym. Inwestycja ma być gotowa do końca roku.

Otwarto Centrum Programowania Robotów Przemysłowych
Na terenie Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na Wyspie Ostrów, w budynku dawnej dyrekcji Stoczni Gdańskiej, powstało Centrum Programowania Robotów Przemysłowych. Centrum ma charakter ośrodka szkoleniowego – będzie ono blisko współpracowało m.in. ze szkołą Conradinum, której uczniowie będą się tam uczyli programowania robotów przemysłowych.

Maersk Drilling otwiera biuro w Gdańsku
Skandynawski koncern Maersk Drilling, specjalizujący się w usługach wiertniczych dla firm naftowych, otwiera swoje biuro w Gdańsku. Jego pracownicy będą się zajmowali administracją i koordynacją procesów HR, łańcucha dostaw oraz usług IT w globalnej skali działalności spółki.

Powstaje płyta do budowy statków
Na terenie Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na Wyspie Ostrów powstaje płyta montażowa przystosowana do budowy i wodowania dużych statków oraz wielkogabarytowych konstrukcji stalowych. Inwestorem jest PSSE, a wartość projektu przekracza 16 mln zł.

Nowy kontrakt Stoczni Gdańsk
Stocznia Gdańsk zbuduje bloki okrętowe dla norweskiej UlsteinVerft AS. Oddanie pierwszych bloków zaplanowano na początek 2020 r.

Dwa nowe projekty Vistalu Gdynia
Gdyńska spółka Vistal zrealizuje dwa kolejne zlecenia. Pierwsze dotyczyć będzie wykonania konstrukcji oraz montażu dwóch mostów w Norwegii, a drugie – realizacji konstrukcji stalowej w Szwecji.

Crist zbuduje prom hybrydowy
Gdyńska stocznia Crist zbuduje prom hybrydowy NB 70 „Herjólfur”. Docelowo będzie on kursował po islandzkim archipelagu Westmana. Zleceniodawcą budowy promu jest islandzki armator Vegagerðin.

Przed nami duże inwestycje kolejowe
3,2 mld zł zostanie przeznaczonych na modernizację infrastruktury kolejowej prowadzącej do trójmiejskich portów. Projekt obejmie 115 km torów w Gdyni oraz 70 km w Gdańsku. W efekcie przepustowość torów dojazdowych do portów ma się poprawić o 50 proc. Zakończenie prac modernizacyjnych zaplanowano na końcówkę 2021 r.

Prace nad Strategią 2030 rozpoczęte
Rozpoczyna się właśnie wielka debata na temat przyszłości województwa, w której udział wezmą mieszkańcy, samorządowcy i eksperci z całego regionu, a efektem będzie Strategia 2030. Jak mówi dr Radomir Matczak, Dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego i Przestrzennego UMWP, „Strategia 2030 to dokument, który będzie organizować działania samorządu województwa i jego partnerów w nadchodzącej dekadzie. Punktem wyjścia przy jej tworzeniu jest analiza, jakimi atutami dysponuje region, a jakie słabości musimy jeszcze przezwyciężyć”.

Polecimy do Düsseldorfu, Odessy i Molde
Od końca października z Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku będziemy mogli polecieć do niemieckiego Düsseldorfu. Połączenie otworzyła niemiecka linia Eurowings należąca do Lufthansy. W tym samym czasie nowe połączenie z Gdańska do ukraińskiej Odessy uruchomi Ryanair, a do norweskiego Molde – Wizzair.

Za nami kolejny Infoshare
W AmberExpo odbyła się 13. edycja konferencji IT Infoshare. Wzięło w niej udział ponad 6 tys. uczestników. To największa impreza tego typu odbywająca się w całej Europie Środkowej.

Gdański port lotniczy doceniony
Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy zajął 5 miejsce w klasyfikacji najlepszych lotnisk świata, przygotowanej przez AirHelp. W rankingu oceniono 132 lotniska na całym świecie, a końcowy wynik zależał od trzech kryteriów: punktualności, jakości obsługi oraz poziomu usług gastronomicznych i handlowych. Na pierwszym miejscu uplasował się katarski port lotniczy Hamad.

Polska Agencja Kosmiczna zostaje w Gdańsku
Siedziba Polskiej Agencji Kosmicznej pozostanie w Gdańsku – rząd wycofał się z pomysłu jej przeniesienia do Warszawy. Stało się tak w dużej mierze dzięki apelom pomorskich samorządowców.

Odbył się Europejski Kongres Finansowy
Za nami dziewiąta edycja Europejskiego Kongresu Finansowego, który odbył się jak zawsze w Sopocie. Tegoroczny tytuł Kongresu brzmiał: „Jak żyć w czasach niepewności?”. Wśród uczestników znaleźli się czołowi europejscy naukowcy i ekonomiści, a także przedstawiciele najważniejszych instytucji finansowych, banków i władz centralnych w Polsce.

1 za: www.parkiet.pl, www.npb.pl oraz Konfederacja Lewiatan

2 za: bankier.pl

3 za: Konfederacja Lewiatan

4 Dane za rok 2019 pochodzą ze zbioru otwartego, co oznacza, że przez cały rok sprawozdawczy rejestrowane są dane dotyczące wszystkich miesięcy (bieżących i poprzednich w przypadku dosyłania brakujących danych) oraz korekt rejestrowanych za okres sprawozdawczy, którego dotyczą.

5 W niniejszym podrozdziale wykorzystano informacje pochodzące m.in. z portalów trojmiasto.pl oraz pomorskie.eu.

Skip to content