Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Gospodarka Pomorza w IV kwartale 2011 roku

Koniunktura gospodarcza

Nastroje pomorskich przedsiębiorców w IV kwartale 2011 r. były zmienne1. W październiku oraz listopadzie indeks koniunktury bieżącej pozostawał na poziomie zbliżonym do wrześniowego. Zachowanie wskaźnika wojewódzkiego odbiegało tym samym od notującego w tym okresie spadki indeksu ogólnopolskiego. Grudzień przyniósł zdecydowane pogorszenie nastrojów również w województwie. W rezultacie tych zmian, na koniec roku wartość wskaźnika koniunktury bieżącej w województwie pomorskim sięgnęła –13 pkt, przy nocie ogólnopolskiej kształtującej się na poziomie –9,4 pkt.

Obserwowane zmiany nie odbiegają od notowanych w latach ubiegłych. Ostatni kwartał oznacza z reguły pogorszenie nastrojów przedsiębiorców. Jego obecna skala, sięgająca w ujęciu kwartalnym –28 pkt, jest jednak zdecydowanie większa od zmian obserwowanych w ubiegłym roku (–25 pkt) oraz przed dwoma laty (–20 pkt).

Nie najlepszy obraz stanu gospodarki widoczny jest w większości województw. W grudniu 2011 r. tylko w pięciu regionach indeks koniunktury bieżącej przyjmował dodatnie wartości. Liderem rankingu okazało się województwo warmińsko-mazurskie, które wyprzedziło lubelskie oraz kujawsko-pomorskie. Pomorskie uplasowało się na 12. pozycji, wyprzedzając dolnośląskie, łódzkie, świętokrzyskie oraz lubuskie.

Rysunek 1. Koniunktura gospodarcza w województwie pomorskim i w Polsce w latach 2009–2011

ppg_1_2012_rozdzial_14_rysunek_1

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: Opracowanie IBnGR

Zachowanie indeksu wyprzedzającego świadczy o złych perspektywach w nadchodzącym kwartale. Na koniec roku wyprzedzający wskaźnik koniunktury osiągnął rekordowo niską wartość –52,8 pkt, wskazując, że liczba przedsiębiorców pesymistycznie oceniających warunki gospodarowania w nadchodzących miesiącach zdecydowanie przeważa nad liczbą optymistów. Niemniej zachowanie indeksów w latach ubiegłych wskazuje, że tego typu sytuacja jest charakterystyczna dla tego kwartału. Zastanawiać może jedynie znaczna przewaga pesymistów w województwie pomorskim na tle wartości wyprzedzającego wskaźnika ogólnopolskiego kształtującego się na poziomie –21,2 pkt.

 

Działalność przedsiębiorstw

W IV kwartale 2011 r. liczba podmiotów gospodarczych zmniejszyła się. Na koniec grudnia było ich 258,2 tys., czyli o 0,5 proc mniej niż w końcu września, i o 0,8 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadki wystąpiły w listopadzie i grudniu. W porównaniu z pozostałymi miesiącami lat 2010 i 2011 były one znaczne. Jedynie w kwietniu 2011 r. wystąpiła większa redukcja.

Odnotowane zmiany liczby podmiotów gospodarki narodowej potwierdzają hipotezę o powrocie do sezonowej cykliczności, w której to przyrosty obserwowane są w II i III kwartale, a spadki w I i IV. Zanikła ona pod koniec 2008 r., kiedy to zaczęto obserwować, niemal nieprzerwany wzrost liczby przedsiębiorstw, trwający do końca 2010 r. Nie jest jedynie jasne, czy za obserwowanymi spadkami kryje się tylko sezonowa redukcja aktywności gospodarczej, czy też mamy do czynienia z kulminacją poprzedzającą głębszy spadek. Niewątpliwie potencjał wyraźnego wzrostu liczby podmiotów gospodarczych w obecnych uwarunkowaniach się wyczerpał. Pierwszy kwartał 2012 r. zapewne przyniesie dalszą redukcję ich liczby. Ważnym okresem będzie sezon wiosenno-letni. Jeżeli podczas jego trwania liczba przedsiębiorstw nie zostanie odbudowana do poziomu sprzed roku, hipoteza o przesileniu i zmianie trendów w zakresie przedsiębiorczości na negatywne mocno się uprawdopodobni.

Ocena wyników działalności przedsiębiorstw w IV kwartale jest pozytywna. We wszystkich trzech analizowanych aspektach – produkcji sprzedanej przemysłu, produkcji budowlano-montażowej i sprzedaży detalicznej – nastąpił wyraźny wzrost w porównaniu z analogicznym miesiącem roku poprzedniego. Szczególnie listopad i grudzień charakteryzowała wysoka dynamika.

Najwyższy wzrost odnotowano w produkcji budowlano-montażowej (o 37 proc.). Produkcja ta rosła szczególnie wyraźnie w listopadzie i grudniu w porównaniu z analogicznymi miesiącami poprzedniego roku. Grudzień był najlepszym miesiącem od początku 2009 r. po czerwcu, w którym to produkcja budowlano-montażowa wzrosła o blisko 55 proc. Biorąc pod uwagę efekty mnożnikowe, jakie budownictwo generuje w innych branżach, ten wzrost produkcji jest bardzo istotny z punktu widzenia gospodarki regionu.

Wysoka i stabilna dynamiką cechowała sprzedaż detaliczną. Mimo że w stosunku do III kwartału nastąpiła w tym zakresie poprawa, to dynamika nie była tak wysoka jak w II kwartale 2011 r. Niemniej obserwowany przez cały 2011 r. systematyczny wzrost sprzedaży detalicznej niewątpliwie sprzyjał względnej stabilności gospodarczej.

Rysunek 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w latach 2009–2011

ppg_1_2012_rozdzial_14_rysunek_2

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

W IV kwartale miały miejsce znaczne fluktuacje dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu. W październiku spadła ona niemal do zera. W listopadzie nieznacznie wzrosła, by w grudniu wykazać się dynamiką o 20 proc. wyższą w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Dynamika grudniowa zaliczała się do najwyższych w trzech minionych latach.

 

Handel zagraniczny

W listopadzie 2011 r.2 wartość eksportu wyniosła 524,4 mln euro, a importu 830,2 mln euro. W stosunku do listopada 2010 r. odnotowano wzrost wartości eksportu (o 35 proc.), przy jednoczesnym spadku wartości importu (o 34 proc.; dynamika wyrażona w euro). Mimo wszystko, dzięki wyższej dynamice eksportu ujemne saldo wymiany handlowej województwa pomorskiego z zagranicą zostało zmniejszone w stosunku rocznym i wyniosło 305,8 mln euro, wobec 870,1 mln euro w listopadzie 2010 r. W stosunku miesięcznym eksport wzrósł o 4 proc., a import o 7 proc.

W listopadzie 2011 r. największy udział (51 proc.) w strukturze importu miały nadal kraje byłego ZSRR3. W stosunku rocznym ich udział wzrósł istotnie, bo o 22,5 pkt proc. O ponad 4 pkt proc. zwiększył się również udział pozostałych krajów (z 16 do 20 proc.). Istotnie spadł natomiast udział krajów kapitalistycznych – o ponad 25 pkt proc., do poziomu 5,7 proc. Zanotowano także nieznaczny (o 1,2 pkt proc.) spadek udziału krajów UE w imporcie. W listopadzie 2011 r. stanowił on 22,5 proc. ogółu importu. Jest to druga co do wielkości grupa krajów importujących towary z województwa pomorskiego.

W strukturze geograficznej eksportu w listopadzie 2011 r. na pozycji lidera nadal (jak przed rokiem) znajdowały się kraje UE. Ich udział dodatkowo wzrósł o 5,7 pkt proc. – do poziomu 60 proc. Drugą co do wielkości grupę krajów – partnerów eksportowych Pomorskiego – stanowią kraje kapitalistyczne, których udział w stosunku rocznym uległ jednak zmniejszeniu o ponad 13 pkt proc. – do poziomu 17 proc. Pozostałe kraje oraz kraje byłego ZSRR odnotowały wzrost znaczenia wobec roku poprzedniego. Ich udział jest zbliżony, ok. 10-procentowy. Warto odnotować istotny (o 4,4 pkt proc.) wzrost udziału krajów Europy Środkowo-Wschodniej, do poziomu 5 proc.

 

Rynek pracy i wynagrodzenia

W IV kwartale 2011 r. miały miejsce dość wyraźne fluktuacje zatrudnienia. w sektorze przedsiębiorstw. Choć w październiku i grudniu wystąpił jego niewielki wzrost, to o obrazie kwartału decydował znaczny (1,5 tys. osób) spadek zatrudnienia, jaki miał miejsce w listopadzie. W efekcie na koniec grudnia przeciętna liczba zatrudnionych wyniosła 279 tys. W stosunku do końca III kwartału była ona niższa o 0,2 proc., ale w relacji do końca 2010 r. wyższa o 1,5 proc. Omawiany kwartał był siódmym z rzędu, kiedy w ujęciu rocznym nastąpiło zwiększenie analizowanego miernika, jednak wzrost ten nie należał do najwyższych. Omawiane zmiany, choć generalnie niekorzystne, nie były na tyle znaczne, aby można było mówić o przełamaniu stagnacyjnego trendu zatrudnienia, jaki cechował cały 2011 r. W kontekście skutków globalnego kryzysu finansowego i spowolnienia gospodarczego w Polsce stagnacja zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw nie jest najgorszym z możliwych wariantów zdarzeń. Warto zauważyć, że poziom zatrudnienia wciąż przekracza wartości notowane w 2008 r., kiedy stan rynku pracy był dobry.

W IV kwartale 2011 r. miał miejsce dalszy wyraźny wzrost wynagrodzeń. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w grudniu osiągnęło 3849 zł. Było ono aż o 7,6 proc. wyższe niż we wrześniu i o 3,1 proc. wyższe w porównaniu z analogicznym miesiącem roku poprzedniego. Choć kwartalny wzrost wynagrodzeń był bardzo wysoki, to wiązał się z wypłatą premii i nagród rocznych. Być może perspektywa zbliżającego się podniesienia składki emerytalno-rentowej także miała tu pewne znaczenie. Natomiast w perspektywie rocznej dynamika wynagrodzeń plasowała się poniżej wskaźnika inflacji. Można zatem stwierdzić że stagnacji zatrudnienia towarzyszy niewielki spadek realnych wynagrodzeń. Jak pokazał trudny dla pracowników 2009 r., nominalny spadek wynagrodzeń nie następuje nawet w okresie spowolnienia gospodarczego. W znacznej mierze wynika to z deficytu wykwalifikowanych pracowników – robotników i rzemieślników oraz operatorów maszyn i urządzeń.

Rysunek 3. Wielkość zatrudnienia i poziom przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw w województwie pomorskim w latach 2009–2011

ppg_1_2012_rozdzial_14_rysunek_3

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Rysunek 4. Liczba bezrobotnych i ofert pracy zgłoszonych do urzędów pracy w województwie pomorskim w latach 2009–2011

ppg_1_2012_rozdzial_14_rysunek_4

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

IV kwartał 2011 r. był okresem wzrostu bezrobocia. Na koniec roku liczba bezrobotnych wynosiła 106,7 tys. Było to o 7,2 proc. więcej niż w końcu września i o 1,9 proc. więcej niż przed rokiem. Wzrost bezrobocia w ciągu IV kwartału miał charakter sezonowy. Niepokojące jest jednak to, że dynamika tego wzrostu była o 1 pkt proc. wyższa niż przed rokiem. Biorąc również pod uwagę rosnącą liczbę bezrobotnych, w stosunku rocznym, mówić można o niewielkim pogorszeniu stanu rynku pracy.

Wzrost liczby bezrobotnych w perspektywie kwartalnej przełożył się na dodatnią dynamikę liczebności trzech analizowanych grup, znajdujących się w szczególnej sytuacji na rynku pracy – bezrobotnych w wieku do 25 lat, w wieku 50 lat i więcej oraz długotrwale bezrobotnych. W każdej z tych kategorii, w porównaniu z końcem września, przybyło od 6 do 8 proc. bezrobotnych.

W stosunku do końca grudnia 2010 r. liczba bezrobotnych ogółem minimalnie wzrosła. Zmiany w strukturze były jednak większe. Liczba bezrobotnych w wieku do 25 lat spadła o 1 proc. i był to jedyny spadek w grupie trzech analizowanych kategorii bezrobotnych. Mimo sezonowego wzrostu bezrobocia wśród ludzi młodych, w dłuższej perspektywie widać, że w warunkach stagnacji lub nieznacznego pogorszenia stanu rynku pracy radzą oni sobie lepiej od innych bezrobotnych. Zawdzięczają to większej mobilności zawodowej (paradoksalnie, po części wynika ona z małego doświadczenia zawodowego) jak i przestrzennej – częściej decydują się na migracje zagraniczne. W pozostałych dwóch grupach odnotowano wzrost liczby bezrobotnych. O ile w przypadku bezrobotnych w wieku 50 lat i więcej był on względnie niski (o 4 proc.), o tyle w zakresie liczby bezrobotnych długookresowo wyniósł 13 proc. Jest to nadal konsekwencja nie najlepszego stanu rynku pracy w dwóch poprzednich latach. Część osób, które utraciły pracę w 2009 r. i w trzech kwartałach 2010 r., przez ponad rok nie zdołała ponownie się zatrudnić, a więc zasili omawianą kategorię bezrobotnych.

W IV kwartale miał miejsce systematyczny i bardzo głęboki spadek liczby ofert pracy zgłaszanych do PUP. W grudniu złożono ich zaledwie 2,5 tys. Było to o 46 proc. mniej niż we wrześniu i o 25 proc. mniej niż w grudniu 2010 r. Tak małej ich liczby ofert nie odnotowano przynajmniej od stycznia 2008 r. Nawet pod koniec tego roku, kiedy efekty finansowego kryzysu zaczęły dotykać realną gospodarkę, spadek liczby ofert pracy w omawianym segmencie nie był tak znaczny.

 

Ważniejsze wydarzenia

Drogi do Gdańska ważne dla KE

Co najmniej 20 mld euro potrzeba na inwestycje proponowane w Polsce przez Komisję Europejską w ramach tzw. funduszu infrastrukturalnego. Takie szacunki podają unijni urzędnicy, który opracowali projekt funduszu. Komisja Europejska proponuje stworzenie funduszu, aby można było sfinansować kluczowe dla Unii inwestycje drogowe, kolejowe, telekomunikacyjne i energetyczne. Komisja wymieniła drogi łączące największe miasta – Warszawę, Gdańsk, Wrocław i Łódź. Bruksela zamierza też usprawnić połączenia kolejowe z największych lotnisk do miast.

Trasa W-Z gotowa szybciej

Pięć miesięcy wcześniej niż planowano został oddany do użytku ostatni odcinek trasy W-Z w Gdańsku. Dwupasmowa, długa na prawie 12 km trasa łączy centrum miasta z obwodnicą Trójmiasta i autostradą A-1. Docelowy układ drogowy w tej części Gdańska ma być gotowy w maju 2012 r., po zakończeniu rozbudowy węzła Karczemki, uważanego za największy w północnej części kraju. Trzeci, ostatni odcinek trasy W-Z zrealizowała za 89,5 mln zł firma Skanska. Unia Europejska współfinansowała 85 proc. tej kwoty. Inwestorem była miejska spółka Gdańskie Inwestycje Komunalne.

W Pruszczu Gdańskim otwarto obwodnicę

Obwodnica jest największą inwestycją w historii tego miasta. Wartość nakładów na jej budowę wyniosła 61 mln zł. Została sfinansowana po połowie z budżetu miasta oraz z dotacji Unii Europejskiej. W ramach projektu wybudowano także wiadukt nad torami kolejowymi, most na rzece Raduni, duże rondo w ciągu drogi wojewódzkiej nr 226 oraz trzy skrzyżowania. Wykonano też renowację rowów melioracyjnych oraz wzmocniono brzegi rzeki. Do ukończenia pozostało jeszcze oświetlenie trasy – ma być uruchomione pod koniec roku. Natomiast do maja 2012 r. na skrzyżowaniu z ul. Grunwaldzką stanie sygnalizacja świetlna.

Jest umowa, będzie tunel

Hiszpańskie konsorcjum Obrascon Huarte Lain, w którego skład wchodzi także Hydrobudowa Polska, wykona 2,4-kilometrowy odcinek Trasy Słowackiego w Gdańsku od Węzła Marynarki Polskiej do Węzła Ku Ujściu. W ramach inwestycji zostanie wydrążony tunel pod Martwą Wisłą. W połowie października Gdańskie Inwestycje Komunalne podpisały umowę z przedstawicielami konsorcjum w sprawie realizacji inwestycji. Cała Trasa Słowackiego ma mieć długość około 10 km. Ma m.in. usprawnić połączenie gdańskiego lotniska z portem. Budowę trasy podzielono na cztery części. Trzy pierwsze odcinki są już realizowane. Wyzwaniem logistycznym będzie drążenie tunelu pod Martwą Wisłą. Odbędzie się to za pomocą specjalistycznego urządzenia, tzw. kreta. Jego tarcza wiercąca ma średnicę ponad 12 m. Tunel będzie miał długość prawie 1,4 km. Koszt budowy całego odcinka wyniesie około 900 mln zł.

Gaz łupkowy w Lewinie

Talisman Energy Polska uruchomił próbne odwierty w Lewinie, w gminie Linia, na Kaszubach. Na głębokości około 3 tys. m pod powierzchnią ziemi zalegają grube warstwy iłów, w których, jak wskazuje doświadczenie z innych miejsc na świecie, powinien być gaz. Nie wiadomo natomiast, jakiej jakości będzie ten surowiec. Do eksploatacji przemysłowej złoża wykonać trzeba szereg czynności – sprawdzić jakość kopaliny, oszacować pokłady i przeliczyć, czy wydobycie będzie opłacalne. Działania te zajmą jeszcze sporo czasu. Firma ma w Polsce trzy koncesje na poszukiwania gazu łupkowego. Talisman Energy jest globalnym producentem ropy naftowej i gazu. Działa przede wszystkim w Ameryce Północnej, na terenie Morza Północnego i Azji Południowo­‑Wschodniej.

Pomorzanie dowiedzą się więcej o łupkach

Samorząd województwa pomorskiego zorganizuje akcję informacyjną dla mieszkańców gmin, w których są lub będą prowadzone poszukiwania gazu łupkowego. Planowane jest między innymi uruchomienie specjalnej strony internetowej. Zagadnienie jest ważne, bo 85 proc. powierzchni województwa objęte jest koncesjami na poszukiwanie złóż. W najbliższych latach może być wykonanych ok. 100 odwiertów. Tymczasem w regionie doszło już do kilku konfliktów w związku z pracami poszukiwawczymi. Obawy rolników dotyczą przede wszystkim bezpieczeństwa środowiska, prywatnej własności mieszkańców oraz walorów turystycznych Pomorza. W celu uniknięcia nieporozumień planowane jest uruchomienie wielu przedsięwzięć mających na celu poinformowanie zainteresowanych, jakie mogą być skutki poszukiwań i ewentualnej eksploatacji złóż. Samorząd planuje utworzenie portalu internetowego, na którym pojawią się najważniejsze informacje dotyczące gazu z łupków. Przygotowane będą też publikacje o prowadzonych poszukiwaniach i ich skutkach.

Więcej dorszy i śledzi, mniej łososia i szprota

Polscy rybacy mogą wyłowić w 2012 r. ponad 20 tys. t dorszy na Bałtyku i około 3 tys. t śledzi na Bałtyku zachodnim. Są to wielkości większe niż w roku poprzednim. Zmalały natomiast limity połowu łososia, szprota i śledzia na Bałtyku centralnym. Decyzję o nowych limitach kwot połowowych na 2012 r. na Bałtyku przyjęli w Luksemburgu ministrowie rolnictwa UE. W myśl porozumienia, w 2012 r. polscy rybacy będą mieli prawo do wyłowienia 17 947 t dorsza na Bałtyku wschodnim i 2487 t dorsza na Bałtyku zachodnim. Natomiast zmniejszą się limity przyznane na połowy łososia. Będzie można wyłowić 7704 sztuki łososia, czyli nieco ponad połowę mniej niż obecnie. Cięcia obejmą także połowy śledzia na Bałtyku centralnym. Kwota połowowa zmniejszy się do 19 537 t, czyli o 27 proc. Ponadto polscy rybacy będą mogli wyłowić w sumie 433 t gładzicy z rodziny flądrowatych (o 5 proc. mniej) i 66 128 t szprotów (o 22 proc. mniej niż obecnie).

Centrum OIE Support w Gdańsku

OIE Support otworzył oddział w nowej siedzibie Gdańskiego Inkubatora Przedsiębiorczości STARTER. Amerykańska firma OIE Support oferuje ponad 250 wyspecjalizowanych studiów licencjackich, magisterskich i doktoranckich online w ramach ogólnoświatowej sieci uniwersytetów skupionych w Laureate International Universities. Centrum ma zatrudnić na początku 125 osób, choć ich liczba może wzrosnąć nawet do 400. Pracownicy będą odpowiedzialni za kontakty z potencjalnymi oraz obecnymi studentami, jak również za doradztwo w zakresie rozwoju naukowego i zawodowego. Zatrudniani są humaniści, absolwenci np. pedagogiki, socjologii i psychologii ze znajomością języka angielskiego. Otwarcie oddziału amerykańskiej firmy OIE Support w Gdańsku jest kolejną inwestycją na Pomorzu w tzw. BPO, czyli sektor usług dla biznesu. Wcześniej swoje przedstawicielstwa otworzyły w Trójmieście m.in. Sony Pictures, Geoban, Transcom, Intel i Thomson Reuters.

Datera w dziesiątce rankingu Deloitte

Sześć polskich firm znalazło się w pierwszej dziesiątce rankingu Deloitte, uwzględniającego najszybciej rozwijające się technologicznie innowacyjne firmy w Europie Środkowej. Wśród nich jest także pomorska firma Datera (telekomunikacja i IT). Ranking Technology Fast 50 jest organizowany niezależnie w kilkudziesięciu krajach świata, w tym z regionu Europy Środkowej. W tegorocznym zestawieniu dotyczącym tego regionu znalazły się firmy z Bułgarii, Czech, Węgier, Litwy, Polski, Rumunii, Serbii i Słowacji. Przedsiębiorstwa są zestawiane w rankingu na podstawie procentowego wzrostu przychodów operacyjnych i ujmowane w kategorii głównej „Technology Fast 50” oraz w dwóch podkategoriach: „Wschodzące Gwiazdy” oraz „Wielka Piątka”. Zwycięzcą w głównej kategorii rankingu, w tegorocznej edycji zestawienia dotyczącego Europy Środkowej, jest rumuńska firma Vola.ro, sprzedająca bilety lotnicze w internecie. Z polskich firm w pierwszej dziesiątce znalazły się spółki Netmedia, Inwestycje.pl, Datera, Kompan.pl, Technitel Polska i Ideo.

zNOKAUTują rynek porównywarek?

Gdyńska Grupa Nokaut chce przejąć porównywarki internetowe Skąpiec.pl i Opineo.pl. Firma zajmująca się działalnością na rynku e­‑commerce planuje sfinansować inwestycje z emisji akcji. Chce pozyskać z giełdy ok. 35–50 mln zł. Część tych środków spółka zamierza przeznaczyć m.in. na nabycie nowego oprogramowania i dalszą ekspansję rynkową.

Innowator dla rozbudowy PPNT

Rozbudowa Pomorskiego Parku Naukowo­‑Techno­logicznego została uznana za „Najlepszy Projekt Infrastrukturalny 2011” w konkursie „Innowator”. Organizatorem plebiscytu jest Central European Quality Institute, natomiast inwestycja jest realizowana przez Gdyńskie Centrum Innowacji. Nagrody „Innowator” przyznaje Akademia Samorządu, złożona z laureatów poprzednich edycji konkursu. Nagradzane są najlepsze projekty i spółki samorządowe oraz najlepiej zarządzane jednostki samorządowe. Członkowie Akademii brali pod uwagę innowacyjność, kreatywność, przedsiębiorczość, efektywność i użyteczność.

Inżynieria kosmiczna na PG

Krajowe Centrum Inżynierii Kosmicznej ma powstać na Politechnice Gdańskiej. Jednocześnie PG i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu będą współpracować przy budowie radioteleskopu „Hevelius 90m” i powołaniu Narodowego Centrum Radioastronomii. Rektorzy obu uczelni, prof. Henryk Krawczyk i prof. Andrzej Radzimiński, podpisali w tej sprawie list intencyjny. Radioteleskop zostanie zlokalizowany w Borach Tucholskich. Powinien być gotowy najpóźniej w 2015 r. Średnica talerza ma wynieść 90 m. Tym samym radioteleskop będzie trzecim tak dużym urządzeniem na świecie po zlokalizowanych w Niemczech i USA.

Schlumberger łowił na PG

Światowy gigant z branży naftowej zatrudni studentów i absolwentów PG. To największe na świecie przedsiębiorstwo zajmujące się usługami związanymi z obsługą pól naftowych. Spółka zatrudnia obecnie ponad 100 tys. osób, które pracują w ponad 80 krajach. Firma 8 listopada zorganizowała informacyjne spotkanie na PG. Szczególnie poszukiwano absolwentów i studentów ostatniego roku studiów z dziedzin: informatyka, budownictwo lądowe, chemia, elektrotechnika oraz mechanika.

GOM w walce z bezrobociem

Gdański Obszar Metropolitalny inicjuje wspólne działania na rynku pracy. W ich ramach w maju 2012 r. w Gdańsku odbędą się Metropolitalne Targi Pracy Przedsiębiorczości i Edukacji. Aktywnie poszukujący pracy będą mogli bezpłatnie korzystać z komunikacji miejskiej MZK. Do projektu działań na rynku pracy włączyły się Powiatowe Urzędy Pracy z Gdańska, Gdyni, Kartuz, Malborka, Pucka, Tczewa, Wejherowa i Nowego Dworu Gdańskiego. Podpisano między innymi deklarację o swobodzie miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. Dzięki niej osoby bezrobotne, które będą ubiegać się o przyznanie środków na otwarcie własnej firmy, np. w PUP w Tczewie, będą mogły bez przeszkód rozpocząć działalność w Gdańsku, Malborku czy Wejherowie.

Mały ruch graniczny z Kaliningradem

Ministrowie spraw zagranicznych Polski i Rosji podpisali w Moskwie umowę o małym ruchu granicznym między obwodem kaliningradzkim a częścią województwa pomorskiego i warmińsko­‑mazurskiego. Umowa może zacząć obowiązywać od najbliższego sezonu letniego. W województwie pomorskim mały ruch graniczny obejmie blisko jedną trzecią terytorium województwa, m.in. Gdańsk, Sopot i Gdynię oraz powiaty pucki, gdański, nowodworski, sztumski, wejherowski i malborski. Porozumienie umożliwi wielokrotne przekraczanie granicy polsko­‑rosyjskiej przez mieszkańców stref przygranicznych obu państw. Nie będą do tego potrzebne wizy, tylko stosowne pozwolenia. Odprawa graniczna w ramach małego ruchu powinna odbywać się znacznie szybciej i bez drobiazgowych kontroli.

 

1 Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową od stycznia 2001 roku prowadzi badanie koniunktury gospodarczej w województwach. Badanie prowadzone jest metodą testu koniunktury, polegającą na comiesięcznym ankietowaniu określonej grupy podmiotów gospodarczych. Ankietowani odpowiadają na pytania dotyczące swoich odczuć związanych z ogólną sytuacją gospodarczą w województwie oraz na pytania dotyczące sytuacji swoich firm. Pytania dotyczą między innymi poziomu produkcji, sprzedaży, zatrudnienia. Szczegóły tutaj.

2 W momencie składania do druku najnowsze dostępne dane. Dane za rok 2011 pochodzą ze zbioru otwartego, co oznacza, że przez cały rok sprawozdawczy rejestrowane są dane dotyczące wszystkich miesięcy (bieżących i poprzednich w przypadku dosyłania brakujących danych) oraz korekt rejestrowanych za okres sprawozdawczy, którego dotyczą. Dane na dzień 21.03.2012.

3 Do krajów byłego ZSRR należą: Azerbejdżan, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Mołdawia, Rosja, Ukraina, Uzbekistan. Do krajów kapitalistycznych zaliczają się m.in.: Watykan, Norwegia, Liechtenstein i Szwajcaria w Europie, USA, Australia, Japonia, Kanada, Singapur, Nowa Zelandia, Wyspy Marshalla. Za kraje Europy Środkowo‑Wschodniej uważa się m.in.: Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Serbię i Czarnogórę.

Niniejszy artykuł powstał na podstawie następujących materiałów, w całości opublikowanych na niniejszej stronie: A. Hildebrandt, 2011, Handel zagraniczny w województwie pomorskim , I. Wysocka, 2011, Wiadomości gospodarcze , P. Susmarski, 2011, Koniunktura gospodarcza w województwie pomorskim w grudniu 2011 r. , M. Tarkowski, 2011, Poziom rozwoju gospodarczego województwa pomorskiego i jego zmiany w grudniu 2011 r.

Opis ważniejszych wydarzeń przygotowała I. Wysocka. Wyboru i zestawienia dokonał M. Tarkowski.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Porozmawiaj, zanim zaczniesz wiercić!

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Dwa lata temu, czy nawet rok temu o gazie łupkowym niewiele wiedziano. Nie było kogo prosić o pomoc, czy radę. Ciężar odpowiedzialności został zrzucony na nas, a w praktyce to oznaczało, że mała gmina ma się samodzielnie układać z wielkim światowym koncernem.

Leszek Szmidtke: Skutki wydobywania gazu łupkowego dla środowiska naturalnego nie są w pełni znane. Tymczasem wójt gminy Linia nie staje na czele protestujących, lecz współpracuje z firmą posiadającą koncesję.

Łukasz Jabłoński: Odpowiem równie przekornie: samorządowcy są przyzwyczajeni do podejmowania decyzji, nie mając pełnych danych. W tym przypadku rzeczywiście informacje nie były i nadal nie są wystarczające do zbudowania całego obrazu zysków i kosztów, a decyzje trzeba było podjąć. Dziś wiemy więcej, ale dwa lata temu byliśmy pozbawieni wiedzy o gazie łupkowym: jak wyglądają poszukiwania, wydobycie, a także jakie są zagrożenia i korzyści. Nie było żadnego wsparcia ze strony administracji państwowej.

Czyli nie wiedzieliście, co się kryje za tymi poszukiwaniami?

Od dawna na Kaszubach szuka się ropy i gazu, więc nie byliśmy zdziwieni, kiedy mniej więcej dwa lata temu otrzymaliśmy do zaopiniowania dokumenty związane z kolejnymi poszukiwaniami. Mając w pamięci wcześniejsze prace Geofizyki Toruń lub Kraków, spokojnie czekaliśmy. O innym charakterze poszukiwań dowiedzieliśmy się, kiedy odwiedził nas przedstawiciel Talisman Energy. Szczegółowo opowiedział najpierw władzom gminy, a później radnym, czego będą szukali i jak będą wyglądały prace. Nie ukrywał, że nastąpią pewne niedogodności, wynikające na przykład z ruchu ciężkich pojazdów.

Czy informował też o innych skutkach poszukiwań i późniejszej eksploatacji, a także możliwych zyskach dla gminy?

Na pierwszych spotkaniach nie było o tym mowy. Chyba dobrze się stało, że byliśmy jedną z pierwszych gmin, gdzie rozpoczęto poszukiwania, i emocje nie decydowały o naszej postawie. Zaraz po pierwszych spotkaniach z władzami gminy i radnymi doszło do spotkania z mieszkańcami Lewina. Jest to niewielka, licząca około 200 mieszkańców wieś. Firma przyjęła politykę dobrego sąsiedztwa i od samego początku konsekwentnie ją realizuje. Oprócz oficjalnego spotkania był też festyn, który Talisman Energy zorganizował dla mieszkańców wsi.

Wcześniejszym poszukiwaniom nie towarzyszyły ani spotkania, ani festyny, więc mogło się pojawić pytanie o powody takiego zachowania dużej zagranicznej firmy.

Mieszkańcy poznali powody na pierwszym spotkaniu. W czytelny sposób zaprezentowano cel poszukiwań, harmonogram prac oraz technologie, które będą stosowane. Ze spokojem przyjmowali oni prezentację. Dopiero kilka tygodni później zawiązało się stowarzyszenie Lewino­-Natura XXI. Początkowo miało zrzeszać przeciwników poszukiwań. Jednak z czasem stowarzyszenie zmieniło charakter i obecnie jego członkowie deklarują, że będzie patrzeć właścicielowi koncesji na ręce. Poruszamy się w delikatnej przestrzeni zasobów naturalnych, które są nieodnawialne, dlatego im więcej obserwatorów, tym lepiej. Stowarzyszenie zorganizowało swoje spotkanie, na które oprócz przedstawicieli firmy, mieszkańców naszej gminy i szefowej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku Hanny Dzikowskiej przybyli też przedstawiciele osób protestujących z gminy Sulęczyno i Stężyca. Byłem zaskoczony spokojnym i merytorycznym przebiegiem tego spotkania, bo wiedziałem, jak wyglądały wcześniejsze zgromadzenia w tamtych gminach i spodziewałem się czegoś podobnego. Pracownicy Talisman Energy odpowiadali na każde pytanie, a jeżeli nie potrafili rozwiać wątpliwości pytających, to obiecali uzupełnienie w późniejszym terminie.

Może jednak wpierw należało się spotkać z radnymi oraz mieszkańcami i porozmawiać o konsekwencjach poszukiwań?

I o czym byśmy rozmawiali? Przecież dwa lata temu, czy nawet rok temu o gazie łupkowym niewiele wiedziano. Nie było kogo prosić o pomoc, czy radę. Niedawno usłyszałem o powołaniu pełnomocnika rządu ds. gazu łupkowego, a przecież ktoś taki był wtedy najbardziej potrzebny. Dopiero teraz rząd pracuje nad ustawami i też o te dwa lata za późno. Ciężar odpowiedzialności został zrzucony na nas, a w praktyce to oznaczało, że mała gmina ma się samodzielnie układać z wielkim światowym koncernem.

Jednak w wielu miejscowościach na Kaszubach i Kociewiu dochodzi do protestów. Tam mieszkańcy wybrali inną drogę.

Lewino jest niewielką miejscowością, więc wszyscy się znają i co ważne, nie ma tam wielu domków letniskowych, których właściciele w gminie Sulęczyno oraz Stężyca są motorem protestów. Stali mieszkańcy zazwyczaj inaczej oceniają takie inwestycje i z myślą o następnych pokoleniach kalkulują, co zyskają, a co stracą. Dlatego każda zmiana w uprawach, pojawienie się jakiegoś wycieku, na pewno zostaną zauważone. Jest dużo plotek rozsiewanych przez przeciwników – z sąsiedniego Lewinka przyszło do mnie kilku właścicieli domków letniskowych z pytaniem, czy to prawda, że strefa ochronna wynosi cztery kilometry i z tego pasa wszyscy zostaną wysiedleni…

Wieża wiertnicza zniknęła z Lewina. Czy dziś nie macie poczucia, że na jakimś etapie firma poszukująca coś ukrywała, nie powiedziała całej prawdy o skutkach?

Moim zdaniem Talisman Energy grał od samego początku w otwarte karty. Byliśmy uprzedzani niemal o każdym kroku i takie zachowanie buduje wzajemne zaufanie. Prawie cały transport ciężkiego sprzętu odbywał się nocami. Zdarzały się przypadki, że ktoś czegoś nie wiedział, ale chyba wynikało to z oczekiwań, że przedstawiciele firmy będą chodzili od drzwi do drzwi i w każdym domostwie składali wyjaśnienia.

Czy mieszkańcy pozostałych sołectw też byli informowani?

Na tym etapie prac w bezpośredni sposób informowani byli wyłącznie mieszkańcy Lewina. Jednak wiadomości docierają również do innych sołectw poprzez radnych. Jeżeli dojdzie do wydobywania gazu, na pewno informacje, dotrą do mieszkańców całej gminy.

Cała gmina będzie miała korzyści z tytułu opłaty eksploatacyjnej, a także 2 proc. od wartości budowli – w tym całej sieci gazowej, która powstanie w przypadku wydobywania gazu z łupków. Opierając się na szacunkach wyliczyliśmy, że będzie to około 300 tys. zł rocznie z jednego odwiertu. O tym jednak zaczniemy rozmawiać, jeśli okaże się, że wydobycie jest opłacalne. Na razie patrzymy inwestorowi na ręce.

Jakie przewiduje się korzyści z sąsiedztwa wiertni?

Cała gmina będzie miała korzyści z tytułu opłaty eksploatacyjnej, a także 2 proc. od wartości budowli – w tym całej sieci gazowej, która powstanie w przypadku wydobywania gazu z łupków. Opierając się na szacunkach wyliczyliśmy, że będzie to około 300 tys. zł rocznie z jednego odwiertu. Tak będzie kiedy zacznie się eksploatacja. W tej chwili nawet trudno nam zarzucić, że zostaliśmy kupieni. Talisman Energy sfinansował wspomniany festyn dla mieszkańców Lewina, a dodatkowo przekazał 20 tys. zł w ubiegłym roku, a także taką samą kwotę w tym, na prace archeologiczne na cmentarzysku kurhanowym w Lewinie. Być może firma dołoży się do budowy boiska oraz modernizacji punktu uzdatniania wody. Przyglądamy się też drodze do sołectwa i jeżeli pojawią się ślady dewastacji spowodowanej przez ciężki sprzęt, to Talisman jest zobowiązany do naprawy. Hasło „dobre sąsiedztwo”, którym posługuje się kanadyjski koncern, nie jest puste i nawet jeżeli nie dojdzie do eksploatacji złóż pod naszą gminą, to pozostanie dobre wrażenie. Natomiast jeśli okaże się, że wydobycie jest opłacalne, zaczniemy rozmawiać o nowym etapie współpracy.

Jak na to patrzą mieszkańcy sąsiednich sołectw?

Mieszkańcy innych miejscowości w naszej gminie nie domagają się poszukiwania u siebie gazu łupkowego. Natomiast w sąsiednim Pobłociu w szkole, do której uczęszczają dzieci z Lewina, doszło do spotkania z rodzicami i przedstawiciel firmy objaśnił im tajniki poszukiwań.

Zużycie wody i zagospodarowanie tzw. płuczki nie budziło niepokoju?

O wodzie długo dyskutowaliśmy na dwóch spotkaniach, m.in. na zorganizowanym przez Lewino – Natura XXI. Pojawiły się trzy wątpliwości: skażenie wód gruntowych, wyczerpanie zasobów wody pitnej na Kaszubach i niepłacenie za zużytą wodę. Zarówno przedstawiciele Talismana, jak i dyrektor Hanna Dzikowska wyjaśnili, że od dziesiątków lat prowadzone są w Polsce odwierty poszukiwawcze ropy oraz gazu i nie zdarzyło się zanieczyszczenie wód głębinowych. Technologia poszukiwań gazu łupkowego i konwencjonalnego na początkowym etapie jest taka sama, gdyż dopiero później dochodzą odwierty poziome. Zużycie wody, nawet przy szczelinowaniu hydraulicznym, nie jest tak duże, jak się nam wydaje. Wreszcie ostatni zarzut, czyli niepłacenie za wodę, jest nieprawdziwy, gdyż każda studnia głębinowa jest opomiarowana i firma wnosi opłaty za zużytą wodę.

Czego zabrakło w gminach, w których dochodzi do protestów?

Moim zdaniem trzech rzeczy: zaufania, dobrej woli i zdrowego rozsądku każdej ze stron. Na spotkaniu zorganizowanym przez Lewino – Natura XXI byli reprezentanci protestujących z gminy Stężyca oraz Sulęczyno oraz firmy poszukującej gaz na naszym terenie. Wszyscy rozmawiali spokojnie i na temat. Nie było emocji utrudniających dialog.

Kolejność zdarzeń, czyli w dużym stopniu zachowanie koncesjonariusza ma decydujące znaczenie – najpierw rozmowy, a dopiero później ciężki sprzęt!

Jest jednak kilka różnic, a najważniejszą jest chyba kolejność: najpierw rozmowy, a dopiero później ciężki sprzęt. No i żyjące w dużym stopniu z turystyki gminy Stężyca oraz Sulęczyno mają teoretycznie więcej do stracenia.

Tak, ale chyba kolejność zdarzeń, czyli w dużym stopniu zachowanie koncesjonariusza, miało decydujące znaczenie. Po takim falstarcie i wmieszaniu się ludzi niebędących mieszkańcami trudno później spokojnie rozmawiać.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

W przededniu rewolucji

Jesteśmy dziś uzależnieni od gazu, ropy i energii elektrycznej otrzymanej z gazu, ropy lub węgla. Kwestie związane z energią na stałe wrosły w nasze życie i zauważamy je tylko w momencie awarii. Zwłaszcza mieszkańcom północnej Polski nie trzeba przypominać, jakie są skutki przerw w zasilaniu – cztery lata temu w pozbawionym prądu Szczecinie praktycznie zamarło życie. Braki w dostawie prądu były spowodowane przeciążeniem starych sieci przesyłowych. Kwestia ich wymiany jest nieunikniona, ponieważ znaczna część polskiego systemu przesyłowego jest w opłakanym stanie i wymaga modernizacji. W tej sytuacji pozytywny jest fakt, że czas naszych sieci energetycznych dobiega końca w momencie, gdy na świecie rozwija się koncepcja Smart Grid – inteligentnej sieci. To rozbudowany układ, w skład którego wchodzą urządzenia stricte energetyczne (np. liczniki zbierające dane), urządzenia telekomunikacyjne pozwalające na transfer zebranych informacji (np. routery) i wreszcie aplikacje potrafiące zanalizować i inteligentnie wykorzystać dane.

Przedsiębiorstwa sieciowe są w przededniu rewolucji, która zmieni ich dotychczasowy model funkcjonowania. Wiąże się to ze zmianą sposobu wytwarzania energii elektrycznej, polegającej na wzroście udziału rozproszonych i odnawialnych źródeł. Aby ta rewolucja przyniosła korzyści nam wszystkim, konieczne są inwestycje w inteligentne sieci.

Przedsiębiorstwa sieciowe są w przededniu rewolucji, która zmieni model funkcjonowania branży wypracowany przez dekady. Zmianie ulega sposób wytwarzania energii elektrycznej, rośnie udział rozproszonych i odnawialnych źródeł tej energii. Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że w ubiegłym roku w Polsce produkcja „zielonej energii” wyniosła 12,5 TWh, co stanowiło już 10,4 proc. krajowego zużycia. Wzrost ilości energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł energii (OZE) wyniósł rok do roku blisko 17 proc. Aby korzystać z tego w najbardziej efektywny i wydajny sposób, niezbędne są inwestycje w inteligentne sieci, tak by owa rewolucja nie ograniczyła się tylko do branży energetycznej, ale realnie wpłynęła korzystnie na życie nas wszystkich.
Kosztowne, ale pełne zalet
Sieci Smart Grid mają liczne zalety – to bezpieczeństwo, optymalizacja zużycia, mniejsze straty w przesyle. Dlatego na całym świecie w tego typu projekty inwestuje się ogromne pieniądze. Do 2015 roku na świecie inwestycje w szeroko pojmowane inteligentne sieci (produkcja, przesył, rozdział, magazynowanie energii, zarządzanie sieciami) zainwestowane zostanie około 200 mld dolarów. Na Europę przypadnie około jednej trzeciej tej kwoty. Smart Grid, mimo że kosztowne, są i będą rozwijane z prostej przyczyny – czas zwrotu zaangażowanych środków jest dość krótki. Pionierem był włoski koncern Enel – inwestycja z 2007 roku (w wysokości 2,1 mld euro) już się zwróciła. Amerykanie zamierzają do końca dekady podpiąć do inteligentnej sieci 40 mln odbiorców prądu. Obliczyli, że rocznie przyniesie to 130 mld dolarów oszczędności.

Ale, jak mawiają polscy energetycy, „żeby mieć smart, najpierw trzeba mieć grid”. I tu zaczynają się problemy, bo inwestycje w sieci wymagają gigantycznych nakładów. Środki potrzebne na elektroenergetykę w Polsce szacowane do 2030 roku to 200 mld zł. Od Smart Grid jednak nie uciekniemy. Projektami z tego zakresu zainteresowani są najwięksi globalni gracze branży energetycznej i ICT. Także polskie firmy z czasem dostrzegą nieuchronność, a przede wszystkim korzyści płynące z inteligentnych sieci. A jeśli na czymś można zrobić biznes, to pieniądze zawsze się znajdą – jeśli nie od inwestorów, to w postaci pożyczek bankowych.

Koordynator w każdej gminie

Podobnie jak w przypadku bliskich mi inwestycji w sieci telekomunikacyjne, katalizatorem inwestycji w Smart Grid mogą być także działania strony publicznej. Prostym i mogącym przynieść wymierne efekty posunięciem jest odpowiednia koordynacja działań zaangażowanych podmiotów przez administrację publiczną. Stworzenie stanowiska – roboczo określmy go mianem koordynatora budowy sieci Smart Grid – jest nie do przecenienia i przyniesie ogromne korzyści każdemu miastu czy gminie. Jego zadania byłyby dość proste – przy każdej rozpoczynanej inwestycji infrastrukturalnej powinien pytać wszystkich potencjalnie zainteresowanych: przedstawicieli gazownictwa, energetyki, ciepłownictwa, telekomunikacji, drogowców i przedsiębiorstw wodno­-kanalizacyjnych, czy są zainteresowani „kopaniem w tym samym miejscu”. Doskonale ilustruje to przykład telekomunikacji, gdzie prawnie uregulowano możliwość położenia światłowodu wzdłuż budowanej drogi. Zmniejszyło to koszt inwestycji z kilkunastu tysięcy złotych za kilometr światłowodu praktycznie do ceny kabla. Obecnie wciąż jeszcze jedynie w pojedynczych miejscowościach, i najczęściej przez przypadek, budujemy sieci światłowodowe podczas remontów jezdni, kładzenia instalacji gazowych, nowych instalacji kanalizacyjnych. Dziś są to wyjątki, ale docelowo tylko dzięki międzybranżowej współpracy będziemy mogli rozwijać Smart Grid.

Pozytywne efekty takiej koordynacji widać już w wielu europejskich miastach. Przykładem efektywnego łączenia rozwiązań w energetyce, telekomunikacji, transporcie, dostawach wody, gospodarki odpadami jest Amsterdam. Sieci inteligentne w tym mieście wiążą ze sobą wszystkie wymienione dziedziny na poziomie nie tylko poszczególnych ulic, ale już całych dzielnic. Tworzą inteligentne enklawy o wyższym standardzie życia, a przede wszystkim racjonalniej wykorzystujące zasoby naturalne (które stają się dzięki temu tańsze). Coraz częściej projekty sieci inteligentnych angażują nie tylko przedsiębiorstwa energetyczne, ale przeradzają się w przedsięwzięcia realizowane na poziomie dzielnic, miast lub stref ekonomicznych.

Polskie sieci przesyłowe i telekomunikacyjne w dużej mierze funkcjonują na granicy wytrzymałości i wymagają rozbudowy oraz modernizacji. Tymczasem ich wydajność jest niezbędna do zastosowania rozwiązań telekomunikacyjnych, składających się na Smart Grid.

Szerokopasmowe Pomorskie

Niezbędnym klockiem w układance Smart Grid są rozwiązania telekomunikacyjne. Te natomiast do sprawnej obsługi potrzebują wydajnej sieci. Tymczasem polskie sieci przesyłowe i telekomunikacyjne w dużej mierze funkcjonują na granicy wytrzymałości i wymagają modernizacji. Zdaniem ekspertów CISCO ogólnoświatowy ruch w sieciach mobilnych w latach 2011–2016 wzrośnie aż 18-krotnie i osiągnie w roku 2016 wartość 10,8 eksabajta miesięcznie, czyli 130 eksabajtów rocznie (1 eksabajt = 1018 bajtów). W kontekście niewydolnej sieci, a czasem po prostu jej braku, istotna dla mieszkańców Pomorza jest informacja o współpracy między Orange Polska i województwem pomorskim w zakresie budowy nowoczesnej, szerokopasmowej sieci. Projekt „Szerokopasmowe Pomorskie”, uruchomiony przez Urząd Wojewódzki, ma objąć do końca 2013 roku ponad 250 pomorskich miejscowości. Powstanie ponad 1600 km sieci światłowodowej, a w blisko 60 miejscowościach istniejąca sieć zostanie zmodernizowana. W tych miejscach problem z przepustowością łączy zostanie rozwiązany na wiele lat, co umożliwi bezproblemowe korzystanie z wszystkich dostępnych obecnie rozwiązań, w tym tych typu Smart Grid, które również są już testowane na terenie województwa.

Sieć inteligentna to lepsza jakość dostarczanej energii, niezawodność, krótszy czas przyłączenia do sieci, czyli elementy istotne z punktu widzenia atrakcyjności inwestycyjnej regionu.

Smart Grid to fundament

Sieci inteligentne są w Polsce w powijakach, dlatego w powszechnej świadomości utożsamiane są z inteligentnymi licznikami do pomiaru zużycia prądu, które możemy już spotkać w naszym kraju. Smart Grid to jednak coś znacznie więcej. Jest to cała sieć dystrybucyjna powiązana z zaawansowanymi technologiami informatyczno­-telekomunikacyjnymi, które zwiększają synergię uczestników procesów wytwarzania, przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej oraz tych, którzy z niej korzystają.

Sieć inteligentna w dystrybucji energii elektrycznej jest tylko pewną warstwą techniczną – jest środkiem, który wygeneruje dodatkowe korzyści. Wykorzystując tę sieć, można budować nowe usługi, nowe metody wytwarzania energii elektrycznej, nowe rozwiązania w zakresie podnoszenia efektywności energetycznej. Sieci Smart Grid stworzą fundament, na którym firmy i ludzie mający pomysły w tym zakresie będą mogli je rozwijać. Przyrównałbym to do rewolucji smartfonowo­-tabletowej: stworzenie sprzętu nie wywołało samo w sobie zmiany. Wywołał ją boom na aplikacje tworzone przez uczestników rynku, za pomocą których można dziś zrobić praktycznie wszystko – od sprawdzenia pogody do identyfikacji miny przeciwpiechotnej.

Dlatego w procesie wkraczania Smart Grid w nasze życie możemy mówić o różnych rolach jego uczestników. Firmy energetyczne zbudują sieci stricte przesyłowe, firmy z sektora ICT uczynią z nich sieci smart, a główną rolę odegrają odbiorcy, którzy – wykorzystując zalety Smart Grid – zaczną oferować nowe produkty i usługi. Dlatego bardzo ważne są działania aktywizujące odbiorców w procesie wytwarzania energii i podnoszenia efektywności energetycznej. Ich zaktywizowanie będzie kreować nowe miejsca pracy, nowy rodzaj innowacyjnego biznesu. Sieć inteligentna to również lepsza jakość dostarczanej energii, niezawodność, krótszy czas przyłączenia do sieci, czyli elementy istotne z punktu widzenia atrakcyjności inwestycyjnej regionu.

Od świadomego konsumenta do prosumenta

Kluczem do sukcesu jest zrozumienie zalet innowacji przez klientów i prostota obsługi nowych rozwiązań. W pierwszym aspekcie ważne są oszczędności – najlepszy motywator. Możliwość obniżenia opłat za energię (które de facto będą nadal rosły) o 10–15 proc., jak szacują eksperci, sprawi, że w przeciętnym gospodarstwie domowym rachunki mogą być o 150–200 zł mniejsze w skali roku. Aby to osiągnąć, potrzeba jednak zrozumienia zasad działania i nabycia umiejętności korzystania z nowinek energetyki. Zawsze w takich sytuacjach za wzór stawiam firmę Apple. U źródeł jej sukcesu leży interfejs, którego obsługi mój syn nauczył się, mając dwa lata, a moja mama w wieku 67 lat. Zasada prostoty musi przyświecać firmom telekomunikacyjnym zaangażowanym w budowę Smart Grid, bo przecież odbiorcą prądu jest całe społeczeństwo o skrajnie różnych kompetencjach cyfrowych. Niewykluczone, że dużą rolę odegrają w tym procesie właśnie aplikacje na urządzenia mobilne.

Oprócz oszczędności odbiorca otrzyma też możliwość zarabiania na energii. A to oznacza całkowite odwrócenie obowiązującego obecnie modelu. Finalnym produktem sieci inteligentnych będzie bowiem prosument. Oznacza to sytuację, w której każde gospodarstwo domowe jest jednocześnie konsumentem i producentem energii. To główny element modelu proponowanego przez zwolenników energetyki rozproszonej. System taki oparty jest na panelach słonecznych, przydomowych wiatrakach oraz konstrukcjach domów pasywnych. Budynki podłączone są do inteligentnej sieci, a nadmiar energii produkowanej przez dom jest wprowadzany do sieci i wykorzystywany przez inne podmioty za opłatą na rzecz producenta. Wiąże się to z dużym zaangażowaniem usług ICT, cały system jest bowiem skomputeryzowany i monitorowany, a jego użytkownicy dostają pełne informacje dotyczące prognoz zapotrzebowania, zużycia, zarządzania zużyciem i produkcją oraz mobilne billingi, a także wykorzystują inteligentne urządzenia zużywające prąd. Na świecie do takich rozwiązań przygotowuje się branża np. w Australii. Mając na uwadze stan technologii w Polsce i niski poziom świadomości społecznej, w naszym kraju jest to niestety kwestia co najmniej dekady.

Ostatnie lata zmusiły nas do częstszych debat o energii – najważniejszą przyczyną były jej rosnące ceny i zapotrzebowanie. To one natchnęły nas do myślenia o oszczędniejszym jej wykorzystaniu. Zbiegło się to w czasie z postulatami ekologów i wprowadzeniem ograniczeń w emisji dwutlenku węgla. Dyskutując o potencjalnych, przyszłościowych metodach pozyskiwania energii, które częściowo wciąż pozostają w sferze planów, nie można zapomnieć, że realne korzyści i oszczędności w energetyce nie mogą mieć miejsca bez udziału inteligentnych sieci Smart Grid.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorskie eldorado łupkowe?

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: O odwiercie w Lubocinie często mówi Pani, że to perła w koronie PGNiG. Jako mieszkaniec regionu doceniam kurtuazję, ale ponieważ korona duża, to i sporo miejsca na kolejne perły.

Grażyna Piotrowska­-Oliwa: Nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Z chłodnej analizy struktury geologicznej wynika, że możemy się w Lubocinie spodziewać dużej ilości gazu z łupków. Taka struktura skał występuje na niemal całym terenie naszej koncesji północnych oraz środkowych Kaszub i na tym opieramy swoje kalkulacje. Mamy też technologie umożliwiające wydobycie tego surowca – firmy z USA oraz Kanady dysponują technologiami sprawdzonymi u siebie. Natomiast nie znamy odpowiedzi na trzecie i być może najważniejsze pytanie: czy będzie ekonomiczne uzasadnienie wydobycia? Musimy wykonać odwiert horyzontalny, żeby dokonać koniecznych badań i dopiero po dokładnej analizie przekonamy się, czy w okolicach Wejherowa będzie prowadzona eksploatacja.

Co zatem oznacza tzw. świeczka, która zapłonęła na wieży w Lubocinie?

Oznacza, że jest tam gaz. Jednak dopiero za kilka miesięcy dowiemy się, jakie są jego ilości i czy będziemy mogli mówić o złożu gazu. Oczywiście na tym nie koniec. W samym Lubocinie będą kolejne odwierty. Szukamy i będziemy szukać również w innych miejscach na Pomorzu. Mówimy o tzw. padach, czyli miejscach, gdzie jest wykonywana większa liczba odwiertów tworzących pewną technologiczną całość.

Czego się jeszcze dowiemy w tym roku?

Będą kolejne wiercenia w kilku naszych koncesjach. Ponieważ mogą się bardzo różnić, nie wiemy, jakie będą efekty poszczególnych odwiertów. Pas pomorski jest najbardziej obiecujący, więc właśnie tu koncentrujemy nasze wysiłki. Dobre oszacowanie wartości gazu w Lubocinie pozwoli na stworzenie prognoz dla następnych koncesji.

Kiedy rozpocznie się komercyjna eksploatacja?

Musi powstać kopalnia, czyli odwierty należy obudować całą infrastrukturą. W przypadku Lubocina zakładamy, że na przełomie lat 2014 i 2015 powstanie kopalnia i rozpoczniemy komercyjną eksploatację.

Jeżeli firma GAZ-SYSTEM podłączy na czas kopalnię do sieci…

Rzeczywiście przesyłem systemowym zajmuje się GAZ-SYSTEM, ale lokalną sieć budują nasze spółki dystrybucyjne. Dlatego właśnie potrzebujemy tyle czasu, żeby po oszacowaniu zasobów gazu można było przygotować infrastrukturę do dalszego przesyłania. Jest to ważne, ponieważ maksymalną wydajność złoże ma przez kilka lat, a później szybko ona spada. Po dojściu do progu opłacalności trzeba się przenieść kawałek dalej i ponownie rozpocząć odwiert pionowy oraz odwierty poziome.

Przy aktualnych cenach gaz nie jest atrakcyjnym paliwem dla energetyki. Ale wystarczy, że stanieje o 20 proc., i sytuacja się zmieni.

Wydobyty gaz zostanie wtłoczony w sieć i popłynie daleko, na przykład do Polic lub Włocławka. Czy bliskość złóż zachęci jakieś firmy do osiedlania się na Pomorzu?

Obecnie ponad 70 proc. naszego gazu sprzedajemy przemysłowi. Niespełna 30 proc. trafia do odbiorców indywidualnych. Kiedy na rynku będzie gazu więcej, spadną ceny i zacznie się rozwijać na przykład energetyka gazowa. Wiele analiz wskazuje, że do roku 2020 konsumpcja gazu wzrośnie nawet o 3 mld metrów sześciennych. Przy aktualnych cenach gaz nie jest atrakcyjnym paliwem dla energetyki. Wystarczy jednak, że stanieje o 20 proc., i sytuacja się zmieni. Dodatkowym atutem jest niska emisyjność, co ma ogromne znaczenie w procesie dostosowywania się do limitów emisji CO2. Niektóre inwestycje już ruszają. PGNiG razem z Tauronem wybuduje elektrociepłownię gazową w Stalowej Woli. Przykładów takiego partnerstwa będzie więcej, ale koncerny energetyczne będą też samodzielnie stawiać bloki gazowe.

Europejska średnia dla energii uzyskiwanej z gazu wynosi 20 proc., polska średnia to zaledwie 3 proc., a średnia pomorska prawdopodobnie liczona będzie w promilach. Już takie ogólne zestawienie pokazuje, że dla gazu w energetyce jest dużo miejsca.

Energa chce budować elektrownię gazową w Grudziądzu. Podpisaliśmy też niedawno umowę z Lotosem na dostawy gazu do potrzeb produkcyjnych. Liczba chętnych czekających na niższą cenę gazu rośnie. Wiele będzie zależało od uregulowań podatkowych, ale jeżeli wydobycie gazu z łupków stanie się opłacalne, to cena gazu na pewno spadnie i rozpoczną się inwestycje energetyczne.

Czy PGNiG samodzielnie będzie budował w naszym regionie elektrownie zasilane gazem?

Musimy się zastanowić, czy powinniśmy na większą skalę wchodzić w biznes, w którym nie mamy doświadczenia. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest partnerstwo z działającymi już firmami energetycznymi. One mają wiedzę, jak budować i eksploatować elektrownie, a my mamy paliwo. Mimo to będziemy się uczyć, tym bardziej że niedawno kupiliśmy od Vattenfalla Elektrociepłownie Warszawskie i zatrudniamy już ludzi potrafiących realizować takie projekty.

Dotychczasowa infrastruktura gazowa wystarczy? Jest, na przykład, odpowiednia liczba magazynów?

Magazynów mamy coraz więcej. Jeszcze w tym roku oddamy do użytku duży magazyn w Wierzchowicach o pojemności prawie 1 200 mln m3 gazu. Do 2014 r. łączna powierzchnia magazynowa w dyspozycji PGNiG sięgnie około 3 mld m3. Będzie to 1/5 rocznej konsumpcji gazu w Polsce, więc poziom bezpieczeństwa znacznie się podniesie. Oczywiście, kiedy potwierdzimy obecność gazu w danym miejscu, od razu trzeba myśleć o infrastrukturze przesyłowej.

Czy na Pomorzu PGNiG będzie budował nowe magazyny, jeśli się okaże, że występuje tutaj gaz?

Obecna powierzchnia magazynowa na Pomorzu jest wystarczająca, a poza tym budujemy kawernowy magazyn gazu w Kosakowie. Ważniejsza jest rozbudowa sieci przesyłowej umożliwiającej szybki transport wydobytego gazu.

Poszukuję ciągle dodatkowych korzyści dla naszego regionu, wynikających z gazu łupkowego, i dochodzę do wniosku, że gazowe eldorado znajdzie się chyba gdzie indziej…

Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Region pomorski ma największy potencjał. Samo wydobycie będzie bardzo korzystne i przysporzy wielu miejsc pracy. Tym bardziej że nie tylko PGNiG poszukuje na Pomorzu gazu z łupków. Obok wydobycia trzeba będzie zbudować infrastrukturę, czyli będą kolejne miejsca pracy.

Jednak oczekiwania są chyba większe i trzeba postawić pytanie, na ile energetyka może być kołem zamachowym gospodarki, a na ile cichym towarzyszem? Owszem, niezbędnym, ale tylko towarzyszem…

Największą częścią kosztów towarów oraz usług jest właśnie szeroko rozumiana energia. Wysokie ceny powodują, że stajemy się coraz mniej konkurencyjni na globalnych rynkach, ale także w Polsce trudniej handlować naszym przedsiębiorcom, kiedy konkurenci mają dostęp do tańszej energii. Polska gospodarka wspina się ku górze, wytwarza produkty coraz bardziej przetworzone, a to wymaga większej ilości energii niż proste wytwarzanie. Dlatego dostęp do taniej energii ma ogromne znaczenie. Jeżeli okaże się, że w Lubocinie będzie tyle gazu, ile się spodziewamy, możemy na przykład porozumieć się z Energą i, budując w pobliżu elektrownię, dostarczać lokalnemu przemysłowi tańszą energię. Nawiązaliśmy też współpracę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, Akademią Górniczo­-Hutniczą, Politechniką Gdańską oraz Warszawską, a także Instytutem Nafty i Gazu. Zdefiniowaliśmy, czego potrzebujemy i jakie mamy oczekiwania wobec naukowców. Zależy nam na bardziej precyzyjnych sposobach poszukiwania, a także innych niż szczelinowanie hydrauliczne sposobach wydobycia gazu na powierzchnię. Szczelinowanie jest najdroższą częścią wydobycia i jeżeli otrzymamy lepszą i tańszą technologię, zyskamy zarówno my jako firma, jak też uczelnie.

Pomorze w tym czasie może się stać miejscem budowy elektrowni jądrowej oraz jeszcze szybszego rozwoju energetyki odnawialnej.

Energetyka oparta na źródłach odnawialnych będzie musiała uporać się z ograniczeniami w dotacjach. Problemy gospodarcze krajów unijnych zapewne zrewidują dotychczasową politykę wspierania OZE. Polska musi też zdefiniować swoje potrzeby energetyczne, a sygnały o poważnym deficycie energii za kilka lat należy potraktować bardzo poważnie. Szybka reakcja jest możliwa dzięki energetyce opartej na gazie. Nie trzeba też budować wielkich bloków, gdyż pojawiły się projekty bloków o mocy 5 MW – nad takimi rozwiązaniami pracuje m.in. Agencja Rozwoju Przemysłu. Elektrownie o takiej mocy można stawiać przy padach.

Między gazem a OZE istnieje symbioza. Pomorze jest dobrym miejscem dla rozwoju energetyki wiatrowej, która potrzebuje elektrowni gazowych jako stabilizatora.

Czy OZE postrzega Pani jako konkurencję, czy jako sojusznika?

Uzupełnienie i symbioza – tak należy postrzegać odnawialne źródła energii. Pomorze jest dobrym miejscem dla rozwoju energetyki wiatrowej, która potrzebuje elektrowni gazowych jako stabilizatora. Wprawdzie dla sieci energetycznych oraz gazowych nie ma granic administracyjnych, ale infrastruktura gazowa jest dużo nowocześniejsza niż sieć zarządzana przez Polskie Sieci Energetyczne i łatwiej będzie np. budować sieć wspomnianych małych elektrowni gazowych współpracujących z energetyką wiatrową.

Czy po kilku latach wydobywania gazu niekonwencjonalnego Polska stanie się również eksporterem?

Warto się przyjrzeć, jak to wygląda w USA. Wydobycie na dużą skalę trwa tam już kilka lat, lecz dopiero teraz zostaje znoszone embargo na wywóz węglowodorów i powstają inwestycje w terminale skraplające gaz, dzięki czemu będzie go można eksportować. Przez wewnętrzny popyt udało się w tym czasie obniżyć cenę do 80 USD za 1000 m3 gazu. Dla gospodarki Stanów Zjednoczonych jest to bardzo korzystne, ale już dla firm wydobywających to prawdziwa klęska. W Polsce chyba jeszcze możemy poczekać z odpowiedzią, gdyż ciągle opieramy się na szacunkach zasobów gazu łupkowego. Za kilka miesięcy będziemy wiedzieć, na czym stoimy.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska oraz Państwowy Instytut Geologiczny na zlecenie rządu mają przez dwa lata prowadzić obserwację skutków poszukiwań i wydobycia dla środowiska naturalnego. Ma to rozwiać wątpliwości, czy pojawiły się jakieś nowe niepokojące sygnały?

Należy te badania traktować jako wyjście naprzeciw obawom lokalnych społeczności. Analizy zlecane przez firmy poszukujące budzą wątpliwości. – Skoro za nie zapłacili, to są dla nich korzystne – mówią przeciwnicy wydobycia gazu łupkowego. Instytucje publiczne, podejmując się takiego zadania, są bardziej wiarygodne. Dobrze więc, że rząd zdecydował się na takie badania.

Do czasu publikacji wyników PGNiG oraz pozostałe firmy poszukujące gazu z łupków będą zdane na siebie, a nie jest tajemnicą, że współpraca ze społecznościami lokalnymi na ogół nie wygląda najlepiej.

Gdybym była właścicielem ziemi, na którą bez mojej zgody wjeżdżają ciężkie maszyny, to też bym protestowała. Niestety, niektóre zagraniczne firmy tak postępowały, ze szkodą dla wszystkich prowadzących odwierty. Jeżeli dodamy do tego rozpowszechniane mity i nieprawdziwe informacje na temat wydobycia gazu z łupków, to nie możemy się dziwić, że lokalne społeczności mogą mieć, jeśli nie obawy, to przynajmniej większy dystans. Właściwe działania informacyjne i dialog ze społecznościami lokalnymi powinny być zadaniem priorytetowym dla wszystkich firm poszukujących gazu.

Takie przypadki mieliśmy również na terenie województwa pomorskiego, ale kładą się one cieniem na wszystkich poszukujących. Jak w tej sytuacji układać relacje z lokalnymi społecznościami?

Przykładamy do tego dużą wagę. Mamy na Pomorzu wieloletnie i dobre doświadczenia. W gminie Krokowa od dawna wydobywamy z kilku odwiertów gaz konwencjonalny i mieszkańcy nie protestują. Nie protestują też turyści i posiadacze domków letniskowych, a przecież jeden odwiert znajduje się tuż przy znanej letniskowej miejscowości Dębki. Dlatego poszukiwania w Lubocinie nie budzą sprzeciwów. Jesteśmy tam obecni od dawna, uczestniczymy w życiu tej gminy i nasza współpraca układa się bardzo dobrze.

Odpowiedzialny biznes polega na tym, żeby rozmawiać, wyjaśniać, ale też uczestniczyć w życiu lokalnych społeczności oraz w pewnym sensie dzielić się zyskiem, kiedy zaczniemy zarabiać.

Gmina Krokowa nie jest chyba jednak dobrym przykładem, bo pozostałe gminy nie mają takich doświadczeń i współpracę z nimi trzeba układać od początku.

Zwracam uwagę na jakość współpracy, która wynika z dialogu i z tego, że nigdy nie zawiedliśmy zaufania mieszkańców gminy Krokowa. W pozostałych miejscowościach, gdzie rozpoczynamy odwierty, zachowujemy się podobnie. Rozmawiamy, wyjaśniamy, jak przebiegają prace poszukiwawcze, nawiązujemy bliższą współpracę i oczywiście musimy rekompensować uciążliwości, które występują podczas poszukiwań. Trudniejszą sytuację mamy w tych miejscowościach, w których są domki letniskowe. Odpowiedzialny biznes polega właśnie na tym, żeby rozmawiać, wyjaśniać, ale też uczestniczyć w życiu tych lokalnych społeczności oraz w pewnym sensie dzielić się zyskiem, kiedy zaczniemy zarabiać.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Czy OZE rozkręcą pomorską gospodarkę?

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: 25 i 26 maja energetyka słoneczna w Niemczech wyprodukowała 22 gigawaty energii. Taka ilość zaspokoiła połowę zapotrzebowania tego kraju na energię i był to rekord świata. Niemiecki przykład będzie zaraźliwy?

Andrzej Gołyga: Niemiecka fotowoltaika rozwija się znakomicie, ale i tam nie cichnie dyskusja nad sensem takiej energetyki czy szerzej – nad priorytetami energetycznymi. Niemiecka gospodarka potrzebuje bardzo dużo energii i największym problemem było jej dostarczenie w godzinach szczytu. Nie da się w ten sposób regulować i dopasowywać energetyki jądrowej lub węglowej. Fotowoltaika jest pod tym względem dużo bardziej elastyczna niż energetyka wiatrowa. Dlatego Niemcy zamierzają zwiększać udział fotowoltaiki tak, by w 2032 roku osiągnąć 66 gigawatów. Obecnie otrzymują 25 GW, więc będzie to naprawdę duży skok. Jednocześnie cały czas obniżają taryfy. Zaczynali w 2007 roku od 49 eurocentów za kWh, obecnie taryfa wynosi mniej niż 20 eurocentów. Niemiecki rząd chce też wprowadzić roczny limit ilości instalowanej mocy. Zatem trochę chcą zwolnić, ale równocześnie do 2022 roku zamierzają zamknąć wszystkie swoje elektrownie jądrowe.

Większość krajów Unii Europejskiej stworzyła jasne i przejrzyste regulacje, które umożliwiają szybki rozwój energetyki odnawialnej. Powinniśmy pójść tym śladem.

W Niemczech osiąga się obecnie 25 GW energii słonecznej, w Polsce natomiast 3 MW. Czego, oprócz zbliżonego dofinansowania, trzeba, żeby nastąpił w naszym kraju – także na Pomorzu – rozwój takiej energetyki?

Rozwój energetyki fotowoltaicznej zależy od kilku czynników. Przede wszystkim potrzebne są stałe taryfy, które pozwalają na długoletnie inwestowanie. Nasz system zielonych certyfikatów jest zbyt zagmatwany. Większość krajów Unii Europejskiej stworzyła jasne i przejrzyste taryfy, które umożliwiają szybki rozwój energetyki odnawialnej. Powinniśmy pójść tym śladem. Tymczasem w Polsce nie ma jeszcze nawet ustawy regulującej rynek energetyki odnawialnej. Nie dokonano dywersyfikacji odnawialnych źródeł, a przecież różnią się kosztami i okresem zwrotu poniesionych nakładów. W pewnym stopniu jest to efekt słabego lobbingu przedsiębiorców zajmujących się OZE. W Polsce bardzo dużo się mówi o energetyce atomowej. Czas budowy elektrowni atomowej o mocy od 1,5 do 2 GW wynosi około 15 lat. Koszt takiej inwestycji przekracza 15 mld dolarów. Tymczasem w Niemczech w ubiegłym roku tylko sama fotowoltaika, że nie wspomnę o innych odnawialnych źródłach, to 7,5 GW zainstalowanej mocy! Podkreślam, że taki poziom udało się uzyskać tylko z tego źródła w ciągu roku. Koszt był dużo niższy niż w przypadku budowy elektrowni jądrowej, poza tym są to prywatne pieniądze i państwo nie musi inwestować w budowę. Owszem, później są odpowiednio skonstruowane taryfy, ale i tak jest to znacznie tańsza energia niż z elektrowni atomowej. W takie źródła inwestują prywatne osoby, firmy, powstają nawet spółdzielnie gminne. Żyją z tego tysiące ludzi.

Dla lokalnych społeczności, nawet dla władz samorządowych, to doskonała inwestycja. Tymczasem do tej pory w Polsce powstała tylko jedna farma o mocy 1 MW.

W Polsce jest bardzo mała świadomość społeczna – często myli się wytwarzanie energii elektrycznej z panelami solarnymi służącymi do ogrzewania wody i budynków. Mój związek z fotowoltaiką jest dosyć długi, przecież produkowaliśmy ogniwa w Kwidzynie. Jednak dopiero kiedy skończyłem pracę w Jabil Circuit i zacząłem jeździć po Europie, zobaczyłem, jak to jest powszechne. Pierwszą umowę na farmę fotowoltaiczną podpisałem w sierpniu ubiegłego roku. Obecnie mam elektrownię o mocy 400 kW i drugą nieco większą, dającą już 1,3 MW. W kilku miejscach buduję elektrownie o łącznej mocy 6 MW. Na zbudowanie od podstaw elektrowni fotowoltaicznej potrzeba 4–5 miesięcy. Być może samorządom brakuje pieniędzy na takie inwestycje. Zbyt dużo było do nadrobienia w infrastrukturze drogowej, kanalizacyjnej i dlatego władze gmin kierowały środki na zaspokojenie tych podstawowych potrzeb. Powstało również wiele szkół, sal gimnastycznych i boisk. Wszystko bardzo potrzebne, ale będąc człowiekiem biznesu, oceniam to też z innej strony: takie inwestycje nie przynoszą pieniędzy. Dlatego uważam, że kolejność powinna być inna. Najpierw trzeba inwestować w projekty, które przyniosą zysk, a później można wydawać pieniądze na poprawę jakości życia mieszkańców. Wtedy też będzie mniej samorządów mających problem ze spłatą długów. Żeby mogła się rozwijać taka energetyka, potrzebne jest też mocne wsparcie rządu dla samorządów. W krajach europejskich taryfy są coraz niższe, a jeszcze szybciej spadają ceny urządzeń do produkcji prądu z energii słonecznej. W Polsce poważniejszą barierą niż koszty są przeszkody prawne. Jesteśmy na 22. miejscu w Unii Europejskiej pod względem ilości energii uzyskiwanej ze słońca. Wyprzedzają nas między innymi Wielka Brytania, która przecież nie należy do krajów szczególnie nasłonecznionych, oraz Dania, Belgia i Holandia.

Czy ten rodzaj energetyki daje większe – niż inne odnawialne źródła – korzyści lokalnym społecznościom?

Moim zdaniem tak, gdyż inwestowanie na szeroką skalę mocno pobudza lokalną produkcję elementów montażowych, handel oraz instalatorstwo i później serwis. Farmy fotowoltaiczne trzeba ogrodzić, wyposażyć w systemy elektronicznego sterowania i monitoringu. W Niemczech setki tysięcy ludzi znalazło zatrudnienie przy budowie i serwisie elektrowni słonecznych. Pomijam różne podatki, które także płyną do lokalnych budżetów. Opierając się na przykładzie naszego zachodniego sąsiada, warto podkreślić, że z tego żyje wielu drobnych przedsiębiorców. Obowiązek odbioru energii z takiego źródła zapewnia im stały dochód. Urządzenia są bardzo trwałe i mają wieloletnie gwarancje. Dodatkowo takie farmy są niemal bezobsługowe. W domu na komputerze mogę sprawdzić, co się dzieje na mojej farmie w Bułgarii – mam tam kamery – a dodatkowo widzę, ile energii produkuje każda z elektrowni.

Dlaczego wybrał pan Bułgarię? Oczywiście jest tam więcej słonecznych dni niż w Polsce, ale czy było to jedyne kryterium?

W Bułgarii są bardzo korzystne taryfy. Kiedy podejmowałem decyzję o inwestowaniu w 2011 roku, stawka wynosiła 350 euro (dla instalacji wolnostojących) za jedną megawatogodzinę. Podobnie jak w innych krajach, także w Bułgarii ceny spadają i na początku tego roku było to już 248 euro. Na szczęście równie szybko tanieją urządzenia do przetwarzania energii słonecznej na prąd. Ogromne znaczenie ma też gwarancja stałych cen, gdyż obniżające się taryfy dotyczą wyłącznie nowych umów. W przyszłym roku nastąpi kolejna obniżka, ale ponieważ w ub. roku podpisałem umowę na 350 euro za jedną megawatogodzinę, to stawka będzie obowiązywała przez 20 lat Przy takiej ilości słońca, jaka występuje w Bułgarii, czas zwrotu mojej inwestycji wyniesie 5–6 lat. Oprócz korzystnych taryf bardzo ważne jest prawo, jasno określające warunki budowy, podłączenia do sieci itp.

Czy przy podobnie skonstruowanych taryfach i logicznym prawie Polska byłaby dobrym miejscem do zainwestowania, mimo mniejszej liczby słonecznych dni?

Oczywiście. Chętnie postawię w Polsce, a tym bardziej na Pomorzu, takie elektrownie, jeżeli tylko prawo będzie bardziej przejrzyste i zostaną zagwarantowane bardziej stabilne taryfy. Warunki, które zostały zapisane w propozycji nowej ustawy, już były zachęcające do inwestowania. Przy dzisiejszych kosztach budowy czas zwrotu wyniósłby 6 do 7 lat, a to czyni już taką inwestycję interesującą. Pas nadmorski od Władysławowa do Kołobrzegu jest, obok Zamojszczyzny, obszarem najbardziej nasłonecznionym, więc inwestorzy, po ustanowieniu odpowiedniego prawa, właśnie tutaj się skierują. Różnice nie są jednak duże i w pozostałych regionach Polski też będą budowane elektrownie fotowoltaiczne. Farma, którą postawiono w Wierzchosławicach pod Tarnowem, ma jedno z najgorszych nasłonecznień, a mimo to jej funkcjonowanie jest opłacalne.

Energetyka idzie w kierunku tzw. prosumentów, czyli swoistego połączenia konsumenta oraz producenta energii,co jest ściśle związane z rozwojem inteligentnych sieci, energetyki odnawialnej i rozproszonej.

Energetyka słoneczna ma jednak wadę – nie pracuje w nocy.

Sojusznikiem będzie tradycyjna energetyka węglowa, jądrowa czy gazowa. Dobrym uzupełnieniem fotowoltaiki są turbiny wiatrowe. W Niemczech oraz Austrii często spotyka się połączenia tych dwóch źródeł odnawialnej energii. Z energetyką słoneczną współpracują również biogazownie. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania takich źródeł bez inteligentnej sieci. Energetyka idzie w kierunku tzw. prosumentów, czyli swoistego połączenia konsumenta oraz producenta energii. Kraje, które postawiły na energetykę odnawialną i rozproszoną, musiały sobie poradzić z rozliczeniami z drobnymi producentami i konsumentami jednocześnie. W polskich warunkach trzeba będzie pokonać jeszcze jedną poważną barierę. Jest nią stan naszych sieci elektroenergetycznych. Coraz większy udział małych źródeł energii wymaga zwiększenia gęstości i unowocześnienia sieci przesyłowych.

Czy przy porównywalnym tempie rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce budowa elektrowni jądrowej ma sens?

Nie należy przeciwstawiać sobie różnych źródeł energii. Stabilność i bezpieczeństwo energetyczne wymagają dużego zróżnicowania. Jednak trzeba sobie zadać pytanie, czy inwestowanie olbrzymich pieniędzy w elektrownię atomową w momencie, gdy tak rozwinięte gospodarki jak japońska i niemiecka odchodzą od takiego źródła, jest uzasadnione. Kto wie, jakie będą ceny i dostęp do uranu za 15, 30 lub 50 lat? Pomijam zagospodarowanie zużytego uranu, bo ważniejsze jest zamykanie takich elektrowni i – znowu – są to olbrzymie koszty. Świat postawił na energetykę odnawialną. Każdego roku zwiększa się udział energii pochodzącej ze słońca i wiatru w światowym bilansie. Te źródła są niewyczerpalne i stworzono wokół tego olbrzymi przemysł. Właśnie OZE pobudzają naukę oraz przemysł na całym świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorski hub energetyczno-paliwowy?

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Dynamiczny rozwój Lotosu oraz Energi ma duże znaczenie dla całej branży. Wokół tych największych rozwijają się też inne, mniejsze firmy. Do tego nadmorskie położenie, rozbudowana logistyka oraz coraz lepsza komunikacja z resztą kraju powodują, że Pomorze jest dla energetyki bardzo obiecujące.

Leszek Szmidtke: Czy Pomorze jest atrakcyjnym miejscem dla branży energetyczno­-paliwowej?

Paweł Olechnowicz: Nasz region stwarza bardzo duże możliwości rozbudowy energetyki niekonwencjonalnej. Natomiast dynamiczny rozwój Lotosu oraz Energi ma duże znaczenie dla całej gospodarki. Wokół największych i dzięki nim rozwijają się też inne, mniejsze firmy. Do tego nadmorskie położenie, rozbudowana logistyka oraz coraz lepsza komunikacja z resztą kraju powodują, że Pomorze jest dla energetyki bardzo obiecujące. Dla Grupy Lotos właśnie nadmorskie położenie daje przewagę nad wieloma innymi paliwowymi koncernami w Europie. Możemy korzystać z transportu drogą lądową oraz morską, mamy również swobodny dostęp do złóż na Bałtyku i jednocześnie otwarty w całym kraju rynek odbiorców zarówno paliwa, oleju, jak i asfaltu. Interesując się coraz bardziej rynkami Północnej Europy i planując tam ekspansję, też wykorzystujemy nadmorskie położenie. Do tego należy doliczyć terminale przeładunkowe, jak choćby Naftoport. Pomorze ma też warunki naturalne do magazynowania surowców – PGNiG w Kosakowie koło Gdyni ma kawerny, w których jest miejsce dla gazu, ale będzie też możliwość zlokalizowania magazynów ropy naftowej. Można tam przechowywać strategiczne zapasy państwa. Ma to ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.

Czy w perspektywie 20–30 lat będzie nam przybywało inwestycji związanych z branżą paliwową i Pomorze będzie hubem dla całego kraju?

Pomorze w tej perspektywie może być hubem dla tej części Europy. Wiele jednak zależy od kierunków polityki państwa i tworzenia rezerw strategicznych. Na wszystko nas nie stać, więc rząd musi wybrać, co jest dla państwa najważniejsze. Pamiętajmy też o zasobach, które mamy w naszym regionie. Już wkrótce okaże się, jaka jest wielkość złóż gazu łupkowego i wówczas trzeba będzie podjąć wiele ważnych decyzji związanych z energetyką.

Jakie korzyści odniesie lokalna gospodarka z dużych powierzchni magazynowych, z rozbudowanej infrastruktury przesyłowej?

Rozwój całej gospodarki zależy od rozwoju energetyki. Ceny i dostępność nośników energii ciągną całą resztę. Dlatego infrastruktura przesyłowa ma tak duże znaczenie. Wpływa to nie tylko bezpośrednio na przemysł, ale też na usługi oraz gospodarstwa domowe. W takiej lub innej postaci wszystko odbija się na gospodarce.

Wielkie inwestycje, o ile opierają się na lokalnych zasobach, mają duży wpływ na rozwój przedsiębiorczości. Jak Program 10+ wpłynął na firmy związane z Grupą Lotos?

Przede wszystkim zmieniła się sama firma. Jeszcze pod koniec ubiegłego wieku była to monolityczna rafineria, która po latach urosła do rozmiarów międzynarodowego koncernu. Dziesięć lat temu osiągaliśmy przychody na poziomie 3–4 mld zł, a w ubiegłym roku wyniosły 30 mld zł. Ten wzrost pociąga za sobą większe potrzeby, a tym samym coraz więcej firm może z nami współpracować. My rozwijamy core business, natomiast potrzebujemy coraz więcej dodatkowych usług, produktów. Dobrym przykładem są szkolenia. Nowe inwestycje wymuszają wzrost kwalifikacji naszych pracowników. Przekłada się to na coraz intensywniejszą współpracę z uczelniami, firmami szkoleniowymi, fachowcami z różnych dziedzin.

Mam na myśli nie tylko sam proces wytwarzania, ale też zarządzanie, finanse czy marketing. Mamy pieniądze na wzmacnianie naszego potencjału rozwojowego i potrafimy mądrze je wydać. Dlatego duże firmy są potrzebne takim gospodarkom jak pomorska. Tym bardziej że przy porównywalnej cenie oraz jakości, staramy się zatrudniać lokalne firmy. Tak duże inwestycje jak Program 10+ pozwalają też rosnąć w siłę poszczególnym wykonawcom. 6–7 lat temu niektórzy z naszych partnerów byli niewielkimi przedsiębiorstwami. Dzięki współpracy przy różnych projektach, a zwłaszcza przy naszej największej inwestycji, nabrali takiej wiedzy i umiejętności, że dziś z powodzeniem wykonują zlecenia przy dużych zagranicznych inwestycjach. Większy może więcej, ale równocześnie powstaje przy nim całe środowisko mniejszych podmiotów, które mogą się rozwijać. Nasz wzrost jest również korzystny dla samorządów. Nie tylko dlatego, że jako firma wnosimy coraz większe podatki i opłaty. Nasi pracownicy lepiej zarabiają, a to też przekłada się na wyższe wpływy do samorządowej kasy. Te dobra się po prostu pomnażają.

Jednak nie może to być jednorazowy wyskok. Do tego pieca trzeba ciągle dokładać drewna.

Najbliższe duże inwestycje będą poza Polską. Naszą uwagę przyciągają złoża ropy. Wprawdzie najbardziej obiecujące są w Norwegii, ale wydobywamy też ropę na Litwie oraz ropę i gaz z szelfu bałtyckiego. Natomiast dalsze inwestycje, które będą zlokalizowane już w naszym regionie, są nieco odłożone w czasie. Planujemy głębszy przerób ropy oraz budowę elektrowni gazowej. To oczywiście oznacza kolejne zlecenia dla firm wykonawczych. Wprawdzie nie będą to już inwestycje na poziomie 1,5 mld euro, ale 100–200 mln euro rocznie również otwiera duże możliwości rozwoju.

Obok podstawowej działalności prowadzicie dodatkowe. Na przykład ogrzewacie Władysławowo gazem wydobywanym z bałtyckich złóż.

Gaz wydobywamy przy okazji eksploatacji złóż ropy naftowej. Dawniej był po prostu spalany, później bardzo racjonalnie postąpiono, kładąc rurociąg do Władysławowa i dzięki temu miasto zyskało nowe źródło ogrzewania. Nie wykluczamy, że gaz ze złóż bałtyckich (B4 i B6) również będzie zamieniany na energię elektryczną i cieplną.

Niektóre źródła energii dobrze się uzupełniają i takim przykładem jest energia pochodząca z wiatru oraz z gazu. Czy Lotos widzi dla siebie miejsce w energetyce?

Będziemy się trzymali naszego podstawowego kierunku. Logika biznesu nakazuje dywersyfikację, ale nie powinniśmy się rozpraszać. Nie będziemy więc inwestowali w portale społecznościowe lub inne firmy internetowe. Wytwarzanie energii elektrycznej jest nam dużo bliższe, ale nasze inwestycje zmierzają do zaspokojenia przede wszystkim własnych potrzeb.

Bardziej niepokojące od zagrożenia szybkim wyczerpaniem się złóż węglowodorów są rosnące koszty ich wydobycia z coraz trudniej dostępnych źródeł.

Jednak inwestycje energetyczne, które Lotos będzie realizował, otwierają pewne możliwości. Tym bardziej że węglowodory kiedyś się skończą i może to nastąpić już za 20–30 lat.

Nie sądzę, żeby zasoby węglowodorów wyczerpały się w tak bliskiej perspektywie. Już kilka razy ogłaszano wyeksploatowanie złóż, a tymczasem pojawił się gaz niekonwencjonalny, zaraz za nim ropa z łupków. Na wydobycie czeka też ropa ze złóż arktycznych. Bardziej niepokojące są wysokie i stale rosnące ceny związane między innymi z coraz trudniejszym wydobyciem tych surowców. Dodatkowe koszty także rosną, więc i cena na stacjach paliwowych jest coraz wyższa. Jeżeli wynagrodzenia się podnoszą, to nie odczuwamy jeszcze konsekwencji wzrostu cen paliw. Kiedy jednak zostaje przekroczona granica tolerancji popytu, gospodarka coraz boleśniej odczuwa skutki wysokich cen i zaczyna się szukanie tańszych rozwiązań. Może czasami nawet te poszukiwania wydają się zabawne, ale postęp doprowadzi do mniejszego zapotrzebowania na ropę i gaz. Niesamowity spadek cen na rynku gazowym w Stanach Zjednoczonych pokazuje inną stronę tego medalu, czyli nagłe pojawienie się nieznanego wcześniej paliwa lub nowego sposobu wydobycia. Być może Polska pójdzie właśnie taką drogą. Trzeba jednak stworzyć odpowiednie warunki do inwestowania, tak aby poszukiwania nowych źródeł i nowych paliw stały się masowe. Dlatego musimy się otworzyć na firmy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, które mają odpowiednią wiedzę i pieniądze pozwalające prowadzić najpierw poszukiwania, a później eksploatację.

ppg-2-2012_odnawialne_zasilanie_rozwoju

Także w tym przypadku musimy brać pod uwagę jeszcze jeden czynnik, jakim jest Bruksela i tzw. prawodawstwo unijne. W energetyce Unia Europejska podąża swoją drogą, która z pewnością nie służy obniżaniu cen. Grupa Lotos ma znaczący udział w powstaniu organizacji, która powinna w pewnym sensie pilnować interesów branży paliwowej i jakości rynku w naszej części Europy. Udało się?

Nawet tak duże państwo jak Polska samodzielnie wiele nie zdziała. Jesteśmy w strukturach Unii Europejskiej, nie bez znaczenia jest także przynależność do NATO. Nasz pomysł na Central Europe Energy Partners (CEEP) polega na skłonieniu do współpracy 11 państw naszego regionu, które wytwarzają 1/3 PKB Unii Europejskiej. Chcemy być równorzędnym partnerem krajów tzw. Starej Unii. Jednak konieczne jest dopracowanie się lepszej infrastruktury, musimy też zostać podłączeni do wspólnej sieci energetycznej oraz paliwowej. Oczywiście trzeba ją też zmodernizować, a na granicach wybudować więcej interkonektorów. Dlatego potrzebujemy wsparcia od krajów, które „gonimy”. Ważne zastrzeżenie: nie mają to być okruchy rzucane z pańskiego stołu. Dajemy duży rynek, duże możliwości rozwoju, więc mamy prawo oczekiwać partnerskiego traktowania. Tym bardziej że w interesie całej wspólnoty jest równomierny rozwój. Dwa lata działalności CEEP to także docieranie wewnętrznej współpracy. Ma to duże znaczenie, gdyż czasami „większy gracz” musi się trochę posunąć, ustąpić albo nawet więcej dać. Trzeba się tego nauczyć, a to wymaga czasu.

Dziękuję za rozmowę.

Skip to content