Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Mądrzej a nie więcej

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk

Czy w energetyce czeka nas przełom technologiczny na skalę tego, który dokonał się w ostatnich 20 latach w telekomunikacji?

Leszek Szmidtke: Jedno z bardziej intrygujących pytań w gospodarce: jak będzie wyglądała energetyka, a pomorska energetyka w szczególności, za 20–30 lat?

Mirosław Bieliński: Odwołam się do branży telekomunikacyjnej. Pamięta Pan firmę Poczta Polska Telegraf i Telefon sprzed 25 lat? Gdyby wówczas zadać strategom telekomunikacyjnym takie pytanie, nastąpiłby długi wykład o problemach z rozkładaniem kabli, a łączność bezprzewodową raczej potraktowaliby jako zagadnienie rodem z literatury science­-fiction, niż realny kierunek rozwoju ich branży. A co mamy dziś wokół siebie? Mobilne urządzenia zdolne do przesyłania dużych pakietów danych, pozwalające na swobodne korzystanie z internetu. Dlatego boję się kreślić wizję energetyki za lat 20–30, mimo, iż widzę rozwój ciekawych technologii…

Rozbudowując elektrownię węglową w Ostrołęce, chcąc budować elektrownię gazową w Grudziądzu i Gdańsku, chcąc stawiać nową elektrownię wodną na Wiśle, prezes Energi planuje właśnie w takiej perspektywie, a może nawet dłuższej…

Oczywiście, ale nie wiadomo, czy budowane dziś duże elektrownie węglowe lub gazowe już za 20 lat nie będą reliktem przeszłości, podobnie jak i inne technologie. Oczywiście są wyjątki i dobrym przykładem są elektrownie wodne. Urządzenia wybudowane na początku XX wieku nadal pracują i wysyłają efektywnie energię do sieci. Tylko, że takie obiekty zawieszone na zaporze są dodatkiem do innych funkcji. Np. zapora we Włocławku ma w sobie elektrownię, ale również przejście drogowe i, co chyba najważniejsze, bardzo dobre zabezpieczenie przeciwpowodziowe.

Źródła energii są częścią większej całości. Na Półwyspie Helskim instalujecie inteligentne opomiarowanie i można się domyślać, że wykorzystując zgromadzone tam doświadczenia będziecie rozwijać inteligentne sieci (Smart Grid).

Nowoczesne, online’owe liczniki to dopiero preludium większego przedsięwzięcia. W kolejnych etapach pojawi się gigantyczna infrastruktura teleinformatyczna, w której generowane i przetwarzane będą niezliczone ilości danych, płynące z liczników naszych odbiorców. Wszyscy musimy nauczyć się to wykorzystywać, aby na nowych technologiach i rozwiązaniach w energetyce obok oczywistych korzyści dla odbiorców indywidualnych, mogły zyskać także inne branże gospodarki.

Miliardy złotych zostaną wydane na źródła energii i na sieci przesyłowe. Czy modernizacja polskiej energetyki może obniżyć ceny energii?

Bez wątpienia gospodarka potrzebuje w miarę taniej energii i, co niemniej ważne, stabilności jej dostaw. Oczywiście z cenami (nie tylko z resztą w energetyce) sytuacja jest taka, że dla producentów i dostawców zawsze będą zbyt niskie w stosunku do kosztów wytwarzania i dostarczania, a dla odbiorców za wysokie. Jednak wcale nie jesteśmy skazani na rosnące ceny energii. Są prognozy mówiące o ich spadku. Taki trend, w połączeniu z wysoką jakością dostaw prądu, wpłynie pozytywnie na rozwój gospodarczy kraju i regionu, pomoże też przyciągnąć do nas nowych inwestorów.

Prof. Władysław Mielczarski twierdzi, że wysoka cena energii pomaga w rozwoju energooszczędnych dziedzin gospodarki. Ma to też sprzyjać większej innowacyjności.

Zgoda, ale rozwój innowacyjności może być też wywołany innymi bodźcami. Działanie poprzez wysoką cenę energii to terapia szokowa. Proszę zapytać przedsiębiorców, czy są w stanie zaakceptować jeszcze wyższe rachunki. Gospodarka potrzebuje cen, które jej nie zrujnują.

W UE powinniśmy lepiej przemyśleć politykę energetyczną, bo duży i rosnący udział OZE w globalnej produkcji energii tak czy inaczej jest nieunikniony. Co ważniejsze, niemądrymi rozwiązaniami możemy wywoływać skutki odwrotne do naszych szczytnych zamierzeń.

Jednak na dzisiejszą energetykę w Unii Europejskiej, także na Pomorzu, wpływają decyzje o charakterze polityczno­-administracyjnym. Pakiet klimatyczny preferuje niskoemisyjne, szczególnie odnawialne źródła, i to podnosi cenę.

Intryguje mnie, że w dwóch przeciwległych zakątkach świata, gdzie niewiele się mówi o limitach i opłatach za emisje CO2, czyli w Chinach i Stanach Zjednoczonych, nowe technologie energetyczne, a przede wszystkim OZE, rozwijają się świetnie. Zastanawiać więc może w tym kontekście, że mimo iż to Europa w niemal każdym zdaniu akcentuje swoją troskę o stan środowiska naturalnego, już ustępuje w dynamice wdrażania niektórych rodzajów OZE wspomnianym krajom. Wydaje się więc, że w UE powinniśmy lepiej przemyśleć politykę energetyczną, bo duży i rosnący udział OZE w globalnej produkcji energii tak czy inaczej jest nieunikniony. Co ważniejsze, niemądrymi rozwiązaniami możemy wywoływać skutki odwrotne do naszych szczytnych zamierzeń.

Czego więc trzeba, żeby Pomorze i Polska odnalazły się w tej nowej układance energetycznej?

Nie mam cudownej recepty. Ważne, aby to, co robimy i chcemy zrobić składało się na nasze bezpieczeństwo energetyczne. W tym kontekście nasz region nie potrzebuje dużej liczby dużych źródeł energii. Poziom produkcji energii elektrycznej w krótkim czasie znacznie przekroczy poziom jej konsumpcji. Stanie się tak za sprawą dynamicznego rozwoju energetyki odnawialnej i znacznie wolniejszego przyrostu popytu. Rację ma prof. Mielczarski mówiąc, że droga energia stymuluje oszczędne zachowania. Jednak jeżeli zależy nam na dobrej podaży niedrogiej energii elektrycznej – a to jest korzystne dla naszego regionu – to proponuję najpierw spojrzeć na obecne inwestycje w Polsce. Nakłady na rozwój sieci są zdecydowanie mniejsze niż na nowe moce. Tymczasem zużycie energii w ciągu doby układa się jednoznacznie: są godziny szczytu, natomiast poza nimi, a zwłaszcza w nocy zużycie jest dużo mniejsze. Za to system produkcji energii jest taki, że cały czas możliwa jest produkcja, pozwalająca na pokrycie szczytowego zapotrzebowania wraz z kilkunastoprocentową rezerwą. Oznacza to, że przez większość doby część zainstalowanych mocy zwyczajnie nie pracuje, zaś koszty ich utrzymania w gotowości i tak musza być poniesione, i przeniesione na odbiorców. Zbędne megawaty kosztują. Dlatego szukamy nowych rozwiązań. Inteligentne sieci z pewnością pozwolą na efektywniejsze gospodarowanie energią. To ciekawe, że mądre inwestycje w sieci pozwolą zmniejszyć poziom wydatków na (relatywnie bardziej kosztowne) nowe moce wytwórcze.

Co zrobić, żeby lepiej wykorzystać istniejące źródła energii?

Można stymulować odbiorców do bardziej racjonalnych zachowań. Jednak rozwiązań trzeba też szukać gdzie indziej, przede wszystkim w różnych formach magazynowania energii. To by pozwoliło na gromadzenie zapasów energii w okresach niższego poboru i oddawanie jej do sieci w godzinach szczytów.

Czy to właśnie magazynowanie energii za 20–30 lat najbardziej odmieni obraz energetyki?

Moim zdaniem w tym kierunku powinniśmy zmierzać, gdyż tu jest odpowiedź na pytanie, jak efektywniej gospodarować energią. Nie wiem, jaka będzie technologia magazynowania, ale gdy już się ona pojawi, to dopiero wtedy będziemy mogli racjonalnie zarządzać produkcją, przesyłem i odbiorem.

Przekonanie, że duże elektrownie na Pomorzu zapewnią nam bezpieczeństwo i lokalnie tańszą energię jest błędem. Dla nich rynkiem jest krajowy czy nawet międzynarodowy system energetyczny – czyli z prądu korzystają wszyscy w kraju (a nawet w Europie) a my jako region ponosimy koszty zewnętrzne jego produkcji.

Zanim to jednak nastąpi, w naszym regionie mogą powstać elektrownie węglowe, gazowe, jądrowe i mnóstwo wiatraków. Czy w takim wypadku będziemy mieli tani prąd i staniemy się energetycznie bezpieczni?

Przekonanie, że duże elektrownie zapewnią nam bezpieczeństwo, jest błędem. Duże elektrownie nie pracują na rzecz lokalnych odbiorców. Dla nich rynkiem jest krajowy czy nawet międzynarodowy system energetyczny. Lokalnie nie będziemy mieli tańszej energii. Region, w którym są zlokalizowane duże źródła, ponosi koszty, szczególnie środowiskowe, a zyski spija się w innym miejscu. Nie ma większego znaczenia, czy jest to elektrownia węglowa, jądrowa, czy turbina wiatrowa. Co ma Podkarpacie ze swoich złóż gazu albo Śląsk z kopalń i elektrowni? Jakieś podatki i miejsca pracy, ale ciekawsze produkty powstają najczęściej w innych miejscach. Ponad 30 lat temu budowano nad Jeziorem Żarnowieckim elektrownię atomową. Na Politechnice Gdańskiej otwarto specjalne kierunki kształcenia przyszłych specjalistów. Nie istniały zbyt długo, ale utworzone w Świerku Narodowe Centrum Badań Jądrowych działa do dziś.

Ale czy zyskiem z takich źródeł nie jest rozwój gospodarki regionu?

Zyskiem dla regionu będą kompetencje, zasoby, siły wytwórcze, które powstaną dzięki rozwojowi nowej energetyki. Gdyby polska, a jeszcze lepiej globalna, energetyka kupowała powstające tutaj rozwiązania, mielibyśmy z tego prawdziwe korzyści. Natomiast wybudowanie kolejnych wielkich bloków w technologii znanej od lat nie przynosi takich zysków.

Zostawmy zatem wielkie elektrownie. Czy energetyka rozproszona będzie bardziej zyskowna dla naszego regionu?

Ten kierunek daje większe szanse, tym bardziej, że na Pomorzu dobrze rozwija się sektor ICT, który jest dla nowych rozwiązań w energetyce niemal symbiotycznym partnerem. Mamy więc potencjał, dzięki któremu może rozwinąć się energetyka rozproszona oparta o OZE i inteligentne sieci. Regulacje prawne utrudniają jednak Enerdze współpracę z lokalnymi i regionalnymi firmami ICT uniemożliwiając jakiekolwiek ich preferowanie w przetargach, które ogłaszamy inwestując w nowe rozwiązania.

A jaki wpływ na rozwój gospodarczy będą miały inteligentne sieci?

Z mgły zaczynają się dopiero wyłaniać konkretne elementy. Są już dostępne rozwiązania, ale ciągle jeszcze nie ma czegoś, co można nazwać innowacyjnością produktową. Sieci to tylko szkielet, na którym powstawać i rozwijać się będą różnego rodzaju produkty i usługi. Dzisiaj nie sposób przewidzieć, jakie to będą rozwiązania, ale w przeszłości podobną niewiadomą było to, co przyniesie rozwój internetu czy urządzeń mobilnych. Z pewnością będą związane z zarządzaniem, przetwarzaniem i wykorzystaniem danych generowanych w sieciach. Obszary wykorzystania tego typu informacji można mnożyć.

W USA z firmami energetycznymi w dziedzinie inteligentnych sieci mocno konkurują przedstawiciele branży telekomunikacyjnej.

Rzeczywiście zza oceanu napływają takie sygnały. Zasada TPA (Third­-Party Access , pol. dostęp osób trzecich – przyp. red.) rozwija zachowania konkurencyjne. Każdy może sprzedawać energię elektryczną i nie musi dysponować swoją siecią. Kupuje się na giełdzie energię, następnie znajduje klienta i sprzedaje, korzystając z otwartego dostępu do sieci. Dużą przewagą telekomów jest dostęp do klientów i efektywne systemy wspierające komunikację z nimi. Przedsiębiorstwa energetyczne, zderzone z ideą wolnego rynku o epokę później niż telekomy, zazwyczaj ograniczają kontakt z odbiorcą do wysyłania mu faktur za zużycie prądu. Ponadto branża telekomunikacyjna ma też doświadczenie w budowaniu baz danych o swoich klientach. Wie też co z tymi danymi robić, by poprawiać swoją ofertę i jakość usług. Przeniesienie rozwiązań amerykańskich do krajów europejskich będzie dla branży energetycznej dużym problemem. Sygnały zapowiadające takie zmiany już mamy także w naszym kraju. Nasza branża z trudem radzi sobie z akceptacją zmiany dostawcy prądu w rozsądnym czasie. A telekomunikacja już tego problemu nie ma.

Nie rozumiem pojęcia „niezależność energetyczna regionu”. Granice administracyjne nie mają żadnego znaczenia dla przesyłu. Prąd i tak przechodzi przez krajową sieć energetyczną. Bezpieczeństwo dostaw zapewniają właściwie zbudowane sieci, a nie elektrownie.

Jak ma wyglądać niezależność energetyczna naszego regionu?

Nie rozumiem tego pojęcia. Jesteśmy częścią ogólnopolskiego systemu i granice administracyjne nie mają żadnego znaczenia dla przesyłu. Istnieją też łącza transgraniczne, jedno z nich, łącząc nas z Szwecją, wychodzi z morza całkiem niedaleko. Jesteśmy więc także elementem europejskiego systemu energetycznego. Nie powinno nadawać się priorytetu bilansowaniu podaży z popytem w skali regionu. Elektrownia szczytowo­-pompowa w Żydowie jest zlokalizowana poza naszym regionem, a pracuje na rzecz Pomorza. Prąd i tak przechodzi przez krajową sieć energetyczną. Bezpieczeństwo dostaw zapewniają właściwie zbudowane sieci, a nie elektrownie.

Ponowię więc pytanie o naszą pomorską energetyczną przyszłość.

Coraz częściej spotykam się z poglądami, że energetyka konwencjonalna – także elektrownie gazowe – ma charakter przejściowy. Gdzieś na końcu tej drogi jest energetyka odnawialna. Na Pomorzu mamy najlepsze warunki rozwoju dla morskich i lądowych farm wiatrowych. Energetyka odnawialna będzie się rozwijała coraz bardziej i spowoduje przetasowania w obecnym układzie. Za 20–30 lat może się okazać, że to energetyka konwencjonalna będzie uzupełnieniem OZE.

Dlatego przygotowujecie budowę kilku elektrowni gazowych, które będą stabilizować dosyć kapryśną energetykę wiatrową?

Rzeczywiście tak jest. Widzimy potencjał, synergię w połączeniu tych dwóch źródeł. Kończymy przygotowania do budowy elektrowni gazowej w Grudziądzu i myślimy o takiej samej elektrowni w Gdańsku.

To na koniec jeszcze o partnerstwie Energi oraz regionalnego samorządu. Gdy trwają prace nad strategią, jest okazja do rozmów o konkretnych rozwiązaniach.

Zasługą Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego jest upowszechnienie idei inteligentnych sieci oraz informacji o naszym projekcie w tej dziedzinie, zlokalizowanym na Półwyspie Helskim. Dla mojej firmy jest to bardzo ważna inwestycja. Dlatego oprócz wspomnianego półwyspu instalujemy inteligentne sieci także w innych miejscach w kraju. Mamy do wyboru wiele lokalizacji dla inwestycji wytwórczych, zarządzamy budżetami, harmonogramami itd. Odbieramy sygnały płynące od władz lokalnych i regionalnych. Jest oczywiste, że łatwiej i więcej inwestuje się tam, gdzie klimat temu sprzyja. Każde zaangażowanie samorządu, udzielenie wsparcia inwestorowi, procentuje. Jeżeli cele takich firm jak Energa oraz samorządu regionalnego będą zbieżne i jeśli z jednej i drugiej strony pójdą za tym odpowiednio większe pieniądze, to razem szybciej te cele osiągniemy. Strategie regionu i największych firm tutaj zlokalizowanych muszą się nawzajem widzieć i rozumieć.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Energetyka po polsku

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Polski model energetyki powstaje w opozycji do dominujących w Unii Europejskiej trendów. Jako jedyny kraj bronimy na przykład elektrowni węglowych, wetując konkluzje do tzw. mapy drogowej energetyki. Do czego zmierzamy w perspektywie najbliższych dwóch, trzech dekad?

Mikołaj Budzanowski: Przede wszystkim musimy zmodernizować naszą energetykę. Drugim krokiem jest znalezienie nowych rozwiązań – poszukiwanie innowacyjności w rozwoju krajowej energetyki nabiera niemal strategicznego charakteru. Dlatego będą powstawały elektrownie gazowe oraz elektrownia jądrowa. Moim zdaniem te inwestycje się nie wykluczają, gdyż są to źródła niskoemisyjne, a my po prostu potrzebujemy takiej energetyki. Nie bez znaczenia jest skok cywilizacyjny, a elektrownia jądrowa jest inwestycją, która otwiera przed nami nieznane do tej pory obszary. Natomiast gaz daje nam inne możliwości. Do 2020 roku zamierzamy zwiększyć krajowe wydobycie do wysokości 10 mld m3, czyli tyle, ile dziś importujemy z Rosji. 70 proc. krajowego zapotrzebowania gazu pochodzi z zagranicy i ograniczenie tak wysokiego uzależnienia jest jednym z naszych podstawowych zadań. Dodatkowo obowiązująca formuła cenowa powoduje, że importujemy gaz, płacąc najwięcej ze wszystkich krajów Unii. Dlatego tak duży nacisk kładziemy na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego.

Krajowa gospodarka musi się opierać o własne źródła energii i dlatego węgiel – mimo planowanego wzrostu znaczenia innych technologii, w tym głównie gazowych i atomowych – będzie jeszcze długo jej fundamentem. Sytuacja może zacząć się zmieniać, gdy na rynku pojawi się gaz z łupków i być może niekonwencjonalna ropa naftowa.

Zatem będziemy odchodzili od energetyki opartej na węglu?

Będą się zmieniały proporcje, ale w najbliższej perspektywie energia powstająca ze spalania węgla będzie najtańsza i będzie miała największe znaczenie dla przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. Krajowa gospodarka powinna się opierać o własne paliwa i dlatego węgiel jeszcze długo będzie jej fundamentem. Mamy nadzieję, że już wkrótce dołączy do niego gaz z łupków i być może ropa naftowa, wydobywana z niekonwencjonalnych źródeł.

Gaz łupkowy w ilości komercyjnej wcale nie jest przesądzony, a finansowanie i opłacalność inwestycji w elektrownię jądrową też stoją pod znakiem zapytania. Dalsze bazowanie na węglu grozi poważnymi konsekwencjami wobec tworzącego się europejskiego rynku energii.

Jestem jednak optymistą i zakładam, że oba te strategiczne dla Polski cele zostaną zrealizowane.

Duże pieniądze są potrzebne na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego i równie duże na budowę elektrowni jądrowej. Gdzie ich szukać?

Musimy się zdobyć na poważny wysiłek. Stany Zjednoczone też zaryzykowały, bo przecież 20 lat temu wiedziano o gazie łupkowym o wiele mniej niż dziś. Wiemy, że mamy gaz łupkowy – chociaż ciągle nie wiemy ile – mamy też oczywiście węgiel i gaz konwencjonalny. Jestem też przekonany, że PGE znajdzie finansowanie dla budowy elektrowni jądrowej.

Kiedy zaspokoimy już krajowe potrzeby, będzie można myśleć o eksporcie gazu. Być może część z olbrzymich kwot, które UE wydaje na import gazu – w 2011 roku było to ponad 350 mld dolarów – będzie mogła w przyszłości trafić do Polski, zmniejszając jednocześnie uzależnienie całej UE od zewnętrznych dostawców.

Do niedawna Stany Zjednoczone utrzymywały zakaz eksportu gazu. Cała produkcja była kierowana na rynek wewnętrzny, co, dzięki wysokiej podaży gazu łupkowego, spowodowało szybki spadek ceny gazu i tym samym dało gospodarce duży zastrzyk taniego paliwa. W jakim stopniu ten model można powtórzyć w Polsce?

Kiedy zaspokoimy krajowe potrzeby będzie można myśleć o eksporcie gazu, zarówno drogą lądową, jak i morską. Nasze możliwości eksportowe są obecnie dość ograniczone. Poprawiamy jednak naszą infrastrukturę i za pewien czas, m.in. za sprawą interkonektorów, przepływ „błękitnego paliwa” będzie możliwy w obie strony. Docelowo także gazoport w Świnoujściu powinien mieć możliwość eksportowania gazu. Jednak warto zwrócić uwagę na inny problem, który nie był obecny w Stanach Zjednoczonych. Polska jest częścią Unii Europejskiej i prawnie nie można zakazać eksportu tego surowca. Firmy wydobywcze też nie będą działały na swoją niekorzyść, ograniczając się do rynku krajowego, jeżeli będzie można sprzedać gaz korzystniej za granicą. O tym wszystkim trzeba myśleć już dziś, gdyż czekają nas spore zmiany na europejskim rynku gazowym. Już powstają tzw. huby czy lokalne rynki gazowe wymuszające coraz większą konkurencję. Dziś Unia Europejska przeznacza na import gazu olbrzymie pieniądze – w 2011 roku ponad 350 mld dolarów. Te pieniądze trafiają do krajów, które nie są członkami Wspólnoty, a to oczywiście zwiększa uzależnienie Unii od dużych, zewnętrznych dostawców. Wydaje mi się, że Komisja Europejska dostrzega ślepą uliczkę i poszukuje alternatyw, takich jak liberalizacja rynku gazu czy postawienie na własne wydobycie. W tych trendach upatruję też szansy dla Polski.

Jest szansa, że na Pomorzu powstanie taki gazowy hub?

Dostęp do morza oraz odpowiednia infrastruktura są ogromnymi atutami, gdy mówimy o bezpieczeństwie energetycznym kraju i o handlu gazem. Można powiedzieć, że nasze bezpieczeństwo jest liczone w kilometrach morskiej linii brzegowej. Doskonałym przykładem jest Naftoport. Gdyby nagle ustały dostawy ropy drogą lądową, to właśnie Naftoport pozwala na szybką reakcję i wznowienie zaopatrzenia przez morze. Dzięki temu jesteśmy bezpieczniejsi.

Powinniśmy dyskutować nie tylko o wielkich źródłach energii, ale także o energetyce rozproszonej – źródłach ulokowanych nawet w małych miejscowościach. Dlatego też energetyka powinna zajmować ważne miejsce w regionalnych strategiach, które, uwzględniając lokalne uwarunkowania, powinny podejmować kwestię bezpieczeństwa energetycznego na poziomie regionu.

Czy w kraju, który ma wspólną sieć energetyczną jest miejsce na regionalne bezpieczeństwo energetyczne?

Jest miejsce dla takich inicjatyw. Powinniśmy dyskutować nie tylko o wielkich źródłach energii, ale także o energetyce rozproszonej – wielu mikroźródłach, rozsianych na terenie poszczególnych miejscowości czy szerzej – regionów. Dlatego też energetyka powinna zajmować ważne miejsce w regionalnych strategiach, które, uwzględniając lokalne uwarunkowania, powinny podejmować kwestię bezpieczeństwa energetycznego na poziomie regionu. Duże inwestycje w Opolu lub Ostrołęce służą całemu krajowemu systemowi. Natomiast jest też miejsce dla mniejszych inicjatyw składających się na szeroko rozumianą energetykę rozproszoną, istotną z regionalnego punktu widzenia. Nie bez znaczenia jest szybki efekt, który można osiągnąć dzięki takim źródłom.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Niezależni i różnorodni

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Uporządkujmy kolejność i wyjaśnijmy, co jest dokumentem nadrzędnym: strategia województwa czy strategia energetyczna regionu?

Mieczysław Struk: Strategia rozwoju regionu jest najważniejszym dokumentem. Z jej zapisów powinien wynikać program rozwoju energetyki dla naszego województwa. W aktualizowanej obecnie strategii województwa do roku 2020 przewidujemy, że jednym z filarów rozwoju regionu będzie właśnie energetyka.

Naszym strategicznym interesem jest stworzenie takiego potencjału wytwórczego energii, żeby nie trzeba było jej przesyłać z innych części Polski lub Europy.

Jak będzie wyglądała pomorska energetyka za 20–30 lat?

Jeżeli chcemy, żeby nasz region był konkurencyjny w kraju, musimy zadbać o zapewnienie zrównoważonego rozwoju gospodarczego regionu, a energetykę traktować jako koło zamachowe tego rozwoju. W czasie niedawnej wizyty w Stanach Zjednoczonych marszałków pięciu województw, poświęconej gazowi łupkowemu, właśnie energetyka była najczęściej wymienianym przez amerykańskich polityków i przedsiębiorców priorytetem. Dlatego dbając o przyszłość naszego regionu, należy doprowadzić do samowystarczalności energetycznej. Naszym strategicznym interesem jest stworzenie takiego potencjału wytwórczego energii, żeby nie trzeba było jej przesyłać z innych części Polski lub Europy. W przyszłości inwestorzy swoje plany będą ogniskować na miejscach, w których będzie dobry dostęp do źródeł energii. Inną stroną tego medalu jest poprawa efektywności energetycznej, zarówno w sferze wytwarzania, przesyłu, jak i konsumpcji energii. Komisja Europejska wymaga, aby kraje Unii Europejskiej zaoszczędziły 20 proc. energii do 2020 roku. W Polsce, również na Pomorzu możliwości poprawy efektywności energetycznej są jeszcze większe. Myśląc w takiej perspektywie, musimy zapewnić zrównoważony rozwój różnych sektorów energetyki. W interesie Pomorza leży obecność wielu źródeł energii. Nie możemy dyskryminować czy preferować ani energetyki odnawialnej, ani konwencjonalnej – zarówno tej opartej na węglu, gazie łupkowym czy paliwie jądrowym.

Ale samorząd regionalny ma niewielki wpływ na budowę elektrowni atomowej czy węglowej. Może być jednak o wiele bardziej skuteczny, jeśli chodzi o energetykę rozproszoną z odnawialnych źródeł.

Rzeczywiście, możemy wspierać rozwój odnawialnych źródeł energii, ale nasza działalność powinna być uzupełnieniem rządowych programów. Tak się dzieje w krajach skandynawskich i, przede wszystkim, w Niemczech. Będziemy też mieli wpływ na rozwój energetyki gazowej, bo przecież do wydobycia i transportu gazu potrzeba gęstej sieci przesyłowej. Ważną rolą samorządu, związaną z wydobyciem gazu z łupków, będzie też dbanie o budowę dialogu społecznego i zachowanie czystości środowiska naturalnego – naszego dziedzictwa, które niezdewastowane chcemy przekazać kolejnym pokoleniom. Nie mamy dużego wpływu na decyzję o lokalizacji i budowie elektrowni jądrowej, ale kiedy na szczeblu rządowym zapadną ostateczne postanowienia i ruszy budowa, będziemy się starali wspierać inwestycję i dbać o stan środowiska. Pamiętajmy jednak, że już w 2010 roku Zarząd Województwa Pomorskiego przyjął dokument pt. „Program Rozwoju Elektroenergetyki z Uwzględnieniem Źródeł Odnawialnych w Województwie Pomorskim do roku 2025”, w którym przewiduje się możliwość powstania zarówno elektrowni węglowej, jak i jądrowej na terenie województwa pomorskiego. To właśnie jest jednym z czynników stymulujących pojawienie się inwestora realizującego budowę elektrowni węglowej w południowym obszarze województwa.

Jeżeli w rozwój energetyki wprzęgniemy różne środowiska – szczególnie naukowe – to zyski dla regionu będą ogromne i będzie to napędzało naszą gospodarkę.

Energetyka będzie niezbędnym, ale skromnym towarzyszem rozwoju gospodarki, czy też właśnie ona nada ton rozwojowi, badaniom naukowym itd.?

Dobrym przykładem rozwoju sfery energetyki mającej duży wpływ na gospodarkę jest wydobycie gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych. Tylko w północnym Teksasie dzięki łupkom pracę znalazło 100 tysięcy osób. Pracę da nie tylko wydobycie, ale też budowa i eksploatacja sieci przesyłowych. W USA jedno miejsce pracy przy wydobyciu generuje kolejnych 30 miejsc pracy w branżach powiązanych z eksploatacją złóż. Czasami nie są one nawet bezpośrednio związane z samym wydobyciem, ale nie byłoby ich, gdyby nie gaz z łupków. Dlatego jestem pewien, że jeżeli w rozwój energetyki wprzęgniemy różne środowiska – zwłaszcza naukowe – to zyski dla regionu będą ogromne i będzie to napędzało naszą gospodarkę. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno: dziś dostawami gazu jest objętych niewiele ponad 50 proc. gospodarstw domowych. Obniżenie ceny i rozbudowa sieci spowodują, że w ciągu najbliższych 20 lat będzie to około 70 proc. Każda inna inwestycja energetyczna również spowoduje rozwój gospodarki. Przecież budowa zarówno elektrowni węglowej pod Pelplinem, jak i atomowej na północy Kaszub, może dać pracę wielu ludziom. Później do obsługi też będą potrzebni pracownicy i firmy.

Budowniczowie zarówno elektrowni atomowej, węglowej, gazowej, jak i odnawialnych źródeł energii przychodzą ze swoją wiedzą i umiejętnościami. Co zrobić, żeby w naszym regionie powstawały ośrodki naukowe, wdrożeniowe i firmy wytwarzające nowe produkty oraz rozwiązania na skalę globalną?

Potrzeba więcej optymizmu. Stocznia Gdańsk już produkuje stalowe elementy do wież wiatrowych. To dopiero początek i na pewno pojawi się więcej firm związanych z energetyką. Tym bardziej że ta część gospodarki jest jednym z sześciu priorytetów w poszukiwaniu inwestorów przez Invest in Pomerania. Liczymy, że Specjalna Strefa Ekonomiczna w Słupsku będzie skuteczniej przyciągała firmy z tej branży. Mogą liczyć na nasze wsparcie. Mamy dobre zaplecze w postaci portów i między innymi dlatego jedna z belgijskich firm, widząc nasz potencjał i wiedząc, że jest to jeden z celów rozwojowych naszego regionu oraz kraju, zdecydowała się na inwestycje w gdańskim porcie. Czekamy na szybkie przyjęcie planów zagospodarowania dla obszarów morskich, bo będzie to ważny sygnał do rozwoju dużych farm wiatrowych na morzu. Budowa tych urządzeń będzie się odbywała w znacznym stopniu na Pomorzu. Trzeba jednak pamiętać, że najszybciej rozwijające się wśród wszystkich rodzajów OZE elektrownie wiatrowe, generują prąd w sposób trudno przewidywalny, stąd wymagają stabilizacji poprzez konwencjonalne źródła energii elektrycznej. Zapraszając inwestorów, musimy im zapewnić przede wszystkim stabilne zasilanie energetyczne. Taką gwarancję muszą mieć zwłaszcza firmy zajmujące się tzw. wysoką technologią, jak choćby Intel.

Czy do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego bardziej potrzebujemy źródeł energii czy może gęstej sieci przesyłowej? Czy nasza gospodarka potrzebuje tak dużej ilości nowych źródeł?

W naszym kraju cały czas rośnie zużycie energii i nawet kolejne fale światowego kryzysu nie powodowały jego zmniejszenia. Za 20–30 lat zapotrzebowanie na energię będzie jeszcze większe. Od najlepiej rozwiniętych krajów dzieli nas ciągle duży dystans. W związku z tym potrzebujemy zarówno gęstej i dobrej jakościowo sieci przesyłowej i dystrybucyjnej, ale musimy również zadbać o to, aby powstawały nowe źródła energii. Żeby gospodarka mogła się rozwijać, żebyśmy mieli zapewnione bezpieczeństwo energetyczne, potrzebujemy i jednego, i drugiego. Budowa jednej elektrowni węglowej oraz jednej jądrowej nie zmieni znacząco pomorskiego krajobrazu. Nie obawiam się, że nagle horyzont zasłoni las kominów i nasz region będzie przypominał Śląsk lub Zagłębie Ruhry w latach 60.

Samorząd regionalny nie jest rzecznikiem biznesu energetycznego. Naszym celem jest bezpieczeństwo energetyczne Pomorza oraz Polski, rozwój lokalny i regionalny w zgodzie z ochroną zasobów naturalnych i kulturowych. Ważną rolą samorządu, będzie też dbanie o budowę dialogu społecznego.

Jednak tak duże inwestycje budzą niepokój mieszkańców i środowisk ekologicznych. O ile budowa elektrowni pod Pelplinem nie wywołuje wielkich protestów, o tyle elektrownia jądrowa oraz wydobycie gazu łupkowego już tak.

Samorząd regionalny nie jest rzecznikiem biznesu energetycznego. Naszym celem jest bezpieczeństwo energetyczne Pomorza oraz Polski, rozwój lokalny i regionalny w zgodzie z ochroną zasobów naturalnych i kulturowych. Chcemy uczestniczyć w procesach decyzyjnych, chcemy sami wiedzieć i informować o wszystkim mieszkańców. Jakieś koszty związane z naszymi codziennymi potrzebami energetycznymi trzeba ponieść. Dlatego potrzebny jest kompromis.

Kompromis jest łatwiejszy do osiągnięcia, gdy naprzeciw siebie stają ludzie świadomi korzyści, kosztów i potrzeb. Trudno o kompromis w gminach Sulęczyno, Stężyca, Przywidz, czy Choczewo, gdzie obawy przybrały bardzo emocjonalny charakter.

Dziś niemal każda budowa elektrowni, zakładów przemysłowych, dróg czy poszukiwanie gazu budzi emocje. Przecież nie tylko wydobycie gazu łupkowego czy budowa elektrowni jądrowej wywołują sprzeciwy. Protesty dotyczą także biogazowni czy turbin wiatrowych. Często ich powodem jest brak wiedzy. Poza tym nie dopracowaliśmy się umiejętności prowadzenia dialogu ze społeczeństwem. Jestem głęboko przekonany, że przy takich inwestycjach trzeba po prostu mówić prawdę. Nawet jeżeli wszystkich nie przekonamy, to szczerość i otwartość są fundamentem. Musimy powiedzieć, że inwestycje te mogą być uciążliwe, ale niepodważalnie jest to szansa na rozwój i na lokalny sukces.

Kiedy niektóre firmy dokonujące odwiertów zachowały się – mówiąc delikatnie – mało roztropnie, kiedy wiele lokalnych środowisk zdążyło się zintegrować w sprzeciwie, kiedy daleko w Japonii okazuje się, że skutki awarii w Fukushimie są poważniejsze, niż się początkowo wydawało, wtedy dialog jest bardzo trudny i ciągle wraca pytanie: jak to zrobić?

Trzeba rozmawiać, zanim zostaną podjęte decyzje o inwestycji i zanim wybuchną emocje. Trzeba dostarczyć prawdziwej wiedzy, trzeba autorytetów oraz szacunku dla odmiennego zdania. Nie można też zapominać o kompensowaniu strat, wynikających na przykład z uciążliwego sąsiedztwa. Mamy bardzo dobre przykłady dialogu, rozmów, oraz argumenty oparte na wiedzy, a nie na emocjach. Bardzo dużo zależy od postawy inwestorów. Jeżeli na samym początku są aroganccy, traktują mieszkańców jak kogoś gorszego i głupszego, to rzeczywiście trudno o porozumienie. W procesie dialogu potrzeba wzajemnego szacunku i posługiwania się językiem zrozumiałym dla obydwu stron. Zasypywanie lawiną hermetycznych słów nie jest rozwiązaniem. Samorząd Województwa stara się uczestniczyć w tym dialogu, przede wszystkim dbając o to, aby wymieniane przez strony argumenty były rzetelne.

ppg-2-2012_roznorodni

Czy wizyta w Stanach Zjednoczonych pomogła w lepszym zrozumieniu znaczenia, ale także barier, które niesie wydobycie gazu łupkowego?

Jestem po tej wizycie przekonany, że wydobywanie gazu niekonwencjonalnego jest dużą szansą dla naszego regionu, ale muszą zostać spełnione pewne warunki. Rozmawialiśmy tam nie tylko z przedstawicielami administracji, firm wydobywczych, ale także z mieszkańcami miejscowości, w których odbywa się wydobycie, oraz prawnikami walczącymi z wielkimi gazowymi koncernami. Mamy kilka tzw. punktów krytycznych – potrzeba dużych ilości wody, zwłaszcza w procesie szczelinowania, nadzór nad odwiertami, ciężki transport niszczący drogi i uciążliwy dla mieszkańców, zagospodarowanie „wód powrotnych”, w których są m.in. chemikalia, oraz zagospodarowanie odpadów. Jest jeszcze jeden ważny punkt – podatki. Samorządy lokalne i regionalny powinny brać udział w podziale zysków. Ponosimy koszty, więc powinniśmy uczestniczyć w dochodach. Nasze prawo dotyczące ochrony środowiska jest bardziej surowe niż amerykańskie, ale większy nacisk trzeba położyć na nadzór i egzekucję.

Energia będzie płynęła w przyszłości w różnych kierunkach. Wzrośnie liczba małych producentów. Zarządzanie ma się odbywać poprzez tzw. inteligentną sieć. Czy to szansa dla całej gospodarki?

Prowadzone obecnie w wielu krajach prace badawcze oraz pilotażowe nie dają jeszcze pełnej odpowiedzi na pytanie, jak będzie można wykorzystać Smart Grid. Cała branża, ale także inne części gospodarki, szukają w takich sieciach szansy na lepsze zarządzanie, oszczędności oraz dopasowanie do indywidualnych potrzeb. Dlatego uważnie przyglądamy się pilotażowemu programowi realizowanemu na Półwyspie Helskim przez Energę.

Samorząd regionalny zaangażował się w rozbudowę infrastruktury internetowej. Czy w przypadku inteligentnych sieci również jesteście gotowi do współpracy?

Obserwujemy rozwój inteligentnych sieci, doceniamy ich wagę i szanse, jakie daje ten sposób zarządzania energetyką. Takie projekty mogą liczyć na nasze wsparcie, dlatego firmy energetyczne działające na obszarze województwa powinny doprecyzować swoje oczekiwania – czy potrzebują pomocy w logistyce, dialogu z lokalnymi samorządami, mieszkańcami, a może naszego zaangażowania finansowego. W nowej perspektywie finansowej Smart Grid to jeden z priorytetów wskazywanych przez Komisję Europejską, więc będą też takie możliwości. Jesteśmy zainteresowani oszczędnościami, podnoszeniem efektywności energetycznej, więc otwierają się możliwości współpracy.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Niewyczerpalna energia w świecie wyczerpywalnych kopalin

Od kilku lat przyszłość energetyki stanowi jeden z najważniejszych problemów zarówno w polityce krajowej, jak i światowej. Jest to związane nie tylko z odpowiedzialnością sektora energetycznego za postępujące zmiany klimatyczne na Ziemi, ale przede wszystkim z troską o dostarczenie społeczeństwu wystarczających ilości energii w nadchodzących dekadach. Dostęp do energii jest bowiem podstawowym warunkiem rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego, a prognozy długoterminowe wskazują, że w 2050 r. ludzkość będzie potrzebowała 2,5–3 razy więcej energii niż w 2010 r. W jaki sposób będzie można pokryć tak wielkie zapotrzebowanie?

Bezprecedensowy rozwój gospodarczy w ciągu ostatnich stu lat zawdzięczamy paliwom kopalnym. Jest jednak wiele sygnałów, że ich era zbliża się do końca.

Koniec ery paliw kopalnych

W XX w. zapotrzebowanie to pokrywały paliwa kopalne. To im zawdzięczamy bezprecedensowy rozwój gospodarczy w ciągu ostatnich stu lat. Bez ich użycia nie byłaby możliwa rewolucja przemysłowa, transportowa, urbanistyczna, rolnicza. Warto wiedzieć, że w minionym wieku liczba ludności na naszej planecie wzrosła czterokrotnie, a zużycie energii sześćdziesięciokrotnie. Jest jednak wiele sygnałów, że era paliw kopalnych zbliża się do końca ze względu na wyczerpywanie się ich pokładów.

Najmniejsze zasoby pozostały w eksploatowanych obecnie złożach ropy naftowej. Wynoszą one około 140 mld ton, co przy obecnym rocznym zużyciu na poziomie 3,5 mld ton wystarczy zaledwie na 40 lat. Oczywiście Ziemia posiada jeszcze znaczne zasoby ropy w łupkach i piaskach bitumicznych, w Arktyce, Amazonii i pod dnem oceanów (na dużych głębokościach), ale koszty jej wydobycia będą znacznie wyższe niż eksploatacja złóż dziś. Można więc powiedzieć, że era taniej ropy naftowej zbliża się do końca.

Nieco lepsza jest sytuacja w przypadku gazu ziemnego. Jego zasoby szacuje się na 187 bln m3, co przy obecnym wydobyciu około 3 bln m3 rocznie wystarczy na 62 lata. Zasoby te zwiększą się wraz z eksploatacją nowych złóż ropy naftowej (np. w Arktyce), a także przez wykorzystanie gazu z łupków, który już obecnie wydobywany jest w dużych ilościach w USA, ale stanowi też nadzieję w takich krajach jak Chiny czy Polska. Panuje przekonanie, że w najbliższych 2–3 dekadach, przy stosunkowo niskich cenach, znaczenie gazu ziemnego będzie szybko rosnąć, po czym jego podaż zacznie spadać, a ceny rosnąć. Częściowo ubytki te będzie można uzupełniać przez zgazowanie węgla. Jego zasoby są bowiem bardzo duże w wielu krajach świata, chociaż i w tym wypadku złoża łatwo dostępne będą się już wyczerpywać, a restrykcje związane z koniecznością redukcji emisji dwutlenku węgla zahamują jego zużycie.

W Polsce złoża węgla kamiennego wcale nie są wielkie. Jego operacyjne zasoby w pokładach możliwych do eksploatacji wynoszą 2,1–2,2 mld ton, co przy rocznym wydobyciu 70 mln ton wystarczy na 30 lat. Według opinii fachowców w 2030 r. pozostanie czynnych 12 kopalń, o łącznej zdolności produkcyjnej nie większej niż 48 mln ton rocznie. Już teraz Polska importuje około 16 mln ton węgla rocznie i ten import będzie wzrastał. Ten czynnik, a także konieczność – od przyszłego roku – zakupu uprawnień do emisji CO2 będą powodowały wzrost cen energii produkowanej z węgla.

Sytuacja w Polsce jest tym bardziej poważna, że już za 12 lat w Adamowie, a za blisko 30 lat w innych odkrywkach węgla brunatnego (Bełchatów, Konin Turów) wyczerpią się jego pokłady. Można oczywiście sięgnąć po nowe złoża w okolicy Legnicy i Gubina, ale wiązałoby się to z ogromnymi kosztami związanymi ze zdjęciem nadkładu, kompletnym zniszczeniem środowiska na wielką skalę, przesiedleniami tysięcy osób – a wszystko po to, aby otrzymać paliwo niskiej jakości, o największej emisyjności CO2.

Polska, jako wyjątek na skalę światową, nie posiadając dotychczas żadnej elektrowni jądrowej, chce ją zbudować, zaniedbując rozwój odnawialnych źródeł energii. Warto więc zadać pytanie, czy jest to słuszna droga?

Energia jądrowa czy ze źródeł odnawialnych?

Jak widać z tego krótkiego przeglądu paliw kopalnych, w II połowie XXI w. ludzkości pozostanie do wykorzystania przede wszystkim energia jądrowa oraz odnawialne źródła energii. Dla krajów biednych nie jest to żadna alternatywa, gdyż nigdy nie będzie ich stać na budowę elektrowni jądrowych, inwestycyjnie bardzo drogich, w 100 proc. importowanych i wymagających obsługi bardzo wysoko wykwalifikowanej kadry. Natomiast każdy kraj gospodarczo rozwinięty musi właśnie teraz rozważyć, jaki bilans energetyczny jest dla niego optymalny w perspektywie długoterminowej. Wiele krajów nadal akceptuje energetykę jądrową, ponieważ ją posiada, rozwijając równocześnie odnawialne źródła energii. Jednak takie kraje jak Niemcy, Włochy, Szwajcaria, a nawet Japonia rezygnują z energii jądrowej. Polska tymczasem, jako wyjątek na skalę światową, nie posiadając dotychczas żadnej elektrowni jądrowej, chce ją zbudować, zaniedbując rozwój odnawialnych źródeł energii. Warto więc zadać pytanie, czy jest to słuszna droga?

Po pierwsze, elektrownia jądrowa o mocy 3000 MW, której budowa byłaby ukończona dopiero około 2025 r., w żadnym razie nie złagodzi kryzysu energetycznego (braku prądu w szczycie), który może nas dotknąć już znacznie wcześniej, bo w latach 2016–2018. Nawet po uruchomieniu nie będzie ona miała znaczącego wpływu na polski system energetyczny, którego moc w 2025 r. powinna przekroczyć 40 000 MW. Koszty tej inwestycji będą wyjątkowo wysokie, rzędu 50 mld zł lub więcej, a więc około czterech razy wyższe niż elektrowni gazowej o tej samej mocy. Stanowić ona też będzie bezpośrednią konkurencję dla elektrowni wiatrowych lokalizowanych na morzu wzdłuż wybrzeża. Ponieważ w tej części Polski nie są potrzebne aż tak wielkie moce, powstanie potężny problem finansowy i logistyczny z wyprowadzeniem energii do południowych regionów kraju. Przy tym wszystkim budowa elektrowni jądrowej nie poprawi bezpieczeństwa energetycznego Polski, bo znaczących złóż uranu nie ma nie tylko u nas, ale także w całej Unii Europejskiej. Czemu więc mielibyśmy forsować rozwój tej technologii w naszym kraju?

ppg-2-2012_wyczerpywalne_kopaliny

Czas na biomasę, wiatr i słońce

Alternatywą dla energii jądrowej, a w przyszłości coraz ważniejszym źródłem energii we wszystkich jej formach, są niewątpliwie odnawialne źródła energii. W warunkach polskich największe nadzieje wiązane są z biomasą, energią wiatru i energią słońca.

Biomasa, która może być użyta do wytwarzania energii, to odpady z rolnictwa i sadownictwa, odpady drewna z lasu i przemysłu drzewnego, inne odpady przemysłowe (z gorzelni, cukrowni, zakładów przemysłu spożywczego), tzw. rośliny energetyczne, a także rzepak, odpady komunalne, osady ściekowe i inne odpady pochodzenia organicznego. Już samo wyliczenie tak różnorodnych surowców energetycznych wskazuje na ważne ich cechy, takie jak dostępność na rynkach lokalnych w całym kraju, niska cena (surowce odpadowe) i przydatność do zastosowania w energetyce rozproszonej. Szacuje się, że ich potencjał energetyczny jest na poziomie nawet 15–20 mln ton paliwa umownego. Dotychczas potencjał ten wykorzystywany jest w bardzo małym stopniu, a do tego zaburzony został przez proceder współspalania biomasy z węglem w dużych elektrowniach. Jest to absurd ekonomiczny, technologiczny i ekologiczny z punktu widzenia interesu całego kraju, ale opłacalny dla elektrowni ze względu na uzyskiwane przez nie tzw. zielone certyfikaty.

Głównym problemem hamującym obecnie wykorzystanie energii wiatru na szeroką skalę jest niemożność magazynowania wytworzonej energii. Ten sam problem dotyczy energii słońca. Jest jednak nadzieja, że w najbliższej dekadzie zagadnienie to zostanie rozwiązane.

Drugim ważnym źródłem energii odnawialnej jest energia wiatru. Na świecie łączna moc elektrowni wiatrowych przekroczyła już 200 000 MW. W samym tylko roku 2010 zainstalowano turbiny wiatrowe o mocy 37 000 MW. Szczególnie duża dynamika cechuje inwestycje w farmy wiatrowe na morzu, a od kilku lat coraz większe powodzenie mają bardzo małe, przydomowe turbiny, o mocy poniżej 10 kW. W Polsce moc elektrowni wiatrowych wynosi obecnie około 2000 MW i szybko rośnie – w 2020 r. powinna osiągnąć 5000–7000 MW, a do roku 2030 potencjał ten powinien być co najmniej podwojony. Również w naszym kraju należy oczekiwać dynamicznego rozwoju farm na morzu oraz mikroturbin wiatrowych, współpracujących z panelami fotowoltaicznymi oraz z pompami ciepła. Głównym problemem hamującym obecnie wykorzystanie energii wiatru na szeroką skalę jest niemożność magazynowania wytworzonej energii, co pozwalałoby na łagodzenie pików produkcji energii, wynikających z nieuniknionej fluktuacji prędkości wiatru. Jest jednak nadzieja, że w najbliższej dekadzie zagadnienie to zostanie rozwiązane.

Energia odnawialna jest szansą dla polskiej gospodarki. Już dziś w naszym kraju działają firmy z tej branży, które z powodzeniem konkurują na rynku globalnym, eksportując większość swojej produkcji.

Ten sam problem dotyczy energii słońca. W naszej szerokości geograficznej energia ta może być efektywnie wykorzystywana w kolektorach słonecznych (do przygotowywania ciepłej wody) oraz w systemach fotowoltaicznych (do produkcji prądu). Trzeba zaznaczyć, że na świecie obydwa te sektory rozwijają się niezwykle dynamicznie. W 2010 r. łączna moc cieplna kolektorów słonecznych przekroczyła 200 000 MW, z czego w Polsce zainstalowano 500 MW (656 000 m2) i moc ta szybko rośnie. Jest szansa, że w 2013 r. powierzchnia kolektorów w Polsce przekroczy 1 mln m2, co daje nam miejsce w środku stawki, wśród krajów unijnych, z dużymi nadziejami na dalszy szybki rozwój tego rynku. Warto dodać, że w tym sektorze Polska posiada kilkadziesiąt firm produkujących systemy kolektorowe, z których najlepsze konkurują z powodzeniem z renomowanymi firmami światowymi, eksportując większość swojej produkcji. Jest szansa, że nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii stworzy bodźce do dalszego rozwoju tego rynku.

W dłuższej perspektywie czasowej znacznie większe znaczenie będą jednak miały systemy fotowoltaiczne, w których energia słońca transformowana jest bezpośrednio w prąd elektryczny. W 2010 r. światowa moc tych systemów osiągnęła 40 000 MW, ale dzięki wielkiej dynamice wzrostu przewiduje się, że w 2020 r. moc ta osiągnie 260 000–300 000 MW. W następnych dekadach fotowoltaika stanie się ważnym źródłem energii dla świata, dominującym w krajach ubogich leżących w strefie zwrotnikowej, ale i znaczącym w krajach o klimacie umiarkowanym, a więc i w Polsce. Obecnie w naszym kraju systemy fotowoltaiczne mają moc zaledwie 3 MW, podczas gdy w Niemczech ich moc przekroczyła 24 000 MW, a przecież nasłonecznienie jest w naszych krajach niemal identyczne. To najlepiej ilustruje, jak wiele mamy do zrobienia i jak wielkie perspektywy rozwoju fotowoltaiki istnieją w naszym kraju.

Rozporoszona generacja, w której konsument jest jednocześnie producentem energii angażuje środki wielu prywatnych inwestorów, pobudza rozwój nowych dziedzin gospodarki, tworzy tysiące miejsc pracy i zapewnia bezpieczeństwo energetyczne.

Konsument jako producent

Reasumując można powiedzieć, że rola paliw kopalnych w bilansie energetycznym Polski będzie stopniowo malała w najbliższych kilkudziesięciu latach, chociaż jeszcze w 2050 r. ich udział będzie znaczący. Wiele zależeć będzie od wielkości wydobycia krajowego gazu z łupków i postępów w technologiach czystego węgla, w tym w jego zgazowaniu i produkcji paliw płynnych z węgla kamiennego. Należy też oczekiwać dynamicznego rozwoju inteligentnych, skrajnie rozproszonych systemów energetycznych i znacznej poprawy efektywności wykorzystania energii we wszystkich jej formach. W tym kontekście ważne jest stymulowanie rozwoju ruchu prosumentów (producentów będących jednocześnie konsumentami energii), a więc milionów małych inwestorów, którzy są mikroproducentami energii na własny użytek, sprzedającymi nadmiar wyprodukowanej energii do sieci. W takim rozproszonym i zoptymalizowanym systemie nie są potrzebne wielkie bloki energetyki jądrowej, lecz małe, kilkakrotnie tańsze elektrownie i elektrociepłownie gazowe i biomasowe, szybko reagujące na fluktuacje popytu energii.

Taki system sprzyja też rozwojowi odnawialnych źródeł produkujących energię z miejscowych paliw lub z wiatru i słońca (bo są to „paliwa” darmowe), dających wiele tysięcy miejsc pracy na rynkach lokalnych i zapewniających bezpieczeństwo energetyczne kraju. Ich wielkie zalety to także: bardzo krótki czas inwestycji (kilka miesięcy) i uruchamianie znacznych środków wielu tysięcy prywatnych inwestorów, które pobudzają rozwój usług i nowego działu przemysłu.

Należy życzyć sobie, aby oficjalna polityka energetyczna państwa wreszcie dostrzegła wielorakie korzyści, jakie związane są z takim właśnie kierunkiem rozwoju w Polsce tak ważnego sektora gospodarczego, jakim jest sektor energetyczny.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Nie taki atom straszny…

Plan lokalizacji elektrowni jądrowych w rejonie Pomorza jest olbrzymią szansą dla tego regionu. Z możliwych opcji: budować czy protestować? – zdecydowanie opowiadam się za pierwszą.

Potencjalne lokalizacje to: Żarnowiec, Kopań, Choczewo, Kopalino, okolice Szczecina. Są ku temu dwa powody „inżynierskie” – dostęp do dużego akwenu wodnego, jakim jest Bałtyk, koniecznego do pracy reaktora, oraz obecna struktura sieci energetycznej, która lepiej uwzględni potrzeby energetyczne północnych regionów Polski. Żarnowiec był już miejscem (przerwanej, niestety) budowy elektrowni jądrowej, zatem lokalizacja ta przeszła wszystkie wymagane oceny. Oczywiście nie jest możliwe ulokowanie nowej elektrowni w miejscu pierwszej budowy. Nie można też już wykorzystać tamtejszego akwenu wodnego. Pozostaje możliwość połączenia z Bałtykiem odrębnym kanałem. W tej sytuacji lokalizacja elektrowni bezpośrednio przy Bałtyku jest, być może, bardziej ekonomiczna. We Francji, Wielkiej Brytanii i Japonii większość elektrowni jądrowych usytuowana jest u wybrzeży morskich.

Elektrownie jądrowe są nie tylko stabilnymi i ekonomicznymi w długim horyzoncie czasowym źródłami wytwarzania energii elektrycznej, ale też pozwolą Polsce wypełnić założenia europejskiego pakietu klimatycznego.

Szanse

Jest dość oczywiste, że inwestycja o skali porównywalnej z budową Gazoportu w Świnoujściu ożywi gospodarczo region Pomorza. Spodziewać się należy utworzenia nowych miejsc pracy, zarówno w czasie samej budowy, jaki i w okresie eksploatacji elektrowni jądrowych. Podobnie jak w przypadku przemysłu stoczniowego, gdzie elementy statku produkowane były w różnych zakładach przemysłowych w innych regionach kraju, budowa elektrowni jądrowej będzie stymulować rozwój krajowego przemysłu, wzrost innowacyjności polskiej gospodarki, a także rozkwit zaplecza naukowo­-badawczego energetyki jądrowej. Należy przewidywać równoległy rozwój odpowiednich kierunków kształcenia na wyższych uczelniach, szczególnie na Pomorzu, koniecznych do stworzenia silnego zaplecza kadrowego energetyki jądrowej.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju elektrownie jądrowe są nie tylko stabilnymi i ekonomicznymi w długim horyzoncie czasowym źródłami wytwarzania energii elektrycznej, ale też pozwolą Polsce wypełnić założenia europejskiego pakietu klimatycznego poprzez dywersyfikację struktury wytwarzania energii elektrycznej i ograniczenie emisji szkodliwych dla środowiska substancji (dwutlenku węgla, związków azotu czy siarki oraz pyłów i metali ciężkich). Można też sądzić, że rozwój energetyki jądrowej zapewni w dłuższej skali czasowej wzrost atrakcyjności inwestycyjnej Polski dzięki zapewnieniu stabilnych dostaw i cen energii elektrycznej, niezależnych od zmiennych i stale rosnących cen gazu i ropy naftowej.

Najważniejsze zagrożenie to możliwość braku akceptacji społecznej dla rozwoju energetyki jądrowej – na poziomie lokalnym i krajowym.

Zagrożenia

Jednym z podstawowych zagrożeń wydaje się możliwość braku wystarczających środków finansowych na realizację budowy, szczególnie w kontekście pojawienia się gazu łupkowego – nowej zmiennej w krajobrazie energetycznym Polski. Polityka państwa jest ważna, ale to inwestor musi ostatecznie decydować i ponieść ryzyko finansowe swojego wyboru. Wiadomo, że jądrowa część elektrowni, w postaci dwóch (lub czterech) bloków reaktorowych, zakupiona zostanie za granicą, przy czym wymagany będzie zakup technologii już działającej i sprawdzonej, a nie prototypu. Kadra polskich specjalistów w dziedzinie inżynierii jądrowej jest obecnie dość nieliczna – inżynierowie i inspektorzy dozoru jądrowego z czasów budowy elektrowni w Żarnowcu właśnie przechodzą na emeryturę, a od czasu likwidacji tej budowy praktycznie zamarło w Polsce kształcenie w tym kierunku. Dlatego brakuje kadry specjalistów do realizacji programu polskiej energetyki jądrowej, co także stanowi poważne zagrożenie dla jego realizacji. Podejmowane są wprawdzie inicjatywy, zwłaszcza ze strony francuskiej, aby instruktorów polskich w zakresie technologii jądrowych szkolić we Francji, obawiam się jednak, że wielu z nich znajdzie zatrudnienie za granicą, bo tam także brakuje kadry.

Za najważniejsze zagrożenie uważam jednak możliwość braku akceptacji społecznej dla rozwoju energetyki jądrowej – na poziomie lokalnym i krajowym. W obowiązującej ustawie – Prawo atomowe przewidziany jest tryb uzyskiwania akceptacji społeczności lokalnej terenu, na którym ma być planowana budowa elektrowni jądrowej (lub składowiska niskoaktywnych odpadów jądrowych) jako jednego z wielu warunków wyboru danej lokalizacji. Negatywna opinia lokalnego referendum w tej sprawie oznacza, że inwestor będzie musiał szukać innego miejsca (dlatego proponuje się wiele potencjalnych lokalizacji). Nowe prawo atomowe przewiduje liczne formy aktywnej współpracy operatora elektrowni ze społecznością lokalną, w tym obowiązek bieżącego i przejrzystego informowania o aspektach bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej w jej otoczeniu. Dotychczasowe doświadczenie z terenu wokół składowiska niskoaktywnych odpadów jądrowych w Różanie uczy, że jest możliwe uzyskanie pełnej akceptacji społeczności lokalnej dla obiektu jądrowego na jej terenie.

Daleko poważniejszym zagrożeniem jest brak zgody wszystkich obywateli Polski na wdrożenie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, np. wyrażony w drodze referendum (tak jak proponują niektórzy dziennikarze). Uważam, że ogólnokrajowe referendum nie powinno dotyczyć tak technicznie złożonego tematu. Nie przeprowadzalibyśmy przecież referendum na temat sposobów dokonywania operacji kardiologicznych czy wyrostka robaczkowego, ani też referendum w sprawie Gazoportu – równie wielkiej inwestycji o ogromnym znaczeniu dla kraju i losów jego obywateli. Doświadczenie Austrii sprzed kilkunastu lat uczy, że negatywny wynik referendum w sprawie energetyki jądrowej (będący w istocie wyrażeniem braku akceptacji dla rządu, który to referendum ogłosił) doprowadził do konstytucyjnego zakazu rozwoju energetyki jądrowej na terenie Austrii (co nie przeszkadza jej importować elektryczności jądrowej z krajów sąsiednich). Uważam, że wyrażenie woli narodu wobec wdrożenia energetyki jądrowej jest bezwzględnie konieczne (warunek uzyskania tzw. dużej zgody jasno określają zalecenia Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej IAEA). Uważam także, że zgoda ta powinna być osiągnięta poprzez debatę parlamentarną (a nie referendum) i zostać zatwierdzona w drodze decyzji rządowej, a nie ustawy parlamentarnej. Nie powinno być bowiem możliwości zmiany raz osiągniętej „dużej zgody” przez inną opcję polityczną, jeśli wygrałaby kolejne wybory. W przeciwnym razie żaden inwestor nie zaryzykuje tak poważnej inwestycji.

Czynnik ryzyka, którego nie znamy lub którego nie umiemy kontrolować – a za takie jest powszechnie uważane promieniowanie jonizujące – jest postrzegany społecznie jako groźny, a w dodatku przez przymiotnik „atomowy” kojarzymy go z bronią masowej zagłady.

„Ja się nie boję promieniowania od rentgena, ale boję się promieniowania od ‘atomu’…”

To zdanie słuchaczki programu radiowego usłyszałem jakiś czas temu przy okazji wywiadu jednego z moich kolegów. Zaaferowany przebiegiem audycji kolega nie odpowiedział wtedy: „A czym się jedno promieniowanie różni od drugiego?” – tak jak obaj pomyśleliśmy. Opinia słuchaczki stanowi dobry wstęp do krótkich rozważań na temat społecznej percepcji ryzyka, a w szczególności do próby odpowiedzi na pytanie: dlaczego boimy się promieniowania jonizującego (promieni X czy gamma) bardziej niż na to zasługuje?

Ogólnie definiuje się ryzyko jako iloczyn częstotliwości zdarzenia i ciężkości jego skutków. Na przykład, w dość niestety częstym zdarzeniu, jakim jest wypadek samochodowy, jego ciężkość może oznaczać zgon jednej lub paru osób, a w bardzo rzadkim zdarzeniu, jakim było ostatnie trzęsienie ziemi o niezwykłej nawet dla Japonii skali, miarą jego ciężkości była śmierć prawie 30 tysięcy mieszkańców. I chociaż podobna liczba osób zginęła lub zginie w wypadkach samochodowych w Polsce w ciągu dziesięciu lat, zdarzenia te postrzegamy zupełnie inaczej. O wypadkach awionetek, w których zginęło kilka osób, czytaliśmy niedawno we wszystkich gazetach. A piloci wojskowi, kosmonauci czy himalaiści – czyż oni nie podejmują ogromnego ryzyka?

O społecznej percepcji ryzyka decyduje wiele czynników, a są nimi zapewne ciężkość nawet mało prawdopodobnego zdarzenia czy indywidualna decyzja (lub korzyść finansowa) związana z wykonywaniem zawodu lub czynności obarczonej dużym ryzykiem (sam chciał…, nie musiał…, dobrze mu za to płacą…). Na pewno też czynnik ryzyka, którego nie znamy lub którego nie umiemy kontrolować – a za takie jest powszechnie uważane promieniowanie jonizujące – jest postrzegany społecznie jako groźny, a w dodatku przez przymiotnik „atomowy” kojarzymy go z bronią masowej zagłady.

W swoim rozwoju ewolucyjnym człowiek wykształcił doskonały wzrok, dobry słuch i umiejętność szybkiego biegania – zapewne aby skutecznie ratować się przed zagrażającą mu, większą od niego i silniejszą zwierzyną. Nie wykształcił natomiast zmysłu wykrywającego obecność promieniowania jonizującego. Dlaczego? Może dlatego, że to wszechobecne promieniowanie, które towarzyszy człowiekowi od początków jego istnienia, nie było dla niego groźne, a może nawet było wręcz konieczne do jego ewolucji? Dlaczego dobrowolnie akceptujemy promieniowanie przy okazji badania rentgenowskiego, które jest porównywalne z dawką, jaką otrzymujemy przez parę miesięcy ze źródeł naturalnych? Pewnie dlatego, że odnosimy z badania indywidualną korzyść – diagnozę swojego stanu zdrowia. Według ostatnich danych, w krajach rozwiniętych średnie dawki przyjmowane od ekspozycji medycznych (czyli głównie podczas badań rentgenowskich) zaczynają przewyższać te od naturalnych źródeł promieniowania jonizującego (pochodzącego z Ziemi i z kosmosu), których nie możemy uniknąć. Czy z tego powodu zaobserwujemy w tych krajach wzmożoną falę chorób nowotworowych? Nie sądzę.

Dość trudno oswoić się nam z wielkością dawki (duża czy mała?), zdarza się nam także mylić ją z mocą dawki, którą zwykle wskazują tykające dawkomierze. Przyjmijmy więc za jej miarę średnią dawkę, jaką każdy otrzymuje w ciągu roku od otaczającego nas promieniowania naturalnego (w Polsce są to blisko 3 milisiwerty). Groźna dla naszego życia może być dawka tysiąckrotnie większa, praktycznie zaś nie odczuwamy skutków dawki 50-krotnie wyższej (150 milisiwertów). Skąd więc przekonanie o szkodliwości dla zdrowia nawet najmniejszych dawek? Uważam, że częściowo winni jesteśmy sami, a przynajmniej ci uczeni, którzy dla potrzeb ochrony radiologicznej przyjęli zasadę liniowej i bezprogowej zależności ryzyka od dawki promieniowania. Oznacza ona przyjęcie, że każda, choćby najniższa dawka, nawet ta grubo poniżej miary dawki naturalnej, wpływa na wzrost ryzyka zachorowania lub zgonu na nowotwór. Jeśli ten niewielki wkład w ryzyko pomnożyć przez dużą populację, otrzymamy hipotetyczną liczbę dodatkowych „zgonów nowotworowych w wyniku promieniowania”, która choć niewykrywalna statystycznie w tle wielokrotnie liczniejszych rzeczywistych zgonów nowotworowych (ale z innych przyczyn), potęguje jednak grozę. W ten sposób doliczono się od kilku tysięcy do paru milionów „zgonów czarnobylskich”, choć udokumentowana liczba osób, które zmarły w wyniku choroby popromiennej w tej katastrofie, nie przekroczyła 50, a większość mieszkańców Ukrainy i Białorusi nie otrzymała dawek wyższych niż 10-krotność rocznej dawki naturalnej. W wyniku ostatniego trzęsienia ziemi i tsunami zginęło w Japonii około 30 tysięcy osób, ale żadna z nich nie utraciła życia z powodu napromieniowania w wyniku awarii elektrowni jądrowej w Fukushimie. W doniesieniach prasowych rzadko tę różnicę zauważano, utrwalając w ten sposób mit o katastrofalnych skutkach awarii tej elektrowni jądrowej.

Społeczna percepcja a rzeczywiste zagrożenia

Nie lekceważę poważnych społecznych skutków awarii reaktorów jądrowych w Czarnobylu czy Fukushimie, bo są one istotne i realne. Nie kwestionuję też potrzeby prowadzenia poważnej debaty na temat szans i zagrożeń związanych z energetyką jądrową. Myślę jednak, że nie służą takiej debacie uproszczenia i hasła „NIE dla atomu” czy „Precz z lobbingiem atomowym” (które to lobby miałoby odnosić jakieś osobiste korzyści z tego tytułu). Twierdzę, że z wielu powodów społeczna percepcja ryzyka związanego z promieniowaniem jonizującym, a zatem i z energetyką jądrową, może znacznie odbiegać od rzeczywistych zagrożeń związanych z tą technologią generowania energii elektrycznej. Energetyka jądrowa, obok innych źródeł energii, w tym odnawialnych – wiatrowych czy słonecznych – powinna wejść w skład optymalnego dla Polski „miksu energetycznego”, umożliwiającego dalszy harmonijny rozwój naszej gospodarki na najbliższe dziesięciolecia.

 

 

Elektrownia jądrowa a elektrownia konwencjonalna

W części energetycznej, czyli dotyczącej samego procesu wytwarzania energii elektrycznej, elektrownia jądrowa niczym nie różni się od elektrowni konwencjonalnej. W tych ostatnich źródłem ciepła niezbędnego do wytworzenia pary wodnej do napędzenia generatorów elektryczności jest spalanie węgla kamiennego lub brunatnego, gazu, ropy naftowej czy biomasy, a także skoncentrowane ciepło Słońca. W elektrowniach jądrowych źródłem tego ciepła jest reaktor jądrowy. Jakie są istotne różnice pomiędzy elektrowniami jądrowymi a konwencjonalnymi?

Po pierwsze – energetycznego reaktora jądrowego nie da się szybko wyłączyć, dlatego w pobliżu elektrowni jądrowej musi znajdować się duży zbiornik wodny do szybkiego odprowadzenia ciepła z reaktora, jeśli z jakichś powodów nie może być ono użyte do generowania energii elektrycznej. Także dlatego elektrownie jądrowe mają dostarczać energię elektryczną o ciągłej i stałej mocy. Po drugie – obecne wymagania prawne narzucają konieczność lokalizowania elektrowni jądrowej w miejscach spełniających wiele wymogów środowiskowych. Na przykład z dala od dużych skupisk ludzi – w związku z koniecznością przygotowania szczegółowych planów na wypadek (bardzo mało prawdopodobnej) awarii reaktora, w wyniku której mogłoby dojść do uwolnienia do środowiska elementów radioaktywnych. Po trzecie – zużyte paliwo jądrowe jest wysoce radioaktywne i musi być najpierw składowane na terenie elektrowni (oczywiście odpowiednio zabezpieczone) w celu jego schłodzenia przez okres 30–50 lat, a potem bezpiecznie składowane na stałe; może być też przetwarzane – wtedy schłodzenie trwa krócej (do trzech lat po usunięciu go z reaktora). Po czwarte – konieczne jest zapewnienie ochrony fizycznej i radiologicznej samej elektrowni oraz całego cyklu technologicznego związanego z przewozem zarówno świeżego, jak i wypalonego i schłodzonego paliwa jądrowego do składowiska lub przerobu. Świeże paliwo jest zupełnie nieszkodliwe ze względu na niską radioaktywność, ale istnieje groźba jego przechwycenia przez terrorystów; paliwo wypalone i schłodzone stanowi zaś wysokie zagrożenie radiologiczne dla ludzi. Koncentracja uranu-235 w świeżym paliwie jądrowym nie jest wystarczająca do wywołania samorzutnej eksplozji jądrowej, dlatego reaktor nigdy nie zamieni się w bombę atomową. Niemniej dalsze wzbogacenie uranu przez terrorystów mogłoby posłużyć jako etap do konstrukcji takiej bomby.

Niewiele państw na świecie umie produkować wzbogacone w U-235 paliwo jądrowe lub przerabiać to wypalone. Sam proces wzbogacania oraz rynek stosunkowo niedrogiego wzbogaconego uranu podlegają ścisłej kontroli międzynarodowej, nadzorowanej przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (IAEA) w Wiedniu. W Europie jedynym właścicielem tego ściśle reglamentowanego towaru jest agencja EURATOM. Prawidłowo działająca elektrownia jądrowa nie wnosi praktycznie żadnego dodatkowego wkładu do promieniowania naturalnego w jej otoczeniu. Wymagania co do bezawaryjności i bezpieczeństwa energetycznych reaktorów jądrowych są obecnie znacznie wyższe niż dla innych technologii generacji energii, co jednak bardzo podnosi ich cenę.

Koszt budowy elektrowni jądrowej jest 2–4 razy większy niż elektrowni konwencjonalnej (zależnie od sposobu kalkulacji). Natomiast koszt eksploatacji jest dużo niższy dla reaktora jądrowego niż konwencjonalnego, gdyż cena paliwa jądrowego to jedynie kilka procent całości. Na koszt energii konwencjonalnej wpływa głównie aktualna cena użytego paliwa (np. węgla czy gazu), gdyż stanowi ona połowę (lub więcej) kosztów generowania energii elektrycznej, paliwo zaś musi być dostarczane ciągle. Energia jądrowa jest więc opłacalna, zwłaszcza przy wysokich cenach paliw konwencjonalnych. Jednak do kosztów z nią związanych trzeba jeszcze doliczyć wyższe wydatki na spłatę samej inwestycji oraz wartość likwidacji elektrowni jądrowej. Ostatecznie i tak koszty inwestora pokryją odbiorcy, płacąc za dostawę energii elektrycznej.

 

 

Program Polskiej Energetyki Jądrowej

Priorytety polskiej polityki energetycznej w odniesieniu do energetyki jądrowej zostały określone w przyjętym przez Radę Ministrów dokumencie „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”, którego część dotyczy dywersyfikacji struktury wytwarzania energii elektrycznej poprzez uruchomienie programu energetyki jądrowej. Ogólne cele Programu Polskiej Energetyki Jądrowej to bezpieczne uruchomienie i wdrożenie w Polsce energetyki jądrowej, zapewnienie efektywnej i bezpiecznej eksploatacji elektrowni jądrowych oraz bezpiecznej ich likwidacji po zakończeniu procesu technologicznego ich eksploatacji, a także lokalizacja i budowa bezpiecznego składowiska do przechowywania wysokoaktywnych odpadów jądrowych. Podstawowymi motywacjami dla tego programu są: konieczność zapewnienia do roku 2030 wzrostu produkcji energii elektrycznej w Polsce o blisko 50 proc. (w porównaniu z rokiem 2010) oraz realizacja do roku 2020 programu klimatycznego Unii Europejskiej, zakładającego, że o blisko 20 proc. zmniejszy się emisję dwutlenku węgla (CO 2 ) przy generacji energii we wszystkich krajach członkowskich Unii, a udział odnawialnych źródeł energii zwiększy się do 20 proc. Niedotrzymanie tego warunku od roku 2020 ma pociągnąć wysokie opłaty za każdą tonę wyemitowanego CO 2 . W Polsce udział spalania węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii wynosi obecnie ponad 90 proc. (produkujemy ogromne ilości CO 2 ). Realizacja programu ograniczenia emisji dwutlenku węgla wymaga więc – obok zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii – również większego udziału energii elektrycznej produkowanej w elektrowniach jądrowych (do ok. 15 proc.). Zmniejszy to względny udział węgla kamiennego w produkcji energii do ok. 36 proc., a brunatnego do ok. 21 proc. Harmonogram programu jest bardzo ambitny i zakłada uruchomienie pierwszych dwóch bloków elektrowni jądrowych o mocy łącznej ok. 3000 MW do roku 2022, tak aby uniknąć płacenia kar za emisję CO 2 . Według zaleceń IAEA czas na przygotowanie tak złożonego programu to co najmniej 15–20 lat, a zostało nam już tylko dziesięć.

Zgodnie z międzynarodowymi zaleceniami IAEA, krajowy program rozwoju energetyki jądrowej powinni realizować trzej podstawowi partnerzy: rząd (w Polsce jest to Pełnomocnik Rządu do spraw Polskiej Energetyki Jądrowej, wiceminister w Ministerstwie Gospodarki), inwestor (jest nim Polska Grupa Energetyczna) oraz urząd dozoru jądrowego (w Polsce jest to Prezes Państwowej Agencji Atomistyki – PAA). Najogólniej rzecz biorąc, rolą rządu jest zorganizowanie programu, rolą inwestora – zbudowanie, bezpieczna eksploatacja i likwidacja elektrowni jądrowych, a rolą Prezesa PAA – nadzór nad spełnieniem wszystkich wymogów bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej na wszystkich etapach realizacji programu.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Energetyka nie zna granic

Od kilku lat obserwuje się aktywne działanie samorządu Pomorza, w szczególności Urzędu Marszałkowskiego, na rzecz zapewnienia „niezależności energetycznej”, która ma mieć formę zbilansowania zapotrzebowania i produkcji energii elektrycznej w ramach regionu wschodnio­-pomorskiego. Działania takie może i byłyby chwalebne, jednakże nie istnieje coś takiego jak „niezależność energetyczna regionu”, i to zarówno od strony prawnej, jak i technicznej.

Dyrektywy Unii Europejskiej nakazują krajom członkowskim nominowanie co najmniej jednego operatora systemu przesyłowego, który na wyznaczonym obszarze będzie odpowiedzialny za bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej, oraz bilansowanie zapotrzebowania na energię elektryczną z jej produkcją. W Polsce funkcję operatora systemu przesyłowego pełni przedsiębiorstwo Polskie Sieci Elektroenergetyczne Operator (PSE-Operator), a obszarem jego działania i odpowiedzialności jest teren całego kraju. Techniczne zasady działania PSE-Operator określa Instrukcja ruchu i eksploatacji sieci przesyłowej, a warunki bilansowania zapotrzebowania i produkcji energii elektrycznej zawarte w tej instrukcji zatwierdza Urząd Regulacji Energetyki.

Nie ma żadnych regulacji prawnych pozwalających na bilansowanie czy regionalną „niezależność energetyczną”. Co więcej, jakiekolwiek działania w tym kierunku podejmowane przez inne podmioty niż operator systemu przesyłowego byłyby bezprawne.

Nie ma żadnych regulacji prawnych pozwalających na bilansowanie czy regionalną „niezależność energetyczną”. Co więcej, jakiekolwiek działania w tym kierunku podejmowane przez inne podmioty niż operator systemu przesyłowego byłyby bezprawne. Zapewnienie bezpieczeństwa dostaw w systemie elektroenergetycznym odbywa się poprzez ogólnokrajowy system przesyłowy najwyższych napięć zarządzany przez PSE-Operator. System przesyłowy współdziała z systemami rozdzielczymi średnich i niskich napięć. Rozpływ energii elektrycznej wprowadzonej do tych systemów, obejmujących cały kraj, szczególnie z dużych elektrowni, takich jak elektrownie jądrowe, odbywa się zgodnie z prawami fizyki, których nawet najbardziej aktywne działania Urzędu Marszałkowskiego czy innych urzędów i organizacji nie są w stanie zmienić.

Dodatkowy dochód otrzymywany od elektrowni jądrowej byłby okupiony wielomiliardowymi stratami i sprowadzeniem regionu Pomorza do rodzaju skansenu energetycznego.

Atomowe nadzieje

Dążenie do nieistniejącej „niezależności energetycznej regionu” przejawia się m.in. w działaniach lobbingowych na rzecz budowy elektrowni jądrowej na terenie Pomorza. Jako miejsce alokacji takiej elektrowni proponuje się okolice Żarnowca, gdzie w latach 80. ubiegłego wieku miała powstać podobna elektrownia. Budowa elektrowni jądrowej, jak każdej innej, miałaby tę zaletę, że gmina, w której inwestycja byłaby usytuowana, otrzymywałaby dodatkowe podatki w kwocie około kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Jednak ten niewielki, jak na region Pomorza, dodatkowy dochód uzyskiwany od elektrowni jądrowej byłby okupiony wielomiliardowymi stratami i sprowadzeniem regionu Pomorza do rodzaju skansenu energetycznego, pomnika technologii połowy ubiegłego wieku, kiedy to opracowano metody otrzymywania energii wykorzystywane w elektrowniach jądrowych.

Pomorze nie otrzymywałoby energii elektrycznej z elektrowni jądrowej ulokowanej na jego terenie. Energia ta, po wprowadzeniu do systemu najwyższych napięć 400 000 woltów, płynęłaby na południe kraju, gdzie znajduje się 80 proc. odbiorców energii elektrycznej. Pomorze, produkując energię dla uprzemysłowionego południa Polski, jak również na eksport, stałoby się jedynie magazynem silnie radioaktywnych odpadów. Jeden reaktor jądrowy o mocy 1600 MW – a w elektrowni jądrowej będą co najmniej dwa reaktory – potrzebuje do pracy 120 000 kg radioaktywnego paliwa. Około jednej trzeciej tej ilości musi być wymieniana co 18 miesięcy, a to znaczy, że elektrownia jądrowa produkuje w ciągu 1,5 roku około 80 000 kg silnie radioaktywnych odpadów, które muszą być przechowywane i chłodzone w basenach wodnych na terenie tej elektrowni.

W ciągu dziesięciu lat na terenie elektrowni jądrowej na Pomorzu zgromadzono by ponad 500 000 kg radioaktywnych odpadów. Baseny wodne z tymi odpadami nie są dobrze zabezpieczone. Najczęściej pokryte są konstrukcjami z blachy falistej. Jakiekolwiek uszkodzenia tej konstrukcji lub przerwa w dopływie wody chłodzącej mogą spowodować awarię o nieprzewidywalnych konsekwencjach. To właśnie baseny z odpadami radioaktywnymi były głównym powodem skażenie środowiska w okolicach elektrowni Fukushima w Japonii i ewakuacji setek tysięcy ludzi. Nie tyle same reaktory, ile właśnie baseny z silnie radioaktywnymi odpadami mogą być bardzo niebezpieczne. Zabiegając o umiejscowienie elektrowni jądrowej na terenie Pomorza, trzeba zdawać sobie sprawę, że w regionie pojawią się setki ton niebezpiecznych, silnie radioaktywnych odpadów i ryzyko katastrofy o trudno przewidywalnych skutkach.

Elektrownia jądrowa nie stworzy zbyt wielu miejsc pracy, zwłaszcza dla miejscowej ludności. Skomplikowaną technologicznie instalację będą obsługiwać sprowadzeni z zagranicy specjaliści, ponieważ Polska nie ma żadnych doświadczeń w obsłudze elektrowni jądrowych. Jednocześnie powstaną obawy, czy Pomorze jest dobrym miejscem dla turystów. W tej sprawie należy postawić wiele pytań. Kto będzie chciał spędzać wakacje w pobliżu ogromnego składowiska radioaktywnych odpadów? Czy urlopowicze nie wybiorą innych miejsc wypoczynku? Ile straci Pomorze na odpływie turystów do innych regionów, które w walce o klienta będą z pewnością podkreślać fakt ulokowania olbrzymiej ilości odpadów radioaktywnych na Pomorzu i związane z tym ryzyko? Czy zechcą tu umieszczać swoją produkcję firmy mające świadomość, że konkurencja może skutecznie zniechęcać ich klientów, wskazując na możliwość radioaktywnego promieniowania? Czy nie lepiej postawić na wizję Zielonego Pomorza, przyciągając turystów i biznes, zamiast ich odstraszać lokowaniem odpadów z elektrowni?

Problemy ciepłownictwa

Inną formą energii jest ciepło potrzebne do ogrzewania pomieszczeń i wody. Systemy ciepłownicze i elektrociepłownie, produkując energię elektryczną i ciepło, potrafią wykorzystać ponad 80 proc. energii zawartej w paliwie i są to jedne z najbardziej efektywnych sposobów zapewnienia energii zarówno gospodarstwom domowym, jak i przemysłowi. Za dostawy ciepła są odpowiedzialne gminy, na których terenie działają elektrociepłownie i systemy ciepłownicze.

Nowe standardy Unii Europejskiej dotyczące emisji przemysłowych powodują, że większość ciepłowni i elektrociepłownie na Pomorzu, tak jak w całym kraju, nie będzie w stanie spełnić kryteriów technicznych tych standardów po roku 2016. Możliwe jest uzyskanie przez poszczególne instalacje okresów przejściowych, jednak nie dłużej niż do 2022 roku. Zapewnienie dostaw ciepła będzie wymagało wielomiliardowych inwestycji. Jest to obszar, w którym wszystkie organizacje samorządowe Pomorza powinny ściśle współpracować, aby zapewnić niezawodne dostawy tej formy energii mieszkańcom regionu.

Pomorze staje przed dylematem wyboru kierunku rozwoju. Czy postawić na nowoczesne przemysły i usługi przynoszące dużą wartość dodaną, czy postulować budowę elektrowni jądrowych i stać się producentem energii elektrycznej dla uprzemysłowionego południa kraju, zostawiając na Pomorzu silnie radioaktywne odpady z tych elektrowni?

Społeczeństwo obywatelskie

Pomorze staje przed dylematem wyboru kierunku rozwoju. Czy postawić na nowoczesne przemysły i usługi przynoszące dużą wartość dodaną, czy postulować budowę elektrowni jądrowych i stać się producentem energii elektrycznej dla uprzemysłowionego południa kraju, zostawiając na Pomorzu silnie radioaktywne odpady z tych elektrowni? Czy działać na rzecz uzyskania kilkudziesięciu milionów złotych rocznie podatku dla gminy, w której powstanie elektrownia jądrowa, czy może raczej działać na rzecz rozwoju całego Pomorza jako regionu nowoczesnych technologii i czystego środowiska? Te problemy powinny być tematem szerokiej dyskusji w regionie. W tę dyskusję powinno zostać zaangażowane całe społeczeństwo Pomorza. Nie można zbudować nowoczesnego państwa czy regionu bez szerokiego udziału obywateli i przekonania wszystkich do wspólnie wybranych celów.

Skip to content