Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Czy OZE rozkręcą pomorską gospodarkę?

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: 25 i 26 maja energetyka słoneczna w Niemczech wyprodukowała 22 gigawaty energii. Taka ilość zaspokoiła połowę zapotrzebowania tego kraju na energię i był to rekord świata. Niemiecki przykład będzie zaraźliwy?

Andrzej Gołyga: Niemiecka fotowoltaika rozwija się znakomicie, ale i tam nie cichnie dyskusja nad sensem takiej energetyki czy szerzej – nad priorytetami energetycznymi. Niemiecka gospodarka potrzebuje bardzo dużo energii i największym problemem było jej dostarczenie w godzinach szczytu. Nie da się w ten sposób regulować i dopasowywać energetyki jądrowej lub węglowej. Fotowoltaika jest pod tym względem dużo bardziej elastyczna niż energetyka wiatrowa. Dlatego Niemcy zamierzają zwiększać udział fotowoltaiki tak, by w 2032 roku osiągnąć 66 gigawatów. Obecnie otrzymują 25 GW, więc będzie to naprawdę duży skok. Jednocześnie cały czas obniżają taryfy. Zaczynali w 2007 roku od 49 eurocentów za kWh, obecnie taryfa wynosi mniej niż 20 eurocentów. Niemiecki rząd chce też wprowadzić roczny limit ilości instalowanej mocy. Zatem trochę chcą zwolnić, ale równocześnie do 2022 roku zamierzają zamknąć wszystkie swoje elektrownie jądrowe.

Większość krajów Unii Europejskiej stworzyła jasne i przejrzyste regulacje, które umożliwiają szybki rozwój energetyki odnawialnej. Powinniśmy pójść tym śladem.

W Niemczech osiąga się obecnie 25 GW energii słonecznej, w Polsce natomiast 3 MW. Czego, oprócz zbliżonego dofinansowania, trzeba, żeby nastąpił w naszym kraju – także na Pomorzu – rozwój takiej energetyki?

Rozwój energetyki fotowoltaicznej zależy od kilku czynników. Przede wszystkim potrzebne są stałe taryfy, które pozwalają na długoletnie inwestowanie. Nasz system zielonych certyfikatów jest zbyt zagmatwany. Większość krajów Unii Europejskiej stworzyła jasne i przejrzyste taryfy, które umożliwiają szybki rozwój energetyki odnawialnej. Powinniśmy pójść tym śladem. Tymczasem w Polsce nie ma jeszcze nawet ustawy regulującej rynek energetyki odnawialnej. Nie dokonano dywersyfikacji odnawialnych źródeł, a przecież różnią się kosztami i okresem zwrotu poniesionych nakładów. W pewnym stopniu jest to efekt słabego lobbingu przedsiębiorców zajmujących się OZE. W Polsce bardzo dużo się mówi o energetyce atomowej. Czas budowy elektrowni atomowej o mocy od 1,5 do 2 GW wynosi około 15 lat. Koszt takiej inwestycji przekracza 15 mld dolarów. Tymczasem w Niemczech w ubiegłym roku tylko sama fotowoltaika, że nie wspomnę o innych odnawialnych źródłach, to 7,5 GW zainstalowanej mocy! Podkreślam, że taki poziom udało się uzyskać tylko z tego źródła w ciągu roku. Koszt był dużo niższy niż w przypadku budowy elektrowni jądrowej, poza tym są to prywatne pieniądze i państwo nie musi inwestować w budowę. Owszem, później są odpowiednio skonstruowane taryfy, ale i tak jest to znacznie tańsza energia niż z elektrowni atomowej. W takie źródła inwestują prywatne osoby, firmy, powstają nawet spółdzielnie gminne. Żyją z tego tysiące ludzi.

Dla lokalnych społeczności, nawet dla władz samorządowych, to doskonała inwestycja. Tymczasem do tej pory w Polsce powstała tylko jedna farma o mocy 1 MW.

W Polsce jest bardzo mała świadomość społeczna – często myli się wytwarzanie energii elektrycznej z panelami solarnymi służącymi do ogrzewania wody i budynków. Mój związek z fotowoltaiką jest dosyć długi, przecież produkowaliśmy ogniwa w Kwidzynie. Jednak dopiero kiedy skończyłem pracę w Jabil Circuit i zacząłem jeździć po Europie, zobaczyłem, jak to jest powszechne. Pierwszą umowę na farmę fotowoltaiczną podpisałem w sierpniu ubiegłego roku. Obecnie mam elektrownię o mocy 400 kW i drugą nieco większą, dającą już 1,3 MW. W kilku miejscach buduję elektrownie o łącznej mocy 6 MW. Na zbudowanie od podstaw elektrowni fotowoltaicznej potrzeba 4–5 miesięcy. Być może samorządom brakuje pieniędzy na takie inwestycje. Zbyt dużo było do nadrobienia w infrastrukturze drogowej, kanalizacyjnej i dlatego władze gmin kierowały środki na zaspokojenie tych podstawowych potrzeb. Powstało również wiele szkół, sal gimnastycznych i boisk. Wszystko bardzo potrzebne, ale będąc człowiekiem biznesu, oceniam to też z innej strony: takie inwestycje nie przynoszą pieniędzy. Dlatego uważam, że kolejność powinna być inna. Najpierw trzeba inwestować w projekty, które przyniosą zysk, a później można wydawać pieniądze na poprawę jakości życia mieszkańców. Wtedy też będzie mniej samorządów mających problem ze spłatą długów. Żeby mogła się rozwijać taka energetyka, potrzebne jest też mocne wsparcie rządu dla samorządów. W krajach europejskich taryfy są coraz niższe, a jeszcze szybciej spadają ceny urządzeń do produkcji prądu z energii słonecznej. W Polsce poważniejszą barierą niż koszty są przeszkody prawne. Jesteśmy na 22. miejscu w Unii Europejskiej pod względem ilości energii uzyskiwanej ze słońca. Wyprzedzają nas między innymi Wielka Brytania, która przecież nie należy do krajów szczególnie nasłonecznionych, oraz Dania, Belgia i Holandia.

Czy ten rodzaj energetyki daje większe – niż inne odnawialne źródła – korzyści lokalnym społecznościom?

Moim zdaniem tak, gdyż inwestowanie na szeroką skalę mocno pobudza lokalną produkcję elementów montażowych, handel oraz instalatorstwo i później serwis. Farmy fotowoltaiczne trzeba ogrodzić, wyposażyć w systemy elektronicznego sterowania i monitoringu. W Niemczech setki tysięcy ludzi znalazło zatrudnienie przy budowie i serwisie elektrowni słonecznych. Pomijam różne podatki, które także płyną do lokalnych budżetów. Opierając się na przykładzie naszego zachodniego sąsiada, warto podkreślić, że z tego żyje wielu drobnych przedsiębiorców. Obowiązek odbioru energii z takiego źródła zapewnia im stały dochód. Urządzenia są bardzo trwałe i mają wieloletnie gwarancje. Dodatkowo takie farmy są niemal bezobsługowe. W domu na komputerze mogę sprawdzić, co się dzieje na mojej farmie w Bułgarii – mam tam kamery – a dodatkowo widzę, ile energii produkuje każda z elektrowni.

Dlaczego wybrał pan Bułgarię? Oczywiście jest tam więcej słonecznych dni niż w Polsce, ale czy było to jedyne kryterium?

W Bułgarii są bardzo korzystne taryfy. Kiedy podejmowałem decyzję o inwestowaniu w 2011 roku, stawka wynosiła 350 euro (dla instalacji wolnostojących) za jedną megawatogodzinę. Podobnie jak w innych krajach, także w Bułgarii ceny spadają i na początku tego roku było to już 248 euro. Na szczęście równie szybko tanieją urządzenia do przetwarzania energii słonecznej na prąd. Ogromne znaczenie ma też gwarancja stałych cen, gdyż obniżające się taryfy dotyczą wyłącznie nowych umów. W przyszłym roku nastąpi kolejna obniżka, ale ponieważ w ub. roku podpisałem umowę na 350 euro za jedną megawatogodzinę, to stawka będzie obowiązywała przez 20 lat Przy takiej ilości słońca, jaka występuje w Bułgarii, czas zwrotu mojej inwestycji wyniesie 5–6 lat. Oprócz korzystnych taryf bardzo ważne jest prawo, jasno określające warunki budowy, podłączenia do sieci itp.

Czy przy podobnie skonstruowanych taryfach i logicznym prawie Polska byłaby dobrym miejscem do zainwestowania, mimo mniejszej liczby słonecznych dni?

Oczywiście. Chętnie postawię w Polsce, a tym bardziej na Pomorzu, takie elektrownie, jeżeli tylko prawo będzie bardziej przejrzyste i zostaną zagwarantowane bardziej stabilne taryfy. Warunki, które zostały zapisane w propozycji nowej ustawy, już były zachęcające do inwestowania. Przy dzisiejszych kosztach budowy czas zwrotu wyniósłby 6 do 7 lat, a to czyni już taką inwestycję interesującą. Pas nadmorski od Władysławowa do Kołobrzegu jest, obok Zamojszczyzny, obszarem najbardziej nasłonecznionym, więc inwestorzy, po ustanowieniu odpowiedniego prawa, właśnie tutaj się skierują. Różnice nie są jednak duże i w pozostałych regionach Polski też będą budowane elektrownie fotowoltaiczne. Farma, którą postawiono w Wierzchosławicach pod Tarnowem, ma jedno z najgorszych nasłonecznień, a mimo to jej funkcjonowanie jest opłacalne.

Energetyka idzie w kierunku tzw. prosumentów, czyli swoistego połączenia konsumenta oraz producenta energii,co jest ściśle związane z rozwojem inteligentnych sieci, energetyki odnawialnej i rozproszonej.

Energetyka słoneczna ma jednak wadę – nie pracuje w nocy.

Sojusznikiem będzie tradycyjna energetyka węglowa, jądrowa czy gazowa. Dobrym uzupełnieniem fotowoltaiki są turbiny wiatrowe. W Niemczech oraz Austrii często spotyka się połączenia tych dwóch źródeł odnawialnej energii. Z energetyką słoneczną współpracują również biogazownie. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania takich źródeł bez inteligentnej sieci. Energetyka idzie w kierunku tzw. prosumentów, czyli swoistego połączenia konsumenta oraz producenta energii. Kraje, które postawiły na energetykę odnawialną i rozproszoną, musiały sobie poradzić z rozliczeniami z drobnymi producentami i konsumentami jednocześnie. W polskich warunkach trzeba będzie pokonać jeszcze jedną poważną barierę. Jest nią stan naszych sieci elektroenergetycznych. Coraz większy udział małych źródeł energii wymaga zwiększenia gęstości i unowocześnienia sieci przesyłowych.

Czy przy porównywalnym tempie rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce budowa elektrowni jądrowej ma sens?

Nie należy przeciwstawiać sobie różnych źródeł energii. Stabilność i bezpieczeństwo energetyczne wymagają dużego zróżnicowania. Jednak trzeba sobie zadać pytanie, czy inwestowanie olbrzymich pieniędzy w elektrownię atomową w momencie, gdy tak rozwinięte gospodarki jak japońska i niemiecka odchodzą od takiego źródła, jest uzasadnione. Kto wie, jakie będą ceny i dostęp do uranu za 15, 30 lub 50 lat? Pomijam zagospodarowanie zużytego uranu, bo ważniejsze jest zamykanie takich elektrowni i – znowu – są to olbrzymie koszty. Świat postawił na energetykę odnawialną. Każdego roku zwiększa się udział energii pochodzącej ze słońca i wiatru w światowym bilansie. Te źródła są niewyczerpalne i stworzono wokół tego olbrzymi przemysł. Właśnie OZE pobudzają naukę oraz przemysł na całym świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorski hub energetyczno-paliwowy?

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Dynamiczny rozwój Lotosu oraz Energi ma duże znaczenie dla całej branży. Wokół tych największych rozwijają się też inne, mniejsze firmy. Do tego nadmorskie położenie, rozbudowana logistyka oraz coraz lepsza komunikacja z resztą kraju powodują, że Pomorze jest dla energetyki bardzo obiecujące.

Leszek Szmidtke: Czy Pomorze jest atrakcyjnym miejscem dla branży energetyczno­-paliwowej?

Paweł Olechnowicz: Nasz region stwarza bardzo duże możliwości rozbudowy energetyki niekonwencjonalnej. Natomiast dynamiczny rozwój Lotosu oraz Energi ma duże znaczenie dla całej gospodarki. Wokół największych i dzięki nim rozwijają się też inne, mniejsze firmy. Do tego nadmorskie położenie, rozbudowana logistyka oraz coraz lepsza komunikacja z resztą kraju powodują, że Pomorze jest dla energetyki bardzo obiecujące. Dla Grupy Lotos właśnie nadmorskie położenie daje przewagę nad wieloma innymi paliwowymi koncernami w Europie. Możemy korzystać z transportu drogą lądową oraz morską, mamy również swobodny dostęp do złóż na Bałtyku i jednocześnie otwarty w całym kraju rynek odbiorców zarówno paliwa, oleju, jak i asfaltu. Interesując się coraz bardziej rynkami Północnej Europy i planując tam ekspansję, też wykorzystujemy nadmorskie położenie. Do tego należy doliczyć terminale przeładunkowe, jak choćby Naftoport. Pomorze ma też warunki naturalne do magazynowania surowców – PGNiG w Kosakowie koło Gdyni ma kawerny, w których jest miejsce dla gazu, ale będzie też możliwość zlokalizowania magazynów ropy naftowej. Można tam przechowywać strategiczne zapasy państwa. Ma to ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.

Czy w perspektywie 20–30 lat będzie nam przybywało inwestycji związanych z branżą paliwową i Pomorze będzie hubem dla całego kraju?

Pomorze w tej perspektywie może być hubem dla tej części Europy. Wiele jednak zależy od kierunków polityki państwa i tworzenia rezerw strategicznych. Na wszystko nas nie stać, więc rząd musi wybrać, co jest dla państwa najważniejsze. Pamiętajmy też o zasobach, które mamy w naszym regionie. Już wkrótce okaże się, jaka jest wielkość złóż gazu łupkowego i wówczas trzeba będzie podjąć wiele ważnych decyzji związanych z energetyką.

Jakie korzyści odniesie lokalna gospodarka z dużych powierzchni magazynowych, z rozbudowanej infrastruktury przesyłowej?

Rozwój całej gospodarki zależy od rozwoju energetyki. Ceny i dostępność nośników energii ciągną całą resztę. Dlatego infrastruktura przesyłowa ma tak duże znaczenie. Wpływa to nie tylko bezpośrednio na przemysł, ale też na usługi oraz gospodarstwa domowe. W takiej lub innej postaci wszystko odbija się na gospodarce.

Wielkie inwestycje, o ile opierają się na lokalnych zasobach, mają duży wpływ na rozwój przedsiębiorczości. Jak Program 10+ wpłynął na firmy związane z Grupą Lotos?

Przede wszystkim zmieniła się sama firma. Jeszcze pod koniec ubiegłego wieku była to monolityczna rafineria, która po latach urosła do rozmiarów międzynarodowego koncernu. Dziesięć lat temu osiągaliśmy przychody na poziomie 3–4 mld zł, a w ubiegłym roku wyniosły 30 mld zł. Ten wzrost pociąga za sobą większe potrzeby, a tym samym coraz więcej firm może z nami współpracować. My rozwijamy core business, natomiast potrzebujemy coraz więcej dodatkowych usług, produktów. Dobrym przykładem są szkolenia. Nowe inwestycje wymuszają wzrost kwalifikacji naszych pracowników. Przekłada się to na coraz intensywniejszą współpracę z uczelniami, firmami szkoleniowymi, fachowcami z różnych dziedzin.

Mam na myśli nie tylko sam proces wytwarzania, ale też zarządzanie, finanse czy marketing. Mamy pieniądze na wzmacnianie naszego potencjału rozwojowego i potrafimy mądrze je wydać. Dlatego duże firmy są potrzebne takim gospodarkom jak pomorska. Tym bardziej że przy porównywalnej cenie oraz jakości, staramy się zatrudniać lokalne firmy. Tak duże inwestycje jak Program 10+ pozwalają też rosnąć w siłę poszczególnym wykonawcom. 6–7 lat temu niektórzy z naszych partnerów byli niewielkimi przedsiębiorstwami. Dzięki współpracy przy różnych projektach, a zwłaszcza przy naszej największej inwestycji, nabrali takiej wiedzy i umiejętności, że dziś z powodzeniem wykonują zlecenia przy dużych zagranicznych inwestycjach. Większy może więcej, ale równocześnie powstaje przy nim całe środowisko mniejszych podmiotów, które mogą się rozwijać. Nasz wzrost jest również korzystny dla samorządów. Nie tylko dlatego, że jako firma wnosimy coraz większe podatki i opłaty. Nasi pracownicy lepiej zarabiają, a to też przekłada się na wyższe wpływy do samorządowej kasy. Te dobra się po prostu pomnażają.

Jednak nie może to być jednorazowy wyskok. Do tego pieca trzeba ciągle dokładać drewna.

Najbliższe duże inwestycje będą poza Polską. Naszą uwagę przyciągają złoża ropy. Wprawdzie najbardziej obiecujące są w Norwegii, ale wydobywamy też ropę na Litwie oraz ropę i gaz z szelfu bałtyckiego. Natomiast dalsze inwestycje, które będą zlokalizowane już w naszym regionie, są nieco odłożone w czasie. Planujemy głębszy przerób ropy oraz budowę elektrowni gazowej. To oczywiście oznacza kolejne zlecenia dla firm wykonawczych. Wprawdzie nie będą to już inwestycje na poziomie 1,5 mld euro, ale 100–200 mln euro rocznie również otwiera duże możliwości rozwoju.

Obok podstawowej działalności prowadzicie dodatkowe. Na przykład ogrzewacie Władysławowo gazem wydobywanym z bałtyckich złóż.

Gaz wydobywamy przy okazji eksploatacji złóż ropy naftowej. Dawniej był po prostu spalany, później bardzo racjonalnie postąpiono, kładąc rurociąg do Władysławowa i dzięki temu miasto zyskało nowe źródło ogrzewania. Nie wykluczamy, że gaz ze złóż bałtyckich (B4 i B6) również będzie zamieniany na energię elektryczną i cieplną.

Niektóre źródła energii dobrze się uzupełniają i takim przykładem jest energia pochodząca z wiatru oraz z gazu. Czy Lotos widzi dla siebie miejsce w energetyce?

Będziemy się trzymali naszego podstawowego kierunku. Logika biznesu nakazuje dywersyfikację, ale nie powinniśmy się rozpraszać. Nie będziemy więc inwestowali w portale społecznościowe lub inne firmy internetowe. Wytwarzanie energii elektrycznej jest nam dużo bliższe, ale nasze inwestycje zmierzają do zaspokojenia przede wszystkim własnych potrzeb.

Bardziej niepokojące od zagrożenia szybkim wyczerpaniem się złóż węglowodorów są rosnące koszty ich wydobycia z coraz trudniej dostępnych źródeł.

Jednak inwestycje energetyczne, które Lotos będzie realizował, otwierają pewne możliwości. Tym bardziej że węglowodory kiedyś się skończą i może to nastąpić już za 20–30 lat.

Nie sądzę, żeby zasoby węglowodorów wyczerpały się w tak bliskiej perspektywie. Już kilka razy ogłaszano wyeksploatowanie złóż, a tymczasem pojawił się gaz niekonwencjonalny, zaraz za nim ropa z łupków. Na wydobycie czeka też ropa ze złóż arktycznych. Bardziej niepokojące są wysokie i stale rosnące ceny związane między innymi z coraz trudniejszym wydobyciem tych surowców. Dodatkowe koszty także rosną, więc i cena na stacjach paliwowych jest coraz wyższa. Jeżeli wynagrodzenia się podnoszą, to nie odczuwamy jeszcze konsekwencji wzrostu cen paliw. Kiedy jednak zostaje przekroczona granica tolerancji popytu, gospodarka coraz boleśniej odczuwa skutki wysokich cen i zaczyna się szukanie tańszych rozwiązań. Może czasami nawet te poszukiwania wydają się zabawne, ale postęp doprowadzi do mniejszego zapotrzebowania na ropę i gaz. Niesamowity spadek cen na rynku gazowym w Stanach Zjednoczonych pokazuje inną stronę tego medalu, czyli nagłe pojawienie się nieznanego wcześniej paliwa lub nowego sposobu wydobycia. Być może Polska pójdzie właśnie taką drogą. Trzeba jednak stworzyć odpowiednie warunki do inwestowania, tak aby poszukiwania nowych źródeł i nowych paliw stały się masowe. Dlatego musimy się otworzyć na firmy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, które mają odpowiednią wiedzę i pieniądze pozwalające prowadzić najpierw poszukiwania, a później eksploatację.

ppg-2-2012_odnawialne_zasilanie_rozwoju

Także w tym przypadku musimy brać pod uwagę jeszcze jeden czynnik, jakim jest Bruksela i tzw. prawodawstwo unijne. W energetyce Unia Europejska podąża swoją drogą, która z pewnością nie służy obniżaniu cen. Grupa Lotos ma znaczący udział w powstaniu organizacji, która powinna w pewnym sensie pilnować interesów branży paliwowej i jakości rynku w naszej części Europy. Udało się?

Nawet tak duże państwo jak Polska samodzielnie wiele nie zdziała. Jesteśmy w strukturach Unii Europejskiej, nie bez znaczenia jest także przynależność do NATO. Nasz pomysł na Central Europe Energy Partners (CEEP) polega na skłonieniu do współpracy 11 państw naszego regionu, które wytwarzają 1/3 PKB Unii Europejskiej. Chcemy być równorzędnym partnerem krajów tzw. Starej Unii. Jednak konieczne jest dopracowanie się lepszej infrastruktury, musimy też zostać podłączeni do wspólnej sieci energetycznej oraz paliwowej. Oczywiście trzeba ją też zmodernizować, a na granicach wybudować więcej interkonektorów. Dlatego potrzebujemy wsparcia od krajów, które „gonimy”. Ważne zastrzeżenie: nie mają to być okruchy rzucane z pańskiego stołu. Dajemy duży rynek, duże możliwości rozwoju, więc mamy prawo oczekiwać partnerskiego traktowania. Tym bardziej że w interesie całej wspólnoty jest równomierny rozwój. Dwa lata działalności CEEP to także docieranie wewnętrznej współpracy. Ma to duże znaczenie, gdyż czasami „większy gracz” musi się trochę posunąć, ustąpić albo nawet więcej dać. Trzeba się tego nauczyć, a to wymaga czasu.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Mądrzej a nie więcej

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk

Czy w energetyce czeka nas przełom technologiczny na skalę tego, który dokonał się w ostatnich 20 latach w telekomunikacji?

Leszek Szmidtke: Jedno z bardziej intrygujących pytań w gospodarce: jak będzie wyglądała energetyka, a pomorska energetyka w szczególności, za 20–30 lat?

Mirosław Bieliński: Odwołam się do branży telekomunikacyjnej. Pamięta Pan firmę Poczta Polska Telegraf i Telefon sprzed 25 lat? Gdyby wówczas zadać strategom telekomunikacyjnym takie pytanie, nastąpiłby długi wykład o problemach z rozkładaniem kabli, a łączność bezprzewodową raczej potraktowaliby jako zagadnienie rodem z literatury science­-fiction, niż realny kierunek rozwoju ich branży. A co mamy dziś wokół siebie? Mobilne urządzenia zdolne do przesyłania dużych pakietów danych, pozwalające na swobodne korzystanie z internetu. Dlatego boję się kreślić wizję energetyki za lat 20–30, mimo, iż widzę rozwój ciekawych technologii…

Rozbudowując elektrownię węglową w Ostrołęce, chcąc budować elektrownię gazową w Grudziądzu i Gdańsku, chcąc stawiać nową elektrownię wodną na Wiśle, prezes Energi planuje właśnie w takiej perspektywie, a może nawet dłuższej…

Oczywiście, ale nie wiadomo, czy budowane dziś duże elektrownie węglowe lub gazowe już za 20 lat nie będą reliktem przeszłości, podobnie jak i inne technologie. Oczywiście są wyjątki i dobrym przykładem są elektrownie wodne. Urządzenia wybudowane na początku XX wieku nadal pracują i wysyłają efektywnie energię do sieci. Tylko, że takie obiekty zawieszone na zaporze są dodatkiem do innych funkcji. Np. zapora we Włocławku ma w sobie elektrownię, ale również przejście drogowe i, co chyba najważniejsze, bardzo dobre zabezpieczenie przeciwpowodziowe.

Źródła energii są częścią większej całości. Na Półwyspie Helskim instalujecie inteligentne opomiarowanie i można się domyślać, że wykorzystując zgromadzone tam doświadczenia będziecie rozwijać inteligentne sieci (Smart Grid).

Nowoczesne, online’owe liczniki to dopiero preludium większego przedsięwzięcia. W kolejnych etapach pojawi się gigantyczna infrastruktura teleinformatyczna, w której generowane i przetwarzane będą niezliczone ilości danych, płynące z liczników naszych odbiorców. Wszyscy musimy nauczyć się to wykorzystywać, aby na nowych technologiach i rozwiązaniach w energetyce obok oczywistych korzyści dla odbiorców indywidualnych, mogły zyskać także inne branże gospodarki.

Miliardy złotych zostaną wydane na źródła energii i na sieci przesyłowe. Czy modernizacja polskiej energetyki może obniżyć ceny energii?

Bez wątpienia gospodarka potrzebuje w miarę taniej energii i, co niemniej ważne, stabilności jej dostaw. Oczywiście z cenami (nie tylko z resztą w energetyce) sytuacja jest taka, że dla producentów i dostawców zawsze będą zbyt niskie w stosunku do kosztów wytwarzania i dostarczania, a dla odbiorców za wysokie. Jednak wcale nie jesteśmy skazani na rosnące ceny energii. Są prognozy mówiące o ich spadku. Taki trend, w połączeniu z wysoką jakością dostaw prądu, wpłynie pozytywnie na rozwój gospodarczy kraju i regionu, pomoże też przyciągnąć do nas nowych inwestorów.

Prof. Władysław Mielczarski twierdzi, że wysoka cena energii pomaga w rozwoju energooszczędnych dziedzin gospodarki. Ma to też sprzyjać większej innowacyjności.

Zgoda, ale rozwój innowacyjności może być też wywołany innymi bodźcami. Działanie poprzez wysoką cenę energii to terapia szokowa. Proszę zapytać przedsiębiorców, czy są w stanie zaakceptować jeszcze wyższe rachunki. Gospodarka potrzebuje cen, które jej nie zrujnują.

W UE powinniśmy lepiej przemyśleć politykę energetyczną, bo duży i rosnący udział OZE w globalnej produkcji energii tak czy inaczej jest nieunikniony. Co ważniejsze, niemądrymi rozwiązaniami możemy wywoływać skutki odwrotne do naszych szczytnych zamierzeń.

Jednak na dzisiejszą energetykę w Unii Europejskiej, także na Pomorzu, wpływają decyzje o charakterze polityczno­-administracyjnym. Pakiet klimatyczny preferuje niskoemisyjne, szczególnie odnawialne źródła, i to podnosi cenę.

Intryguje mnie, że w dwóch przeciwległych zakątkach świata, gdzie niewiele się mówi o limitach i opłatach za emisje CO2, czyli w Chinach i Stanach Zjednoczonych, nowe technologie energetyczne, a przede wszystkim OZE, rozwijają się świetnie. Zastanawiać więc może w tym kontekście, że mimo iż to Europa w niemal każdym zdaniu akcentuje swoją troskę o stan środowiska naturalnego, już ustępuje w dynamice wdrażania niektórych rodzajów OZE wspomnianym krajom. Wydaje się więc, że w UE powinniśmy lepiej przemyśleć politykę energetyczną, bo duży i rosnący udział OZE w globalnej produkcji energii tak czy inaczej jest nieunikniony. Co ważniejsze, niemądrymi rozwiązaniami możemy wywoływać skutki odwrotne do naszych szczytnych zamierzeń.

Czego więc trzeba, żeby Pomorze i Polska odnalazły się w tej nowej układance energetycznej?

Nie mam cudownej recepty. Ważne, aby to, co robimy i chcemy zrobić składało się na nasze bezpieczeństwo energetyczne. W tym kontekście nasz region nie potrzebuje dużej liczby dużych źródeł energii. Poziom produkcji energii elektrycznej w krótkim czasie znacznie przekroczy poziom jej konsumpcji. Stanie się tak za sprawą dynamicznego rozwoju energetyki odnawialnej i znacznie wolniejszego przyrostu popytu. Rację ma prof. Mielczarski mówiąc, że droga energia stymuluje oszczędne zachowania. Jednak jeżeli zależy nam na dobrej podaży niedrogiej energii elektrycznej – a to jest korzystne dla naszego regionu – to proponuję najpierw spojrzeć na obecne inwestycje w Polsce. Nakłady na rozwój sieci są zdecydowanie mniejsze niż na nowe moce. Tymczasem zużycie energii w ciągu doby układa się jednoznacznie: są godziny szczytu, natomiast poza nimi, a zwłaszcza w nocy zużycie jest dużo mniejsze. Za to system produkcji energii jest taki, że cały czas możliwa jest produkcja, pozwalająca na pokrycie szczytowego zapotrzebowania wraz z kilkunastoprocentową rezerwą. Oznacza to, że przez większość doby część zainstalowanych mocy zwyczajnie nie pracuje, zaś koszty ich utrzymania w gotowości i tak musza być poniesione, i przeniesione na odbiorców. Zbędne megawaty kosztują. Dlatego szukamy nowych rozwiązań. Inteligentne sieci z pewnością pozwolą na efektywniejsze gospodarowanie energią. To ciekawe, że mądre inwestycje w sieci pozwolą zmniejszyć poziom wydatków na (relatywnie bardziej kosztowne) nowe moce wytwórcze.

Co zrobić, żeby lepiej wykorzystać istniejące źródła energii?

Można stymulować odbiorców do bardziej racjonalnych zachowań. Jednak rozwiązań trzeba też szukać gdzie indziej, przede wszystkim w różnych formach magazynowania energii. To by pozwoliło na gromadzenie zapasów energii w okresach niższego poboru i oddawanie jej do sieci w godzinach szczytów.

Czy to właśnie magazynowanie energii za 20–30 lat najbardziej odmieni obraz energetyki?

Moim zdaniem w tym kierunku powinniśmy zmierzać, gdyż tu jest odpowiedź na pytanie, jak efektywniej gospodarować energią. Nie wiem, jaka będzie technologia magazynowania, ale gdy już się ona pojawi, to dopiero wtedy będziemy mogli racjonalnie zarządzać produkcją, przesyłem i odbiorem.

Przekonanie, że duże elektrownie na Pomorzu zapewnią nam bezpieczeństwo i lokalnie tańszą energię jest błędem. Dla nich rynkiem jest krajowy czy nawet międzynarodowy system energetyczny – czyli z prądu korzystają wszyscy w kraju (a nawet w Europie) a my jako region ponosimy koszty zewnętrzne jego produkcji.

Zanim to jednak nastąpi, w naszym regionie mogą powstać elektrownie węglowe, gazowe, jądrowe i mnóstwo wiatraków. Czy w takim wypadku będziemy mieli tani prąd i staniemy się energetycznie bezpieczni?

Przekonanie, że duże elektrownie zapewnią nam bezpieczeństwo, jest błędem. Duże elektrownie nie pracują na rzecz lokalnych odbiorców. Dla nich rynkiem jest krajowy czy nawet międzynarodowy system energetyczny. Lokalnie nie będziemy mieli tańszej energii. Region, w którym są zlokalizowane duże źródła, ponosi koszty, szczególnie środowiskowe, a zyski spija się w innym miejscu. Nie ma większego znaczenia, czy jest to elektrownia węglowa, jądrowa, czy turbina wiatrowa. Co ma Podkarpacie ze swoich złóż gazu albo Śląsk z kopalń i elektrowni? Jakieś podatki i miejsca pracy, ale ciekawsze produkty powstają najczęściej w innych miejscach. Ponad 30 lat temu budowano nad Jeziorem Żarnowieckim elektrownię atomową. Na Politechnice Gdańskiej otwarto specjalne kierunki kształcenia przyszłych specjalistów. Nie istniały zbyt długo, ale utworzone w Świerku Narodowe Centrum Badań Jądrowych działa do dziś.

Ale czy zyskiem z takich źródeł nie jest rozwój gospodarki regionu?

Zyskiem dla regionu będą kompetencje, zasoby, siły wytwórcze, które powstaną dzięki rozwojowi nowej energetyki. Gdyby polska, a jeszcze lepiej globalna, energetyka kupowała powstające tutaj rozwiązania, mielibyśmy z tego prawdziwe korzyści. Natomiast wybudowanie kolejnych wielkich bloków w technologii znanej od lat nie przynosi takich zysków.

Zostawmy zatem wielkie elektrownie. Czy energetyka rozproszona będzie bardziej zyskowna dla naszego regionu?

Ten kierunek daje większe szanse, tym bardziej, że na Pomorzu dobrze rozwija się sektor ICT, który jest dla nowych rozwiązań w energetyce niemal symbiotycznym partnerem. Mamy więc potencjał, dzięki któremu może rozwinąć się energetyka rozproszona oparta o OZE i inteligentne sieci. Regulacje prawne utrudniają jednak Enerdze współpracę z lokalnymi i regionalnymi firmami ICT uniemożliwiając jakiekolwiek ich preferowanie w przetargach, które ogłaszamy inwestując w nowe rozwiązania.

A jaki wpływ na rozwój gospodarczy będą miały inteligentne sieci?

Z mgły zaczynają się dopiero wyłaniać konkretne elementy. Są już dostępne rozwiązania, ale ciągle jeszcze nie ma czegoś, co można nazwać innowacyjnością produktową. Sieci to tylko szkielet, na którym powstawać i rozwijać się będą różnego rodzaju produkty i usługi. Dzisiaj nie sposób przewidzieć, jakie to będą rozwiązania, ale w przeszłości podobną niewiadomą było to, co przyniesie rozwój internetu czy urządzeń mobilnych. Z pewnością będą związane z zarządzaniem, przetwarzaniem i wykorzystaniem danych generowanych w sieciach. Obszary wykorzystania tego typu informacji można mnożyć.

W USA z firmami energetycznymi w dziedzinie inteligentnych sieci mocno konkurują przedstawiciele branży telekomunikacyjnej.

Rzeczywiście zza oceanu napływają takie sygnały. Zasada TPA (Third­-Party Access , pol. dostęp osób trzecich – przyp. red.) rozwija zachowania konkurencyjne. Każdy może sprzedawać energię elektryczną i nie musi dysponować swoją siecią. Kupuje się na giełdzie energię, następnie znajduje klienta i sprzedaje, korzystając z otwartego dostępu do sieci. Dużą przewagą telekomów jest dostęp do klientów i efektywne systemy wspierające komunikację z nimi. Przedsiębiorstwa energetyczne, zderzone z ideą wolnego rynku o epokę później niż telekomy, zazwyczaj ograniczają kontakt z odbiorcą do wysyłania mu faktur za zużycie prądu. Ponadto branża telekomunikacyjna ma też doświadczenie w budowaniu baz danych o swoich klientach. Wie też co z tymi danymi robić, by poprawiać swoją ofertę i jakość usług. Przeniesienie rozwiązań amerykańskich do krajów europejskich będzie dla branży energetycznej dużym problemem. Sygnały zapowiadające takie zmiany już mamy także w naszym kraju. Nasza branża z trudem radzi sobie z akceptacją zmiany dostawcy prądu w rozsądnym czasie. A telekomunikacja już tego problemu nie ma.

Nie rozumiem pojęcia „niezależność energetyczna regionu”. Granice administracyjne nie mają żadnego znaczenia dla przesyłu. Prąd i tak przechodzi przez krajową sieć energetyczną. Bezpieczeństwo dostaw zapewniają właściwie zbudowane sieci, a nie elektrownie.

Jak ma wyglądać niezależność energetyczna naszego regionu?

Nie rozumiem tego pojęcia. Jesteśmy częścią ogólnopolskiego systemu i granice administracyjne nie mają żadnego znaczenia dla przesyłu. Istnieją też łącza transgraniczne, jedno z nich, łącząc nas z Szwecją, wychodzi z morza całkiem niedaleko. Jesteśmy więc także elementem europejskiego systemu energetycznego. Nie powinno nadawać się priorytetu bilansowaniu podaży z popytem w skali regionu. Elektrownia szczytowo­-pompowa w Żydowie jest zlokalizowana poza naszym regionem, a pracuje na rzecz Pomorza. Prąd i tak przechodzi przez krajową sieć energetyczną. Bezpieczeństwo dostaw zapewniają właściwie zbudowane sieci, a nie elektrownie.

Ponowię więc pytanie o naszą pomorską energetyczną przyszłość.

Coraz częściej spotykam się z poglądami, że energetyka konwencjonalna – także elektrownie gazowe – ma charakter przejściowy. Gdzieś na końcu tej drogi jest energetyka odnawialna. Na Pomorzu mamy najlepsze warunki rozwoju dla morskich i lądowych farm wiatrowych. Energetyka odnawialna będzie się rozwijała coraz bardziej i spowoduje przetasowania w obecnym układzie. Za 20–30 lat może się okazać, że to energetyka konwencjonalna będzie uzupełnieniem OZE.

Dlatego przygotowujecie budowę kilku elektrowni gazowych, które będą stabilizować dosyć kapryśną energetykę wiatrową?

Rzeczywiście tak jest. Widzimy potencjał, synergię w połączeniu tych dwóch źródeł. Kończymy przygotowania do budowy elektrowni gazowej w Grudziądzu i myślimy o takiej samej elektrowni w Gdańsku.

To na koniec jeszcze o partnerstwie Energi oraz regionalnego samorządu. Gdy trwają prace nad strategią, jest okazja do rozmów o konkretnych rozwiązaniach.

Zasługą Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego jest upowszechnienie idei inteligentnych sieci oraz informacji o naszym projekcie w tej dziedzinie, zlokalizowanym na Półwyspie Helskim. Dla mojej firmy jest to bardzo ważna inwestycja. Dlatego oprócz wspomnianego półwyspu instalujemy inteligentne sieci także w innych miejscach w kraju. Mamy do wyboru wiele lokalizacji dla inwestycji wytwórczych, zarządzamy budżetami, harmonogramami itd. Odbieramy sygnały płynące od władz lokalnych i regionalnych. Jest oczywiste, że łatwiej i więcej inwestuje się tam, gdzie klimat temu sprzyja. Każde zaangażowanie samorządu, udzielenie wsparcia inwestorowi, procentuje. Jeżeli cele takich firm jak Energa oraz samorządu regionalnego będą zbieżne i jeśli z jednej i drugiej strony pójdą za tym odpowiednio większe pieniądze, to razem szybciej te cele osiągniemy. Strategie regionu i największych firm tutaj zlokalizowanych muszą się nawzajem widzieć i rozumieć.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Energetyka po polsku

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Polski model energetyki powstaje w opozycji do dominujących w Unii Europejskiej trendów. Jako jedyny kraj bronimy na przykład elektrowni węglowych, wetując konkluzje do tzw. mapy drogowej energetyki. Do czego zmierzamy w perspektywie najbliższych dwóch, trzech dekad?

Mikołaj Budzanowski: Przede wszystkim musimy zmodernizować naszą energetykę. Drugim krokiem jest znalezienie nowych rozwiązań – poszukiwanie innowacyjności w rozwoju krajowej energetyki nabiera niemal strategicznego charakteru. Dlatego będą powstawały elektrownie gazowe oraz elektrownia jądrowa. Moim zdaniem te inwestycje się nie wykluczają, gdyż są to źródła niskoemisyjne, a my po prostu potrzebujemy takiej energetyki. Nie bez znaczenia jest skok cywilizacyjny, a elektrownia jądrowa jest inwestycją, która otwiera przed nami nieznane do tej pory obszary. Natomiast gaz daje nam inne możliwości. Do 2020 roku zamierzamy zwiększyć krajowe wydobycie do wysokości 10 mld m3, czyli tyle, ile dziś importujemy z Rosji. 70 proc. krajowego zapotrzebowania gazu pochodzi z zagranicy i ograniczenie tak wysokiego uzależnienia jest jednym z naszych podstawowych zadań. Dodatkowo obowiązująca formuła cenowa powoduje, że importujemy gaz, płacąc najwięcej ze wszystkich krajów Unii. Dlatego tak duży nacisk kładziemy na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego.

Krajowa gospodarka musi się opierać o własne źródła energii i dlatego węgiel – mimo planowanego wzrostu znaczenia innych technologii, w tym głównie gazowych i atomowych – będzie jeszcze długo jej fundamentem. Sytuacja może zacząć się zmieniać, gdy na rynku pojawi się gaz z łupków i być może niekonwencjonalna ropa naftowa.

Zatem będziemy odchodzili od energetyki opartej na węglu?

Będą się zmieniały proporcje, ale w najbliższej perspektywie energia powstająca ze spalania węgla będzie najtańsza i będzie miała największe znaczenie dla przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. Krajowa gospodarka powinna się opierać o własne paliwa i dlatego węgiel jeszcze długo będzie jej fundamentem. Mamy nadzieję, że już wkrótce dołączy do niego gaz z łupków i być może ropa naftowa, wydobywana z niekonwencjonalnych źródeł.

Gaz łupkowy w ilości komercyjnej wcale nie jest przesądzony, a finansowanie i opłacalność inwestycji w elektrownię jądrową też stoją pod znakiem zapytania. Dalsze bazowanie na węglu grozi poważnymi konsekwencjami wobec tworzącego się europejskiego rynku energii.

Jestem jednak optymistą i zakładam, że oba te strategiczne dla Polski cele zostaną zrealizowane.

Duże pieniądze są potrzebne na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego i równie duże na budowę elektrowni jądrowej. Gdzie ich szukać?

Musimy się zdobyć na poważny wysiłek. Stany Zjednoczone też zaryzykowały, bo przecież 20 lat temu wiedziano o gazie łupkowym o wiele mniej niż dziś. Wiemy, że mamy gaz łupkowy – chociaż ciągle nie wiemy ile – mamy też oczywiście węgiel i gaz konwencjonalny. Jestem też przekonany, że PGE znajdzie finansowanie dla budowy elektrowni jądrowej.

Kiedy zaspokoimy już krajowe potrzeby, będzie można myśleć o eksporcie gazu. Być może część z olbrzymich kwot, które UE wydaje na import gazu – w 2011 roku było to ponad 350 mld dolarów – będzie mogła w przyszłości trafić do Polski, zmniejszając jednocześnie uzależnienie całej UE od zewnętrznych dostawców.

Do niedawna Stany Zjednoczone utrzymywały zakaz eksportu gazu. Cała produkcja była kierowana na rynek wewnętrzny, co, dzięki wysokiej podaży gazu łupkowego, spowodowało szybki spadek ceny gazu i tym samym dało gospodarce duży zastrzyk taniego paliwa. W jakim stopniu ten model można powtórzyć w Polsce?

Kiedy zaspokoimy krajowe potrzeby będzie można myśleć o eksporcie gazu, zarówno drogą lądową, jak i morską. Nasze możliwości eksportowe są obecnie dość ograniczone. Poprawiamy jednak naszą infrastrukturę i za pewien czas, m.in. za sprawą interkonektorów, przepływ „błękitnego paliwa” będzie możliwy w obie strony. Docelowo także gazoport w Świnoujściu powinien mieć możliwość eksportowania gazu. Jednak warto zwrócić uwagę na inny problem, który nie był obecny w Stanach Zjednoczonych. Polska jest częścią Unii Europejskiej i prawnie nie można zakazać eksportu tego surowca. Firmy wydobywcze też nie będą działały na swoją niekorzyść, ograniczając się do rynku krajowego, jeżeli będzie można sprzedać gaz korzystniej za granicą. O tym wszystkim trzeba myśleć już dziś, gdyż czekają nas spore zmiany na europejskim rynku gazowym. Już powstają tzw. huby czy lokalne rynki gazowe wymuszające coraz większą konkurencję. Dziś Unia Europejska przeznacza na import gazu olbrzymie pieniądze – w 2011 roku ponad 350 mld dolarów. Te pieniądze trafiają do krajów, które nie są członkami Wspólnoty, a to oczywiście zwiększa uzależnienie Unii od dużych, zewnętrznych dostawców. Wydaje mi się, że Komisja Europejska dostrzega ślepą uliczkę i poszukuje alternatyw, takich jak liberalizacja rynku gazu czy postawienie na własne wydobycie. W tych trendach upatruję też szansy dla Polski.

Jest szansa, że na Pomorzu powstanie taki gazowy hub?

Dostęp do morza oraz odpowiednia infrastruktura są ogromnymi atutami, gdy mówimy o bezpieczeństwie energetycznym kraju i o handlu gazem. Można powiedzieć, że nasze bezpieczeństwo jest liczone w kilometrach morskiej linii brzegowej. Doskonałym przykładem jest Naftoport. Gdyby nagle ustały dostawy ropy drogą lądową, to właśnie Naftoport pozwala na szybką reakcję i wznowienie zaopatrzenia przez morze. Dzięki temu jesteśmy bezpieczniejsi.

Powinniśmy dyskutować nie tylko o wielkich źródłach energii, ale także o energetyce rozproszonej – źródłach ulokowanych nawet w małych miejscowościach. Dlatego też energetyka powinna zajmować ważne miejsce w regionalnych strategiach, które, uwzględniając lokalne uwarunkowania, powinny podejmować kwestię bezpieczeństwa energetycznego na poziomie regionu.

Czy w kraju, który ma wspólną sieć energetyczną jest miejsce na regionalne bezpieczeństwo energetyczne?

Jest miejsce dla takich inicjatyw. Powinniśmy dyskutować nie tylko o wielkich źródłach energii, ale także o energetyce rozproszonej – wielu mikroźródłach, rozsianych na terenie poszczególnych miejscowości czy szerzej – regionów. Dlatego też energetyka powinna zajmować ważne miejsce w regionalnych strategiach, które, uwzględniając lokalne uwarunkowania, powinny podejmować kwestię bezpieczeństwa energetycznego na poziomie regionu. Duże inwestycje w Opolu lub Ostrołęce służą całemu krajowemu systemowi. Natomiast jest też miejsce dla mniejszych inicjatyw składających się na szeroko rozumianą energetykę rozproszoną, istotną z regionalnego punktu widzenia. Nie bez znaczenia jest szybki efekt, który można osiągnąć dzięki takim źródłom.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Niezależni i różnorodni

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Uporządkujmy kolejność i wyjaśnijmy, co jest dokumentem nadrzędnym: strategia województwa czy strategia energetyczna regionu?

Mieczysław Struk: Strategia rozwoju regionu jest najważniejszym dokumentem. Z jej zapisów powinien wynikać program rozwoju energetyki dla naszego województwa. W aktualizowanej obecnie strategii województwa do roku 2020 przewidujemy, że jednym z filarów rozwoju regionu będzie właśnie energetyka.

Naszym strategicznym interesem jest stworzenie takiego potencjału wytwórczego energii, żeby nie trzeba było jej przesyłać z innych części Polski lub Europy.

Jak będzie wyglądała pomorska energetyka za 20–30 lat?

Jeżeli chcemy, żeby nasz region był konkurencyjny w kraju, musimy zadbać o zapewnienie zrównoważonego rozwoju gospodarczego regionu, a energetykę traktować jako koło zamachowe tego rozwoju. W czasie niedawnej wizyty w Stanach Zjednoczonych marszałków pięciu województw, poświęconej gazowi łupkowemu, właśnie energetyka była najczęściej wymienianym przez amerykańskich polityków i przedsiębiorców priorytetem. Dlatego dbając o przyszłość naszego regionu, należy doprowadzić do samowystarczalności energetycznej. Naszym strategicznym interesem jest stworzenie takiego potencjału wytwórczego energii, żeby nie trzeba było jej przesyłać z innych części Polski lub Europy. W przyszłości inwestorzy swoje plany będą ogniskować na miejscach, w których będzie dobry dostęp do źródeł energii. Inną stroną tego medalu jest poprawa efektywności energetycznej, zarówno w sferze wytwarzania, przesyłu, jak i konsumpcji energii. Komisja Europejska wymaga, aby kraje Unii Europejskiej zaoszczędziły 20 proc. energii do 2020 roku. W Polsce, również na Pomorzu możliwości poprawy efektywności energetycznej są jeszcze większe. Myśląc w takiej perspektywie, musimy zapewnić zrównoważony rozwój różnych sektorów energetyki. W interesie Pomorza leży obecność wielu źródeł energii. Nie możemy dyskryminować czy preferować ani energetyki odnawialnej, ani konwencjonalnej – zarówno tej opartej na węglu, gazie łupkowym czy paliwie jądrowym.

Ale samorząd regionalny ma niewielki wpływ na budowę elektrowni atomowej czy węglowej. Może być jednak o wiele bardziej skuteczny, jeśli chodzi o energetykę rozproszoną z odnawialnych źródeł.

Rzeczywiście, możemy wspierać rozwój odnawialnych źródeł energii, ale nasza działalność powinna być uzupełnieniem rządowych programów. Tak się dzieje w krajach skandynawskich i, przede wszystkim, w Niemczech. Będziemy też mieli wpływ na rozwój energetyki gazowej, bo przecież do wydobycia i transportu gazu potrzeba gęstej sieci przesyłowej. Ważną rolą samorządu, związaną z wydobyciem gazu z łupków, będzie też dbanie o budowę dialogu społecznego i zachowanie czystości środowiska naturalnego – naszego dziedzictwa, które niezdewastowane chcemy przekazać kolejnym pokoleniom. Nie mamy dużego wpływu na decyzję o lokalizacji i budowie elektrowni jądrowej, ale kiedy na szczeblu rządowym zapadną ostateczne postanowienia i ruszy budowa, będziemy się starali wspierać inwestycję i dbać o stan środowiska. Pamiętajmy jednak, że już w 2010 roku Zarząd Województwa Pomorskiego przyjął dokument pt. „Program Rozwoju Elektroenergetyki z Uwzględnieniem Źródeł Odnawialnych w Województwie Pomorskim do roku 2025”, w którym przewiduje się możliwość powstania zarówno elektrowni węglowej, jak i jądrowej na terenie województwa pomorskiego. To właśnie jest jednym z czynników stymulujących pojawienie się inwestora realizującego budowę elektrowni węglowej w południowym obszarze województwa.

Jeżeli w rozwój energetyki wprzęgniemy różne środowiska – szczególnie naukowe – to zyski dla regionu będą ogromne i będzie to napędzało naszą gospodarkę.

Energetyka będzie niezbędnym, ale skromnym towarzyszem rozwoju gospodarki, czy też właśnie ona nada ton rozwojowi, badaniom naukowym itd.?

Dobrym przykładem rozwoju sfery energetyki mającej duży wpływ na gospodarkę jest wydobycie gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych. Tylko w północnym Teksasie dzięki łupkom pracę znalazło 100 tysięcy osób. Pracę da nie tylko wydobycie, ale też budowa i eksploatacja sieci przesyłowych. W USA jedno miejsce pracy przy wydobyciu generuje kolejnych 30 miejsc pracy w branżach powiązanych z eksploatacją złóż. Czasami nie są one nawet bezpośrednio związane z samym wydobyciem, ale nie byłoby ich, gdyby nie gaz z łupków. Dlatego jestem pewien, że jeżeli w rozwój energetyki wprzęgniemy różne środowiska – zwłaszcza naukowe – to zyski dla regionu będą ogromne i będzie to napędzało naszą gospodarkę. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno: dziś dostawami gazu jest objętych niewiele ponad 50 proc. gospodarstw domowych. Obniżenie ceny i rozbudowa sieci spowodują, że w ciągu najbliższych 20 lat będzie to około 70 proc. Każda inna inwestycja energetyczna również spowoduje rozwój gospodarki. Przecież budowa zarówno elektrowni węglowej pod Pelplinem, jak i atomowej na północy Kaszub, może dać pracę wielu ludziom. Później do obsługi też będą potrzebni pracownicy i firmy.

Budowniczowie zarówno elektrowni atomowej, węglowej, gazowej, jak i odnawialnych źródeł energii przychodzą ze swoją wiedzą i umiejętnościami. Co zrobić, żeby w naszym regionie powstawały ośrodki naukowe, wdrożeniowe i firmy wytwarzające nowe produkty oraz rozwiązania na skalę globalną?

Potrzeba więcej optymizmu. Stocznia Gdańsk już produkuje stalowe elementy do wież wiatrowych. To dopiero początek i na pewno pojawi się więcej firm związanych z energetyką. Tym bardziej że ta część gospodarki jest jednym z sześciu priorytetów w poszukiwaniu inwestorów przez Invest in Pomerania. Liczymy, że Specjalna Strefa Ekonomiczna w Słupsku będzie skuteczniej przyciągała firmy z tej branży. Mogą liczyć na nasze wsparcie. Mamy dobre zaplecze w postaci portów i między innymi dlatego jedna z belgijskich firm, widząc nasz potencjał i wiedząc, że jest to jeden z celów rozwojowych naszego regionu oraz kraju, zdecydowała się na inwestycje w gdańskim porcie. Czekamy na szybkie przyjęcie planów zagospodarowania dla obszarów morskich, bo będzie to ważny sygnał do rozwoju dużych farm wiatrowych na morzu. Budowa tych urządzeń będzie się odbywała w znacznym stopniu na Pomorzu. Trzeba jednak pamiętać, że najszybciej rozwijające się wśród wszystkich rodzajów OZE elektrownie wiatrowe, generują prąd w sposób trudno przewidywalny, stąd wymagają stabilizacji poprzez konwencjonalne źródła energii elektrycznej. Zapraszając inwestorów, musimy im zapewnić przede wszystkim stabilne zasilanie energetyczne. Taką gwarancję muszą mieć zwłaszcza firmy zajmujące się tzw. wysoką technologią, jak choćby Intel.

Czy do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego bardziej potrzebujemy źródeł energii czy może gęstej sieci przesyłowej? Czy nasza gospodarka potrzebuje tak dużej ilości nowych źródeł?

W naszym kraju cały czas rośnie zużycie energii i nawet kolejne fale światowego kryzysu nie powodowały jego zmniejszenia. Za 20–30 lat zapotrzebowanie na energię będzie jeszcze większe. Od najlepiej rozwiniętych krajów dzieli nas ciągle duży dystans. W związku z tym potrzebujemy zarówno gęstej i dobrej jakościowo sieci przesyłowej i dystrybucyjnej, ale musimy również zadbać o to, aby powstawały nowe źródła energii. Żeby gospodarka mogła się rozwijać, żebyśmy mieli zapewnione bezpieczeństwo energetyczne, potrzebujemy i jednego, i drugiego. Budowa jednej elektrowni węglowej oraz jednej jądrowej nie zmieni znacząco pomorskiego krajobrazu. Nie obawiam się, że nagle horyzont zasłoni las kominów i nasz region będzie przypominał Śląsk lub Zagłębie Ruhry w latach 60.

Samorząd regionalny nie jest rzecznikiem biznesu energetycznego. Naszym celem jest bezpieczeństwo energetyczne Pomorza oraz Polski, rozwój lokalny i regionalny w zgodzie z ochroną zasobów naturalnych i kulturowych. Ważną rolą samorządu, będzie też dbanie o budowę dialogu społecznego.

Jednak tak duże inwestycje budzą niepokój mieszkańców i środowisk ekologicznych. O ile budowa elektrowni pod Pelplinem nie wywołuje wielkich protestów, o tyle elektrownia jądrowa oraz wydobycie gazu łupkowego już tak.

Samorząd regionalny nie jest rzecznikiem biznesu energetycznego. Naszym celem jest bezpieczeństwo energetyczne Pomorza oraz Polski, rozwój lokalny i regionalny w zgodzie z ochroną zasobów naturalnych i kulturowych. Chcemy uczestniczyć w procesach decyzyjnych, chcemy sami wiedzieć i informować o wszystkim mieszkańców. Jakieś koszty związane z naszymi codziennymi potrzebami energetycznymi trzeba ponieść. Dlatego potrzebny jest kompromis.

Kompromis jest łatwiejszy do osiągnięcia, gdy naprzeciw siebie stają ludzie świadomi korzyści, kosztów i potrzeb. Trudno o kompromis w gminach Sulęczyno, Stężyca, Przywidz, czy Choczewo, gdzie obawy przybrały bardzo emocjonalny charakter.

Dziś niemal każda budowa elektrowni, zakładów przemysłowych, dróg czy poszukiwanie gazu budzi emocje. Przecież nie tylko wydobycie gazu łupkowego czy budowa elektrowni jądrowej wywołują sprzeciwy. Protesty dotyczą także biogazowni czy turbin wiatrowych. Często ich powodem jest brak wiedzy. Poza tym nie dopracowaliśmy się umiejętności prowadzenia dialogu ze społeczeństwem. Jestem głęboko przekonany, że przy takich inwestycjach trzeba po prostu mówić prawdę. Nawet jeżeli wszystkich nie przekonamy, to szczerość i otwartość są fundamentem. Musimy powiedzieć, że inwestycje te mogą być uciążliwe, ale niepodważalnie jest to szansa na rozwój i na lokalny sukces.

Kiedy niektóre firmy dokonujące odwiertów zachowały się – mówiąc delikatnie – mało roztropnie, kiedy wiele lokalnych środowisk zdążyło się zintegrować w sprzeciwie, kiedy daleko w Japonii okazuje się, że skutki awarii w Fukushimie są poważniejsze, niż się początkowo wydawało, wtedy dialog jest bardzo trudny i ciągle wraca pytanie: jak to zrobić?

Trzeba rozmawiać, zanim zostaną podjęte decyzje o inwestycji i zanim wybuchną emocje. Trzeba dostarczyć prawdziwej wiedzy, trzeba autorytetów oraz szacunku dla odmiennego zdania. Nie można też zapominać o kompensowaniu strat, wynikających na przykład z uciążliwego sąsiedztwa. Mamy bardzo dobre przykłady dialogu, rozmów, oraz argumenty oparte na wiedzy, a nie na emocjach. Bardzo dużo zależy od postawy inwestorów. Jeżeli na samym początku są aroganccy, traktują mieszkańców jak kogoś gorszego i głupszego, to rzeczywiście trudno o porozumienie. W procesie dialogu potrzeba wzajemnego szacunku i posługiwania się językiem zrozumiałym dla obydwu stron. Zasypywanie lawiną hermetycznych słów nie jest rozwiązaniem. Samorząd Województwa stara się uczestniczyć w tym dialogu, przede wszystkim dbając o to, aby wymieniane przez strony argumenty były rzetelne.

ppg-2-2012_roznorodni

Czy wizyta w Stanach Zjednoczonych pomogła w lepszym zrozumieniu znaczenia, ale także barier, które niesie wydobycie gazu łupkowego?

Jestem po tej wizycie przekonany, że wydobywanie gazu niekonwencjonalnego jest dużą szansą dla naszego regionu, ale muszą zostać spełnione pewne warunki. Rozmawialiśmy tam nie tylko z przedstawicielami administracji, firm wydobywczych, ale także z mieszkańcami miejscowości, w których odbywa się wydobycie, oraz prawnikami walczącymi z wielkimi gazowymi koncernami. Mamy kilka tzw. punktów krytycznych – potrzeba dużych ilości wody, zwłaszcza w procesie szczelinowania, nadzór nad odwiertami, ciężki transport niszczący drogi i uciążliwy dla mieszkańców, zagospodarowanie „wód powrotnych”, w których są m.in. chemikalia, oraz zagospodarowanie odpadów. Jest jeszcze jeden ważny punkt – podatki. Samorządy lokalne i regionalny powinny brać udział w podziale zysków. Ponosimy koszty, więc powinniśmy uczestniczyć w dochodach. Nasze prawo dotyczące ochrony środowiska jest bardziej surowe niż amerykańskie, ale większy nacisk trzeba położyć na nadzór i egzekucję.

Energia będzie płynęła w przyszłości w różnych kierunkach. Wzrośnie liczba małych producentów. Zarządzanie ma się odbywać poprzez tzw. inteligentną sieć. Czy to szansa dla całej gospodarki?

Prowadzone obecnie w wielu krajach prace badawcze oraz pilotażowe nie dają jeszcze pełnej odpowiedzi na pytanie, jak będzie można wykorzystać Smart Grid. Cała branża, ale także inne części gospodarki, szukają w takich sieciach szansy na lepsze zarządzanie, oszczędności oraz dopasowanie do indywidualnych potrzeb. Dlatego uważnie przyglądamy się pilotażowemu programowi realizowanemu na Półwyspie Helskim przez Energę.

Samorząd regionalny zaangażował się w rozbudowę infrastruktury internetowej. Czy w przypadku inteligentnych sieci również jesteście gotowi do współpracy?

Obserwujemy rozwój inteligentnych sieci, doceniamy ich wagę i szanse, jakie daje ten sposób zarządzania energetyką. Takie projekty mogą liczyć na nasze wsparcie, dlatego firmy energetyczne działające na obszarze województwa powinny doprecyzować swoje oczekiwania – czy potrzebują pomocy w logistyce, dialogu z lokalnymi samorządami, mieszkańcami, a może naszego zaangażowania finansowego. W nowej perspektywie finansowej Smart Grid to jeden z priorytetów wskazywanych przez Komisję Europejską, więc będą też takie możliwości. Jesteśmy zainteresowani oszczędnościami, podnoszeniem efektywności energetycznej, więc otwierają się możliwości współpracy.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Niewyczerpalna energia w świecie wyczerpywalnych kopalin

Od kilku lat przyszłość energetyki stanowi jeden z najważniejszych problemów zarówno w polityce krajowej, jak i światowej. Jest to związane nie tylko z odpowiedzialnością sektora energetycznego za postępujące zmiany klimatyczne na Ziemi, ale przede wszystkim z troską o dostarczenie społeczeństwu wystarczających ilości energii w nadchodzących dekadach. Dostęp do energii jest bowiem podstawowym warunkiem rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego, a prognozy długoterminowe wskazują, że w 2050 r. ludzkość będzie potrzebowała 2,5–3 razy więcej energii niż w 2010 r. W jaki sposób będzie można pokryć tak wielkie zapotrzebowanie?

Bezprecedensowy rozwój gospodarczy w ciągu ostatnich stu lat zawdzięczamy paliwom kopalnym. Jest jednak wiele sygnałów, że ich era zbliża się do końca.

Koniec ery paliw kopalnych

W XX w. zapotrzebowanie to pokrywały paliwa kopalne. To im zawdzięczamy bezprecedensowy rozwój gospodarczy w ciągu ostatnich stu lat. Bez ich użycia nie byłaby możliwa rewolucja przemysłowa, transportowa, urbanistyczna, rolnicza. Warto wiedzieć, że w minionym wieku liczba ludności na naszej planecie wzrosła czterokrotnie, a zużycie energii sześćdziesięciokrotnie. Jest jednak wiele sygnałów, że era paliw kopalnych zbliża się do końca ze względu na wyczerpywanie się ich pokładów.

Najmniejsze zasoby pozostały w eksploatowanych obecnie złożach ropy naftowej. Wynoszą one około 140 mld ton, co przy obecnym rocznym zużyciu na poziomie 3,5 mld ton wystarczy zaledwie na 40 lat. Oczywiście Ziemia posiada jeszcze znaczne zasoby ropy w łupkach i piaskach bitumicznych, w Arktyce, Amazonii i pod dnem oceanów (na dużych głębokościach), ale koszty jej wydobycia będą znacznie wyższe niż eksploatacja złóż dziś. Można więc powiedzieć, że era taniej ropy naftowej zbliża się do końca.

Nieco lepsza jest sytuacja w przypadku gazu ziemnego. Jego zasoby szacuje się na 187 bln m3, co przy obecnym wydobyciu około 3 bln m3 rocznie wystarczy na 62 lata. Zasoby te zwiększą się wraz z eksploatacją nowych złóż ropy naftowej (np. w Arktyce), a także przez wykorzystanie gazu z łupków, który już obecnie wydobywany jest w dużych ilościach w USA, ale stanowi też nadzieję w takich krajach jak Chiny czy Polska. Panuje przekonanie, że w najbliższych 2–3 dekadach, przy stosunkowo niskich cenach, znaczenie gazu ziemnego będzie szybko rosnąć, po czym jego podaż zacznie spadać, a ceny rosnąć. Częściowo ubytki te będzie można uzupełniać przez zgazowanie węgla. Jego zasoby są bowiem bardzo duże w wielu krajach świata, chociaż i w tym wypadku złoża łatwo dostępne będą się już wyczerpywać, a restrykcje związane z koniecznością redukcji emisji dwutlenku węgla zahamują jego zużycie.

W Polsce złoża węgla kamiennego wcale nie są wielkie. Jego operacyjne zasoby w pokładach możliwych do eksploatacji wynoszą 2,1–2,2 mld ton, co przy rocznym wydobyciu 70 mln ton wystarczy na 30 lat. Według opinii fachowców w 2030 r. pozostanie czynnych 12 kopalń, o łącznej zdolności produkcyjnej nie większej niż 48 mln ton rocznie. Już teraz Polska importuje około 16 mln ton węgla rocznie i ten import będzie wzrastał. Ten czynnik, a także konieczność – od przyszłego roku – zakupu uprawnień do emisji CO2 będą powodowały wzrost cen energii produkowanej z węgla.

Sytuacja w Polsce jest tym bardziej poważna, że już za 12 lat w Adamowie, a za blisko 30 lat w innych odkrywkach węgla brunatnego (Bełchatów, Konin Turów) wyczerpią się jego pokłady. Można oczywiście sięgnąć po nowe złoża w okolicy Legnicy i Gubina, ale wiązałoby się to z ogromnymi kosztami związanymi ze zdjęciem nadkładu, kompletnym zniszczeniem środowiska na wielką skalę, przesiedleniami tysięcy osób – a wszystko po to, aby otrzymać paliwo niskiej jakości, o największej emisyjności CO2.

Polska, jako wyjątek na skalę światową, nie posiadając dotychczas żadnej elektrowni jądrowej, chce ją zbudować, zaniedbując rozwój odnawialnych źródeł energii. Warto więc zadać pytanie, czy jest to słuszna droga?

Energia jądrowa czy ze źródeł odnawialnych?

Jak widać z tego krótkiego przeglądu paliw kopalnych, w II połowie XXI w. ludzkości pozostanie do wykorzystania przede wszystkim energia jądrowa oraz odnawialne źródła energii. Dla krajów biednych nie jest to żadna alternatywa, gdyż nigdy nie będzie ich stać na budowę elektrowni jądrowych, inwestycyjnie bardzo drogich, w 100 proc. importowanych i wymagających obsługi bardzo wysoko wykwalifikowanej kadry. Natomiast każdy kraj gospodarczo rozwinięty musi właśnie teraz rozważyć, jaki bilans energetyczny jest dla niego optymalny w perspektywie długoterminowej. Wiele krajów nadal akceptuje energetykę jądrową, ponieważ ją posiada, rozwijając równocześnie odnawialne źródła energii. Jednak takie kraje jak Niemcy, Włochy, Szwajcaria, a nawet Japonia rezygnują z energii jądrowej. Polska tymczasem, jako wyjątek na skalę światową, nie posiadając dotychczas żadnej elektrowni jądrowej, chce ją zbudować, zaniedbując rozwój odnawialnych źródeł energii. Warto więc zadać pytanie, czy jest to słuszna droga?

Po pierwsze, elektrownia jądrowa o mocy 3000 MW, której budowa byłaby ukończona dopiero około 2025 r., w żadnym razie nie złagodzi kryzysu energetycznego (braku prądu w szczycie), który może nas dotknąć już znacznie wcześniej, bo w latach 2016–2018. Nawet po uruchomieniu nie będzie ona miała znaczącego wpływu na polski system energetyczny, którego moc w 2025 r. powinna przekroczyć 40 000 MW. Koszty tej inwestycji będą wyjątkowo wysokie, rzędu 50 mld zł lub więcej, a więc około czterech razy wyższe niż elektrowni gazowej o tej samej mocy. Stanowić ona też będzie bezpośrednią konkurencję dla elektrowni wiatrowych lokalizowanych na morzu wzdłuż wybrzeża. Ponieważ w tej części Polski nie są potrzebne aż tak wielkie moce, powstanie potężny problem finansowy i logistyczny z wyprowadzeniem energii do południowych regionów kraju. Przy tym wszystkim budowa elektrowni jądrowej nie poprawi bezpieczeństwa energetycznego Polski, bo znaczących złóż uranu nie ma nie tylko u nas, ale także w całej Unii Europejskiej. Czemu więc mielibyśmy forsować rozwój tej technologii w naszym kraju?

ppg-2-2012_wyczerpywalne_kopaliny

Czas na biomasę, wiatr i słońce

Alternatywą dla energii jądrowej, a w przyszłości coraz ważniejszym źródłem energii we wszystkich jej formach, są niewątpliwie odnawialne źródła energii. W warunkach polskich największe nadzieje wiązane są z biomasą, energią wiatru i energią słońca.

Biomasa, która może być użyta do wytwarzania energii, to odpady z rolnictwa i sadownictwa, odpady drewna z lasu i przemysłu drzewnego, inne odpady przemysłowe (z gorzelni, cukrowni, zakładów przemysłu spożywczego), tzw. rośliny energetyczne, a także rzepak, odpady komunalne, osady ściekowe i inne odpady pochodzenia organicznego. Już samo wyliczenie tak różnorodnych surowców energetycznych wskazuje na ważne ich cechy, takie jak dostępność na rynkach lokalnych w całym kraju, niska cena (surowce odpadowe) i przydatność do zastosowania w energetyce rozproszonej. Szacuje się, że ich potencjał energetyczny jest na poziomie nawet 15–20 mln ton paliwa umownego. Dotychczas potencjał ten wykorzystywany jest w bardzo małym stopniu, a do tego zaburzony został przez proceder współspalania biomasy z węglem w dużych elektrowniach. Jest to absurd ekonomiczny, technologiczny i ekologiczny z punktu widzenia interesu całego kraju, ale opłacalny dla elektrowni ze względu na uzyskiwane przez nie tzw. zielone certyfikaty.

Głównym problemem hamującym obecnie wykorzystanie energii wiatru na szeroką skalę jest niemożność magazynowania wytworzonej energii. Ten sam problem dotyczy energii słońca. Jest jednak nadzieja, że w najbliższej dekadzie zagadnienie to zostanie rozwiązane.

Drugim ważnym źródłem energii odnawialnej jest energia wiatru. Na świecie łączna moc elektrowni wiatrowych przekroczyła już 200 000 MW. W samym tylko roku 2010 zainstalowano turbiny wiatrowe o mocy 37 000 MW. Szczególnie duża dynamika cechuje inwestycje w farmy wiatrowe na morzu, a od kilku lat coraz większe powodzenie mają bardzo małe, przydomowe turbiny, o mocy poniżej 10 kW. W Polsce moc elektrowni wiatrowych wynosi obecnie około 2000 MW i szybko rośnie – w 2020 r. powinna osiągnąć 5000–7000 MW, a do roku 2030 potencjał ten powinien być co najmniej podwojony. Również w naszym kraju należy oczekiwać dynamicznego rozwoju farm na morzu oraz mikroturbin wiatrowych, współpracujących z panelami fotowoltaicznymi oraz z pompami ciepła. Głównym problemem hamującym obecnie wykorzystanie energii wiatru na szeroką skalę jest niemożność magazynowania wytworzonej energii, co pozwalałoby na łagodzenie pików produkcji energii, wynikających z nieuniknionej fluktuacji prędkości wiatru. Jest jednak nadzieja, że w najbliższej dekadzie zagadnienie to zostanie rozwiązane.

Energia odnawialna jest szansą dla polskiej gospodarki. Już dziś w naszym kraju działają firmy z tej branży, które z powodzeniem konkurują na rynku globalnym, eksportując większość swojej produkcji.

Ten sam problem dotyczy energii słońca. W naszej szerokości geograficznej energia ta może być efektywnie wykorzystywana w kolektorach słonecznych (do przygotowywania ciepłej wody) oraz w systemach fotowoltaicznych (do produkcji prądu). Trzeba zaznaczyć, że na świecie obydwa te sektory rozwijają się niezwykle dynamicznie. W 2010 r. łączna moc cieplna kolektorów słonecznych przekroczyła 200 000 MW, z czego w Polsce zainstalowano 500 MW (656 000 m2) i moc ta szybko rośnie. Jest szansa, że w 2013 r. powierzchnia kolektorów w Polsce przekroczy 1 mln m2, co daje nam miejsce w środku stawki, wśród krajów unijnych, z dużymi nadziejami na dalszy szybki rozwój tego rynku. Warto dodać, że w tym sektorze Polska posiada kilkadziesiąt firm produkujących systemy kolektorowe, z których najlepsze konkurują z powodzeniem z renomowanymi firmami światowymi, eksportując większość swojej produkcji. Jest szansa, że nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii stworzy bodźce do dalszego rozwoju tego rynku.

W dłuższej perspektywie czasowej znacznie większe znaczenie będą jednak miały systemy fotowoltaiczne, w których energia słońca transformowana jest bezpośrednio w prąd elektryczny. W 2010 r. światowa moc tych systemów osiągnęła 40 000 MW, ale dzięki wielkiej dynamice wzrostu przewiduje się, że w 2020 r. moc ta osiągnie 260 000–300 000 MW. W następnych dekadach fotowoltaika stanie się ważnym źródłem energii dla świata, dominującym w krajach ubogich leżących w strefie zwrotnikowej, ale i znaczącym w krajach o klimacie umiarkowanym, a więc i w Polsce. Obecnie w naszym kraju systemy fotowoltaiczne mają moc zaledwie 3 MW, podczas gdy w Niemczech ich moc przekroczyła 24 000 MW, a przecież nasłonecznienie jest w naszych krajach niemal identyczne. To najlepiej ilustruje, jak wiele mamy do zrobienia i jak wielkie perspektywy rozwoju fotowoltaiki istnieją w naszym kraju.

Rozporoszona generacja, w której konsument jest jednocześnie producentem energii angażuje środki wielu prywatnych inwestorów, pobudza rozwój nowych dziedzin gospodarki, tworzy tysiące miejsc pracy i zapewnia bezpieczeństwo energetyczne.

Konsument jako producent

Reasumując można powiedzieć, że rola paliw kopalnych w bilansie energetycznym Polski będzie stopniowo malała w najbliższych kilkudziesięciu latach, chociaż jeszcze w 2050 r. ich udział będzie znaczący. Wiele zależeć będzie od wielkości wydobycia krajowego gazu z łupków i postępów w technologiach czystego węgla, w tym w jego zgazowaniu i produkcji paliw płynnych z węgla kamiennego. Należy też oczekiwać dynamicznego rozwoju inteligentnych, skrajnie rozproszonych systemów energetycznych i znacznej poprawy efektywności wykorzystania energii we wszystkich jej formach. W tym kontekście ważne jest stymulowanie rozwoju ruchu prosumentów (producentów będących jednocześnie konsumentami energii), a więc milionów małych inwestorów, którzy są mikroproducentami energii na własny użytek, sprzedającymi nadmiar wyprodukowanej energii do sieci. W takim rozproszonym i zoptymalizowanym systemie nie są potrzebne wielkie bloki energetyki jądrowej, lecz małe, kilkakrotnie tańsze elektrownie i elektrociepłownie gazowe i biomasowe, szybko reagujące na fluktuacje popytu energii.

Taki system sprzyja też rozwojowi odnawialnych źródeł produkujących energię z miejscowych paliw lub z wiatru i słońca (bo są to „paliwa” darmowe), dających wiele tysięcy miejsc pracy na rynkach lokalnych i zapewniających bezpieczeństwo energetyczne kraju. Ich wielkie zalety to także: bardzo krótki czas inwestycji (kilka miesięcy) i uruchamianie znacznych środków wielu tysięcy prywatnych inwestorów, które pobudzają rozwój usług i nowego działu przemysłu.

Należy życzyć sobie, aby oficjalna polityka energetyczna państwa wreszcie dostrzegła wielorakie korzyści, jakie związane są z takim właśnie kierunkiem rozwoju w Polsce tak ważnego sektora gospodarczego, jakim jest sektor energetyczny.

Skip to content