Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Biura karier – lek na całe zło ?

Bezrobocie to nie tylko brak miejsc pracy. To także niemożność „spotkania się” potrzeb pracodawców z tym, co mają do zaoferowania potencjalni pracownicy. Rynek pracy jest źle „oprzyrządowany” – brakuje informacji i asysty na linii pracodawca i poszukujący pracy. Prywatny system headhunterski ogranicza się tylko do wąskiego segmentu rynku pracy. Potrzeba szerszego systemu łączącego popyt z podażą na tym rynku. Czy sieć biur karier może to poprawić?

Obecna sytuacja młodych ludzi, w tym studentów i absolwentów dopiero wchodzących na rynek pracy, nie jest łatwa. Mają oni duże trudności ze znalezieniem pracy, w szczególności takich ofert, które odpowiadałyby profilowi ich wykształcenia. Pracodawcy z kolei narzekają na brak specjalistów, a coraz częściej także na brak pracowników o najprostszych kwalifikacjach w konkretnych dziedzinach (brakuje na przykład pracowników budowlanych).

Województwo pomorskie znajduje się wśród dziesięciu województw, w których stopa bezrobocia kształtuje się na poziomie wyższym niż średnia krajowa. W Pomorskiem stopa bezrobocia wynosi około 20 procent, z czego osoby do dwudziestego piątego roku życia stanowią 21,3 procent ogółu bezrobotnych, natomiast 0,5 procent to absolwenci szkół wyższych, do dwudziestego siódmego roku życia.

Ważnym ogniwem w łańcuchu pożądanych działań mających na celu zapobieganie tej niekorzystnej sytuacji powinna być działalność biur karier. Odgrywają one rolę pewnego rodzaju łącznika między młodymi ludźmi wchodzącymi na rynek pracy a pracodawcami poszukującymi konkretnych kwalifikacji. Biura karier prowadzą doradztwo personalne, zbierają i przekazują informacje o rynku pracy, poszukują ofert pracy, organizują bezpośrednie kontakty z pracodawcami, przygotowują bazę danych studentów i absolwentów szukających pracy oraz badają i monitorują przebieg ich kariery zawodowej. Idea stworzenia sieci uczelnianych biur karier jest niezwykle cenna. Integralnym założeniem, dotyczącym działalności tego rodzaju sieci, jest skuteczne służenie informacją, radą i pomocą studentom oraz absolwentom uczelni wyższych w płynnym przejściu z okresu nauki do etapu poszukiwania zatrudnienia, a co za tym idzie – w efektywnym funkcjonowaniu na współczesnym rynku pracy. Czy faktycznie biura karier spełniają tak zdefiniowane zadanie?

W rzeczywistości nie działają sprawnie i nie przynoszą zakładanych efektów. Mimo liczebnego rozwoju tych instytucji, mieszczących się przy większości ośrodków akademickich w kraju, oraz powołania w 1998 roku Ogólnopolskiej Sieci Biur Karier (OSBK) nie wpłynęły one w znaczny sposób na poprawę warunków młodych i wykształconych ludzi, świeżo trafiających na krajowy rynek pracy. Biura karier są niewydolne, a przez to mało skuteczne, pomimo że są samorządne: organizują swoją strukturę, metody i techniki działania według własnej inicjatywy.

Nieprawidłowe funkcjonowanie biur karier wynika z niedrożności systemu przepływu informacji, nieefektywnego systemu finansowania oraz niewykorzystywania dostępnych danych do prognozowania rozwoju i kształtowania struktury zatrudnienia. Realizacja tych funkcji wymagałaby rozbudowania sieci biur i wzmocnienia ich wewnętrznych struktur. Wydaje się, że korzystne byłoby także szersze i głębsze odniesienie działań biur karier do sytuacji regionu, w którym działają. Konieczna byłaby lepsza współpraca z wyspecjalizowanymi instytucjami rynku pracy szczebla regionalnego.

Mała skuteczność działań biur karier wynika także z ograniczonych możliwości penetracji środowisk studenckich. Siedziby biur karier powinny być ulokowane najbliżej grupy do­celowej, leżącej w polu zainteresowania danego biura. Ułatwi to istotnie kontakt studenta z takim biurem i znacznie zminimalizuje koszty związane z reklamą i działaniami promocyjnymi.

Drugim ważnym aspektem udrażniania kanałów informacyjnych jest przepływ danych między instytucjami zajmującymi się badaniem dynamiki i specyfiki lokalnego rynku pracy a biurami karier. Wymaga to systemowych rozwiązań, związanych głównie z uzupełnieniem kadry biur karier o specjalistów odpowiedzialnych za dobór i opracowywanie danych. W tej kwestii istotne może się okazać nawiązanie współpracy z kadrą naukową właściwych ośrodków akademickich. Pomogłoby to nie tylko zwiększyć efektywność biur karier, lecz także sprzyjałoby racjonalnemu i pożytecznemu, z punktu widzenia potrzeb rynku pracy, kształtowaniu programów nauczania.

Najistotniejszym jednak problemem są autonomiczne metody pozyskiwania funduszy na rozbudowę i usprawnianie działania biur karier. Samorządy, jako organizmy bezpośrednio zainteresowane walką z bezrobociem, są w niewielkim stopniu skłonne angażować duże środki finansowe w działania wspierające tak wąską grupę bezrobotnych. Należy jednak zauważyć, iż w perspektywie długofalowej to właśnie owe pół procent będzie miało zasadniczy wpływ na rozwój danego regionu. Istotna jest więc dobra artykulacja nie tylko celów bieżących, lecz także kreowanie długoterminowych założeń działalności. Spowoduje to, że biura karier będą miały szansę stania się instrumentem kreowania i realizacji polityki zatrudnienia samorządów, a – co się z tym wiąże – mogłyby liczyć na zwiększenie nakładów z budżetu. Uruchomienie kanałów informacji od i do pracodawców pozwoli biurom karier na realizowanie funkcji zbliżonych do tych, które realizują agencje head hunters, będąc przy tym znacznie tańszą alternatywą. Wymaga to jakościowej zmiany profilu działalności. W przyszłości można wyobrazić sobie partycypację firm korzystających z usług biur karier w kosztach ich funkcjonowania. Będzie to możliwe pod jednym warunkiem: biura te muszą być w pełni profesjonalne.

Biura karier muszą więc docelowo przybrać formę quasi-agencyjną/biznesową, bardziej zbliżoną do firm czysto komercyjnych, korzystać z wielu możliwości zdobywania funduszy metodami marketingowymi. W pewnym ograniczonym wymiarze mogłyby się zająć działalnością dochodową, głównie związaną z organizacją częściowo odpłatnych szkoleń w różnym zakresie. Idąc dalej tym tropem, wymagałoby to wyrobienia marki firmy, wspieranej przez macierzyste uczelnie, ale nadal zachowującej niezależność. Wszystko to jednak wymaga rozbudowy zaplecza kadrowego, złożonego z uznanych specjalistów danych dziedzin. Związane jest to oczywiście ze znacznymi kosztami, mimo że same wyższe uczelnie są w stanie zapewnić ogromne zaplecze naukowe. Jest oczywiste, iż są to nakłady konieczne, tak jak niezbędne są fundusze na rozwój działalności wszelkich firm, którymi właśnie miałyby się stać biura karier. To znaczy prężnie i skutecznie działającymi przedsiębiorstwami, najlepiej w partnerstwie publiczno-prywatnym, z wysokiej klasy specjalistami w dziedzinie przepływu i analizy informacji. Przydatność biur karier jest niezaprzeczalna, przede wszystkim dla studentów i absolwentów oraz pracodawców. Aby biura te mogły w pełni efektywnie odgrywać rolę ogniwa łączącego podaż z popytem w segmencie wysoko wykwalifikowanych pracowników na rynku pracy, ich organizacja i struktura wymagają jeszcze wielu innowacji, usprawnień oraz nieustannej modernizacji.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Firma studencka oczami praktyka

Rozmowę prowadzi Dawid Piwowarczyk

– Jak powstała Pańska firma? Co było motywacją do stworzenia firmy?

– Firma RoboCAMP powstała na bazie doświadczeń z działalności studenckiej, w kole naukowym SKALP oraz organizacji studenckiej BEST. Niekomercyjny projekt realizowany w tychże organizacjach spotkał się zapotrzebowaniem rynku na podobne komercyjne już usługi. Uznałem, że warto spróbować i udało się. Motywacją do działania była dla mnie zawsze potrzeba realizacji własnych pomysłów i chęć sprawdzenia się w różnych dziedzinach.

– Czy to się opłaciło?

– Własna firma pozwala mi być innowacyjnym, nie ogranicza mojej (indywidualnej) kreatywności. Myślę, że pracując w czyjejś w firmie, nie miałbym takich możliwości.

– Dlaczego warto zakładać firmę opartą o kapitał intelektualny?

– Unikalny pomysł stanowi solidną podstawę do budowania firmy. Natomiast inwestowanie w innowacje to sposób na zdystansowanie konkurencji.

– Jakie trudności pojawiły się na etapie tworzenia firmy? A jakie doskwierają obecnie?

– Zarówno na początku, jak i obecnie problemem jest brak kapitału na rozwój.

– Jak powinno wyglądać wspieranie powstawania firm technologicznych zakładanych przez naukowców? Co powinny robić w tym zakresie uczelnie i władze samorządowe?

– Po pierwsze – nie przeszkadzać. Po drugie, promować indywidualną aktywność zarówno studentów, jak i naukowców. Po trzecie, tworzyć i wspierać inkubatory przedsiębiorczości, parki technologiczne, tj. miejsca, gdzie ludzie o podobnym sposobie myślenia mogą realizować i komercjalizować swoje pomysły.

– Czy Centrum Zaawansowanych Technologii Politechniki Gdańskiej ma realną szansę na zbudowanie trwałego partnerstwa pomiędzy pomorskimi uczelniami a przedsiębiorstwami? Jakie będą korzyści dla regionu z takiego partnerstwa?

– Tak, jest to dobry i niezmiernie potrzebny pomysł. Dobrze przeprowadzony może zainicjować trwały związek pomiędzy uczelniami a przedsiębiorstwami naszego regionu. Niemniej powinny za nim pójść kolejne projekty rozszerzające współpracę środowiska akademickiego przede wszystkim z sektorem MSP. Do tego jednak potrzebne są nowe narzędzia komunikacji pomiędzy tymi środowiskami. Narzędzia przystępne dla firm sektora MSP, np. internetowe bazy danych umożliwiające zgłaszanie zapotrzebowania na technologie i zawierające informacje o zespołach badawczych, które te technologie mogłyby opracować.

– Jak Pan ocenia możliwości wykorzystania wyników badań i wiedzy kreowanej na pomorskich uczelniach przez firmy z regionu? Czy naukowcy mają dostateczną wiedzę na temat potrzeb przedsiębiorstw?

– Niestety wiedza naukowców na temat potrzeb przedsiębiorstw regionu jest niewystarczająca. Zdarzają się spektakularne sukcesy współpracy uczelni i dużych przedsiębiorstw, niemniej najbardziej niewystarczająca współpraca sektora MSP z uczelniami. Problemem jest brak narzędzi komunikacji oraz wolno postępujący proces zmiany mentalności i ukierunkowania na myślenie prorynkowe wśród kadry naukowej. Jednak sytuacja wciąż się poprawia i takie projekty, jak CZT na pewno dokonają dużych zmian zwłaszcza w sposobie myślenia o współpracy między środowiskiem gospodarczym i akademickim.

– Dziękuję za wypowiedź.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jak studia przygotowały Cię do pracy zawodowej?

Kasia, absolwentka politologii UG i studentka II roku archeologii: Większość kierunków uniwersyteckich zorientowana jest na przekazanie studentowi wiedzy teoretycznej. Brakuje możliwości praktycznego sprawdzenia umiejętności. Z nielicznymi wyjątkami uczelnia nie zapewnia obowiązkowych praktyk, a studenckie biura karier nie mają wystarczająco zróżnicowanej oferty.

Kolejnym poważnym problemem w wielu przypadkach jest sposób prowadzenia zajęć. Część wykładowców nie spełnia podstawowych standardów związanych z wykonywaniem zawodu nauczyciela akademickiego. Lekceważą studentów (co oczywiście wywołuje reakcję „zwrotną” – lekceważenia wykładowcy i danego przedmiotu), nie prowadzą zajęć adekwatnie do tematu, spóźniają się lub w ogóle nie pojawiają na zajęciach.

Śmiało można powiedzieć, że jeśli ktoś na własną rękę nie będzie próbował zdobyć doświadczeń potrzebnych do korzystnego zaprezentowania się pracodawcy, uczelnia przygotuje go do tego w minimalnym stopniu.

Bazyli, absolwent inżynierii środowiska PG: Mam 26 lat. Ukończyłem dzienne studia magisterskie na Politechnice Gdańskiej na kierunku Inżynieria Środowiska. Studia te kształcą przyszłych specjalistów, między innymi w branży sanitarnej. Jednak po dziesięciu miesiącach od ukończenia studiów mogę już stwierdzić, że studia niedostatecznie przygotowały mnie do pracy na stanowisku zgodnym z moim wykształceniem. W czasie pięciu lat studiów odbyłem jedynie dwa tygodnie praktyk obowiązkowych, co wydaje się niewystarczające, zwłaszcza biorąc pod uwagę profil studiów – studia inżynierskie. Nie jest to opinia odosobniona. Z rozmów z moimi rówieśników, którzy znaleźli pracę w zawodzie, wynika, że studia jedynie teoretycznie i bardzo ogólnie przygotowały nas do pracy. Praktyka pokazuje, że wiedza nabyta na studiach to zaledwie 30 procent tej, która jest niezbędna do pracy na konkretnym stanowisku.

Gosia, absolwentka socjologii i politologii: W gruncie rzeczy ciężko mi stwierdzić czy moje studia (socjologia i politologia) przygotowały mnie do pracy w zawodzie, gdyż zaraz po zakończeniu studiów wyjechałam na kilka miesięcy za granicę. Jedyne doświadczenia, jakie posiadam, są związane z praktykami studenckimi w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku w Departamencie Współpracy Międzynarodowej i Gospodarczej, gdzie faktycznie większość spraw, którymi się zajmowałam, było dla mnie zupełnie nowa. Wiedza wyniesiona ze studiów stanowiła jedynie ogólny zarys tego, czym zajmowałam się już bardziej szczegółowo. Wiele przedmiotów na studiach prawdopodobnie do niczego mi się w życiu nie przyda, a ich obecność w programie nauczania wynika według mnie jedynie z przedemerytalnego wieku niektórych wykładowców. Studia humanistyczne mają to do siebie, przynajmniej takie jest moje zdanie, że to od studenta w dużej mierze zależy, co się stanie jego polem zainteresowania. Same studia wskazują jedynie możliwości, a wykładowcy powinni być dla studenta przewodnikami. Z tym jednak na polskich uczelniach bywa różnie, a na Uniwersytecie Gdańskim w szczególności. Zdecydowanie zabrakło mi zajęć praktycznych związanych z wykorzystaniem komputera, zupełnie nie przywiązywano wagi do języków obcych, które są w obecnych czasach podstawą w każdym zawodzie.

Gosia, absolwentka filologii romańskiej: Jeśli zamiarem kadry na moim kierunku studiów filologicznych było przygotowanie mnie do pracy jako tłumacz, to owszem, raczej wywiązała się ona ze swojego zadania. Jednak gdybym chciała w życiu robić cokolwiek innego, to biorąc pod uwagę to, czego mnie na studiach (wyłącznie tam) nauczono, to nie miałabym żadnych szans.

Marta, absolwentka skandynawistyki: Moje studia dały mi możliwość rozwoju, otwartość, wyrobiły u mnie zdolność szybkiego uczenia się i samodzielnego myślenia.

Tomek, tegoroczny absolwent budownictwa okrętowego: Przed zakończeniem studiów, czyli przed rozpoczęciem pisania dyplomu, znajomi zaoferowali mi pracę w stoczni jachtowej jako konstruktor. Podjąłem się jej i do dziś tam pracuję, więc nie miałem okazji doświadczyć poszukiwania pracy, starania się o nią na rynku pracy.

Łukasz, absolwent ASP w Gdańsku, kierunek Wzornictwo Przemysłowe, Wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego: Studia nie przygotowały mnie rzetelnie do wykonywania zawodu. Uczelnia kładła duży nacisk na rozwój kreatywności studentów, zaniedbując przygotowanie merytoryczne i techniczne. W efekcie absolwenci mają mocno rozwinięte zdolności twórcze, natomiast kompletnie nie potrafią przełożyć tego na praktyczne umiejętności. Jeśli więc taki absolwent zostanie przypadkiem zatrudniony jako projektant, dużej części tego zawodu się musi uczyć od początku, nie mając nawet zaplecza teoretycznego.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Ludzie młodzi, a rynek pracy

Sondę przeprowadziła Aleksandra Włoch

1. Czy szkoła średnia w jakiś sposób przygotowała Cię do znalezienia pracy/szukania pracy?

2. Czy w czasie studiów szukałaś/eś pracy? Jeśli tak, to, z jakimi problemami najczęściej się spotykałaś/eś?

3. Czy studia przygotowały/ują do pracy? Co zmieniłabyś/łbyś w programie, aby bardziej odpowiadać wymaganiom pracodawców?

Absolwent, 24 lata, pracujący:

1. Szkoła średnia w ogóle nie przygotowała mnie do pracy, a powiedziałbym więcej, że nawet nie mogłem zdecydować się na wybór kierunku studiów. W liceum nie odkryłem swoich szczególnych zainteresowań.

2. W czasie studiów szukałem pracy, ale bez osiągnięć. Zwykle wymagano ode mnie kilkuletniego doświadczenia. Natomiast nie pozostałem bierny i odbyłem staż w dużym koncernie międzynarodowym oraz brałem udział w programie Work&Travel.

3. Studia nie przygotowały mnie do pracy, jeśli miałbym tylko polegać na wiedzy z zajęć. Dzięki włożonej pracy w okresie wakacyjnym teraz udało mi się znaleźć pracę. Wydziały powinny organizować praktyki związane z danym kierunkiem studiów. A także powinno być więcej zajęć tak zwanych symulacyjnych, opartych na tworzeniu sztucznej rzeczywistości na przykład symulacja negocjacji czy gry na giełdzie.

Absolwentka, 25 lat, stażystka:

1. Szkoła średnia w żaden sposób nie przygotowała mnie do szukania pracy. Wszystkiego, co się liczy przy szukaniu pracy, uczyłam się poza szkołą. Mam na myśli na przykład języki obce – w szkole poziom, pożal się Boże, i brak uświadamiania uczniów o znaczeniu kursów językowych. Chociaż z drugiej strony ja chodziłam do liceum ogólnokształcącego, czyli idąc tam ,ludzie myślą raczej, że po szkole będą studia, a nie praca, wiec się o niej zbytnio nawet nie myśli.

2. W czasie studiów nie szukałam pracy. Po pierwsze – nie miałam takiej potrzeby. Po drugie – ciężko znaleźć pracę, studiując dziennie. I dlatego myślę, że jednym z problemów w znalezieniu pracy jest właśnie dyspozycyjność, a raczej jej brak. Poza tym zazwyczaj pracodawcy wymagają też doświadczenia, a skąd student ma je mieć? Zostają bezpłatne praktyki i staże, ale to nie jest przecież praca.

3. Uczelnie powinny zapewniać studentom jak najwięcej praktyk – to zawsze jest jakiś sposób na zdobycie jakiegoś doświadczenia. Więcej zajęć praktycznych, mniej suchych regułek, jakieś prace badawcze, a nie wszystko podane na tacy i na pamięć. Więcej zajęć uczących jak skutecznie negocjować, być asertywnym; nic więcej mi do głowy nie przychodzi (widocznie szkoła nie nauczyła mnie myśleć).

Studentka, 21 lata:

1. Szkoła średnia nie przygotowała mnie w żadnym stopniu. Natomiast mieliśmy spotkanie z psychologiem w celu określenia naszych predyspozycji do przyszłej pracy.

2. Pracuję dorywczo, ale tylko w okresie letnim, ponieważ mam zbyt dużo zajęć w roku akademickim.

3. Stanowczo więcej praktyk. Moje studia (polonistyka) bardzo dobrze przygotowują do pracy, ponieważ na wydziale jest organizowane dużo bezpłatnych kursów podnoszących kwalifikacje, np. biblioterapia.

Absolwent, 24 lata, pracujący:

1. Ja pracowałem już w czasie liceum jako korepetytor z języka angielskiego, ale trudno powiedzieć, że szkoła mi w tym pomogła, ponieważ angielskiego od małego uczyłem się prywatnie. Szkoła średnia raczej mnie nie przygotowała do pracy.

2. Pomiędzy trzecim a czwartym rokiem studiów dostałem się na praktyki do dużej firmy międzynarodowej. Na uczelni zorganizowano dni otwarte tej firmy. Udało mi się tam zostać po praktykach na stałe. Natomiast wcześniej doraźnie pracowałem jako tłumacz i nauczyciel języka angielskiego.

3. Bardzo ważne jest dla studentów zwiększenie elastyczności uczelni w stosunku do osób pracujących. Łatwiejszy dostęp do uzyskania statusu ITS (indywidualny tok studiów).

Studentka, 20 lat, pracująca dorywczo:

1. Szkoła średnia nie przygotowuje za bardzo do szukania pracy. Pamiętam tylko, że raz poszliśmy w ramach zajęć do biura pośrednictwa pracy i tam mieliśmy zorganizowane warsztaty o tym, gdzie szukać zatrudnienia i co chcielibyśmy robić w życiu.

2. Szukałam już pracy i często było tak, że pracodawca wymagał pełnej dyspozycyjności, albo obecności w pracy po pięć, sześć godzin każdego dnia. Dlatego nie chciał zatrudniać studentki, bał się chyba, że nie pogodzę pracy z zajęciami.

3. Co powinno być zmienione w programie studiów? Na ten temat za dużo nie powiem, bo studiuję dopiero od roku, ale myślę, że powinny być organizowane praktyki w trakcie studiów.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Metody i organizacja ważniejsze od pieniędzy

O tym, jakim dana osoba będzie przedszkolakiem, uczniem, studentem czy wreszcie pracownikiem, decyduje się już w najwcześniejszym okresie życia. Z jednej strony ważne są geny, cechy charakteru, predyspozycje, talent, ale z drugiej – otoczenie, w którym dana osoba dorasta i rozwija się. To otoczenie stanowi nie tylko rodzina – solidna „baza”, ale – już dla trzylatków – system edukacyjno-wychowawczy, w którym pozostaną przez najbliższych kilkanaście lat. To, czego się dzieci nauczą w pierwszym okresie – w przedszkolu i szkole podstawowej – będzie rzutowało na dalsze ich losy. Podstawowe umiejętności – pisanie, czytanie i liczenie – to nie wszystko. Tak samo ważne są zdolności logicznego myślenia, wnioskowania, dostrzegania i opisywania otaczającego świata oraz umiejętności interpersonalne. Przede wszystkim ważne jest ukształtowanie właściwej postawy na przyszłość – trudno jest przekazać dziecku umiejętności uczenia się i rozbudzić w nim chęci do nauki, ale niezwykle łatwo je do tego zniechęcić.

Czy polskie instytucje oświatowe rozwijają predyspozycje jednostki do tego, aby funkcjonowała w dzisiejszym społeczeństwie, czy zniechęcają?

Forma własności danej instytucji nie do końca decyduje o poziomie nauczania, choć często w Polsce prywatne przedszkola czy szkoły dysponują większymi zasobami finansowymi, a dzięki temu mogą zapewnić lepsze wyposażenie. Często jednak od samych finansów ważniejsze są pomysł, metoda oraz nastawienie nauczycieli/wychowawców.

Warto wykorzystać rozwiązania i pomysły tych, którym się udało osiągnąć sukces w kształceniu młodych ludzi już od najwcześniejszych lat, bo to będzie procentowało w przyszłości. Ciekawe rozwiązania dla najmłodszych oferuje metoda nauczania Marii Montessori, najpierw rozpowszechniona w ośrodkach włoskich, a dziś obecna na całym świecie, także w Polsce. Nauczanie tą metodą opiera się na prostej zasadzie: pomóż mi zrobić to samodzielnie. Zatem dzieci samodzielnie wybierają rodzaj i czas trwania aktywności – jedne uczą się liczenia w trakcie rysowania, a inne – w trakcie gry czy śpiewu. Ważne jest to, że ostatecznie potrafią liczyć i nauczyły się tego, wykonując czynności, które lubią. Podkreśla się w ten sposób indywidualne potrzeby i zdolności dziecka, jego wolność wyboru, a także ćwiczy koncentrację. Wychowawca pokazuje, inspiruje do działania i wspiera. Najważniejszą sprawą jest bezstresowe spędzanie czasu z dala od domu – grupy są zróżnicowane wiekowo – jak w rodzinie – a dzięki temu rodzeństwo może przebywać razem, co dla maluchów jest często bardzo ważne. W takim modelu starsze dzieci pomagają młodszym, uczą się szacunku względem siebie – uczą się społecznych zachowań. Nie ma obowiązkowego, często przykrego dla dzieci leżakowania.

Niepokojący jest fakt, iż takich instytucji jest w Polsce bardzo mało – nie chodzi o samo stosowanie wyżej opisanej metody, ale o dostrzeżenie indywidualnych potrzeb dziecka (na przykład w publicznych przedszkolach nie ma miejsca dla dzieci alergicznych, które muszą stosować pewną dietę), zminimalizowanie niepotrzebnego stresu, który się pojawia na początku „kariery przedszkolaka”, a który można zminimalizować, chociażby tworząc grupy mieszane wiekowo. Takie zmiany są zależne głównie od dyrektora placówki, nie od wymogów ustawowych, zatem potrzebne są chęci i zrozumienie tego, że dziecko jest podmiotem, a nie przedmiotem. W Polsce coraz częściej prywatne placówki szkolne i wychowawcze oferują lepsze i bardziej różnorodne usługi. Taki stan wynika nie tylko z ograniczonych zasobów budżetowych przewidzianych na szkolnictwo i edukację, lecz także z nastawienia pracowników sfery oświatowej. Czy można poprawić jakość oświaty w placówkach państwowych?

Pozytywne wzorce można znaleźć u naszych północnych sąsiadów, Skandynawowie przodują bowiem w rankingach oceniających systemy oświaty i szkolnictwa. W renomowanym rankingu OECD Finlandia została uznana za kraj o najlepszym systemie ogólnego wykształcenia, dostępnym dla wszystkich i dającym solidne podstawy do dalszej nauki lub kształcenia zawodowego. Efekty takiego systemu są namacalne, bowiem Skandynawowie, posiadając tak wysoko wykwalifikowaną siłę roboczą, potrafili ją wykorzystać. Dzięki inwestycjom w sferę B+R rozwinęli branże nowoczesne i przodują wśród najbardziej nowoczesnych i konkurencyjnych gospodarek świata. W europejskim rankingu innowacyjności Szwecja i Finlandia są liderami. W rankingu najbardziej konkurencyjnych krajów świata na pierwszym miejscu, przed USA, jest Finlandia, a zaraz potem – Szwecja i Dania.

W ostatnim rankingu PISA (w roku 2003) Finlandia stała się liderem wśród państw europejskich. W 32 krajach przeprowadzono już po raz drugi międzynarodowe, ujednolicone testy sprawdzające kompetencje piętnastolatków (czyli na etapie kończącym obowiązkową naukę) w trzech obszarach: rozumienia tekstu, matematycznego myślenia i myślenia naukowego (przyrodniczego). Wyniki tego testu były niepokojąco słabe dla młodzieży polskiej, ale też niemieckiej, czeskiej i węgierskiej, natomiast bardzo wysokie dla Finów, Koreańczyków i Irlandczyków. W skali matematycznej Finlandia znalazła się na drugiej pozycji., natomiast Polska – dwudziestej czwartej. Co najmniej jedna piąta uczniów z Finlandii radzi sobie biegle z rozwiązywaniem złożonych problemów matematycznych, co w przyszłości może wysoko procentować w dziedzinach opartych o nowoczesne technologie. Odsetek osób pozbawionych podstawowych umiejętności matematycznych jest w Finlandii bardzo niski i wynosi poniżej dziesięciu procent. Udział osób nieposiadających umiejętności rozwiązywania problemów jest w Finlandii również niski i wynosi pięć procent, natomiast w Polsce – aż osiemnaście. W kategorii czytania ze zrozumieniem Finlandia zajęła szóste miejsce, a Polska – dwudzieste pierwsze, natomiast w dziale rozumowania w naukach przyrodniczych Finlandia znalazła się na pozycji pierwszej, a Polska – dziewiętnastej.

Różnica pomiędzy umiejętnościami uczniów w różnych szkołach jest również mała w Finlandii i wynosi mniej niż pięć procent, co pokazuje, że polityka edukacyjna stawia na wyrównywanie różnic i na wysoką jakość kształcenia.

Podsumowując, odsetek najsłabszych uczniów w Finlandii stanowi tylko pięć procent we wszystkich kategoriach, podczas gdy w Polsce jest to prawie dwadzieścia. Natomiast najlepsi uczniowie stanowią w Finlandii prawie jedną czwartą uczniów – w Polsce tylko około trzynastu procent. Wyniki pokazują, że polscy uczniowie są wprawdzie lepsi od najsłabszych uczniów na świecie, ale, niestety, co niepokojące, często wypadają słabiej od najlepszych uczniów z innych krajów. Istotnym mankamentem nauczania matematyki w polskiej szkole jest problem z samodzielnym, twórczym myśleniem oraz problem z myśleniem abstrakcyjnym. W porównaniu do poprzedniego badania (w 2000 roku) polscy uczniowie wypadli lepiej w czytaniu ze zrozumieniem; ponadto zmniejszyły się różnice pomiędzy uczniami najlepszymi i najsłabszymi. Możliwe, że na taki wynik wpłynęła reforma – kolejne badania PISA przypadały przed i po jej wprowadzeniu. Jednak niewątpliwie wiele jest jeszcze do zrobienia.

Co wpłynęło na tak dobre wyniki Finlandii i innych państw skandynawskich?

Niewątpliwym atutem Finlandii jest bardzo dobry system wykształcenia podstawowego (decydującego o ukształtowaniu postaw uczniów na dalszej ich drodze kształcenia), opartego na równości szans. Nie ma znaczenia pochodzenie, liczą się tu kwalifikacje, każdy uczy się dla siebie i na własne konto.

Obowiązek nauczania, tak jak w większości systemów europejskich, obejmuje dzieci od siódmego roku życia. Nauka w szkole podstawowej trwa dziewięć lat. Przez pierwszych sześć lat jest nauka zintegrowana, a dopiero od klasy siódmej dochodzą zajęcia do wyboru, które poszerzają wiedzę i ukierunkowują młodego człowieka. Jakość nauczania jest tak samo wysoka zarówno w wielkim mieście, jak i na prowincji, wyposażenie w sprzęt w szkołach podobne. Fińska szkoła nie zabija w dzieciach indywidualizmu – wolno nosić różne stroje, jeść na lekcjach czy słuchać muzyki, co nie przeszkadza w wykonywaniu zadań i poleceń nauczyciela. Nauczyciel pomaga i wspiera, nie tylko egzekwuje, a system oceniania wprowadzony jest dopiero na etapie klasy siódmej – do tego czasu nauczyciele oceniają uczniów w sposób opisowy (w Polsce dopiero po reformie wprowadzono system opisowego oceniania, ale tylko dla nauczania zintegrowanego w klasach I-III).

Po szkole obowiązkowej następuje nieobowiązkowe trzyletnie gimnazjum (czyli odpowiednik polskiego liceum) albo szkoła profilowana, zawodowa – obie formy pozwalają kontynuować naukę na szczeblu wyższym. Szkoła ogólnokształcąca kończy się egzaminem ocenianym według ogólnokrajowych norm, natomiast w szkołach zawodowych nie ma takiego egzaminu, a tylko obrona prac dyplomowych. Istnieje jednak możliwość wykonywania programu ogólnokształcącego razem z egzaminem w trakcie nauki w szkole profilowanej. Osoby, które nie decydują się na studia, mogą wybrać wyższe szkoły zawodowe.

Edukację wyższą w Finlandii zapewniają uniwersytety i politechniki, a podstawowym dyplomem jest dyplom magistra. Średni czas kształcenia wynosi pięć do siedmiu lat.

Szkolnictwo prywatne w Finlandii stanowi tylko jeden procent. W wielu przypadkach takie szkoły oferują naukę opartą o specyficzne metody kształcenia albo preferencje religijne. Kluczowym elementem polityki edukacyjnej tego kraju jest wyrównywanie różnic w poziomie kształcenia pomiędzy różnymi szkołami. Równe szanse dla wszystkich dają receptę na zdrowy system kształcenia, a dzięki temu – mądrze wykształconą młodzież.

Od najmłodszych lat dziecko w sposób spontaniczny odbiera i poznaje świat. Tylko taka forma poznawcza – spontaniczna, bez przymusu, ale bardziej podpowiadająca, jak to zrobić – daje najlepsze efekty. Dbajmy o to, aby także dalsze etapy nauki przebiegały w podobny sposób – kreatywnie, ale z pewną dyscypliną. Ważnym elementem takiej edukacji jest dobra i szczera współpraca rodziców z nauczycielami. Tylko wówczas młody człowiek jest w stanie sprostać oczekiwaniom współczesnego rynku pracy, gdzie poszukuje się ludzi otwartych, elastycznych, samodzielnych, zdolnych do szybkiego rozwiązywania problemów, pomysłowych, kreatywnych, odpornych na stres. Polski system nauczania jeszcze nie jest w stanie sprostać tym wymaganiom i dlatego wielu absolwentów szkół wyższych znajduje swoje miejsce na listach osób bezrobotnych. Od najmłodszych lat polski system, mimo reform, uczy sztampowo, na pamięć, bez kreatywnego myślenia. Młodzi ludzie po studiach nie potrafią rozwiązywać problemów czy zaprezentować się. To największa słabość. Ponadto nie rozwija „kultury uczenia się” przez całe życie. Takie niedopasowanie systemu edukacyjnego do rynku pracy wywołuje bezrobocie strukturalne – niedopasowanie kwalifikacji do ofert pracy.

Polska ma ogromne osiągnięcia w naukach ścisłych, które mogą stanowić doskonałą i mocną podstawę sukcesu w połączeniu z młodym społeczeństwem. Obok zmian systemowych potrzebne są także istotne nakłady na badania i rozwój oraz dalsza liberalizacja gospodarki. Kraje skandynawskie inwestowały w sferę badawczo-rozwojową kilkanaście lat i dzisiaj takie inwestycje procentują. W Finlandii nie zakłada się szkół prywatnych, dlatego że nie trzeba tam zabiegać o wysoki poziom nauczania czy przyzwoite warunki i sprzęt – ksero, drukarkę, komputer z dostępem do Internetu. To wszystko jest w każdej szkole standardem – zarówno w mieście, jak i na wsi. Ponadto do szesnastego roku życia państwo ma obowiązek zapewnienia wszystkich materiałów, książek i sprzętu do nauki oraz jednego ciepłego posiłku dziennie.

Polski system edukacyjny wydaje się być zbliżony do systemu skandynawskiego – finansowany z budżetu państwa, o podobnej skali zdobywania wiedzy. Dlaczego nie przejąć od naszych sąsiadów metod nauczania i organizacji?

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Gigantyczne zróżnicowanie

Praca w gospodarce rynkowej – podobnie jak każdy inny towar – jest przedmiotem kontraktu między sprzedającym i kupującym. Rynkiem pracy rządzą te same zasady popytu oraz podaży decydujące zarówno o ilości, jak i cenie zawieranych transakcji. Niemniej jednak jest to towar wysoce niejednorodny, zaś brak dopasowania oczekiwań kupujących oraz sprzedających w żadnym innym wypadku nie rodzi tak dużych problemów społeczno-ekonomicznych.Niedopasowanie struktur popytu oraz podaży zostaje dodatkowo podkreślone przez niską mobilność pracowników. Ponadto sytuację komplikują takie czynniki, jak „lepkość” płac1 czy też efekty aglomeracyjne – zachęcające pracodawców do oferowania pracy tam, gdzie niekoniecznie jej najbardziej brakuje. W rezultacie rynek pracy jest silnie sfragmentowany, zaś geograficzne wydzielenie poszczególnych obszarów niekoniecznie musi pokrywać się z istniejącą strukturą administracyjną kraju.

Stopa bezrobocia w województwie pomorskim na tle Polski

7

Zgodnie z informacjami Głównego Urzędu Statystycznego w październiku 2005 r. w województwie pomorskim liczba osób bez pracy przekraczała 161 tys. Wynosząca 19,3 procent stopa bezrobocia była nie tylko wyższa od ogólnopolskiej (17,3 proc.), ale przekraczała również wartości wskaźników notowane w dziewięciu innych województwach. Spośród regionów „aglomeracyjnych” wyższą stopą bezrobocia cechowały się jedynie: Dolnośląskie (20,4 proc.) oraz Zachodniopomorskie (25,2 proc.).

Obserwowane w ostatnich latach tendencje w zakresie udziału liczby osób bezrobotnych pośród aktywnych zawodowo zarówno w Pomorskiem, jak i w całej Polsce są bardzo podobne. Zmiany stopy bezrobocia rejestrowanego w kraju i województwie są silnie skorelowane, jednak w regionie natężenie zjawiska jest z reguły o 2-3 pkt proc. większe (rozstęp notowany mniej więcej od I kwartału 2001 r.).

Cechą charakterystyczną rynku pracy obserwowaną w całej Polsce jest sezonowość. Liczba osób pozbawionych zatrudnienia jest wyraźnie niższa w II oraz III kwartale. Podobne wahania występują na Pomorzu, gdzie najwyższą liczbę bezrobotnych notuje się zwykle w pierwszych dwóch miesiącach każdego roku.

Porównanie wartości wskaźników dla Polski i dla województwa pomorskiego w latach 2004 i 2005 wskazuje, iż stopy bezrobocia notowane w kolejnych miesiącach 2005 r. są niższe od odpowiednich rejestrowanych rok wcześniej. Różnica kształtuje się na poziomie 1,2-1,8 pkt proc., będąc najwyższą na przełomie II i III kwartału.

Struktura bezrobocia w województwie pomorskim

8

Podobnie jak w pozostałych województwach struktura bezrobocia w Pomorskiem jest silnie zróżnicowana. Spośród 166,5 tys. osób bez pracy w województwie 93,6 tys., czyli ponad 56 procent, to kobiety. Wartość ta jest nieco wyższa od przeciętnej krajowej (54,6 proc.) i plasuje Pomorskie w środku rankingu województw. Niepokoi natomiast fakt, iż mimo spadku liczby bezrobotnych kobiet (w porównaniu do września 2004 r.) udział tej grupy wśród osób bez pracy wzrósł. Jednocześnie zmiany w strukturze bezrobocia obserwowane przez pryzmat poszczególnych grup wiekowych, podziału na mieszkańców miast i wsi czy też poziomu wykształcenia, miały zdecydowanie mniejsze natężenie. Najliczniejszą grupę bezrobotnych w województwie z udziałem sięgającym 27,5 procent stanowią osoby w wieku od 25 do 34 lat. Odsetek osób młodszych (15-24 lat) oraz w wieku 45-54 lat kształtuje się na zbliżonym poziomie (23-24 proc.). Najmniej liczny przedział stanowią bezrobotni w wieku 35-44 lat. Struktura wieku osób bez pracy w województwie pomorskim kształtuje się w zbliżony sposób do struktury krajowej. Pozytywnie należy oceniać fakt, iż ponad 50 procent bezrobotnych nie ukończyła 35 roku życia. To właśnie ta grupa obdarzona jest stosunkowo najwyższą możliwością przekwalifikowania, a tym samym ma największe szanse na ponowne zatrudnienie.

Analiza poziomu wykształcenia osób pozostających bez pracy wskazuje, iż największą grupę (67,6 proc.) stanowią bezrobotni o wykształceniu zasadniczym zawodowym i gimnazjalnym. Niemal piętnastokrotnie rzadziej brak pracy dotyka osób, które ukończyły studia. Stanowią one bowiem nieco ponad 4,5 procent regionalnej populacji bezrobotnych (przy wartości wskaźnika krajowego sięgającej 5,4 proc.). Podobna relacja występuje wśród osób z wykształceniem policealnym oraz średnim zawodowym (województwo pomorskie – 20,2 proc., Polska – 22,2 proc.). Okazuje się więc, że na Pomorzu inwestycja w edukację, lepiej niż przeciętnie w kraju, zabezpiecza przed bezrobociem .

Istotnym zagadnieniem jest czas pozostawania bez zatrudnienia. Ponad połowa spośród wszystkich bezrobotnych w województwie pozostaje bez pracy ponad rok. Problem stanowi nie tylko to, że podobnie jak pozostali bezrobotni ludzie ci nie zdobywają nowych umiejętności, lecz fakt, iż wraz z upływem czasu tracą posiadane już kwalifikacje zawodowe. Tym samym ich szanse na ponowne znalezienie pracy zmniejszają się.

Dynamika bezrobocia

O zmianach zachodzących na rynku pracy w pierwszym rzędzie decydują dwa czynniki: zmiana kondycji gospodarki kształtująca stronę popytu oraz uwarunkowania demograficzne decydujące o podaży siły roboczej. Spośród tych dwóch aspektów znacznie większą przewidywalnością cechują się prognozy demograficzne. Zgodnie z szacunkami Głównego Urzędu Statystycznego liczba ludności w wieku produkcyjnym (od 18 do 59 lat – kobiety oraz od 18 do 64 – mężczyźni) będzie wzrastać rokrocznie do 2010 r. Niemożliwe jest jednak dokładne oszacowanie spodziewanego przyrostu zasobów pracy na rynku ze względu na zmieniające się współczynniki aktywności ekonomicznej ludności, jak również prawdopodobną zmianę przepisów regulujących wiek emerytalny kobiet.

9

Wskaźnik aktywności ekonomicznej ludności osiągając 53,4 proc. na koniec 2004 r. (poniżej wynoszącej 54,9 proc. przeciętnej krajowej), plasuje Pomorskie na 14 pozycji w rankingu województw. Oznacza to, że spośród liczącej 1,6 mln osób populacji w wieku 15 lat i więcej pracuje bądź wyraża taką gotowość niecałe 860 tys. osób. Tym samym województwo cechuje się jednym z wyższych w kraju odsetkiem biernych zawodowo, z których ponad połowa przebywa na emeryturze bądź też nie może podjąć pracy ze względu na chorobę lub niesprawność. Relacje pomiędzy zatrudnionymi oraz bezrobotnymi i biernymi zawodowo plasują Pomorskie w grupie województw o bardzo wysokim poziomie obciążenia populacji pracujących2.

W porównaniu do 2003 r. współczynnik aktywności ekonomicznej ludności wzrósł o ponad 1 pkt proc. Niemniej jednak, wartość wskaźnika jest nie tylko daleka od tej z 2001 r. (sięgającej niemal 58 proc.), ale jeszcze bardziej odbiega od przeciętnej wartości notowanej w krajach członkowskich UE.

Zmiany stanu regionalnego oraz krajowego rynku pracy są silnie powiązane. Potwierdza to bardzo wysoka korelacja współczynników napływu i odpływu do bezrobocia na Pomorzu oraz w Polsce. Lokalny rynek pracy cechuje się stosunkowo wysokim poziomem płynności. Jej odzwierciedleniem jest wskaźnik płynności bezrobocia będący stosunkiem liczby bezrobotnych wyrejestrowanych do zarejestrowanych w tym samym przedziale czasowym. Jego wartość w Pomorskiem kształtująca się na poziomie niemal 108 procent (wyższa od średniej krajowej – 1,3 pkt proc.) wskazuje, iż na każde 100 osób, które utraciły w 2004 r. pracę przypadało w tym samym okresie 108 nowo zatrudnionych pracowników. Relacje te w wypadku bezrobotnych kobiet kształtują się mniej korzystnie. Niemniej jednak także tu wartość wskaźnika płynności, choć niższa od krajowej, przekracza 100. Korzystnie wypada również porównanie wskaźnika płynności bezrobocia z wartościami z lat ubiegłych. Widoczna jest wyraźna tendencja wzrostowa z 89 w 2002 r. przez 100 w 2003 r., aż do obecnie notowanej wartości – 108.

Główną przyczyną wykreślania osób z rejestru bezrobotnych województwa pomorskiego w pierwszych trzech kwartałach 2005 r. okazało się podjęcie przez nie pracy. Sięgający niemal 50 procent udział grupy osób wyłączonych z ewidencji bezrobotnych należał do najwyższych w kraju (3 pozycja w rankingu województw). Przy tym niezwykle istotny jest fakt, iż do zatrudnienia zdecydowanej większości z nich (85 proc.) przyczyniły się tylko i wyłącznie mechanizmy rynkowe, a powstanie miejsc pracy nie było subsydiowane.

Drugim, niemal równie częstym powodem wyłączeń z rejestru było nie potwierdzenie gotowości do pracy. Co ciekawe od 2002 r. odsetek osób, które nie potwierdziły gotowości do pracy nieznacznie maleje, z 31 procent (2002 r.) do 27,9 procent w ciągu trzech kwartałów 2005 r.

Zróżnicowanie stopy bezrobocia w powiatach województwa

10

11

Pomorskie, w odniesieniu do innych województw, wyróżnia się wysokim zróżnicowaniem poziomu bezrobocia. Najwyższą jego stopą, zanotowaną w końcu października 2005 r. cechował się powiat nowodworski. Wynosząca 36,5 procent wartość wskaźnika ponad pięciokrotnie przekraczała poziom notowany w Sopocie (7,1 proc.). Niskim, zbliżonym do Sopotu, udziałem osób bez pracy wśród aktywnych zawodowo charakteryzował się rynek pracy w Gdańsku (10,8 proc.) oraz Gdyni (8,0 proc.). Zróżnicowanie struktury przestrzennej bezrobocia w województwie pomorskim z reguły nie odbiega od innych regionów „aglomeracyjnych”. Brak pracy jest najmniej dotkliwy w największym ośrodku miejskim województwa (Trójmiasto) będącym jednocześnie siedzibą władz samorządowych i obszarem dynamicznego rozwoju gospodarczego. Pozostałe obszary ze względu na mniej konkurencyjną strukturę gospodarczą – najczęściej obciążone wysokim udziałem pracujących w rolnictwie – w większym stopniu zostają dotknięte zjawiskiem braku pracy. Najgorzej prezentują się powiaty usytuowane na zachodzie oraz we wschodniej części województwa, w wielu z nich stopa bezrobocia przekroczyła w październiku 2005 r. 30 procent.

Z punktu widzenia zróżnicowania lokalnych rynków pracy w województwie pomorskim wyróżnić można 4 grupy powiatów. Metoda klasyfikacji uwzględnia stan rynku pracy reprezentowany przez stopę bezrobocia, elastyczność ilustrowaną współczynnikiem odpływu bezrobocia oraz jego strukturę (udział długotrwale bezrobotnych). Liderem takiego zestawienia jest grupa utworzona przez dwa powiaty: Gdynię oraz Sopot. Cechuje się ona najniższą stopą bezrobocia, stosunkowo najkorzystniejszą jego strukturą oraz najbardziej elastycznym rynkiem pracy. Nieco gorsze oceny wyróżniają klasę B, złożoną z Gdańska i Słupska oraz otaczających Trójmiasto powiatów gminnych. Oddziaływanie aglomeracji trójmiejskiej rozciąga się od powiatu puckiego na północy województwa przez wejherowski, kartuski, gdański oraz kościerski na południu. Jedynym z przyległych obszarów, który nie został zaliczony do tej grupy jest powiat nowodworski.

Jeszcze niższe wartości stóp bezrobocia oraz udziału długotrwale bezrobotnych są charakterystyczne dla powiatów: człuchowskiego, chojnickiego, tczewskiego, malborskiego oraz kwidzyńskiego, tworzących klasę C. W porównaniu do grupy B lepiej kształtuje się tu elastyczność pracy.

Ostatnią grupę tworzą powiaty najbardziej oddalone od Trójmiasta. Tu bezrobocie należy do najwyższych w regionie i cechuje się bardzo dużym (do 42 proc. w powiecie lęborskim) udziałem osób długotrwale bezrobotnych. Co gorsza, niska elastyczność rynku pracy pozwala wnioskować, że nawet bardzo dobra koniunktura gospodarcza nieprędko przełoży się na poprawę sytuacji na lokalnych rynkach pracy.

Ocena stanu rynku pracy na podstawie liczby bezrobotnych przypadającej na jedną ofertę pracy pozwala wysnuć nieco odmienne wnioski. Najniższa wartość tak policzonego wskaźnika3 cechuje powiaty: kwidzyński oraz człuchowski. Na każdą zgłoszoną propozycję zatrudnienia przypadało tam kolejno ponad 2100 oraz 3400 bezrobotnych. Zdecydowanie lepszymi (ale nadal dość niskimi) wartościami owej relacji cechują się powiaty: słupski, malborski oraz sztumski. Z kolei najmniejszą liczbę bezrobotnych na jedną ofertę pracy zanotowano w Tczewie, Starogardzie Gdańskim oraz Trójmieście. Szczególnie ostatnie zestawienie odbiega od uprzednio dokonanej oceny podobieństwa lokalnych rynków pracy. Należy jednak uwzględnić, iż oferty zatrudnienia trafiające do urzędów pracy reprezentują tylko część rzeczywistego popytu na pracę4. Ponadto problemem jest niedopasowanie kwalifikacji bezrobotnych do profilu proponowanego zatrudnienia. W rezultacie wysoka liczba zgłoszonych ofert może w skrajnej sytuacji nie wpłynąć w żaden sposób na liczbę pracujących.

Struktura zawodowa rynku pracy

Spośród wszystkich osób (73 tys.), które straciły pracę w pierwszym półroczu 2005 r. najliczniejszą grupę stanowiły osoby bez zawodu. Brak kwalifikacji zawodowych powoduje, iż szanse na znalezienie pracy są znikome – z niemal 31 tys. ofert zgłoszonych od stycznia do czerwca 2005 r. tylko 18 proponowało zatrudnienie pracownikom niewykwalifikowanym. Na drugim miejscu pod względem napływu do bezrobocia znaleźli się sprzedawcy i demonstratorzy. Jednocześnie zaobserwowano pojawienie się największej ilości nowych ofert pracy dla przedstawicieli tych właśnie profesji. Najprawdopodobniej efektem wysokiej fluktuacji jest rozbieżność między wymaganiami pracodawców oraz oczekiwaniami zatrudnianych pracowników.

Szczególną grupę zawodową stanowią robotnicy budowlani. Udział przedstawicieli tego zawodu w napływie bezrobotnych województwa pomorskiego kształtował się na poziomie 3,5 proc. Równolegle obserwowano wzrost popytu ze strony pracodawców na usługi tej grupy zawodowej. Liczba zgłoszonych w ciągu 6 miesięcy ofert przekroczyła 1500. Podobnie uwagę zwracają pracownicy zaliczeni go grupy „formierze odlewniczy, spawacze, blacharze, monterzy konstrukcji metalowych i pokrewni”. Do 866 osób, które utraciły w ciągu pierwszych dwóch kwartałów 2005 r. pracę, skierowano ponad 1700 ofert zatrudnienia. Mimo ożywienia spowodowanego poprawą koniunktury w przemyśle stoczniowym pod koniec czerwca 2005 r. nadal bez pracy pozostawało około 1800 osób (czyli 1,1 proc. ogółu bezrobotnych).

Wśród bezrobotnych z wyższym wykształceniem w najtrudniejszej sytuacji znaleźli się specjaliści ds. ekonomicznych i zarządzania oraz specjaliści nauk społecznych i pokrewnych. W pierwszej z wymienionych grup zawodowych przyrost osób bez pracy sięgnął niemal 2000 bezrobotnych, w drugiej było to nieco ponad 700. Tu jednak szczególnie niepokoi wynosząca 10 do 1 proporcja napływu bezrobotnych do liczby zgłoszonych ofert pracy.

Do najbardziej poszukiwanych profesji należą zawody z grupy robotników przemysłowych i rzemieślników. Nieco mniejszym popytem cechują się pracownicy przy pracach prostych oraz pracownicy usług osobistych i sprzedawcy. Najmniejszą liczbę zgłoszonych ofert pracy kierowano natomiast do urzędników oraz pracowników niewykwalifikowanych. Bardziej szczegółowa analiza stanu rynku pracy w pierwszej połowie 2005 r. pozwala wyróżnić 13 grup zawodowych, dla których popyt na pracę reprezentowany przez zgłaszane oferty zatrudnienia był wyższy od podaży kreowanej przez napływ bezrobotnych. W skrajnym przypadku – operatorów maszyn i urządzeń wydobywczych – relacja była prawie trzykrotna (2,7).

Podsumowanie

Ocena wojewódzkiego rynku pracy jest niejednorodna. Powodów do zadowolenia dostarcza szybciej niż przeciętnie w kraju spadająca w ostatnim czasie stopa bezrobocia. Cieszą obserwowane zmiany struktury gospodarki regionu oraz towarzyszący im wzrost elastyczności rynku pracy. Bez nich znacznie trudniejsze byłoby podołanie wyzwaniom najbliższej przyszłości wynikającym ze zmian demograficznych.

Niepokojący natomiast jest fakt, że zaobserwowane zmiany nie zachodzą równomiernie przestrzennie. Zjawisko bezrobocia jest znacznie bardziej dotkliwe poza otaczającym Trójmiasto „pierścieniem dobrobytu”. Szczególnie niekorzystnie kształtuje się sytuacja w powiatach ze wschodniej oraz zachodniej części województwa charakteryzujących się najwyższymi stopami bezrobocia i niską jego płynnością. Kolejnym problemem okazuje się niski poziom aktywności ekonomicznej mieszkańców Pomorza. Na każdych 10 pracujących przypada bowiem około 13 osób bezrobotnych bądź też biernych zawodowo. W tym aspekcie korzystnie natomiast należy ocenić fakt, iż główną przyczyną wykreślania osób z rejestru bezrobotnych jest podejmowanie przez nie pracy. Przy tym nowo utworzone miejsca pracy są w większości efektem działania mechanizmów rynkowych.

Skip to content