Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Mobilność, nie transport

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Dominik Aziewicz – dziennikarz „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Dominik Aziewicz: Polskie miasta zmieniają się w bardzo dynamicznym tempie, m.in. pod względem infrastruktury transportowej. Jak rozwój ten oceniany jest w kręgach ekspertów?

Piotr Kuropatwiński: Obecnie wśród specjalistów zajmujących się planowaniem transportu w obszarach zurbanizowanych mamy do czynienia ze zmianą paradygmatu. Nie jest to zwrot o 180°, niemniej ta zmiana sposobu myślenia o kształtowaniu warunków poruszania się po mieście niesie za sobą bardzo istotne konsekwencje. Chodzi generalnie o odejście od planowania rozwiązań dla ruchu pojazdów, czyli planowania transportu, i szukanie takich, które będą poprawiały warunki mobilności ludzi. Transport nie jest celem samym w sobie – jest on czymś, co umożliwia realizację różnych innych celów. Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, w planowaniu miasta zaczynamy uwzględniać ruch pieszych, innych niezmotoryzowanych (np. rowerzystów) oraz oczywiście klientów transportu publicznego. Nie pomijamy przy tym kwestii ruchu pojazdów oraz ich parkowania. Wszystkie te aspekty wpisują się w pewną hierarchię, którą można ustawiać w różny sposób – bardziej lub mniej przyjazny dla poszczególnych z nich. Ważne, by planowania mobilności nie rozpatrywać w oderwaniu od gospodarowania przestrzenią: obecnie za miasto zrównoważone, „modelowe” przyjmuje się ośrodki o dość zwartej zabudowie, w policentrycznej aglomeracji, dobrze powiązane wewnętrznie i zewnętrznie dzięki sprawnej komunikacji szynowej.

Obecnie w miastach zaczyna odchodzić się od planowania rozwiązań dla ruchu pojazdów i szuka się takich, które poprawiają warunki mobilności ludzi. Transport nie jest bowiem celem samym w sobie – jest on czymś, co umożliwia realizację różnych innych celów.

Dlaczego tak ważna jest zwarta zabudowa miasta?

Miasta rozlane stanowią często modelowy przykład tego, jak nie powinno się tworzyć miast. Nie mogą być one atrakcyjnie obsłużone systemem komunikacji miejskiej. Dla ilustracji można przywołać kontrastowe przykłady Atlanty i Barcelony. Liczba ich mieszkańców jest porównywalna. Amerykańskie miasto jest rozlane – tylko 4% populacji ma dostęp do stacji metra w odległości 600 metrów od miejsca zamieszkania. Ten sam wskaźnik w Barcelonie wynosi 60%. Proszę pomyśleć, jaka to oszczędność wydatków na tworzenie podstawowej infrastruktury, a także energii i czasu! Oczywiście, zwartość miasta wpływa też na poprawę wielu innych aspektów jakości życia mieszkańców. Przykłady, które wymieniłem są dość skrajne. Przeciętne miasta można zazwyczaj uplasować gdzieś pomiędzy nimi – nieco bliżej Atlanty lub nieco bliżej Barcelony. Wyzwanie polega na wybraniu kierunku, w którym powinniśmy zmierzać oraz na jego realizacji.

Czy infrastruktura transportowa miasta ma być tworzona głównie z myślą o kierowcach czy też punktem odniesienia powinni być mieszkańcy, którzy chcą korzystać także z innych sposobów zaspokajania codziennych potrzeb mobilności?

Dlaczego rozwój infrastruktury drogowej jest aż tak niekorzystny dla rozwoju miast?

Problemem nie jest sam rozwój infrastruktury, ale jakość refleksji na temat roli samochodu w codziennym życiu mieszkańców. Kwestią do zastanowienia się jest to, czy infrastruktura transportowa miasta ma być tworzona głównie lub wyłącznie z myślą o użytkownikach samochodów, czy też punktem odniesienia powinni być mieszkańcy, którzy mogą i chcą korzystać także z innych sposobów zaspokajania codziennych potrzeb mobilności. Myślę tu na przykład o osobach, które znają zarówno zalety, jak i wady auta, są jego posiadaczami lub nie, a mimo to szukają innego sposobu poruszania się po mieście, a także o takich, które z samochodu nie mogą korzystać z racji wieku, niepełnosprawności czy innych przyczyn.

Odwrócenie się od transportu samochodowego wydaje się jednak nieco utopijnym pomysłem. Czy istnieje realna alternatywa dla aut?

Między ekspertami transportu miejskiego wydaje się panować zgoda, że trzeba szukać rozwiązań prowadzących do zatrzymania lub odwrócenia tendencji do korzystania z samochodów w takim stopniu jak teraz. Decydenci zdolni do głębszej refleksji zwykle wiedzą, że koncentrowanie się na potrzebach mieszkańców chcących korzystać z samochodu bez ograniczeń prowadzi w ślepą uliczkę, również ze szkodą dla osób, które chcą poprawiać warunki korzystania z samochodu bez zwracania uwagi na potrzeby czy poglądy osób wybierających inne opcje. Jako główny kierunek działań mających wyprowadzić miasta z tego ślepego zaułka uznawane jest zwiększenie jakości i skali korzystania z transportu publicznego. Takie myślenie ma jednak podstawową słabość. Doświadczenia polskich miast pokazują, że odejście od planowania „pod auta” na rzecz planowania „pod klientów transportu publicznego” nie daje pożądanych efektów. Udział przejazdów samochodem w ogólnej liczbie codziennych podróży w ostatnich latach w wielu polskich miastach rósł, a liczba osób korzystających z transportu publicznego ulegała redukcji, mimo stosowania retoryki o dążeniu do „zrównoważonego rozwoju” miasta i jego systemu transportowego. Pogarszały się jednocześnie warunki życia wszystkich.

Odejście od planowania „pod auta” na rzecz planowania „pod klientów transportu publicznego” nie daje pożądanych efektów. Kiedy przesiadamy się z wygodnego samochodu, który stoi w korku, do zatłoczonego autobusu, który również stoi w korku, nie widzimy sensu takiej zmiany zachowań.

PPG-4-2014_63-mobilnosc-nie-transport-1.jpg

Dlaczego tak się dzieje?

Zjawisko to ma wiele przyczyn, zwykle tłumaczy się to przede wszystkim brakiem poczucia przewagi transportu zbiorowego nad samochodem użytkowanym w tradycyjny sposób. Kiedy przesiadamy się z wygodnego samochodu, który stoi w korku, do zatłoczonego autobusu, który również stoi w korku, nie widzimy sensu takiej zmiany zachowań. Gdyby większość ludzi zdecydowała się na transport publiczny sytuacja być może uległa by poprawie. Ważniejsze jest jednak to, że komunikacja publiczna ma też jeszcze jedną, niezbywalną słabość. Praktycznie nigdy nie zapewnia możliwości przemieszczania się „od drzwi do drzwi”. Stąd też konieczność poprawy jakości dostępu do przystanków komunikacji publicznej. O pieszych się zwykle pamięta, rzadko się jednak konsekwentnie myśli i działa na rzecz zaspokojenia oczekiwań niepełnosprawnych czy korzystających z roweru. Tutaj tkwi olbrzymi, niedostatecznie wykorzystywany m.in. w Trójmieście potencjał: poprawa warunków funkcjonowania łańcuchów ekomobilności.

Jak tworzyć takie łańcuchy?

Kluczowa jest dobra jakość zarządzania przestrzenią w mieście. Największy potencjał ma uspokajanie ruchu i rozwój systemów „rower + transport szynowy”. Niestety, jak dotąd częściej słyszy się o zamiarze budowy piętrowych parkingów przesiadkowych dla zmotoryzowanych. To wymaga poniesienia dużych nakładów i nawet jeśli tymczasowo rozwiązuje problemy codziennej mobilności mieszkańców dalekich przedmieść lub gmin sąsiednich, stanowi formę wspierania procesu suburbanizacji i wyludniania się centrum. Warto rozważać alternatywne opcje, o wielokrotnie wyższych wskaźnikach korzyści wobec kosztów. Innym rozwiązaniem sprzyjającym zmniejszeniu ruchu samochodów jest wprowadzenie opłat za wjazd samochodem do centrum miasta (opłaty kongestyjne). Pomysł ten zwykle, w momencie pojawienia się, spotyka się z oporem, ale po wprowadzeniu z odpowiednim przygotowaniem, znajduje zrozumienie i poparcie większości – również kierowców. W Sztokholmie władze miasta po ogłoszeniu zamiaru wprowadzenia opłat kongestyjnych chcąc wprowadzić strefę płatnego parkowania, napotkały znaczny opór mieszkańców. W związku z tym zaproponowały wdrożenie opłat na próbę, na okres trzech miesięcy. W tym czasie średnia prędkość przejazdu samochodów wzrosła, gdyż było ich mniej. Część mieszkańców przesiadła się na rowery lub zaczęła korzystać w większej niż dotąd mierze z transportu publicznego. Liczba podróży odbywanych przez sztokholmczyków nie uległa zmianie, ale przekształciła się ich struktura. Mieszkańcy poczuli, że jest to dla nich korzystne. Po trzech miesiącach większość z nich domagała się podwyższenia stawek, ponieważ zauważyli, że zniesienie opłat znacznie pogarsza swobodę poruszania się. Ten i inne przykłady potwierdzają tezę, że nawet dobre pomysły wymagają odpowiedniego podejścia: istotne jest nie tylko to, co się wprowadza, ale jak zarządza się procesem zmian.

Dla tworzenia łańcuchów ekomobilności kluczowa jest dobra jakość zarządzania przestrzenią w mieście – dążenie do jak największej jego kompaktowości, a także uspokajanie ruchu i rozwój systemów „rower + transport szynowy”.

W Polsce taki pomysł trudno byłoby chyba zrealizować – Polacy kochają samochody.

Są tacy, którzy kochają samochody i zawsze się nimi poruszają. Są tacy, którzy je kochają, ale za nimi tęsknią, bo nie stać ich na kosztowną eksploatację pojazdu. Są też tacy, dla których samochody służą po prostu jako narzędzie pracy, lecz znając ich zalety, dostrzegają również ich wady i ograniczenia. Szukają innych rozwiązań. Dla mojego pokolenia samochody długo stanowiły zakazany lub bardzo trudno dostępny owoc. Stąd jest wielu, którzy ciągle odczuwają fascynację samochodami. Mam jednak nadzieję, że większość ludzi ma to już za sobą. Pokolenie moich dzieci odczuwa emocje dotyczące motoryzacji w sposób dużo bardziej zrównoważony.

Samochody długo stanowiły zakazany owoc. Stąd są ludzie, którzy ciągle odczuwają fascynację samochodami. Mam jednak nadzieję, że większość ma to już za sobą.

Czy mamy obecnie warunki do tego, by korzystać z rowerów w większym stopniu niż dotąd?

Drogi dla rowerów mogą być oceniane według wielu różnych kryteriów. Tradycyjnie reprezentanci tzw. lobby rowerowego zwykle skupiali uwagę na jakości nawierzchni dróg rowerowych, wysokości krawężników czy promieniach łuków, ostro krytykując jakość tworzonych dla ruchu rowerowego widzialnych elementów infrastruktury. Dla mnie najważniejszym kryterium jest jakość rozwiązań sytuacji kolizyjnych występujących potencjalnie na skrzyżowaniach dróg dla rowerów z ulicami dróg dojazdowych. Powiem dyplomatycznie: mogłyby być one w wielu miejscach lepsze, ale często nie zależy to od jakości pracy projektantów, którzy zwykle dobrze wykonują swoją pracę, ale od jakości refleksji osób decydujących o strategii rozwoju systemu transportowego miasta. Najważniejsza jest jakość tzw. niewidzialnej infrastruktury rowerowej (stref z uspokojonym ruchem lub wolnych od parkowania i jazdy samochodem) w centrum miasta oraz w pobliżu węzłów przesiadkowych. Z tym nie jest najlepiej, na razie – dla Gdańska – zajmującego w rankingu polskich miast „rowerowych” czołowe miejsce wystawiam 3+, przy czym zaznaczam, że budowanie infrastruktury rowerowej nie jest najważniejsze. Rowerzyści mogą z powodzeniem jeździć po drogach, jeśli tylko zostaną zaakceptowani przez innych użytkowników jezdni jako równorzędni uczestnicy ruchu.

PPG-4-2014_63-mobilnosc-nie-transport-2.jpg

Czy zmiana przyzwyczajeń transportowych może wpłynąć na poprawę jakości relacji społecznych?

Przyzwyczajenia transportowe mają bardzo duży wpływ na jakość relacji międzyludzkich. W warunkach dominacji najbardziej „przestrzeniożernych”, a więc opartych na pojazdach dwuśladowych napędzanych silnikami spalinowymi, sposobów poruszania się często występuje zjawisko tzw. „road rage”. Jest ono szeroko opisane w literaturze i niestety zdarza się w naszym kraju coraz częściej. Bierze się ono z frustracji spowodowanej długą, samotną jazdą w korku. Trudno jest nie zauważyć, że ruch samochodowy odbywa się w swoistej izolacji od innych. Szybko poruszając się samochodem nie mamy czasu ani sposobności, aby wejść w interakcję z innymi jadącymi obok – z pewnością nie w te pozytywne. Dość symptomatyczne są też starania do zastąpienia tradycyjnych skrzyżowań układem wielopoziomowych węzłów, co ma przyczynić się do zwiększenia ich przepustowości. Rada miasta Vancouver już w latach siedemdziesiątych zakazała budowania takich rozwiązań. Miało to przyczynić się do poprawy komfortu i bezpieczeństwa pieszych. Na moim osiedlu pobudowano pasy do skrętów w lewo i w prawo, w efekcie czego pieszy biegnie, aby zdążyć przejść przez sześć pasów na przejściu. W takim miejscu może czuć się zagrożony, bo wie, że zielone światło zaraz zacznie migać. Samochody z kolei muszą długo czekać na to, aż ludzie przejdą. To wszystko pogłębia frustrację i pogarsza jakość życia w mieście – zwłaszcza osobom niezmotoryzowanym. W dalszej perspektywie tworzy się miasto, w którym aby kupić litr mleka zużywamy litr paliwa i tracimy czas w korkach.

Doświadczenie uczestnictwa w wielu masowych przejazdach rowerowych, w kraju i zagranicą mówi mi, że jakość relacji między osobami jadącymi obok siebie na rowerach jest bardzo wysoka. Wszyscy się do siebie uśmiechają i odnoszą z szacunkiem, nawet jeśli popełniają jakieś błędy. Innym laboratorium dobrych relacji międzyludzkich w przestrzeni publicznej są „ciclovias” – święta ulicy organizowane regularnie od wielu lat na głównych arteriach miast Ameryki Łacińskiej. Są one wówczas – zwykle w niedzielę – zamykane dla ruchu samochodowego i udostępniane dla mieszkańców, którzy poruszają się po nich rowerami, jeżdżą na rolkach, chodzą czy biegają. Robią to wszystko nie w celu rywalizacji, lecz po to, by atrakcyjnie spędzić czas. Inaczej mówiąc: na jakość relacji społecznych może dodatnio wpływać samo promowanie zmian w zakresie przyzwyczajeń transportowych, na rzecz bardziej przyjaznych środowisku naturalnemu i społecznemu. W największym skrócie: miasta przyjazne dla rowerów okazują się miastami przyjaznymi dla swoich mieszkańców, przyjezdnych i inwestorów.

Przyzwyczajenia transportowe mają bardzo duży wpływ na jakość relacji międzyludzkich. Jazda samochodem ogranicza sposobność wchodzenia w interakcje. Podróżując pieszo, rowerem czy transportem publicznym nasze kontakty z innymi ludźmi są częstsze i lepsze.

PPG-4-2014_63-mobilnosc-nie-transport-3.jpg

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w III kwartale 2014 roku

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

We wrześniu 2014 r. oceny koniunktury gospodarczej w województwie pomorskim, w poszczególnych sektorach, mocno się różniły. W czterech spośród siedmiu analizowanych branż, liczba przedsiębiorców dobrze oceniających warunki gospodarowania przeważała nad liczbą opinii negatywnych. Najlepsze noty cechowały sektor informacji i komunikacji, w którym wartość wskaźnika ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa w listopadzie sięgnęła +27,4 pkt. Dodatnie oceny odnotowały także: przetwórstwo przemysłowe (+10,0 pkt.), handel hurtowy (+8,8 pkt.) oraz zakwaterowanie i usługi gastronomiczne (+8,5 pkt.). Na przeciwnym biegunie uplasowały się: transport, gospodarka magazynowa z wartością omawianego indeksu sięgającą –12,9 pkt., budownictwo (–6,6 pkt.) oraz handel detaliczny (–5,8 pkt.).

Rysunek 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od września 2013 do września 2014

PPG-4-2014_63-sytuacja-gospodarcza-wojewodztwa-pomorskiego-w-iii-kwartale-2014-r-1.png

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS

Więcej optymizmu niesie ze sobą analiza zmian wskaźników ogólnej sytuacji przedsiębiorstw w czasie. Dla czterech spośród siedmiu analizowanych branż odnotowano poprawę, biorąc za punkt odniesienia sytuację sprzed roku (wrzesień 2013 r.). O progresie można mówić zwłaszcza w odniesieniu do handlu hurtowego, gdzie wskaźnik bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wzrósł w ujęciu rocznym o 11,9 pkt. oraz w odniesieniu do budownictwa (zmiana +11,7 pkt). Regres odnotowano natomiast w zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (–12,2 pkt.) oraz w mniejszym stopniu w transporcie i gospodarce magazynowej (–5,9 pkt.) i handlu detalicznym (–3,6 pkt.).

Wśród siedmiu analizowanych sektorów – cztery wyróżniały się ponadprzeciętnymi, w stosunku do innych województw, ocenami koniunktury gospodarczej. Pod tym względem szczególnie wyróżniało się przetwórstwo przemysłowe, gdzie różnica indeksu wojewódzkiego i ogólnopolskiego sięgnęła +9,1 pkt. W rezultacie województwo pomorskie uplasowało się na trzecim miejscu w rankingu regionów. W zdecydowanie gorszej sytuacji niż przeciętnie w kraju znaleźli się natomiast reprezentanci transportu i gospodarki magazynowej oraz handlu detalicznego. Tu indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa osiągnął wartość odpowiednio o 14,7 pkt. (transport) oraz 6,6 pkt. (handel detaliczny) niższą od odpowiedników ogólnopolskich, zaś województwo zajęło czternastą i dziewiątą pozycję wśród polskich regionów.

Zachowanie indeksu przewidywanej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa budzi umiarkowany optymizm. Tylko w dwóch spośród analizowanych rodzajów działalności przeważają nastroje negatywne. Jednym z nich jest zakwaterowanie i usługi gastronomiczne, gdzie wskaźnik wyprzedzający osiąga –33,0 pkt. Drugim jest natomiast handel detaliczny z wartością omawianego indeksu na poziomie –9,0 pkt. W perspektywie trzech miesięcy o niezłych nastrojach można mówić w odniesieniu do handlu hurtowego oraz przetwórstwa przemysłowego.

Działalność przedsiębiorstw

W końcu III kwartału 2014 r. liczba podmiotów gospodarki narodowej wynosiła 274,8 tys. W stosunku do końca II kwartału dynamika kształtowała się na poziomie 0,3 proc., a w odniesieniu do końca II kwartału 2013 r. – 1,5 proc. Zaobserwowane zmiany, choć wpisywały się ciągle w tendencję wzrostową obserwowaną od początku 2013 r., były nieznaczne. Rok wcześniej przyrost liczby podmiotów gospodarczych, zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym, był wyraźnie wyższy (odpowiednio o 0,8 i 3,1 proc.). Jak już wielokrotnie wskazywano, trudno o jednoznaczną interpretację obserwowanego zjawiska. Najbardziej oczywiste wytłumaczenie zakłada realny wzrost przedsiębiorczości. Obserwowane zmiany nie naśladują jednak fluktuacji wyników działalności przedsiębiorstw czy wahań stanu rynku pracy. Należy więc przyjąć, że wzrost liczby podmiotów gospodarki narodowej po części jest efektem samozatrudnienia. Ta forma regulacji relacji z pracownikami jest szczególnie korzystna dla przedsiębiorców, gdyż umożliwia daleko idące uelastycznienie zatrudnienia, ograniczenie kosztów i uproszczenie zarządzania kadrami. Jednocześnie samozatrudnienie dla pracowników może stanowić alternatywę dla utraty pracy. Ceną jest jednak utrata podstawowych praw pracowniczych, gwarantowanych kodeksem pracy.

Rysunek 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od października 2011 do września 2014

PPG-4-2014_63-sytuacja-gospodarcza-wojewodztwa-pomorskiego-w-iii-kwartale-2014-r-2.png

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Wyniki działalności przedsiębiorstw mierzone dynamiką produkcji sprzedanej przemysłu, produkcji budowlano­‑montażowej oraz sprzedaży detalicznej w odniesieniu do września 2013 r. należy ocenić pozytywnie, gdyż we wszystkich trzech wypadkach odnotowano wzrost. Jednocześnie należy podkreślić, że dynamika była niższa niż w poprzednim kwartale.

Produkcja sprzedana przemysłu cechowała się rosnącą dynamiką w całym kwartale, dzięki czemu udało się odwrócić niekorzystny trend, jaki zarysował się kwartał wcześniej. Miał on, co prawda, po części charakter statystyczny i wynikał z niskiej dynamiki w drugim kwartale 2013 r. Wyniki z września 2014 r. były wyraźnie dodatnie i nie odbiegały od notowanych w drugiej połowie 2013 r. i na początku 2014 r. Na tej podstawie można stwierdzić, że sytuacja przemysłu w analizowanym okresie była względnie dobra.

W przypadku produkcji budowlano­‑montażowej początkowo miał miejsce drastyczny spadek dynamiki. Był on jednak raczej nieunikniony i brał się ze znacznej poprawy sytuacji tego sektora, jaka nastąpiła w III kwartale 2013 r. Odniesienie wolumenu produkcji sprzedanej w III kwartale tego roku, w stosunku do sytuacji sprzed roku, wskazuje na stabilizację (interpretacja optymistyczna) czy też stagnację (interpretacja pesymistyczna).

Dynamika sprzedaży detalicznej wyraźnie osłabła we wrześniu 2014 r., choć nadal była dodatnia. Takie spadki notowano już w ostatnich kilku latach, choć były epizodyczne. Czy i tym razem tak będzie – czas pokaże, choć warto zwrócić uwagę, że zmienność dynamiki sprzedaży detalicznej w 2014 r. jest wyraźnie wyższa niż rok wcześniej.

Handel zagraniczny

W sierpniu 2014 r.¹ wartość eksportu wyniosła 827,3 mln euro, zaś importu 1109,4 mln euro. W stosunku do lipca 2014 r. wartość eksportu wzrosła o 2 proc., a importu o 3 proc. W stosunku do sierpnia roku poprzedniego odnotowano 6-proc. spadek wartości eksportu i 1-proc. wzrost wartości importu. Saldo wymiany handlowej województwa pomorskiego z zagranicą pozostawało nadal ujemne i wyniosło –282,2 mln euro.

W sierpniu 2014 r. najwyższy udział w strukturze geograficznej importu miały kraje byłego ZSRR. Ich udział względem zeszłego roku wzrósł o ponad 10 pkt. proc. W przypadku pozostałych krajów pochodzenia importu zanotowano stabilizację udziału (kraje UE na poziomie 20,7 proc.) oraz kilkupunktowy spadek (do 22,4 proc. w przypadku pozostałych krajów i 14,2 proc. w przypadku krajów kapitalistycznych). Udział krajów Europy Środkowo­‑Wschodniej nie zmienił się².

W sierpniu 2014 r. w strukturze geograficznej eksportu z województwa pomorskiego dominowały kraje Unii Europejskiej, których udział wzrósł o prawie 20 pkt. proc., do poziomu 62,5 proc. W przypadku pozostałych partnerów – krajów przeznaczenia eksportu z województwa pomorskiego – zanotowano spadki udziału. I tak, udział krajów kapitalistycznych wyniósł 16,9 proc. (spadek o ponad 5 pkt. proc.), pozostałych krajów 14,6 proc. (spadek o 10 pkt. proc.) i krajów byłego ZSRR 5,6 proc. (spadek o prawie 3 pkt. proc.). Udział krajów Europy Środkowo­‑Wschodniej w eksporcie nie uległ istotnej zmianie i wyniósł 0,5 proc.

Rynek pracy i wynagrodzenia

W III kwartale 2014 r. zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw rosło jedynie w lipcu i sierpniu, osiągając w tym miesiącu wartość 282,9 tys. We wrześniu nastąpił natomiast spadek do poziomu 282,4 tys., co oznaczało powrót do stanu z końca czerwca br. Natomiast w porównaniu do końca września 2013 r. nadal zaznaczał się wyraźny wzrost na poziomie 2,1 proc. Spadek odnotowany we wrześniu nie miał charakteru precedensowego. Zdarzał się on również w poprzednich latach, co nie oznaczało zapoczątkowania negatywnej tendencji. Bieżący rok jest jednak o tyle inny, że od jego początku wzrost zatrudnienia był stały i intensywny. Być może kończą się zatem możliwości dalszego zwiększania zatrudnienia.

We wrześniu 2014 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 3910 zł. Było minimalnie niższe niż w czerwcu, natomiast, w porównaniu do czerwca 2013 r., wynagrodzenia wzrosły o 2,9 proc. Wzrost był realny, bo inflacja kształtowała się na poziomie bliskim zera. Nie mniej jego dynamika dość wyraźnie osłabła.

Rysunek 3. Wielkość zatrudnienia i poziom przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw w województwie pomorskim w okresie od października 2011 do września 2014

PPG-4-2014_63-sytuacja-gospodarcza-wojewodztwa-pomorskiego-w-iii-kwartale-2014-r-3.png

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

W III kwartale 2014 r. liczba bezrobotnych znacznie spadła. W końcu września wynosiła ona 95,2 tys. osób. Stopa bezrobocia kształtowała się na poziomie 11,2 proc. W stosunku do końca czerwca 2014 r. liczba bezrobotnych spadła o 5,1 proc. (a stopa bezrobocia o 0,5 pkt. proc.). Spadek nie był już tak duży jak w poprzednim kwartale, co po części wynika z sezonowej zmienności popytu na pracę, który właśnie zaczął słabnąć. Nie mniej należy wyraźnie zaznaczyć, że zanotowana we wrześniu liczba zarejestrowanych bezrobotnych była najniższa od listopada 2009 r. Spadek bezrobocia był także bardzo wyraźny w ujęciu rocznym. Otóż w stosunku do końca września 2013 r. liczba bezrobotnych spadła aż o 14,2 proc. Tak dużego spadku również nie odnotowano w ciągu kilku ostatnich lat.

Stosunkowo niewielki spadek bezrobocia w ujęciu kwartalnym nie spowodował istotnych zmian we wszystkich trzech analizowanych kategoriach bezrobotnych: w wieku do 25 lat, w wieku 50 lat i więcej oraz bezrobotnych długotrwale. Nie zmieniła się liczba bezrobotnych w pierwszej grupie, w pozostałych dwóch kategoriach odnotowano natomiast spadki rzędu 5 proc. Brak zmian liczby bezrobotnych w wieku do 25 lat, przy jednoczesnym spadku bezrobocia ogółem, wiązać należy ze wzmożonym napływem absolwentów oraz innych młodych pracowników, w następstwie zakończenia sezonu turystycznego i wywołanego tym zakończeniem spadku popytu na pracę.

W ujęciu rocznym najgłębsza redukcja (23 proc.) dotyczyła bezrobotnych w wieku do 25 lat, ubyło także bezrobotnych w wieku 50 lat i więcej (o 8 proc.). Przybyło natomiast (o 2 proc.) długotrwale bezrobotnych. Roczny wzrost liczby bezrobotnych w tej grupie to efekt generalnie trudnej sytuacji na rynku pracy, jaka ma miejsce od 2009 r. Duża liczba osób, która po tym okresie straciła pracę nie może jej znaleźć do chwili obecnej. Część zainteresowana jest jedynie formalnym statusem bezrobotnego i wynikającymi z niego korzyściami.

Rysunek 4. Liczba bezrobotnych i ofert pracy zgłoszonych do urzędów pracy w województwie pomorskim w okresie od października 2011 do września 2014

PPG-4-2014_63-sytuacja-gospodarcza-wojewodztwa-pomorskiego-w-iii-kwartale-2014-r-4.png

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

We wrześniu 2014 r. do urzędów pracy napłynęło 6,6 tys. ofert zatrudnienia. Było to o 56 proc. więcej niż przed rokiem, co wskazuje, że nastąpił wzrost popytu na pracę nie tylko o charakterze sezonowym. Dane z poszczególnych miesięcy 2014 r. wyraźnie wskazują, że popyt jest większy niż przed rokiem. Biorąc jednak pod uwagę zmienność sezonową, kolejnego wyraźnego wzrostu liczby ofert pracy zgłaszanych do PUP należy spodziewać się w marcu przyszłego roku.

Ważniejsze wydarzenia

Wysłuchania publiczne w sprawie wyłonienia Inteligentnych Specjalizacji Pomorza
W zakończonym w lipcu br. I etapie Konkursu na wybór Inteligentnych Specjalizacji Pomorza zgłoszonych zostało 28 propozycji specjalizacji. 18 września 2014 roku odbyły się wysłuchania publiczne, podczas których Partnerstwa zgłaszające specjalizacje prezentowały swoje propozycje. Spotkanie było okazją nie tylko do zaprezentowania postulowanych regionalnych specjalizacji, ale także dyskusji nad potencjałem poszczególnych propozycji oraz ewentualnymi synergicznymi połączeniami między nimi. Wystąpienia publiczne zgromadziły 200 uczestników zainteresowanych procesem wyboru inteligentnych specjalizacji na Pomorzu.

Po modernizacji linii pociągiem do Warszawy w niespełna 3 godziny
Według informacji biura prasowego Polskich Linii Kolejowych jeszcze w tym roku, od grudnia, pociągi pokonają ponad 330 km trasy z Gdyni do Warszawy w czasie 2 godzin i 58 minut. Składy przyspieszą najpierw do prędkości 160 km na godzinę, a miejscami, docelowo mają jeździć z prędkością do 200 km na godzinę. Modernizacja torów wymagała zamontowania około 1,5 miliona podkładów. Ostatnie roboty, na około 15-kilometrowym odcinku, prowadzone są w okolicach Malborka i Iławy oraz na stacji Gdańsk Wrzeszcz. Na pozostałych odcinkach trasy pociągi jeżdżą po dwóch nowych torach z prędkością do 160 km na godzinę. Na trasie linii wyremontowano dworce, a wejścia na perony dostosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych. Przystanki, stacje i przejścia podziemne zostaną objęte monitoringiem. Na trasie wzrośnie poziom bezpieczeństwa. Linia zostanie wyposażona w europejski system sterowania ruchem kolejowym – ERTMS. Bezpieczniej będzie też na przejazdach kolejowych. W ich miejsce powstanie około 100 nowych, bezpiecznych dwupoziomowych skrzyżowań. Kończąca się modernizacja zbiega się w czasie z wprowadzeniem pociągów Pendolino. Urząd Transportu Kolejowego wydał zgodę na ich dopuszczenie do eksploatacji. Pojawią się w nowym rozkładzie jazdy, który ma wejść w życie 14 grudnia.

Linia Kolejowa 226 do modernizacji
PKP Polskie Linie Kolejowe podpisały dwie umowy na remont linii kolejowej z Pruszcza Gdańskiego do Portu Północnego. Jedna, parafowana z konsorcjum firm Dragados, Vias y Construcciones i Electren za 312,51 mln zł brutto, obejmuje prace budowlane, a druga dotyczy projektów i wykonania urządzeń sterowania ruchem kolejowym i telekomunikacji kolejowej. Te prace wykonają Krakowskie Zakłady Automatyki za 82 mln zł brutto. W ramach inwestycji powstanie ponad 30 km nowych torów, 5 nowych wiaduktów i mostów. Do tego dojdą 42 nowe rozjazdy. Modernizacja linii kolejowej jest uzupełnieniem planów inwestycyjnych Portu Gdańsk, zakładających rozwój baz przeładunkowych, terminali kontenerowych i powstanie nowoczesnego centrum dystrybucyjno­‑logistycznego. Po remoncie linią będzie mogło jeździć 180 par pociągów na dobę, dziś jest to najwyżej 30 par. PKP PLK przygotowują kolejne inwestycje, które podwyższą jakość infrastruktury kolejowej prowadzącej do portów morskich.

Kolejne zamówienia na promy dla Remontowej Shipbuilding
Kontrakt dotyczy budowy trzech promów o długości 145 m każdy, mogących przewieźć 145 samochodów i 600 pasażerów. Zamawiającym jest BC Ferries – kanadyjski armator promowy, będący największym tego typu przewoźnikiem promowym w Ameryce Północnej i drugim na świecie. Dostawy jednostek rozpoczną się sierpniu 2016 r. a zakończą w lutym 2017. Konkurencja była silna. Remontowej Shipbuilding udało się pokonać cztery stocznie z Kanady, Niemiec, Norwegii i Turcji.

Dobre wyniki trójmiejskich portów
Wg portalu Morza i Oceany, w pierwszej połowie 2014 roku terminal BCT w Gdyni odnotował 25 proc. wzrost przeładunków w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Od stycznia do czerwca tego roku przeładowano 233 486 TEU, podczas gdy w I półroczu 2013 roku było to 186 788 TEU. Świetnie radzi sobie też gdański terminal głębokowodny DCT. W pierwszej połowie roku przeładował 610 tysięcy TEU. Jest to o niemal 40 tysięcy TEU więcej niż w porównywalnym okresie w 2013 roku. Również Zarząd Morskiego Portu Gdańsk S.A. podsumował pierwszą połowę roku pod względem przeładunków. Okazało się, że było ich o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Tym razem przeładowano 15,4 miliona ton. Przez gdański port przewija się coraz więcej drobnicy, co jest głównie zasługą wspomnianego już DCT. Po sześciu miesiącach zajmuje ona pierwszą pozycję ex aequo z paliwami płynnymi – po 5,6 miliona ton. Na kolejnych miejscach znalazły się obroty węglem i innymi ładunkami masowymi (po 1,7 miliona ton). Jednak w obsłudze węgla – w stosunku do roku 2013 – gdański port odnotował 37 proc. spadku. Ale za to aż 55 proc. wzrost nastąpił w imporcie kruszyw. Znacznie więcej – o około 60 proc. – przeładowano w Gdańsku zbóż.

Za dwa lata nowe nabrzeże w DCT
Spółka N.V. Besix zaprojektuje i wybuduje nowe głębokowodne nabrzeże w DCT Gdańsk. Firma wygrała przetarg. Jej oferta jest warta około 89 mln euro. Nowe nabrzeże w DCT Gdańsk będzie miało długość 650 m. Zostanie wyposażone w 5 suwnic STS, a także 16 suwnic typu RTG i dodatkowy sprzęt do obsługi operacji na placu składowym. To wszystko zwiększy zdolność przeładunkową terminalu do 3 mln TEU.

Dalekomorski Port Rybacki przyjął pierwsze statki
Inwestycja położona jest przy nabrzeżu WOC I w gdańskim porcie. Składa się na nią chłodnia przeładunkowo­‑składowa o powierzchni ok. 8,5 tys. m kw. mogąca jednorazowo pomieścić ponad 18 tys. palet i nawet do 30 tys. ton mrożonych ryb i owoców morza. W budynku znajdują się też biura inwestora – Północnoatlantyckiej Organizacji Producentów (PAOP). Planowane jest ustanowienie tu punktu granicznej kontroli weterynaryjnej oraz uzyskanie zezwoleń i certyfikacji na import produktów z Unii Europejskiej i krajów trzecich. Północnoatlantycka Organizacja Producentów została utworzona w 2003 roku w Warszawie. Zrzesza polskie firmy połowów dalekomorskich Atlantex i Arctic Navigations. Połowy prowadzone są na północnym Atlantyku w ramach przydzielonych Polsce limitów połowowych.

Dobre wyniki w ruchu cargo na gdańskim lotnisku
Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy podsumował pierwsze pół roku działalności w odniesieniu do przewozów towarowych. Okazuje się, że po sześciu miesiącach roku gdańskie lotnisko obsłużyło już ponad 2,8 tys. ton ładunków, co oznacza wzrost o 26,4 proc. w stosunku do pierwszego półrocza roku ubiegłego. Było to możliwe między innymi dzięki przewoźnikom kurierskim. W Gdańsku nie tylko pojawił się ze stałym połączeniem nowy operator – firma Fedex, ale również od dawna operujący DHL, wraz z rozwojem bazy, zmienił swój samolot na dużo większą jednostkę. Z Gdańska w ruchu cargo samoloty latają 5 razy tygodniowo do każdego z lotnisk: Lipska (DHL), Liege (TNT), Berlina (FEDEX). Rozwój przewozów cargo sprzyja dywersyfikacji usług, a co za tym idzie stabilności rozwoju portu lotniczego. Towarzyszy mu nie tylko wzrost liczby przewożonych pasażerów, ale także coraz większa liczba prywatnych samolotów korzystających z lotniska.

Unijne pieniądze na infrastrukturę wodno­‑kanalizacyjną pomorskich wsi
Marszałkowie Mieczysław Struk i Wiesław Byczkowski podpisali umowy z ponad 30 gminami na dofinansowanie realizacji projektów. Chodzi o wodno­‑ściekowe przedsięwzięcia w ramach działania „Podstawowe usługi dla gospodarki i ludności wiejskiej”, objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007–2013. Podpisanie umów jest efektem rozstrzygnięcia przez Zarząd Województwa Pomorskiego konkursu na realizację tego typu projektów w ramach PROW. Wartość umów opiewa na prawie 67 milionów złotych, z czego unijne dofinansowanie to ponad 26 mln złotych. Dotychczas w województwie pomorskim, w ramach PROW 2007–2013 zawarto 174 umowy na realizację projektów z zakresu infrastruktury wodno­‑kanalizacyjnej na obszarach wiejskich na prawie 213 mln złotych unijnego wsparcia.

Są środki na zagospodarowanie złoża B8 na Bałtyku
Wsparcie na zagospodarowanie złoża otrzyma Grupa Lotos. Polskie Inwestycje Rozwojowe zapewnią finansowanie w kwocie 430 milionów złotych, z kolei Bank Pekao S.A. i Bank Gospodarstwa Krajowego wyłożą 660 mln złotych. Umowy pod koniec sierpnia podpisała spółka córka gdańskiej firmy – Lotos Petrobaltic. Zajmuje się ona poszukiwaniem i wydobyciem ropy i gazu. Projekt poszukiwawczy na bałtyckim złożu B8 jest wart prawie 2 miliardy złotych.

Sunreef Yachts w Monaco, Włoszech i USA
Firma wystawi na targach Monaco Yacht Show swój najnowszy projekt – dwukadłubowy megajacht Sunreef 156 z serii ULTIMATE, a także wybrane jednostki wprowadzone na rynek w ubiegłym roku. ULTIMATE to linia luksusowych, szybkich katamaranów. Są do tego bardzo nowoczesne i przyjazne środowisku. Sunreef 156 ULTIMATE wyróżnia się m.in. trzema niezależnymi częściami na głównym pokładzie, wielkim salonem (255 m) z jadalnią, dwupoziomowym tarasem, jak i 65-metrową kabiną armatorską wyposażoną w garderobę i przestronną łazienkę. Jest to do tego jednostka elegancka i innowacyjna. Ponadto stocznia sprzedała odbiorcom we Włoszech i USA trzy jednostki katamaranu żaglowego Sunreef 74 jeszcze przed oficjalną prezentacją jednostki. Jest ona przestronna i łatwa w żegludze. Do tego ma duży zasięg. Twórcy postawili na komfort, zaawansowaną technologię i luksus.

Największa w kraju farma fotowoltaiczna powstała w Gdańsku
Farma wybudowana została przez grupę kapitałową Energa. Inwestycja powstała na granicy Gdańska i Przejazdowa. Jest największą farmą fotowoltaiczną w Polsce. Tworzy ją 6292 paneli o łącznej mocy 1,636 MW. Farma zajmuje 25 tysięcy m2 – czyli jest większa niż trzy pełnowymiarowe boiska piłkarskie. Według wstępnych szacunków instalacja będzie produkować około 1,5 GWh energii rocznie, co jest równoważne zapotrzebowaniu około 720 gospodarstw domowych. Inwestycja kosztowała prawie 9,5 mln zł. Energa planuje także budowę elektrowni fotowoltaicznej w województwie kujawsko­‑pomorskim o mocy około 4 MW.

Ponad 200 nowych miejsc pracy w Gdańsku
Miejsca pracy powstaną w firmie Call Center Inter Galactica. Na początku lipca otworzyła ona oddział w biurowcu Neptun w Gdańsku Wrzeszczu. CCIG zajmuje się outsourcingiem usług contact center. Obecnie posiada siedem lokalizacji w pięciu miastach Polski. Obsługuje 54 klientów z 17 branż. Firma zatrudnia 3500 wykwalifikowanych konsultantów oraz 200 managerów. CCIG opiera swą działalność na trzech współzależnych zasobach – kreatywnych ludziach, elastycznych procesach i technologiach, które łączą tradycję z nowoczesnością. Firma zapowiada, że chętnie zatrudni studentów i zaoferuje im elastyczny czas pracy.

SMT Software zwiększa zatrudnienie
Wrocławska firma otwiera oddział w Trójmieście. W najbliższym czasie chce zatrudnić 100 osób. Poszukiwani są zarówno doświadczeni specjaliści IT, jak i studenci ostatnich lat studiów. Zatrudnienie w firmie znajdą testerzy oprogramowania oraz programiści. Jak informuje firma – kandydaci, którzy dołączą do zespołu będą mogli liczyć na pracę dla najbardziej znanych marek przy międzynarodowych projektach. SMT realizowało projekty dla: Microsoft, Deloitte, Xtb, Sage, Telecom Slovenije, Viessmann czy Credit Suisse oraz innych firm z takich branż, jak: bankowość, ubezpieczenia, leasing, transport, przemysł, telekomunikacja i rozrywka. Poza ośmioma oddziałami w Polsce firma posiada również swoje przedstawicielstwa w Wielkiej Brytanii, Holandii i Niemczech, skąd również obsługuje klientów w Austrii i Szwajcarii. Otwarcie trójmiejskiego oddziału jest ściśle powiązane z planami wejścia na rynek skandynawski.

Energa i Intel razem w Internecie Rzeczy
Obie firmy zawarły porozumienie o współpracy na rzecz inteligentnych rozwiązań w energetyce. Z jednej strony chodzi o poprawę jakości infrastruktury i dostarczanych usług, a z drugiej o realizację projektów w zakresie Internetu Rzeczy – wymiany informacji między urządzeniami (np. między sprzętem gospodarstwa domowego) za pośrednictwem sieci. Grupa będzie się angażować w prace badawczo­‑rozwojowe z obszaru zarządzania energią, wzrostu efektywności w wykorzystaniu energii oraz stałej poprawy jakości sieci. Intel zapewni wsparcie oraz unikatowy know­‑how dotyczący systemów funkcjonujących w środowisku Internetu Rzeczy dla sektora energetycznego.

Epam Systems w OBC. Będzie zatrudniać
Firma otworzyła biuro w Olivia Business Centre w Gdańsku. Już zatrudnia 100 osób – specjalistów ICT. Docelowo chce pozyskać pół tysiąca pracowników. Na razie są to głównie programiści, liderzy zespołów, testerzy i analitycy. Rekrutacja pozostałych osób zakończy się w ciągu trzech lat. Poziom kompetencji dotychczasowych zatrudnionych jest wysoko oceniany przez kierownictwo firmy. Jedna z grup rozpoczęła współpracę z amerykańskim partnerem tworzącym rozwiązania dla branży finansowej. Firma oferuje pracownikom udział w międzynarodowych projektach, a także pomoc w rozwoju, np. przez planowanie ścieżki kariery i szkolenia.

Meritum Bank z Gdańska w trakcie kupna przez Alior Bank
Alior Bank złożył ofertę nabycia wszystkich akcji spółki Meritum Bank ICB SA z siedzibą w Gdańsku od funduszu Innova Capital i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Pozwoli to na objęcie w sumie ponad 73 proc. akcji Meritum Banku. Ta transakcja to jeden z etapów realizacji strategii Alior Banku, który poprzez przejęcia innych podmiotów dąży do zwiększenia skali swojej działalności i udziału w rynku.

Bezpłatny Internet LTE z dronów
Usługę dostarczyła turystom trójmiejska firma Yoberi. Jej ultralekkie mini sterowce, wyposażone w modemy, kursowały nad nadmorskimi kurortami. W zasięgu jednego drona znajdował się obszar o średnicy około kilometra. Jednocześnie z tak oferowanego Internetu dziennie korzystało około 400 osób. Sterowce, posiadające własny napęd, powstały w Pomorskim Parku Naukowo­‑Technologicznym. Tam pracuje dział technologiczny Yoberi.

Ruszy wydobycie bursztynu na gdańskich Stogach
Przetarg na rozpoznanie i wydobywanie złóż bursztynu położonych na gdańskich Stogach wygrało konsorcjum „Bursztyn. Skarb Gdańska”. W skład konsorcjum wchodzą firmy Golden Amber i Jantar Krzysztof Twardowski. Mają wieloletnie doświadczenie w poszukiwaniu złóż bursztynu. Zakończone w sierpniu rokowania to kolejne działanie Prezydenta Miasta Gdańska na rzecz uruchomienia rodzimych zasobów bursztynu w sytuacji deficytu i wysokich cen surowca na polskim rynku. 31 lipca w Parczewie starosta parczewski, prezydent Gdańska i organizacje bursztynnicze podpisały list intencyjny w sprawie wykorzystania złóż bursztynu w województwie lubelskim.

Prawie 200 wystawców na Ambermart
Na 15. Międzynarodowych Targach Bursztynu, które odbyły się pod koniec sierpnia br. w Gdańsku – oprócz krajowych – pojawiło się prawie 50-ciu wystawców z zagranicy. Były to firmy m.in.: z Kanady, Litwy, Łotwy, Niemiec, Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch. Przyjechali producenci i projektanci biżuterii z bursztynu bałtyckiego i dostawcy kolorowych kamieni jubilerskich. Na targach można było podziwiać srebrną i złotą biżuterię z bursztynem, przedmioty dekoracyjne i upominki z bursztynu, lampy witrażowe. Odbyły się też pokazy mody w połączeniu z bursztynową biżuterią. Finałem Targów było Święto Ulicy Mariackiej w Gdańsku. Targom patronowali: pomorski marszałek Mieczysław Struk i prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. W pierwszym dniu targów podpisano równie list intencyjny o współpracy czterech stowarzyszeń z Polski, Ukrainy, Litwy i Rosji. Jej celem ma być stworzenie silnej marki bałtyckiego bursztynu. Polską stronę reprezentowały Krajowa Izba Gospodarcza Bursztynu oraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników.

Krajowe finały Creative Business Cup w Starterze
W Gdańskim Inkubatorze Przedsiębiorczości, w dniu 11 lipca br., odbył się drugi finał imprezy. Zwyciężyła gdyńska firma CTAdventure i jej edukacyjna gra komputerowa „Professor Why”. Gra wykorzystuje koncepcję rozszerzonej rzeczywistości do bezpiecznych eksperymentów chemicznych. Teraz CTAdventure pojedzie na światowy finał konkursu do Kopenhagi. Creative Business Cup jest konkursem kierowanym do młodych firm z branż kreatywnych. To szansa na zaprezentowanie swojego pomysłu przed światową publicznością. Międzynarodowy konkurs Creative Business Cup jest organizowany przez duńskie Centrum Kultury i Ekonomii Doświadczeń. Instytucja działa na rzecz rozwoju współpracy między światem biznesu i kultury.

ECS uroczyście otwarte
Oficjalnie Europejskie Centrum Solidarności otwarto 31 sierpnia. W uroczystościach brał udział prezydent Bronisław Komorowski. Wspominał, że pięć lat temu uczestniczył w uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Centrum. „Wraz z otwarciem Europejskiego Centrum Solidarności rozpoczął się etap działania na rzecz kształtowania wiedzy, postaw i poglądów kolejnego pokolenia” – mówił podczas otwarcia. Nawiązywał też do architektury ECS-u, która – jak podkreślał – łączy tradycję Stoczni Gdańskiej z tragedią, którą symbolizują krzyże przypominające śmierć stoczniowców w grudniu 1970 roku. 31 sierpnia 1980 roku w sali BHP w Stoczni Gdańskiej podpisano historyczne Porozumienia Sierpniowe. Zakończyły one dwumiesięczną falę strajków w całej Polsce. Zapoczątkowały także proces upadku komunizmu w naszym kraju i pośrednio zmiany ustrojowe w innych europejskich państwach bloku komunistycznego. Budynek ECS kosztował około 230 milionów złotych. Prawie połowa środków pochodziła z UE.

Inauguracja działalności Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego
Uroczystość miała miejsce 19 września br. Rozdano 4,5 tys. wejściówek. Jedną z ważniejszych atrakcji była możliwość zwiedzenia obiektu. Gdański Teatr Szekspirowski jest pierwszym od blisko 40 lat teatrem dramatycznym w Polsce, wybudowanym od podstaw. Będzie pełnił funkcję centrum sztuk i wydarzeń o międzynarodowym zasięgu i działał jako teatr impresaryjny. Obiekt spotkał się też z dużym zainteresowaniem reżyserów filmowych, poszukujących atrakcyjnych planów zdjęciowych.

¹ Dane za rok 2014 pochodzą ze zbioru otwartego, co oznacza, że przez cały rok sprawozdawczy rejestrowane są dane dotyczące wszystkich miesięcy (bieżących i poprzednich w przypadku dosyłania brakujących danych) oraz korekt rejestrowanych za okres sprawozdawczy, którego dotyczą. Dane na dzień 13.10.2014.

² W 2014 r. za kraje Europy Środkowo­‑Wschodniej uważa się m.in.: Bośnię i Hercegowinę, Serbię i Czarnogórę; do krajów byłego ZSRR należą: Azerbejdżan, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Mołdawia, Rosja, Ukraina, Uzbekistan; do krajów kapitalistycznych: Watykan, Norwegia, Lichtenstein i Szwajcaria w Europie, USA, Australia, Japonia, Kanada, Singapur, Nowa Zelandia, Wyspy Marshalla itp. Od 1 stycznia 2007 r. Bułgaria i Rumunia są członkami UE. Od 1 lipca 2013 r. Chorwacja jest członkiem UE.

Niniejszy artykuł powstał na podstawie następujących materiałów, w całości opublikowanych na stronie internetowej PPG (ppg.ibngr.pl): A. Hildebrandt, 2014, Handel zagraniczny w województwie pomorskim, I. Wysocka, 2014, Wiadomości gospodarcze, P. Susmarski, 2014, Koniunktura gospodarcza w województwie pomorskim we wrześniu 2014 r., M. Tarkowski, 2014, Poziom rozwoju gospodarczego województwa pomorskiego i jego zmiany we wrześniu 2014 r.

Opis ważniejszych wydarzeń przygotowała I. Wysocka. Wyboru i zestawienia dokonał M. Tarkowski.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Ekspansja zagraniczna przedsiębiorstw – jak to robić?

Ekspansja zagraniczna to dziś polska gospodarcza racja stanu. Bez niej trudno będzie nam pokonać zbliżające się bariery rozwojowe i kontynuować trwający od 25 lat wzrost.

Od 1989 roku zdołaliśmy nadrobić spory dystans dzielący nas od Europy Zachodniej. Jeśli spojrzymy na lata 1989–2012 okaże się, że relacja kondycji gospodarki niemieckiej do polskiej (mierzona nominalnym PKB per capita) zmniejszyła się z dziewięciokrotności do trzykrotności. Dokonaliśmy tego, korzystając z prostych rezerw rozwoju: przyjmując zasady gospodarki rynkowej, oferując niskie koszty pracy i usuwając podstawowe bariery infrastrukturalne. Z pewnością jest w tym duża zasługa naszej, wręcz ogólnonarodowej, przedsiębiorczości – tego, że jako społeczeństwo potrafiliśmy wykorzystać zmianę reguł gry. Nie bez znaczenia jest też skala polskiego rynku wewnętrznego – na tyle duża, że przez ponad dwadzieścia lat zapewniała firmom warunki solidnego wzrostu. W większości przypadków myślenie o ekspansji zagranicznej nie było czymś naturalnym i oczywistym.

Jednak proste rezerwy rozwoju, które – do tej pory – pozwalały nam na szybkie nadrabianie zaległości, wyczerpują się i nie dają już gwarancji dalszego dynamicznego wzrostu. Co zatem pozwoli nam na zrobienie kolejnego kroku na ścieżce cywilizacyjnej ewolucji? Przede wszystkim potrzebujemy gospodarki, która będzie wytwarzała produkty i usługi o wyższej wartości dodanej, bazującej na: unikatowych technologiach, lepszym zarządzaniu procesami i uznanej renomie.

Przejście na wyższy etap w łańcuchu wartości jest jednak niezwykle trudny do osiągnięcia bez dostępu do międzynarodowych rynków zbytu. Siła nabywcza i oczekiwania polskich konsumentów wciąż są znacznie niższe niż w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. Gdy dla klienta liczy się jedynie jak najniższa cena, to trudno budować pozycję konkurencyjną przedsiębiorstwa opartą na innowacyjności i wysokiej jakości. W dodatku polskie „podwórko gospodarcze” osiąga już swoje limity ilościowe – nie ma na nim miejsca na „niemal każdy nowy biznes” – co nierzadko miało miejsce w przeszłości.

Czy uda nam się zatem rozwinąć skrzydła w układzie międzynarodowym? Z pewnością nie będzie to łatwe. Musimy wypracować sobie dostęp do nowych kanałów zbytu i rozpoznawalność naszych marek. To natomiast wymaga znacznych nakładów kapitałowych i wytrwałości, a także nierzadko zapłaty „frycowego” – w początkowej fazie pośrednik posiadający możliwość ulokowania produktu na obcym rynku może skonsumować większość marży. Z pewnością ekspansji zagranicznej nie sprzyja również nadal silnie obecna w nas mentalność, którą dobrze charakteryzuje hasło „moja chata z kraja” – brak zainteresowania tym, co dzieje się poza najbliższym otoczeniem.

Mamy nad czym pracować. Stawką jest konkurencyjność gospodarki, a tym samym dobrobyt społeczeństwa. Naszą przedsiębiorczością pokazaliśmy już, jak doskonale potrafimy dostosować się do zmieniających się warunków. Czy tak będzie też tym razem i uda nam się „podbić świat”? A może nie obejdzie się bez mądrego wsparcia ze strony państwa?

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Solidne, bo polskie

Pobierz PDF

W dzisiejszej rzeczywistości budowanie rozpoznawalnego i dobrze kojarzącego się wizerunku jest jednym z największych wyzwań, jakie stoją przed firmami, szczególnie tymi konkurującymi na rynkach globalnych. Marka ułatwia kontakty, zmniejsza koszty transakcyjne, podnosi dochody i zwiększa konkurencyjność przedsiębiorstwa. Ale w tworzeniu międzynarodowych relacji biznesowych istotna jest nie tylko reputacja danej firmy i rozpoznawalność jej produktów. Nierzadko w rozmowach z przedsiębiorcami słyszy się, że niebagatelne znaczenie ma też renoma kraju, z którego firma się wywodzi. Jak jest z marką „Polska”? Z czym kojarzy się w Europie? Jak zmieniała się ona w czasie, szczególnie po akcesji naszego kraju do Unii Europejskiej?

Marka ułatwia kontakty, zmniejsza koszty transakcyjne, podnosi dochody i zwiększa konkurencyjność przedsiębiorstwa. Istotna jest tu nie tylko reputacja i rozpoznawalność produktów. Niebagatelne znaczenie ma też renoma kraju, z którego firma się wywodzi.

Marka „Polska” – wczoraj i dziś

W ostatnich latach nastąpiła prawdziwa rewolucja wizerunkowa w postrzeganiu Polski. Jesteśmy dziś, pośród innych krajów, dobrze kojarzącą się marką. A muszę przyznać, że nie zawsze tak było. Na początku lat dziewięćdziesiątych wielokrotnie uczestniczyłem, m.in. wraz z Leszkiem Balcerowiczem czy Andrzejem Olechowskim, w spotkaniach, które miały zachęcić obcy kapitał do inwestowania w Polsce. Pamiętam z tamtych czasów ogromne niedowierzanie co do ewentualnego sukcesu gospodarczego Polski. Co prawda nikt nie kwestionował doniosłości przeobrażeń politycznych, dokonań „Solidarności” czy dzielności Polaków. Inwestorzy obawiali się jednak tego, czy to wszystko w jakikolwiek sposób przełoży się na naszą gospodarność i przedsiębiorczość. Tu był olbrzymi znak zapytania. Dużo lepiej z „marketingiem” radzili sobie Węgrzy oraz Czesi. Oni byli „pupilkami” zachodnich inwestorów. Václav Klaus, ówczesny minister finansów Republiki Czeskiej, a potem także prezydent tego kraju potrafił „sprzedawać” zachodnim przedsiębiorcom opowieści o reformach, które były wtedy co najwyżej w sferze planów. Potem w kuluarach przyznawał się, że trochę koloryzuje, ale, jak tłumaczył, tak niewielki kraj jak Czechy musi „nadrabiać słowem”. Tak więc dzielna Polska była znakiem zapytania co do sposobu zagospodarowania wolności.

Mamy do czynienia z wizerunkową karierą marki „Polska” – w Brukseli i innych europejskich stolicach ona się naprawdę dobrze kojarzy. Ten sukces jest dziełem zbiorowym Polaków: przedsiębiorców, ludzi pracujących w krajach UE, turystów, którzy lepiej niż to bywało wcześniej zachowują się za granicą, naszych reprezentantów w instytucjach europejskich.

Obecnie jednak mamy do czynienia z wizerunkową karierą marki „Polska” – w Brukseli i innych europejskich stolicach ona się naprawdę dobrze kojarzy. Ten sukces jest dziełem zbiorowym Polaków: przedsiębiorców, ludzi pracujących w krajach UE, turystów, którzy lepiej niż wcześniej zachowują się za granicą, naszych reprezentantów (z pewnymi wyjątkami) w instytucjach europejskich. Pomagają nam też nasze historyczne marki osobowe. Co prawda trzy z nich są sporne – rywalizujemy o ich narodową przynależność z innymi krajami. Pierwsza z nich to Kopernik – prawa do astronoma roszczą sobie także Niemcy. Żeby trochę bardziej „przywłaszczyć” sobie torunianina w oczach Wspólnoty celowo nazwaliśmy warszawskie centrum nauki jego imieniem (a przecież powstanie tej instytucji zawdzięczamy też funduszom europejskim). Druga sporna marka to oczywiście Chopin. Kontrowersje są tu jednak dużo mniejsze, bo Francuzi w zasadzie nam go „oddali”. I trzecia, którą „zwrócono” nam po wielkich bitwach, to jest Marie Skłodowska­‑Curie, przez wiele lat postrzegana w Europie jako po prostu Francuzka. O jej narodową przynależność stoczyliśmy prawdziwą batalię. Widać to na przykładzie programu wsparcia dla młodych uczonych (jego budżet to ok. 6 mld euro!), który do niedawna nosił imię Marii Curie. W tej chwili nazywa się „Maria Skłodowska­‑Curie”, ale proszę mi wierzyć, że przekonanie do tego Francuzów nie było łatwe. W świadomości Europejczyków funkcjonują też bezspornie polskie marki: Wałęsa – kto nam go zabierze?; Jan Paweł II – światowa osobowość kojarzona z Polską. Z innej półki: rozpoznawalne gwiazdy sportu, jak Robert Lewandowski. Pomimo haniebnych sporów w kraju, Polska pozostaje państwem, w którym narodził się wielomilionowy ruch „Solidarności”, wskazujący innym narodom pokojową drogę do wolności. To są brandy, które na różne sposoby, na różnych kontynentach, pomagają w nawiązywaniu biznesowych relacji i dlatego trzeba je pielęgnować.

Globalne zapóźnienie

Ten idylliczny obraz odczarowuje jednak pewien zasadniczy brak, z którego powodu cierpią nasze międzynarodowe stosunki gospodarcze. Otóż mamy problem z obecnością mocnej polskiej marki biznesowej – nie wizerunku państwa czy nazwiska, czy jakichś tradycji historycznych, tylko znanej na całym świecie (lub choćby w Europie) firmy. Dlaczego do tej pory takiej marki nie wypracowaliśmy? Jesteśmy bardzo spóźnionym uczestnikiem globalizacji. Podstawowe otwarcie, które polegało na „zajmowaniu miejsc” w międzynarodowych łańcuchach produkcji i dostaw, to są lata osiemdziesiąte – pod względem gospodarczym nasza stracona dekada. My byliśmy wtedy uczestnikiem innego, zamkniętego systemu RWPG. Co prawda, mieliśmy już wtedy firmy polonijne, ale to nie to samo. W tym samym czasie mocno otworzyły się Chiny, potem w gospodarkę globalną wkroczyły Indie, Brazylia, Meksyk, a „azjatyckie tygrysy” już się w niej wcześniej mocno okopały. Chińczycy mocno się zreformowali, przez co gospodarczy amerykańsko­‑europejski tandem zaczął ustępować miejsca „globalnej wiosce”. Powstały transnarodowe zależności, firmy i marki.

Nie mamy mocnej polskiej marki biznesowej – znanej na całym świecie firmy. Dlaczego? Bo jesteśmy spóźnionym uczestnikiem globalizacji. Podstawowe otwarcie, które polegało na „zajmowaniu miejsc” w międzynarodowych łańcuchach produkcji i dostaw oraz rodzeniu się światowych marek, to są lata osiemdziesiąte – pod względem gospodarczym nasza stracona dekada.

Nas przy tym nie było – pojawiliśmy się tam w latach dziewięćdziesiątych i skutki tego opóźnienia są widoczne. Choć nie są to wyłącznie negatywne konsekwencje. Pozytywnym tego przykładem jest nasz system bankowy, jakkolwiek w dużej mierze oparty o filie banków zagranicznych – jest bardzo zdrowy: polskie oddziały mają się lepiej od swoich „matek”, bo nie weszły w system ryzykownych spekulacji. Giełdę w Warszawie też tworzyliśmy w roku 1991 w oparciu o najnowsze standardy. Taki efekt można nazwać „premią zapóźnienia”. Oczywiście są i będą banki polskie, bo zyskaliśmy dobre know­‑how w tej dziedzinie. Brakuje nam jednak naszego kapitału, a lata kryzysu pokazują, że wbrew pozorom ma on narodowość. To jest skutek naszego późnego globalizacyjnego startu i spora bariera w ekspansji zagranicznej naszych firm – będąc wciąż importerem kapitału netto trudno jest myśleć o szerokiej obecności polskich przedsiębiorstw na arenie międzynarodowej.

Do miana globalnych graczy aspirują nasi narodowi czempioni: Orlen, KGHM czy pomorski Lotos. Nasza waga ciężka nie należy jednak do kategorii high­‑tech. Naturalnie, nie deprecjonuję wartości tej branży, podziwiam budowanie wartości tych firm, ale brakuje nam kandydatów na europejskie marki w najbardziej innowacyjnych gałęziach gospodarki. Ten stan rzeczy odzwierciedla realny poziom rozwoju naszej gospodarki w przekroju globalnym.
Przemysł wydobywczy i energetyka nie są niestety obszarami, które kreują marki funkcjonujące w świadomości zwykłych ludzi, konsumentów na całym świecie. Gdy zapyta się o przytoczone wcześniej Czechy automatycznie zapala się lampka „Skoda” (mimo, że jest częścią koncernu Volkswagena, to wciąż kojarzy się z Czechami), Szwecja – Volvo czy Elektrolux, Niemcy – Bosch czy Mercedes itd. Gdy mówimy o Polsce, mało kto myśli o Lotosie czy KGHM, mimo że są to duże i pomyślnie rozwijające się przedsiębiorstwa.

Wsparcie ≠ interwencjonizm

Jak zatem nadrabiać te globalne zapóźnienia naszej gospodarki? Jak kreować światowe marki? Zacznę od tego, czego moim zdaniem nie trzeba robić. Wciąż jestem liberałem, nie będę więc głosił, że potrzebna do tego jest jakaś specjalna interwencja publiczna, nowe instytucje i rozbudowane programy. Widzialna ręka państwa zanotowała niewiele sukcesów. Przywołuje się na ogół awans Irlandii, a także świadome tworzenie kultury informatycznej Finlandii. Faktycznie były to zabiegi, które na przełomie XX i XXI wieku lepiej pozycjonowały państwa uważane dotąd za peryferyjne. Mimo wszystko nie wybierałbym drogi nadmiernego interwencjonizmu. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma tu miejsca na pomoc państwa. Powinna się ona skupiać na wspieraniu, udrożnianiu i ułatwianiu – nie zaś kreowaniu czegoś od początku w gabinetach ministerstw czy innych rządowych agend. Misje gospodarcze, odpowiednie prawodawstwo czy dobra dyplomacja to sprawdzone narzędzia wsparcia.

Musimy pielęgnować naszą narodową markę, czyli Solidarność, jako wzór pokojowej zmiany systemu oraz promować nasze mądre zagospodarowanie odzyskanej wolności – zaradność, którą podziwia cała Europa. Wciąż jesteśmy obrotni głównie na własnym podwórku. Potrzeba nam trochę więcej wiary w siebie i w to, że nie jesteśmy gorsi niż nasza zachodnia konkurencja.

Co zatem należałoby robić? Moim zdaniem warto pielęgnować naszą narodową markę, czyli Solidarność, jako wzór pokojowej zmiany systemu. Powinniśmy promować przykład naszego mądrego zagospodarowania odzyskanej wolności, czyli de facto naszej zaradności, którą podziwia cała Europa. Jesteśmy wciąż obrotni głównie na własnym podwórku, brakuje profesjonalnej promocji naszych autentycznych sukcesów na arenie międzynarodowej. Tu jesteśmy wciąż w defensywie, a nie w ataku. Przykładem tego był chociażby proces naszego przystępowania do Konwencji o jednolitym patencie europejskim, którą wcześniej zaliczano do sukcesów polskiej prezydencji w UE. Dość wyraźnie artykułowane były wtedy nasze wątpliwości – czy damy radę w europejskiej konkurencji, czy opłaca się nam grać „w otwarte karty”, czy to nie za dużo kosztuje? Potrzeba nam trochę więcej wiary w siebie i w to, że nie jesteśmy gorsi niż nasza zachodnia konkurencja.

Na koniec przywołam pewne moje wspomnienie, które może nam uświadomić, że naprawdę jesteśmy „cool”. Jakieś dwa lata temu leciałem z Moskwy z innymi europejskimi komisarzami. Na marginesie – Rosjanom bardzo nie podobało się to, że występowaliśmy tam jako zespół, woleliby rozmawiać z każdym z osobna. W pewnym momencie kapitan samolotu powiedział, że wlatujemy właśnie nad terytorium Polski – to były chyba zaśnieżona Warmia i Mazury. Wtedy zaczęli podchodzić do mnie komisarze z krajów, wobec których ja kiedyś mogłem mieć kompleksy – Niemcy, Hiszpanie i inni. Mówili „jaki fajny kraj, jak Wam się to wszystko udało?”. To były zupełnie spontaniczne reakcje, wywołane tylko tym, że ktoś przywołał markę „Polska”! Mamy już w Europie dobrą markę, teraz po prostu musimy uwierzyć w siebie i wykorzystać sprzyjający klimat międzynarodowy.

PPG-3-2014_62-solidne-bo polskie

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Szybko zadomowimy się w świecie

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Dominik Aziewicz, dziennikarz „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Dominik Aziewicz: Czy Polacy są gotowi na dokonywanie ekspansji na zagraniczne rynki?

Herbert Wirth: Aby było to możliwe, konieczne jest myślenie i działanie w skali globalnej. Czy jednak jesteśmy już w tym stadium? Historycznie rzecz ujmując, Polacy – w przeciwieństwie do Brytyjczyków czy Francuzów – nie mieli nigdy możliwości, aby zarządzać firmami, które ekspandują poza granice swojego kraju. Potrzeba trochę czasu, aby zmieniła się nasza mentalność. Jestem zwolennikiem filozofii uczenia się od innych narodów i wdrażania ich do naszej „kultury globalnej”.

Historycznie rzecz ujmując, Polacy – w przeciwieństwie do Brytyjczyków czy Francuzów – nie mieli nigdy możliwości, aby zarządzać firmami, które ekspandują poza granice swojego kraju. Potrzeba trochę czasu, aby zmieniła się nasza mentalność.

Jakie są najlepsze cechy Polaków w kontekście „globalnego wyjścia”?

Otwartość i przebojowość. My nie boimy się wyzwań. Być może na domowym podwórku często brakuje nam zaufania, lecz zupełnie inaczej zachowują się młodzi Polacy przebywający za granicą. Nie mają balastu, że „to się nie może udać”. Wierzą w swój sukces. Ta otwartość i przedsiębiorczość napawa mnie optymizmem. Pozwala myśleć, że dochodzenie do tej globalnej kultury nie będzie trwało długo.

Czy zaległości te mają charakter historyczny?

Przyszło mi kiedyś do głowy, że Polska w przeciwieństwie do czołowych gospodarek europejskich nie ma przeszłości kolonialnej. Być może sprawia to, że nie czujemy się komfortowo, myśląc o ekspansji. Ale działa to również na naszą korzyść. Nie jesteśmy jednym z tych narodów, które postrzega się jako zagrożenie, jak na przykład Amerykanów, Brytyjczyków czy Chińczyków. Jest to jednak miecz obosieczny. Pamiętam jak w 1997 r. KGHM wszedł do Konga. Nasi afrykańscy partnerzy dali nam odczuć, że nie ciąży na nas brzemię kolonizatorów, jak ma to miejsce np. w przypadku Belgów, lecz nie traktowali nas w pełni poważnie. Zatem z jednej strony zapewniali, że „Kongijczyk i Polak to dwa bratanki”, a z drugiej – przy każdej okazji wykorzystywali nasze małe doświadczenie. Objawił się wówczas nasz brak umiejętności poruszania się na obcym gruncie, co skończyło się katastrofą. Straty finansowe były bardzo duże, a uszczerbki wizerunkowe i moralne – zapewne jeszcze bardziej dotkliwe. Najgorsze było to, że zarówno zarząd, jak i nadzór właścicielski zrezygnowali z dalszych planów ekspansji zagranicznej. Kolejni ministrowie skarbu mówili: „lepiej tego nie ruszajcie, bo nie potraficie”.

To, że Polska nie była krajem kolonialnym może mieć dwojakie znaczenie. Z jednej strony Polacy mogą liczyć na większą przychylność mieszkańców niektórych państw, lecz z drugiej – nie mamy dużego doświadczenia w poruszaniu się na obcym gruncie. Dlatego dobrze jest mieć doświadczonego partnera.

Jakie wnioski zostały wyciągnięte po inwestycji w Kongu?

Przede wszystkim: nie idź sam – inwestuj z kimś. Teraz zainwestowaliśmy w Chile wspólnie z Japończykami. To postawiło przed nami kolejne wyzwanie, tzn. kulturę japońską. Aktualnie w Sierra Gorda ścierają się cztery kręgi kulturowe: polski, anglosaski, chilijski i japoński. Nie będziemy oczywiście wszyscy mówili w tym samym języku, ale musi być między nami poczucie wspólnoty interesów. Do tego trzeba czasu, ale mamy już pierwsze sukcesy. Pewnego razu zetknęliśmy się z sytuacją, w której Kanadyjczycy nie byli w stanie uzgodnić konsensusu pomiędzy dwoma zwaśnionymi plemionami indiańskimi zamieszkującymi w ich kraju. Wtedy do wigwamu wszedł nasz młody pracownik, nie wiedząc nawet dokładnie o co chodzi i wyszedł jako good fellow, łagodząc istniejący spór. To pokazuje, że każda kultura niesie za sobą pewne unikalne kompetencje.

Zakup złóż w Chile daje szanse na znaczne obniżenie kosztów, zwiększenie stabilności i marż. Myśląc o konkurencyjności, trzeba działać globalnie i wybierać najlepsze rozwiązania dostępne nie tylko na rodzimym rynku, ale i na całym świecie.

Co decydowało o kierunkach ekspansji KGHM?

Tutaj muszę trochę cofnąć się w czasie. Zanim podjęliśmy jakąkolwiek decyzję o wyjściu za granicę powołaliśmy zespół, który bazując na naszej strategii ustalił pewne kryteria. Braliśmy je później pod uwagę przy wyborze kierunku ekspansji. Jednym z nich było niskie ryzyko polityczne. Może się wydawać, że jest to kryterium bardzo subiektywne, ale istnieją różne publikatory anglosaskie, rankingi doing business i inne, które mogliśmy wziąć pod uwagę. Drugim kryterium było bogactwo geologiczne. Ze względu na to, że górnictwo wiąże się z inwestycjami długoterminowymi interesowały nas kopalnie, w których można wydobywać przynajmniej dziesięć lat. Gdzie jest duże prawdopodobieństwo, że odnajdziemy takie złoża? Na pewno w Ameryce Łacińskiej, przede wszystkim w pasie Andów – stąd decyzja o Chile. Za to zaletą Kanady jest rynek finansowy. Łatwo można tam pozyskać pieniądze na geologię, co u nas w Polsce jest praktycznie niemożliwe. Myślę, że we Frankfurcie czy Londynie nie jest znacznie lepiej. Na decyzje o ulokowaniu poszczególnych inwestycji wpływ miała także dostępność wykwalifikowanej siły roboczej: górników, przeróbkarzy, geologów itd. Staraliśmy się również estymować koszty produkcji w potencjalnych kopalniach. W Polsce mamy kopalnie głębinowe, w których koszty są bardzo wysokie. Dlatego do realizacji strategii zdywersyfikowania naszej produkcji w kierunku obniżenia kosztów potrzebowaliśmy kopalni odkrywkowej. Dzisiaj jesteśmy na krzywej kosztowej trochę „po prawej stronie wykresu”, ale zakup niskokosztowych złóż daje nam szanse przesunąć się w lewo, czyli w kierunku producentów stabilnych, przewidywalnych i generujących dużą marżę. Ostatnim czynnikiem jest otoczenie prawne i regulacyjne. To może nieco dziwić, ale właśnie z tego względu przy wyszukiwaniu potencjalnych lokalizacji rozszerzania naszej działalności nie uwzględnialiśmy Stanów Zjednoczonych. Działamy w branży przemysłu uciążliwego i przy każdym ruchu musimy się liczyć z roszczeniami sztabu dobrze opłaconych prawników. W przypadku USA są oni największym ryzykiem. Tak mniej więcej scharakteryzowałbym nasze kryteria w szukaniu kierunków ekspansji.

Czy dokonując zagranicznej ekspansji trzeba się liczyć z pewnymi ograniczeniami ze strony państw, które chcą wspierać swoje własne firmy czy rynek pracy?

Nie ze wszystkim jest łatwo. Chcąc prowadzić działalność w Kanadzie musieliśmy podpisać klauzulę, która zobowiązała nas, że na szczeblu high level management struktura będzie 2:1 – jeden Polak to dwóch Kanadyjczyków. Aktualnie poszukujemy osoby na pewne stanowisko. Musimy ogłosić konkurs i dopiero jeżeli nie znajdzie się Kanadyjczyk o wymaganych kwalifikacjach, możemy zatrudnić kogoś z Polski. Najlepszym przykładem ochrony interesów własnych firm jest moim zdaniem Japonia. Państwo nie jest górnicze, ale robi najlepsze maszyny dla górnictwa. Strategia japońskich firm jest następująca: my wam damy kapitał na inwestycje, ale wy za ten kapitał kupicie japoński sprzęt. Tym sposobem dzisiaj w Sierra Gorda mamy ponad 30 maszyn z Japonii.

Jeśli chcemy skorzystać z pewnych produktów i usług, to dlaczego nie może ich dostarczyć polska firma? Nie chodzi tu o to, by kupować je wyłącznie dlatego, że są polskie. To musi się obronić na zasadach rynkowych. Japończycy tak robią i to się sprawdza.

Być może powinniśmy zastanowić się nad podobnymi rozwiązaniami również i w Polsce?

Moim zdaniem japoński przykład pokazuje dobrze skrojoną politykę państwa. Takiej polityki nam potrzeba. Jeśli chcemy skorzystać z pewnych produktów i usług, to dlaczego nie może ich dostarczyć polska firma? Nie chodzi tu o to, by kupować je wyłącznie dlatego, że są polskie. To musi się obronić na zasadach rynkowych.

Czy KGHM planuje rozwinąć swoją działalność i zająć się również przetwórstwem? Wydaje się, że taki krok pomógłby firmie we wspięciu się wyżej w łańcuchu wartości.

Uważam, że przejście w tradycyjne przetwórstwo typu produkcja kabli lub rurek nie opłaca się ze względu na niskie marże. Nie moglibyśmy więc mówić o jakimś zasadniczym skoku rozwojowym. W naszej strategii mieści się natomiast przetwórstwo niszowe i innowacyjne. Wspieramy aktualnie prace nad drutem beztlenowym. Co to takiego? Normalny drut ma 100 g tlenu na tonę. Drut beztlenowy, ze względu na odmienny sposób wylewania, ma około 5 g tlenu. Dzięki temu nabiera innych własności. Jest szansa na produkowanie silników przy użyciu tego drutu. Z badań Polskiego Centrum Promocji Miedzi wynika, że tak zbudowany silnik byłby o 30% efektywniejszy. Marzy mi się również, żeby Polska – jako czołowy producent miedzi ze złóż własnych w Europie – weszła w tzw. nanoproszki. Wykorzystuje się je w medycynie. Taki proszek łączy się z lekarstwem i za pomocą pola magnetycznego można sterować jego przepływem przez organizm. Nie zrobi tego oczywiście jedna firma. Dla wspierania tych celów utworzyliśmy towarzystwo funduszy inwestycyjnych. To daje szanse na wdrożenie tego typu innowacyjnych pomysłów. Oczywiście w naszym przypadku najchętniej myślimy o produktach na bazie miedzi, ale nie tylko. Przykładem materiału, który może być bardzo użyteczny jest grafen. Począwszy od tworzenia mat potrzebnych w górotworze, a skończywszy na miedzi z jego dodatkiem. Okazuje się, że grafen jako niemetal w kontakcie z miedzią nabiera własności metalu i poprawia przewodność elektryczną. Podpisaliśmy już umowę z NCBiR-em na finansowanie takich przełomowych technologii.

Możliwości współpracy polskich firm zagranicą jest wiele, musimy tylko nauczyć się ufać sobie nawzajem. Polskie przedsiębiorstwa nie mogą dłużej działać na zasadzie „Zosia Samosia”. To największe wyzwanie, jakie stoi przed Polakami.

Czy zagraniczny sukces KGHM-u utoruje w pewnym stopniu drogę dla innych polskich firm?

Był to jeden z warunków naszego wyjścia za granicę. W tym celu powstała bardzo ciekawa platforma Poland Go Global, stworzona m.in. przez KGHM. Daje ona możliwość komunikowania się z firmami, które mogłyby podjąć współpracę. Korzystają z tego również uczelnie. Chcemy dać polskim studentom szansę odbycia stażu w naszych zagranicznych strukturach. Ten projekt nazywa się Go Global Internship. Możliwości jest wiele, musimy tylko nauczyć się ufać sobie nawzajem. Polskie firmy nie mogą dłużej działać na zasadzie „Zosia Samosia”. To największe wyzwanie, jakie stoi przed Polakami.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Skorzystamy na tym wszyscy

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Dominik Aziewicz – dziennikarz „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Dominik Aziewicz: Jakie są nastroje związane z otwarciem kopalni Sierra Gorda przez KGHM?

Zdzisław Gawlik: Wspaniale jest mieć świadomość, że Polacy są współtwórcami i liderami tej inwestycji. To naprawdę wielka satysfakcja, kiedy na terenie takiego przedsięwzięcia widzi się polską flagę. Skala całego projektu jest niesamowita. W ramach akwizycji kanadyjskiej spółki Quadra FNX Mining przejęliśmy nie tylko chilijską kopalnię, ale i wiele innych projektów, m.in. polimetaliczną kopalnię Victoria w Kanadzie, gdzie z uwagi na złoża złota, srebra i niklu koszt wydobycia miedzi będzie ujemny. W portfelu KGHM jest też kopalnia molibdenu na Grenlandii. Rząd Duński naciska, żeby wydobycie tego metalu rozpocząć jak najszybciej, ale z gospodarczego punktu widzenia jest to niecelowe. W Sierra Gorda będzie wydobywane ponad 11 tysięcy ton rudy molibdenu rocznie. Musimy brać pod uwagę, że popyt na ten pierwiastek jest ograniczony.

A więc KGHM musi uważać, żeby nie zaczął sam ze sobą konkurować?

Z jednej strony tak, ale z drugiej nie będzie musiał konkurować z kimś innym. Dodatkowo polska firma będzie miała prawa do kolejnych złóż. Jestem pewien, że będzie to sensownie wykorzystane. Trzeba się cieszyć z tego, że wszystko to dzieje się pod polską „banderą”.

Poza tym należy pamiętać, że w Polsce mamy ograniczone złoża. Spółka surowcowa żyje z tego, że wykorzystuje zasoby, które są w jej dyspozycji. Te pozostające w gestii KGHM na terenie naszego kraju są położone w takim miejscu, że ich pozyskiwanie staje się coraz droższe. Pozyskanie nowych źródeł pozwoli obniżyć ogólne koszty wydobycia, co umożliwi dalszą eksploatacje polskich złóż. Kilkanaście lat temu był przecież taki moment, w którym KGHM był nierentowny i zastanawiano się, czy w ogóle będzie istniał. Inwestycja w Quadra FNX to nie tylko dywersyfikacja bazy surowcowej, to dywersyfikacja wielu ryzyk: związanych z walutą, sytuacją geopolityczną, konkurencją na rynku i innych.

Międzynarodowe projekty dają szanse na to, żeby praca młodego Polaka za granicą przestała się kojarzyć z ze zmywaniem naczyń w restauracji. W Chile nasi rodacy obsadzają specjalistyczne i kierownicze stanowiska.

A czy spółki Skarbu Państwa w ogóle powinny inwestować poza granicami kraju? Może się przecież pojawić zarzut, że miejsca pracy i popyt kreowany jest poza Polską.

Uważam, że ekspansja jest uzasadniona, a nawet wskazana przy założeniu, że centra decyzyjne pozostaną w kraju. Dzięki takim inwestycjom miejsca pracy zostaną wykreowane nie tylko w innych krajach, ale i w Polsce. Dodatkowo te stanowiska, które są tworzone za granicą – też nierzadko obsadzają Polacy, a dodam, że są to posady specjalistyczne i kierownicze. Międzynarodowe projekty dają szanse na to, żeby praca młodego Polaka za granicą przestała się kojarzyć z ze zmywaniem naczyń w restauracji. W Chile spotkałem młodych absolwentów polskich uczelni, którzy znaleźli tam swoje miejsce, realizują się i wykorzystują zdobytą wiedzę, pełniąc naprawdę odpowiedzialne funkcje. To pozytywnie odbije się nie tylko na ich przyszłych karierach, ale i na sytuacji polskiego przedsiębiorstwa i pośrednio całej naszej gospodarki.

A czy inni, mniejsi przedsiębiorcy też będą mieli okazję załapać się do takiego zagranicznego „pociągu”?

Od początku przyświecała nam taka idea. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzisiaj konkurencyjne gospodarki mają swoich globalnych graczy, którzy pełnią kluczowe role na różnych rynkach. Mając szeroko rozwiniętą działalność i duże potrzeby, mogą oni kreować popyt wśród rodzimych poddostawców. Nie każdy może dokonywać ekspansji zagranicznej. Krótko mówiąc, dużemu jest o wiele łatwiej, a dodatkowo może pomóc tym mniejszym. Oczekujemy, że będzie postępowała polonizacja kanadyjsko­‑chilijskiego projektu KGHM. Inny kraj, zaangażowany w inwestycję w Sierra Gorda – Japonia – stosuje taką właśnie politykę. Do obsługi kopalni zostały zakupione maszyny i pojazdy produkcji japońskiej. Z pewnością jest tak, że są to urządzenia wysokiej jakości, jednak trudno nie łączyć ze sobą pewnych faktów. Uważam, że taka strategia powinna być również obrana przez polskie firmy z udziałem Skarbu Państwa. Naturalnie, zawsze pierwszorzędne znaczenie powinna mieć jakość i inne kryteria rynkowe.

Polskie spółki powinny preferować współpracę z rodzimymi firmami. Naturalnie, zawsze pierwszorzędne znaczenie powinna mieć jakość i inne kryteria rynkowe. Nie można oczekiwać, żeby kupowano coś tylko dlatego, że ma nalepkę „Made in Poland”.

Mogę tu przytoczyć przykład jednej polskiej firmy, która miała dostarczyć pewien produkt dla KGHM na potrzeby inwestycji w Sierra Gorda. Sami zabiegaliśmy o to, aby jego dostawcą był polski producent, dla którego taki kontrakt byłby z pewnością doskonałą okazją na rozwój i ekspansję. Niestety poddostawca od początku stwarzał problemy, a próbna partia rozczarowała: produkt rozpadał się i, delikatnie mówiąc, nie grzeszył jakością. Późniejsze kontrole wykazały, że wcale nie był wyprodukowany w naszym kraju tylko w Chinach i jedynie „udawał” polski wyrób. Nie można zatem oczekiwać, żeby kupowano coś tylko dlatego, że ma nalepkę „Made in Poland”.

Czy polskie firmy inwestujące za granicą często spotykają się z protekcjonizmem ze strony państw­‑gospodarzy?

Swoboda działalności gospodarczej jest deklarowana wszędzie, ale każdy dba przede wszystkim o swoje interesy. Mówi się, że kapitał jest ponadnarodowy, ale to nie do końca jest prawdą. Projekt kanadyjski przekonał mnie, że każde państwo stara się kontrolować przez kogo i na jakich zasadach są realizowane inwestycje zagraniczne na terytorium danego kraju. Przejęcie Quadry FNX mogło zostać dokonane tylko za zgodą tamtejszego ministra przemysłu. Ostatecznie została ona wydana pod warunkiem przeznaczenia części budżetu spółki na eksplorację nowych złóż. To oczywiście jest korzystne dla Skarbu Państwa, bo nowe złoża mogą oznaczać np. dodatkowe dochody z tytułu ich przyszłej eksploatacji. Podobnie sprawa ma się w przypadku kopalin chilijskich – tam zapowiedziano stopniowy wzrost podatku od wydobycia miedzi. Państwo i społeczeństwo też musi mieć korzyści z udostępniania złóż i nikt, łącznie z KGHM, przeciwko temu nie protestował. Sądzę, że powinniśmy stosować podobną politykę jak Kanada czy Chile.

Swoboda działalności gospodarczej jest deklarowana wszędzie, ale każdy dba przede wszystkim o swoje interesy. Projekt kanadyjski pokazał, że państwa starają się kontrolować przez kogo i na jakich zasadach są realizowane inwestycje.

Czy w związku z udanym projektem KGHM możemy spodziewać się ekspansji zagranicznej innych spółek Skarbu Państwa?

Dzięki tej inwestycji została pokonana pewna bariera mentalna. Zarówno zarządy firm, jak i ich właściciele, w tym oczywiście Skarb Państwa, przekonali się, że można z powodzeniem realizować projekty biznesowe poza krajem. Co więcej, z każdym kolejnym przedsięwzięciem budowane jest bezcenne know­‑how, którym spółki mogą dzielić się między sobą. Orlen, korzystając z doświadczenia KGHM, zainwestował ponad miliard złotych w dwa projekty kanadyjskie.

Mówiąc o bagażu doświadczeń myślę nie tylko o kwestiach natury prawnej i administracyjnej, ale też o aspektach kulturowych, które również można wykorzystywać przy prowadzeniu projektów za granicą. W Chile wyczuwalny jest pewien polonofilski sentyment, szczególnie w obszarze geologii i górnictwa, związany z naszym rodakiem Ignacym Domeyko. Dobrym klimatem wokół Polski wspiera się także Grupa Azoty. Kierunek afrykański wiąże się co prawda z pewnym ryzykiem politycznym, ale liczymy na to, że uda się nam wykorzystać czynnik ludzki. Wielu mieszkańców tego kraju studiowało w Polsce i są to ludzie, którzy zajmują teraz eksponowane stanowiska. Tego typu relacje mogą być pomocne w zrealizowaniu przedsięwzięcia, które również zdywersyfikuje dostęp spółki do surowca, pozwoli uzyskać niższe koszty produkcji i tym samym zwiększyć jej konkurencyjność.

Ważne jest nie tylko otoczenie prawno­‑administracyjne w danym kraju, ale też pewna aura kulturowa i historyczna. To ona pomogła w powodzeniu inwestycji KGHM w Chile i usprawnieniu działalność Grupy Azoty w Senegalu.

To pokazuje jak ważny jest też kontekst polityczny inwestycji zagranicznych. Chyba nie da się uciec od tego typu mariażu polityki i gospodarki.

Jestem przekonany, że pierwszorzędne znaczenie ma biznesowa zasadność takich przedsięwzięć, choć z pewnością ich powodzenie w pewnym stopniu zależy od politycznego klimatu, jaki panuje w danym kraju względem inwestorów zagranicznych – rozróżnianych także pod kątem ich pochodzenia. Jak wspominałem, dzięki historycznej zażyłości polsko­‑chilijskiej inwestycja KGHM przebiegała bardzo sprawnie. Osobiste zaangażowanie zarówno minister górnictwa Aurory Williams, jak i Michelle Bachelet – prezydent Chile pozwoliło łatwiej pokonywać napotykane bariery, jak np. problem dostępu do portu w Antofagaście, który stworzyło lokalne lobby. Projekt się udaje, jeśli wszystkim stronom na tym zależy.

W historii ekspansji polskich firm na rynkach zagranicznych mieliśmy oczywiście też przypadki, w których polityka co najmniej nie pomagała w prowadzeniu projektów inwestycyjnych. Znane są przykłady Orlenu i rafinerii w litewskich Możejkach czy nieudanej próby KGHM ze złożami w Kongo. Zabrakło konsekwentnego poparcia dla tych projektów ze strony władz krajów­‑gospodarzy. Ryzyko polityczne istnieje zawsze. Trzeba je brać pod uwagę i odpowiednio ocenić.

Czy można zatem powiedzieć, że są kraje bardziej i mniej sprzyjające prowadzeniu inwestycji? A może, tak jak wspomniał Pan wcześniej, ważne jest też to, skąd inwestor przychodzi?

Czy pochodzenie inwestora ma znaczenie? Śmiem twierdzić, że jeśli państwo wspiera przedsiębiorcę francuskiego lub niemieckiego, to będzie wspierać również inwestora polskiego. Trudno oczekiwać jakiejś taryfy ulgowej, natomiast chodzi tu o równe traktowanie.

Na pewno można wskazać kraje bardziej i mniej otwarte na inwestycje zagraniczne. Kultura prawna i polityczna musi być przedmiotem analizy i oceny planowanego przedsięwzięcia: jaki stosunek ma państwo do przedsiębiorców, którzy zamierzają na danym terenie prowadzić określoną działalność, jak działa wymiar sprawiedliwości, jakie są instrumenty wsparcia, czy sytuacja polityczna jest stabilna czy nie itd. Ta lekcja musi być odrobiona przez spółkę. Jeśli to się nie stanie, to konsekwencje mogą być bolesne.

Jedna z polskich spółek giełdowych zainwestowała w Chinach. Był to wspólny projekt wraz z tamtejszym partnerem. Obie strony doszły do wniosku, że nie warto transportować z Chin do Europy nieuszlachetnionego koncentratu niezbędnego do produkcji realizowanej przez polskich przedsiębiorców. Zapadła więc decyzja o budowie zakładu uszlachetniania na terenie Chin. Wszystko szło gładko do momentu uruchomienia fabryki. Jak tylko produkcja miała ruszyć okazało się, że istnieje tak duża liczba różnego rodzaju formalnych barier, że spółka musiała wycofać się z inwestycji, notując tym samym duże straty. To było działanie bez wcześniejszego dokładnego rozpoznania środowiska regulacyjno­‑administracyjnego. Jak widać, takie niedopatrzenie może dużo kosztować.

Jak polskie firmy postrzegane są na świecie?

Trudno jest mówić o jednoznacznej ocenie. Na pewno KGHM ma bardzo dużą renomę w branży. Jeden z prezesów konkurencyjnej spółki powiedział kiedyś, że nikt nie wydobywa miedzi tak jak lubińska spółka i nikt nie jest tak technologicznie zaawansowany. Polska firma ma kopalnie, których głębokość sięga 1200 metrów – mało kto schodzi tak głęboko. Inwestycja w Chile również jest oceniana jako projekt najbardziej rozwinięty technologicznie ze wszystkich, które są prowadzone w tym kraju. Wysoką reputację potwierdzają też inne fakty. Gdy swego czasu australijska gazeta napisała, że tamtejsza firma rozmawia z KGHM na temat wspólnych przedsięwzięć, to następnego dnia nastąpił wzrost kursu akcji tej spółki o kilkanaście procent! Duże poważanie mamy też w Chinach. Tamtejsi przedsiębiorcy byli bardzo zainteresowani tworzeniem z KGHM spółek joint venture w Afryce, a Chińczycy ten kierunek ekspansji traktują bardzo poważnie.
Czy renoma jednego podmiotu „przelewa się” też na inne polskie firmy? Czy obserwuje Pan zwiększone zainteresowanie polskimi inwestycjami i produktami np. w Chile?

Ambasador Chile przedstawił całą listę produktów, które chciano by kupić od polskich producentów. Chodziło m.in. o kamizelki kuloodporne, które produkuje firma Maskpol. Zapotrzebowanie ze strony południowoamerykańskiego kraju jest jednak tak duże, że Polacy na razie nie są w stanie go zaspokoić. Co ciekawe, jeszcze jesienią zeszłego roku mówiło się, że ze względu na brak zamówień Maskpol trzeba zamknąć. To pokazuje, że zagraniczny sukces jednego przedsiębiorstwa może „dać kopa” też innym polskim firmom.

Duże nadzieje daje nie tyle zagraniczna działalność pojedynczych spółek, co ich kooperacja. W ten sposób budujemy globalną pozycję naszego kraju i know­‑how, z którego będą mogły korzystać polskie przedsiębiorstwa.

KGHM to jednak raczej tylko pojedynczy przypadek. Pozytywny, ale nie możemy się chyba pochwalić jemu podobnymi przykładami.

To prawda, jedna jaskółka wiosny nie czyni i nie możemy oczekiwać, że z dnia na dzień staniemy się międzynarodową potęgą inwestującą, eksportującą i przejmującą firmy na całym globie. Zdobywanie zagranicznych rynków to żmudny i długi proces. My w Polsce dopiero się go uczymy, nasze uczestnictwo w globalnym systemie gospodarczym jest wszak dość mocno opóźnione. Jednak przykład, o którym mówiliśmy daje sygnał, że jest coraz lepiej, że nabywamy nowych kompetencji i łamiemy pewne stereotypy. Duże nadzieje pokładam nie tyle w zagranicznej działalności pojedynczych spółek, co w ich kooperacji. Współpraca KGHM z Azotami czy z Orlenem daje szanse na efekt synergii i usprawnienie realizacji projektów międzynarodowych. Budujemy w ten sposób nie tylko pozycję Polski na świecie, ale też nasz globalny know­‑how, z którego będą mogły korzystać polskie przedsiębiorstwa.

Skip to content