Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Idea prawdy – przykład musi iść z góry

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Pracując przez wiele lat w Nokii, wspinając się na sam szczyt globalnej korporacji, poznał Pan wielki biznes od podszewki. Jak ważną rolę odgrywa w tym środowisku prawda?

Dużo zależy od tego, o jakiej części tego środowiska mówimy – na prawdzie opierają się bez wątpienia relacje między poważnymi firmami. Chociaż, niestety, nie wszystkimi. Ale jeśli komuś powinie się noga, wyjdzie na jaw oszustwo względem partnera biznesowego, to jest on w branży skreślony, jego wiarygodność jest zerowa. Gdy przy stole rozmawiają ze sobą reprezentanci biznesu, prawda jest zresztą zazwyczaj dość prosta do uchwycenia, mierzalna – np. rozmowy specjalistów firmy produkcyjnej ze specjalistami potencjalnego odbiorcy siłą rzeczy opierają się na twardych danych, faktach. Łatwo je zweryfikować, kłamstwo ma tu krótkie nogi, nie ma tu dużego pola do manipulacji.

Zgoła inaczej bywa natomiast w relacjach między przedsiębiorstwami a konsumentami. Wówczas prawda – mówiąc delikatnie – bywa ukrywana lub modyfikowana. Jej okruchy sprzedaje się w pakiecie z pewnymi narracjami, wyidealizowanymi opowieściami na temat danego produktu lub usługi. W klipach telewizyjnych widzimy młode, wysportowane, rozbawione osoby z butelkami orzeźwiającego napoju. Przekaz jest jasny: z naszym napojem życie jest super. Do odbiorców dóbr konsumpcyjnych skierowane są potężne strumienie „sugestywnej prawdy”, narracji mającej zachęcać do używania reklamowanych produktów. Celowo przemilcza się informacje „niewygodne”, związane np. z negatywnym wpływem produktu na zdrowie. Niekoniecznie takie zabiegi można traktować jako kłamstwa, choć naturalnie te również się zdarzają. Najlepszym tego dowodem są afery związane z fałszowaniem danych dotyczących zużycia paliwa bądź emisji spalin aut przez globalne koncerny samochodowe.

W relacjach między przedsiębiorstwami a konsumentami prawda bywa ukrywana lub modyfikowana. Jej okruchy sprzedaje się w pakiecie z pewnymi narracjami, wyidealizowanymi opowieściami na temat danego produktu lub usługi.

Co jednak właściwie znaczy, że to biznes manipuluje czy oszukuje – za każdym działaniem czy decyzją stoją przecież konkretne osoby?

Zgadza się – na koniec wszystko zależy od czynnika ludzkiego. Mówi się, że przykład idzie z góry – antyprzykład niestety również. Gdy szef firmy jest człowiekiem nie do końca uczciwym, chytrym, to z pewnym prawdopodobieństwem jego podwładni będą kopiować zachowania swojego szefa. Taki pojedynczy człowiek – ze względu na swoją pozycję, siłę oddziaływania – jest w stanie uczynić wiele złego swojej firmie, najbliższemu otoczeniu, a czasem – całej branży. Jego podwładni, choć z natury uczciwi, mogą w końcu, czasem nawet nie do końca świadomie, poddać się wpływowi przełożonego. A niestety, zdarza się, że wielkimi korporacjami czy nawet państwami kierują ludzie mali.

Nie uważam natomiast, by reprezentanci świata wielkiego biznesu byli bardziej zakłamani czy mniej uczciwi niż inne osoby. Nie – przecież to ci sami ludzie, którzy są konsumentami. Sprzedając samochody, kupują jedzenie. Mają więc podwójną rolę – z jednej strony coś komuś dostarczają, zapewniając go, że to, co dostaje, jest prawdziwe, a z drugiej sami liczą na uczciwość producentów i sprzedawców towarów, które nabywają. Bywa jednak, że ulegając presji przełożonych czy myśląc o jak największym zysku dla siebie, naginają prawdę.

Jak wiele osób ulega tej żądzy zysku, nawet jeśli osiągniętego nie do końca czystymi metodami?

Szczerze wierzę w to, że największą grupę w biznesie stanowią osoby, które są uczciwe – zarówno w stosunku do innych przedsiębiorców, jak i do konsumentów. Problem tylko w tym, że – z perspektywy konsumenta – trudno je oddzielić od tych nieuczciwych. Wszystkie korporacje kreują się przecież na organizacje doceniające wartości, działające zgodnie z prawdą itp. Nie ma dziś już wielkich przedsiębiorstw, które nie posiadałyby swojego działu CSR (corporate social responsibility – społeczna odpowiedzialność biznesu) i nie określałyby się jako firmy grające fair play, w zgodzie z określonymi przez siebie wartościami. Sądzę, że większość z nich faktycznie stara się postępować w taki sposób. Część natomiast mydli oczy bądź – mówiąc wprost – oszukuje. Gdy taki brak rzetelności i uczciwości wychodzi na jaw – podważa to wiarygodność całego świata biznesu.

Jak dużo jest analogii pomiędzy światami biznesu i polityki?

Pod wieloma względami biznes bardzo przypomina świat polityki – w szczególności biznes nastawiony na masowego odbiorcę, przekazujący mu swoje prawdy w sposób identyczny lub bardzo podobny do tego, jak to się robi w polityce. Ostatecznie to przecież obywatel czy konsument dokonują określonego wyboru – czy to opcji politycznej czy określonych dóbr konsumpcyjnych. W obu wypadkach do tej osoby skierowany jest strumień wygodnych dla emitującego, sugestywnie podanych prawd. Celem jest to, by dokonała takiego, a nie innego wyboru.

Niewątpliwie w polityce dużo trudniej rozpoznać prawdę, oddzielić ją od fałszu – często skupia się ona wokół emocji, wartości niematerialnych, a przynajmniej znacznie trudniej mierzalnych. Dlatego też w tym środowisku daną sprawę można przedstawić z kilku różnych punktów widzenia w zależności od tego, w co wyborca wierzy bądź – co gorsza – chce wierzyć. Tymczasem w biznesie prawdę można zazwyczaj zweryfikować, opierając się na faktach. W zdecydowanej większości wypadków jest ona w pewien sposób mierzalna.

Jakie może być remedium na nieuczciwe praktyki biznesowe? W polityce sprawa jest prosta: wybory. Jak natomiast wyegzekwować granie fair od korporacji?

Nie jest to łatwe zadanie. W Stanach Zjednoczonych konsumenci mogą bardzo łatwo zaskarżyć firmy, dostając odszkodowania za z pozoru banalne rzeczy, które Europejczykom mogą się wydawać dziwne lub wręcz głupie. Tworzy to wielki rynek dla usług prawniczych. Innym sposobem jest coraz ściślejsza kontrola i coraz bardziej szczegółowe przepisy, a także związane z ich nieprzestrzeganiem drakońskie kary. Takie rozwiązanie w dużym stopniu ogranicza jednak swobodę prowadzenia działalności gospodarczej i znacznie zwiększa koszty transakcyjne, powodując duże obciążenia dla prowadzenia biznesu. Co więcej, dotyka ono wszystkich – nie tylko nieuczciwych przedsiębiorców, lecz także tych rzetelnych, uczciwych, których jest zdecydowanie więcej.

Czy jest więc jakieś rozsądne wyjście z tej sytuacji?

Dobre rozwiązanie wiąże się – moim zdaniem – z podnoszeniem świadomości konsumentów. To jednak bardzo trudne zadanie – w jaki sposób to robić? Kto ma za to odpowiadać? Komu konsumenci dziś w ogóle zaufają, skoro mają świadomość, że manipulacje pojawiają się nawet w tak newralgicznych branżach, jak medyczna czy finansowa?

W jaki sposób można dziś podnosić świadomość konsumentów? Kto ma za to odpowiadać? Komu konsumenci dziś w ogóle zaufają, skoro mają świadomość, że manipulacje pojawiają się nawet w tak newralgicznych branżach, jak medyczna czy finansowa?

Pomimo tych wątpliwości optymizm budzi we mnie to, że młodzi ludzie – choć zanurzeni w Internecie i nowych technologiach – starają się myśleć krytycznie i coraz lepiej idzie im dostrzeganie złudnych elementów narracji serwowanych przez biznes. W tym upatruję nadzieję.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sztuczna inteligencja dla bezpieczeństwa najmłodszych

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Prowadzona przez Panów firma – Samurai Labs – określana jest mianem „laboratorium sztucznej inteligencji”. Co się kryje za tym hasłem?

MW: Start‑upy są organizacjami charakteryzującymi się bardzo dużą zwinnością i elastycznością. Dzięki tym cechom są one nieraz w stanie zagrozić biznesowo wielkim korporacjom – dzieje się to zresztą nie od dziś. Nowym trendem jest natomiast to, że w start‑up’owym stylu otwiera się także laboratoria – miejsca, w których tworzy się naukę. W ten sposób takie start‑up’owe laboratoria mogą konkurować na płaszczyźnie naukowej z wielkimi uniwersytetami czy działami badawczo­‑rozwojowymi potężnych korporacji.

GL: Tego typu laboratoria biorą to, co najlepsze ze świata akademickiego – m.in. metodę naukową, podejście do problemu, które przynosi obiektywne wyniki. Pozostają jednak przy tym podmiotami bardzo zwinnymi. Działające w ten sposób firmy nazywane są mianem deep tech start‑upów.

MW: Powstają one po to, by rozwiązać konkretny, poważny problem – naukowy lub społeczny. Po osiągnięciu celu otwiera się pole dla wielu nowych, nieraz przełomowych szans biznesowych. Start‑upy deep tech tworzą technologię umożliwiającą zrobienie czegoś, co wcześniej nie było możliwe – zajmują się m.in. opracowywaniem szczepionek, rozwijaniem pojazdów autonomicznych czy wirtualnej rzeczywistości.

Co jest przedmiotem badań laboratorium Samurai Labs?

MW: Doskonalimy narzędzie Samurai, potrafiące wykryć oraz zareagować w czasie rzeczywistym na internetową przemoc wobec dzieci, propozycje pedofilskie oraz – co niestety jest dziś w świecie online prawdziwą epidemią – zachowania samobójcze, takie jak deklaracje, plany, pytania o skuteczne sposoby i tym podobne. Opracowana przez nas technologia jest pionierską w skali świata i opiera się na tzw. trzeciej fali sztucznej inteligencji (artificial intelligence – AI).

Na czym polega trzecia fala AI i czym różni się od wcześniejszych?

GL: Amerykańska rządowa Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności – DARPA (Defence Advanced Research Projects Agency) wyróżnia trzy fale AI. Pierwsza, której największe sukcesy przypadają na lata 80. ubiegłego wieku, była oparta na systemach regułowych, gdzie całą wiedzę do systemu dostarczali ludzie – naukowcy i inżynierowie. Taka AI była w stanie wnioskować w oparciu o tę wiedzę, natomiast nie była w stanie sama się uczyć.

Później – aż do współczesności – rozwiązania AI opierały się głównie na uczeniu maszynowym. W tym podejściu system uczy się z danych oznaczonych przez ludzi, jak rozpoznawać pewne wzorce. Pokazując systemowi zdjęcia kota uczymy go, jak rozpoznawać te zwierzęta na nowych, niewidzianych wcześniej zdjęciach. Zaletą drugiej fali AI są bardzo duże możliwości uczenia się systemu, wady są jednak związane z tym, że system nie ma możliwości wnioskowania i abstrahowania. Jeśli w danych „uczących” nie pojawił się dany przypadek zachowania, system nie będzie w stanie sam go wykryć.

Trzecia fala, zwana też adaptacją kontekstualną (ang. contextual adaptation), w której działa Samurai Labs, skupia się na tym, by system mógł zarówno się uczyć (jak w drugiej fali), ale też i wnioskować w oparciu o wiedzę ekspertów (psychologów, lingwistów), będąc w stanie z dużą precyzją interpretować nowe, nieznane mu wcześniej przykłady (jak w pierwszej fali).

Trzecia fala AI, zwana też adaptacją kontekstualną, skupia się na tym, by system mógł zarówno uczyć się z danych, ale też i wnioskować, będąc w stanie z dużą precyzją interpretować nowe, nieznane mu wcześniej przykłady.

Aby rozwijać rozwiązania AI trzeciej fali, potrzeba więc zatem przede wszystkim danych oraz wiedzy?

MW: Kluczowa jest wiedza – dlatego też zespół Samurai Labs jest wielodyscyplinarny. Na swoim pokładzie mamy matematyków, filozofów, specjalistów od sztucznej inteligencji, od rozumienia języka i przetwarzania języka naturalnego, psychologów, pedagogów. Dopiero takie połączenie, taki różnorodny zespół jest w stanie wszczepić w tworzone narzędzie wiedzę na temat tego, w jaki sposób są w internecie atakowane dzieci. Sposoby opisywania myśli samobójczych czy techniki postępowania pedofili, takie jak izolacja dziecka od opiekunów czy próba przekonania go, że jest już osobą dorosłą, są znane specjalistom z fachowej literatury i wieloletniego doświadczenia. Zbieramy tę wiedzę od ekspertów i „wkładamy” ją do maszyny. Dzięki niej oraz zdolności systemu do wnioskowania, potrzebujemy znacznie mniej danych. Nasz Samurai to de facto połączenie trzech światów – wiedzy eksperckiej, danych (choć w relatywnie niewielkiej ilości) oraz rozumienia języka.

W Samurai Labs mamy matematyków, filozofów, specjalistów od AI, od rozumienia języka, od przetwarzania języka, psychologów, pedagogów. Dopiero taki różnorodny zespół jest w stanie wszczepić w tworzone narzędzie wiedzę na temat tego, w jaki sposób są w internecie atakowane dzieci.

Gdyby nasz pomysł opierał się na machine learning (drugiej fali AI) – gdzie absolutnie kluczowym elementem są dane, z których uczą się maszyny – nie bylibyśmy w stanie skutecznie go wdrożyć. Nikt bowiem nie dysponuje wystarczającą ilością danych przedstawiających sposoby komunikowania się pedofili czy technik szantażystów. Mamy wystarczająco dużo danych dotyczących korków na drogach, aby trenować system nawigacji, ale zjawiska, którymi my się zajmujemy, są relatywnie rzadsze (choć same w sobie są przerażające), więc dostęp do nich jest znacznie bardziej utrudniony.

W jaki sposób udaje się Wam konkurować z globalnymi potentatami technologicznymi, rozwijającymi podobnego typu rozwiązania?

MW: Źródłem naszej przewagi konkurencyjnej jest skuteczniejsza od konkurentów, wyższej jakości technologia. Giganci pokroju Google’a czy Facebooka, dysponując gigantycznymi zasobami danych, rozwijają narzędzia oparte na wspomnianym uczeniu maszynowym. Ich systemy uczą się, trenują na tych danych. Związane są z tym jednak dwa problemy. Po pierwsze – takie rozwiązania są mało skuteczne. Według różnych szacunków 50‑70% wykrywanych przez nie przypadków to fałszywe alarmy – systemowi błędnie wydaje się, że treść jest obraźliwa, atakująca. Po drugie – jest to model działający w modelu post factum. Gdy pedofil próbuje zaatakować dziecko przez sieć, ktoś musi to zobaczyć i zaraportować, a następnie AI podpowiada moderatorowi, czy dane sformułowanie uznajemy za niebezpieczne czy nie. Finalnie decyzję o usunięciu bądź pozostawieniu treści podejmuje moderator – tego rozwiązania nie da się zatem zastosować bez człowieka, a ten bywa niestety w świecie technologii tzw. wąskim gardłem: nie skaluje się, opóźnia pracę, dużo kosztuje. Co więcej, jest to bardzo trudna, niesamowicie obciążająca psychicznie praca, do wykonywania której nie ma wystarczająco dużo chętnych.

W świecie technologii człowiek bywa często tzw. wąskim gardłem: nie skaluje się, opóźnia pracę, dużo kosztuje. Dlatego postawiliśmy na automatyzację.

Samurai jest znacznie bardziej skuteczny – dzięki włożonej w niego specjalistycznej wiedzy, na 100 badanych przypadków, tylko 4‑6 zinterpretuje w błędny sposób. Co więcej – działa w sposób automatyczny jako „autonomiczny moderator”. W praktyce oznacza to, że gdy ktoś kogoś będzie chciał zaatakować, nasz system zareaguje w czasie rzeczywistym i nie pozwoli wysłać danej wiadomości czy opublikować danego tekstu. System rozpozna również, kiedy osoba chcąca popełnić samobójstwo opublikuje swój pożegnalny list – stwarza to szansę na zmitygowanie sytuacji, na „podanie ręki” tej osobie, na połączenie jej z wyszkolonym w takich sytuacjach operatorem. Fizyczna interwencja moderatora następuje w bardzo nielicznych przypadkach, których narzędzie nie jest w stanie samodzielnie zinterpretować.

Czy Samurai jest już dostępny na rynku, czy trwają jeszcze prace nad jego udoskonalaniem?

MW: Mamy już kilka wdrożeń – pilotażowo uruchomiliśmy naszego Samurai’a na serwisie Reddit, który odwiedza dziennie kilkaset milionów użytkowników. W ramach projektu zleconego przez brytyjską policję pracujemy z Hatelabem, wykrywając internetową przemoc wobec Polaków i innych mniejszości, związaną z tematem brexitu.

Czy stronom internetowym pokroju Reddita zależy w ogóle na tym, by zwalczać przemoc na swoim serwisie? Często przecież znajdujemy w sieci formułki, głoszące że „redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy” itp.

MW: Gdy w 2012 r., w ramach działalności wcześniejszego projektu – Fido Intelligence – tworzyliśmy pierwszy na świecie system do wykrywania aktywności pedofilów na czatach internetowych oraz przemocy, rynek nie był jeszcze na niego gotowy. Panowało wówczas przekonanie, że im więcej kłótni i obrażania, tym większy ruch na stronie i większa liczba kliknięć w reklamy.

Obecnie natomiast nasz timing jest idealny – ten, kto zarządza wspólnotą internetową chce, by była ona „zdrowa”, pozbawiona przemocy i hejtu. Ma to wymiar pragmatyczny – według badań aż 20 proc. użytkowników zaatakowanych online na danej stronie internetowej czy aplikacji, rezygnuje z uczestnictwa w niej i odchodzi. Drugi argument jest natomiast związany z regulacjami prawnymi, szczególnie w Unii Europejskiej. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania, w myśl obowiązujących przepisów dużym wydawcom internetowym grożą gigantyczne, sięgające 50 mln euro kary za niereagowanie na przemoc online czy niezdejmowanie mowy nienawiści znajdującej się na ich łamach.

Ten, kto zarządza wspólnotą internetową chce, by była ona „zdrowa”, pozbawiona przemocy i hejtu. Ma to wymiar pragmatyczny – według badań aż 20 proc. użytkowników zaatakowanych online na danej stronie internetowej czy aplikacji, rezygnuje z uczestnictwa w niej i odchodzi.

W jakich językach działa Wasz system?

MW: W języku angielskim i częściowo polskim. Generalnie jednak skupiamy się na tym pierwszym, cały czas doskonalimy narzędzie w oparciu o niego, co swoją drogą również uważam za naszą przewagę konkurencyjną. Jako start‑up dobrze jest być skoncentrowanym na pewnej konkretnej rzeczy, starając się być w niej najlepszym. Wierzę, że to dla nas dobra ścieżka. Choć oczywiście w miarę rozrostu firmy być może poszerzymy naszą ofertę o kolejne języki.

Czy nie boicie się, że Samurai mógłby wpaść w niepowołane ręce i zostać wykorzystany w złym celu – np. do cenzurowania wypowiedzi?

MW: Technologie niosą za sobą gigantyczne ryzyka nadużycia, jesteśmy tego zresztą świadkami – najlepszy przykład to systemy AI zajmujące się trollingiem, niszczeniem internetowych dyskusji. Wracając do Samuraia – „uzbrajając” go w odpowiednią wiedzę, mógłby służyć w różnych innych celach niż szukanie przemocy w sieci, np. w marketingu. Wyobrażam też więc sobie, że mógłby zostać użyty do celów niecnych. Nie udostępniamy jednak klientom narzędzia z opcją „zrób co chcesz” – sprzedajemy im bardzo konkretną usługę wirtualnego strażnika, który reaguje tylko wtedy, gdy jest świadkiem przemocy czy innych niepokojących zjawisk, o których mówiliśmy wcześniej.

Czy można powiedzieć, że reagowanie na przemoc w sieci – choć jest w założeniu szlachetną ideą – w praktyce przypomina balansowanie między bezpieczeństwem, a wolnością wypowiedzi?

MW: Zdecydowanie – bardzo nie chcielibyśmy, by Samurai był postrzegany jako narzędzie cenzurujące, ograniczające komunikację, lecz żeby reagował tylko wtedy, gdy jest to faktycznie uzasadnione. Nauczyliśmy się rozróżniać opinię – do której każdy ma prawo – od przemocy, którą staramy się wyeliminować. Mimo, że jest to subtelna różnica, nasz system w przeciwieństwie do większości innych, radzi sobie z nią bardzo dobrze. Jedyną receptą na to, by nie przekroczyć tej cienkiej granicy między bezpieczeństwem a wolnością, jest doskonalenie systemu tak, by popełniał jak najmniej błędów. Nam udaje się to jak na razie bardzo dobrze.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Globalna szachownica po pandemii (cz. II)

Pobierz PDF

Pierwsza część wywiadu dostępna jest pod tym linkiem.

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Kryzys dotknął również i chińską gospodarkę – czy w Państwie Środka mamy dziś do czynienia z podobnymi, co w Europie zabiegami mającymi na celu utrzymanie konkurencyjności, czy nawet ratowanie rodzimych firm?

W reakcji na pandemię państwa Zachodu, włącznie z Polską, wytaczają miliardowe programy ratunkowo­‑stymulacyjne, różnego rodzaju tarcze ochronne oraz szeroką pomoc społeczną. Nie ma co im się dziwić – gdyby nie podjęły takich działań, władze nie miałyby szans na demokratyczną reelekcję. Nagle więc w budżetach znalazły się astronomiczne kwoty, które rzuca się pośród obywateli i podmioty gospodarcze niczym confetti podczas zabawy karnawałowej, jakby jutra miało nie być.

Podejście chińskie jest zgoła odmienne – nie ma tam żadnych tarcz ochronnych ani programów stymulacyjnych dla poszkodowanych branż, jak miało to jeszcze miejsce w 2008 r. w następstwie kryzysu finansowego. Nowa, postpandemiczna strategia Chin jest inna i opiera się na trzech fundamentach.

Czego one dotyczą?

Pierwszym jest „ucieczka w przyszłość”, polegająca na ogromnych inwestycjach w nowoczesne technologie, w tym ze ścisłym powiązaniem technologii cywilnych z wojskowymi. Główny nacisk będzie w tym kontekście kładziony na konwergencję technologii, czyli na współdziałanie ze sobą najnowszych rozwiązań technologicznych.

Drugi priorytet wiąże się z pobudzeniem wewnętrznej konsumpcji (na bazie inwestycji z pierwszego punktu) w celu zbudowania olbrzymiej klasy średniej z wysokimi kompetencjami technologicznymi. Trzeci fundament natomiast to rozbudowa Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz związane z nią rozwijanie sieci handlowej z blisko 100 państwami w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Azji Południowo­‑Wschodniej czy Europie Wschodniej. Okazji do nawiązania relacji biznesowych będzie wiele – wszak NJS zakłada budowę m.in. dróg, kolei, gazociągów, wodociągów, trakcji elektrycznych, portów morskich oraz lotniczych. Warto też zauważyć, że projekt ten znalazł miejsce nawet w zapisach chińskiej konstytucji.

Patrząc na punkt pierwszy – Chiny chcą zatem finalnie przejść od imitacyjnego do innowacyjnego modelu konkurowania i stać się technologicznym trendsetterem świata?

Owszem – w tym celu już w 2017 r. powstała agencja CCMID (Central Commission for Integrated and Civil Development) zorganizowana na wzór podobnego typu instytucji amerykańskich (DARPA, DIU) oraz japońskich (MITI). Otrzymuje ona z chińskiego budżetu wielkie dotacje na cel ścisłego zintegrowania technologii cywilnych z wojskowymi, do tego stopnia, że przestajemy je rozróżniać. Dzisiejsze – na szczęście – niemilitarne działania wojenne są w pełnym toku, ogarniając wszystkie aspekty społeczeństwa, włącznie z wojną psychologiczną i kampaniami dezinformacyjno­‑konfliktotwórczymi. Stajemy się zatem uwikłani w de facto „wojnę totalną po cichu” – dotyczącą każdego niemal aspektu funkcjonowania społeczeństwa, a której zarazem przeważająca część ludzi nie jest świadoma.

Dzisiejsze – na szczęście – niemilitarne działania wojenne, jak np. wojna psychologiczna czy kampanie dezinformacyjno­‑konfliktotwórcze, są w pełnym toku. Stajemy się zatem uwikłani w de facto „wojnę totalną po cichu” – dotyczącą każdego niemal aspektu funkcjonowania społeczeństwa, a której zarazem przeważająca część ludzi nie jest świadoma.

W tym duchu do działań wojennych można podciągnąć samą sprawność w zarządzaniu własnym społeczeństwem. W 2014 r. Chiny wprowadziły Social Credit System (SCI), czyli system oceny obywateli, który można przetłumaczyć eufemistycznie jako System Zaufania Społecznego. Zaplanowano, że w tym roku obejmie on swoim zasięgiem wszystkich obywateli Państwa Środka. W praktyce doprowadzi to do tego, że każdy z nich będzie sprawdzany przez państwo pod kątem m.in. codziennych zakupów, nawyków, zachowań w miejscach publicznych, wywiązywania się ze zobowiązań, kontraktów, umów itp. Wszystkie te zachowania będą następnie poddawane ocenie determinującej, czy dana osoba jest godną zaufania. Obywatele uznani za uczciwych będą mogli cieszyć się dodatkowymi przywilejami, a ci, których uczciwość zostanie poddana w wątpliwość, spotkają się z różnego rodzaju ograniczeniami.

Taki system może zachodniego człowieka przerażać…

Może, choć to, co w krajach Zachodu napawa obawą przed orwellowskim scenariuszem, w Chinach traktowane jest jako pozytywna innowacja – i to z zupełnie racjonalnych przesłanek. Chińczycy należą do społeczeństw o bardzo niskim kapitale społecznym – zaufaniem darzy się tam zazwyczaj jedynie bliskich członków rodziny. Dlatego też SCI jest przez wielu z nich postrzegany jako narzędzie służące podnoszeniu obiektywnie weryfikowanego stopnia wzajemnego zaufania dla lepszego funkcjonowania całego społeczeństwa.

Chińskim władzom wprowadzającym SCI chodzi przede wszystkim o jeszcze większe zdyscyplinowanie społeczeństwa?

To przy okazji – kluczowej wagi nabiera jednak moim zdaniem kwestia danych. Zbieranie tak niesamowitej ilości informacji, w dodatku wieloaspektowych i ściśle skorelowanych, stwarza unikatowy cyfrowy ekosystem doskonały do rozwijania sztucznej inteligencji (AI) oraz uczenia maszynowego. W tych obszarach czeka nas wielki wyścig technologiczny podobny do wyścigu miedzy Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi o to, kto pierwszy wyląduje na Księżycu. Z tą jednak różnicą, że o ile tamta rywalizacja była czysto prestiżowa, o tyle dziś uzyskanie prymatu w AI może oznaczać kontrolę nad resztą świata. Zasadnicze pytanie w tym kontekście brzmi: czy Chiny stać na własną innowację? Od odpowiedzi na nie ważą się tak właściwie losy Zachodu.

W obszarach sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego czeka nas wielki wyścig technologiczny podobny do wyścigu o to, kto pierwszy wyląduje na Księżycu. Zasadnicze pytanie brzmi: czy Chiny stać na własną innowację? Od odpowiedzi na nie ważą się tak właściwie losy Zachodu.

Czeka nas zatem nowa zimna wojna?

Zauważmy, że po rozpadzie Związku Radzieckiego aż do 2016 r. postęp technologiczny miał miejsce głównie w sektorze cywilnym. W samych Stanach Zjednoczonych w tym okresie mieliśmy do czynienia głównie z wdrażaniem innowacji cywilnych do potrzeb wojskowych. Od kilku lat – w dużej mierze ze względu na napięcia chińsko­‑amerykańskie – głównym źródłem innowacji technologicznych tak w USA, jak również i w Chinach, ponownie staje się kompleks wojskowo­‑obronny. Innowacje technologiczne znowu więc znacznie przyspieszą. Sądzę, że już niebawem na lata 1992‑2016 będziemy patrzyli jako na ćwierćwiecze szczególnej wolności, szeroko otwarte okno, które dziś zaczyna się zamykać.

Obawiam się, że współczesna rywalizacja może być znacznie ostrzejsza i niebezpieczniejsza niż podczas pierwszej zimnej wojny. ZSSR nigdy nie stanowił bowiem dla USA poważnego wyzwania gospodarczego. Oprócz tego, z perspektywy amerykańskiej zmieniły się dziś jeszcze dwie kluczowe rzeczy – znacznie słabsze niż w II połowie XX w. są: kondycja społeczeństwa oraz siła gospodarki w odniesieniu do reszty świata. Ogromne problemy społeczne Stanów Zjednoczonych tylko w ostatnim czasie obnażyła zarówno pandemia, jak również zamieszki po zabójstwie George’a Floyda. Owa słabość komplikuje swobodę geopolitycznej „gry” Stanów Zjednoczonych. Zbyt ostra i gwałtowna konfrontacja z Państwem Środka mogłaby doprowadzić do depresji gospodarczej w Chinach, co pociągnęłoby dalszą destabilizację amerykańskiego społeczeństwa oraz gospodarki. Przy obecnej globalnej sieci powiązań uderzenie w Chiny trafia bowiem rykoszetem w cały Zachód, a szczególnie w USA.

Słabość amerykańskiego społeczeństwa komplikuje swobodę geopolitycznej „gry” Stanów Zjednoczonych. Zbyt ostra i gwałtowna konfrontacja z Państwem Środka mogłaby doprowadzić do depresji gospodarczej w Chinach, co pociągnęłoby dalszą destabilizację amerykańskiego społeczeństwa oraz gospodarki.

Jaka w całej tej grze może być rola i miejsce Europy?

Wobec zaostrzonej chińsko­‑amerykańskiej rywalizacji sytuacja Europy wydaje się być przesądzona. Szczególnie mając na uwadze wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz zachowawczą postawę Niemiec, myślących przede wszystkim w kategoriach zabezpieczenia swojej hegemonistycznej pozycji na Starym Kontynencie w tradycyjnych gałęziach gospodarki. W takiej sytuacji doszlusowanie do technologicznej czołówki świata wydaje się być po prostu poza zasięgiem.

Dość powiedzieć, że nawet w przemyśle motoryzacyjnym, stanowiącym dumę Niemców i podziw świata, nasi zachodni sąsiedzi nie nadążają już za rozwojem technologicznym. Świadczy o tym chociażby niedawny artykuł opublikowany we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, jednym z wiodących niemieckich mediów, gdzie wskazano, że oferta rodzimych koncernów samochodowych w segmencie aut elektrycznych jest wysoce niekonkurencyjna w porównaniu chociażby z ofertą amerykańskiej Tesli – tak pod względem ceny, jak i technologii. Tutaj daje się zresztą zaobserwować ciekawa relacja: Stany Zjednoczone są w posiadaniu wysoko innowacyjnej technologii, ale duża część społeczeństwa amerykańskiego znajduje się w prekariacie. Odwrotnie jest w Niemczech: tu społeczeństwo jest zamożne, mniej zróżnicowane dochodowo oraz sprawniej „zarządzane”, ale niemiecka technologia dezaktualizuje się z dnia na dzień.

Czy możliwy jest zatem technologiczny, ale również i polityczny sojusz Europy z bliskimi kulturowo Stanami Zjednoczonymi?

W tym momencie wydaje się to być jedyną sensowną alternatywą. Jej realizacja nie będzie jednak łatwa – szczególnie biorąc pod uwagę niemieckie, francuskie oraz włoskie interesy związane z atrakcyjną z ich perspektywy wymianą handlową z Chinami, a także Rosją (Nord Stream II jest tego symbolicznym przykładem).

Handel, produkcja i nowoczesne technologie to jednak przecież nie wszystko. Od zawsze mówiło się, że ogromną przewagą szeroko pojętego Zachodu jest także indywidualna wolność czy szeroka możliwość zaspokajania konsumenckich potrzeb. Zagrażające światu zachodniemu Chiny takich atrybutów jednak nie posiadają…

Niewykluczone, że ten zestaw wartości ulegnie zmianie. Wydaje się bowiem, że świat będzie zmierzał do bardziej autorytarnych rządów i ściślej nadzorowanych, odpowiednio „przebudowanych” społeczeństw. Wynika to nie tylko z samej chińsko­‑amerykańskiej rywalizacji, lecz również z wymogów bezpieczeństwa wewnętrznego, z ekonomicznych korzyści, z kryzysu społecznego obecnego nie tylko w USA, lecz de facto w całym świecie zachodnim, jak również z potrzeb dotyczących rozwoju technologicznego.

Jaka jest konotacja pomiędzy budowaniem autorytaryzmów a rozwojem technologicznym?

Pandemia koronawirusa doskonale pokazała napięcie pomiędzy indywidualną wolnością a zbiorową odpowiedzialnością. Wiele wskazuje na to, że zakres indywidualnej wolności będzie się pomniejszał na rzecz kolektywnej odpowiedzialności reglamentowanej i nadzorowanej przez władze. Pomyślmy chociażby o kwestii potencjalnych przymusowych szczepień na koronawirusa i przywilejów czy interdyktów związanych z potwierdzeniem zaszczepienia lub jego braku.

Pandemia doskonale pokazała napięcie pomiędzy indywidualną wolnością a zbiorową odpowiedzialnością. Wiele wskazuje na to, że zakres indywidualnej wolności będzie się pomniejszał na rzecz kolektywnej odpowiedzialności reglamentowanej i nadzorowanej przez władze.

Co więcej, mamy już przykłady na to, że walka z wirusem może być dalece bardziej skuteczna przy użyciu smartfonowych aplikacji, które śledzą i rejestrują miejsca naszego pobytu oraz rozpoznają osoby, z którymi się fizycznie kontaktowaliśmy. Innym pomysłem są rozważania dotyczące wycofania banknotów i monet oraz używania wyłącznie pieniądza cyfrowego. Wówczas każda nasza transakcja będzie rejestrowana i poddawana analizie – fiskalnej, czy innej.

Również sterowanie i zarządzanie technologiami, w tym AI, robotyzacją, cyfryzacją, biotechnologią czy biomedycyną, będzie oznaczało coraz większy stopień zależności człowieka od technologii oraz wymagało kierowniczej roli państwa. Dla przykładu: autonomiczne pojazdy będą mogły poruszać się tylko w warunkach odpowiedniego nadzoru nie tylko nad samym ruchem samochodowym, ale też – szczególnie w miastach – nad tym, jak poruszają się przechodnie, dzieci czy rowerzyści. Zrealizowanie infrastruktury w tym celu będzie oznaczało, że każdy de facto ruch na ulicy będzie rejestrowany i analizowany – jeżeli zaistnieje taka potrzeba, wcale nie tylko na użytek bezpiecznego sterowania ruchem. Taki stopień monitorowania zawsze pociąga za sobą zanik swobody poruszania się, a za nim szybko – zanik poczucia indywidualnej wolności. W efekcie nadzór nad społeczeństwem oraz każdą jednostką z osobna może przybrać orwellowskie rozmiary, a demokratyczne dotąd państwa mogą przekształcić się w technokratyczne totalitaryzmy. Wolność, która była dotąd nieodłącznym elementem wizerunku Zachodu i źródłem wielu jego przewag, może coraz częściej stawać się hamulcem rozwojowym i podglebiem dezintegracji.

Czy demokratyczne dotąd państwa przekształcą się niebawem w technokratyczne totalitaryzmy? Wolność, która była dotąd nieodłącznym elementem wizerunku Zachodu i źródłem wielu jego przewag, może coraz częściej stawać się hamulcem rozwojowym i podglebiem dezintegracji.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w I kwartale 2020 r.

Pobierz PDF

Koniunktura gospodarcza

Przetaczająca się globalnie pandemia koronawirusa stała się tzw. gamechangerem w wielu dziedzinach życia społeczno­‑gospodarczego. Zapoczątkowana w Chinach na przełomie 2019 i 2020 r. (niektóre źródła twierdzą nawet, że już w listopadzie 2019 r.), dotarła do Europy w lutym, a do Polski na początku marca. Pierwsze obostrzenia z nią związane zaczęły być nakładane w naszym kraju pod koniec I kwartału br., przez co realne, bardziej miarodajne skutki gospodarcze pandemii będą lepiej widoczne w kolejnym kwartale.

Już teraz pewne jest jednak, że będą one bardzo poważne. Według prognoz Komisji Europejskiej spadek PKB w naszym kraju wyniesie w 2020 r. –4,3 proc., co oznacza, ze po raz pierwszy od 1991 r. wejdziemy w stan recesji. Na pocieszenie jednak prognozuje się, że spadek polskiego PKB będzie najniższy spośród wszystkich państw Wspólnoty. W skali całej Unii Europejskiej ma on natomiast wynieść –7,4 proc.1 Bardzo poważnym następstwem kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią będzie też wzrost bezrobocia. Według prognoz banku Pekao stopa bezrobocia pod koniec roku może wynieść w Polsce 10 proc. podczas gdy pod koniec marca br. wynosiła 5,4 proc. (w województwie pomorskim – 4,8 proc.)2.

Pierwsze skutki pandemii koronawirusa widać już w tym momencie w danych Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących koniunktury w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu i usługach. Pod koniec I kwartału bieżącą ogólną sytuację przedsiębiorstwa w większości negatywnie oceniali reprezentanci trzech spośród siedmiu badanych sektorów: handlu detalicznego, budownictwa oraz transportu i gospodarki magazynowej. W wypadku pierwszych dwóch znajdowały się one minimalnie na minusie (odpowiednio: –1,2 pkt. oraz –3,8 pkt.), natomiast w ostatnim nastroje pesymistyczne były już zauważalne wyraźnie, a marcowa wartość wskaźnika (–16,8 pkt.) była najniższa od siedmiu lat. Co więcej – symptomy pogorszenia sytuacji były w tym sektorze zauważalne już od stycznia. Jak tłumaczy Marek Tarczyński – Przewodniczący Rady Izby Spedycji i Logistyki oraz Prezes Zarządu firmy Terramar – ze względu na prowadzony z Chinami handel morski pierwsze objawy kryzysu dotarły na Pomorze już w styczniu i lutym – czyli jeszcze przed zamknięciem granic i wprowadzeniem lockdownu polskiej gospodarki. Już wtedy widać było, że dzieje się coś niedobrego, że jest coraz mniej ładunków, coraz mniej zamówionych statków oraz towarów. Dość szybko załamały się też dostawy kolejowe oraz lotnicze z Dalekiego Wschodu.

Jedynie wśród reprezentantów sektora informacji i komunikacji w kontekście oceny bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wyraźnie dominowały głosy pozytywne (+ 34,0 pkt.). Nieźle swoją sytuację ocenili także respondenci z sektora przetwórstwa przemysłowego (+10,5 pkt.), z kolei minimalna przewaga ocen pozytywnych dotyczyła sektorów: handlu hurtowego (+2,7 pkt.) oraz zakwaterowania i usług gastronomicznych (+1,1 pkt.).

Zmieniającą się na minus sytuację gospodarczą pomorskich firm dobrze obrazuje zestawienie marcowej wartości wskaźnika bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa z wartościami odnotowanymi pod koniec poprzedniego kwartału. W czterech sektorach nastąpiły jej spadki – mowa tu przede wszystkim o transporcie i gospodarce magazynowej (–28,4 pkt. względem grudnia 2019 r.), jak również budownictwie (–14,0 pkt.), handlu hurtowym (–10,5 pkt.) oraz handlu detalicznym (–1,3 pkt.). W ich wypadku kluczowym czynnikiem pogorszenia oceny swojej sytuacji było z pewnością spodziewane wprowadzenie obostrzeń w handlu. Lepiej niż przed trzema miesiącami swoją sytuację oceniali natomiast reprezentanci przetwórstwa przemysłowego (+3,2 pkt.), zakwaterowania i usług gastronomicznych (+6,0 pkt.) oraz – przede wszystkim – informacji i komunikacji (+18,1 pkt.). W wypadku tego ostatniego wydaje się jednak, że tak dobre nastroje nie będą trwały długo – mimo że sektor IT jest jednym z tych, które najmniej dotknie kryzys (w praktyce wiele dziedzin życia społeczno­‑gospodarczego będzie się przenosiło się do sieci, co stworzy popyt na usługi specjalistów IT), to jednak wiele firm z tej branży będzie musiało zawiesić projekty realizowane dla partnerów, którym pandemia bardzo mocno da się we znaki.

Jeszcze mniej optymistycznie wygląda porównanie marcowych nastrojów przedsiębiorców z indeksem bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa z marca ub.r. W aż pięciu sektorach sytuacja jest dziś oceniana gorzej niż przed rokiem. Przoduje tu sektor transportu i gospodarki magazynowej, gdzie spadek w ujęciu rok do roku wyniósł aż 51,0 pkt. Gorzej niż przed rokiem swoją sytuację ocenili także przedsiębiorcy reprezentujący sektory: budownictwa (–12,1 pkt.), handlu detalicznego (–7,6 pkt.), handlu hurtowego (–7,1 pkt.) oraz przetwórstwa przemysłowego (–0,9 pkt.). Lepsza sytuacja dotyczy jedynie sektorów: informacji i komunikacji (+3,6 pkt.) oraz zakwaterowania i usług gastronomicznych (+6,4 pkt.).

Wykres 1. Indeks bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa wg sektorów w województwie pomorskim w okresie od marca 2019 do marca 2020 r.

ppg-koniunktura-2020-i-kw

 

Przedział wahań wskaźnika wynosi od –100 do +100. Wartości ujemne oznaczają przewagę ocen negatywnych, dodatnie – pozytywnych.
Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych GUS

Martwi też fakt, że w marcu br. w pięciu spośród siedmiu badanych sektorów wartość indeksu ogólnej bieżącej sytuacji przedsiębiorstwa był niższy niż przeciętnie w Polsce. Największa różnica in minus dotyczyła sektora transportu i gospodarki magazynowej (–18,6 pkt.). Zdaniem wspomnianego Marka Tarczyńskiego, tak negatywne nastroje przedsiębiorców z branży TSL względem jej reprezentantów z pozostałych części kraju wiążą się z tym, że Pomorze jest regionem najsilniej bodaj powiązanym z rynkami światowymi, natomiast gros firm z pozostałych części Polski funkcjonuje bardziej w układzie równoleżnikowym, w ramach wymiany handlowej z państwami Unii Europejskiej. Na Pomorzu świadomość zagrożenia związanego z pandemią koronawirusa pojawiła się więc znacznie szybciej. Z kolei firmy z sektora TSL z głębi kraju, szczególnie te specjalizujące się w transporcie samochodowym, który w tych regionach przeważa, odczują skutki kryzysu później, mniej więcej od końca marca, gdy w Polsce i Europie wprowadzono na szeroką skalę lockdown gospodarki.

Pozostałe sektory, w których w marcu br. nastroje przedsiębiorców były gorsze niż średnio w kraju to: handel hurtowy (–5,7 pkt. względem kraju), budownictwo (–5,6 pkt.), handel detaliczny (–4,2 pkt.) oraz zakwaterowanie i usługi gastronomiczne (–1,5 pkt.). Wyjątkami od tej reguły były jedynie sektory: informacji i komunikacji (+3,1 pkt.) oraz przetwórstwa przemysłowego (+5,0 pkt.). Za wcześnie jednak, by wyciągać daleko idące wnioski, mówiące chociażby o tym, że niektóre branże na Pomorzu mogą być bardziej lub mniej odporne na kryzys niż przeciętnie w Polsce.

Na tle wszystkich przywołanych do tej pory informacji niewielkim pocieszeniem jest fakt, że obecna sytuacja pomorskiej gospodarki stojącej u progu pandemii jest zdecydowanie lepsza niż przed siedmioma laty. Porównując wartości indeksu bieżącego ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa pomiędzy marcem 2020 r., a marcem 2013 r., nastroje w sześciu spośród siedmiu analizowanych sektorów są dziś zdecydowanie lepsze. Największa różnica in plus dotyczy sektora budownictwa (+36,2 pkt. względem marca 2013 r.), a także handlu hurtowego (+27,6 pkt.) oraz handlu detalicznego (+26,4 pkt.). Jedynym sektorem, w którym wartość wskaźnika była w tym roku niższa jest transport i gospodarka magazynowa (–2,2 pkt.).

Jak nietrudno się domyślić, pomorscy przedsiębiorcy widzą swoją przyszłość w coraz czarniejszych barwach. Poprawy bieżącej ogólnej sytuacji przedsiębiorstwa spodziewają się jedynie reprezentanci sektora budownictwa (+6,6 pkt.), natomiast tak wysoka ocena wiązać się może z przesunięciem czasowym napływu danych. Wśród ankietowanych z pozostałych sektorów w mniejszym bądź większym stopniu dominują przewidywania negatywne. Największy pesymizm dotyczy sektorów: transportu i gospodarki magazynowej (–22,8 pkt.) oraz handlu hurtowego (–21,0 pkt.), jak również handlu detalicznego (–9,3 pkt.). Nieco lepiej w przyszłość spoglądają badani reprezentujący sektory: przetwórstwa przemysłowego (–3,1 pkt.), zakwaterowania i usług gastronomicznych (–2,1 pkt.) oraz informacji i komunikacji (–0,3 pkt.).

Przewidywania pomorskich przedsiębiorców z trzech sektorów były wyższe niż przeciętnie w kraju – mowa tu o reprezentantach: zakwaterowania i usług gastronomicznych (+18,6 pkt. względem kraju), budownictwa (+12,1 pkt.) oraz przetwórstwa przemysłowego (+4,5 pkt.). W wypadku pierwszego z tych sektorów zauważalna różnica in plus może wiązać się z nadziejami na to, że z uwagi na prawdopodobne ograniczenia w wyjeżdżaniu za granicę, wielu Polaków będzie chciało spędzić wakacje w kraju, więc Wybrzeże czy Kaszuby mogą stanowić dla polskich turystów jeszcze większy magnes niż zwykle. Przedsiębiorcy z tej branży liczą więc, że nie będą musieli spisywać tegorocznego sezonu na straty.

Z kolei w pozostałych czterech sektorach przewidywania pomorskich przedsiębiorców były bardziej negatywne niż przeciętnie w kraju. Dotyczyło to w szczególności sektorów: handlu hurtowego (–13,4 pkt.) oraz transportu i gospodarki magazynowej (–9,5 pkt.). W wypadku sektorów: informacji i komunikacji oraz handlu detalicznego różnica in minus względem przeciętnych wartości dla Polski ogółem była minimalna.

Działalność przedsiębiorstw

Pod koniec I kwartału 2020 r. w województwie pomorskim zarejestrowanych było 309,2 tys. podmiotów gospodarki narodowej. W porównaniu z danymi sprzed roku, ich liczba wzrosła o 10,0 tys. Było ich również więcej o ponad 1,9 tys. w porównaniu z końcem poprzedniego kwartału.

I kwartał br. był dobry z perspektywy indeksu produkcji sprzedanej przemysłu oraz produkcji budowlano­‑montażowej. Pierwszy pod koniec kwartału był wyższy o 7,6 proc. niż w marcu ubiegłego roku, natomiast drugi – wyższy aż o 31,6 proc. Znacznie wrażliwszy na skutki rozpoczynającej się pandemii koronawirusa okazał się indeks sprzedaży detalicznej towarów, który w marcu był aż o 17,4 proc. niższy niż w analogicznym okresie 2019 r.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano­‑montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w okresie od stycznia 2017 do marca 2020 r.

ppg-dynamika-2020-i-kw

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Początek 2020 r. był udany z perspektywy pomorskiego II sektora – z danych dotyczących produkcji sprzedanej przemysłu wynika, że I kwartał br. był najlepszym od IV kwartału 2018 r. Wartości tego indeksu były wyższe niż w analogicznych okresach roku ubiegłego zarówno w styczniu (o 5,4 proc.), lutym (o 5,2 proc.), jak i marcu (o 7,6 proc.). Nie ma jednak raczej co liczyć, by te dobre notowania się utrzymały. W marcu wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł 42,4 pkt. i był najniższy, od 2012 r., czyli od kiedy prowadzone są jego pomiary. Spadek ten był bardzo ostry, mając na uwadze, że jeszcze w lutym wartość wskaźnika wynosiła 48,2 pkt. Jak przekonuje ekonomista IHS Markit Trevor Balchin, można go uzasadnić faktem, że w marcu br. Europa stała się globalnym epicentrum pandemii. W efekcie, polskie firmy przemysłowe doświadczyły ogromnego, największego od światowego kryzysu finansowego z 2008 r. spadku produkcji oraz nowych zamówień. Bardzo mocno spadł również poziom zatrudnienia. Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ta zła sytuacja miała się odwrócić3.

I kwartał 2020 r. był udany z perspektywy produkcji budowlano­‑montażowej. O ile w styczniu była ona niższa niż analogicznym okresie 2019 r., i to aż o 12,5 proc., co było największym spadkiem w ujęciu rok do roku od grudnia 2017 r., o tyle w lutym i marcu „wystrzeliła”, będąc odpowiednio: o 50,8 proc. i o 31,6 proc. wyższa niż w lutym i marcu ub. r. Jak widać, branża ta nie odczuła jak dotąd zbytnio skutków pandemii oraz związanych z nią ograniczeń. Wydaje się jednak, że niebawem ta korzystna sytuacja powinna się niestety odwrócić – za pierwszy tego symptom można uznać informację Głównego Urzędu Statystycznego wskazującą na to, że w marcu produkcja dóbr inwestycyjnych spadła o ponad 15 proc. Należy też się oczywiście spodziewać ograniczeń związanych z tzw. lockdownem gospodarki.

Nadejście pandemii koronawirusa najlepiej obrazują zmiany indeksu sprzedaży detalicznej towarów. W lutym był on aż o 17,5 proc. wyższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, co było najwyższym miesięcznym wzrostem w ujęciu rok do roku od listopada 2017 r. Tak wysoka wartość mogła się wiązać z zakupami dokonywanymi przez Pomorzan „na zapas” w wypadku nadejścia pandemii – w tamtym okresie nie było jej bowiem jeszcze w Polsce, natomiast zaczęła się już pojawiać w coraz większej liczbie państw europejskich. Z kolei w marcu indeks sprzedaży detalicznej towarów spadł o 17,4 proc. w porównaniu z marcem 2019 r., co można uzasadnić tym, że ze względu na pojawienie się pandemii w Polsce, wiele osób – jeszcze przed wprowadzeniem rządowych obostrzeń – ograniczyło wychodzenie z domu, w tym na zakupy. W sektorze handlu detalicznego jest to w ostatnich latach sytuacja bez precedensu – po raz ostatni indeks ten w ujęciu rok do roku był niższy, i to jedynie o 5,3 proc., w grudniu 2016 r. Od tego czasu – przez kolejnych niemal 40 miesięcy notowane były wartości wyższe niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Tak duży spadek indeksu w ujęciu rdr. jest najwyższym przynajmniej od stycznia 2008 r., od kiedy dysponujemy danymi. W nadchodzących miesiącach sytuacja handlu detalicznego będzie ściśle związana z fazami epidemii, w których będziemy się znajdowali. Należy też się spodziewać zmian wewnątrz sektora, dotyczących chociażby zwiększenia udziału e‑commerce, czego jesteśmy już dziś świadkami.

Handel zagraniczny

I kwartał 2020 r. przyniósł nam odwrócenie salda handlu zagranicznego na Pomorzu – wyniosło ono +70,6 mln euro, podczas gdy w poprzednim kwartale było wyraźnie ujemne, wynosząc –621,0 mln euro. Na dodatnie saldo złożył się eksport wynoszący 3288,4 mln euro oraz import o wartości 3217,8 mln euro. W porównaniu z poprzednim kwartałem pomorska sprzedaż zagraniczna wzrosła o 5,8 proc., natomiast import zmalał o 13,7 proc. Trudno oszacować, na ile na spadek ten mogło mieć wpływ ograniczenie międzynarodowej wymiany handlowej spowodowane pandemią koronawirusa. Należy pamiętać, że transport morski z Dalekiego Wschodu na Pomorze zajmuje około 1‑1,5 miesiąca. Stąd też wpływ ewentualnych kryzysów mających miejsce w Azji jest odczuwalny w naszym regionie z pewnym opóźnieniem.
Mając na uwadze całą polską gospodarkę, w I kwartale 2020 r. wartość eksportu wyniosła 59,9 mld euro, natomiast importu – 59,0 mld euro. Saldo handlu zagranicznego wyniosło więc +0,9 mld euro. W porównaniu z analogicznym okresem roku 2019, eksport wzrósł o 1,7 proc., natomiast import – o 0,7 proc. Z kolei saldo handlu zagranicznego wynosiło –0,8 mld euro. Pomimo ograniczeń, które zaczęto wprowadzać w II połowie marca w Polsce w związku z pandemią, nie wpłynęły one w znaczącym stopniu na obroty towarowe z zagranicą – granice dla przepływu towarowego pozostały otwarte4.

W zestawieniu z analogicznym okresem poprzedniego roku wartość pomorskiego eksportu wzrosła o 17,9 proc., natomiast importu – o 2,5 proc. Saldo handlu zagranicznego wzrosło w tym czasie o ponad 422 mln euro. Także w porównaniu z I kwartałem 2018 r., wzrostowi uległ wolumen eksportu oraz importu, podobnie zresztą jak saldo.

Tak samo jak w poprzednich kwartałach, wśród towarów eksportowanych z Pomorza o najwyższej wartości znalazły się grupy: statków, łodzi oraz konstrukcji pływających (20,6 proc. wartości eksportu), maszyn i urządzeń elektrycznych (9,2 proc.), ryb i skorupiaków (7,3 proc.) oraz paliw (7,2 proc.). Zaskoczeniem jest natomiast, że pomiędzy ww. kategorie produktów „wbiła się” grupa zbóż z udziałem przekraczającym 8,1 proc. Analizując eksport towarów z województwa pomorskiego należy mieć na uwadze, że dominująca grupa – statki, łodzie oraz konstrukcje pływające – cechuje się długoterminowymi kontraktami, opiewającymi na bardzo wysokie kwoty pieniędzy. Bywa zatem, że nawet finalizacja jednego zamówienia wpływa w istotnym stopniu na cały kształt kwartalnej struktury eksportu.

Wykres 3. Struktura kierunkowa eksportu z województwa pomorskiego w I kwartale 2020 r.

ppg-struktura-eksportu-2020-i-kw

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Produkty eksportowane z Pomorza trafiły w I kwartale br. przede wszystkim – tradycyjne już – na rynek niemiecki (19,2 proc. pomorskiego eksportu) oraz do innych państw Unii Europejskiej, w tym w szczególności do: Wielkiej Brytanii (7,6 proc.), Francji (6,0 proc.), Szwecji (5,6 proc.) oraz Holandii (5,5 proc.). W skali całej polskiej gospodarki, największym partnerem eksportowym w I kwartale br. również są Niemcy (27,6 proc.), a za ich plecami znajdują się: Czechy (6,1 proc.), Wielka Brytania (6,1 proc.) oraz Francja (5,9 proc.).

Wśród towarów importowanych na Pomorze podobnie jak w poprzednich kwartałach dominowała grupa paliw z udziałem 31,6 proc. Na kolejnych pozycjach znalazły się kategorie: statków, łodzi oraz maszyn pływających (10,1 proc.), maszyn i urządzeń elektrycznych (9,8 proc.) oraz ryb i skorupiaków (7,9 proc.). Ich łączny udział wyniósł 59,4 proc., czyli o 7,1 pkt. proc. mniej niż w poprzednim kwartale oraz o 1,6 pkt. proc. więcej niż przed rokiem.

Duże podobieństwo struktury importowej i eksportowej województwa pomorskiego nie jest przypadkowe – regionalny import jest w dużym stopniu kształtowany przez eksport: na Pomorze sprowadzane są towary podlegające przetworzeniu, które następnie w dużej części są sprzedawane za granicę.

W I kwartale 2020 r. największym partnerem importowym Pomorza pozostała Rosja – głównie przez wzgląd na import paliw, odpowiadała ona za 24,9 proc. łącznej wartości pomorskiego importu. Za jej plecami znalazły się: Chiny (12,2 proc., czyli – pomimo pandemii – wzrost o 1,4 pkt. proc. względem poprzedniego kwartału), Niemcy (7,8 proc.), Kazachstan (6,1 proc.) oraz Norwegia (5,9 proc.). Pomorska struktura kierunkowa importu różni się więc od ogólnopolskiej, gdzie w I kwartale br. na pierwszym miejscu znalazły się Niemcy (21,6 proc. wartości importu), następnie Chiny (12,6 proc.), a dopiero na trzeciej pozycji Rosja (6,0 proc.).

Wykres 4. Struktura kierunkowa importu do województwa pomorskiego w I kwartale 2020 r.

ppg-struktura-importu-2020-i-kw

Źródło: opracowanie IBnGR na podstawie danych Izby Celnej w Warszawie

Barometr innowacyjności

W I kwartale 2020 r. w Biuletynie Urzędu Patentowego opublikowano informację o 1000 wynalazkach zgłoszonych do opatentowania. Liczba zgłoszeń pochodzących z województwa pomorskiego sięgnęła 43, co stanowiło 4,3 proc. wszystkich zgłoszonych wynalazków. Jest to odsetek niższy o 0,9 pkt. proc. od obserwowanego w poprzednim kwartale oraz identyczny jak w analogicznym okresie 2019 r.

Udział województwa w liczbie zgłaszanych patentów był więc w mijającym kwartale, podobnie jak w poprzednich, niższy od udziału regionu w liczbie mieszkańców całej Polski (6,0 proc.) oraz w odniesieniu do liczby ogólnopolskich przedsiębiorstw (6,8 proc.). Niemniej należy mieć na uwadze, iż statystyka patentowa jest zdominowana przez zgłoszenia z województwa mazowieckiego, w tym w szczególności z Warszawy.

Polska gospodarka niezmiennie uznawana jest za jedną z najmniej innowacyjnych w skali Unii Europejskiej. Potwierdziły to chociażby badania Związku Przemysłu Niemieckiego, w których Polska znalazła się na 27. pozycji (wśród 35 badanych państw) rankingu najbardziej innowacyjnych gospodarek. W porównaniu z poprzednią edycją tego badania, przeprowadzoną w 2015 r., awansowaliśmy o jedną pozycję5.

Wykres 5. Liczba pomorskich wynalazków zgłoszonych i opublikowanych w Biuletynie Urzędu Patentowego w 2020 r.

ppg-innowacyjnosc-2020-i-kw

Źródło: opracowanie na podstawie http://www.uprp.pl

Z kolei z opracowania Głównego Urzędu Statystycznego pt. Działalność innowacyjna przedsiębiorstw w latach 2016‑2018 wynika, że poziom innowacyjności polskich firm rośnie. W analizowanym okresie innowacyjne przedsiębiorstwa przemysłowe stanowiły 26,1 proc. ogółu firm II sektora, natomiast innowacyjne przedsiębiorstwa usługowe – 21,0 proc. ogółu polskich firm usługowych. W pierwszym przypadku był to wynik o prawie 6 pkt. proc. wyższy niż w poprzedniej edycji badania, natomiast w drugim – wyższy o 6,5 pkt. proc. Największy udział innowacyjnych firm przemysłowych przypadał na branżę produkcji wyrobów farmaceutycznych oraz produkcji komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych. W województwie pomorskim 28,7 proc. przedsiębiorstw przemysłowych zostało uznanych za innowacyjne, co było czwartym najwyższym wynikiem wśród wszystkich polskich regionów. Z kolei udział innowacyjnych firm usługowych wyniósł w województwie pomorskim 25,3 proc. i również był czwartym najwyższym wśród wszystkich województw6.

W lutym br. „Rzeczpospolita” opublikowała natomiast ranking pt. Polskie perły innowacji. Spośród 9 wyróżnionych firm, jedna – gdyński Radmor – pochodziła z Pomorza i zajęła drugie miejsce w zestawieniu w uznaniu dla produkowanych przez nią innowacyjnych systemów łączności7.

W I kwartale br. zdecydowanie najwięcej zgłoszeń patentowych z województwa pomorskiego dotyczyło działu A: podstawowe potrzeby ludzkie (41,9 proc.). Zauważalny był także udział działów: G (16,3 proc. – fizyka), B (14,0 proc. – różne procesy przemysłowe i transport) oraz C (11,6 proc. – chemia, metalurgia) Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej.

W porównaniu z patentami zgłoszonymi w całym kraju, największa nadreprezentacja dotyczyła na Pomorzu działu A (podstawowe potrzeby ludzkie), wynosząc + 22,4 pkt. proc. względem kraju. Z kolei największe odchylenie in minus było związane z działem C (chemia i metalurgia) i wyniosło –12,5 pkt. proc.

W analogicznym okresie ubiegłego roku największa nadreprezentacja dotyczyła działu G – fizyka (+12,9 pkt. proc. względem kraju), natomiast największe odchylenie in minus, podobnie, jak obecnie, działu C – chemia i metalurgia (–13,3 pkt. proc.).

Tabela 1. Ogólnopolskie oraz pomorskie zgłoszenia wynalazków opublikowane w Biuletynie Urzędu Patentowego wg Międzynarodowej Klasyfikacji Patentowej (MKP) w I kw. 2020 r. oraz całym roku 2019

Dział MKP I kwartał 2020 r.
Pomorskie Polska różnica
% % pkt. proc.
Dział A – Podstawowe potrzeby ludzkie 41,9 19,5 +22,4
Dział B – Różne procesy przemysłowe; Transport 14,0 20,7 –6,7
Dział C – Chemia; Metalurgia 11,6 24,1 –12,5
Dział D – Włókiennictwo; Papiernictwo 0,0 1,0 –1,0
Dział E – Budownictwo; Górnictwo 7,0 8,9 –1,9
Dział F – Budowa maszyn; Oświetlenie; Ogrzewanie; Uzbrojenie; Technika minerska 7,0 10,5 –3,5
Dział G – Fizyka 16,3 9,8 +6,5
Dział H – Elektrotechnika 2,3 5,5 –3,2
RAZEM 100,0 100,0

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie http://www.uprp.pl.

Ważniejsze wydarzenia8

Kolejowe inwestycje w portach
PKP Polskie Linie Kolejowe realizuje inwestycje na terenie trójmiejskich portów morskich warte 2,6 mld zł. W ich efekcie m.in. stacja Gdańsk Port Północy będzie mogła obsługiwać cięższe pociągi towarowe oraz zwiększy się przepustowość stacji Gdynia Port.

2019 r. w PSSE
W 2019 r. w Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej pojawiło się 41 nowych inwestorów (15 na Pomorzu oraz 26 w województwie kujawsko­‑pomorskim), którzy zapowiedzieli poniesienie nakładów rzędu 1,5 mld zł. Planują oni także stworzenie 360 nowych miejsc pracy oraz utrzymanie ponad 4,5 tys. dotychczasowych.

Powstaje największy magazyn energii
Na obszarze farmy wiatrowej w Bystrej koło Pruszcza Gdańskiego powstaje największy w Polsce magazyn energii. Będzie on miał pojemność 27 MWh i moc 6 MW. Inwestycja Grupy Energa ma zostać zrealizowana do końca 2020 r.

Nowy Prezes Grupy Lotos
Paweł Majewski został powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Grupy Lotos. To już piąty Prezes gdańskiej spółki od 2015 r.

LPP nie zwalnia tempa
Gdańska firma odzieżowa LPP sprzedała w 2019 r. produkty o łącznej wartości przekraczającej 9 mld zł. Jest to kwota o 13 proc. wyższa niż w roku 2018. Ponad połowa sprzedaży miała miejsce na rynkach zagranicznych.

Pływający terminal LNG na liście projektów strategicznych UE
Pływający terminal regazyfikacyjny w Gdańsku znalazł się na przygotowanej przez Parlament Europejski liście kluczowych projektów infrastrukturalnych, zapewniających podniesienie bezpieczeństwa europejskiego rynku energii. Nie znamy jeszcze konkretnych informacji dotyczących jego budowy – ze wstępnych założeń wynika, że miałby być on zlokalizowany na wodach Zatoki Gdańskiej, a koszt jego budowy wyniósłby prawie 3 mld zł.

Odbyła się Gala Evening Pracodawców Pomorza
14 lutego w Amber Expo odbyła się Gala Evening Pracodawców Pomorza, podczas której uhonorowani zostali najlepsi pomorscy pracodawcy i przedsiębiorcy. Nagrodę specjalną – „Złoty Oxer” – otrzymał Jacek Sarnowski z Porta KMI Poland. Z kolei tytuły Pomorskiego Pracodawcy Roku 2019 – w poszczególnych kategoriach wielkości firm – powędrowały do: SAUR Neptun Gdańsk, Przedsiębiorstwa Produkcyjno­‑Handlowego AMG, Primagran oraz Przedsiębiorstwa Produkcyjno­‑Handlowo­‑Usługowego SKOLIMOWSKI.

Nowy kontrakt Vistal Gdynia
Gdyńska firma wyprodukuje i dostarczy na Litwę konstrukcję stalową mostu. Wartość zamówienia przekracza 5,5 mln zł netto.

Kolejna firma IT w Trójmieście
Polska firma wyspecjalizowana w outsourcingu usług IT, Cyclad International, otwiera nowe biuro w Trójmieście. W najbliższych miesiącach planuje zatrudnić 70 osób.

Spektrum dla pomorskich firm
Agencja Rozwoju Pomorza oraz Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego podpisały umowę na stworzenie pomorskiego systemu specjalistycznych usług doradczych. Wartość projektu wynosi 27 mln zł, w jego ramach lokalne firmy będą mogły otrzymać dofinansowanie w wysokości 50 proc. na usługi doradcze.

Pożar magazynu w Porcie Gdynia
W gdyńskim porcie doszło do pożaru, w wyniku którego spłonął dach płaskiego magazynu składowania, dzierżawionego przez Bałtycki Terminal Zbożowy. W efekcie, obiekt, który stanowił ponad 40 proc. powierzchni magazynowej BTZ, nie nadaje się dziś do użytkowania.

Gorsze wyniki Lotosu
Grupa Lotos osiągnęła w 2019 r. gorsze wyniki niż w roku poprzednim – zysk netto spółki wyniósł 1,15 mld zł, będąc o ponad 27 proc. niższy niż w 2018 r.

Unia wesprze budowę infrastruktury przesyłowej
Ponad 232 mln zł unijnych środków zostanie przyznanych na projekt budowy linii energetycznej Gdańsk Przyjaźń – Żydowo – Słupsk. Realizacja inwestycji umożliwi wyprowadzenie mocy z planowanych lądowych i morskich farm wiatrowych.

Pandemia – samorządy wspierają przedsiębiorców
Władze samorządowe Gdańska, Gdyni i Sopotu uruchomiły działania mające wesprzeć lokalnych przedsiębiorców odczuwających skutki pandemii koronawirusa. Wśród nich znalazły się m.in. umorzenia, zawieszenia oraz odroczenia czynszu w lokalach gminnych, a także możliwość ich spłaty w ratach.

Singapurski fundusz przejął Pomorskie Centrum Logistyczne
GLP – międzynarodowy fundusz z siedzibą w Singapurze – przejął Goodman Group w regionie Europy Środkowo­‑Wschodniej. Tym samym został on nowym właścicielem Pomorskiego Centrum Logistycznego.

Lotos sfinalizował projekt EFRA
Gdański koncern naftowy zakończył wart 2,3 mld zł projekt EFRA, którego realizacja rozpoczęła się w 2016 r. W efekcie moce produkcyjne rafinerii Lotosu zwiększyły się o niemal milion ton paliw rocznie. Dzięki inwestycji stała się ona najnowocześniejszym tego typu obiektem w Europie.

300 mln zł straty Gdańska
Pandemia koronawirusa uderzyła w samorządy. Sam Gdańsk szacuje swoje straty z nią związane na 300 mln zł, przez co jest zmuszony do zmniejszenia wydatków tak inwestycyjnych, jak i bieżących.

Komisja Europejska zgodziła się na fuzję
Komisja Europejska udzieliła PKN Orlen bezwarunkowej zgody na przejęcie Grupy Energa, co było jednym z kluczowych warunków do finalizacji tego procesu.

Dobry rok trójmiejskich portów morskich
Zarówno Port Gdańsk, jak i Port Gdynia zwiększyły w 2019 r. wielkość swoich przeładunków w porównaniu z rokiem poprzednim. W gdańskim porcie łączna wielkość przeładunków wyniosła prawie 52,2 mln ton (o 6,4 proc. więcej niż w 2018 r.), natomiast w gdyńskim – 24 mln ton (o 2,1 proc. więcej).

Remontowa buduje czwarty prom dla BC Ferries
Remontowa Shipbuilding rozpoczęła budowę czwartego promu pasażersko­‑samochodowego dla kanadyjskiego armatora BC Ferries. Jednostka będzie miała napęd gazowy i zostanie ukończona w 2022 r.

Szersze wejście do Portu Gdynia
Port Gdynia rozpoczyna projekt przebudowy wejścia do portu, które zostanie poszerzone o 40 m, co umożliwi zawijanie do portu większym jednostkom.

Zbudowano kadłub bezzałogowego statku
Gdańska stocznia Aluship Technology zbudowała kadłub bezzałogowego statku Mayflower, który we wrześniu br. ma samodzielnie przepłynąć Atlantyk. To jeden z pierwszych tego typu obiektów na świecie.

Rekordowy rok gdańskiego lotniska
W 2019 r. Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy w Gdańsku obsłużył ponad 5 mln pasażerów, co było najlepszym wynikiem w historii. Gdańskie lotnisko odnotowało także rekordową liczbę operacji lotniczych i utrzymało trzecią pozycję wśród wszystkich polskich portów lotniczych.

Nowe połączenia lotnicze
Od kwietnia z gdańskiego portu lotniczego polecimy do Rzeszowa, natomiast od czerwca – do szwedzkiego Skelleftea.

Strategia województwa pomorskiego 2030
Podczas XIX sesji Sejmiku Województwa Pomorskiego debatowano na temat Strategii Rozwoju Województwa Pomorskiego 2030. Jej projekt przedstawił Marszałek Mieczysław Struk. Strategia uwzględnia nowe uwarunkowania globalne, takie jak: starzenie się społeczeństwa, zmiany klimatu oraz cyfryzacja życia, która oznacza poprawę jakości usług, ale jednocześnie także wykluczenie niektórych grup społecznych i terytoriów. Wśród celów strategicznych województwa pomorskiego są: trwałe bezpieczeństwo środowiskowe, energetyczne i zdrowotne. Szczególny nacisk jest zaś położony na stworzenie „odpornej” gospodarki.

1 za: ec.europa.eu

2 za: pekao.com.pl

3 za: businessinsider.com.pl

4 za: stat.gov.pl

5 za: www.rp.pl

6 za: stat.gov.pl

7 za: www.rp.pl

8 w niniejszym podrozdziale wykorzystano informacje pochodzące m.in. z portalów trojmiasto.pl oraz pomorskie.eu

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Globalna szachownica po pandemii (cz. I)

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

Czy należy się spodziewać, że pandemia koronawirusa będzie źródłem poważnych przetasowań na geopolitycznej mapie świata?

Zdecydowanie tak. Jesteśmy dziś świadkami rozrywania się naczyń połączonych, jakimi do tej pory była gospodarka światowa. Towarzyszy temu zatrważające globalne spowolnienie, które brytyjski „The Economist” nazwał trafnie slowbolization. W szczególności gospodarki krajów Zachodu obudziły się w sytuacji kryzysowej – mówiąc nieskrępowanie – z ręką w chińskim nocniku. Okazuje się, że nie tylko sprzęt medyczny, substancje potrzebne do produkcji leków, ale również części i całe podzespoły niezbędne do dalszego przetwarzania przemysłowego w Europie, w Stanach Zjednoczonych i nie tylko, pochodzą z Chin. Pieczołowicie udoskonalane i optymalizowane łańcuchy dostaw (just in time delivery) zostały nagle porozrywane. Na obecnym kryzysie tracą jednak wszyscy: jedni bardziej, drudzy mniej. Na tym tle zarysowuje się następna odsłona globalnej rywalizacji: kto wyjdzie z kryzysu – ekonomicznie i społecznie – z najmniejszym uszczerbkiem?

Czy obecny kryzys może oznaczać detronizację Stanów Zjednoczonych z pozycji globalnego lidera?

Amerykanie są z pewnością najbardziej przerażeni obecną sytuacją. W ich wypadku nie chodzi bowiem tylko o zachowanie ciągłości produkcji i sprawności gospodarki – stawką jest utrzymanie hegemonii nad światem. Już nieco wcześniej zresztą, mniej więcej od rozpoczęcia kadencji prezydenta Donalda Trumpa, Stany Zjednoczone straciły swój globalny gospodarczy animusz i samo zaufanie do globalizacji. A zatem do procesu, który przecież sami wymyślili i którego byli głównymi promotorami.

Skąd taka zmiana azymutu?

Dotychczas w świecie zachodnim globalizacja była przedstawiana jako nieuchronność dziejowa, nieuniknione zjawisko w rozwoju ludzkości, na które nawet wielkie zbiorowości nie mogą mieć wpływu. W istnie heglowski sposób argumentowano, że nie można przecież płynąć pod prąd ducha czasu. Dziś niewidoczny wirus obnażył całą maszynerię globalizacji, demonstrując że jest ona dziełem „ludzkich rąk” – powstała w wyniku dobrze zorganizowanej współpracy grupy przemysłowców, sprzymierzonych z nimi agencji rządowych oraz sektora finansowego. Za sprawą decyzji tych samych ośrodków może ona zostać równie szybko odwołana. Cała dotychczasowa narracja o wolnych rynkach, o swobodnej wymianie handlowej oraz powiązanej z nią wymianie kulturowej, o kreatywnej destrukcji, o bogacącym się świecie współpracy, w którym narody produkują to, co potrafią najlepiej i czym się później z obopólną korzyścią wymieniają – poszła w kąt. Choć nie oznacza to oczywiście, że wszystkie powyższe założenia były fałszywe per se.

Dotychczas w świecie zachodnim globalizacja była przedstawiana jako nieuchronność dziejowa, na które nawet wielkie zbiorowości nie mogą mieć wpływu. Dziś niewidoczny wirus obnażył całą maszynerię globalizacji, demonstrując, że jest ona dziełem „ludzkich rąk”. Za sprawą tych samych rąk może więc także zostać szybko odwołana.

W rzeczywistości, obok obiecywanych dobrodziejstw, globalizacja często była wyzyskiem słabych przez silnych. Tania produkcja odbywała się gdzie indziej, niż sprzedaż – tam, gdzie producent nie ponosił kosztów socjalnych, nie musiał sobie zawracać głowy regulacjami, ochroną zdrowia czy środowiska, bez kosztów wykształcenia bardziej wykwalifikowanych pracowników itd.

Wiemy to jednak od dawna – dlaczego te kwestie zaczęły być dla Amerykanów tak dużą kulą u nogi akurat teraz?

Nietrudno się domyślić, dlaczego tak się stało – już nawet dla przeciętnego obserwatora widoczne jest, że głównym beneficjentem globalizacji są dziś Chiny, które w pewnym sensie „podkradły” ją Amerykanom. W USA coraz częściej słychać głosy, że to dzięki własnej beztrosce i własnym błędom Zachód stworzył chińskie monstrum, które za dużo eksportuje, za dużo oszczędza, za dużo inwestuje i nie praktykuje politycznego liberalizmu, który wydawał się oczywistym następstwem nowoczesnej gospodarki.

Głównym beneficjentem globalizacji są dziś Chiny, które w pewnym sensie „podkradły” ją Amerykanom. W USA coraz częściej słychać głosy, że to dzięki własnej beztrosce i własnym błędom Zachód stworzył chińskie monstrum.

Obecna zmiana nastawienia do globalizacji stanowi najlepszy dowód na wielką ideologiczną porażkę Stanów Zjednoczonych, które zostały pobite własną bronią. Amerykanie bez żadnych skrupułów łamią dziś swoje dotychczas szeroko promulgowane zasady i proglobalistyczną retorykę. Zbierając przy tym krytykę, a nawet więcej – szyderstwa płynące z Europy Zachodniej, szczególnie z Niemiec.

Co na to sami Amerykanie, którzy przecież „swoimi rękami” cały ten proces budowali?

Ten zwrot narracji wśród samych Amerykanów mało kogo oburza. To naród twardogłowych pragmatyków, mających świadomość, że z zasady należy stronić od wszelkich zbyt krępujących kaftanów ideologicznych. Zdają sobie oni sprawę, że bez złamania globalizacji, Stanom Zjednoczonym nie uda się złamać Chin.

Czy USA są jednak w stanie tak po prostu „złamać” globalizację?

To, w jaki sposób „złamać” globalizację, nie pozbywając się jednak pewnych uzyskanych zdobyczy, stanowi dziś jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed amerykańską polityką. Słowem­‑kluczem nie jest tu jednak „deglobalizacja”, lecz decoupling, czyli rozdzielenie gospodarki amerykańskiej, a najlepiej – szerzej – zachodniej, od Chin. Mike Pompeo, amerykański sekretarz stanu odpowiedzialny za politykę zagraniczną przedstawił niedawno pierwszą fazę decouplingu w postaci „Economic Prosperity Network”, w której nie ma już miejsca dla Państwa Środka.

Amerykanie stoją dziś przed wyzwaniem decouplingu, czyli rozdzielenia gospodarki amerykańskiej, a najlepiej – szerzej – zachodniej, od Chin.

Taki podział świata będzie miał jednak negatywne konsekwencje dla Zachodu, a szczególnie dla krajów sprzymierzonych z USA. Pod płaszczykiem samowystarczalności i (ogólniej mówiąc), dechinyzacji, wkroczy ukradkiem protekcjonizm, również wewnętrzny, a za nim korupcja. Decoupling bowiem, choć brzmi stosunkowo neutralnie, w praktyce sprowadza się do działań protekcjonistycznych oraz fragmentacji rynku. Nie jest jasne, gdzie i według jakich reguł będzie przebiegała linia podziału między odpornością na strategiczne zależności i zawirowania gospodarki światowej, a autarkią i ochroną własnego przemysłu. Czy teraz każdy względnie niezależny kraj i każda branża przemysłowa będą mogły wprowadzać swoje własne bariery i prerogatywy wedle własnego uznania? Jeśli tak – rodziłoby to szerokie pola do niejasnych, nieuczciwych zagrywek. W tym momencie trudno jednak powiedzieć więcej, bo znajdujemy się dopiero na przedpolu wielkiej strategicznej gry.

Jakie mogą być tego skutki na płaszczyźnie geopolitycznej?

W tym kontekście powstaje mnóstwo pytań. Czy proces decouplingu można zorganizować bez udziału Niemiec, Francji czy Włoch? Czy można tego dokonać bez poparcia Moskwy? Prezydent Donald Trump niedawno przypominał, że Rosję trzeba włączyć do grupy G7. Ale za jaką cenę zgodzi się ona na antychiński sojusz z Zachodem? I tu pytanie z naszej perspektywy – czy aby nie kosztem Polski? Czy należy się obawiać sojuszu między Chinami a Unią Europejską? A może sojuszu Unii z Rosją, któremu sprzyjają nie tylko Niemcy, lecz również Francja i Włochy? Niedawno w Niemczech wpływowy tygodnik „Der Spiegel” opatrzył główny felieton tytułem Wachablösung, czyli Zmiana warty. Bez znaku zapytania na końcu – wszystko wskazuje na to, że Berlin na poważnie myśli o szerokiej współpracy z Chinami, jak i z Rosją.

Chińczycy mają jednak po swojej stronie wiele argumentów, by przed decouplingiem się bronić. Czy są to wystarczająco silne karty?

Obecnie dzięki globalizacji Chiny wysunęły się na czołową pozycję na świecie, rzucając otwarcie rękawicę Amerykanom. W ich interesie leży dalsze forsowanie globalizacji i z pewnością będą to robiły. Chińczycy nie stracili wiary i zaufania w proces, w którym święcą wielkie sukcesy.

Bardzo istotny jest tu fakt, że mają oni w pamięci okres stuletniego (od 1842 do 1949 r.) upokorzenia przez kraje Europy Zachodniej, Rosję oraz Japonię. Odczułem to na własnej skórze podczas wielu rozmów prowadzonych z chińskimi naukowcami i studentami, gdy prowadziłem projekty badawcze Motoroli w Chinach. Państwo Środka zdiagnozowało swoją historyczną zapaść, dochodząc do wniosku, że znalazło się w takiej sytuacji z własnej winy, w wyniku samoizolacji, apatii elit, wewnętrznego letargu, a później celowego demoralizowania chińskiego społeczeństwa przez okupantów. Wiedzą, że najwięcej zyskują w warunkach globalizacji, nie chcą więc zejść z tej drogi.

Chińczycy zdiagnozowali, że jednym z głównych źródeł ich historycznej zapaści od połowy XIX do połowy XX w. była samoizolacja. Dziś wiedzą, że najwięcej zyskują w warunkach globalizacji, nie chcą więc zejść z tej drogi.

Chiny stać na zostanie „nowymi Stanami Zjednoczonymi” globalizacji?

Azjatycki gigant stoi dziś przed rozmaitymi wyzwaniami i trudnościami: brakuje mu jeszcze soft poweru, kontroli nad szlakami handlowymi, atrakcyjnego kulturowego przekazu i wiarygodności w skali światowej. Nie dysponują również dwoma atutami, stanowiącymi główną siłę amerykańskiej perswazji – globalną „kotwicą” walutową, jaką jest dolar oraz bezkonkurencyjnym potencjałem wojskowym. Niemniej jednak Chiny są cierpliwe, zarządzane przez kadrę inżynierską, która myśli w perspektywie dekad, a nie kwartałów. Wierzą w rozwinięcie swojego potencjału w długim okresie.

Jeżeli zainicjowany przez Amerykanów decoupling się nie powiedzie, można spodziewać się, że globalizacja będzie postępować dalej i będzie jeszcze bardziej chinocentryczna. Tym bardziej, że jest ona także w interesie Niemiec, czyli drugiego po Chinach największego merkantylistycznego beneficjenta globalizacji. To właśnie niemiecka gospodarka odczuła kryzys najbardziej spośród wszystkich państw europejskich. Powód jest prosty: europejski rynek zbytu jest już nasycony, wpada wręcz w stagnację, dla niemieckich firm to wciąż prężne Chiny stają się więc główną destynacją eksportową. Dość powiedzieć, że niemiecki przemysł samochodowy, odpowiadający przecież za ponad 20 proc. dochodu narodowego Niemiec, sprzedaje najwięcej samochodów (około 40 proc.) właśnie w Chinach – więcej niż we własnym kraju.

Druga część wywiadu ukaże się w następnym wydaniu „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego” (7 VII).

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Cierpienie nie uszlachetni sektora TSL?

Pobierz PDF

Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor prowadzący „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.

W jakim stopniu pandemia koronawirusa wpłynęła jak dotąd na pomorski sektor transportu, spedycji i logistyki (TSL)?

Jako że sektor ten jest bardzo „obszerny”, zróżnicowane są też konsekwencje pandemii dla poszczególnych jego gałęzi. Na przykład obecny kryzys spowodował dynamiczny rozwój usług kurierskich – wszystko za sprawą przeniesienia dużej części handlu do sieci.

Niemniej jednak przeważająca większość pozostałych typów działalności związanych z TSL pandemię odczuwa zdecydowanie negatywnie. Z powodu wstrzymania pasażerskiej żeglugi powietrznej, w ramach której przewożone są również ładunki, zamknięta została możliwość transportu tą drogą. Doszło do tego znaczne podwyższenie frachtów samolotów stricte towarowych. W efekcie duża część transportu powietrznego została zastąpiona – głównie w relacjach dalekowschodnich – przez kolej.

Gorzej sytuacja wygląda w branży transportu samochodowego (TIR‑y), w którym odnotowujemy dziś 25‑30‑procentowy spadek wielkości przewozów względem okresu sprzed kryzysu. Dla polskich przewoźników jest to o tyle bolesne, że odpowiadają oni za około ¼ rynku europejskiego. Obecną sytuację najbardziej odczuli dostawcy wyspecjalizowani w obsłudze dalekich kierunków, takich jak Hiszpania, czy Włochy.

Jak natomiast obecny kryzys odczuły porty morskie?

Warto mieć na uwadze, że transport morski z Dalekiego Wschodu na Pomorze zajmuje około 1‑1,5 miesiąca. Stąd też wpływ ewentualnych kryzysów mających miejsce w Azji jest odczuwalny w naszym regionie z pewnym opóźnieniem. Obecna sytuacja najbardziej negatywnie wpłynęła na gdański DCT, będący de facto monokulturą obsługującą kontenery pochodzące z Chin. W marcu odnotowano niemal 30‑procentowy spadek przeładunków, w kwietniu było już lepiej.

Z kolei pomimo pandemii minimalny – choć wyraźnie niższy niż w poprzednich okresach – wzrost przeładunków odnotował Port Gdynia. I choć gdyński port jest powszechnie kojarzony jako drobnicowy, kluczowy dla osiągnięcia tego wyniku był eksport ładunków masowych – a konkretniej: zboża – możliwy dzięki zrealizowanej w ostatnim czasie rozbudowie specjalistycznych terminali. Gdynię uratowało w dużej mierze to, że obsługuje ona inne niż Gdańsk relacje geograficzne, które nie były od początku pandemii aż tak bardzo nią dotknięte, jak: Stany Zjednoczone, Amerykę Południową czy Afrykę. Natomiast w nadchodzącym czasie na pewno się to zmieni i również Port Gdynia odczuje negatywne skutki pojawienia się koronawirusa na obsługiwanych rynkach.

Warto też zwrócić uwagę na sytuację trójmiejskich magazynów logistycznych, które obsługują ładunki z portów. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że ich sytuacja jest dobra, gdyż większość z nich jest wypełniona po brzegi, natomiast z drugiej strony – odnotowywany jest znaczny spadek rotacji towarów: klienci zamawiają ładunki, ale nie odbierają ich z magazynów, bo nie mają zbytu. Pokazuje to doskonale skalę zadyszki, z jaką zmaga się dziś polska – i nie tylko – gospodarka.

Czy firmy z sektora były w jakiś sposób przygotowane na nadejście niespodziewanego zjawiska szokowego, takiego jak np. pandemia?

W większości nikt nie brał pod uwagę tak czarnych scenariuszy – są one zaskoczeniem dla całej gospodarki, nie tylko dla sektora TSL. Niestety, słabością polskiej branży transportowej jest niska rentowność oraz brak kapitału – większość firm nie dysponuje żadną poduszką finansową na czarną godzinę, jaką ma chociażby wiele przedsiębiorstw zachodnich. Znacznie ogranicza to pole manewru w sytuacjach kryzysowych, w najwrażliwszych gałęziach sektora od razu pojawiają się duże trudności. Najlepszym tego przykładem jest transport samochodowy. Firmę przewozową jest bardzo łatwo założyć, bariera wejścia na rynek jest niska, podobnie jak uzyskanie dostępu do wykonywania zawodu. Nie jest też potrzebny wielki kapitał – większość samochodów jest leasingowanych. Wszystko to, w połączeniu ze stosunkowo niewielkimi zasobami własnymi firm, powoduje ogromną konkurencję. Jeśli kryzys będzie się przedłużał – wiele z nich nie będzie w stanie przetrwać.

Słabością polskiej branży transportowej jest niska rentowność oraz brak kapitału – większość firm nie dysponuje żadną poduszką finansową na czarną godzinę, jaką ma chociażby wiele przedsiębiorstw zachodnich.

Oprócz konkurencji wewnątrzbranżowej firmy z sektora TSL w obecnych realiach mierzą się też z wyzwaniem konkurencji międzygałęziowej – w kontekście Pomorza szczególnie widać rywalizację między ładunkiem samochodowym, a kolejowym, którą wygrywa ten pierwszy. Przyczyniły się do tego czynniki takie, jak: duża liczba wolnych samochodów na rynku, spadek frachtów czy obniżenie cen paliwa. Najbardziej wyrazistym przykładem „zwycięstwa” transportu drogowego są całe kolejki tirów stojących na drodze do Portu Gdynia. Co ciekawe, przewożą one zboże, a więc towar masowy, na transport którego niemal monopol miała do niedawna kolej.

Czego wyczekują dziś firmy z sektora TSL?

Sytuacja na rynku transportu jest wtórna do sytuacji w sektorach produkcji i handlu, jest jej pochodną. Jeśli ruszy produkcja i handel, ruszy też transport – jeśli nie, obecne problemy będą się pogłębiały. Przedsiębiorcy z branży TSL czekają na ożywienie gospodarki – szczególnie branż takich jak: przemysł motoryzacyjny, meblarski czy AGD, które odpowiadają za duże ciągi ładunkowe.

Nasza sytuacja mogłaby wyglądać nieco lepiej, gdybyśmy mieli więcej tranzytu. Niemniej jednak – choć wzrósł on w ostatnich latach – nadal do końca nie wykorzystujemy naszego potencjału związanego z położeniem geograficznym. Relatywnie niewielka część kontenerów przybywających do Gdańska jest transportowana dalej – do Czech, Słowacji czy Węgier. Jedyny tranzyt na dużą skalę, w którym uczestniczymy i z którego czerpiemy pewne korzyści dotyczy jedwabnego szlaku, czyli kolejowego połączenia między chińską a niemiecką gospodarką.

Czy po pandemii sektor TSL wróci w swoje stare koleiny, czy też czeka nas raczej nowa „normalność”?

Wariant optymistyczny, o którym wszyscy byśmy marzyli, oznaczałby że po pandemii bardzo szybko wracamy do sytuacji sprzed kryzysu. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtym okresie mówiono już o pewnych negatywnych tendencjach związanych ze spowolnieniem gospodarczym czy ze wzrostem protekcjonizmu handlowego, które wpłynęłyby na sytuację sektora. W moim odczuciu kryzys pandemiczny przykrywa dziś więc niejako te problemy, które byłyby widoczne – choć oczywiście w nie tak wielkiej skali – nawet gdyby pandemii nie było.

Kryzys pandemiczny przykrywa dziś pewne negatywne zjawiska gospodarcze, które byłyby widoczne – choć oczywiście w nie tak wielkiej skali – gdyby pandemii nie było.

Sądzę, że na wariant optymistyczny nie ma co się za bardzo szykować. Dotychczasowe doświadczenia związane z „luzowaniem” gospodarki – np. w handlu czy ostatnio w gastronomii – pokazują, że powrót do normalności jest bardzo powolny. Ani galerie handlowe, ani kawiarnie, ani też restauracje nie wróciły z rozmachem do sytuacji, w jakiej znajdowały się w styczniu czy lutym. Wątpliwe moim zdaniem, by inne branże – od których sytuacji jest w sporej mierze uzależniony sektor TSL – miały być w tym kontekście szybsze. Czeka nas długi proces odbudowy – zdziwiłbym się, gdyby został sfinalizowany szybciej niż przed II połową 2021 r.

Czy obecna pandemia – pomimo wielu bardzo negatywnych konsekwencji dla sektora TSL – może przynieść także pozytywne skutki, np. być początkiem nowego, lepszego międzynarodowego „ładu” handlowego, wprowadzenia lepszych „reguł gry”?

Osobiście widzę więcej ryzyk niż szans. Mamy dziś w całej Europie do czynienia z szeroko rozwiniętą pomocą publiczną, której celem jest ratowanie przed upadłością wielu linii lotniczych czy przewoźników kolejowych. Tym samym wracamy nieco do autarkicznego, znanego nam z lat minionych modelu podtrzymywania przez państwo deficytowych narodowych przewoźników. Obawiam się, że to, co dziś jest nazywane „ratunkiem”, może w wielu miejscach wejść w krew, utrwalając zjawiska, takie jak np. etatyzm państwowy. To nie jest korzystna sytuacja dla polskich firm, gdyż nasz kraj nie ma takich zasobów, by móc wspierać przedsiębiorstwa w tak dużym zakresie, jak Niemcy, Francja, czy inne wysokorozwinięte gospodarki. Tym samym po latach skracania dystansu między Polską a państwami rozwiniętymi, może on się ponownie zacząć zwiększać.

Wracamy dziś nieco do autarkicznego, znanego nam z lat minionych modelu podtrzymywania przez państwo deficytowych narodowych przewoźników. Obawiam się, że to, co dziś jest nazywane „ratunkiem”, może w wielu miejscach wejść w krew, utrwalając zjawiska, takie jak np. etatyzm państwowy. To nie jest korzystna sytuacja dla polskich firm.

Kolejny problem jest związany z tym, że należy spodziewać się zmniejszenia stopnia globalizacji. Część produkcji z Dalekiego Wschodu ze względów strategicznych przeniesie się w bliższe okolice, co doprowadzi do zmniejszenia międzynarodowej wymiany handlowej. Firmy z branży TSL to odczują. Inne ryzyko wiąże się natomiast ze sferą relacji między przedsiębiorstwami – są dziś one trudniejsze niż wcześniej, zauważalny jest brak zaufania, wzrost agresji w walce o ładunki, pozycję na rynku, pieniądze. Klimat do prowadzenia działalności stał się znacznie gorszy.

Summa summarum nie wykluczam, że cierpienie – jak u Dostojewskiego – nas „uszlachetni” i z całego tego zamieszania uda nam się dojść do lepszych rozwiązań, rezultatów, natomiast jestem sceptyczny. Boję się negatywnych skutków, które na lata zaciążą nad rozwojem i sytuacją gospodarczą polskich firm oraz gospodarki. Trudno mi wyobrazić sobie „oczyszczający” wymiar kryzysu.

Jakie zatem wnioski z kryzysu powinny wyciągnąć pomorskie przedsiębiorstwa z sektora TSL?

Na pewno wskazana jest większa ostrożność, jeśli chodzi o zaangażowanie inwestycyjne firm, gdyż wiele z nich brało dotąd pod uwagę tylko i wyłącznie optymistyczne scenariusze. Praktycznie wszystkie projekty – czy to nowe terminale kontenerowe, czy to lotniska – zakładały jedną opcję: zwiększanie obrotu handlowego. Nie wynikało to z lekkomyślności przedsiębiorców, lecz z ich doświadczenia – ich firmy przez lata były beneficjentami pozytywnego sprzężenia różnych czynników: wzrost obrotów kontenerowych był w ostatnich latach 2‑4 razy wyższy od wzrostu PKB, również wzrost przewozów przewyższał tempo wzrostu tak gospodarki polskiej, jak i unijnej.

Pomorskie firmy będą musiały też przygotować się do zmian w łańcuchach dostaw i przeniesienia części produkcji z rynków dalekowschodnich bliżej rynków europejskich. Na Pomorzu – ze względu na to, że mamy porty morskie, stosunkowo duże lotnisko, że jesteśmy położeni na szlaku transportowym Skandynawia­‑Adriatyk – sytuacja jest o tyle korzystna, że ta wielość możliwości transportowych „rozkłada” ryzyko w skali całego sektora. Nie jesteśmy tak silnie uzależnieni od jednego rodzaju transportu, jak to jest w innych regionach kraju.

Dlaczego zatem z badań koniunktury, prowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że pomorscy reprezentanci branży transportu i gospodarki magazynowej już od stycznia oceniają swoją obecną oraz spodziewaną sytuację gospodarczą znacznie gorzej niż przeciętnie w Polsce?

Wiąże się to z tym, że ze względu na prowadzony z Chinami handel morski symptomy kryzysu dotarły na Pomorze wcześniej niż w innych częściach kraju. Już w styczniu i lutym – czyli jeszcze przed zamknięciem granic i wprowadzeniem lockdown‑u gospodarki – widać było, że dzieje się coś niedobrego, że jest coraz mniej ładunków, że jest coraz mniej statków, coraz mniej zamówień towarów. Dość szybko załamały się też dostawy kolejowe oraz lotnicze z Dalekiego Wschodu. Z kolei firmy z sektora TSL z głębi kraju, szczególnie te specjalizujące się w transporcie samochodowym, który w tych regionach przeważa, odczuły skutki kryzysu później, mniej więcej od końca marca, gdy w Polsce i Europie wprowadzono na szeroką skalę lockdown. U nas świadomość zagrożenia pojawiła się znacznie szybciej.

Generalnie Pomorze w skali kraju jest regionem najsilniej bodaj powiązanym z rynkami światowymi, natomiast gros firm z pozostałych części Polski funkcjonuje bardziej w układzie równoleżnikowym, w ramach wymiany handlowej z państwami UE. Dlatego też w perspektywie przedsiębiorcy transportowego z Pomorza najważniejszy wpływ mają kwestie o charakterze globalnym, zamorskim, natomiast z pozostałych polskich regionów – o charakterze unijnym, kontynentalnym. Najlepszym na to dowodem jest kryzys lat 2008‑2009, kiedy to Polska nazywana była dumnie „zieloną wyspą”. Jednym z nielicznych odstępstw od tej „zieloności” był obrót portowo­‑morski, który doświadczył wówczas bardzo dużych spadków, silnie odczuwając kryzys. Pozostała część kraju, będąc jeszcze „na fali” po niedawnej akcesji do Unii Europejskiej, nie odczuła tych skutków w aż tak znaczącym stopniu.

W perspektywie przedsiębiorcy transportowego z Pomorza najważniejszy wpływ mają kwestie o charakterze globalnym, zamorskim, natomiast z pozostałych polskich regionów – o charakterze unijnym, kontynentalnym.

Skip to content