Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Koniec żywności?

Proszę się nie obawiać, mimo tytułu nie zamierzam konkurować z Francisem Fukuyamą ani żadnymi innymi piewcami końców historii, kapitalizmu, nauki etc. „Koniec żywności” („The End of Food”) to tytuł książki Paula Robertsa – popularnego i zarazem przejmującego raportu o tym, jak człowiek zbudował niezwykle złożony system wytwarzania substancji dla niego najważniejszych, konstruując go tak, że zamienił się w tykającą coraz natarczywiej bombę zegarową.

Roberts doskonale ujawnia absurdy przemysłowej organizacji rolnictwa i przetwórstwa. Po pierwsze, system taki przez to, że nie uwzględnia kosztów zewnętrznych, prowadzi do ewidentnego marnotrawstwa. Jaki sens ma bowiem wożenie ziemniaków z północy Europy na południe Włoch, by je tam umyć i obrać na chipsy i frytki, które będą konsumowane na północy? Szwajcarzy kopią nowy tunel pod Przełęczą Godarda (inwestycja warta 30 mld franków) m.in. po to, by obsługiwać ruch ziemniaczanych transportów. Formalnie, z rynkowego punktu widzenia, skoro taka operacja się opłaca, to wszystko jest w porządku. Gdyby jednak wliczyć koszty zewnętrzne, związane choćby ze skutkami ekologicznymi takich przewozów, sprawa nie byłaby już tak jasna.

Problem drugi, na który zwraca uwagę Roberts, to zagrożenie bezpieczeństwa produktów żywnościowych na skutek zbytniej koncentracji produkcji. Wypadki śmiertelnych zatruć po spożyciu masła orzechowego w Stanach Zjednoczonych, melanina w produktach nabiałowych z Chin – to tylko kilka przykładów zagrożeń, które nie wynikają jedynie z braku odpowiednich procedur lub tego, że się ich nie przestrzega. System techniczny pozbawiony redundancji jest immanentnie narażony na awarie, a im większa skala złożoności, tym trudniejsze do przewidzenia skutki katastrofy.

Często w dyskusjach o rolnictwie i produkcji żywności zapominamy, że jedzenie niezwykle głęboko związane jest z kulturą, co powoduje, że nie można zaopatrzenia w żywność sprowadzać jedynie do kategorii rynkowych i efektywności ekonomicznej.

System wytwarzania żywności jest niewątpliwie systemem złożonym. Opublikowany wiosną br. na zamówienie Komisji Europejskiej raport „New Challenges For Agricultural Research”, będący podsumowaniem projektu foresight dla europejskiego rolnictwa, wymienia listę czynników kluczowych, jakie mają i będą miały wpływ na rozwój tego systemu: czynniki ekonomiczne, ekologiczne, klimatyczne, demograficzne, społeczne, kulturowe (zmiana stylów życia i konsumpcji), hydrogeologiczne, technologiczne. Sama lista nie wydaje się zbyt odkrywcza, choć nawet taka prosta enumeracja pokazuje, jak często w dyskusjach o rolnictwie i produkcji żywności zapominamy, że jedzenie niezwykle głęboko związane jest z kulturą, co powoduje, iż nie można zaopatrzenia w żywność sprowadzać jedynie do kategorii rynkowych i efektywności ekonomicznej, jak to ma miejsce podczas negocjacji na temat liberalizacji międzynarodowego handlu produktami spożywczymi. A przecież już w XVIII wieku Jean Anthelme Brillat-Savarin pisał w „Fizjologii smaku”: „Losy narodów zależą od sposobu, w jaki się odżywiają”i.

 

Apetyt rośnie, zagrożeń przybywa

Sprawa jeszcze bardziej zaczyna się komplikować, gdy weźmiemy pod uwagę wzajemne oddziaływania pomiędzy czynnikami. Wiemy na przykład, że liczba ludności na Ziemi systematycznie będzie rosnąć, z nadzieją, że ustabilizuje się na poziomie około 9 mld w roku 2050. Czy więc wystarczy liniowo zwiększać produkcję żywności, by zaspokoić dodatkowy popyt? Nie wystarczy, bo równolegle zmieniają się apetyty bogacących się społeczeństw krajów rozwijających się. Chińczycy nie dość, że jedzą więcej, to także modyfikują swoją dietę, zwiększając spożycie nabiału i mięsa. W rezultacie zależność między demografią, tendencjami społecznymi i popytem na żywność staje się silnie nieliniowa. Kilogram białka roślinnego i kilogram białka z wołowiny mają podobną wartość odżywczo-energetyczną, zasadniczo różny jest jednak pełny koszt wyprodukowania jednej i drugiej formy białka, a to ze względu na powierzchnię potrzebnej ziemi uprawnej, ilość wody i skalę efektów ubocznych w postaci emisji dwutlenku węgla i metanu.

Już bardzo złożony obraz komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dodać wyzwania ekologiczno-klimatyczne dla globalnego rolnictwa. Najnowszy, opublikowany we wrześniu br. przez International Food Policy Research Institute (IFPRI) raport „Climate Change. Impact on Agriculture and Costs of Adaptation” pokazuje dramatycznie skalę wyzwania. Analitycy IFPRI zastosowali dwa różne modele matematyczne opisujące dynamikę zmian klimatycznych i wzrostu średniej temperatury oraz zmian hydrologicznych. Niestety, każdy model przewiduje, że w perspektywie 2050 r. (jeśli nie wcześniej – niektóre analizy mówią, że już w 2020 r.) nastąpi załamanie produkcji żywności w regionach największego przyrostu demograficznego: w Azji Południowo-Wschodniej, na Bliskim Wschodzie, w Indiach i Afryce. Produkcja pszenicy w Indiach może zmaleć nawet o połowę, zmniejszy się produkcja ryżu. Jeśli analizować tę sytuację wyłącznie z ekonomicznego punktu widzenia, to widać wyraźnie, że zwiększy się uzależnienie żywnościowe krajów rozwijających się od rozwiniętych. Czy więc dla polskiego rolnictwa nadchodzą złote czasy?

Rosnący globalny popyt na żywność na pewno oznacza rozwojową szansę. Tym bardziej że nasi rolnicy skorzystają najprawdopodobniej na zmianie klimatycznej: efekty pozytywne, jak choćby wydłużony okres wegetacyjny, powinny przeważyć nad efektami niekorzystnymi, jak anomalie pogodowe. Wielką niewiadomą jest przyszła sytuacja hydrologiczna, bo choć niektóre prognozy wskazują, że wzrosną łączne dostawy wody, to jednak najprawdopodobniej wzrost będzie dotyczył opadów zimowych, poza okresem wegetacyjnym. Jednocześnie już od połowy lat 90. ub. wieku zwiększa się częstotliwość występowania suszy. Wcześniej susze zdarzały się średnio raz na pięć lat, teraz praktycznie dzieje się tak co drugi rok.

Jak widać, aura niepewności otacza zarówno globalne perspektywy rozwoju rolnictwa, jak i sytuację w Polsce. Warto przy tym dodać jeszcze jeden element niepewności, związany ze zmianami klimatyczno-ekologicznymi: rolnictwo będzie nie tylko ich potencjalną ofiarą, lecz jest także istotną ich przyczyną. Światowe rolnictwo odpowiedzialne jest bezpośrednio za 14 proc. emisji dwutlenku węgla. Można się więc spodziewać, że jeśli w procesie międzynarodowych negocjacji zostaną podjęte zobowiązania dotyczące redukcji gazów cieplarnianych, rolnictwo także stanie się obszarem dodatkowych antyemisyjnych regulacji.

 

Trudna adaptacja

Jak zredukować tę oszałamiającą złożoność problematyki rozwoju rolnictwa? Główne hasła pojawiające się podczas poszukiwań odpowiedzi to adaptacja oraz nakłady na badania i rozwój. Adaptacja polega na wbudowaniu w system produkcji żywności mechanizmów umożliwiających szybką reakcję na nieoczekiwane zmiany. Skoro możemy spodziewać się, że w Polsce będą maleć uprawy ziemniaków, wzrośnie plenność buraka cukrowego i kukurydzy, pojawi się szansa na uprawę kukurydzy na terenie całego kraju, a zasięg hodowli winogron przesunie się na północ, to już w tej chwili należałoby przedefiniować programy działania ośrodków doradztwa rolniczego. W najbliższych latach będą one musiały się mierzyć z licznymi nowymi problemami zgłaszanymi przez rolników, dotyczącymi zarówno upraw, jak i nowych problemów wynikających z pojawiania się choćby nowych szkodników. Bo co po możliwościach hodowli kukurydzy, skoro już w tej chwili w niektórych rejonach Polski nawet 100 proc. upraw atakuje Omacnica prosowianka, wcześniej nieaktywna w naszej strefie klimatycznej?

Zadania systemu dystrybucji wiedzy pomagającej diagnozować nowe problemy i wskazywać rozwiązania wybiegają dziś jednak, jak wskazują autorzy unijnego raportu „New Challenges For Agricultural Research”, poza możliwości tradycyjnego modelu systemu współpracy sektora rolnictwa i przemysłu z sektorem akademickim i badawczo-rozwojowym. W modelu tym wydawało się jasne, że optymalną odpowiedzią na rosnący popyt na żywność jest zwiększanie wydajności produkcji przez wprowadzanie nowych technologii upraw, z organizmami optymalizowanymi genetycznie włącznie. Gdy jednak jako parametr optymalizacji wprowadzi się obok wydajności parametr trwałości (sustainability), czyli utrzymania zdolności produkcyjnej przez długi okres, to okaże się, że odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wystarczy przykład rolnictwa ekologicznego. W krajach rozwiniętych daje ono blisko o połowę plonów z hektara mniej niż rolnictwo konwencjonalne. Sprzyja ono jednak rozwojowi próchnicy w glebie, która jest doskonałym absorbentem dwutlenku węgla, a także pozwala na lepsze gospodarowanie wodą. Nie wywiera ono negatywnego wpływu na bioróżnorodność, a ponieważ jest bardziej pracochłonne, daje zatrudnienie większej liczbie osób.

Bilans porównujący obie formy gospodarowania nie jest jednoznaczny, zależy od lokalnego kontekstu. Tym bardziej że wbrew pojawiającym się często argumentom zwolenników rolnictwa przemysłowego, alternatywne formy wcale nie są mniej nowoczesne. Nowe cechy organizmów można uzyskiwać dziś zarówno za pomocą tradycyjnej selekcji (wspomaganej jednak najnowszą wiedzą genetyczną), jak i modyfikacji genetycznych. Z kolei organizmy modyfikowane genetycznie nie muszą być wytwarzane jedynie w modelu kapitałowym, bo pojawiają się już formy współpracy zespołów biologów działających w logice open source, jaką pierwsi zastosowali niezależni producenci oprogramowania komputerowego. Dalej, źródłem wiedzy budującej potencjał adaptacyjny są już nie tylko laboratoria naukowe uczelni i korporacji, lecz także lokalne wspólnoty pielęgnujące rzadkie, a często cenne kompetencje ekologiczne.

Dyskutując o polskim rolnictwie i jego przyszłości, warto uwzględnić złożoność kontekstu oraz przyjąć do wiadomości, że nie ma jednej prostej recepty na jego rozwój. Odpowiedź na pytanie o przyszłość polskiego rolnictwa musi powstać w debacie, której uczestnikiem będzie całe społeczeństwo, nie tylko rolnicy, koncerny biotechnologiczne i przemysł spożywczy.

Dyskutując o polskim rolnictwie i jego przyszłości, warto uwzględnić złożoność kontekstu oraz przyjąć do wiadomości, że nie ma jednej prostej recepty na jego rozwój. Jeszcze dwa lata temu ceny zboża szybowały niemal w stratosferze, dziś taniej palić w piecu zbożem niż węglem. Taniej, bo rynkowa cena zboża uwzględnia tylko czynnik zmniejszonego przez kryzys popytu, ślepa jest jednak na koszty ekologiczne, za które przyjdzie zapłacić za czas jakiś. Musimy uwolnić się od takiej krótkowzroczności i zacząć poważną debatę nad rolnictwem, uwzględniając wszystkie opisane czynniki złożoności. Czy polską szansą jest przystąpienie do wyścigu w konkurencji upraw wielkoprzemysłowych? Czy może też lepiej unowocześnić „zacofanie”, analizując, czy ekstensywność, niewielki stopień koncentracji i chemizacji nie są prorozwojowymi atutami o rosnącej z czasem wartości?ii

Nie ma jednoznacznych odpowiedzi, odpowiedź jednak jest potrzebna. Najgorsza jest sytuacja, w której nie podejmując decyzji, pozwala się na działanie szarych stref. Odpowiedź musi powstać w debacie, której uczestnikiem będzie całe społeczeństwo, nie tylko rolnicy, koncerny biotechnologiczne i przemysł spożywczy. Od tych decyzji zależy nie tylko, co będziemy jedli za 10-20 lat, lecz także to, jak będzie wyglądał polski krajobraz, jaka będzie struktura, jakie będą potrzebne inwestycje infrastrukturalne. Parafrazując maksymę Brillata-Savarina, nasz los zależy od sposobu, w jaki zdecydujemy się odżywiać.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Polska wobec przyszłej polityki rolnej UE

Polityka rolna w państwach członkowskich Unii Europejskiej jest realizowana prawie wyłącznie poprzez Wspólną Politykę Rolną (WPR). Można wskazać kilka przyczyn tak szerokich kompetencji Wspólnoty w tym obszarze interwencji publicznej. Pierwszą są uwarunkowania historyczne – WPR jest jedną z pierwszych polityk wspólnotowych, określoną w Traktacie Rzymskim w 1957 r., głównie w odpowiedzi na problemy z zapewnieniem ciągłości dostaw żywności wskutek zniszczeń wojennych. Równie ważny jest stosunkowo duży stopień ingerencji tej polityki w mechanizmy rynkowe, co oznacza, że wspólnotowe regulacje i, co ważniejsze, wspólnotowe finansowanie stanowią gwarancję równych warunków konkurencji na jednolitym rynku UE. Ten motyw zyskał szczególnie na znaczeniu w toku kolejnych rozszerzeń UE o mniej zamożne państwa z Europy Południowej, a następnie Wschodniej. Wspólna Polityka Rolna wnosi także wkład w spójność ekonomiczną i polityczną, zwłaszcza w sytuacji dużego zróżnicowania UE pod względem poziomu ogólnego rozwoju.

Poszerzenie funkcji
W czasie swojej długiej historii WPR podlegała stopniowej ewolucji. W ślad za zmieniającymi się oczekiwaniami publicznymi i innymi uwarunkowaniami, zarówno unijnymi (m.in. kolejne rozszerzenia), jak i międzynarodowymi (m.in. zobowiązania w ramach Światowej Organizacji Handlu – WTO), nastąpiło rozszerzenie zakresu kompetencji, celów i instrumentów tej polityki. W 2003 r., tuż przed akcesją Polski i innych państw Europy Środkowej, istotnie przeorientowano WPR, odchodząc od działań bezpośrednio wspierających opłacalność produkcji rolnej na rzecz wspierania dochodów w sposób niezależny od decyzji produkcyjnych rolników (tzw. oddzielenie wsparcia od produkcji). Wzmocniono także tzw. II filar tej polityki, obejmujący wsparcie rozwoju obszarów wiejskich. Już po akcesji do UE Polska uczestniczyła w kolejnych reformach dotyczących poszczególnych sektorów produkcji: owoców i warzyw (2004 r.), cukru (2006r.), wina (2007 r.). Stosunkowo dużych dostosowań dokonano w 2008 r. w ramach tzw. przeglądu reformy z 2003 r. (health-check), przygotowując rolnictwo UE do silniejszej konkurencji na globalnym rynku i do realizacji nowych zadań publicznych związanych z takimi wyzwaniami jak zmiany klimatu, utrata bioróżnorodności czy też malejące zasoby wody. Ówczesne rozstrzygnięcia, a także towarzysząca im debata publiczna pokazały, że funkcji rolnictwa UE i WPR nie można dziś ograniczać do ich tradycyjnych zadań związanych z bezpieczeństwem żywnościowym i rozwojem obszarów wiejskich. W centrum tej debaty jest pojęcie wielofunkcyjności produkcji rolnej i obszarów wiejskich związanej z zarządzaniem dużą częścią zasobów środowiskowych i ich szczególnym miejscem w przestrzeni społeczno-gospodarczej UE.
Poczynione w 2008 r. ustalenia co do kształtu WPR do 2013 r. są traktowane także jako początek debaty o jej konstrukcji w kolejnej perspektywie finansowej UE. Debata ta jest prowadzona zarówno na poziomie eksperckim, jak i politycznym, w ramach Rady Ministrów Unii Europejskiej ds. Rolnictwa i Rybołówstwa. Zarówno w czasie prezydencji francuskiej (druga połowa 2008 r.), jak i czeskiej (pierwsza połowa 2009 r.) intensywna dyskusja w ramach tej Rady ujawniła dużą zbieżność stanowisk państw członkowskich w wielu istotnych kwestiach związanych z przyszłością polityki rolnej. Trzeba jednak pamiętać, że WPR jest także elementem debaty o przyszłości budżetu UE, głównie ze względu na fakt, że zagospodarowuje dużą jego część (44% w 2008 r.) i w znaczącym stopniu (choć mniejszym niż polityka spójności) odpowiada za efekt redystrybucji dochodów między bogatymi a mniej zamożnymi państwami członkowskimi UE. Poziom wspólnotowego finansowania WPR zależeć więc może nie tylko od potrzeb zidentyfikowanych w samym jej obszarze, ale także od stopnia ich spójności z innymi, często nowymi priorytetami wspólnotowymi, takimi jak polityka klimatyczna czy energetyczna.

Dzięki reformom z ostatnich lat WPR stała się polityką nowoczesną, o dużym potencjale adaptacyjnym do nowych wspólnotowych wyzwań, przyczyniając się jednocześnie do zrównoważonego rozwoju całej Wspólnoty i realizacji celów Strategii Lizbońskiej.

Stanowisko Polski
Polska aktywnie uczestniczy w tej debacie, zwracając uwagę na specyfikę uwarunkowań swojego sektora wsi i rolnictwa, ale także odwołując się do wymiaru wspólnotowego i globalnego docelowych rozstrzygnięć. Oficjalne stanowisko rządu RP w tym zakresie zostało wypracowane w pierwszej połowie 2009 r. w toku konsultacji eksperckich, międzyresortowych oraz społecznych, i ostatecznie przyjęte przez Radę Ministrów 12 czerwca 2009 r.
W stanowisku zwraca się uwagę na znaczenie dotychczasowej WPR, w szczególności dla procesu integracji europejskiej oraz realizacji wielu celów wspólnotowych wykraczających poza tradycyjnie pojmowane funkcje rolnictwa. Dzięki reformom z ostatnich lat WPR stała się polityką nowoczesną, o dużym potencjale adaptacyjnym do nowych wspólnotowych wyzwań, przyczyniając się jednocześnie do zrównoważonego rozwoju całej Wspólnoty i realizacji celów Strategii Lizbońskiej. Także po 2013 r. Wspólna Polityka Rolna powinna odgrywać kluczową rolę w Unii Europejskiej w zapewnieniu: bezpieczeństwa żywnościowego, zrównoważonego rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich, równych warunków konkurencji na jednolitym rynku rolnym oraz silnej pozycji konkurencyjnej UE na globalnym rynku żywnościowymi.
Aby zapewnić skuteczność WPR w realizacji powyższych zadań w przyszłości, kolejne zmiany tej polityki powinny:
* zachować w pełni jej wspólnotowy charakter, w szczególności w wymiarze finansowym, gwarantując tym samym równe warunki konkurencji na jednolitym rynku UE;
* powiązać poziom i alokację wsparcia finansowego poszczególnych działań, w tym płatności bezpośrednich, z aktualnymi i przyszłymi celami, co wymaga m.in. odejścia od przestarzałych i nieuzasadnionych w obecnej sytuacji historycznych pułapów płatności bezpośrednich, które odzwierciedlają poziom produkcji rolnej poszczególnych państw członkowskich sprzed kilkunastu lat;
* ograniczyć koszty wdrożeniowe po stronie instytucji UE i państw członkowskich, co wymaga dalszego uproszenia tej polityki. Przyszła WPR musi być zrozumiała dla rolników, a także dla podatników, i bez jej znacznego uproszczenia nie będzie to możliwe.
Rozszerzenie zakresu celów WPR o nowe wyzwania, przy zachowaniu większości dotychczas realizowanych zadań, wymagać będzie odpowiedniego finansowania wspólnotowego tej polityki po 2013 r. co najmniej na obecnym poziomie. Zwiększenie współfinansowania z budżetów krajowych opóźniłoby proces spójności gospodarczej we Wspólnocie, zmuszając mniej zamożne państwa członkowskie do zwiększenia krajowych wydatków publicznych w celu zapewnienia równych warunków konkurencji dla ich sektorów rolnych na jednolitym rynku lub też do rezygnacji z korzyści ekonomicznych związanych z konkurowaniem na równych zasadach w tym obszarze.
Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania, niezbędne jest zachowanie dotychczasowej struktury WPR, tj. wszystkich trzech elementów obecnej polityki: wspólnej organizacji rynków, systemu płatności bezpośrednich oraz polityki rozwoju obszarów wiejskich.

Niezasadne byłoby dalsze ograniczanie interwencji rynkowej w prawodawstwie wspólnotowym. Mechanizmy interwencji także w przyszłości powinny stabilizować rynkowe warunki produkcji, współdecydując w ten sposób o bezpieczeństwie żywnościowym UE i wkładzie w globalne bezpieczeństwo żywnościowe.

Interwencja jest konieczna
W związku z otwieraniem się rynku wspólnotowego na konkurencję zewnętrzną, a także ze względu na rosnącą niestabilność międzynarodowych rynków rolnych, niezasadne byłoby dalsze ograniczanie interwencji rynkowej w prawodawstwie wspólnotowym. Mechanizmy interwencji także w przyszłości powinny stabilizować rynkowe warunki produkcji, współdecydując w ten sposób o bezpieczeństwie żywnościowym UE i wkładzie w globalne bezpieczeństwo żywnościowe. Zasadne jest jednak silniejsze uwzględnienie w przyszłej WPR działań promocyjnych (zarówno na rynku UE, jak i na rynkach międzynarodowych), a także zaawansowanych instrumentów zarządzania ryzykiem i kryzysami w rolnictwie. Dalsza ewolucja I filaru WPR powinna obejmować także problem odpowiednich nawyków żywieniowych wśród poszczególnych grup konsumenckich czy też pomocy żywnościowej dla osób najuboższychii.
Płatności bezpośrednie powinny pozostać instrumentem odpowiedzialnym za: wsparcie i stabilizację dochodów rolniczych, utrzymanie użytków rolnych w dobrej kulturze rolnej, zgodnej z wymogami środowiska, rekompensowanie kosztów związanych z wypełnianiem wymogów wspólnotowych (w odniesieniu do jakości i sposobów produkcji), związanych z zagwarantowaniem części pozaprodukcyjnych dóbr publicznych, a także zapewnienie równych warunków konkurencji w ramach jednolitego rynku rolno-żywnościowego. Zniesienie lub istotne ograniczenie płatności bezpośrednich w ramach WPR groziłoby trwałym porzuceniem działalności rolniczej na wielu obszarach o mniej korzystnych warunkach gospodarowania oraz nadmierną koncentracją i intensyfikacją produkcji rolnej w innych regionach UE.
System płatności bezpośrednich wymaga jednak pilnej zmiany, polegającej na dalszym uproszczeniu i ujednoliceniu formy jego stosowania w całej UE. Nowy system płatności powinien być związany z powierzchnią użytków rolnych oraz uwzględniać realizację wymogów w zakresie ochrony środowiska. System oparty o jednolitą stawkę płatności w całej UE lepiej służyłby realizacji obecnych i przyszłych celów WPR niż dzisiejszy – umożliwiłby sprawniejszą integrację oczekiwań społecznych i dóbr publicznych.
Po roku 2013 zasadne jest także utrzymanie silnej roli polityki rozwoju obszarów wiejskich jako części WPR. Drugi filar WPR wnosi duży wkład w przekształcenia strukturalne i modernizację na obszarach wiejskich (i w samym rolnictwie), przyspieszając jednocześnie szczególnie ważny dla nowych państw członkowskich tzw. proces doganiania. Instrumenty rozwoju obszarów wiejskich odgrywają także coraz większą rolę w realizacji zadań związanych z nowymi wyzwaniami stojącymi przed Wspólnotą, wymagającymi zaangażowania rolnictwa europejskiego i obszarów wiejskich.
Jednocześnie należy zachować obecne podejście do wsparcia w ramach II filara WPR, polegające na dostarczeniu szerokiego instrumentarium działań i pozostawieniu krajom członkowskim stosunkowo dużej swobody w zakresie tworzenia własnych programów. W świetle dotychczasowych doświadczeń konieczna jest także dyskusja na temat koordynacji działań na rzecz obszarów wiejskich prowadzonych w ramach polityki spójności, która obok instrumentów WPR stanowi istotne źródło zmian na tych obszarach. Priorytetem Wspólnoty powinno pozostać ograniczenie różnic pomiędzy regionami UE i dążenie do wyrównywania poziomu rozwoju pomiędzy obszarami wiejskimi a miejskimi przy udziale obu polityk.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Wizja rozwoju rolnictwa w Polsce

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Zmiany w strukturze polskiego rolnictwa dla jednych postępują powoli, dla innych zbyt szybko. Czy za 10-20 lat polskie rolnictwo będzie podobne do niemieckiego czy duńskiego?

W moim przekonaniu zamiany w polskim rolnictwie zachodzą wolno. Mogłyby i powinny postępować szybciej. W zmianach struktury kluczową rolę odgrywają obecne zasady sprzedaży ziemi z zasobów skarbu państwa dotychczasowym dzierżawcom lub rolnikom na powiększenie bądź utworzenie nowego gospodarstwa. Obowiązująca ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego określa wielkość gospodarstwa rodzinnego na 300 hektarów niezależnie od regionu. Dzierżawcy mogą z własności skarbu państwa kupić jednorazowo 500 ha. Mamy więc gospodarstwa rodzinne, ale są też gospodarstwa o powierzchni tysiąca lub nawet kilku tysięcy hektarów. Jest wreszcie trzeci model, czyli wspomniana dzierżawa ziemi należącej do skarbu państwa. Czasami są to ogromne gospodarstwa liczące 2-3 tys. ha, ale zgodnie z obowiązującymi przepisami dzierżawca, który chciałby wykupić tę ziemię, mógłby kupić tylko 500 hektarów. Wspomnę tylko, że ostatnia umowa dzierżawy wygasa w 2029 roku i nie bardzo wiadomo, co dalej. Pozycja dzierżawców jest bardzo silna i skarb państwa bez dużych odszkodowań nie może zerwać takiej umowy. To poważne ograniczenia w zmianach własności rolnej i niestety nie spodziewam się w tej kwestii dużych zmian. To jest bardzo poważny hamulec w tej najważniejszej części gospodarstw, które produkują na rynek. A przecież właśnie one stanowią o sile polskiego rolnictwa i jego konkurencyjności. Może jeszcze jedna ciekawostka: te największe, dzierżawione gospodarstwa nie mają dostępu do wielu programów unijnych. Małych gospodarstw, takich do 10 hektarów, jest 80% i do nich są adresowane różne formy dopłat i programy unijne.

W najbliższych latach liczba dużych gospodarstw oraz ich powierzchnia będą się powiększać. Mniejsze gospodarstwa mogą się spodziewać kłopotów na rynku. W rolnictwie będzie coraz większa konkurencja: nie tylko innych krajów europejskich, ale także Azji czy Ameryki.

Zatem nie zapowiadają się szybkie i poważne przekształcenia na polskiej wsi?

W najbliższych latach liczba dużych gospodarstw oraz ich powierzchnia będzie się zwiększać. Mniejsze gospodarstwa mogą się spodziewać kłopotów na rynku. W rolnictwie będzie coraz większa konkurencja: nie tylko innych krajów europejskich, ale także Azji czy Ameryki Południowej i Północnej, gdyż Stany Zjednoczone mocno subsydiują swoich farmerów. Nasze duże gospodarstwa są konkurencyjne. Oczywiście mogłoby być lepiej, ale do tego konieczne są zmiany w prawie umożliwiające powstawanie nowych. Nie możemy też zapominać, że politycy kilku krajów Unii Europejskiej, między innymi Wielkiej Brytanii, nawołują do zmian w finansowaniu dopłat bezpośrednich. Dla bogatszych państw może wygodniejsze jest wypłacanie tych subwencji z krajowych budżetów. Dla rolników w takich krajach Unii jak Polska byłoby to bardzo niekorzystnie.

Od chwili wejścia Polski do UE wszystkie gospodarstwa otrzymują dopłaty bezpośrednie do każdego hektara gruntów. Ten mechanizm spowodował niemal całkowite zatrzymanie obrotu ziemią rolną.

W dyskusji o polskim rolnictwie niekiedy pojawia się termin „renta zapóźnienia”. Czy są jakieś korzyści płynące z obecnej struktury, z dużej liczby małych gospodarstw czy wreszcie z dużej liczby mieszkańców wsi?

Od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej wszystkie gospodarstwa otrzymują dopłaty bezpośrednie do każdego hektara gruntów. Ten mechanizm spowodował niemal całkowite zatrzymanie obrotu ziemią rolnąii.

Programy rozwoju obszarów wiejskich muszą być skierowane nie tylko do małych gospodarstw, lecz powinny uwzględniać także zbudowanie infrastruktury, która będzie służyła wszystkim.

Dopłaty unijne utrzymują obecną liczbę i wielkość gospodarstw w Polsce?

Tak. Struktura polskich gospodarstw została w ten sposób zakonserwowana. Szczególnie te małe nie zmieniają właścicieli, nie są na przykład kupowane przez większych sąsiadów. Z jednej strony daje to zabezpieczenie socjalne biedniejszym rolnikom, ale z drugiej nie jest to dobre rozwiązanie dla rozwoju produkcji rolnej. „Renta zapóźnienia” jest dziś w pewnym sensie korzystna. Natomiast w dłuższej perspektywie muszą nastąpić zmiany. Większość właścicieli małych gospodarstw przejdzie do usług. Dlatego programy rozwoju obszarów wiejskich muszą być skierowane nie tylko do małych gospodarstw, lecz powinny także uwzględniać zbudowanie infrastruktury, która będzie służyła wszystkimiii.

„Renta zapóźnienia” dotyczy jednak bardziej potencjału polskiego rolnictwa, który przez niektórych oceniany jest bardzo wysoko, szczególnie w odniesieniu do rolnictwa krajów tzw. starej Unii Europejskiej. Tylko czy ten potencjał wynika z mniejszej wydajności z hektara, mniejszego zużycia nawozów sztucznych i środków ochrony roślin, mniejszej mechanizacji?

Oczywiście, małe gospodarstwa są w gorszym położeniu, gdyż są mniej zmechanizowane, stosują gorsze technologie. Jednak nie możemy zapominać o tym, co się działo od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej. Na 120 miliardów złotych zainwestowanych w naszą gospodarkę około 70 miliardów zostało skierowanych na obszary wiejskie. Te zmiany są widoczne, i to nie tylko w postaci wyremontowanych dróg, chodników czy doprowadzonej kanalizacji. Na polach pracują nowe ciągniki, kombajny, agregaty. Hodowle bydła i trzody rozwijają się z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań. Według przeprowadzonych badań 80% pieniędzy z dopłat rolnicy kierują na modernizację. Natomiast dla najmniejszych gospodarstw musimy przygotować dodatkową ofertę. Gospodarstwo rolne jest oczywiście przedsiębiorstwem i ekonomia ma duże znaczenie. Nie zapominajmy jednak, że rolnictwo pełni również rolę przechowalnika tradycji, kultury. To otwiera nowe możliwości, gdyż gospodarstwa podejmują działalność produkcyjną. Naszym atutem są produkty tradycyjne i regionalne. Atutem może być też rolnictwo ekologiczne, zwłaszcza w gospodarstwach do 10 hektarów. Bardzo dużo zależy od zachowania gospodarzy, od tego, jak będą wykorzystywać istniejące możliwości: unijne dopłaty, nowe rozwiązania prawne w kraju.

Może należy szukać też innych rozwiązań, gdyż trudno sobie wyobrazić ponad milion gospodarstw zajmujących się uprawami ekologicznymi lub produkcją tradycyjnych specjałów.

Rzeczywiście, milion dwieście tysięcy gospodarstw nie będzie się zajmowało żywnością ekologiczną lub produktami tradycyjnymi. Jest miejsce dla małych oraz dużych gospodarstw, ale trzeba się zastanowić, jakie powinny być między nimi proporcje i jakie mają obowiązywać w obu przypadkach zasady. Spodziewam się, że w ciągu najbliższych 10-20 lat rynek uporządkuje strukturę, ale należy się do tego przygotować. Wiele zależy od tego, jak sami rolnicy widzą swoją przyszłość, czy na przykład będą chcieli sprzedawać swoje grunty pod inwestycje. Szczególnie duże możliwości istnieją tu na obszarach podmiejskich. Natomiast na takich terenach jak Kaszuby coraz poważniejszym źródłem dochodów małych gospodarstw będzie agroturystyka.

Rząd ma możliwości kierowania procesami przemian na wsi. Przekazanie samorządom regionalnym rolniczego doradztwa jest mniej niż kosmetyką. Może dodatkowe zachęty do tworzenia grup producenckich, wchodzenia w przetwórstwo rolno-spożywcze powinny bardziej zaprzątać głowy ministrów?

Przekazanie marszałkom doradztwa rolniczego jest początkiem zmian. Zastanawiamy się w naszym resorcie nad stworzeniem państwowej służby doradczej. Byliby to urzędnicy odpowiedzialni za wdrażanie i kontrolowanie wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej.

Nie będzie to powielanie istniejącego doradztwa?

Będzie to coś na wzór Inspekcji Weterynaryjnej. Mamy koło 2,5 tysiąca inspektorów pilnujących przestrzegania polityki państwa i kilkanaście tysięcy lekarzy prowadzących prywatną praktykę weterynaryjną. W przypadku doradztwa zyska na tym państwo, ale też rolnicy – dzięki bogatszej ofercie doradców działających na zasadach komercyjnych. Natomiast grupy producenckie rozwijają się coraz lepiej, rośnie ich liczba. Od 2007 r. jest ich dwa razy więcej.

A stało się to dzięki niewielkiej poprawce w ustawie zmieniającej zasady opodatkowania.

Oczywiście, i pójdziemy tym tropem, zmieniając prawo na korzyść grup producenckich, tak żeby łatwiej można je było tworzyć i rozwijać. Kolejna propozycja, nad którą w tej chwili pracujemy, to pomysł promocji polskiej wsi w polskich miastach. Na miejskich targowiskach i bazarach będą prezentowane wyroby rolnicze. Wszystko po to, żeby skrócić i uprościć drogę od producenta żywności do konsumenta. Myślimy o wejściu z taką promocją do 101 największych miast. To działanie, jak i kilka innych, doprowadzi do wyeliminowania pośredników z korzyścią dla producentów oraz konsumentów żywności.

Polskie rolnictwo, polskie przetwórstwo nie dopracowało się jeszcze odpowiednika szynki parmeńskiej lub któregoś z francuskich serów znanych na całym świecie. To nie tylko brak rozpoznawalnych polskich marek, ale także nastawienie wyłącznie na surowiec.

Rzeczywiście, to jest olbrzymi obszar do zagospodarowania. Do tej pory mamy tylko dziewięć produktów zarejestrowanych w Brukseli jako produkty regionalne. Za chwilę prawdopodobnie zostanie zarejestrowana Truskawka Kaszubska. W całej Unii jest 600 takich produktów, w Niemczech 120, we Francji 130, we Włoszech 80. Stawiamy pierwsze kroki, musimy się nauczyć czerpać z naszego dziedzictwa kulinarnego i umiejętnie je sprzedawać.

Bez dużej i sprawnej promocji nie będzie to możliwe.

Dlatego przygotowaliśmy ustawę o funduszach promocji. Siedem podstawowych branż – mleko, białe i czerwone mięso, warzywa, owoce, zboża i ryby – ma się złożyć na finansowanie promocji swoich produktów. Jestem pewien, że w krótkim czasie poznamy ciekawe propozycje, które zagoszczą najpierw na naszych, a później na europejskich stołach.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Prawo budowlane – kierunki zmian

Prawo jest podstawowym systemem regulacji zachowań człowieka w społeczeństwie. Tworzy ramy, w zakresie których wolno się poruszać. Wyznacza granice, których przekroczenie jest sankcjonowane. Korzyści płynące z takiego układu rzeczy są oczywiste – istnieje ład umożliwiający koegzystencję wielu jednostek, niwelujący obszary potencjalnego sporu, a także – przynajmniej z założenia – ułatwiający życie. Prawo, by mogło prawidłowo pełnić swoje funkcje, powinno odpowiadać oczekiwaniom społecznym, odzwierciedlać faktyczny stan stosunków społecznych i gospodarczych, czynić zadość zachodzącym wraz z biegiem czasu i następującym postępem zmianom. Czyli powinno ewoluować. W innym bowiem przypadku zamiast pomagać – przeszkadza. Istnieją pewne newralgiczne sfery życia, z reguły związane z zaspokajaniem podstawowych potrzeb człowieka, przy których dobre prawo – a więc także aktualne i adekwatne – jest szczególnie istotne. Taką sferą z pewnością jest budownictwo i mieszkalnictwo. Znajdują się one w zakresie żywotnych interesów każdego, dotyczą przedmiotów o dużej wartości ekonomicznej. Nie może więc dziwić, że zainteresowanie praktycznymi konsekwencjami obowiązywania prawa budowlanego oraz propozycjami jego zmiany jest duże.

 

Proces inwestycyjny dziś
Proces inwestycyjny w Polsce jest złożony i sekwencyjny. Spełnienie określonych wymogów warunkuje dopuszczalność sprawy do kolejnych etapów postępowania. W skrócie, nie zagłębiając się w szczegóły materii prawnej, tak wygląda kolej rzeczy: uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowaniu terenu (chyba że przygotowano dla terenu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego); opracowanie i uzgodnienie projektu budowlanego; wystąpienie do właściwego organu administracji architektoniczno-budowlanej o zatwierdzenie projektu; uzyskanie pozwolenia na budowę (kulminacyjny punkt procesu inwestycyjnego); zawiadomienie o rozpoczęciu i rozpoczęcie robót budowlanych. Centralną instytucją prawa budowlanego jest pozwolenie na budowę (warunkuje ono możliwość rozpoczęcia robót budowlanych). Nie zawsze jest ono potrzebne – ustawa w drodze wyjątku przewiduje możliwość jedynie zgłoszenia robót budowlanych – jednak ze względu na kategorię obiektów budowlanych, których dotyczy, jest podstawą.

Największym novum jest zamiar rezygnacji z pozwolenia na budowę.

Proponowane zmiany
Prace nad zmianami w prawie budowlanym trwają. Obecnie rozpatrywanych jest kilka projektów ustaw nowelizacyjnych pochodzących przede wszystkim z Komisji Nadzwyczajnej „Przyjazne Państwo”. Największy objętościowo i zarazem najdalej idący (zmierza do modyfikacji przeszło 30 ustaw) jest projekt z 20 maja 2008 roku (druk nr 1048). Przeszedł on już etap prac sejmowych i senackich, a następnie został skierowany do prezydenta, który przekazał go do Trybunału Konstytucyjnego. Stanowisko trybunału nie jest jeszcze znane. Projekt ten definitywnie reorganizuje przebieg realizacji inwestycji budowlanych. Największym novum jest zamiar rezygnacji z pozwolenia na budowę. W myśl tej koncepcji zastąpione ono zostanie zgłoszeniem robót budowlanych do rejestru (a obiekty budowlane dotychczas wykonywane na podstawie zgłoszenia nie będą wymagały nawet rejestracji). Zgłoszenie będzie podlegać rejestracji, która powinna nastąpić w terminie 30 dni od jego doręczenia. Brak rejestracji w tym terminie będzie sankcjonowany: odpowiedzialny za „milczenie administracji” urzędnik podlegać będzie karze grzywny. Po skutecznej rejestracji zgłoszenie nabierze mocy prawnej.

Projekt likwidacji pozwoleń na budowę jest przez wielu odbierany jako rozwiązanie idące za daleko, tworzące zagrożenia dla interesu publicznego oraz komplikacje w układzie urbanistycznym.

Zmiany budzą kontrowersje
Ta zmiana, jakże istotna, budzi kontrowersje w środowiskach prawniczych. Dla wielu rozwiązanie to zdaje się iść za daleko. Podnoszone zarzuty stanowią, że likwidacja kontroli nad działaniami inwestorów może spowodować zagrożenia dla interesu publicznego oraz komplikacje w układzie urbanistycznym. Wątpliwości powstają także wokół tzw. zgody urbanistycznej. Projekt poza definicją – „należy przez to rozumieć ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowaniu terenu albo innej decyzji, jeżeli na podstawie przepisów odrębnych stanowi podstawę do wykonania projektu budowlanego i dokonania zgłoszenia zamiaru wykonania robót budowlanych” – nie rozstrzyga o szczegółach tej instytucji. Nie wiadomo, jaki organ będzie właściwy do jej wydawania ani w jakim trybie będzie to następowało, a konsekwencje jej naruszenia są daleko idące – w przypadku „naruszenia ustaleń zgody urbanistycznej, organ w decyzji nakazuje rozbiórkę obiektu lub, w celu doprowadzenia do zgodności ze zgodą urbanistyczną, jego części”. W celu przyspieszenia procesu inwestycyjnego ustawodawca zamierza wprowadzić karę grzywny w wysokości 1000 zł za każdy dzień zwłoki w zarejestrowaniu zgłoszenia robót budowlanych. W takim przypadku naruszenie przez organ ustawowego terminu oznaczać będzie straty leżące po jego stronie. Wówczas proces legislacyjny dobiega końca.

To, że obecny stan prawny nie jest doskonały, jest powszechnie wiadome. Realizacja procesu inwestycyjnego jest długotrwała i w pełni uzależniona od organów administracji. Sam zamysł rewizji prawa budowlanego jest więc słuszny. Inną kwestią jest ocena propozycji przygotowanych przez komisję parlamentarną. Czy obrany kierunek jest właściwy? Czy znaczna liberalizacja przepisów przyniesie pożądany rezultat? Czas pokaże.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Społeczeństwo – nieodłączny aspekt budownictwa

Od początku istnienia gatunku ludzkiego znaczna część działalności człowieka wiązała się z przekształcaniem otoczenia. Z biegiem czasu oddziaływanie to zyskiwało na intensywności i odbywało się w coraz większej skali. Wydaje się, że dzisiaj budownictwo można uznać za tę sferę ludzkiej działalności, która ma fundamentalny wpływ na otaczającą nas przestrzeń. Co więcej, często inwestycje budowlane determinują życiowe wybory, i to zarówno te codzienne, jak i te podejmowane w dłuższej perspektywie czasowej. Wpływają one chociażby na to, gdzie mieszkamy (bądź zamierzamy zamieszkać), jak spędzamy czas wolny, jak długo i czym dojeżdżamy do pracy lub szkoły. W ujęciu bardziej ogólnym – wpływają na styl i jakość naszego życia.

Odwracając zwrot wektora wzajemnej influencji, zauważamy, że ze strony społeczeństwa płyną sygnały świadczące o wpływie bądź chęci jego wywierania na charakter przedsięwzięć podejmowanych w szeroko pojętym budownictwie. Czasami będzie miał charakter świadomy, aktywny, można powiedzieć obywatelski, w innym wypadku nieuświadomiony bądź nie do końca świadomy – jak choćby zmiany, będące pokłosiem przeobrażeń stylów życia.

O ile mieszkańcy przestrzeni ogrodzonej zazwyczaj dobrze oceniają relacje z osobami zamieszkującymi osiedla o tradycyjnej zabudowie, o tyle ci drudzy żywią do sąsiadów z osiedli zamkniętych pewną niechęć. Tworzą się antagonizmy, nieporozumienia, wzmacnia stereotypizacja, rośnie nieufność.

Jak budownictwo na nas wpływa?

Zastanawiając się nad szerszym niż tylko zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych znaczeniem budownictwa, można pokusić się o wskazanie kilku obszarów życia społecznego, które znajdują się w sferze wpływów tego sektora. Za przykład niech posłuży tutaj przypadek osiedli zamkniętych, których w Polsce buduje się dużo. Najczęściej grodzenie i zamykanie takich miejsc podyktowane jest względami bezpieczeństwa – ludzie chcą się grodzić, gdyż boją się kradzieży czy dewastacji ich mienia, a deweloperzy odpowiadają na tę potrzebę. Wszystko wydaje się jak najbardziej w porządku, jednak warto mieć świadomość niektórych skutków takiego działania, które z perspektywy społecznej i w dłuższym okresie można uznać za niepożądane. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez prof. Marię Lewicką z Uniwersytetu Warszawskiego, proces zamykania osiedli prowadzi do powstawania napięć społecznych, szczególnie w miejscach, w których gated communities sąsiadują z osiedlami otwartymi. O ile mieszkańcy przestrzeni ogrodzonej zazwyczaj dobrze oceniają relacje z osobami zamieszkującymi osiedla o tradycyjnej zabudowie, o tyle ci drudzy żywią do sąsiadów z osiedli zamkniętych pewną niechęć. Przypisują im takie cechy jak snobizm, mniejszą otwartość na innych, „nowobogackość”. Tworzą się antagonizmy, nieporozumienia, wzmacnia stereotypizacja, rośnie nieufność. Wiąże się to z faktem, że nowe osiedla często powstają w miejscu będącym wcześniej otwartą i ogólnodostępną przestrzenią, wykorzystywaną przez wszystkich bez ograniczeń. Dodatkowo negatywny wpływ na wzajemne stosunki mogą mieć różnice w statusie materialnym, gdyż mieszkańcy nowych osiedli to często osoby o względnie wysokich dochodach, co może wzbudzać zazdrość i nasilać negatywne oceny ze strony mieszkańców osiedli otwartych.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że istnieją rozwiązania architektoniczne pozwalające zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom, nieobarczone w takim stopniu negatywnymi skutkami społecznymi. Za przykład może tu posłużyć podejście secure by design, w którym oświetlenie, bryła budynku, odpowiednie przeszklenie i ekspozycja terenu powodują, że przestrzeń jest dobrze widoczna, co zniechęca potencjalnych przestępców. Osiedle takie powstało już w Siechnicach pod Wrocławiem. Projektant i deweloper postawili tam na integrację mieszkańców poprzez organizację osiedlowych imprez, tworzenie atmosfery wzajemnego zaufania i zachęcanie do samopomocy.

Ponadto beztroskie stawianie płotów i bram zdecydowanie negatywnie wpływa na budowanie kapitału społecznego – czynnika, który z perspektywy Polski może być kluczowy dla dalszego rozwoju, w tym również – a może przede wszystkim – gospodarczego.

Przedsiębiorcy budowlani przyglądający się społeczeństwu mogą nie tylko przyczynić się do poprawienia kondycji lokalnych wspólnot. Mogą też wykorzystać lekcję płynącą z tych obserwacji, by dostosować swoją ofertę do konkretnej sytuacji społecznej i zmieniających się stylów życia.

Trendy społeczne a budownictwo

Przedsiębiorcy budowlani przyglądający się społeczeństwu mogą nie tylko przyczynić się do poprawienia kondycji lokalnych wspólnot. Mogą również wykorzystać lekcję płynącą z tych obserwacji, by dostosować swoją ofertę do konkretnej sytuacji społecznej i zmieniających się stylów życia. Przykładowo, z badań przeprowadzonych przez Pawła Kubickiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego3 wynika, że w największych miastach Polski mamy do czynienia z wyłanianiem się nowej klasy mieszczańskiej. Zdaniem Kubickiego wartości wyznawane przez nowych mieszczan predestynują ich do pozostawania i zamieszkiwania w centrach miast. Ludzie ceniący sobie dostęp do szerokiej oferty kulturalnej, handlowej i towarzyskiej rezygnują z budowania domu jednorodzinnego na przedmieściach na rzecz mniejszego, lecz eleganckiego mieszkania bądź apartamentu w centrum. Dla deweloperów są oni z pewnością ważną grupą docelową.

Można też przewidywać, że wraz ze zwiększającą się świadomością w zakresie ochrony środowiska oraz rozwojem energooszczędnych technologii firmy deweloperskie mogłyby zacząć stawiać na rozwiązania sprzyjające oszczędzaniu wody, energii elektrycznej czy przetwarzaniu odpadów. Oprócz oczywistych korzyści dla lokalnego środowiska naturalnego i zamieszkującej je społeczności takie zabiegi przyniosłyby pożytek przedsiębiorcom budowlanym, pozytywnie wpływając na ich wizerunek oraz dając im innowacyjną przewagę nad konkurencją, co z kolei poprawiłoby rynkową sytuację firmy.

 

Świadomy wpływ na budownictwo

Świadomość zależności występujących między decyzjami planistów, inwestorów czy deweloperów a jakością życia powoduje, że w coraz większym stopniu ludzie chcą uczestniczyć w procesie przekształcania ich najbliższego środowiska. To właśnie na tej „glebie” wyrosły inicjatywy obywatelskie, skupiające działalność wokół problemu przestrzeni publicznej, w tym takie, których oś zainteresowania stanowią nowe inwestycje budowlane. Pozwolę sobie na przywołanie dwóch takich inicjatyw. Pierwsza z nich to Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej, będące inicjatywą osób żywo zainteresowanych lokalnymi inwestycjami budowlanymi i planowaniem przestrzennym w obrębie Trójmiasta. Ta grupa urbanistycznych pasjonatów, którzy swoją działalnością pokazują, że „w Gdańsku są osoby popierające rozwój, że są to zwykli mieszkańcy, a nie tylko deweloperzy4”, często bierze udział w konsultacjach społecznych i spotkaniach z przedstawicielami administracji, gdzie dyskutowane są planowane zmiany w architekturze i infrastrukturze miasta.

Drugim obywatelskim projektem jest SISKOM, Stowarzyszenie Integracji Stołecznej Komunikacji. Zrzeszenie, początkowo zajmujące się tematyką autostrad i dróg ekspresowych, z czasem rozszerzyło swoje zainteresowania na inne formy komunikacji (jak choćby kolej, komunikacja miejska czy nawet ścieżki rowerowe), nie tylko w obszarze stołecznej aglomeracji. Co ważne, członkowie stowarzyszenia wywodzą się z różnych środowisk: drogowców, projektantów, inżynierów budownictwa, specjalistów od transportu, prawników, informatyków, ekonomistów, handlowców, pracowników PKP czy LOT. Dodatkowo SISKOM współpracuje z organizacjami ekologicznymi, podzielając ich troskę o przyrodę i jednocześnie wspierając je niezbędną wiedzą z dziedziny drogownictwa. Wzbogaca to wewnętrzną debatę, nadając jej prawdziwie międzyśrodowiskowy charakter i pokazuje, że obywatelski udział w procesie budowania infrastruktury komunikacyjnej kraju może być niestronniczy i w pełni profesjonalny.

Ponadto czasami podejmowane są akcje post factum, które stanowią swoisty komentarz społeczny do istniejących lub powstających rozwiązań przestrzennych. Przykładem takich inicjatyw może być np. organizowany od 2001 r. w Krakowie konkurs „Archi-szopa”, w którym mieszkańcy oraz jury konkursu „nagradzają” najbrzydszą krakowską inwestycję architektoniczną roku. Inną, bardziej spontaniczną akcją był happening zorganizowany w 2008 r. przez szwajcarskiego artystę Sana Kellera. Szwajcar, zdumiony fenomenem warszawskich zamkniętych osiedli, wraz z grupą podobnie myślących warszawiaków postanowił zaprotestować przeciw grodzeniu przestrzeni publicznej miasta, naśladując wycie wilków pod oknami takich właśnie obiektów.

Warto, by decydenci i inwestorzy dostrzegli ekspercki potencjał drzemiący w ludziach interesujących się tematyką przestrzenno- -budowlaną. Uwrażliwienie na kwestie istotne dla każdej ze stron przyniosłoby poczucie sprawstwa w ważnych obszarach społecznych, zwiększyłoby legitymizację realizowanych inwestycji.

Warto dostrzec potencjał mieszkańców

Zjawisko przenikania się sfery ekonomiki przemysłu budowlanego oraz sfery życia społecznego jest procesem o niebagatelnym znaczeniu dla przedsiębiorców, a także dla obywateli i mieszkańców. Wzajemne zrozumienie, dialog, obserwacja z pewnością przynoszą obu stronom wiele pożytku. Warto też, by decydenci i inwestorzy dostrzegli ekspercki potencjał drzemiący w ludziach interesujących się tematyką przestrzenno-budowlaną. Uwrażliwienie na kwestie istotne dla każdej ze stron przyniosłoby poczucie sprawstwa w ważnych obszarach społecznych, zwiększyłoby legitymizację realizowanych inwestycji, a także mogłoby przyczynić się do wizerunkowego oraz ekonomicznego rozwoju przedsiębiorstw budowlanych. Należałoby sobie życzyć, aby w przyszłości rozwój sektora przebiegał w takim właśnie duchu.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Sytuacja gospodarcza województwa pomorskiego w III kwartale 2009 r.

Stan gospodarki województwa pomorskiego w III kwartale 2009 r. przeanalizowany został pod kątem koniunktury gospodarczej, działalności przedsiębiorstw, obrotów handlu zagranicznego, rynku pracy oraz poziomu wynagrodzeń. Dokonano także przeglądu najważniejszych wydarzeń, mających potencjalnie istotny wpływ na kierunki i tempo rozwoju regionu.

Koniunktura gospodarcza

O pozytywnej ocenie koniunktury gospodarczej w trzecim kwartale zadecydowały noty zebrane we wrześniu br. O ile lipiec i sierpień były miesiącami, w których liczba ocen pozytywnych i negatywnych była zbliżona, o tyle we wrześniu nastąpiła wyraźna poprawa nastrojów wśród przedsiębiorców. W tym miesiącu wartość wskaźnika koniunktury bieżącej wynosiła 24,2 (w skali od -100 do +100). Osiągnięty wynik był najwyższy od czwartego kwartału 2007 r. Przewaga respondentów pozytywnie oceniających koniunkturę stała się na tyle duża, że jeżeli utrzyma się na zbliżonym poziomie przez kilka kolejnych miesięcy, to wyraźnej poprawie ulec powinien stan rynku pracy. Prawdopodobieństwo, że taki scenariusz będzie miał miejsce, nie jest jednak wysokie. Co prawda wskaźnik wyprzedzający koniunktury w województwie pomorskim osiągnął we wrześniu br. wysoką wartość (19,2 pkt), jednak w czwartym kwartale należy się spodziewać sezonowego pogorszenia koniunktury. Dla dalszych perspektyw stanu gospodarki istotna będzie jego skala. Jest dość prawdopodobne, że będzie ono płytsze niż w roku ubiegłym. Jeżeli tak się stanie, zaistnieją podstawy do ostrożnego optymizmu co do koniunktury w 2010 r.

Atutem Pomorskiego jest również fakt, że w porównaniu z pozostałymi regionami województwo to cechuje zdecydowanie ponadprzeciętna ocena koniunktury bieżącej. We wrześniu zostało ono liderem rankingu regionalnego, przewyższając ogólnopolski wskaźnik bieżącej koniunktury aż o 16,6 pkt proc. Również w przypadku wskaźnika wyprzedzającego noty uzyskane w województwie pomorskim były ponadprzeciętne.

ppg_4_2009_rozdzial_15_rysunek_1

Działalność przedsiębiorstw

We wrześniu 2009 r. liczba podmiotów gospodarczych w województwie pomorskim osiągnęła poziom 246,8 tys. Był to efekt kontynuacji systematycznego wzrostu liczby tych podmiotów, obserwowanego od maja br. Jak pokazują dane historyczne, wzrost poziomu przedsiębiorczości w okresie wiosenno-letnim jest dość typowy i wiąże się z sezonowym wzrostem aktywności gospodarczej oraz napływem absolwentów na rynek pracy. W omawianym okresie zjawisko to cechowało jednak wyższe natężenie, co w świetle spowolnienia gospodarczego i zwiększonej liczby bankructw należy oceniać nad wyraz pozytywnie. Świadczy ono o aktywności osób, które utraciły pracę, choć zapewne część wzrostu przedsiębiorczości zawdzięczamy „samozatrudnieniu” u byłego pracodawcy, co pozwala mu obniżyć koszty działalności gospodarczej. Niezależnie od powodu podjęcia samodzielnej działalności taki stan rzeczy jest korzystny – pozwala ograniczyć bezrobocie i dostarcza nowych doświadczeń zawodowych. Niewątpliwie większa liczba podmiotów gospodarczych ułatwi wzrost zatrudnienia w momencie powrotu lepszej koniunktury gospodarczej.ppg_4_2009_rozdzial_15_rysunek_2

Zmiany dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu i sprzedaży detalicznej w trzecim kwartale br., w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, mieszczą się w typowym przedziale zmienności obserwowanym w 2009 r. Tym samym nie można mówić o zmianach dotychczasowych trendów. W stosunku do trzeciego kwartału 2008 r. zaobserwowano natomiast wyraźny regres produkcji budowlano-montażowej. Jest to efekt ograniczenia inwestycji budowlanych w ciągu minionego roku. Trudna sytuacja w tym zakresie może być obserwowana przez najbliższe sześć do dwunastu miesięcy. Łagodzący wpływ niewątpliwie wywierać będą inwestycje infrastrukturalne. Lista zadań w zakresie budownictwa infrastrukturalnego w województwie pomorskim jest długa.

W ujęciu miesięcznym na uwagę zasługuje wyraźny wzrost produkcji sprzedanej przemysłu i produkcji budowlano-montażowej, odnotowany we wrześniu 2009 r. W porównaniu z poprzednimi miesiącami tego roku dynamika zmian była wysoka. Z kolei miesięczny spadek sprzedaży detalicznej mieścił się w zakresie obserwowanych wcześniej fluktuacji.

 

Handel zagraniczny

W trzecim kwartale 2009 r. zaszły dość istotne zmiany w obrotach handlu zagranicznego. O ile w lipcu eksport jeszcze rósł, o tyle w sierpniu jego wolumen (wyrażony w euro) uległ znacznemu ograniczeniu. W lipcu kształtował się na poziomie prawie 500 mln euro, a w sierpniu wynosił już tylko 360 mln euro. W przeciwieństwie do eksportu, import utrzymywał się w lipcu i sierpniu na zbliżonym poziomie i wynosił ok. 640-650 mln euro. W efekcie zmian, jakie miały miejsce w sierpniu, deficyt w handlu zagranicznym wyraźnie wzrósł.
Struktura geograficzna pomorskiego eksportu w sierpniu 2009 r. nadal wykazywała dominację rynków unijnych i wzrost ich znaczenia w stosunku rocznym. Istotny, bo prawie dwukrotny wzrost udziału w eksporcie zanotowały rynki krajów byłego ZSRR3 oraz kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W przypadku krajów kapitalistycznych oraz pozostałych krajów miał miejsce spadek udziału w eksporcie.
Także w strukturze geograficznej importu nastąpiły istotne zmiany w stosunku rocznym -wzrósł udział krajów UE. Dzięki temu zajęły one ponownie pozycję dominującą w imporcie, wyprzedzając kraje byłego ZSRR.

 

Rynek pracy i wynagrodzenia

Zmiany stanu rynku pracy w trzecim kwartale 2009 r. miały zróżnicowany przebieg. Zaszła jedna niewątpliwie pozytywna zmiana. We wrześniu zatrzymany został, obserwowany od roku, spadek zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw – wzrosło ono nawet nieznacznie, o 0,1 proc. Może to być pochodna wyraźnie lepszych ocen koniunktury bieżącej, jakie zanotowano we wrześniu.

Zmiany poziomu wynagrodzeń nie wykraczały poza obserwowane wcześniej wahania. Jest to efekt występującego nadal, mimo globalnego spadku popytu na pracę, deficytu wykwalifikowanych pracowników w wielu branżach gospodarki. Stagnacja poziomu wynagrodzeń dotyczy wartości nominalnych. Uwzględniając inflację, można mówić o nieznacznym spadku dochodów realnych. Na szczęście nie jest on na tyle duży, aby wyraźnie ograniczyć popyt wewnętrzny.

ppg_4_2009_rozdzial_15_rysunek_3

Negatywnym zjawiskiem na rynku pracy był wzrost bezrobocia. Miał on miejsce, mimo rosnącego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Proces ten jednak był zbyt mało intensywny, krótki i obejmujący jedynie mniejszą część rynku pracy – duże i średnie przedsiębiorstwa. W małych firmach nie odnotowano wzrostu popytu na pracę, wobec czego we wrześniu 2009 r. liczba bezrobotnych powiększyła się o 5,5 proc. w stosunku do czerwca br. Szczególnie szybko liczba bezrobotnych rosła we wrześniu. Najprawdopodobniej zapoczątkowany został wzrost, który występować będzie przez kolejne dwa kwartały. Od dalszych zmian koniunktury zależy, jak znaczna będzie jego skala.
Wzrostowi bezrobocia towarzyszyło pogorszenie jego struktury. Biorąc pod uwagę bezrobotnych w wieku do 25 lat, 50 i więcej lat oraz długookresowo bezrobotnych, stwierdzono, że najszybciej rosła liczebność pierwszej z wymienionych grup. Złożyło się na to kilka czynników, z których najważniejszym jest słaba pozycja na rynku pracy ze względu na ograniczone doświadczenie zawodowe. Poza tym wrzesień jest miesiącem, w którym nasila się napływ absolwentów, wcześniej wykonujących prace sezonowe. Recesja obserwowana w większości krajów UE, szczególnie w Wielkiej Brytanii i Irlandii, ograniczyła ponadto możliwości znalezienia pracy za granicą.
Grupę, której liczebność rośnie najwolniej, stanowili natomiast bezrobotni długookresowo. W kolejnych miesiącach należy spodziewać się nasilenia tego zjawiska. Mija właśnie rok, od kiedy bezrobocie zaczęło systematycznie rosnąć. Osoby, które wtedy utraciły pracę i do tej pory nie podjęły zatrudnienia, zaczną zasilać tę kategorię bezrobotnych. Ze względu na znaczne ograniczenie popytu na pracę wzrost liczby długookresowo bezrobotnych może być znaczny.

ppg_4_2009_rozdzial_15_rysunek_4

W trzecim kwartale br. nie odnotowano istotnych zmian w zakresie liczby ofert pracy zgłaszanych do PUP. Ich napływ utrzymywał się na poziomie od 4,2 do 4,5 tys. miesięcznie (najniższy był w sierpniu). We wrześniu nastąpiła jednak niewielka poprawa. Na podstawie tego faktu nie sposób wyrokować o zmianie tendencji na rynku pracy. Gdyby jednak oceny koniunktury utrzymywały się dłużej na poziomie zbliżonym do wrześniowego, będzie można oczekiwać, że liczba ofert pracy przynajmniej nie będzie maleć. Niezależnie od bieżących zmian w tym zakresie popyt na pracę jest ciągle o prawie połowę niższy niż przed rokiem. Spowolnienie gospodarcze w tym aspekcie rynku pracy znalazło bardzo wyraźne odzwierciedlenie.

 

Ważniejsze wydarzenia

Duże znaczenie dla poprawy warunków życia i prowadzenia działalności gospodarczej mają inwestycje infrastrukturalne. Ze względu na wieloletnie zaniedbania i rosnące potrzeby szczególne znaczenie przypisuje się inwestycjom drogowym. W tym kontekście wymienić należy przynajmniej dwa ważne wydarzenia. Po pierwsze, w październiku rozpoczęła się budowa południowej obwodnicy Gdańska. Odcinek trasy szybkiego ruchu długości dziewiętnastu kilometrów połączy Obwodnicę Trójmiasta z drogą krajową nr 7 (Gdańsk-Warszawa-Kraków-Rabka). Na trasie powstanie pięć węzłów (Południowy, Lipce, Olszynka, Przejazdowo i Koszwały) integrujących nową drogę szybkiego ruchu z dotychczasową i planowaną siecią drogową. Dzięki temu powinny ulec poprawie nie tylko warunki ruchu tranzytowego, ale także lokalnego. Termin oddania trasy do użytku przewidywany jest na połowę maja 2012 r., dzięki czemu przysłuży się ona usprawnieniu przebiegu mistrzostw Euro 2012. Inwestycję realizuje konsorcjum firm Bilfinger Berger oraz Wakoz kosztem 1126 mln zł.
Drugim ważnym wydarzeniem z zakresu rozbudowy infrastruktury drogowej było ustalenie, mimo protestów mieszkańców, ostatecznej lokalizacji Trasy Kaszubskiej na terenie Pomorza. Nowa droga ma się zaczynać w Gdyni (węzeł Wielki Kack), a następnie przebiegać przez Kielno, Szemud, Malwino, Luzino, Bożepole i Mosty, omijając od południa Lębork, i łączyć się z obecną trasą krajową numer 6. Przyjęcie takiego wariantu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uzasadnia niższymi kosztami oraz koniecznością ograniczenia negatywnego oddziaływania projektu na środowisko. Następnym krokiem ku realizacji tej inwestycji będzie przygotowanie dokumentacji, która trafi do oceny środowiskowej. W jej trakcie ustalony zostanie też ostatecznie przebieg spornego odcinka trasy w okolicach Koleczkowa i Kielna. Jeżeli prace projektowe i późniejsza budowa będą przebiegały sprawnie, nowa trasa oddana zostanie do użytku w 2013 r.
Znaczące inwestycje będą realizowane także w zakresie infrastruktury edukacyjnej, w szczególności w szkolnictwie wyższym. Szeroko zakrojony plan inwestycyjny realizuje Uniwersytet Gdański. Ponad 260 mln zł będzie kosztowała dalsza rozbudowa Kampusu Bałtyckiego na Przymorzu. W ramach tej inwestycji powstaną dwa budynki Wydziału Chemii i budynek Wydziału Biologii. Aż 90 proc. kosztów inwestycji zostanie pokrytych ze środków UE. Z kolei w kampusie sopockim również zostanie zrealizowana duża inwestycja w postaci nowego budynku o funkcjach dydaktycznych. Powstaną nowe pomieszczenia, do których przeniesione będą sale informatyczne. Rozbudowę infrastruktury prowadzą również inne uczelnie. Akademia Marynarki Wojennej inwestuje w nowy gmach biblioteki oraz centrum kongresowe. Koszt inwestycji szacowany jest na 40 mln zł, z czego 25 mln zł pochodzić ma z funduszy UE. Z kolei Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu z własnych środków sfinansuje koszty budowy nowej siedziby Wydziału Prawa i Administracji. Budowa będzie prowadzona na działce liczącej 6,6 tys. m2, wydzierżawionej na 30 lat od Gdyni.
O jakości infrastruktury edukacyjnej decyduje także dostępność do zasobów informacji i wiedzy. Zwiększeniu tej dostępności służy projekt Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, który jest wspólną inicjatywą pomorskich uczelni, bibliotek i samorządów. Docelowy zasób planowany jest na 20 mln stron różnego rodzaju zbiorów. Obecnie w wersji elektronicznej dostępne jest ponad 50 tys. elektronicznych kopii najbardziej wartościowych zbiorów uczelnianych. W najbliższym czasie akcja digitalizacji znacznie jednak przyspieszy i wszyscy zainteresowani będą mogli, za pośrednictwem strony internetowej, bezpłatnie przeglądać zgromadzone zasoby. Realizacja projektu nie byłaby możliwa bez wsparcia środków unijnych. Pokryją one 2/3 łącznych kosztów (6,3 mln zł). W przyszłości PBC ma oferować (ale już odpłatnie) nie tylko możliwość przeglądania, ale również drukowania tekstów. Koszt całej inwestycji wynosi 9,2 mln zł.
Jak pokazują wymienione przykłady, duże inwestycje infrastrukturalne dochodzą do skutku dzięki znacznemu wsparciu finansowemu z funduszy UE. W tym kontekście nie sposób pominąć informacji o bezzwrotnej dotacji z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w kwocie 4,3 mld zł, która trafi do województwa pomorskiego. Wymieniona suma, powiększona o wkład własny (3 mld zł), pozwoli sfinansować takie inwestycje jak: zachodni odcinek trasy W-Z, Obwodnicę Południową, Trasę Słowackiego i Trasę Sucharskiego, Trójmiejską Kolej Metropolitalną oraz nowy terminal w porcie lotniczym w Rębiechowie. Na tle innych dużych aglomeracji uzyskana skala wsparcia inwestycji w Trójmieście jest zdecydowanie ponadprzeciętna.
Jednym z kluczowych zagadnień gospodarczych jest kwestia sprzedaży majątku stoczni w Gdyni. Jak powszechnie wiadomo, ani prywatny inwestor (Stichting Particulier Fonds Greenrights), ani fundusz rządowy Kataru (Qatar Investment Authority) nie zdecydowały się na zakup stoczni w Gdyni i Szczecinie. W związku z tym ponownie uruchomiona została procedura pozyskania inwestora. 8 września Komisja Europejska wyraziła warunkowo zgodę na takie działania. Jednocześnie zaznaczyła jednak, że przy wyborze inwestora muszą obowiązywać jasne warunki oraz ma zostać zapewniony dostęp do stoczni wszystkim zainteresowanym zakupem składników majątkowych – w tym podmiotom niezainteresowanym kontynuowaniem dotychczasowej działalności. Jednocześnie polski rząd będzie musiał co miesiąc raportować postęp prac. Wycofanie się inwestora to także zła wiadomości dla wierzycieli. Zamiast wylicytowanych 381 mln zł, w kasie Agencji Rozwoju Przemysłu (zarządzającej pracami przy stoczniach) jest tylko 8 mln euro wadium, co drastycznie ogranicza szanse na odzyskanie przez byłych kontrahentów choćby części wierzytelności. Tymczasem część z nich jest w coraz gorszej sytuacji (plany zwolnienia nawet 1/3 załogi ogłoszone zostały w fabryce silników H. Cegielski Poznań S.A.). Brak inwestora oznacza też, że zwolnieni stoczniowcy nie mają co liczyć na szybki powrót do pracy w swoich dawnych zakładach.
W cieniu problemów związanych ze sprzedażą majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie pozostaje reszta sektora, którego stan, przynajmniej w chwili obecnej, jest nieco lepszy.
Dzięki pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej Stocznia Gdańska może podjąć działania mające na celu osiągnięcie trwałej rentowności. Ma w tym pomóc częściowe oddłużenie zakładu, do którego przyczyniło się m.in. miasto Gdańsk, umarzając długi stoczni z tytułu podatku od nieruchomości. Za okres od listopada 2003 r. do marca 2004 r. stocznia była winna samorządowi 2 mln zł. Receptą na trwałe wyjście z trudnej sytuacji ma być dywersyfikacja działalności oraz lepsza organizacja pracy, która spowoduje, że likwidacja dwóch pochylni (pozostanie tylko jedna) nie spowoduje proporcjonalnego zmniejszenia produkcji statków. Poprawia się też sytuacja w Stoczni Remontowej. Po tym, jak wiosną tego roku w efekcie wykorzystywania instrumentu opcji walutowych spółka stanęła przed widmem bankructwa, nastąpiła poprawa. Zakład zawarł ugody z bankami, a dzięki osłabieniu złotego kontrakty Grupy Remontowej stały się bardziej rentowne. Ważne jest również, że rynek remontów i produkcji statków specjalistycznych nie odczuwa takiego załamania jak produkcja dużych jednostek.
Pogarsza się natomiast sytuacja Stoczni Marynarki Wojennej. Na razie z utratą pracy liczyć się musi 300 osób z blisko 1,3-tysiecznej załogi gdyńskiego zakładu. W związku z brakiem zamówień zagrożony jest jednak los całego przedsiębiorstwa. SMW winą za swoją tragiczną sytuację obarcza Ministerstwo Obrony Narodowej, które nie odbiera zamawianych jednostek. MON twierdzi natomiast, że bardzo chętnie kupowałoby nowe jednostki oraz remontowało stare, gdyby stocznia wywiązywała się ze swoich zobowiązań. Trudna sytuacja zakładu trwa od lat. Nie pomogła komercjalizacja w 2005 r., w wyniku której właścicielem spółki została Agencja Rozwoju Przemysłu. Dokapitalizowała ona SMW kwotą 120 mln zł (80 mln zł w formie podniesienia kapitału oraz 40 mln zł pożyczki). Sama spółka złożyła do gdyńskiego sądu wniosek o postępowanie układowe. Niewykluczone jednak, że za jakiś czas trafią tam też wnioski wierzycieli o ogłoszenie upadłości zakładu.
Dla szeroko rozumianego sektora gospodarki morskiej zapadają także pozytywne decyzje. Jedną z nich jest rekomendacja Międzynarodowej Rady Bezpieczeństwa Morza, sugerująca podniesienie limitu połowu dorsza dla polskich rybaków o 25 proc. Argumentem przemawiającym za taką decyzją jest odbudowywanie się bałtyckich stad tej ryby. Jeśli z opinią Rady zgodzą się odpowiedzialne za kształtowanie limitów instytucje, nowe przepisy zaczną obowiązywać już od początku przyszłego roku. Powinno to znacząco poprawić rentowność połowów. W tym roku dorsza mogło poławiać tylko 147 polskich kutrów, mających do dyspozycji dwukrotnie większe niż rok wcześniej limity połowowe. Łącznie można było odłowić do 12 tys. ton dorsza. Właściciele pozostałych 300 jednostek, w zamian za rekompensaty i odszkodowania, zobowiązali się zaprzestać połowów. Dorsz jest jedną z niewielu ryb gwarantujących rybakom duży zysk z połowów. Dużo mniej opłacalne są połowy śledzi – już od kilku lat przyznane na nie limity połowowe nie są w pełni wykorzystywane.
Istotny, aczkolwiek niejednoznaczny wpływ na tempo i kierunki rozwoju gospodarczego regionu będą miały zmiany dyslokacji jednostek Wojska Polskiego. Zlikwidowany ma zostać 49. Pułk Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego, a 16. Batalion Saperów z Tczewa zostanie przeniesiony do Niska w województwie podkarpackim. Z jednej strony oznacza to redukcję kilkuset miejsc pracy, z drugiej strony jest szansa, że tereny opuszczone przez wojsko uda się szybko zagospodarować ze względu na ich atrakcyjne położenie.
Na zakończenie warto poruszyć kwestię wybiegającą dość daleko w przyszłość. Istnieją przypuszczenia, że na terenie Pomorza zlokalizowane są duże złoża ropy naftowej, gazu ziemnego oraz uranu. Kolejne firmy zaczynają starać się o koncesje poszukiwawcze. Już w przyszłym roku badania zamierza tu prowadzić kanadyjskie BNK Petrolium.
Przypuszczenia o obecności ropy i gazu na Pomorzu potwierdzają doświadczenia wchodzącego w skład Grupy Lotos Petrobalticu. Od lat spółka ta wydobywa ropę i gaz w północnej części polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej na Bałtyku. Zasoby tylko jednego, największego złoża B23 szacowane są na około 110 mln baryłek ropy. W przypadku poszukiwań uranu nie ma jeszcze konkretnych deklaracji. Wstępne analizy opracowuje w tym względzie Ministerstwo Środowiska oraz Państwowy Instytut Geologiczny. Prowadzone kilkanaście lat temu badania potwierdzały, że na terenach położnych w pasie od Gdańska do Białegostoku zalegają spore złoża tego pierwiastka. Przy obecnych technologiach ich eksploatacja byłaby możliwa i być może rentowna. Wstępne szacunki mówią, że na terenie regionu występują zasoby do 2500 ton uranu. Pozwala to zapewnić paliwo średniej wielkości elektrowni atomowej na 30-100 lat.

Skip to content