Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Specyficzne Pomorskie Nie zrozumiemy procesów bez poznania kontekstu

Jeżeli chcemy analizować województwo pomorskie pod względem stopnia rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, w pierwszej kolejności powinniśmy przedstawić specyfikę tego obszaru. Nie można bowiem zrozumieć procesów tu zachodzących bez poznania kontekstu, w jakim się one kształtują. W rezultacie tych procesów region pomorski można nazwać enklawą społeczeństwa obywatelskiego. Należy przy tym poczynić założenie, że tego rodzaju społeczeństwo jest społeczeństwem-projektem, a jego budowa nie ma końca.
Pomorze – tygiel kulturowy

Specyfika Pomorza ma źródło w jego wielokulturowości.

Jednym z podstawowych czynników determinujących specyfikę Pomorza jest jego wielokulturowość, będąca wynikiem uwarunkowań historycznych. Pomorze przechodziło w swej historii z rąk kaszubskich a to w niemieckie, a to w polskie; zamieszkiwali te tereny Duńczycy, Szwedzi, Mennonici, Hugenoci z Francji, Szkoci, Anglicy, Ukraińcy, Ormianie, Żydzi, Białorusini. Po II wojnie światowej pojawili się tu byli mieszkańcy Kresów, Polacy z terenów dzisiejszej Litwy, a także Grecy. Przybyła też ludność z Polski centralnej, którą przed II wojną światową przyciągała Gdynia, przekształcona z kaszubskiej wioski w miasto. Cechą charakterystyczną tego obszaru jest to, że nieprzerwanie od VI wieku mieszka tu ludność rodzima – Kaszubi. Wielokulturowość Pomorza to swoisty tygiel rozmaitych tradycji, wartości, zwyczajów i obyczajów, ale przede wszystkim to obszar pogranicza, na którym stykała się kultura niemiecka i polska, oddziaływujące na kulturę kaszubską. Po II wojnie światowej, ze względu na pojałtańskie zmiany granic, do Gdyni, Gdańska i Sopotu przybyły osoby z okolic Wilna czy też dawnych Kresów Wschodnich. W wyniku niechlubnej „Akcji Wisła” ludność ukraińska pojawiła się na terenie województwa pomorskiego. Tym samym region Pomorza stał się swoistym tyglem kulturowym w mikroskali .
Nic o demokracji bez Pomorza
Można przypuszczać, że wzajemne przenikanie się rozmaitych kultur spowodowało specyficzny klimat, w którym możliwa była walka z systemem totalitarnym, czego egzemplifikacją były wydarzenia grudnia 70’ oraz sierpnia 80’. Ten ostatni, wraz z NSZZ „Solidarność”, to ikony obalenia systemu komunistycznego. Obszar Pomorza, zwłaszcza aglomeracja trójmiejska, to miejsce, które zapoczątkowało przemiany w całym kraju. Tak to podsumował Cezary Obracht-Prondzyński: „…Pomorze, a szczególnie ośrodek trójmiejski, należało w latach 80. i 90. do najbardziej <<rozbudzonych>> w sensie politycznym regionów w kraju. Rozbudzenie owo dotyczyło zresztą nie tylko sfery politycznej. Wystarczy przypomnieć, że w latach 80. mówiono o fenomenie <<gdańskiej przedsiębiorczości>>. Ponadto województwo gdańskie należało do tych w kraju, które miały najlepiej rozwinięty sektor organizacji pozarządowych. Wszystko to świadczy o sile społeczeństwa obywatelskiego w regionie (podkreślenie autorki), na co z pewnością wpływ miała swoista socjogeneza społeczności pomorskiej po 1945 r.” .
Nie można zapominać, że to właśnie w Gdańsku powstała „Solidarność” – organizacja, która miała na tyle determinacji, by przeciwstawić się i walczyć z systemem komunistycznym. Gdańsk za rządów prezydenta Lecha Wałęsy nazywany był nawet nieformalną stolicą Polski. Zresztą, Gdańsk to nie tylko kolebka „Solidarności”. To również „matecznik” liberałów – to właśnie tu, jeszcze w podziemiu, zaczął wychodzić wydawany do dziś „Przegląd Polityczny”, to w Gdańsku powstał niezależny, opiniotwórczy Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową kierowany przez Jana Szomburga, inicjatora Kongresów Obywatelskich. To wreszcie w Gdańsku wydawana była „Młoda Polska” czy też „Kwartalnik Konserwatywny”, miał tu też swą siedzibę Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a. Również w Gdańsku znajduje się Instytut Demokratyczny. To właśnie z Trójmiasta wywodzą się tacy politycy, jak wspomniany były prezydent Lech Wałęsa czy obecny premier, lider Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk. Obecny prezydent Lech Kaczyński związany był z Uniwersytetem Gdańskim ; z samym miastem natomiast związani są również tacy politycy, jak Maciej Płażyński czy nieobecni dziś na scenie politycznej Waldemar Walendziak oraz Aleksander Hall.

„…bez polityków i polityki z Gdańska nie byłoby Polski bez komunizmu i niemożliwa byłaby budowa społeczeństwa obywatelskiego”.

Należy jeszcze wspomnieć, że partie, które są obecnie liderami na polskiej scenie politycznej – Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość – współtworzone były przez polityków wywodzących się ze środowiska gdańskiego. Można zaryzykować tezę, że bez polityków i polityki z Gdańska nie byłoby Polski bez komunizmu i niemożliwa byłaby budowa społeczeństwa obywatelskiego .
ZKP – obywatelski subklaster

Organizacje pozarządowe stanowią zasób lokalny, o który zabiega się także na szczeblu krajowym.

Można powiedzieć, że na terenie województwa pomorskiego znajduje się wiele klastrów społeczeństwa obywatelskiego, czego przejawem jest działalność szeregu organizacji pozarządowych mających realny wpływ na to, co dzieje się w ich otoczeniu. Przykładem (także w skali kraju, a można zaryzykować stwierdzenie, że również w skali Europy) jest organizacja o charakterze regionalnym i etnicznym, która ma ponad 50-letnią tradycję – Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Składa się ono z blisko 70 oddziałów, skupiających około 4500 osób. Należy jednak zaznaczyć, że jej działalność nie ogranicza się do terenu Pomorza. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie można potraktować jako organizację o charakterze klastrowym, ponieważ poszczególne oddziały (klastry) tworzą ośrodki lokalne, wokół których koncentruje się aktywność obywatelska na poziomie lokalnym. Samą organizację możemy określić wówczas jako swoisty subklaster społeczności obywatelskiej o charakterze lokalnym. Wokół tych klastrów skupia się kapitał ludzki; tym samym ZKP stanowi zasób lokalny, który możemy potraktować jako: „zdolność jednostek, organizacji i biznesu oraz samorządu lokalnego do współpracy, uczenia się i podejmowania racjonalnych decyzji dotyczących tak teraźniejszości, jak i przyszłości społeczności, a także wspólnej pracy nad ich realizacją” . ZKP to także „zdolność społeczności do odpowiadania i rozwiązywania konkretnych wyzwań stojących w danym momencie przed społecznością, na którą składają się różne cechy społeczności lokalnej”. Barbara Lewenstein twierdzi, że jest to pojęcie wskazujące dwa istotne elementy: aktualny stan określonej społeczności oraz jej potencjał, uaktywniający się w sytuacjach problematycznych; potencjał ten związany jest „z siecią powstałą w oparciu o nieformalne powiązania między mieszkańcami oraz ich formalne organizacyjne postacie. Jest to połączenie kapitału ludzkiego (talenty, umiejętności), społecznego (więzi i zaufanie) oraz zasobów organizacyjnych (instytucje lokalne)”. Ponadto Zrzeszenie jest organizacją pełniącą rolę zbiorowego lidera, której potencjał przywódczy stanowi wypadkową potencjału jednostek wchodzących do danej organizacji. O tym, że jest to dosyć ważny aktor na lokalnej scenie politycznej, świadczą choćby zabiegi partii politycznych czy też indywidualnych osób o uzyskanie poparcia ZKP (czy swoistego namaszczenia) podczas wyborów zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych. W wyborach każdego szczebla osoby należące do tej organizacji osiągają znaczny sukces, wchodząc do władz samorządowych i do parlamentu .
Lokalność – obywatelskość

„Obywatelstwo lokalne związane jest ze świadomie przeżywanym zakorzenieniem lokalnym”.

Ze wspomnianą kwestią zasobów lokalnych wiąże się bezpośrednio zagadnienie obywatelstwa lokalnego; owa lokalność przeplata się z obywatelskością, albowiem ta ostatnia jest konsekwencją tej pierwszej. Obywatelstwo lokalne związane jest ze świadomie przeżywanym zakorzenieniem lokalnym . I tu pojawia się kwestia tożsamości pomorskiej, omawiana m.in. na II Pomorskim Kongresie Obywatelskim. Dyskusyjne jest jej istnienie, bezdyskusyjne jest jednak silne obywatelskie zakorzenienie w regionie, co stanowi istotny element kapitału społecznego w województwie pomorskim. Aktywność większości organizacji pozarządowych koncentruje się bowiem w regionie, a to powoduje, że skutki ich działań są akumulowane właśnie na tym obszarze.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Gospodarka Pomorza w I kwartale 2008 r.

W analizie sytuacji gospodarczej województwa pomorskiego w I kwartale 2008 r. wzięto pod uwagę takie aspekty, jak: koniunktura, działalność przedsiębiorstw, handel zagraniczny, rynek pracy oraz poziom wynagrodzeń. Omówiono również najważniejsze z punktu widzenia rozwoju gospodarczego wydarzenia, jakie miały miejsce w tym okresie.

Koniunktura

Pierwszy kwartał 2008 r. rozpoczął się od przewagi negatywnych ocen sytuacji gospodarczej nad pozytywnymi. Indeks koniunktury przyjmował w tym czasie wartości ujemne. Taki wynik jest charakterystyczny dla stycznia – występował on również w latach ubiegłych, choć nie w 2007 r. W lutym i marcu wartości indeksu koniunktury ulegały systematycznej poprawie. Była ona wyższa niż przeciętnie w Polsce.

Wykres 1. Koniunktura gospodarcza w województwie pomorskim i w Polsce w latach 2006–2008

tarkos_r1

Źródło: Opracowanie IBnGR.

Biorąc pod uwagę jedynie dane z I kwartału 2008 r., można formułować pozytywne oceny sytuacji gospodarczej. Jednak porównanie z wcześniejszym wykresem wskazuje wyraźnie, że obserwowane zmiany wpisują się w trend spadkowy koniunktury obserwowany od połowy 2006 r. Styczniowe pogorszenie koniunktury było głębsze niż na początku 2007 r. Obserwowane w lutym i marcu odbicie, mimo że wyraźne, zatrzymało się na poziomie znacznie niższym niż w analogicznym miesiącu roku poprzedniego. W tej sytuacji jedynym pozytywem jest fakt, że oceny koniunktury w województwie są ciągle wyższe od ogólnopolskich. Coraz niższym ocenom bieżącej koniunktury towarzyszy pogorszenie wskaźnika prognostycznego. Wyraźnie zmniejsza się przewaga ocen pozytywnych nad negatywnymi w odniesieniu do koniunktury w najbliższej przyszłości. Nadal jednak przeważają opinie pozytywne, co pozwala przypuszczać, że w II kwartale br. nie dojdzie do gwałtownego pogorszenia się sytuacji gospodarczej.

Działalność przedsiębiorstw

W marcu 2008 r. odnotowano wzrost liczby podmiotów gospodarczych o 0,2 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,5 proc. w stosunku rocznym. Wzrost miesięczny nie jest duży. Podobne zjawisko obserwowano w roku minionym. Opierając się na danych retrospektywnych, kolejnego wyraźniejszego wzrostu liczby podmiotów gospodarczych należy się spodziewać w okolicach maja. Zbliżający się sezon letni oraz napływ absolwentów na rynek pracy sprzyjać będzie temu zjawisku. W ujęciu rocznym, od stycznia widoczna jest rosnąca dynamika przedsiębiorczości. Wynik marcowy jest najwyższy wśród tegorocznych. Dość długi, ponadpięcioletni okres dobrej koniunktury zmniejsza ryzyko działalności gospodarczej, co sprzyja tworzeniu nowych firm. Jak pokazują badania przedsiębiorców, koniunktura systematycznie wygasa. Pojawia się zatem pytanie, czy nowo powstałe firmy okrzepną na tyle, aby przetrwać gorszy okres.

Wykres 2. Dynamika produkcji sprzedanej, budowlano-montażowej i sprzedaży detalicznej w województwie pomorskim w latach 2006–2008

tarkos_r2

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku.

W zakresie działalności przedsiębiorstw podkreślić należy dość stabilną, dodatnią dynamikę sprzedaży detalicznej. Wyraźny spadek obserwowany w marcu nie daje podstaw do negatywnych prognoz w tym zakresie, tym bardziej że wynagrodzenia ciągle rosną. Wartość produkcji budowlano-montażowej wzrosła bardzo wyraźnie w ujęciu rocznym. Jej dynamika nie była jednak tak wysoka jak w marcu poprzedniego roku. Dane te zdają się potwierdzać tezę, że najlepszy okres w budownictwie minął, co jest następstwem wyśrubowania cen nieruchomości i rosnących kosztów kredytu. Mimo dodatniej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu wyraźnie widać, że od sierpnia 2007 r. rozwój tego sektora uległ wyraźnemu spowolnieniu. W porównaniu z wcześniejszym okresem można wręcz mówić o stagnacji. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Pogorszenie globalnej koniunktury, trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników i rosnące z tego powodu wynagrodzenia oraz wysoka wartość polskiej waluty wydają się mieć kluczowe znaczenie.

Handel zagraniczny

Działalność przedsiębiorstw z terenu województwa nie ogranicza się do obsługi regionalnego czy też krajowego rynku zbytu. Istotną rolę w ich funkcjonowaniu odgrywa handel zagraniczny umożliwiający zarówno zbyt produktów, jak i zakup surowców, półproduktów oraz produktów niewytwarzanych w regionie.

Eksport województwa pomorskiego w marcu 2008 r. wynosił 540 mln euro i był niższy niż w styczniu o 11 proc. W pierwszym kwartale wystąpił zatem spadek jego wolumenu. Towary eksportowe kierowane są głównie na rynki państw UE. W omawianym okresie przypadało na nie 75 proc. całości eksportu. W porównaniu ze styczniem udział ten nieznacznie wzrósł. Najważniejszym partnerem były Niemcy. W marcu 2008 r. ich udział w eksporcie z województwa pomorskiego wynosił 19 proc. Niemcy są głównie odbiorcą sprzętu transportowego, maszyn i urządzeń, sprzętu elektrycznego i elektrotechnicznego, metali nieszlachetnych i wyrobów z nich. Do istotnych odbiorców zaliczają się także kraje takie jak: Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Niderlandy i Francja. Udział każdego z nich w eksporcie kształtował się na poziomie od 6 do 9 proc.

Struktura eksportu w I kwartale 2008 r. nie uległa istotnym zmianom. Województwo pomorskie specjalizuje się w eksporcie aparatury odbiorczej dla telewizji, statków towarowych oraz łodzi i jachtów. Istotne znaczenie w eksporcie mają produkty rafinacji ropy. W gronie dziesięciu hitów eksportowych znalazły się także części konstrukcyjne oraz papier i tektura.

Import do województwa pomorskiego w marcu 2008 r. zamknął się kwotą 816 mln euro i wzrósł w stosunku do stycznia o blisko 30 proc. Region cechuje się zatem ujemnym saldem handlu zagranicznego, które pogłębiło się w omawianym okresie. Najważniejszym importerem była Rosja (28 proc.) oraz Norwegia (17 proc). Trzecim partnerem handlowym w zakresie importu są Chiny (8 proc.), co świadczy o coraz silniejszych postępach globalizacji, a czwartym – sąsiednie Niemcy (6 proc.).

Struktura produktowa importu z Rosji zdominowana była praktycznie w całości przez produkty mineralne. Dotyczy to surowców energetycznych – ropy naftowej i gazu ziemnego. Norwegia – drugi co do wielkości rynek importowy – dostarcza w połowie produkty mineralne i sprzęt transportowy. Chiny importują głównie maszyny i urządzenia, sprzęt elektryczny i elektrotechniczny oraz materiały i wyroby włókiennicze. Niemcy to przede wszystkim dostawca maszyn i urządzeń, sprzętu elektrycznego i elektrotechnicznego, produktów przemysłu chemicznego, metali nieszlachetnych i wyrobów z nich, a także tworzyw sztucznych.

Rynek pracy

Mimo pewnego schłodzenia koniunktury sytuacja na rynku pracy jest nadal dobra i ulega stałej poprawie. W marcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło do poziomu 278 tys. osób, co było rekordowym poziomem od początku 2006 r. (wykres 3). W stosunku do poprzedniego miesiąca był to wzrost o 0,1 proc., a w ujęciu rocznym o 5,1 proc. Nagły wzrost obserwowany w styczniu, który wywindował zatrudnienie na wyraźnie wyższy poziom, miał po części charakter „statystyczny”. Na początku roku aktualizowany jest zbiór przedsiębiorstw o liczbie pracowników powyżej dziewięciu. Rosnące zatrudnienie spowodowało, że takich firm przybyło i zaczęły być one uwzględniane w analizowanych danych. Skala omawianej zmiany była wyższa niż na początku 2007 r. Potwierdza to opinie mówiące, że 2007 r. był bardzo dobrym okresem w odniesieniu do sytuacji na rynku pracy.

Rosnącemu zatrudnieniu towarzyszy wzrost wynagrodzeń. Pomijając wahania miesięczne, w skali roku wyniósł on 7,7 proc.

Wykres 3. Wielkość zatrudnienia i poziom przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw w województwie pomorskim w latach 2006–2008

tarkos_r3

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku.

Wzrost liczby pracujących znalazł odzwierciedlenie w spadku bezrobocia. W skali miesiąca kształtował się on na poziomie 5 proc. W stosunku do analogicznego miesiąca roku poprzedniego wynosił natomiast 31 proc. W ciągu roku liczba bezrobotnych spadła więc o blisko jedną trzecią. Dobrą sytuację na rynku pracy najlepiej wykorzystują bezrobotni w wieku do 25 lat, a także pozostający bez pracy dłużej niż rok. Pierwszą z tych grup cechuje duża mobilność, korzysta ona z możliwości oferowanych przez rynki pracy innych krajów członkowskich UE. Znaczna część bezrobotnych zaliczanych do drugiej grupy najprawdopodobniej legalizuje zatrudnienie. Rzeczywisty długi brak kontaktu z pracą utrudniałby istotnie ponowną integrację z rynkiem pracy, co zapewne przekładałoby się na niższe wskaźniki spadku liczebności omawianej grupy. Na uwagę zasługuje fakt, że największy spadek bezrobocia wystąpił właśnie wśród jej członków. W poprzednich okresach dotyczył on bezrobotnych w wieku do 25 lat. Świadczyć to może o spadku natężenia migracji i roli tej grupy osób w redukcji bezrobocia. Po raz kolejny ponadprzeciętne trudności ze znalezieniem zatrudnienia odnotowano wśród bezrobotnych w wieku 50 lat i więcej. Co prawda, w skali roku redukcja liczebności tej grupy jest znaczna (23 proc.), jednak nie tak duża jak w innych analizowanych grupach. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest mniejsza mobilność zawodowa i przestrzenna bezrobotnych w wieku 50 lat i więcej. Nawet w okresie dobrej koniunktury powinni oni być wspierani działaniami aktywizującymi.

W marcu do urzędów pracy napłynęło 8,3 tys. ofert zatrudnienia. W stosunku do lutego odnotowano ich nieznaczny wzrost (1,2 proc.). W porównaniu z marcem roku poprzedniego było ich jednak mniej o 10,7 proc. Spadek ten jest nie tyle efektem słabego marca 2008 r., ile raczej bardzo dobrego pod względem liczby ofert pracy marca 2007 r. Analiza rocznej dynamiki ofert pracy w styczniu i lutym nie wskazuje na kształtowanie się tendencji spadkowych. Bardziej precyzyjne oceny będzie można formułować dopiero na podstawie danych z okresu kwiecień – czerwiec. W 2007 r. były to miesiące rekordowe pod względem liczby ofert pracy.

Wykres 4. Liczba bezrobotnych i ofert pracy zgłoszonych do urzędów pracy w województwie pomorskim w latach 2006–2008

tarkos_r4

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Urzędu Statystycznego w Gdańsku

Wynagrodzenia

Rosnące zatrudnienie i spadające bezrobocie sprzyjają wzrostowi wynagrodzeń. W marcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw kształtowało się na poziomie 3275 zł. W stosunku do lutego wzrosło ono o 6,8 proc., a w stosunku do marca 2007 r. – o 7,7 proc. Była to najniższa dynamika zarówno w tym, jak i w minionym roku. Słabnąca koniunktura i stabilizacja produkcji sprzedanej przemysłu mogą okazać się czynnikami hamującymi dynamikę wzrostu płac w najbliższej w przyszłości. Kolejne miesiące pokażą, czy taka tendencja się utrwali.

Ważniejsze wydarzenia

Pierwszy kwartał 2008 r. był okresem, w którym miały miejsce istotne wydarzenia mogące wpłynąć na przyszły rozwój regionu.

Podjęta została decyzja, że jeszcze w tym roku pod obrady sejmu trafi projekt ustawy regulujący funkcjonowanie aglomeracji. Dzięki prawnemu unormowaniu kwestii możliwe ma być lepsze funkcjonowanie dużych ośrodków miejskich i otaczających je terenów. Metropolie mają posiadać własny budżet, mieć spójne plany zagospodarowania terenu. Dzięki sformalizowaniu możliwe będzie tworzenie lepszych i efektywniejszych programów budowania i funkcjonowania komunikacji publicznej, sieci placówek medycznych i edukacyjnych.

Prawdziwą metropolią nie zostaje się jednak w wyniku uchwalenia ustawy. Niezbędne jest kształtowanie wysokiej jakości przestrzeni, która przyciąga mieszkańców, turystów i inwestorów. Działania, przynajmniej w sferze planowania przestrzennego, są już podejmowane. Gdynia rozstrzygnęła konkurs architektoniczny na budowę Forum Morskiego. Jego realizację planowano już w pierwszych latach budowy miasta. Pierwszy konkurs ogłoszono w 1936 roku, jednak działania wojenne pokrzyżowały plany włodarzom miasta. O ile uda się pozyskać dofinansowanie ze środków unijnych, w ciągu 2–2,5 roku, kosztem 150 milionów złotych, zostanie stworzone nowe centrum Gdyni. Istnieje również szansa, że już w 2009 roku rozpoczną się prace przy odbudowie północnego cypla gdańskiej Wyspy Spichrzów. Na ogłoszony przez miasto konkurs zgłosiły się dwie firmy: Iberinvest z Sopotu oraz niemiecka spółka Frankonia Eurobau AG, które gotowe są razem z miastem Gdańsk powołać spółkę zaangażowaną w odbudowę tego jednego z najlepszych obecnie niezagospodarowanych terenów w ścisłym centrum Gdańska. Budowa sztucznej wyspy to jeden z ciekawszych projektów, nad którego realizacją dywagują władze Sopotu. Oddalona około 500 metrów od brzegu wyspa miałaby kształt elipsy i około 20 hektarów powierzchni (z czego połowa to teren samej wyspy, a kolejne 10 hektarów – akwen portowy). W jej środku zlokalizowana byłaby marina na 320 jachtów. Na obrzeżach powstałyby hotele, restauracje i być może apartamentowce. Całość inwestycji to wydatek minimum 1,5 miliarda złotych. Jak informują władze miasta, są już pierwsi prywatni inwestorzy, gotowi sfinansować budowę wyspy. Jeżeli jednak nawet uda się pokonać wszystkie problemy, to pierwsi żeglarze i inni zainteresowani będą mogli odwiedzić wyspę najwcześniej za pięć lat.

Z punktu widzenia rozwoju funkcji metropolitalnych niezbędne jest oferowanie wysokiej jakości przestrzeni biurowych. Po kilku latach spowolnienia ostatnie miesiące przyniosły wyraźne ożywienie na rynku budowy powierzchni biurowych. Z końcem lutego otwarty został pierwszy (z planowanych pięciu) biurowców wchodzących w skład Łużycka Office Park. Inwestycja realizowana jest na działce o powierzchni 2,3 hektara, a łącznie na wynajem trafić ma 33,5 tysięcy metrów kwadratowych. Dla najemców i ich klientów ma być udostępnionych 650 miejsc parkingowych. Cała inwestycja ma zostać zakończona w 2009 r. W Gdańsku tymczasem powstaje konkurencyjna inwestycja – Arkońska Business Park. Obecnie trwają prace wykończeniowe przy pierwszych dwóch (z planowanych pięciu) biurowców. W skład tej inwestycji będzie też wchodził hotel, którego budowa ma być realizowana wraz z kolejnymi obiektami.

W kontekście organizacji EURO 2012 kluczowa kwestia to budowa stadionu w Gdańsku. Znane są już szczegóły dotyczące inwestycji, które pozwolą przygotować się Trójmiastu do mistrzostw. Baltic Arena kosztować ma około 500 milionów złotych, z czego 144 milionów będzie pochodzić z dotacji, którą Gdańsk dostanie z budżetu państwa. Pozostałą kwotę będzie musiało wyłożyć samo miasto. Tymczasem coraz częściej pojawiają się głosy, że gigantyczne kwoty zainwestowane w budowę stadionów nigdy się nie zwrócą, a miasta organizatorów zamiast spodziewanych zysków, zostaną z górą długów. Jako przykład podawane są tutaj miasta w Portugalii, które również budowały gigantyczne obiekty, a teraz pogrążone są w marazmie i kryzysie.

Kluczową kwestią, nie tylko z punktu widzenia organizacji EURO 2012, ale także rozwoju regionu, jest budowa i modernizacja infrastruktury transportowej. Dzięki dofinansowaniu ze środków europejskich do 2012 r. powinna zakończyć się budowa Trasy Sucharskiego. Znane są już także wstępne założenia tzw. Trasy Kaszubskiej. Ma ona połączyć (z pominięciem zakorkowanego Wejherowa, Redy i Rumi) Trójmiasto z Lęborkiem. Sama budowa rozpocznie się po 2010 r. i potrwa kilka lat. Zaczął się także proces modernizacji drogi krajowej nr 1 na odcinku od Tczewa do Pruszcza Gdańskiego. Dzięki otwarciu w grudniu pierwszego odcinka autostrady A1 na drodze krajowej znacząco spadło jednak natężenie ruchu (praktycznie cały ruch ciężarowy i osobowy tranzytowy odbywa się teraz nową drogą). Jesienią gotowy ma być cały odcinek autostrady do Grudziądza.

Nie tylko infrastruktura transportu lądowego decyduje o dostępności komunikacyjnej regionu. W przypadku województwa duże znaczenia odgrywają porty morskie oraz lotniczy. Rok 2007 był kolejnym, w którym przez trójmiejskie porty morskie przeszła większa liczba kontenerów. W Trójmieście funkcjonują już cztery terminale kontenerowe o łącznej rocznej zdolności przeładunkowej ponad 1,3 mln TEU (na Bałtyku w 60 portach przeładowano w ubiegłym roku łącznie 7 mln TEU). Szansą na dalszy rozwój jest przyciągnięcie na Bałtyk największych oceanicznych kontenerowców o pojemności 2000–5000 TEU. Obecnie największe jednostki dopływają tylko do portów brytyjskich, holenderskich i niemieckich, gdzie są rozładowywane, a następnie mniejsze jednostki przewożą kontenery do właściwych portów docelowych. Dzięki budowie terminalu DCT Morze Bałtyckie uzyskało jednak pierwszy głęboki, niezamarzający terminal kontenerowy i jest szansa, że już wkrótce to Gdańsk, a nie Rotterdam czy Hamburg będą portem docelowym dla największych kontenerowców.

Pierwszy kwartał okazał się dla trójmiejskiego portu lotniczego rekordowy pod względem odpraw pasażerskich. Łącznie obsłużono w tym okresie 431 tysięcy osób, o 40 proc. więcej niż rok wcześniej. Po okresie bardzo dynamicznego przyrostu liczby pasażerów i liczby lotów ostatnio przewoźnicy zaczynają informować o ograniczeniach w swoich siatkach połączeń. Z oferowania połączeń w gdańskim porcie wycofał się całkowicie EasyJet, druga największa linia lotnicza w Europie. Z planów budowy dużej bazy zrezygnował też należący do LOT-u, a przeżywający obecnie duże problemy finansowe Centarlwings (który przy okazji zostawił „na lodzie” nie tylko pasażerów, ale i kilkanaście osób, które miały pracować dla tego przewoźnika). Dodatkowo z planów pierwszego krajowego połączenia (Gdańsk–Kraków) omijającego Warszawę wycofała się inna spółka zależna naszego narodowego przewoźnika – EuroLot. Na szczęście, po silnym rozwoju połączeń w kierunku Wysp Brytyjskich obecnie przewoźnicy zaczynają też oferować coraz więcej połączeń w innych kierunkach. SAS jest już trzecią (po WizzAir i Norwegian) linią, z którą możemy polecieć do Oslo. Dzięki FinnAir i połączeniu z Helsinkami Rębiechowo uzyskało dostęp do kolejnego dużego węzła oferującego rozbudowaną siatkę połączeń zarówno atlantyckich, jak i w kierunku wschodnim.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Społecznicy czy indywidualiści? Kapitał społeczny a dobre rządzenie w Polsce i województwie pomorskim

Na łamach niniejszego wydania Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego toczy się debata, jak dobrze rządzić. Co to znaczy? Według Banku Światowego, istnieje sześć wskaźników dobrego rządzenia:

  • prawo wyrażania opinii i wpływ obywateli
  • polityczna stabilność i brak przemocy
  • efektywność administracji publicznej
  • jakość stanowionego prawa
  • rządy prawa
  • kontrola korupcji.

Żaden z powyższych elementów nie funkcjonuje w próżni – by w pełni się rozwinąć, potrzebuje wysokiego poziomu pozostałych wskaźników. I tak, bez politycznej stabilności nie można zapanować nad zjawiskiem korupcji, natomiast bez rządów prawa mniej skuteczny byłby wpływ obywateli na władzę. Wpływ ten z kolei oddziałuje – bezpośrednio i pośrednio – na jakość administracji publicznej. Na tej zależności koncentruje się poniższy artykuł. Posługując się pojęciem kapitału społecznego, dokonano próby analizy interakcji między zaangażowaniem obywatelskim i poczuciem wspólnoty wśród Polaków a rozwojem na poziomie państwa i regionu.

Pojęcie kapitału społecznego używane jest tu zgodnie z definicją R. Putnama, której systematyzacji dokonali D. Narayan i M.F. Cassidy. Zgodnie z tym ujęciem, kapitał społeczny można rozpatrywać w trzech wymiarach. Wymiar pierwszy obejmuje kapitał społeczny jako taki, tj. podzielane w danej społeczności normy, poczucie więzi ze wspólnotą, członkostwo w organizacjach różnego typu, zaangażowanie w wolontariat, zaufanie interpersonalne czy nawet towarzyskość (mierzona liczbą sąsiadów, bliskich przyjaciół itp.). Drugi poziom definicji obejmuje elementy determinujące poziom kapitału społecznego; są nimi m.in. poczucie tożsamości i duma, a także stopień poinformowania społeczeństwa. Trzeci, ostatni zakres definicji zawiera natomiast te elementy, za pomocą których można zmierzyć rezultaty obecności kapitału społecznego w danym kraju bądź regionie. Należą do nich m.in. zaufanie do instytucji publicznych czy partycypacja polityczna .

Rysunek 1. Wymiary kapitału społecznego

martyna_r01

Źródło: Opracowanie własne na podstawie D. Narayan, M.F. Cassidy, A Dimensional Approach to Measuring Social Capital: Development and Validation of a Social Capital Inventory , Current Sociology vol. 49 no. 2 oraz P. Swianiewicz i in., Szafarze darów europejskich. Kapitał społeczny a realizacja polityki regionalnej w polskich województwach , Warszawa 2008.

Poniższy artykuł omawia zagadnienie kapitału społecznego na dwóch poziomach: próbuje porównać wybrane wskaźniki na poziomie krajowym do innych krajów europejskich, a także pokazuje województwo pomorskie na tle innych regionów Polski. Danych z drugiego wymienionego zakresu jest znacznie mniej, co wskazuje na potrzebę prowadzenia badań w tym kierunku.

Kapitał społeczny jako taki – czyli o wzajemnym zaufaniu, tolerowaniu jazdy „na gapę” i działalności prospołecznej

W pierwszej kolejności wzięto pod uwagę zaufanie interpersonalne. W świetle danych European Social Survey (ESS) Polacy okazują się zdecydowanie mniej ufni niż inne narody Europy. Odsetek pełnoletnich Polaków ufających innym ludziom, choć wzrasta, jest niemal trzykrotnie niższy od średniej UE oraz prawie sześciokrotnie niższy od wskaźnika dla krajów na pierwszych miejscach klasyfikacji dla całej Europy (Dania, Norwegia, Finlandia). Co ciekawe, kraje charakteryzujące się najwyższym poziomem zaufania interpersonalnego osiągają jednocześnie najwyższe pułapy produktu krajowego brutto. Korelacja zaufanie – poziom PKB jest więc wyraźna: w dolnej części wykresu nr 3 znalazły się państwa o najniższym poziomie dochodów i jednocześnie najniższym wskaźniku zaufania. Górna część wykresu to najbogatsze państwa europejskie, których mieszkańcy najczęściej ufają innym ludziom. Warto zauważyć, że wyższym niż Polska poziomem zaufania mogą poszczycić się także kraje o podobnym poziomie rozwoju gospodarczego: Czechy i Węgry.

Rysunek 2. Poziom zaufania interpersonalnego w krajach Europy

martyna_r02

Źródło: European Social Survey 2004 .

Rysunek 3. Zaufanie interpersonalne a poziom PKB wg parytetu siły nabywczej (w USD) w krajach Europy

martyna_r03

Źródło: J. Czapiński, T. Panek, Diagnoza społeczna 2007 .

Poziom zaufania interpersonalnego w Polsce powoli wzrasta; warto jednak zauważyć, że w latach 1999–2002 był on wyższy niż obecnie. Apogeum osiągnął właśnie w roku 2002 (co może być wynikiem m.in. wygrania wyborów przez partie lewicowe, które swój polityczny kapitał zbijały na planach poprawy warunków bytowych Polaków. Rok 2002 to także okres jednego z najwyższych poziomów bezrobocia w kraju, co mogło spowodować wzrost zaufania interpersonalnego i oczekiwania pomocy od innych osób przy jednoczesnym rozczarowaniu do instytucji publicznych). W 2007 r. wskaźnik zaufania spadł – mniej więcej co dziesiąty Polak ufał wówczas innym. Dlaczego powinno to niepokoić? Abstrahując od faktu, że poziom wskaźnika stawia Polskę na niechlubnym ostatnim miejscu wśród badanych europejskich państw, niski poziom zaufania do innych osób przełoży się na niewielki stopień realizacji interesów zbiorowych lub wręcz doprowadzi do tego, co, jak pisze R. Putnam, „ekonomiści nazywają »oportunizmem«, w którym wspólne interesy nie są realizowane, ponieważ ostrożne działanie w izolacji zachęca każdego do uchylania się od kolektywnego działania. A przecież nawet transakcje pozornie służące tylko jednostkowym interesom „przybierają inny charakter, jeśli zostają wplecione w społeczną sieć zależności, która sprzyja wzajemnemu zaufaniu” .

Rysunek 4. Ewolucja poziomu zaufania interpersonalnego w Polsce

martyna_r04

Źródło: Opracowanie własne na podstawie J. Czapiński, T. Panek, Diagnoza społeczna 2007 .

Optymizmem nie napawają także dwa wskaźniki odnoszące się do altruizmu i egoizmu Polaków. Pierwszy z nich to opracowany przez autorów „Diagnozy społecznej 2007” wskaźnik wrażliwości na dobro publiczne, mierzony wrażliwością na unikanie należnych wkładów w dobro wspólne, np. płacenie mniejszych podatków, jazda „na gapę” itp. (im wyższa wartość wskaźnika, tym większa wrażliwość na dobro publiczne). Wskaźnik ten spadł znacząco w porównaniu z badaniem z 2005 r., co oznacza, że Polacy tracą poczucie wspólnotowości; pojęcie dobra publicznego staje się dla nich coraz bardziej abstrakcyjne i coraz mniej ważne. Tylko w trzech województwach – małopolskim, zachodniopomorskim i pomorskim – spadek wrażliwości nie był znaczący statystycznie. Województwo pomorskie plasuje się w czołówce kraju pod względem wrażliwości na dobro publiczne i, podobnie jak Małopolska, cechuje się stabilną wartością wskaźnika. W obliczu jego znaczących spadków w zdecydowanej większości regionów należy uznać to zjawisko za pozytywne, świadczące o relatywnie większym – choć i tak niskim – potencjale wspólnotowości i społecznej akceptacji reguł w regionie.

Rysunek 5. Wskaźnik wrażliwości na dobro publiczne w polskich województwach

martyna_r05

Źródło: Opracowanie własne na podstawie J. Czapiński, T. Panek, Diagnoza społeczna 2007 .

Kolejnych danych dotyczących postaw Polaków wobec innych ludzi dostarczyło badanie CBOS, w którym zapytano respondentów, czy obecnie trzeba być bardziej wrażliwym i gotowym do pomocy innym, czy też wskazana jest większa koncentracja na własnych sprawach. Badanie wykazało lekki wzrost skłonności do altruistycznych zachowań w porównaniu z wynikami z lat poprzednich.

Rysunek 6. Altruizm vs egoizm w postawach Polaków – sfera deklaratywna

martyna_r06

Źródło: CBOS, Czy Polacy mają predyspozycje do pracy społecznej na rzecz swojej społeczności? Komunikat z badań, styczeń 2008.

Sfera deklaratywna może zatem napawać optymizmem. Jednakże, czy wzrost altruistycznych skłonności wśród Polaków przekłada się na praktykę? Polacy pytani w tym samym badaniu CBOS o to, czy faktycznie wykonali kiedykolwiek pracę na rzecz swojej wspólnoty, w większości odpowiedzieli twierdząco – choć dysproporcja między deklaracją a praktyką była w 2008 r. znaczna (największa w całym badanym okresie). Jednocześnie procent osób, które nigdy nie wykonały dobrowolnego wysiłku na rzecz lokalnej społeczności, wzrasta.

Rysunek 7. Altruizm vs egoizm w postawach Polaków – sfera praktyczna

martyna_r07

Źródło: CBOS, Czy Polacy mają predyspozycje do pracy społecznej na rzecz swojej społeczności? Komunikat z badań, styczeń 2008.

Rozważając postawy altruizmu i egoizmu, warto przyjrzeć się także działalności charytatywnej Polaków. Według opracowania Wolontariat, filantropia i jeden procent, w 2006 r. niemal co trzeci Polak przekazał pieniądze lub dary rzeczowe organizacjom pozarządowym, ruchom społecznym i religijnym; wskaźnik ten (31,5 proc.) spada nie tylko w porównaniu z rokiem poprzednim, ale także z bazowym dla tego badania rokiem 2003. Optymistyczne są natomiast dane dotyczące przekazywania 1 proc. podatku organizacjom pożytku publicznego. W rozliczeniu podatkowym za 2006 r., a zatem jeszcze przed wprowadzeniem ułatwień w procedurze, z możliwości podzielenia się swoim podatkiem skorzystało ponad 8 proc. podatników (wzrost o ponad 3 pkt proc.).

Interesujące jest ponadto zestawienie informacji o liczbie organizacji pozarządowych w Polsce z danymi o członkostwie w ngos, udziale populacji dorosłych w wolontariacie i akcjach charytatywnych. Liczba organizacji pozarządowych rośnie szybko, a województwo pomorskie zajmuje drugie – po mazowieckim – miejsce w Polsce pod względem ich liczby na 10 tys. mieszkańców (aczkolwiek tylko dziewiąte miejsce pod względem przyrostu liczby ngos od 2002 r. Utrzymanie się tej tendencji może w kilkuletniej perspektywie oznaczać utratę przez województwo pozycji lidera). Warto jednakże zwrócić uwagę, że różnice między województwami w pierwszej piątce nie są znaczne (22 organizacje pozarządowe na 10 tys. mieszkańców w województwie mazowieckim, 19 – w dolnośląskim) . W latach 2003–2006 skład zarówno pierwszej, jak i ostatniej piątki województw w tej klasyfikacji pozostał bez zmian . W wielu badaniach udowodniono, że aktywność w organizacjach przekłada się na wyższy poziom zaufania, zainteresowania sprawami publicznymi oraz wyższą jakość rządzenia. Dlatego też duża liczba organizacji w Pomorskiem jest ważnym elementem potencjalnej wspólnoty regionalnej.

Powyższe dane potwierdzają tezę autorów „Diagnozy społecznej 2007”, że na obecnym etapie rozwoju gospodarczego kraju Polacy koncentrują się na osiąganiu jednostkowych sukcesów; wyraźne jest dążenie do indywidualizmu. Może to być wskazówką, że bardziej akceptowaną społecznie tendencją będzie zmniejszanie liczby regulacji prawnych zamiast mnożenia nakazów i zakazów. Tak długo, jak trend ten utrzyma się, jednostki będą prawdopodobnie lepiej i chętniej funkcjonowały w środowiskach cechujących się „luźnymi” zasadami działania.

Przytaczane badania wskazują ponadto, że Pomorzanie charakteryzują się wyższym wskaźnikiem tzw. pomostowego kapitału społecznego, którego elementem jest m.in. umiejętność współpracy z innymi (czyli np. przynależność do różnego rodzaju organizacji). Świadczy o tym duża i dynamicznie rosnąca liczba organizacji pozarządowych w regionie. Badania zespołu pod przewodnictwem P. Swianiewicza potwierdzają, że wysoka wartość tego rodzaju kapitału, przy niskiej wartości kapitału wiążącego („korzenie”, więzi rodzinne, przyjacielskie, lokalne), jest charakterystyczna dla Pomorza i całej północno-zachodniej Polski. Można zatem wysunąć tezę, że Pomorzanie wykazują silniejsze niż inne polskie regiony skłonności do indywidualizmu: współpraca jest u nich „w cenie”, więzi wspólnotowe natomiast pozostają słabe.

Rysunek 8. Liczba stowarzyszeń i fundacji na 10 tys. mieszkańców w 2008 r.

martyna_r08

Źródło: Opracowanie własne na podstawie M. Gumkowska, J. Herbst, Podstawowe fakty o ngos, Warszawa 2006.

Determinanty kapitału społecznego – czyli o dumie, tożsamości i poinformowaniu

Po zbadaniu podstawowych elementów kapitału społecznego warto zastanowić się nad czynnikami determinującymi jego poziom w kraju i regionie. Jednym z elementów mających wpływ na kapitał społeczny jest stopień identyfikacji oraz duma z otoczenia, którego jest się częścią. Tu wskaźniki prezentują się optymistycznie. Zdecydowana większość (90%) Polaków określa samych siebie jako dumnych (bardzo lub średnio) z bycia obywatelem swojego kraju; jest to kapitał, na którym z pewnością można budować poczucie wspólnotowości oraz, ogólniej rzecz ujmując, społeczeństwo obywatelskie.

Rysunek 9. Poczucie dumy z bycia Polakiem/Polką

martyna_r09

Źródło: CBOS, Samoidentyfikacje i duma narodowa Polaków , komunikat z badań 2003.

Niestety, nie przeprowadzono podobnych badań na poziomie regionalnym. Istnieje natomiast statystyka dotycząca miejsc, z którymi Polacy najchętniej się identyfikują i czują się związani. Z badań CBOS wynika, że co drugi Polak w pierwszej kolejności utożsamia się ze społecznością lokalną i miejscowością, w której mieszka. Na drugim miejscu znalazł się kraj, na trzecim – region. Świadczy to o braku poczucia wspólnoty regionalnej w Polsce; jednocześnie jednak silne więzi lokalne dają szansę na zbudowanie takiej wspólnoty. Tezę tę potwierdzają odpowiedzi respondentów na pytanie, z jakim terytorium czują się najbardziej związani w drugiej kolejności. Największa (34%) liczba ankietowanych wskazała tu region (krainę). Udział tych wskazań utrzymuje się na stałym poziomie od 2001 r.

Rysunek 10. Z jakim miejscem Polacy czują się najbardziej związani?

martyna_r10

Źródło: CBOS, Samoidentyfikacje i duma narodowa Polaków , komunikat z badań 2003.

Istotnym elementem determinującym poziom kapitału społecznego jest dostęp do informacji, mierzony m.in. przez wskaźnik czytelnictwa prasy. Dzięki niemu można ponadto dogłębniej zbadać rozłożenie zainteresowania sprawami lokalnymi, regionalnymi i ogólnokrajowymi. Według danych Izby Prasy, w 2006 r. przeciętny Kowalski przeznaczał na lekturę prasy lokalnej i regionalnej o 10 minut mniej niż na gazety ogólnopolskie. Było to średnio 15 minut dziennie – najmniej ze wszystkich mediów (nieporównanie większą popularnością cieszą się telewizja, radio oraz internet, nie wiadomo natomiast, ile czasu w tych mediach statystyczny Polak poświęca sprawom lokalnym oraz regionalnym).

Małe zainteresowanie sprawami lokalnymi wynika również ze studium Wolontariat, filantropia i jeden procent – raport z badań 2006 . Według opracowania, w 2006 r. zaledwie 5,7 proc. Polaków zetknęło się z jakąkolwiek wspólnotą lokalną (np. komitetem osiedlowym, radą dzielnicy, komitetem budowy drogi itp.). Jako przyczynę braku zaangażowania respondenci podawali najczęściej brak zainteresowania najbliższym otoczeniem oraz konieczność troski przede wszystkim o siebie i najbliższą rodzinę. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z deklarowanym w badaniu CBOS poczuciem więzi ze społecznością lokalną. Ponownie obserwujemy więc deklaracje, za którymi nie idą czyny.

Miara rezultatów kapitału społecznego – czyli o relacjach jednostka–instytucja i partycypacji w wyborach

Rezultatami wysokiego poziomu kapitału społecznego są m.in. zaufanie do instytucji publicznych, a także wysoka frekwencja w wyborach i referendach – szczególnie lokalnych. Bardzo istotny jest również wskaźnik poczucia wpływu na sprawy lokalne, regionalne i krajowe. Według badań CBOS, większość Polaków uważa, że nie może wpłynąć na sprawy kraju. Przeciwne myśli jedynie 30 proc. respondentów. Niewiele większy procent Polaków charakteryzuje się poczuciem wpływu na sytuację w ich miastach. Ponad 58 proc. badanych uważa, że nie ma żadnej możliwości oddziaływania na to, co dzieje się w lokalnym otoczeniu.

Rysunek 11. Poczucie wpływu na sprawy krajowe i lokalne

martyna_r11

Źródło: Opracowanie własne na podstawie CBOS, Czy obywatele mają wpływ na sprawy publiczne? , komunikat z badań 2008.

Z niewielkim poczuciem wpływu wiąże się niski poziom zaufania do władz lokalnych. Co czwarty Polak deklaruje do nich pełne lub duże zaufanie. W naturalny sposób przekłada się to na wskaźniki frekwencji wyborczej. Niezależnie od regionu frekwencja w wyborach lokalno-regionalnych zawsze osiągała poziom niższy niż w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Stoi to w sprzeczności z prezentowanymi wyżej badaniami o identyfikacji z lokalnym otoczeniem i poczuciu wpływu – wszak więcej Polaków uważa, że ma wpływ na to, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu, bardziej niż na sprawy kraju (choć można zaryzykować tu tezę, że Polacy chętniej uczestniczą w wyborach ogólnopolskich właśnie dlatego, że chcą mieć większy niż szacowany przez nich samych wpływ na sytuację w kraju). Do 2007 r. najwyższa frekwencja odnotowywana była niezmiennie w czasie wyborów prezydenckich, choć zmiana na stanowisku głowy państwa nie jest dla przeciętnego Polaka odczuwalna na co dzień – w przeciwieństwie do zmian np. w składzie rady miasta. Frekwencja w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych zmieniła tę regułę, stanowiąc jednocześnie rekord frekwencyjny w wyborach od 1989 r. Więcej Polaków poszło do urn jedynie w 2003 r., w czasie referendum dotyczącego wstąpienia Polski do Unii Europejskiej (co potwierdza potoczne i, wydaje się, powszechne przekonanie o zdolności Polaków do mobilizacji wobec wydarzeń o wielkim znaczeniu dla ich kraju).

Województwo pomorskie charakteryzuje jeden z wyższych wskaźników frekwencji w kraju. W czasie tzw. referendum europejskiego frekwencja w regionie osiągnęła najwyższy poziom w Polsce (prawie 63 proc.). Pomorzanie chętniej biorą udział w wyborach (zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych) niż mieszkańcy innych regionów. W przypadku wyborów regionalno-lokalnych pod względem frekwencji Pomorskie znalazło się na piątym miejscu. Co jednak ciekawe, oprócz mazowieckiego, w tej klasyfikacji nasz region wyprzedziły województwa lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie, a zatem regiony nieposiadające dużych ośrodków metropolitalnych (z reguły właśnie największe miasta charakteryzują się najwyższą frekwencją). Być może poczucie wspólnotowości i wpływu na lokalne otoczenie jest w takich regionach silniejsze, relatywnie wysoka frekwencja na Pomorzu jest natomiast wynikiem m.in. tradycyjnie większego niż w skali kraju obywatelskiego zaangażowania. Naturalnie, im wyższa frekwencja, tym większa legitymacja wybranych do rządzenia i tym sprawniejsze zarządzanie województwem, powiatem i gminą.

Rysunek 12. Poziom zaufania do władz lokalnych

martyna_r12

Źródło: CBOS, Ocena sytuacji i stosunek do władz lokalnych , komunikat z badań Warunki życiowe społeczeństwa polskiego: problemy i strategie , 2008.

Rysunek 13. Frekwencja w wyborach parlamentarnych, samorządowych i prezydenckich w podziale na województwa

martyna_r13

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Państwowej Komisji Wyborczej.

Kapitał społeczny to rozwój gospodarczy i sprawniejsze instytucje

Już R. Putnam zauważył, że „zaawansowane ekonomicznie regiony wydają się mieć skuteczniejsze rządy jedynie dlatego, że są bardziej obywatelskie”. Nie jest przypadkiem, że najbardziej dynamicznie rozwijające się miasta cechuje najwyższy poziom wskaźników kapitału społecznego. Korelację między dobrobytem materialnym a kapitałem społecznym w krajach europejskich starano się udowodnić powyżej. Tu natomiast przedstawiono kolejny dowód na tę zależność, tym razem na przykładzie polskich miast (por. rysunek 14). Co ciekawe, zróżnicowanie między badanymi miastami przebiega na linii: bardziej „uspołeczniony” południowy wschód – bardziej indywidualistyczny północny zachód (co pozostaje w zgodności z cytowanymi powyżej badaniami zespołu P. Swianiewicza). Może to być wynikiem mocniejszego poczucia więzi w mniejszych społecznościach (małe miasta i tereny wiejskie na wschodzie kraju). Ponadto, wysoki wskaźnik kapitału społecznego w miastach Pomorza jest wynikiem m.in. obecności w regionie grup etnicznych – przede wszystkim Kaszubów – dla których charakterystyczna jest nie tylko silna integracja całej grupy, ale także zaangażowanie obywatelskie (co bezpośrednio przekłada się na wysoki poziom kapitału społecznego).

Rysunek 14. Kapitał społeczny a dobrobyt materialny w przekroju 19 miast

martyna_r14

Źródło: J. Czapiński, T. Panek, Diagnoza społeczna 2007.

Województwo pomorskie w przedstawionych wyżej zestawieniach wypada pozytywnie. Gdynia i Gdańsk (obok Warszawy) zostały w „Diagnozie społecznej 2007” określone jako miasta o najwyższym poziomie kapitału społecznego. Pod względem frekwencji wyborczej i innych form partycypacji w życiu publicznym (np. członkostwo w organizacjach pozarządowych) województwo pomorskie plasuje się na czołowych miejscach w kraju. Jednakże w porównaniu z innymi krajami Europy, także tymi o podobnym poziomie rozwoju (Czechy, Węgry), zarówno województwo pomorskie, jak i cała Polska wypadają słabo. Kraj i region znajdują się na początku drogi prowadzącej do zbudowania wspólnoty. Coraz lepiej powodzi się poszczególnym jednostkom, ale na tym etapie nie są one skłonne do pracy dla dobra ogółu, koncentrując się na indywidualnym rozwoju oraz pogłębianiu własnego dobrobytu. Autorzy „Diagnozy społecznej 2007” nazywają ten etap fazą rozwoju molekularnego, który stoi w opozycji do rozwoju wspólnotowego. Polacy inwestują w kapitał ludzki, tj. we własne kompetencje (głównie wykształcenie), gdyż to decyduje o ich awansie społecznym. Dla przedsięwzięć wspólnotowych konieczny jest jednakże kapitał społeczny – jak starano się pokazać w powyższych akapitach, im wyższy jego poziom, tym szybszy rozwój danego miasta oraz regionu. Obecnie luka w kapitale społecznym uzupełniana jest wg autorów „Diagnozy społecznej 2007” przez wsparcie unijne oraz wspomniane powyżej inwestycje w rozwój jednostkowy. Wiedza i pieniądze (zwłaszcza gdy uświadomimy sobie ograniczoność tego drugiego zasobu) wydają się jednak niewystarczające dla budowania wspólnoty. Konieczna jest kultura współpracy i szacunek dla dobra publicznego. Prognozy wskazują, że w relatywnie krótkiej perspektywie odczujemy deficyt kapitału społecznego, przekładający się na zbyt wolne tempo rozwoju całego kraju i poszczególnych regionów, np. w postaci trudności w realizacji inwestycji publicznych (koronnym przykładem już dziś jest infrastruktura drogowa).

Kluczowe dla dalszego rozwoju jest krzewienie wśród Polaków świadomości, że inwestycje w kapitał społeczny są nie tylko działaniem altruistycznym, ale po prostu się opłacają.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Największą barierą jest brak zaufania

Z Ewą Kamińską , zastępcą prezydenta Gdańska rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: – Raz na cztery lata macie prawo decydować, a pomiędzy wyborami nie wtrącajcie się – tak wielu samorządowców traktuje swoich mieszkańców. Trudno pogodzić takie podejście z integracją społeczną i braniem odpowiedzialności za swoje miasto lub gminę przez obywateli.

Polityka społeczna wymaga zgody nas wszystkich na jej określony kierunek.

Ewa Kamińska: O integracji społecznej można mówić tylko wtedy, gdy zna się potrzeby ludzi i ich plany na przyszłość. Jeżeli pyta się mieszkańców o zdanie tylko wtedy, gdy potrzebny jest ich głos, to nie ma prawdziwego integrowania, partycypacji, kształtowania życia gospodarczego, społecznego, kulturalnego. Polityka społeczna wymaga zgody nas wszystkich na jej określony kierunek. Władza samorządowa musi zrozumieć, że nie tworzy jej wydział spraw społecznych urzędu czy wydział edukacji, ale także wydział rozwoju gospodarczego czy spraw obywatelskich. Oczywiście decyduje prezydent, zarząd, ale składamy się na to wszyscy, także organizacje pozarządowe i mieszkańcy. Musi być porozumienie w tworzeniu tego kierunku, a także w późniejszej realizacji. I to nie tylko na szczeblu miasta czy gminy. Stworzyliśmy w naszym regionie Wojewódzką Strategię Polityki Społecznej. Niestety, jest to tzw. półkownik. Co z tego, że udało się taką wizję wypracować, skoro leży na półce .
L.S.: Żeby zbudować odpowiednią politykę, żeby integracja społeczna nie była tylko sloganem, samorządowcy i urzędnicy muszą mieć odpowiednią wiedzę. Skąd ją czerpiecie?
E.K.: Ze wszystkich możliwych źródeł. Począwszy od opracowań różnych mędrców, którzy piszą na te tematy, aż po wszelakie badania potrzeb społeczności. Tej wiedzy jest dużo. Kłopot polega na jej integracji z takim momentem rozwoju społecznego, w którym akurat jesteśmy. Trzeba też wybrać najwłaściwsze sposoby rozwiązywania problemów społecznych. To wymaga dużych kompetencji i mądrego rozdzielenia zadań. Nasza słabość jest najbardziej widoczna na tym ostatnim etapie. Dlatego na przykład Wojewódzka Strategia Polityki Społecznej leży na półce.
L.S.: Jesteśmy w krajowej czołówce, jeżeli zliczymy organizacje pozarządowe. Gdańsk oraz Gdynia są podawane jako przykłady dobrego ułożenia współpracy z trzecim sektorem. Przewrotnie można zapytać: czego trzeba więcej?

(…) zlecenie nie jest najważniejszą częścią współpracy. Ma to być partnerskie realizowanie tego, co najlepiej służy miastu i jego mieszkańcom.
Chyba największą przeszkodą w lepszej współpracy sektora niepublicznego i samorządów jest brak zaufania.

E.K.: Ale to nie jest zadowalające. Byliśmy pierwszą wspólnotą, która miała program współpracy samorządu z organizacjami pozarządowymi. Mieliśmy też „zaduszki organizacji pozarządowych”, czyli decyzję rady miasta o rezygnacji ze współpracy na rzecz dofinansowywania zadań zleconych tym organizacjom. To był wielki krok wstecz. Ale też wynikało to z chwalenia się tychże organizacji, że mogą wielkie problemy rozwiązywać samodzielnie, sprawniej i taniej. Tylko że takie zlecenie nie jest najważniejszą częścią współpracy. Ma to być partnerskie realizowanie tego, co najlepiej służy miastu i jego mieszkańcom. Każdy z partnerów wnosi swój majątek, swoje umiejętności, wiedzę. Nie mają być identyczni, mają być równi w traktowaniu swojego udziału. Często organizacje pozarządowe deklarują więcej niż są w stanie unieść. Intencje i motywacja są ważniejsze niż realne możliwości. Ale są również bariery. Wprawdzie zasobów i pieniędzy jest więcej, ale brakuje motywacji, bliskiej obecności przy ludziach i ich problemach. Chyba największą przeszkodą w lepszej współpracy sektora niepublicznego i samorządów jest brak zaufania. Skutkuje to licznymi i uciążliwymi kontrolami, jak organizacje pozarządowe wydają pieniądze i wywiązują się ze zleconych zadań. Jednocześnie słychać zarzuty, że dla administracji ważniejsze są biurokratyczne działania niż ludzkie potrzeby, że nie ma woli współdziałania, że zadzierają po prostu nosa .
L.S.: Dochodzimy do nieco banalnego wniosku, że ten brak zaufania wynika ze złego nastawienia, z braku rozmów, a nawet dobrej woli.

Nie to jest najważniejsze, że w radzie oświatowej jestem dyrektorem konkretnej szkoły, ale praca nad rozwiązaniem konkretnego problemu.

E.K.: Tak. I w budowaniu tego partnerstwa ma to olbrzymie znaczenie. Wiemy, że trzeba rozmawiać, wspólnie szukać rozwiązań, i tworzymy ciała, które mają się zajmować określonymi problemami. Są to jakieś rady, zespoły, gdzie członków dobiera się tak, by reprezentowali różne środowiska, instytucje, organizacje. Niestety, członkowie tych rad często zapominają, że powinni pracować na rzecz wspólnego dobra, a nie dbać o partykularne interesy. Nie to jest najważniejsze, że w radzie oświatowej jestem dyrektorem konkretnej szkoły, ale praca nad rozwiązaniem konkretnego problemu. Rada ma doradzać prezydentowi miasta w budowaniu potencjału wiedzy, żeby młodzi ludzie kończący szkoły w naszym mieście znajdowali pracę, mogli się uczyć dalej .
L.S.: Ale te postawy kształtuje w dużym stopniu polityka władz samorządowych. Prezydent poprzez konkretne rozwiązania w szkołach może budować lub tłamsić aktywność obywatelską i to poczucie wspólnoty.

Mamy jako społeczeństwo duży wpływ na decyzje podejmowane przez samorząd. Tylko że nie potrafimy tego mądrze wykorzystać.

E.K.: Chyba już skończyły się czasy, gdy z poziomu samorządu można było takie rzeczy blokować. Przez 20 lat byłam po drugiej stronie, razem z organizacjami pozarządowymi. Od niespełna roku spoglądam na wszystko z drugiej strony. Mamy jako społeczeństwo duży wpływ na decyzje podejmowane przez samorząd. Tylko że nie potrafimy tego mądrze wykorzystać. Doskonałym przykładem jest awantura z zerówkami. Proponowaliśmy, by wszystkie dzieci przedszkolne poszły do zerówek przy szkołach. 2/3 dzieci w Gdańsku uczęszcza do zerówek właśnie przy szkołach. Kiedy przedstawiliśmy nasze plany, to zorganizowała się tylko jedna grupa – przeciwników pomysłu. Byli to rodzicie dzieci pięcioletnich, którzy bardzo chcieli, by ich dzieci zostały w przedszkolach. Pozostała część rodziców, czyli większość, nie uczestniczyła w tej publicznej debacie. Nie było tam również rodziców dzieci, dla których nie ma w przedszkolach miejsc .
L.S.: Jakie z tego wypływają wnioski dla władz miasta

Wniosek podstawowy to nakłonienie wszystkich zainteresowanych do dyskusji. Jeżeli z radnymi spotkali się wyłącznie przeciwnicy pomysłu, to ich argumenty zwyciężyły!

E.K. Wniosek podstawowy to nakłonienie wszystkich zainteresowanych do dyskusji. Jeżeli z radnymi spotkali się wyłącznie przeciwnicy pomysłu, to ich argumenty zwyciężyły! Kolejny wniosek – możemy mieć wpływ na podejmowane decyzje, jeśli o to zadbamy. Jeżeli będziemy uczestniczyć w dyskusjach, jeżeli władzy przedstawimy nasze argumenty, to mamy dużą szansę na osiągnięcie celu. Tylko nie wierzymy, że to możliwe, i nie ufamy ani władzy, ani innym. Oczywiście najłatwiej się zorganizować przeciwko czemuś, a dużo trudniej, kiedy popieramy coś lub jesteśmy zadowoleni. Zerówki są tego doskonałym przykładem. Tu jest ogromne zadanie dla organizacji pozarządowych, które będąc tak zorganizowane jak w Gdańsku, czyli mając Radę Pożytku Publicznego, powinny dbać, by w różnych dyskusjach zbierać jak najszerszą reprezentację społeczną .
L.S.: Chyba jednak władze miasta nie zaangażowały się w wystarczający sposób, by przekonać niezadowolonych z pomysłu rodziców. Oni mieli swoje argumenty i nie akceptowali waszych propozycji.

Niestety, ale w niewielkim stopniu media są bezstronnymi uczestnikami dyskusji i też w zbyt małym stopniu uczestniczą w debatach publicznych, kształtują postawy i edukują.

E.K.: Nie wiem, czy jakiekolwiek argumenty były w stanie ich przekonać. To nie była dyskusja na argumenty, ale na emocje. Co ten urzędas będzie mi dyktował! Oczywiście były też nasze błędy. Chcieliśmy to przeprowadzić zbyt szybko. Tymczasem trzeba było uruchomić cały mechanizm konsultacji, w tym organizacje pozarządowe, i wydyskutować najlepsze rozwiązanie. To jest też olbrzymia rola mediów. Niestety, ale w niewielkim stopniu media są bezstronnymi uczestnikami dyskusji i też w zbyt małym stopniu uczestniczą w debatach publicznych, kształtują postawy i edukują .
L.S.: Bezdomnymi w Gdańsku w przeważającej większości zajmują się organizacje pozarządowe. Dlaczego w innych dziedzinach związanych z integracją społeczną nie ma takiej współpracy? Co stoi na przeszkodzie?
E.K.: To nie jest wina przeszkód, lecz kwestia czasu. Kiedy nastąpiło społeczne przebudzenie, problem bezdomności był najbardziej wstrząsający. Dlatego samorządy, organizacje pozarządowe czy po prostu ludzie najszybciej się do tego zabrali. Forum na Rzecz Wychodzenia z Bezdomności jest na Pomorzu pierwszym przypadkiem zjednoczenia niemal wszystkich sił do rozwiązania problemu społecznego. W dużym stopniu udało się go rozwiązać, chociaż nie całkowicie. Z bezdomnością na pewnym poziomie zawsze będziemy się spotykać, bo zawsze będą osoby wybierające taki sposób życia. W takich przypadkach programy wychodzenia z bezdomności są nieskuteczne. Cała reszta, czyli ludzie korzystający z podanej ręki, odnajdują się i wracają do życia zawodowego oraz społecznego. To nie jest łatwe i nie następuje szybko, ale jest możliwe.
L.S.: Skoro udaje się z bezdomnością, to dlaczego w innych przypadkach nie?
E.K.: Udaje się. Zaczynamy te skuteczne sposoby przenosić na inne sfery życia społecznego. Kończymy pracę nad pomocą środowiskową dla osób z kryzysami psychicznymi. Mamy dwa ogniwa: jedno to poradnie, a drugie to dwa środowiskowe domy. Podobnie przedstawia się problem osób z chorobą Alzheimera i dementywnymi zmianami. Pamiętajmy jednak, że na efekty wychodzenia z bezdomności, które teraz mogą być wzorcem, intensywnie pracowaliśmy 12 lat.
L.S.: Przedstawiciele organizacji pozarządowych zwracają uwagę, że skończył się czas, kiedy szybko rosła liczba nowych stowarzyszeń, gdy pojawiało się wielu nowych ludzi. Czy samorządy nie powinny też dbać, by nie brakowało nowych osób?

Nie jestem zwolennikiem lawinowego powstawania nowych organizacji pozarządowych w sensie prawnym (…) Opowiadam się za tworzeniem jak największej liczby (…) grup aktywnych obywateli skupiających się na problemach w lokalnym środowisku.

E.K.: Nie jestem zwolennikiem lawinowego powstawania nowych organizacji pozarządowych w sensie prawnym, czyli zarejestrowanych, ze statutami itp. Opowiadam się za tworzeniem jak największej liczby grup samopomocowych, grup aktywnych obywateli skupiających się na problemach w lokalnym środowisku. W Powiatowej Strategii na Rzecz Zatrudnienia i Spójności Społecznej uznaliśmy, że liderzy mocniejszych organizacji pozarządowych będą w lokalnych środowiskach tworzyć partnerstwa. Na tej zasadzie powstały porozumienia w kilku dzielnicach, między innymi we Wrzeszczu, Stogach, Oruni. Dojrzalsi liderzy działających tam organizacji gromadzą wokół siebie grupy aktywnych obywateli. Zajmują się czasami bardzo prostymi sprawami – uporządkowaniem jakiegoś terenu, zorganizowaniem zajęć osobom w podeszłym wieku czy znalezieniem im miejsce na spotkania. Miasto, czyli samorząd, ma wesprzeć powstające partnerstwa. Trzeba im pomóc w organizacji, sprawach technicznych czy też materialnie. Program został już przygotowany i mam nadzieję, że zdobędziemy na ten projekt środki z Unii Europejskiej.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Twórzmy elastyczne standardy

Z Piotrem Olechem , sekretarzem Pomorskiego Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomności rozmawia Leszek Szmidtke , dziennikarz PPG i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Często spotykamy się z opinią, że z realizacją integracji społecznej lepiej radzą sobie organizacje pozarządowe niż urzędnicy państwowi oraz samorządowi. Chyba jednak jest to bardziej życzenie niż rzeczywistość. Dlaczego?

Werbalnie niemal wszyscy deklarują, że organizacje pozarządowe lepiej sobie radzą z różnymi zadaniami społecznymi. Kiedy jednak przychodzi do konkretów, działań i na przykład podpisywania kontraktów, jest inaczej.

Piotr Olech: Werbalnie niemal wszyscy deklarują, że organizacje pozarządowe lepiej sobie radzą z różnymi zadaniami społecznymi. Kiedy jednak przychodzi do konkretów, działań i na przykład podpisywania kontraktów, jest inaczej. Część problemów związanych z integracją społeczną, zwłaszcza z ochroną zdrowia, chorobami psychicznymi, osobami niepełnosprawnymi, ciągle jest zdominowana przez sektor publiczny. Tylko w kilku przypadkach organizacje społeczne odgrywają coraz większą rolę. Dobrym przykładem jest pomoc ludziom bezdomnym oraz pozostającym bez pracy. W obu przypadkach widać, że państwowe oraz samorządowe instytucje wyczerpały swoje możliwości i trzeba było szukać nowych rozwiązań. Problemem mogą być pieniądze potrzebne do skutecznego działania. Jeżeli gmina ma dostęp do znacznych środków, które pozwalają na realizację takich zadań społecznych, to widać niechęć do dzielenia się zadaniami i pieniędzmi .

L.S.: Skoro podział tych zadań w zasadzie ogranicza się do strony finansowej, to może należy je odpowiednio zdefiniować, ustandaryzować i wycenić?

Standaryzacja usług jest bardzo czasochłonna i kosztowna. Wymaga dużego zaangażowania i współpracy każdej ze stron.

P.O.: Standaryzacja usług jest bardzo czasochłonna i kosztowna. Wymaga dużego zaangażowania i współpracy każdej ze stron, czyli samorządów i organizacji pozarządowych. Brak standardów może być jedną z przyczyn pozbywania się przez gminy tych kłopotliwych dla nich obowiązków. Pomorskie Forum zrobiło to wspólnie z niektórymi gminami. Opracowanie standardów usług, które później będą wymagane zarówno w poszczególnych gminach, jak i na terenie całego województwa, musi uwzględnić wiele rzeczy. Szczególnie kiedy chcemy zajmować się bezdomnymi, musimy być do tego przygotowani. Trzeba mieć zarówno odpowiednie pomieszczenia, jak i ludzi. Od dziesięciu lat jako Pomorskie Forum na Rzecz Wychodzenia z Bezdomności pracujemy nad ustaleniem standardów. Co ważne, kiedy się już zacznie opracowywać je w noclegowni czy schronisku, to w zasadzie trzeba to robić cały czas .
L.S.: Ale chyba jakiś zestaw, który można zastosować po pewnych zmianach zarówno w Gdańsku, jak i w Kwidzynie, po tylu latach udało się wypracować?

Nie ma nic gorszego jak sztywny standard, który próbuje się stosować w każdym miejscu.

P.O.: Stworzyliśmy dwa ogólne standardy: minimum i optimum. Gminy, w zależności od zasobności portfela, jak i zrozumienia dla problemu bezdomności, poruszają się między tymi wersjami. Nie ma nic gorszego jak sztywny standard, który próbuje się stosować w każdym miejscu .
L.S.: Jak to wygląda? Czy oszacowano, ile kosztuje bezdomny?

Stworzyliśmy standardy dla ogrzewalni, tzw. niskoprogowych usług, noclegowni, no i dla schronisk. Następnym krokiem będzie opracowanie tego od strony finansowej.

P.O.: Nad kosztami musimy jeszcze popracować. Do tej pory zajmowaliśmy się opracowaniem standardów zatrudnienia, jakością usług, także standardami bytowymi – co powinno zostać zabezpieczone w danej placówce w ramach danej usługi. Ponieważ nie mogą być wszędzie takie same, stworzyliśmy standardy dla ogrzewalni, tzw. niskoprogowych usług, noclegowni, no i dla schronisk. Następnym krokiem będzie opracowanie tego od strony finansowej. Już zauważamy, że duże zróżnicowanie ekonomiczne w regionie komplikuje nam stworzenie takich standardów finansowych. Podobna usługa w Człuchowie i Gdańsku będzie różnie wyceniana. Kiedy już powstanie coś takiego, będzie nam dużo łatwiej szacować koszty różnych działań i pomysłów .
L.S.: O co pyta gmina, która do tej pory samodzielnie próbowała radzić sobie z bezdomnością, i czego od was oczekuje?
P.O.: Gminy, które szukają u nas pomocy, które zwracają się z propozycją zlecenia takich usług, zwykle wiedzą, jaka jest skala tego zjawiska. Czasami szukają też możliwości ulokowania swoich bezdomnych w innych miejscach.
L.S.: Czyli chcą się pozbyć problemu, i to dosłownie?

Małych gmin nie stać na tworzenie całego systemu. Łatwiej zakontraktować to w innym miejscu, tam gdzie już placówki dla bezdomnych istnieją.

P.O.: Ale nie zawsze należy odbierać to negatywnie. Małych gmin nie stać na tworzenie całego systemu. Łatwiej zakontraktować to w innym miejscu, tam gdzie placówki dla bezdomnych już istnieją. Dobrymi przykładami są powiaty malborski oraz kwidzyński. Dzieje się tam naprawdę sporo dobrego, ale jeżeli spojrzymy, kto te usługi dla bezdomnych realizuje, to mamy zarówno organizacje lokalne, jak i z Trójmiasta .
L.S.: Skoro gminy potrafią się porozumieć w gospodarce odpadami, to chyba w radzeniu sobie z bezdomnością także?
P.O.: W naszym sektorze nie przypominam sobie, by były przypadki współpracy kilku gmin, ale na przykład w powiecie malborskim kilka wiejskich gmin składa się na utrzymanie Centrum Integracji Społecznej.
L.S.: Czyli istnieje w przypadku bezdomności swoisty rynek i samorządy wiedząc, jaka jest skala tego zjawiska, rezerwują odpowiednie pieniądze i ogłaszają konkurs?

W dużych gminach w przypadku bezdomności istnieje swoisty rynek i samorządy wiedząc, jaka jest skala tego zjawiska, rezerwują odpowiednie pieniądze i ogłaszają konkurs.

P.O.: W dużych gminach tak to wygląda. Wcześniej została przeprowadzona diagnoza bezdomności i próbuje się zaangażować kogoś, kto zrobi to taniej i lepiej niż wcześniej działające instytucje. Ta istniejąca diagnoza jest jednak pewną barierą, bo wolimy sami się temu przyjrzeć i ocenić nie tylko pod względem ilościowym, ale też jakościowym skalę tego zjawiska. Ogranicza to nas także w innym miejscu: kiedy samorządy nie akceptują naszych propozycji, gdyż mają już gotowe recepty i szukają ich wykonawców. Kiedy organizacje mocno napierają, że jednak potrzebne są zmiany – tak jest właśnie w Gdańsku – samorząd zaczyna się zastanawiać i zwykle reaguje. Tylko że to zabiera wiele czasu. Dobrym przykładem jest choćby sytuacja, gdy w noclegowniach i schroniskach przebywa coraz więcej starszych osób. Trzeba wówczas przygotować inną ofertę. Potrzebna jest bardziej intensywna opieka pielęgniarska, lekarska. Organizacje pozarządowe zwracały uwagę na te zmiany i nowe potrzeby od lat. Samorządy dopiero teraz to zauważyły .
L.S.: Czy standardy, które wypracowaliście, które nadal są tworzone, ułatwiają współpracę z samorządami? Czy są uznawane przez władze i urzędników?

Jeżeli standardy powstają we współpracy, jeżeli jest przy ich tworzeniu jakiś kompromis, są uznawane przez urzędników.

P.O.: Jeżeli powstają we współpracy, jeżeli jest przy ich tworzeniu jakiś kompromis, to tak. W przypadku bezdomności w naszym województwie te standardy istnieją nawet bez tej części finansowej. Prawdopodobnie jako tzw. dobra praktyka zaczną funkcjonować w całej Polsce. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej obserwując to, co się dzieje w naszym województwie, przyznało, że warto to wprowadzić w innych regionach. Jednak my zebraliśmy tylko te, które są dobre i sprawdzają się na Pomorzu. Nie mamy pewności, czy okażą się skuteczne na Dolnym Śląsku czy Podkarpaciu .
L.S.: Czy miastom takim jak Gdańsk lub Gdynia łatwiej opiekować się bezdomnymi niż mniejszym gminom?

Zwyciężył pragmatyzm, gdyż urzędnicy zobaczyli, ile kosztuje dotychczasowa opieka nad bezdomnymi i że usługi proponowane przez nas są tańsze oraz lepszej jakości.

P.O.: Łatwiej o tyle, że duże miasta przekazały te zadania właśnie organizacjom pozarządowym. Zwyciężył pragmatyzm, gdyż urzędnicy zobaczyli, ile kosztuje dotychczasowa opieka nad bezdomnymi i że usługi proponowane przez nas są tańsze oraz lepszej jakości. Oczywiście zadaniem samorządów jest nie tylko wykładanie pieniędzy, ale też monitorowanie i kontrolowanie pracy różnych stowarzyszeń .
L.S.: Czy waszym śladem pójdą inni zajmujący się ludźmi starszymi, niepełnosprawnymi? Czy tam również powstają standardy, które ułatwiają współpracę?

Coraz więcej zadań z zakresu bezrobocia przejmuje sektor niepubliczny. (…) wszyscy chyba dojrzeliśmy do przekazywania tych zadań oraz kompetencji w dół, ludziom z pomysłami.

P.O.: Rzeczywiście to się zmienia i chyba najlepszym przykładem jest bezrobocie. Jeszcze kilka lat temu pełnię władzy posiadały różne urzędy oraz instytucje państwowe i samorządowe. Teraz coraz więcej zadań przejmuje sektor niepubliczny. Oczywiście zmiany na rynku pracy mają w tym przypadku ogromne znaczenie, ale też wszyscy chyba dojrzeliśmy do przekazywania tych zadań oraz kompetencji w dół, ludziom z pomysłami. Nie wiem dlaczego, ale na mniejszą skalę te zadania są przekazywane w przypadku osób niepełnosprawnych czy szeroko rozumianej opieki zdrowotnej .
L.S.: Jednak w przypadku opieki zdrowotnej czy nawet opieki nad ludźmi starszymi czasami trudno powiedzieć, gdzie jest granica między działalnością komercyjną a non profit.
P.O.: To często podnoszony problem: na ile organizacja zajmująca się na przykład opieką nad ludźmi starszymi przeznacza wszystkie swoje dochody na prowadzenie działalności statutowej i de facto rozwijanie swej misyjnej działalności, a na ile jest nastawiona na zysk i bogaci się. Organizacje pożytku publicznego po prostu muszą swoje zyski przeznaczać na cele społeczne. Jest natomiast pewna nieufność wobec organizacji tego typu, które zarabiają na swojej pracy.
L.S.: Samorządy, stojąc przed koniecznością szukania oszczędności i zwiększania zakresu oferowanych usług związanych z integracją społeczną, powinny poszukiwać nowych rozwiązań, być otwarte na nowe propozycje. Tyle teoria. A jak jest w praktyce?

Innowacyjne rozwiązania są wdrażane już od kilku lat. Przykładem są streetworkerzy, asystenci, różne kompleksowe projekty. Jednak są też negatywne przykłady, choćby brak rozwiązań związanych z mieszkaniami.

P.O.: Różnie. Innowacyjne rozwiązania są wdrażane już od kilku lat. Przykładem są streetworkerzy, asystenci, różne kompleksowe projekty. Jednak są też negatywne przykłady, choćby brak rozwiązań związanych z mieszkaniami. Wiele osób mogłoby zostać przeniesionych z ośrodków do mieszkań wspieranych. Jest to ekonomicznie bardziej opłacalne rozwiązanie, dające też lepsze skutki w resocjalizacji. Niestety z niezrozumiałych dla mnie powodów samorządy nie decydują się na taki krok. W Polsce 6 milionów ludzi żyje w warunkach zagrożenia bezdomnością, bez ciepłej wody, ogrzewania .
L.S.: Skoro tak trudno się przebić z nowymi pomysłami, to jak wygląda dialog między organizacjami i samorządami?

Wśród decydentów dominuje postawa, by problem załatwić od ręki, jak najtaniej i najmniej skomplikowanie.

P.O.: Kolejny raz będę mówił o dużym zróżnicowaniu, bo zdarza się, że po jednej, dwóch rozmowach ogłaszane są konkursy i powstają nowe, dobre rozwiązania. Niestety są też przykłady długiego przebijania się do świadomości decydentów. Czasami trwa to latami. Dominuje postawa, by problem załatwić od ręki, jak najtaniej i najmniej skomplikowanie. Łatwiej gminie zlecić organizacji pozarządowej prowadzenie schroniska czy nawet jakiegoś hotelu, który zostanie przekształcony na mieszkania socjalne, niż te mieszkania znaleźć w różnych miejscach i tam ulokować osoby zagrożone bezdomnością. Tworzenie osiedli socjalnych nie jest dobrym rozwiązaniem, powstają getta. Można jednak inaczej, a doskonałym przykładem jest Gdynia. Planuje się rozwiązywanie problemów społecznych nie tylko w sensie integracji, ale także myśli się o interwencji czy profilaktyce. Niestety są też przypadki samorządów w naszym województwie, którym zależy tylko na spełnieniu ustawowego obowiązku, czyli zapewnieniu schronienia, posiłków i odzieży. Nie myśli się o programach integracyjnych, dzięki którym ludzie mogą wychodzić z bezdomności, ani o profilaktyce. Takie samorządy kręcą się w kółko. Tymczasem trzeba starać się zapobiegać, by ludzie nie trafiali do schronisk. A jeżeli już się tam znajdą, to jak najszybciej przywrócić ich do normalnego życia .
L.S.: Działalność, o której mówimy, w znaczącym stopniu opiera się na tkance społecznej. Po prostu ludzie muszą być społecznikami, chcieć wychodzić na zewnątrz, nie zamykać się w czterech ścianach, chcieć pomagać innym. Czy samorządy ten związek rozumieją i wspierają takie postawy?

W interesie organizacji pozarządowych (…) jest stymulowanie zainteresowania, edukacja społeczności lokalnych. Politycy mniej słuchają takich organizacji, a bardziej opinii publicznej.

P.O.: Bardzo różnie się zachowują nasze samorządy. Są takie, które stymulują postawy prospołecznikowskie. Inne nie widzą potrzeby angażowania się w taką działalność. Nie zachęcają ludzi do tego, żeby sami rozwiązywali swoje problemy, tworzyli organizacje pozarządowe. Gdańsk, Gdynia, Sopot są dobrymi przykładami. Coraz częściej obserwuję takie działania w Słupsku. Również w powiatach kwidzyńskim oraz sztumskim powstają nowe organizacje i samorządy je stymulują. Michał Guć, wiceprezydent Gdyni, na niedawnej konferencji poświęconej ekonomii społecznej mówił o Polsce A i B. W Polsce B samorządom nie zależy na tworzeniu organizacji pożytku publicznego, na przejmowaniu tych zadań. Nie zależy im na aktywnej postawie obywateli, na tym, by sami rozwiązywali jak najwięcej problemów. W interesie organizacji pozarządowych, które zajmują się integracją społeczną, jest stymulowanie zainteresowania, edukacja społeczności lokalnych. Politycy mniej słuchają takich organizacji, a bardziej opinii publicznej. Nie mówię już o znaczeniu mediów w tym przekazie. Dlatego sektorowi niepublicznemu powinno bardzo zależeć na edukacji, na kształtowaniu właściwych postaw ludzi.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pomorskie doświadczenia w budowaniu współpracy

Potencjał trzeciego sektora na Pomorzu
Sektor pozarządowy w województwie pomorskim jest jednym z najliczniejszych i najbardziej dojrzałych w Polsce. Zgodnie z REGON na terenie województwa zarejestrowanych jest ponad 4 tys. organizacji. Wskaźnik nasycenia aktywnością obywatelską w strukturach NGOs, czyli liczba organizacji na 10 tys. mieszkańców, wynosi 18. Wyższy wskaźnik jest tylko na Mazowszu, ale tam zasadniczy wpływ na jego wartość ma Warszawa, w której zarejestrowano większość organizacji ogólnopolskich. W Pomorskiem mamy wyższy niż średni poziom zatrudnienia w organizacjach. W III sektorze na stałe pracę znalazło ponad 8 tys. osób. Także samodzielność finansowa pomorskich organizacji jest większa, gdyż znaczny ich procent prowadzi działalność zarobkową .

Pomorskie sercem trzeciego sektora w Polsce.

Tutaj też powstało kilka ważnych inicjatyw, które wzbogaciły polski sektor pozarządowy. Można do nich z pewnością zaliczyć gdański lub gdyński model współpracy NGOs z administracją publiczną. Również pierwsza edycja niezwykle popularnych obecnie spotkań organizacji pozarządowych, tzw. FIP (Forum Inicjatyw Pozarządowych), miała miejsce w Gdańsku w 1994 roku, a „Bursztynowy Mieczyk” jest najstarszą nagrodą ustanowioną przez wojewodę i marszałka województwa przyznawaną najlepszym organizacjom pozarządowym. Do tej pory otrzymało ją ponad 50 pomorskich organizacji .
Współpraca NGOs z administracją publiczną

Rady organizacji pozarządowych – poważny partner samorządów lokalnych w tworzeniu polityki rozwoju.

Uruchomiony w 2002 roku proces budowania lokalnych reprezentacji III sektora po kilku latach zaowocował powstaniem Rad Organizacji Pozarządowych w kilkunastu powiatach oraz Pomorskiej Rady Organizacji Pozarządowych na poziomie województwa. Spowodowało to, że rozproszone do tej pory organizacje uzyskały swoje przedstawicielstwo, co w konsekwencji pozwoliło w bardziej zorganizowany i skuteczny sposób reprezentować interesy sektora. Proces ten z jednej strony spowodował większą mobilizację liderów lokalnych zabiegających o wejście do ciał przedstawicielskich, z drugiej zwiększył gotowość władz lokalnych do podejmowania konsultacji i negocjacji z radami posiadającymi autentyczny mandat społeczny. Mimo różnego rodzaju utrudnień, prób manipulacji i wywierania nacisku na powstające rady trzeba przyznać, że wzmocniły one pozycję NGOs i dały samorządom lokalnym poważnego partnera w tworzeniu polityki rozwoju lokalnego. W niektórych miejscach powstanie reprezentacji NGOs spowodowało powołanie wspólnych ciał konsultacyjno-doradczych. Na przykład w Gdańsku prezydent Adamowicz powołał Gdańską Radę Działalności Pożytku Publicznego, a marszałek Kozłowski – Pomorską Radę Działalności Pożytku Publicznego. Mają one zasadniczy wpływ na kształt wzajemnych relacji pozarządowo-samorządowych i mogą poszczycić się sporymi osiągnięciami w ich budowaniu .
Od wejścia w życie nowych regulacji ustawowych w 2004 roku w dużej mierze o wzajemnych relacjach władzy lokalnej i NGOs decydują zapisy rocznych programów współpracy, które są obligatoryjnym elementem systemu i muszą być corocznie uchwalane przez organy uchwałodawcze na każdym szczeblu samorządu terytorialnego. Po blisko pięciu latach obowiązywania ww. ustawy około 80% samorządów przygotowuje takie programy, choć ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Programy te są najczęściej biurokratycznym opisem raczej mniej niż bardziej precyzyjnie określonych sfer aktywności, w których samorząd próbuje przerzucić realizację zadań własnych na organizacje, wykorzystując zazwyczaj ich niższe koszty funkcjonowania (wolontariusze, dorywczo prowadzona księgowość, niewielkie koszty eksploatacyjne, często związane z niskim standardem siedzib czy biur, itp.).
Dość rzadko do opracowania lokalnych programów współpracy zapraszani są przedstawiciele organizacji pozarządowych. Ich udział w świetle ustawy nie jest obowiązkowy i zależy od poziomu zaufania i kultury współpracy w danej społeczności. Programy te mogą i powinny stanowić podstawę kształtowania i realizacji polityki wobec najaktywniejszych, zaangażowanych w działania NGOs. Powinny określać zakres i poziom oraz metody wykorzystania potencjału III sektora w realizacji zadań na rzecz lokalnej społeczności. Oczywiście programy te, poza strategią włączenia NGOs w główny nurt realizacji zadań publicznych, powinny też zawierać strategie rozwoju sektora obywatelskiego, tak aby mógł on stale wzmacniać swój potencjał finansowy, organizacyjny oraz profesjonalizm działania, zwiększając możliwości realizacji zadań publicznych.

Programy współpracy „są najczęściej biurokratycznym opisem (…) określonych sfer aktywności, w których samorząd próbuje przerzucić realizację zadań własnych na NGOs”.

W myśl konstytucyjnej zasady pomocniczości samorządy powinny stale szukać możliwości zwiększenia udziału NGOs w zaspokajaniu potrzeb mieszkańców. To na nich spoczywa ten obowiązek, również one odpowiadają za wydatkowanie środków z budżetu miasta, gminy czy województwa. Aby realizować zadania własne i prawidłowo, gospodarnie dysponować środkami, należy określić standardy usług, które JST chce zaoferować mieszkańcom – zarówno kiedy usługi te dostarczane są przez instytucje i placówki podległe administracji, jak i wtedy, gdy ich realizacja zlecana jest podmiotom zewnętrznym .

Jaki model określania standardów?

„Standard jako kategoria zarządzania jakością powinien w najbliższym czasie stanowić istotny element regulujący zachowania podmiotów na rynku usług społecznych”.

Standard jako kategoria zarządzania jakością powinien w najbliższym czasie stanowić istotny element regulujący zachowania podmiotów na rynku usług społecznych. Opracowana w Fundacji Regionalne Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych metoda określania standardów usług zakłada szeroki udział przedstawicieli wszystkich instytucji, które mogą z daną usługą mieć coś wspólnego (interesariusze). Metoda ta ma charakter partycypacyjny i okazała się bardzo przydatna przy porządkowaniu sfery zadań realizowanych przez NGOs. Oczywiście dotyczy to nie tylko działań organizacji pozarządowych, jednak to prawie wyłącznie one podejmują wysiłek tworzenia standardów tam, gdzie nie jest to nakazane prawem. Standard powinien być przygotowywany w dwóch wariantach: jako standard minimalny i rekomendowany (optymalny) .

Standard minimalny i rekomendowany.

Standard minimalny to akceptowany zestaw norm i procedur, które na danym poziomie rozwoju cywilizacyjnego i ekonomicznego są niezbędne do prawidłowej realizacji zadania/usługi. Zejście poniżej standardu minimalnego jest nieakceptowane społecznie i nie gwarantuje osiągnięcia celu założonego zadania/usługi. Na przykład zbytnie zagęszczenie w schronisku dla bezdomnych uniemożliwia pracę socjalną i psychologiczną, mającą na celu pomoc w wychodzeniu z bezdomności. Natomiast standard optymalny – rekomendowany – to taki zestaw norm i procedur, które dają szansę na osiągnięcie najlepszych z możliwych efektów przy realizacji założonego zadania/usługi, przy akceptacji krańcowej wysokości kosztów. Przekroczenie „w górę” standardu rekomendowanego pociąga za sobą nieuzasadniony społecznie wzrost kosztów .

„Standaryzacją mogą i powinny być objęte wszystkie rodzaje zadań/usług”.

Standaryzacją mogą i powinny być objęte wszystkie rodzaje zadań/usług. Mogą to być usługi świadczone stale, dzień po dniu, np. usługi opiekuńcze, rehabilitacyjne czy poradnicze. Może to być także funkcjonowanie stałej placówki edukacyjnej, wystawienniczej lub prowadzącej dożywianie. A ponadto: szkolenia, które odbywają się cyklicznie lub jednorazowo, imprezy kulturalne, festyny, koncerty organizowane raz na jakiś czas. Oczywiście sfera (sport, kultura, pomoc społeczna, ekologia) oraz charakter danego przedsięwzięcia (turniej podwórkowy, spektakl teatru ulicznego, usługi opiekuńcze, edukacja ekologiczna) determinują poszczególne elementy zadania, ale nie zwalnia to z konieczności podjęcia wysiłku zmierzającego do wypracowania standardu jego realizacji .

Standaryzacja pomaga zintegrować środowisko i rozpoznać jego potencjał.

Standardy nie są tworzone raz na zawsze. Są dynamiczne i ulegają weryfikacji wraz ze zmianami w funkcjonowaniu i zamożności danej społeczności. Dlatego partycypacyjne metody budowania standardów, zbierające w jednym miejscu i czasie większość wiedzy i doświadczeń wynikających z dotychczasowej praktyki, wydają się najbardziej akceptowane i efektywne. Poza samym opisem standardu można osiągnąć dobre rozpoznanie potencjału, jakim dysponuje środowisko lokalne, a dodatkowo – co staje się wartością autoteliczną – następuje integracja środowiska osób i różnorodnych instytucji odpowiedzialnych za daną sferę życia. Opracowanie standardów prowadzi ponadto, a może przede wszystkim, do wyższej jakości usług społecznych .
Jaki model realizowania usług społecznych?
Jedną z podstawowych form współpracy pomiędzy administracją samorządową a organizacjami pozarządowymi zapisaną w ustawie jest zlecanie zadań. Oczywiście, zlecanie to może dotyczyć zadań własnych odpowiedniego szczebla samorządu, tzn. musi zaspokajać potrzeby zbiorowe mieszkańców i nie może być zastrzeżone prawnie w kompetencjach innej struktury. Katalog tych zadań może być bardzo szeroki, gdyż zależy od otwartości samorządu na potrzeby mieszkańców. Zlecanie zadań może być realizowane w dwóch formach: wspierania i powierzania realizacji zadań podejmowanych przez podmioty niezaliczone do sektora finansów publicznych.

Wspieranie realizacji zadań – model jednostkowy, interwencyjny lub testujący.

Wspieranie zakłada częściowe dofinansowanie usługi/zadania podejmowanego przez NGOs. Odnosić się powinno do zadań, które realizowane są jednostkowo, mają charakter interwencyjny lub testują nowe rozwiązanie i oryginalną metodę pracy. Krótko mówiąc, powinno być nastawione raczej na podtrzymywanie aktywności obywatelskiej i/lub promowanie innowacyjnych rozwiązań .

Niewykorzystany potencjał konkursów grantowych.

W tym wypadku konkurs grantowy, który jest podstawą przydzielania (zawsze ograniczonych) środków, to wyśmienite narzędzie do odkrywania niezaspokojonych potrzeb w danym środowisku. Nie tylko wskazuje na braki w systemie usług, ale również daje obraz gotowego do wykorzystania potencjału i określenie metodologii realizacji tych zadań wraz ze wskazaniem źródeł częściowego finansowania. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że ten aspekt konkursów, wymagających dużego nakładu pracy, jest zupełnie niewykorzystany. O ile projekty, które otrzymały dofinansowanie, są wnikliwie rozpracowywane przy przygotowaniu umów, a następnie kontrolowane w trakcie i po ich realizacji, to te, które dofinansowania nie uzyskały (najczęściej z braku wystarczających środków), nie są już analizowane ani poważnie brane pod uwagę przy kształtowaniu polityki i określaniu zadań w następnym okresie. Wydaje się, że jest to podwójna strata. Z jednej strony nie korzystamy z bardzo konkretnej i specyficznej wiedzy, z drugiej pozwalamy na marnotrawstwo energii dużej rzeszy ludzi zaangażowanych w przygotowanie projektów. Bardzo wyraźnie widać to zjawisko również przy konkursach prowadzonych przez Instytucje Pośredniczące (IP) na zadania z funduszy europejskich, w szczególności Europejskiego Funduszu Społecznego .

Powierzanie realizacji zadań – model dla organizacji sprawnych merytorycznie i instytucjonalnie.

Powierzanie natomiast dotyczyć powinno usług/zadań mających charakter stały lub wieloletni. Powinny one być dobrze określone, tzn. wystandaryzowane. Przy powierzeniu zakłada się pełne finansowanie danej usługi/zadania. Realizacja tego typu zadań/usług powinna być zlecana organizacjom mającym duże doświadczenie w działaniach w tym zakresie, dobrze przygotowanym zarówno pod względem merytorycznym, jak i instytucjonalnym. System kontraktowania usług jest u nas jeszcze bardzo słaby. Od dysponentów środków publicznych wymaga dobrego rozeznania rynku, umiejętności oceny potrzeb i gotowości do udziału w procesie standaryzacji oraz odwagi i zaufania do potencjalnych realizatorów. Od organizacji wymaga przełamania własnej słabości instytucjonalnej, dużego zainwestowania w stałe kadry oraz poprawy sprawności organizacyjnej i gotowości do zderzenia z biurokratyczną rzeczywistością urzędów, a także odrzucenia egoizmu działania uznającego wyłącznie własne, wypracowane w przeszłości metody. Udział w budowaniu wspólnego dla całej społeczności standardu i gotowość zastosowania go przy realizacji zleconej usługi/zadania dla dużej części organizacji jest nadal bardzo trudny, dlatego nie mamy nadmiaru NGOs w pełni przygotowanych do systemu kontraktowania .
Ciekawy w tym kontekście wydaje się również system akredytacji przy realizacji niektórych specyficznych usług/zadań, zwłaszcza tych o bardzo wysokim poziomie złożoności i stopniu profesjonalizacji. System ten zastosowany został m.in. przy tworzeniu Regionalnych Ośrodków Europejskiego Funduszu Społecznego (ROEFS).
Poniższy schemat przedstawia zależność pomiędzy potencjałem NGOs a możliwością wprowadzenia systemu szerokiej kontraktacji usług/zadań.
Rysunek 1. Przejmowanie zadań publicznych przez organizacje pozarządowe.

boczon_r1

Źródło: Opracowanie własne.

Partnerstwa – najbardziej efektywna forma współpracy między sektorami
Najpełniejszą i najbardziej efektywną formą współpracy międzysektorowej jest partnerstwo. Może ono mieć charakter zadaniowy, to tzw. partnerstwo projektowe. Tego typu partnerstwa powstają już dość często. Dzięki nim partnerzy skuteczniej ubiegają się o środki na realizację wspólnych przedsięwzięć. Szczególną rolę mogą odegrać tzw. partnerstwa lokalne czy terytorialne. Mają one charakter strategiczny i wymagają znacznego zaangażowania zainteresowanych taką współpracą instytucji. Partnerstwa takie nie zastępują władz lokalnych w pełnieniu ich funkcji, ale skutecznie potrafią oddziaływać na kształt lokalnej polityki i realizację ważnych z punktu widzenia społeczności lokalnej zadań.
Ponad półtora roku temu w naszym województwie został zainicjowany proces budowania partnerstw powiatowych w ramach przygotowań do realizacji zadań Strategii na Rzecz Zatrudnienia i Spójności Społecznej ze wsparciem z EFS. Jest to ewenement w skali kraju, aby mechanizm racjonalizacji działania w sferze społecznej opierać na lokalnych partnerstwach. Mimo wielu trudności ma on ogromne znaczenie – w poszczególnych powiatach pomaga brać sprawy w swoje ręce. I choć tworzenie partnerstw strategicznych napotyka liczne bariery, to widać wyraźnie, że w wielu środowiskach lokalnych obudziło chęć współdecydowania o kierunkach rozwoju i charakterze projektów realizowanych na terenie poszczególnych powiatów.

„…choć tworzenie partnerstw strategicznych napotyka liczne bariery, to widać wyraźnie, że w wielu środowiskach lokalnych obudziło chęć współdecydowania o kierunkach rozwoju i charakterze projektów realizowanych na terenie poszczególnych powiatów”.

Bardzo dobre efekty przyniosły projekty IW Equal i Partner Plus. W wyniku ich realizacji powstało wiele wartościowych inicjatyw i stałych struktur partnerskich. Nie ma już wątpliwości, czy je tworzyć, dyskutuje się tylko, jak to robić, aby skutecznie oddziaływać na rzeczywistość. W chwili obecnej można mówić o zdecydowanie za małym udziale NGOs. Utworzone i wzmacniające swą pozycję Powiatowe Rady Organizacji Pozarządowych jako jeden ze swych priorytetów uznały pobudzenie aktywności i wzmocnienie pozycji NGOs w ramach tych partnerstw. Partnerstwom tym trzeba dać również konkretne uprawnienia i narzędzia, aby ich wielka aktywność i energia nie zostały zmarnowane .

„Województwo pomorskie buduje swą siłę na obywatelskim potencjale. Wszelkie badania potwierdzają, że jest to kapitał o najwyższym poziomie rentowności”.

Województwo pomorskie buduje swą siłę na obywatelskim potencjale. Wszelkie badania potwierdzają, że jest to kapitał o najwyższym poziomie rentowności. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że droga ta, choć trudna i wymagająca stałego zaangażowania wielu podmiotów, procentuje aktywnością i innowacyjnością, przynajmniej w sferze społecznej. To tworzy podstawy do prawdziwej modernizacji, a co za tym idzie, podniesienia jakości życia obywateli.

Skip to content