Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Polityka rynku pracy – historia choroby

Objawy

Pierwsze niepokojące, zewnętrzne objawy pojawiły się stosunkowo niedawno, w roku 2004, kiedy jedną z konsekwencji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej stało się otwarcie rynków pracy niektórych państw członkowskich. Nagle okazało się, że pomimo kilkunastoprocentowego, a często kilkudziesięcioprocentowego bezrobocia, pomimo dramatycznie niskiego wskaźnika zatrudnienia występuje zjawisko braku rąk do pracy. Co więcej, nie dotyczy to tylko dobrze wyszkolonych specjalistów, ale i pracowników, wobec których na wstępie nie wymaga się żadnych kwalifikacji poza motywacją do pracy. Przez kilkanaście lat, od 1990 roku choroba rozwijała się bezobjawowo. Symptomy dysfunkcji sygnalizowane przez pracodawców były lekceważone. Dzisiaj zespół chorobowy wykazuje następujące cechy: • najniższy w UE-25 poziom zatrudnienia (w 2005 roku w Polsce pracowało zaledwie 12 890 tysięcy osób [1]),

– łączne wydatki Funduszu Pracy w latach 1990-2006 wyniosły ponad 100 miliardów złotych,

– najwyższa w UE-25 stopa bezrobocia,

– najwyższy w OECD koszt rent (3,98% PKB),

– niska średnia wieku przechodzenia na emeryturę (57 lat),

– niski wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych (13%),

– wysoki udział długotrwale bezrobotnych i osób z grup szczególnego ryzyka,

– ukryte bezrobocie na wsi,

– bezrobocie młodzieży,

– niski wskaźnik kształcenia ustawicznego (UE – 9,9%, PL – 5,5%),

– drenaż mózgów,

– niski poziom zdolności do zatrudnienia.

Przyczyny choroby – próba diagnozy

Analiza przyczyn obecnej zapaści polskiego rynku pracy musi być przeprowadzona wielowymiarowo. Poszukiwać należy w obszarze założeń systemowych, predyspozycjach sprzyjających powstaniu choroby, innych obszarach polityki państwa, jak również w warunkach zewnętrznych.

Naturalną konsekwencją wprowadzenia radykalnych reform ekonomicznych na początku lat dziewięćdziesiątych były zwolnienia grupowe. Konieczne było więc podjęcie działań osłonowych wobec osób tracących bezpieczeństwo socjalne. Przyjęto jednak błędne założenia. Pierwszym z nich było niedoszacowanie skali syndromu wyuczonej bezradności, wynikającego z życia w systemie totalitarnym i uzależnienia od państwa. Drugim była błędna ocena, iż bezrobocie dotknie 50-70 tysięcy osób. Lawina narastającego bezrobocia szybko wymknęła się spod kontroli. Trzecim błędem było przekonanie, że szok związany z transformacją będzie krótkotrwały, że „niewidzialna ręka rynku” przyniesie dobrobyt całemu społeczeństwu. Praktyka pokazała, że jest wręcz przeciwnie. Czwartym błędem było założenie, że państwo, a ściślej mówiąc rząd, najlepiej poradzi sobie z problemami społecznymi, tworząc centralnie sterowane systemy instytucji, których funkcjonowanie jest ściśle regulowane, a które to systemy finansowane są z podatków. Zapomniano przy tym o konieczności wprowadzenia obiektywnych wskaźników skuteczności działania tych instytucji. Piątym błędem był podział polityki na sektory. Bariery pomiędzy edukacją, polityką rynku pracy, pomocą społeczną, integracją osób niepełnosprawnych zostały wyznaczone od najwyższego do najniższego szczebla. Doszło do paradoksalnej sytuacji, w której nawet w obrębie jednego ministerstwa nie można było prowadzić zintegrowanej polityki. Dramatem jest niedostosowanie oferty edukacyjnej do potrzeb pracodawców. W tej sytuacji wbrew deklaracjom o „dawaniu wędki” zafundowano społeczeństwu „rybę”. Pozostawienie sporej części społeczeństwa samej sobie, na zasiłku, bez stworzenia możliwości zatrudnienia stało się pierwszym krokiem postępującej degradacji, czego przykładem jest sytuacja na terenach postpegeerowskich. Zabrakło koncepcji sprzyjających inwestowaniu na tych obszarach, podtrzymaniu zatrudnienia, chociażby o charakterze socjalnym, zabrakło wyobraźni, co do dramatycznych skutków długotrwałego bezrobocia.

Dynamiczny wzrost stopy bezrobocia i związane z tym napięcia społeczne w latach dziewięćdziesiątych stały się przyczyną działań kolejnych rządów mających na celu redukcję bezrobocia. Najczęściej działania te były obliczone na krótką metę, a ich podstawą nie były analizy ekonomiczno-społeczne. Do tych działań należały chociażby takie jak: zmiana kryteriów uprawniających do zasiłków, co spowodowało „przesunięcie” bezrobocia do obszaru pomocy społecznej, bezkrytyczne „wypychanie” w pełni sprawnych pracowników na wcześniejsze emerytury, nieszczelny system przyznawania rent z tytułu niezdolności do pracy. W latach 2003-2005 w województwie pomorskim nastąpił sześciokrotny wzrost kwoty wypłaconej przez ośrodki pomocy społecznej na zasiłki z tytułu bezrobocia.

Istota choroby tkwi w systemie finansowania, a ściślej mówiąc mechanizmie redystrybucji. Państwo ściąga z przedsiębiorców i innych podatników cały zespół haraczy. W tym procesie są generowane wysokie koszty związane z poborem i redystrybucją.

Dla przykładu plan Funduszu Pracy na rok 2007 zawiera następujące pozycje:

– przychód 7 565 mln złotych,

– koszt poboru składki 34 mln złotych,

– koszt wysyłki zawiadomień, wezwań związanych z zasiłkami i świadczeniami 57 mln złotych,

– koszt poradnictwa zawodowego, wyposażenia klubów pracy 49,6 mln złotych.

Do tego dochodzi nietrafność przeznaczenia tych środków, sztywność, brak zdolności do reagowania na zmieniająca się sytuację. Znaczna część tych środków przeznaczona jest na zasiłki, do których uprawnionych jest zaledwie 13,5% bezrobotnych. Państwo jest zobowiązane wypłacić zasiłki i zapewnić opłacenie składki na ubezpieczenie zdrowotne wszystkim uprawnionym. Środków na zasiłki nie wolno przeznaczać na inne cele, chociażby na zatrudnienie. Doszło do paradoksalnej sytuacji, w której środki, które powiat musi wydać na zasiłki dla bezrobotnych, wielokrotnie przekraczają kwoty; które w tym samym powiecie przeznaczyć można na inwestycje i rozwój. Powiat, który otrzymuje te środki nie jest zatem zainteresowany spadkiem stopy bezrobocia, bo wraz z tym spadają realne dochody. Co więcej, środki przeznaczone na tak zwane aktywne formy walki z bezrobociem dzielone są według algorytmu, który „karze” województwa i powiaty, w których bezrobocie spada. Im mniej bezrobotnych, tym mniej środków z algorytmu. Gwoździem do trumny jest powiązanie środków na wynagrodzenia pracowników urzędów pracy z owym algorytmem. Im mniej bezrobotnych i co za tym idzie środków na aktywne formy walki z bezrobociem, tym mniej środków na wynagrodzenia. Ten sam mechanizm został zastosowany w algorytmie dotyczącym dochodów samorządów województw. Efekt jest taki, najprościej mówiąc: im mniej bezrobotnych, tym mniej środków na rozwój! Trudno sobie wyobrazić bardziej patologiczny mechanizm.

Bezrobotny, któremu urząd pracy zapewnia ubezpieczenie zdrowotne i zasiłek, nie jest zainteresowany zatrudnieniem. Łatwo policzyć dlaczego. Wysokość zasiłku nie odbiega od najniższego wynagrodzenia, a koszty związane z zatrudnieniem są istotne. Ubranie, buty, dojazd, przedszkole dla dzieci – kosztują, a do tego trzeba jeszcze pracować. W momencie utraty prawa do zasiłku wypłacanego przez urzędy pracy można uzyskać zasiłek okresowy z tytułu bezrobocia w ośrodku pomocy społecznej. Te środki również pochodzą z redystrybucji. Ich również nie wolno wydać na inne cele. Wójt, burmistrz nie ma zatem żadnej motywacji do redukcji ilości i wysokości zasiłków. Im mniej wyda, tym mniej dostanie w przyszłym roku.

Choroba ta wywołuje „przerzuty” na inne, życiowe funkcje organizmu państwa. Rozwija się strefa nielegalnego zatrudnienia. Przedsiębiorcy, którzy zatrudniają legalnie pracowników, nie są często w stanie znieść konkurencji ze strony tych, którzy nie ponoszą pozapłacowych kosztów pracy, nie są nękani przepisami, kontrolami i biurokracją. Przenoszą się w szarą strefę, wyprowadzają firmy za granicę lub bankrutują. Kolejny przerzut dotyczy systemu emerytalnego. Bezrobotni, którzy nie opłacają składek, stanowią bombę z opóźnionym zapłonem. Mieszanka wybuchowa złożona z zadłużenia ZUS, braku składek, zmian demograficznych oraz nieuchronnego spadku tempa wzrostu gospodarczego może spowodować krach systemu emerytalnego. To samo dotyczy ubezpieczenia zdrowotnego. Koszty ekonomiczne tego mechanizmu autodestrukcji nie są jedyne, a być może nawet nie najważniejsze. Z pozostawaniem na długotrwałym bezrobociu wiąże się utrata godności, rozpad więzi rodzinnych i społecznych, potem pojawiają się postawy roszczeniowe, redukcja potrzeb i aspiracji, zatrzymanie w rozwoju, a nawet regres. Kolejne pokolenia wychowywane w rodzinach, w których życie na cudzy koszt jest normą, nie widzą wartości w pracy, nie uważają, że jest to sposób na utrzymanie się, dobrobyt. Jednak widzą wokół siebie kolorowy świat dóbr materialnych. Jeżeli nie praca, uczciwie zarobione pieniądze są sposobem na wejście w ich posiadanie, to jakich zachowań możemy się spodziewać?

Rozwijając się przez siedemnaście lat, choroba wytworzyła cały szereg mechanizmów odporności na terapię. Bronić jej będą bezrobotni, dla których każda zmiana może oznaczać utratę status quo, bronić jej będą pracownicy urzędów pracy i pomocy społecznej, bronić też będą rządy, które „zapędziły się” w populizmie i nie są w stanie powiedzieć „stop”. Jedynymi zainteresowanymi zmianą mogą być przedsiębiorcy i podatnicy, którzy opłacają ten mechanizm utrwalania bezrobocia. Ale oni są jeszcze za słabi. Zbyt niski poziom świadomości co do mechanizmów funkcjonowania państwa, oddalenie ośrodka decyzyjnego od zwykłego podatnika, brak zainteresowania mediów tego rodzaju tematami, mała skuteczność organizacji pracodawców, to przejawy tej słabości. Paradoksalna jest sytuacja, w której sięgamy po wsparcie funduszy unijnych na wzrost zatrudnienia i spójności społecznej, a z własnych podatków przeznaczamy znacznie większe środki na utrwalanie bezrobocia.

Rozpoznanie może być tylko jedno: nowotwór złośliwy z rozległymi przerzutami, pożerający swojego żywiciela. Rokowanie

Bez natychmiastowej, szokowej terapii czeka nas kryzys finansów publicznych, załamanie systemów emerytalnych, rentowych, opieki zdrowotnej oraz rewolucja milionów ludzi żyjących dziś na cudzy koszt, którym pewnego dnia rząd nie zapewni utrzymania. Grozi nam zmarnowanie rozwijającej się gospodarki oraz wsparcia z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Konieczna terapia

Warunkiem powodzenia terapii jest jednoczesne, zintegrowane i kompleksowe zastosowanie szeregu instrumentów. Pierwszym z nich jest redukcja pozapłacowych kosztów zatrudnienia pracownika. Dotyczy to zarówno wysokości składek, podatków, jak i utrudnień związanych z biurokracją oraz kontrolami.

Drugim działaniem powinno być umożliwienie wykorzystania środków – dotychczas przeznaczanych na zasiłki – na wsparcie zatrudnienia. Warunkiem otrzymania zasiłku przez okres dłuższy niż trzy miesiące powinno być przy braku oferty na otwartym rynku podjęcie pracy na rzecz gminy. Wraz z rejestracją bezrobotny powinien otrzymać pakiet świadczeń i usług umożliwiający zmianę kwalifikacji oraz doradztwo i pośrednictwo w zatrudnieniu. Optymalnym rozwiązaniem jest wprowadzenie rynku tych usług w oparciu o zasadę „pieniądz za człowiekiem”. Firmy szkoleniowe, doradcze i agencje pośrednictwa pracy mogą w takim modelu konkurować jakością, skutecznością i ceną usług. Zasiłki z tytułu bezrobocia wypłacane przez ośrodki pomocy społecznej powinny również być przyznawane pod warunkiem podjęcia zatrudnienia na rzecz gminy.

Trzecim, niezbędnym działaniem jest zaprzestanie redystrybucji Funduszu Pracy według algorytmu utrwalającego bezrobocie. Fundusz ten powinien zostać „zamrożony” na obecnym poziomie i stanowić przez ściśle określony czas (3-5 lat) dotację celową dla powiatów, którą można w tym czasie wykorzystać na wzrost zatrudnienia. Po upływie tego czasu dotacja powinna ulec przekształceniu w limit dochodów powiatu pochodzący z udziału w podatkach od osób fizycznych i przedsiębiorstw. Te środki powiat mógłby wykorzystać już na cele rozwoju. Zadaniem powiatu pozostałaby wypłata zasiłków tym, dla których nie ma oferty zatrudnienia. Konieczne jest uelastycznienie instrumentów aktywnej polityki rynku pracy. Środki na wynagrodzenia pracowników oraz na funkcjonowanie publicznych służb zatrudnienia powinny być zagwarantowane w budżecie powiatu na określonym poziomie, z wysoką premią za osiągane rezultaty mierzone liczbą osób, które podjęły zatrudnienie w wyniku działań podjętych przez te instytucje. Taki mechanizm pozwoliłby w przeciągu kilku lat na likwidację w całości bądź redukcję składki pracodawców na Fundusz Pracy. Powiaty w tym modelu będą zainteresowane wzrostem zatrudnienia i możliwością wykorzystania znacznych środków na cele rozwojowe w perspektywie kilku lat.

Kolejnym działaniem musi być wymuszenie dostosowania oferty edukacyjnej do potrzeb rynku pracy. Tutaj do zastosowania jest kilka instrumentów. Począwszy od kształtowania świadomości rodziców i uczniów, poprzez zaprzestanie finansowania szkół kształcących w zawodach nadwyżkowych, udział pracodawców w kształceniu zawodowym, kończąc na opłatach za naukę wraz z systemem stypendialno-kredytowym.

Integracja działań instytucji rynku pracy i pomocy społecznej jest warunkiem koniecznym dla zaprzestania procederu wyłudzania świadczeń. Funkcje policji zatrudnienia powinny zostać przekazane do struktur mających rzeczywiste uprawnienia policyjne. Integralne powiązanie instrumentów i środków Funduszu Pracy, PFRON, Europejskiego Funduszu Społecznego na szczeblu powiatu pozwoli na osiągnięcie w perspektywie kliku następnych lat realnego wzrostu zatrudnienia. Dobra sytuacja gospodarcza powinna sprzyjać rozpoczęciu prac nad ubezpieczeniem od bezrobocia. Konieczne jest jednak podjęcie natychmiastowej terapii z wykorzystaniem dobrej sytuacji gospodarczej i funduszy europejskich.

Przypisy:

1 Dane Głównego Urzędu Statystycznego.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Państwo konkuruje z biznesem

Ze Zbigniewem Borkowskim , Wiceprzewodniczącym Gdańskiego Związku Pracodawców, Prezesem Infracorr Sp. z o.o., rozmawia Dawid Piwowarczyk

Czy pomorski rynek pracy jest z punktu widzenia pracodawcy rynkiem ciekawym?

Ciekawym z tego względu, że mimo bezrobocia faktycznie brakuje chętnych do pracy, coraz większym problemem jest znalezienie pracownika o odpowiednich kwalifikacjach i podejściu do pracy.

Czy Pana zdaniem brakuje raczej osób wysoko wykwalifikowanych, czy personelu niższego szczebla?

W moim przypadku odczuwalny jest brak zarówno jednych, jak i drugich. Wzajemne oczekiwania potencjalnych pracowników i pracodawców w sektorze prywatnym są diametralnie różne. Teoretycznie jest to w pełni zrozumiałe, ale praktycznie brak akceptacji wzajemnych oczekiwań jest jedną z przyczyn niechęci do podejmowania zatrudnienia.

Czy samorządy, ograny państwa wspierają biznes?

Kolejne ekipy rządzące próbują coś robić, ale od lat nie widać efektywnych działań. Biznes w Polsce jest ciężarem dla państwa, które nie dostrzega jego kreatywnej roli w rozwoju. W myśleniu polityków ciągle zdaje się obowiązywać przekonanie, że celem działalności przedsiębiorstw jest zabezpieczanie potrzeb społeczeństwa. Co więcej, administracja publiczna coraz częściej zaczyna być konkurentem na rynku pracy.

Pracownicy wolą pracę w sektorze publicznym?

Tak. Za sektorem publicznym przemawia bardzo duża, w porównaniu z pracą w prywatnej firmie lub prowadzeniem własnej działalności, stabilność pracy. O ile firmy prywatne często oceniają efektywność, przydatność pracownika, przeprowadzają reorganizacje i restrukturyzację, to z sektora publicznego praktycznie nie sposób „wylecieć”. – Przez lata biznes kusił jednak lepszymi płacami.

Tak jest nadal, ale obecnie te dysproporcje zmniejszają się. Firmy często nie są w stanie mocno podnosić uposażenia swoim pracownikom, bo w przeciwieństwie do urzędów one same muszą generować dochody, z których mogą opłacać swoich pracowników i przeznaczać środki na rozwój. Dlatego nie ma już tego zjawiska, które obserwowaliśmy na początku lat 90-tych, że najlepsi absolwenci, pracownicy trafiali do firm prywatnych lub sami zakładali własny biznes.

Myśli Pan, że uda się to zmienić? – Ważne byłoby zrozumienie przez polityków roli, jaką odgrywa biznes. Ponadto przeprowadzenie takiej modyfikacji systemu, by wspierał on prywatne firmy jako ten element gospodarki, który ma największy wpływ na jej rozwój, a zatem i na tworzenie nowych miejsc pracy. Poprzez różne protezy w systemie nie da się go ulepszyć. Potrzebne są generale zmiany, które mogą wnieść dopiero nowe pokolenia u władzy.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Praktyka, praktyka, praktyka

Z Ewą Miłek , Kierownikiem Centrum Obsługi Przedsiębiorcy w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, rozmawia Dawid Piwowarczyk

Skąd pomysł na badanie rynku pracy w sektorze ICT?

Projekt jest częścią większego projektu unijnego Cityregio II. W tym projekcie jest piętnastu partnerów z siedmiu państw. Z ramienia naszego regionu uczestniczą Gdańska Fundacja Przedsiębiorczości i miasto Gdańsk. Nasza gdańska część projektu będzie dotyczyła rozwoju klastra ICT w Gdańsku. Chcieliśmy zdiagnozować, co mamy w naszym mieście i nawiązać współpracę z dużymi firmami, aby zapoznać się z ich potrzebami, dowiedzieć się, czy współpracują ze sobą. W dobie problemów z pracownikami chcieliśmy dowiedzieć się również, jakie są potrzeby firm w tym względzie. Przebadaliśmy więc 20 firm z branży ICT pod względem potrzeb kadrowych i porównaliśmy te wyniki z programami kształcenia trzech szkół wyższych kształcących w tym kierunku.

Jak prowadzono badania?

Dotarliśmy do osób odpowiedzialnych w badanych firmach za rekrutację kadr. Zapytaliśmy ich, jak postrzegają absolwentów naszych szkół wyższych i czego oczekują.

Jaki jest najważniejszy wniosek płynący z przeprowadzonych badań?

Badania pokazały, że wykształcenie jest ważne, ale ważniejsza jest praktyka. Połączenie praktycznej wiedzy z doświadczeniem jest tym, czego tak naprawdę poszukują firmy. Na pewno jest jeszcze wiele pracy. Musimy tak zjednoczyć siły, by system edukacji „produkował” dobrych absolwentów. Zdaniem przedstawicieli firm, którzy są najczęściej absolwentami naszych uczelni, programy nauczania zawierają zbyt dużo teorii, a za mało zajęć praktycznych.

Czy samo miasto w jakiś sposób wspiera pozytywne tendencje?

W tym momencie rozpoczęto projekt, w ramach którego 23 studentów ostatnich lat i absolwentów studiów informatycznych wyjedzie do siedziby firmy Zensar Technologies do Indii. Po ukończeniu czteromiesięcznego stażu będą pracować w gdańskim oddziale tej firmy. Są to praktyki współfinansowane przy udziale środków publicznych. Funkcjonuje także projekt „Wakacyjny Staż”. W tym roku już czwarta edycja. W ramach tego projektu organizujemy staże w firmach trójmiejskich. W zeszłej edycji 203 stażystów odbyło praktyki w 33 trójmiejskich firmach. W tym roku chcemy przeprowadzić pewną specjalizację tego projektu tak, by wzmocnić wsparcie dla branży ICT.

Jakie czynniki decydują o przydatności programów nauczania dla pracodawców?

Badania pozwoliły na dokładną analizę programów nauczania pod kątem ich przydatności dla pracodawców. Okazało się, że pracodawcy cenią te elementy programu, które polepszają zdolności studenta do pracy nad konkretnymi projektami.

Czy te wyniki trafiają na uczelnie?

Oczywiście, że tak. Zorganizowaliśmy spotkanie, na którym zapoznaliśmy uczelnie z wynikami tych badań. Jednak najważniejsze jest to, że uczelnie już teraz wkładają dużo pracy w dostosowanie swoich programów do standardów europejskich, a nawet światowych. Nasze badania to tak naprawdę wsparcie dla prac gdańskich uczelni.

Czy firmy są gotowe finansować edukację?

Na pewno najbardziej namacalną formą są staże. Obecnie przed naszymi studentami otwierają się możliwości uczestniczenia w płatnych stażach zagranicznych współfinansowanych przez firmę Zensar Technologies.

Jakie jest wsparcie ze strony miasta?

Staramy się dostosowywać nasze działania do potrzeb rynku pracy. Współdziałamy z wydziałem edukacji, firmami, uczelniami i wypracowujemy nowe, lepsze rozwiązania. System się zmienia. Są to zmiany idące w dobrym kierunku. Ważne jest jednak ciągłe zbieranie informacji, byśmy mieli lepszy obraz sytuacji.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Wskaźniki rozwoju województwa pomorskiego

Pod koniec stycznia Urząd Statystyczny w Gdańsku opublikował „Komunikat o sytuacji społeczno-gospodarczej województwa pomorskiego” dotyczący grudnia 2006 r. Jaki był zatem, w świetle danych statystycznych, koniec roku dla gospodarki województwa pomorskiego? Nawet pobieżna analiza wybranych danych wskazuje, że był on dobry – zarówno pod względem działalności przedsiębiorstw, stanu rynku pracy, jak i wynagrodzeń (Tablica 1.). Dobrymi wynikami działalności pochwalić się mogły przedsiębiorstwa. Co prawda, liczba podmiotów gospodarki narodowej nie wzrosła znacząco, ale pamiętać należy, że województwo pomorskie cechuje się ponadprzeciętnym poziomem przedsiębiorczości. Znaczne przyrosty odnotowano natomiast w zakresie produkcji sprzedanej, jak i sprzedaży detalicznej. Szczególnie pozytywne wrażenie tworzy ponad 50 proc. wzrost produkcji budowlano-montażowej. Jego wymowę osłabia nieco fakt, że przeciętnie w Polsce wzrost ten również był wysoki – sięgał 45 proc. W porównaniu do miesiąca poprzedniego najmniejszy wzrost dnotowano w zakresie produkcji sprzedanej przemysłu – wyniósł on prawie 10 proc. Na tle zmian w kraju należy go jednak ocenić bardzo pozytywnie, gdyż przeciętnie w Polsce odnotowano spadek wartości analizowanego miernika o ok. 7 proc. Wartości produkcji i sprzedaży w porównaniu do grudnia 2005 r. również wzrosły. Na tle Polski wypadały one ponadprzeciętnie – szczególnie w przypadku przemysłu. Wzrost produkcji sprzedanej sięgał prawie 30 proc., podczas gdy w kraju wynosi – jedynie 6 proc.

33_t1

Dobre wyniki działalności przedsiębiorstw nie pozostały bez wpływu na sytuację na rynku pracy. Odnotowano wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W stosunku do listopada 2006 r. wyniósł on 0,2 proc., a w stosunku rocznym – o 5,4 proc. Zmiany te nie odbiegały w istotny sposób od obserwowanych w kraju. W skali roku wzrost zatrudnienia cechował wszystkie sekcje z wyjątkiem rybactwa. Wyraźnie najwyższy, przekraczający 9 proc., przyrost odnotowano w budownictwie. Wspomniany spadek zatrudnienia w rybactwie był głęboki i sięgał 22 proc. Przyglądając się dokładniej zmianom struktury, biorąc pod uwagę działy przetwórstwa przemysłowego, bardzo wysoką dynamikę zaobserwowano w przedsiębiorstwach wytwarzających wyroby z metali. Przekraczała ona 12 proc. w skali roku. Wyraźny spadek zatrudnienia, wynoszący ok. 3 proc., odnotowano natomiast w zakresie produkcji pozostałego sprzętu transportowego. Do tej kategorii zalicza się przemysł okrętowy, którego przedstawiciele w minionym roku sygnalizowali wyraźny deficyt pracowników, spowodowany emigracją zarobkową specjalistów.

Wzrost zatrudnienia przełożył się na wyraźny spadek bezrobocia. Jego niewielki przyrost obserwowany w grudniu miał charakter sezonowy. Natomiast spadek, odnotowany w porównaniu do analogicznego miesiąca roku poprzedniego, sięgał aż 21 proc., podczas gdy przeciętnie w kraju kształtował się na poziomie 17 proc. Wynik ten stawiał województwo pomorskie na pozycji lidera w zakresie spadku bezrobocia. W grudniu stopa bezrobocia nie uległa zmianie, co biorąc pod uwagę porę roku, było zjawiskiem korzystnym. W tym czasie w kraju uległa ona nieznacznemu wzrostowi – o 0,1 pkt. proc. W stosunku rocznym, w regionie zmniejszyła się ona natomiast o 3,7 pkt. proc. przy średniej dla kraju wynoszącej 2,7 pkt. proc. Tym samym dystans dzielący poziom stóp bezrobocia w województwie pomorskim i w Polsce uległ zmniejszeniu. W porównaniu do grudnia 2005 r. spadek liczby bezrobotnych odnotowano także w trzech wybranych kategoriach osób znajdujących się w specyficznej sytuacji na rynku pracy. Niestety w przypadku bezrobotnych w wieku 50 lat i więcej spadek ten był bardzo mały. Liczba młodych bezrobotnych uległa ponadprzeciętnemu zmniejszeniu. Różnica pomiędzy dynamiką spadku bezrobocia ogółem a bezrobocia młodych wynosiła ok. 4,5 pkt. proc. Po części był to zapewne efekt migracji – młodzi ludzie są szczególnie mobilni. Spadek nieodbiegający od przeciętnego odnotowano również w przypadku długotrwale bezrobotnych, co należy uznać za wynik niespodziewany, gdyż osoby długo pozostające bez pracy siłą rzeczy powinny mieć większe problemy z jej znalezieniem. Prawdopodobnie duża część bezrobotnych z omawianej grupy pracowała, tyle że w szarej strefie. Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy sprawiła, że legalizacja zatrudnienia zaczęła być korzystna.

W grudniu 2006 r. do urzędów pracy zgłoszono ok. 4,2 tys. ofert zatrudnienia. To, że odnotowano znaczny spadek ich liczby w stosunku miesięcznym, można tłumaczyć zjawiskiem sezonowości zatrudnienia. Niepokoi jednak fakt, że spadek odnotowany został również w skali roku. Może to być sygnał, że 2007 r. nie będzie już tak korzystny pod względem poprawy sytuacji na rynku pracy. Ostrożniejsze podejście pracodawców do tworzenia nowych miejsc pracy może być efektem rosnących wynagrodzeń. W skali roku wzrost wynagrodzeń w województwie pomorskim był wyższy niż przeciętnie w Polsce. Jednak w grudniu dynamika ta była niższa od krajowej, co może również wskazywać na słabnięcie dotychczasowych pozytywnych tendencji w zakresie popytu na pracę.

W świetle przedstawionych danych statystycznych grudzień był niewątpliwie kolejnym miesiącem wzrostu produkcji i sprzedaży. Stagnacja w zakresie spadku bezrobocia miała charakter wybitnie sezonowy, na co wskazują zmiany obserwowane w stosunku rocznym. Analizowany okres, w zakresie statystyk rynku pracy, był pod niemal każdym względem lepszy niż przed rokiem. Niepokój może jedynie wywoływać spadek liczby ofert pracy, choć pamiętać należy, że państwowe służby zatrudnienia obsługują jedynie pewien segment pośrednictwa pracy.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Koniunktura gospodarcza w województwie pomorskim

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową od początku 2001 r. ocenia stan gospodarki ogólnopolskiej oraz gospodarki na poziomie województw za pomocą testu koniunktury. W miesięcznym cyklu gromadzone są opinie przedsiębiorców dotyczące kondycji firm prowadzących działalność w regionie. Rozsyłane ankiety zawierają również pytania o przewidywania co do rozwoju gospodarczego w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi wyliczany jest wskaźnik prognostyczny informujący o oczekiwanych zmianach koniunktury w przyszłości. Zarówno wskaźnik koniunktury bieżącej, jak i wskaźnik prognostyczny mogą przyjmować wartości z przedziału od -100 do +100, przy czym wartość minimalna oznacza bardzo złą, zaś wartość maksymalna bardzo dobrą koniunkturę.

Najnowsze – styczniowe badania koniunktury ogólnopolskiej wskazują na kontynuację tendencji spadkowej. Indeks bieżącego klimatu koniunktury notowany w kraju osiągnął 12,9 pkt. i był niższy o 2 pkt. od wartości notowanej przed miesiącem. Zmiany obserwowane w województwie pomorskim miały zwrot przeciwny. Wskaźnik koniunktury osiągnął wartość 20,5 pkt., przewyższając indeks grudniowy o 1,8 pkt. Notowana poprawa była zatem nieznaczna. Niemniej jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym opinie przedsiębiorców były dużo lepsze, zaś styczniowe badanie koniunktury w województwach było 11. z kolei badaniem, w którym liczba ocen pozytywnych przewyższała liczbę not negatywnych.

Rysunek 1. Wskaźnik koniunktury bieżącej w 2006 r. oraz w styczniu 2007 r. w Polsce oraz w województwie pomorskim

32_01

Źródło: Opracowanie IBnGR.

Rysunek 2. Wskaźnik koniunktury bieżącej w latach 2001-2006 oraz w styczniu 2007 r. w Polsce oraz w województwie pomorskim

32_02

Źródło: Opracowanie IBnGR.

Przebieg wykresu koniunktury w latach 2001-2007 wskazuje, iż z reguły początek roku jest okresem, w którym indeks koniunktury osiąga wartości minimalne. Notowana następnie zmiana trendu jest trwała, tzn. przez co najmniej 3 miesiące obserwuje się w każdym badaniu wyższe niż przed miesiącem oceny respondentów. Na tej podstawie można przypuszczać, że poprawa nastrojów przedsiębiorców prowadzących działalność w województwie pomorskim nie ma charakteru chwilowego, zaś w wypadku pogorszenia wskaźnik koniunktury gospodarczej w województwie nie powinien osiągnąć wartości ujemnych.

W wojewódzkim rankingu koniunktury Pomorskie zajęło 4. pozycję. W styczniu 2007 r. stan gospodarki lepiej ocenili przedsiębiorcy z województw: wielkopolskiego (29,8), mazowieckiego (27,0) i kujawsko-pomorskiego (23,5). W dwóch pierwszych regionach opinie ankietowanych cechował większy niż w wypadku przedsiębiorców z Pomorza optymizm co do zmian w przyszłości. Będący ich odzwierciedleniem wskaźnik wyprzedzający koniunktury kształtował się bowiem na poziomie 42,9 pkt. (Wielkopolska) oraz 41,9 pkt. (Mazowsze). Większym optymizmem cechowali się również respondenci ze Śląska oraz Dolnego Śląska, gdzie omawiany indeks osiągnął wartości odpowiednio: 49,1 oraz 41,2 pkt.

W województwie pomorskim styczniowa wartość wskaźnika prognostycznego wyniosła 35,7 pkt., przekraczając wartość ogólnopolską o 5 pkt. Co więcej, nie tylko widać wyraźnie, że liczba przedsiębiorców przekonanych o korzystnej przyszłości przewyższa liczbę opinii negatywnych, ale zauważa się również tendencję wzrostową. Wartość indeksu prognostycznego w województwie wzrastała nieprzerwanie od ostatnich 4 miesięcy, kształtując się obecnie na poziomie zbliżonym do wartości odnotowanej w styczniu roku ubiegłego (35,8).

Prognoza koresponduje ze spostrzeżeniami wynikającymi z analizy przebiegu wykresu wskaźnika bieżącego. Bardziej prawdopodobna jest poprawa stanu gospodarki niż jego pogorszenie. Niemniej jednak historyczne zestawienie wykresów koniunktury bieżącej z przesuniętym o 3 miesiące wykresem prognostycznym wskazuje, iż przewidywania ankietowanych z reguły są zbyt optymistyczne. Rzeczywista ocena wypada zdecydowanie gorzej od oczekiwań z przeszłości. Dotyczy to sytuacji, w której wartość wskaźnika koniunktury bieżącej przyjmuje tak dodatnie, jak i ujemne wartości.

Obserwacje z lat ubiegłych wskazują również na coraz większą zmienność nastrojów pomorskich przedsiębiorców, przejawiającą się rosnącą amplitudą wahań wskaźnika koniunktury bieżącej. Wraz z nią wzrasta rozstęp pomiędzy prognozą a jej realizacją. Zatem optymistyczne noty wyrażane przez przedsiębiorców z województwa mogą być również nieco zawyżone.

Rysunek 3. Bieżący i prognostyczny wskaźnik koniunktury w województwie pomorskim w 2006 r.

32_03

Źródło: Opracowanie IBnGR.

 

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Rozwój gospodarczy Pomorza w świetle danych o produkcie regionalnym

Dane dotyczące produktu krajowego brutto (PKB) powszechnie uważane są za najbardziej syntetyczny miernik rozwoju gospodarczego [1]. Czasami stosowane są nawet w szerszym kontekście – służą do pomiaru poziomu życia czy też po prostu dobrobytu. Omawiany miernik stosowany jest nie tylko w odniesieniu do państw – na co wskazywałaby jego nazwa – ale także w odniesieniu do gospodarki regionów. W takim wypadku określany jest często mianem produktu regionalnego brutto (PRB). Wskaźnik PRB stał się podstawowym kryterium kwalifikującym obszar do otrzymywania wsparcia w ramach funduszy strukturalnych UE. Analiza PRB województwa pomorskiego jest możliwa do przeprowadzenia dla dekady lat 1995-2004. Taki horyzont uwarunkowany jest dostępnością porównywalnych danych, choć ma on także do pewnego stopnia uzasadnienie w dynamice procesów gospodarczych. Jego przyjęcie pozwala ominąć w analizie fazę recesji transformacyjnej i skupić się na okresie, w którym PKB kraju przekroczyło poziom sprzed 1989 r. i cechowało się stałym, choć nierównomiernym wzrostem.

Jak zatem kształtuje się PRB województwa pomorskiego? W 2004 r. jego wartość sięgnęła 51,8 mld zł. Czy to jest dużo, czy mało? Aby odpowiedzieć na to pytanie potrzebne jest porównanie. Taką możliwość daje analiza PRB przypadającego na jednego mieszkańca – pozwala ona na porównanie regionów o różnej liczbie ludności i potencjale gospodarczym czy porównanie regionu do wartości ogólnopolskich. PRB województwa pomorskiego w 2004 r. wynosiło 23,6 tys. zł. Było ono mniejsze od wartości ogółem dla Polski o 2,3 proc. Wartość PKB na mieszkańca w Polsce jest jednak dość mocno przeszacowana, głównie za sprawą bardzo wysokiej, w porównaniu do innych regionów, wartości tego wskaźnika w województwie mazowieckim. Pod względem PRB na mieszkańca pomorskie zajmuje piąte miejsce na 16 województw. Nasz region wyprzedzają województwa: mazowieckie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie. Pomijając Mazowsze, które jest klasą samą dla siebie, Pomorze wyprzedzają trzy regiony, a za nim plasuje się kolejnych sześć – o niewiele niższym poziomie PRB na mieszkańca. W zakresie tego wskaźnika województwo pomorskie, w wariancie optymistycznym zamyka stawkę regionów dobrze rozwiniętych, a pesymistycznym – przewodzi grupie województw przeciętnych.

Znana jest już lokata województwa pomorskiego w rankingu województw w zakresie PRB na mieszkańca. Pozostaje zatem odpowiedzieć na pytanie, jakie zmiany w tym zakresie miały miejsce w przeszłości. W latach 1995-2004 PKB kraju, a tym samym województw, znacznie wzrosło. Tempo wzrostu PRB ogółem w województwie pomorskim nie odbiegało w istotny sposób od krajowego. Świadczy o tym niemal niezmienny udział PRB Pomorza w generowaniu PKB Polski, który w badanym okresie zamykał się w granicach od 5,5 do 5,7 proc., najczęściej przyjmując wartość 5,6 proc.

Bardziej obrazowych porównań dostarcza analiza zmian PRB na mieszkańca. Z uwagi na dostępność porównywalnych danych jest ona jednak ograniczona do okresu lat 2000-2004. Zaobserwowane zmiany wskazują na rosnącą przewagę Pomorza nad województwem zachodniopomorskim i mniej więcej stały odstęp, jaki dzieli województwo pomorskie od dolnośląskiego. Matematyczna ekstrapolacja dotychczasowych trendów wskazuje, że zaobserwowane w przeszłości zmiany powinny się pogłębiać. Tym sposobem województwo pomorskie powinno trwale zdystansować zachodniopomorskie i jednocześnie coraz więcej tracić w stosunku do dolnośląskiego. Czy tak się rzeczywiście dzieje? Trudno w tej chwili odpowiedzieć – trzeba cierpliwie czekać na dane. Choć można mieć nadzieję, że będą one trochę korzystniejsze [2].

Rysunek 1. Produkt regionalny brutto w województwach Polski w 2004 r.

34_01

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie: Produkt krajowy brutto – rachunki regionalne 2004, 2006, GUS – US w Katowicach, Katowice.

Rysunek 2. Produkt regionalny brutto na mieszkańca w Polsce i wybranych województwach w latach 2000-2004

34_02

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie: Rewizja rachunków regionalnych za lata 1995-2003, 2005, GUS, Warszawa; Produkt krajowy brutto – rachunki regionalne 2004, 2006, GUS – US w Katowicach, Katowice.

Na koniec warto również zwrócić uwagę na strukturę wartości dodanej wytwarzanej w województwie pomorskim. Świadczy ona o nowoczesności lub zapóźnieniu gospodarki. Struktura ta na tle Polski kształtuje się korzystnie. Województwo pomorskie w 2004 r. cechowało się bowiem wysokim udziałem usług rynkowych w wartości dodanej, kształtującym się na poziomie 51,8 proc. Udział ten plasował region na trzecim miejscu w Polsce. Jednocześnie w województwie odnotowano niski udział rolnictwa w wartości dodanej. Wynosił on tylko 3,4 proc. przy przeciętnej dla Polski równej 5,0 proc. W czasie analizowanej dekady struktura wartości dodanej uległa poprawie. Przejawiała się ona wzrostem udziału usług rynkowych, wyraźnym spadkiem udziału rolnictwa i niewielkim zmniejszeniem roli przemysłu.

Podsumowując powyższą analizę, należy zwrócić uwagę na trzy kwestie. Po pierwsze, poziom rozwoju gospodarczego regionu w świetle danych o PRB jest niewątpliwie ponadprzeciętny, choć stawia on województwo na ostatnim miejscu w grupie obszarów, jak na polskie warunki, wysokorozwiniętych. Po drugie, struktura gospodarki Pomorza jest względnie nowoczesna i w badanym okresie uległa modernizacji. Tempo tych zmian nie odstawało w istotny sposób od krajowego. Po trzecie, dynamika gospodarki Pomorza nie stwarza zagrożeń w postaci utraty przewagi nad województwami słabiej rozwiniętymi, nie pozwala też jednak sądzić, że region dogoni województwa silniejsze. Piąte miejsce w rankingu pod względem PRB na mieszkańca wydaje się być pozycją trwałą. Ekstrapolacja dotychczasowych trendów wskazuje, że dystans, jaki dzieli województwo pomorskie zarówno od regionów słabszych, jak i silniejszych, teoretycznie powinien się powiększać. Oczywiście przedstawione dane nie biorą pod uwagę tak istotnych uwarunkowań, jak chociażby napływ funduszy strukturalnych. Sposób ich wykorzystania może zadecydować o tym, czy województwo pomorskie uwięzione zostanie trwale na dotychczasowej ścieżce rozwoju, czy też zapewni sobie „nowe otwarcie”.

Przypisy:

1 Produkt krajowy brutto (PKB) przedstawia końcowy rezultat działalności wszystkich podmiotów gospodarki narodowej. Produkt krajowy brutto równa się sumie wartości dodanej brutto wytworzonej przez wszystkie krajowe jednostki instytucjonalne powiększonej o podatki od produktów i pomniejszonej o dotacje do produktów. Wartość dodana brutto (WDB) mierzy wartość nowo wytworzoną w wyniku działalności produkcyjnej krajowych jednostek instytucjonalnych. Wartość dodana brutto stanowi różnicę między produkcją globalną a zużyciem pośrednim. Produkcja globalna obejmuje wartość wyrobów i usług wytworzonych przez wszystkie krajowe jednostki instytucjonalne. Zużycie pośrednie obejmuje wartość zużytych materiałów, surowców, energii, usług obcych.

2 Koniunktura gospodarcza na Pomorzu w 2006 r. oceniana była przez przedsiębiorców ponadprzeciętnie, co pozwala sądzić, że wynik całej gospodarki również będzie się do takich zaliczał.

Skip to content