Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Jak to robią inni?

W Polsce obserwuje się wzrost sprzedaży komputerów i telefonów, a dzięki licznym inwestycjom w technologie informacyjną nastąpiła poprawa dostępności oraz jakości infrastruktury informatycznej. W raporcie European Innovation Scoreboard 2005 Komisja Europejska zaliczyła Polskę do krajów „tracących grunt”, zaś według Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan około 50 lat zajmie osiągnięcie poziomu średniej unijnej pod względem innowacyjności. Według najnowszego raportu Światowego Forum Ekonomicznego na temat konkurencyjności Polska poprawiła swoją pozycję w zakresie wykorzystywania technologii informacyjnych, jednak nasi główni regionalni konkurenci – Estonia, Czechy, Węgry oraz Słowacja – nadal są przed nami. Wciąż kartę przetargową w przyciąganiu inwestycji do Polski stanowią niskie koszty pracy. Należy jednak mieć na uwadze, że nie długo to już potrwa. Po pierwsze, w Chinach koszty te są niższe, po drugie, kraje azjatyckie intensywnie specjalizują się i tym samym podnoszą swoją konkurencyjność względem krajów Europy Środkowo-Wschodniej.Jak przy niskich nakładach na badania i rozwój w kraju odnajduje się województwo pomorskie? Co można zrobić, aby region stał się konkurencyjny w aspekcie globalnym, a nie tylko krajowym? Wydaje się, że czujna obserwacja krajów, które mają już jakieś doświadczenia w zakresie pobudzania innowacyjności, może być przydatna. Biorąc pod uwagę dystans, jaki dzieli nas do krajów „starej Unii”, efektywne wzorowanie się na nich może przyczynić się do poprawy sytuacji. Tak zwane najlepsze praktyki należy jednak traktować jako zestaw wskazówek, a nie harmonogram działań – każda gospodarka wymaga specyficznych i elastycznych rozwiązań.

To, co dzieli nas od krajów i regionów najbardziej rozwiniętych gospodarczo, to nie tylko niewielkie wydatki na działalność badawczo-rozwojową, braki w infrastrukturze czy nieefektywne wykorzystywanie funduszy strukturalnych. Wydaje się, że brakuje nam jako społeczności otwartości na zmiany, chęci podejmowania wyzwań oraz determinacji w działaniu. Uzmysłowienie sobie potrzeby zmian może być punktem wyjścia do zaadoptowania pewnych rozwiązań zagranicznych. Na jaki jednak aspekt wspierania innowacyjności postawić w regionie?

Dobrym przykładem są Niemcy, które maksymalnie podnoszą wydajność poprzez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, intensywnie wykorzystujących technologie w obszarze produkcji i zarządzania. Dba się także o zachowanie bardzo dobrej jakości i kreowanie marki niezawodności. Niemieckie regiony starają się także rozwijać najnowocześniejsze branże, takie jak: biotechnologia, elektronika, media czy technologie informacyjno-komunikacyjne. Branże informatyczna i biotechnologiczna, które na całym świecie rozwijają się najdynamiczniej i przynoszą największe zyski, wymagają sprzętu, świetnych fachowców i dużych nakładów finansowych. Obciążone jednocześnie bardzo wysokim ryzykiem, są mimo wszystko niezwykle opłacalne. Obserwuje się to na przykładzie Stanów Zjednoczonych i Japonii, w Europie zaś w dużym stopniu branże te eksploatują Finlandia czy Dania.

Co może pomóc Pomorzu w przeobrażeniu się w region dynamiczny, oparty na gospodarce wiedzochłonnej? Potrzebne jest intensywne wspieranie przedsiębiorczości i innowacyjności, w tym wspieranie współpracy nauki i gospodarki.

Pierwszy krok to zidentyfikowanie potencjału innowacyjnego przedsiębiorstw. W Dolnej Austrii opracowano w tym celu program Innovation Check. Jest on skierowany zwłaszcza do sektora małych i średnich przedsiębiorstw zarówno produkcyjnych, jak i usługowych. Stanowi odpowiedź na zaobserwowane zjawisko polegające na tym, że małe firmy bardzo często skupiają się na aspekcie technologicznym swojej działalności, zapominając o innych elementach, takich jak zdobywanie rynków czy rozwój firmy. Innovation Check, koordynowany przez Departament Rozwoju Gospodarczego samorządu Dolnej Austrii, opiera się na przeprowadzaniu bezpośrednich wywiadów z przedsiębiorcami przez wykwalifikowanych specjalistów. Pozwalają one na analizę mocnych i słabych stron firm (potencjału innowacyjnego) oraz wypracowanie rekomendacji dla przedsiębiorstwa – odpowiedniej strategii rozwoju w dążeniu do innowacyjności.

Ze względu na silną bazę ośrodków naukowych na Pomorzu (Politechnika Gdańska, Uniwersytet Gdański, Akademia Medyczna, Akademia Morska, instytuty PAN) bardzo ważne jest wspieranie przedsiębiorczości akademickiej. W wyniku komercjalizacji pomysłów pochodzących z instytucji naukowych i badawczych powstać mogą unikalne przedsiębiorstwa, które odniosą bardzo duże sukcesy na rynku. Wiele uwagi wspieraniu przedsiębiorczości wśród naukowców oraz studentów poświęca się w Wielkiej Brytanii. W University College of London (UCL) powstała w tym celu inicjatywa e-challenge. Priorytetową gałęzią jej działalności jest edukacja, a także mentoring wśród studentów i pracowników UCL w zakresie działalności gospodarczej oraz rozwój działalności innowacyjnej College’u (w tym rozpowszechnianie wiedzy na ten temat w obszarze). Poprzez edukację, rozwój sieci współpracy oraz promocję tworzy się środowisko sprzyjające przedsiębiorczości. College wspierany jest w swoich działaniach przez Londyńską Szkołę Biznesu oraz Londyńskie Centrum Przedsiębiorczości Naukowej. Oprócz rozpowszechniania wiedzy na temat przedsiębiorczości, w ramach projektu dąży się także do zaprezentowania możliwości i sposobów komercjalizacji innowacji oraz nowych pomysłów biznesowych. Współpraca różnych podmiotów daje możliwość uzupełniania doświadczeń oraz wiedzy technologicznej i biznesowej. W celu przyciągnięcia potencjalnych inwestorów organizowane są spotkania Meet the spin-out, podczas których prezentowana jest działalność innowacyjna uczelni oraz model transferu technologii na UCL.

Kiedy wyniki badań naukowych okazują się mieć potencjał rynkowy, istnieją dwie opcje transferu tych rozwiązań do gospodarki: udzielenie licencji istniejącej firmie lub stworzenie nowej firmy. To drugie jest w swojej istocie działaniem innowacyjnym i wymaga często wsparcia ze strony inkubatora, parku technologicznego czy agencji publicznej.

Taką instytucją jest między innymi stworzona w regionie Meklemburgii Pomorze Przednie agencja, mająca na celu jak najefektywniejsze działanie w zakresie komercjalizacji badań naukowych. Funkcjonowanie agencji opiera się na czterech zasadach: orientacji rynkowej pomysłu, stworzeniu partnerstw publiczno-prywatnych, racjonalnym rozumieniu komercjalizacji oraz ciągłości partycypowania w kosztach badań i zyskach z transakcji. Agencja jest w trakcie tworzenia funduszu kapitału zalążkowego, będąc jednocześnie otwartą dla podmiotów nie związanych ze sferą akademicką.

Innym przykładem wspierania przedsiębiorczości akademickiej jest stworzony w Madrycie inkubator wirtualny, który nie oferuje przestrzeni inkubacyjnej ani nie dostarcza finansowania na działalność. Proponuje jedynie specjalistyczne usługi dla firm technologicznych. Jednocześnie uczelnia zobligowana jest do rozwijania i prowadzenia programów wspierających działania na rzecz proinnowacyjnych firm. Jednym z takich programów było stworzenie funduszu kapitału zalążkowego.

Oprócz wdrażania klasycznych projektów propagujących działalność innowacyjną należy zadbać o popularyzację kultury innowacyjnej w społeczeństwie. Dobrym rozwiązaniem są konkursy na najlepsze przedsięwzięcia innowacyjne. W zachodniej Anglii odbywa się na przykład konkurs The Lord Stafford Awards, w ramach którego przyznaje się nagrody za efektywną współpracę sektora prywatnego z naukowym. Nagrody przyznawane są w czterech kategoriach: innowacyjny pomysł na biznes o największym potencjale rynkowym, który powstał w wyniku współpracy Uniwersytetu Zachodniej Anglii lub jakiegoś college’u (nagroda Development in Innovation); nagroda dla przedsięwzięcia w fazie prototypu lub nawet znajdującego się już rynku, które również powstało we współpracy z uczelnią w regionie (Achievement in Innovation); nagroda dla najlepszej firmy spin-out, która ma duży potencjał przedsiębiorczy; nagroda za najlepszy biznesplan studencki (o największym potencjale rozwojowym).

Wykorzystanie praktyk zagranicznych jest często trudne w obliczu dużej niechęci podmiotów i braku wiary w podejmowane inicjatywy. W regionie Pomorza obserwujemy jednak pozytywne zmiany. Coraz więcej podmiotów napływa do Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni. Ruszyła inicjatywa Parku Naukowo-Technologicznego w Gdańsku. Konkursy propagujące przedsiębiorczość innowacyjną zaczynają cieszyć się coraz większym powodzeniem. Jednakże uczestnicząc w konferencjach, seminariach, spotkaniach prasowych czy rozdaniach nagród za osiągnięcia w regionie, trudno oprzeć się wrażeniu, że informacje docierają do ograniczonej grupy osób. Pomorze ma potencjał i warunki, aby w krótkim okresie czasu stać się konkurencyjnym regionem w ujęciu globalnym. Zwłaszcza aglomeracja trójmiejska dzięki silnym ośrodkom badawczym i naukowym oraz dobremu położeniu geograficznemu wydaje się być regionem o dużych możliwościach absorbowania nowoczesnych technologii. Na Pomorzu znalazły siedzibę firmy, takie jak: Intel Technologies Poland, Prokom Software, Flextronics, Ericsson Unimor, Skanska czy Young Digital Planet. Pomimo wymienionych atutów, województwo ocenia się jako przeciętne pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Należy przestać trzymać się postrzegania Pomorza jako regionu wysokorozwiniętego, ponieważ jest to przestarzała opinia. Dopiero postawienie na rozwój nowoczesnych technologii i przyciągnięcie inwestorów z branż wysokotechnologicznych ma szanse przełożyć się na podniesienie konkurencyjności i jakości życia w regionie.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Nadciąga unijne eldorado

Z Adamem Mikołajczykiem , głównym specjalistą z Departamentu Rozwoju Regionalnego i Przestrzennego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego, rozmawia Dawid Piwowarczyk .

– Panie doktorze, dlaczego pomorski samorząd nie lubi pomorskich przedsiębiorców?

– To teza, która w dużej mierze wynika z nieporozumienia, a raczej z pobieżnej analizy projektu Regionalnego Programu Operacyjnego w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Analiza tabeli finansowej sugerowała, że do małych i średnich przedsiębiorstw trafić ma 8% ogólnej kwoty dotacji, które wydać mamy w ramach naszego regionalnego programu w latach 2007-2013. A to nie prawda, bo po pierwsze były u nas dwie transze obejmujące łącznie 15%. Jedno to wsparcie tradycyjne (klasyczne granty), a drugie innowacyjne. Taki rozdział był naturalną konsekwencją zastosowania się do rozporządzenia o rozwoju regionalnym, w którym jest założenie, że przedsiębiorcy nie powinni być w ogóle bezpośrednio wspierani poza inwestycjami innowacyjnymi. My poszliśmy inną drogą, rozbijając te dotacje na dwie pule. Po drugie, owo 15% jest już nieaktualne, ponieważ nawet ten pułap był krytykowany i dokonano w nim przesunięć. W nowym projekcie (priorytet 1 – rozwój i innowacje w przedsiębiorstwach), który powstał z połączenia dwóch wcześniej omówionych, suma owa wynosi 21%. Jest to druga po priorytecie transportowym pozycja „wydatków” i istnieje pomimo „krótkiej kołdry” oraz powszechnego odczucia, że brakuje na wszystko.

– Ale to i tak procentowo ciągle o połowę mniej dla przedsiębiorstw niż dają rekordziści w Wielkopolsce.

– To też jest swego rodzaju przekłamanie. Proszę spojrzeć na ów projekt Wielkopolski. Okaże się, że do ogólnej puli włączone są na przykład inwestycje gmin w uzbrojenie terenów. U nas pieniądze te ulokowane są w innym miejscu i nie zawyżają kwoty pomocy dla firm, jak ma to miejsce w Wielkopolsce. Też moglibyśmy „wydestylować” inwestycje z innych priorytetów, by podciągnąć je pod wsparcie przedsiębiorstw, osiągając gigantyczny wskaźnik procentowy i chlubić się na przykład 40% dotacjami. Tylko że jest to metodologicznie niewłaściwe. Inaczej programuje się wsparcie dla przedsiębiorstw, które trafia bezpośrednio do nich, a inaczej inwestycje infrastrukturalne.

– O jakich kwotach mówimy w ramach tej „krótkiej kołdry”? Na co mogą liczyć pomorscy przedsiębiorcy?

– Całość priorytetu pierwszego z samej Unii wynosi 185 mln euro. Dla przykładu cały ZPORR na lata 2003-2006 to kwota mniejsza. Jeżeli spojrzeć na bezpośrednie granty, to rocznie wychodzi około 7 milionów euro.

– 7 mln euro to dużo jak na Pomorskie?

– O wiele ważniejszy jest inny problem.

– Jaki?

– Czy Bruksela w ogóle zgodzi się na granty bezpośrednie. My wspieramy przedsiębiorstwa konkretne, a Unia chce dotować samą ideę przedsiębiorczości. Problem w tym, czy będziemy mogli wydawać te środki tak, jak zakładamy, czy uzyskamy na to akceptację. Oczywiście na zakup maszyn i urządzeń pomorscy przedsiębiorcy są w stanie wchłonąć prawie każdą kwotę. Pytanie tylko, czy jest to najbardziej efektywny sposób zagospodarowania unijnych funduszy. Czy nie jest tak, że nasz region charakteryzuje nie słaba aktywność przedsiębiorców lecz niska jakość otoczenia, w tym otoczenia infrastrukturalnego. Sytuacja dawnego NRD jest odmienna, tam mają infrastrukturę, ale brak im chęci do prowadzenia biznesu.

– Jeżeli zainteresowanie dotacjami inwestycyjnymi jest tak duże, to może zamiast „zniechęcać”, warto obniżyć maksymalny procentowy i kwotowy poziom dofinansowania tak, by większa liczba pomorskich firm mogła z nich skorzystać?

– Poziom dofinansowania w przypadku grantów bezpośrednich nie będzie wyższy niż 40% i jest ustalany w schematach pomocy publicznej. Oczywiście można jeszcze dokonać korekty „w dół”, jednakże są to rozwiązania, które powinny pojawić się w programach wdrożeniowych. Na obecnym etapie musimy przygotować dokument, który zbada i zaakceptuje Komisja. Stąd też nieporozumienia i zarzuty ze strony przedsiębiorców, że w „ich priorytecie” pojawiają się jednostki samorządu terytorialnego jako ewentualni beneficjenci. Tymczasem to nasz świadomy zabieg. Pozwoli to użyć środków publicznych na przykład do utworzenia lokalnych funduszy poręczeń czy funduszy venture capital. Nie znaczy to, że samorządy będą dominującym odbiorcą tej pomocy.

– Czy po doświadczeniach wsparcia przedsiębiorczości w latach 2003-2006 nie warto pozbawić możliwości aplikowania o środki ze strony dużych firm?

– W regionalnym programie, tam gdzie mowa o dotacjach inwestycyjnych, będą z nich mogły korzystać tylko MSP. Jest kwestią do rozważenia, czy w przypadku przedsięwzięć innowacyjnych takiej możliwości nie zostawić. W innym przypadku MSP mogą mieć problem z samodzielnym „zagospodarowaniem” dostępnej pomocy. Warto tu wspomnieć, że na poziomie centralnym pojawia się wiele deklaracji o chęci wsparcia MSP, ale podejmowanych jest zbyt mało działań. Prawie cały ciężar wsparcia przerzuca się na regionalne programy operacyjne. Podobnie wygląda sytuacja z finansowaniem działań w zakresie polityki wodno-ściekowej.

– Czy jest szansa na zrealizowanie postulatu przedsiębiorców aby procedury były proste i przejrzyste, a uznaniowość jak najmniejsza?

– Obecnie przygotowujemy dokumenty podstawowe, a tam nie powinno się umieszczać szczegółowych procedur oceny. W innym przypadku każda drobna zmiana musiałaby być uzgadniana z Komisją Europejską. Co do dalszej dokumentacji, postulat ów będzie analizowany. Krokiem w tym kierunku są tak zwane preferencje. W trzecim etapie – po ocenie formalnej i merytorycznej, gdzie badamy sensowność projektu pod względem technologicznym i ekonomicznym – pojawia się moment, gdy uznaniowość ma największe znaczenie. Właśnie tutaj preferencje mają ograniczyć swobodę osób oceniających projekt. Dla przykładu, jeśli chodzi o mikroprzedsiębiorstwa, preferowane będzie miejsce przedsięwzięcia poza Trójmiastem.

– Czy jest szansa na uproszczenie systemu, tak by nie był on drogą przez mękę?

– Każdy ma nadzieję na uproszenie procedur. Na etapie dokumentacji wdrożeniowej oceny projektów planujemy wprowadzić kategorię wykonalności. Wszelkie załączniki i dokumenty wymagane będą po wyborze danego projektu, jednakże przed podpisaniem umowy. Oczywiście nie wiemy, czy odpowiedni minister nie wyda rozporządzeń, które nas ubezwłasnowolnią i narzucą sztywne procedury z Warszawy. Jeżeli obowiązywać będzie formuła zdecentralizowana, to pomysł preselekcji na pewno zostanie przyjęty. My ocenimy, co przedsiębiorca chce zrobić. On natomiast zainwestuje w dokumentację dopiero wtedy, gdy będzie wiedział, że projekt został zaakceptowany i grant jest w jego zasięgu.

– Jak wygląda kwestia podziału na środki miękkie i twarde, pośrednie i bezpośrednie?

– Od kilku miesięcy istnieje założenie, że program dotyczący rozwoju kadr jest jednofunduszowy. Projekty miękkie będą więc przekazane na stopień centralny. Jeżeli chodzi o bezpośrednie i pośrednie, przepisy unijne nie dopuszczają raczej sytuacji, że środki płyną bezpośrednio do przedsiębiorstwa. Nawet jeśli coś takiego miałoby się zdarzyć, to powinna zadziałać „inżynieria finansowa”. Na przykład poręczania, a nie bezzwrotne granty. Lokalne fundusze tak, żywa gotówka nie. Można wspierać przedsiębiorczość, a nie przedsiębiorstwa. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pomorskiego biznesu, trochę to zignorowaliśmy i dopuszczamy pomoc bezpośrednią. Około 50-60% to u nas formy grantowe. Wspieramy tworzenie miejsc pracy i innowacyjność. Mam nadzieję, że w trakcie negocjacji z Komisją uda się nam obronić swoje stanowisko.

– Czy przedsiębiorcy mogą w najbliższych latach liczyć na ułatwienia w dostępie do różnych form wsparcia?

– Środków będzie zdecydowanie więcej niż było do tej pory. Po raz pierwszy mamy szansę stworzyć lokalny i regionalny system funduszy pożyczkowych i poręczeniowych. Wzmocnimy obydwa już działające i to będzie skok jakościowy. Zapewne będzie też łatwiejszy dostęp od strony organizacyjnej. Wiedza jest coraz większa, więc i dostęp z pewnością się polepszy.

– Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Rośnie skuteczność

Z Andrzejem Liberadzkim , Prezesem Agencji Rozwoju Pomorza, rozmawia Dawid Piwowarczyk .

– Panie Prezesie, czy warto prowadzić działalność gospodarczą i być małym lub średnim pomorskim przedsiębiorcą?

– Warto i według mnie są na to dowody. W tej kategorii przedsiębiorczość uprawia bardzo znaczna grupa Pomorzan, która dodatkowo radzi sobie lepiej niż robią to w innych regionach kraju. Co dziesiąta osoba posiada własną firmę (druga pozycja w kraju). Przedsiębiorstwa z sektora MSP generują u nas 54% nakładów inwestycyjnych (średnia krajowa 45%). Najwięcej w kraju (12% pomorskich firm) prowadzi też badania związane ze swoją działalnością. Tak więc Pomorzanie, zakładając własne działalności, potwierdzają, że ich prowadzenie może być sensowne i opłacalne. Oczywiście z zastrzeżeniem, że znamy wszystkie bóle, jakie wciąż towarzyszą prowadzeniu biznesu w Polsce.

– A co decyduje o tym, że obecne warunki są mniej lub bardziej korzystne?

– Mamy okres wzrostu gospodarczego i ogólnie poprawę nastroju. Pojawiają się też coraz większe możliwości w związku z Unią Europejską. Stwarza ona wielką i unikalną szansę rozwoju MSP w Polsce. W latach 2007-2013 pomorscy przedsiębiorcy mogą aplikować o ponad 700 mln zł pomocy tylko z Regionalnego Programu Operacyjnego. Do tego dołożyć należy część z 27 mld zł z Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka” na poziomie krajowym.

– Dotychczasowe opinie przedsiębiorców oceniające dostęp do środków unijnych dalekie są od zachwytu.

– Przedsiębiorcy mogą być zniechęceni, gdyż rzeczywiście system przekazywania im środków jest wciąż skomplikowany i zmienia się wolno. Niemniej, lata 2004-2006 pokazały, że mimo tych barier wnioski o dofinansowanie projektów MSP są składane, a pieniądze przyznawane. Tylko za pośrednictwem naszej Agencji firmy podpisały dotychczas umowy na około 190 mln zł. Owe 4000 wniosków, które do nas złożono, świadczą raczej o sporym zainteresowaniu. Z roku na rok obserwujemy jego wzrost. Jednocześnie, co ważniejsze, z terminu na termin rośnie skuteczność tych starań – mniej więcej co trzeci wniosek wchodził do realizacji i finansowania. Bardzo przydatne dla firm okazało się aplikowanie do przedakcesyjnego funduszu Phare. Był to poligon, na którym można się było wiele nauczyć.

– Czy jest szansa na uproszczenie systemu tak, by przedsiębiorcy uznali go za „strawny”?

– To pytanie przede wszystkim do instytucji rządowych. Jeżeli chodzi o budowanie systemu, to jak na razie nie mieliśmy wiele do powiedzenia, choć zgłaszaliśmy liczne praktyczne uwagi i poprawki. Różne konsultacje na linii z PARP okazywały się jednak fikcją. Jako Regionalna Instytucja Finansująca traktowani jesteśmy często jak chłopiec do bicia, a nie prawdziwy partner. Decyzje dotyczące wymagań, koniecznej dokumentacji, procedur i terminów rodzą się na poziomie krajowym. Umowy, które potem podpisujemy, tworzone są pod presją czasu i „świętości” misji, którą realizujemy. Nie mamy łatwo. Liczymy jednak, że w przyszłym okresie programowania będziemy mieli więcej do powiedzenia, zwłaszcza w ramach RPO. Za sposób podejścia do dystrybucji pieniędzy dla MSP innymi kanałami trudno mi ręczyć. Osobiście jestem umiarkowanym optymistą. Z drugiej strony, istnieje pewne ryzyko, że przeniesienie zbyt wielu decyzji na poziom regionalny zwiększy lokalne partykularyzmy. Potrzebny jest więc jakiś złoty środek.

– Czy system kontroli jest konieczny? Czy zdarzają się próby wyłudzania środków unijnych?

– Tak. W naszym RIF-ie wykryliśmy próbę wyłudzenia środków pomocowych w wysokości 800 tys. zł. Aczkolwiek trudno traktować jeden taki przypadek w ciągu 3 lat jako wystarczający pretekst do „usztywnienia” systemu poprzez przesadne kontrole.

– Panie Prezesie, czy zna Pan jakieś opracowanie, które szacowałoby koszty działania systemu i jego efektywność.

– Nie znam. Jest trochę za wcześnie. W latach 2004-2006 testowaliśmy system. Na ile jest efektywny, trudno mi powiedzieć. Mogę jednak podać dane z naszego RIF-u. Koszt funkcjonowania RIF w ARP S.A. (czyli na Pomorzu) w latach 2003-2006 w relacji do wielkości środków zakontraktowanych w tym czasie wyniósł 3,3%. Inny wskaźnik to średnioroczna „wydajność” kontraktowania przypadająca na jedną osobę zatrudnioną w naszym RIF – wynosi ona 3,1 mln zł. Na tej podstawie twierdzę, że pracujemy efektywnie.

– Panie Prezesie, czy dotychczasowe doświadczenia z wydatkowania środków unijnych nie świadczą o tym, że proporcje pomiędzy środkami kierowanymi do biznesu a przeznaczanymi na inne projekty są zachwiane, i że biznes jest tutaj pokrzywdzony?

– „Urzędowy” punkt widzenia Agencji, która odpowiedzialna jest za wspieranie pomorskich MSP jest taki, że dla MSP „zawsze jest za mało”. Środki na ten cel powinny być większe. Nie może istnieć dobry i zasobny region, w którym przedsiębiorczość będzie słaba. Ale wiadomo, że są też inwestycje infrastrukturalne czy rozwój zasobów ludzkich. Marszałek Województwa wie dobrze, że brak odpowiedniej infrastruktury – lokalnej i regionalnej – hamuje rozwój regionu. Aktywność gospodarcza zwykłych ludzi decyduje w ostateczności o wszystkim, a na Pomorzu szczególnie. Dlatego wciąż trwa dyskusja, czy środków na MSP w ramach RPO będzie wystarczająco dużo. Aktualnie przyznano na ten cel 21% całej puli.

– Ale nowoczesna gospodarka bardziej potrzebuje nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjno-informatycznej niż na przykład chodników czy ścieżek rowerowych.

– Jako przedstawiciel instytucji, która razem z PAIiIZ informuje oraz obsługuje inwestorów rozważających możliwość lokowania biznesu na Pomorzu, mamy świadomość, jak wiele inwestycji ucieka stąd ze względu na brak terenów, dróg czy planów zagospodarowania. Pomorskie i cała Polska są jeszcze na takim etapie, że infrastruktura długo będzie jednym z priorytetów. A ścieżki rowerowe, w których przoduje Gdańsk, niech powstają. Choć warto pamiętać, że niska jakość życia nie jest akurat głównym problemem Pomorza.

– A jak Pan ocenia propozycję, by duże firmy straciły możliwość aplikowania o środki pomocowe przeznaczone na wsparcie gospodarki?

– Jedna duża inwestycja zamyka szansę na uzyskanie dotacji dziesiątkom czy setkom drobnych firm. Duże, mocne przedsiębiorstwa mają zdecydowanie więcej możliwości samofinansowania. Nie można budować konkurencyjnej gospodarki bez silnego sektora MSP. Dobrym przykładem jest choćby Dania, która nie ma wielkiego przemysłu, a gospodarkę posiada świetną. Patrząc na to, jakie środki unijne trafiły do KGHM, należy protestować. Zresztą Unia Europejska dała już za to Polsce burę.

– Czy Pana zdaniem zdrowy jest podział na środki miękkie – trafiające na przykład na dofinansowanie szkoleń, doradztwa – i tak zwane twarde, z których można sfinansować zakup maszyn czy rozbudowę zakładu?

– W każdym spotkaniu z przedsiębiorcami powraca ten problem. Właściciele firm głośno domagają się zwiększania kwot na inwestycje. Polskie firmy są nie­doinwestowane, muszą więc poszukiwać źródeł finansowania, przy czym ponad 80% z nich wystrzega się brania kredytów. To zła sytuacja. Jestem za przesuwaniem środków zgodnie z sugestiami przedsiębiorców i ścisłym monitorowaniem skuteczności projektów miękkich, gdyż jest tu znaczne pole do marnotrawstwa. Niemniej, jeszcze w okresie funduszy Phare widać było, jak wiele przedsiębiorstw rozwija się dzięki nakładom na szkolenia, promocję, przygotowywanie planów rozwoju czy udział w wystawach.

– Przedsiębiorcy podnoszą niekiedy zarzut niejasności i braku przejrzystości procedur oceniających i kwalifikujących wnioski.

– Im większa komplikacja systemu, tym mniejsza przejrzystość oceny. Mówiliśmy o tym wcześniej. Oceny formalnej wniosków dokonują ludzie dobrze przygotowani. Zresztą jest ona z natury pozbawiona subiektywizmu. Części ekonomicznej oceny również nie da się oszukać. Gorzej bywa w zespołach oceniających stronę merytoryczną projektów. Tutaj brakuje ludzi dobrze znających się na poszczególnych branżach. Najtrudniejsze merytorycznie oceny (na przykład w SPO WKP) trafiały do PARP w Warszawie – taka była procedura. Struktura osobowa Komisji Oceny Projektów przy ZPORR (ciało regionalne powoływane przez Marszałka) wymaga w następnym okresie przemyślenia. Zastosujemy każde dobre rozwiązanie. Gdyby jednak jako miernik mijającego okresu programowania przyjąć liczbę odwołań czy pozwów sądowych kierowanych wobec naszego RIF, wyszłoby na 4+. Ich ilość jest znikoma. Wiem jednak, iż rzeczywistość jest bardziej złożona, zaś Agencja powinna być pełna pokory wobec własnej niedoskonałości.

– A może krokiem w dobrą stronę jest propozycja, żeby na początku składać tylko konspekt projektu, a wszelkie dokumenty już po uznaniu go za rokujący sukces?

– Jest taki pomysł i popieram go po głębszym przemyśleniu całej nowej procedury.

– Panie Prezesie, czy mamy na Pomorzu wdrożony program oceny efektywności już zrealizowanych inwestycji? Wiadomo, że nawet w przypadku projektów niekomercyjnych można ocenić ich pozytywne lub negatywne oddziaływanie.

– Jeśli mówi Pan o wnioskach naszych przedsiębiorców, to proszę powiedzieć, jak ocenić dziś tę masę 1200 realizowanych projektów? Jeśli zaś pyta Pan o owych kilkaset inwestycji samorządowych, to zapewne również jest to problem czasu na ich zbadanie. Myślę, że za wcześnie na odpowiedź. Agencja Rozwoju Pomorza S.A.

uruchomiła projekt Pomorskie Obserwatorium Gospodarcze, które dało nam szansę na podejście do tego tematu. Ankietę (bardzo zresztą obszerną) rejestrującą kondycję naszej przedsiębiorczości oddało około 2300 firm, a więc 41% wszystkich małych i średnich (poza mikro) działających w województwie. Pytamy tam również o pomoc unijną. Może czegoś się dowiemy?

– Czy nie jest tak, że środki unijne mogą nas rozleniwić? Że będziemy marnować szanse drzemiące gdzie indziej?

– To może ewentualnie dotyczyć instytucji otoczenia biznesu i ośrodków władzy decydujących o wspieraniu gospodarki. Przedsiębiorcom to jednak nie grozi. To ludzie aktywni i mocno stąpający po ziemi, a także obdarzeni instynktem sukcesu i woli osiągania zysku.

– Gdy się spotkamy za kilka lat, czy będziemy mogli powiedzieć, że udało się wyeliminować wady systemu dystrybucji środków pomocowych?

– Po pierwsze, w Unii istnieje konkurencja państw wykorzystujących pomoc. Po drugie, w Polsce jest opinia publiczna, która wymusi poprawę. Widzimy także, że firmy się uczą. Projekty są coraz lepsze. Ponadto coraz skuteczniej umiemy przekonywać do naszych racji (najlepszej dla Polski struktury pomocy czy trybu jej udzielania) Brukselę. Uważam, że będzie coraz lepiej. Nasz region wykorzysta szansę, którą stworzyło wejście do Unii. Już ją wykorzystuje.

– Dziękuję za rozmowę.

ppg3-2006_skutecznosc_tabela1

 

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Nie „ile”, ale „co” Unia daje Pomorzu?

W ramach Polityki Spójności realizowanej przez Unię Europejską do Polski trafiają fundusze na realizację określonych celów. Są one dystrybuowane przez Sektorowe Programy Operacyjne oraz Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego (ZPORR). Celem inwestycji realizowanych ze wsparciem środków unijnych, zgodnie z założeniem Polityki Spójności i odnowionej Strategii Lizbońskiej, jest budowanie konkurencyjności służącej wzrostowi gospodarczemu, wzrostowi zatrudnienia i spójności społecznej.Środki wykorzystywane w ramach ZPORR (zarządzane na szczeblu wojewódzkim) są najsprawniej wydawanymi środkami ze wszystkich programów operacyjnych. Obawy przed problemami z wykorzystaniem funduszy strukturalnych przez samorządy (na przykład zapewnienie wkładu własnego, przygotowanie projektów) nie sprawdziły się, a doświadczenia wręcz wskazały na lepszą efektywność absorpcji funduszy strukturalnych na szczeblu regionalnym niż centralnym.

Na koniec kwietnia 2006 roku wykorzystanie środków w ramach ZPORR było najwyższe spośród wszystkich Programów Operacyjnych. Wartość podpisanych umów o finansowanie osiągnęła 8,8 mld zł i przekroczyła 75,6% alokacji na cały okres programowania w latach 2004-2006. W tym samym okresie płatności dla beneficjentów wynosiły 14,5% środków przeznaczonych na ZPORR. Spośród 16 województw pomorskie osiągnęło najwyższy wskaźnik podpisanych umów w ramach ZPORR w stosunku do przyznanych środków – prawie 90%. Najwięcej środków zostało przeznaczonych na inwestycje w rozbudowę i modernizację infrastruktury.

W następnym okresie programowania środki unijne przeznaczone dla Polski będą kilka razy większe niż w latach 2004-2006. Dużo większa część tych środków będzie zarządzana przez samorządy wojewódzkie głównie w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych. Do Pomorza trafi prawie 900 mln euro w ramach RPO [1] oraz 350 mln euro z EFS. Dzięki decentralizacji programów operacyjnych samorząd wojewódzki będzie miał dużo większy wpływ na alokację środków unijnych zgodną z potrzebami regionu.

Wykorzystując środki w ramach ZPORR oraz Regionalnego Program Operacyjnego 2007-2013, samorząd województwa ma wpływ na zmniejszenie luki rozwojowej między Pomorzem a regionami bardziej rozwiniętymi, jak na przykład Mazowszem czy Śląskiem, oraz na konwergencję tego regionu w stosunku do UE 25. Najbardziej mierzalnymi i pożądanymi wskaźnikami rozwoju są wzrost PKB oraz wzrost zatrudnienia.

Wskaźnik PKB na mieszkańca w 2003 roku w województwie pomorskim wynosił 46,3% średniej UE 25 i był niższy niż średni poziom tego wskaźnika dla Polski. Stopa bezrobocia w Polsce jest najwyższa spośród wszystkich 25 państw Unii Europejskiej i na koniec kwietnia 2006 roku wynosiła 16,8%. Niestety województwo pomorskie nadal znajduje się w grupie regionów europejskich o najwyższym wskaźniku bezrobocia – mimo jego stosunkowo dynamicznemu spadkowi. Polityka Spójności jest więc nam bardzo potrzebna.

Dzięki środkom strukturalnym Samorząd Województwa Pomorskiego ma wpływ także na konwergencję wewnątrz regionu. Według danych z raportu IBnGR („Sukces rozwojowy polskich województw”) Pomorskie zalicza się do regionów o znacznej wewnętrznej rozpiętości rozwojowej. Na zróżnicowanie podregionów województwa pomorskiego najsilniej wpływa dynamika gospodarki, a ściślej dynamika PKB, wydajność pracy i warunki pracy. Najlepiej rozwijające się podregiony to podregion gdański i słupski. Martwi natomiast słaby poziom dynamiki gospodarki Trójmiasta, ponieważ to duże ośrodki miejskie powinny być główną siłą napędową zmian.

Od wysokości funduszy dostępnych dla Pomorza zależy ilość i wielkość wykonanych inwestycji. Jednakże procesy konwergencji zależą nie tylko od wysokości wydatkowanych funduszy, lecz od tego, na jakie cele zostaną one przeznaczone i jaki wpływ na rozwój regionu będą miały inwestycje realizowane za pomocą tych funduszy. Powinny one służyć do tworzenia podstaw dla rozwoju inicjatyw gospodarczych i społecznych w przyszłości.

Aby środki unijne przyniosły zakładany skutek, powinny być przeznaczone na inicjatywy zapewniające długofalowy rozwój regionu. Należy do nich przede wszystkim budowanie atrakcyjności inwestycyjnej Pomorza oraz inwestowanie w innowacje i kapitał ludzki. Pomorskie w rankingu atrakcyjności inwestycyjnej przygotowanym w czerwcu 2006 roku przez IBnGR zajęło dopiero 7. miejsce. Największą bolączką naszego regionu jest infrastruktura drogowa i komunikacyjna. Dotyczy to zarówno infrastruktury lokalnej, jak i tej o znaczeniu regionalnym.

Obecna komunikacja z Pomorzem po prostu utrudnia inwestorom lokalizowanie w tym regionie działalności. Brakuje nam autostrady, szybkiej kolei oraz większej ilości połączeń lotniczych. Trójmiasto powinno także wykorzystać atut nadmorskiego położenia i inwestować w infrastrukturę portową. Z odpowiednim zapleczem logistycznym region ten może stać się jednym z największych centrów handlu w Polsce, zdolnym do konkurowania na arenie międzynarodowej.

Potrzeby te zostały dostrzeżone i pierwsze inwestycje w infrastrukturę drogową oraz transportu publicznego zostały już rozpoczęte. Trójmiasto myśli także o budowie nowego portu lotniczego. Wykorzystanie środków strukturalnych na infrastrukturę transportową pozwoli otworzyć nasz region na świat i zbudować podstawy do jego długofalowej konkurencyjności. Im więcej otwartych „okien” dzięki funduszom unijnym, tym większa konkurencyjność Pomorza. Przyczyni się ona do napływu inwestycji krajo­wych i zagranicznych. Wzrost poziomu inwestycji nie jest celem samym w sobie, lecz prowadzi do ożywienia gospodarczego, lepszych warunków życia mieszkańców oraz spójności wewnętrznej i zewnętrznej regionu.

Jednocześnie z inwestycjami w infrastrukturę nasz region powinien wspierać sektor B+R. Służy on wzrostowi innowacyjności. Sektor ten w województwie pomorskim ma duży potencjał ze względu na dużą liczbę i różnorodność uczelni oraz ośrodków badawczych. Rozwój innowacyjności warunkuje szybszy rozwój gospodarczy i trwałą przewagę konkurencyjną regionu.

W następnej perspektywie finansowej na projekty łączące środowiska biznesowe i naukowe będzie przeznaczone więcej środków niż obecnie. Preferowanie tego typu współpracy nakazuje tym środowiskom podjęcie dialogu i inicjatywy. Prowadzi to do rozwoju innowacji, pokazuje wspólny dla tych grup obszar działalności służący interesom oraz rozwojowi gospodarki Pomorza. Takie działania umożliwią zmianę podejścia do badań naukowych, skłonią środowiska biznesowe do ich finansowania i wykorzystywania w przyszłości na większą skalę. Przyczynią się też do powstawania trwałej przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw i całego regionu. Ponadto wpłyną także na dostosowanie systemu szkolnictwa ponadgimnazjalnego do potrzeb gospodarki, co nie tylko przyczyni się do zmniejszenia bezrobocia, ale pozwoli przygotować, ukierunkować i zapewnić kapitał ludzki niezbędny do dalszego rozwoju.

Oprócz finansowania budowy podstaw konkurencyjności poprzez inwestycje w infrastrukturę i sferę naukowo-badawczą, fundusze strukturalne mają inne, nieindykatywne znaczenie. Przyczyniają się do tworzenia nowej „kultury gospodarczej”.

Dla regionu bardzo ważne jest nawiązywanie współpracy zarówno z partnerami zagranicznymi, jak i na poziomie lokalnym. Dotyczy to podmiotów gospodarczych oraz przedstawicieli władz regionalnych i lokalnych. Możliwości finansowania dużych przedsięwzięć wymuszają rozwój relacji między różnymi podmiotami oraz współpracy między miejskimi ośrodkami Trójmiasta. W celu stworzenia spójnych projektów powstają liczne konsorcja, platformy wymiany doświadczeń i informacji oraz inne formy współpracy różnych środowisk.

Władzom samorządowym przynależność Polski do Unii Europejskiej dała niespotykaną do tej pory możliwość zarządzania i kształtowania gospodarki na szczeblu lokalnym. Możliwości te pociągają za sobą zdecydowanie większą odpowiedzialność za wykorzystanie środków i za jakość zarządzania.

Cennym efektem wdrażania funduszy strukturalnych są także lepsze warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Przyczynia się do tego długofalowość myślenia i nauka wieloletniego planowania przez podmioty gospodarcze i samorządy. Sprzyja to większej przewidywalności otoczenia i stabilizacji prowadzenia działalności gospodarczej. Odczuwalna dla podmiotów gospodarczych może być też poprawa standardów administracyjnych.

Na całym Pomorzu wdrażanie Polityki Spójności ożywia wiarę w rozwój, przełamanie barier i wyzwala drzemiący potencjał. Jeśli fundusze unijne zostaną dobrze zainwestowane, Pomorze ma szansę na skok cywilizacyjny i mentalny. Fundusze europejskie, które ostatecznie trafią na Pomorze, staną się kołem zamachowym rozwoju naszego regionu. Ten wymiar wpływu środków europejskich ma dla Pomorza największe znaczenie.

Przypisy:

1 Agnieszka Kapciak, wstępny projekt Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego a SWW i NSRO 2007-2013 , Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

MSP solą pomorskiej ziemi

Z Włodzimierzem Szordykowskim , Dyrektorem Pomorskiej Izby Rzemieślniczej Małych i Średnich Przedsiębiorstw, rozmawia Dawid Piwowarczyk .

– Panie Dyrektorze, czy pomorskie MSP mają możliwości dostępu do kapitału?

– Oczywiście możliwości są, ale jeżeli chcemy, by MSP rozwijały się jeszcze szybciej i decydowały o pozytywnej przemianie naszego regionu, musimy dołożyć starań, by nasze pomorskie przedsiębiorstwa miały te możliwości zdecydowanie większe.

– Czy zauważa Pan tutaj poprawę?

– Rzeczywiście, pojawiają się nowe inicjatywy z naszej strony oraz ze strony samorządów. Wciąż jednak uważam, że nie osiągnęliśmy masy krytycznej, która pozwalałaby nam powiedzieć, że w zakresie finansowania MSP mamy już w miarę dobry i efektywny system.

– A czy same firmy chcą zmian i się zmieniają?

– Już od kilkunastu lat wspieramy pomorskie rzemiosło i widzimy, jak diametralne zmiany zaszły w nim przez ten okres. Oczywiście w dalszym ciągu istnieje spora grupa firm, które zmieniają się w niewielkim stopniu. z drugiej jednak strony, ogromna ilość przedsiębiorstw ciągle się doskonali, z roku na rok jest większa i bardziej dynamiczna. Wiele z nich znalazło swoją niszę rynkową, by produkować i sprzedawać towary, które należą do najlepszych, najbardziej zaawansowanych na rynku.

– Jak można wspomagać takie pozytywne zjawiska?

– Jak w każdym genialnym projekcie za wszystkim stoi człowiek. Obserwując naszych członków, widzimy, że upór i zapał jednego człowieka decyduje o sukcesie w większym stopniu niż inne czynniki. Prawdą jest jednak, że potrzebne są czasami rozwiązania systemowe.

– Jak państwo może wspierać przedsiębiorczość?

– Odpowiem na to pytanie, pokazując sytuację branży samochodowej, bardzo licznie reprezentowanej w naszej izbie. Nikt nie zaprzeczy, że ostatnie piętnaście lat to okres niebywałych przeobrażeń w tej branży. Przeistoczenia systemu ekonomicznego w naszym kraju w połączeniu z bardzo szybkim postępem technologicznym (w tej branży szczególnie widocznym) spowodowały konieczność ciągłego doskonalenia się pomorskich firm tego sektora. Przedsiębiorstwa, które temu nie sprostały, były sukcesywnie wypierane z rynku. To dobry i charakterystyczny dla zdrowej ekonomii proces. Mamy tutaj jednak cały czas do czynienia z psuciem rynku. Obecne regulacje prawne powodują obniżanie stawek do poziomu, na którym uczciwie działające zakłady mają duże trudności z osiągnięciem rentowności. Jednocześnie system pozwala funkcjonować całkiem sporej szarej strefie. Tracą na tym zarówno uczciwe warsztaty, jak i samo państwo. Wolność gospodarcza nie powinna oznaczać anarchii i przyzwolenia na istnienie zjawisk patologicznych.

– I tutaj właśnie ujawnia się sens istnienia takich podmiotów, jak Państwa Izba.

– Oczywiście znamy swoją skalę i wiemy, że jesteśmy w stanie oddziaływać głównie na lokalne ośrodki władzy. Grupując ponad 2300 podmiotów, jesteśmy najliczniejszą tego tupu organizacją w regionie i jedną z najmocniejszych w kraju. Nieprzerwanie od ponad 60 lat staramy się wspierać naszych członków i podnosić konkurencyjność firm. Ale konieczne jest ciągłe zwiększanie potencjału organizacji pracodawców i przedsiębiorców tak, by nasz głos był słyszany i byśmy mieli realny wpływ na kształtowanie systemu. Jako przedsiębiorcy nie domagamy się szczególnego traktowania, żądamy jednak jasnych i stabilnych reguł. Małe i średnie firmy są filarem każdej zdrowej i dynamicznej gospodarki. Województwo pomorskie nie jest tutaj wyjątkiem. To właśnie MSP są największym pracodawcą. To dzięki takim firmom oraz ciężkiej pracy ich właścicieli Pomorskie z roku na rok staje się coraz silniejszym gospodarczo punktem na ekonomicznej mapie Europy.

– Panie Dyrektorze, jak Pan ocenia kwestie dostępności do wsparcia?

– Już na początku lat 90., korzystając z kontaktów z naszymi zachodnioeuropejskimi partnerami, zaczęliśmy organizować szkolenia dla pomorskich przedsiębiorców. Uzyskali oni możliwość zgłębienia wiedzy oraz porównania swoich osiągnięć z tymi, jakimi szczycą się ich koledzy na zachodzie Europy. Początkowo wielu z nich wątpiło w sens takiego wsparcia. Nasze wieloletnie działanie dowiodło jednak potrzeby i sensowności owego przedsięwzięcia.

– Na jaką pomoc mogą liczyć Wasi członkowie ze strony samej Izby?

– Oczywiście staramy się pokazać naszym członkom możliwości, jakie wynikają z członkowstwa w Unii Europejskiej. z jednej strony otwarcie gigantycznego rynku, z drugiej dużo większy niż przed akcesją strumień środków pomocowych sprawia, że pomorskie firmy stają przed niebywałą szansą. Ale czy tę szansę wykorzystają, zależy głównie od nich samych. Jako Izba nie zaniedbujemy też działań, które prowadzimy od lat – szkolimy głównie młode osoby w aż 35 zawodach. Prowadzimy egzaminy czeladnicze i mistrzowskie. Wypracowany w Polsce system kształcenia rzemieślniczego uważany jest za jeden z najbardziej wydajnych i efektywnych. Najlepszym dowodem na jego skuteczność jest fakt, że polscy rzemieślnicy są bardzo poszukiwani i bez trudu znajdują pracę w wielu krajach.

– Panie Dyrektorze, wracając do kwestii pomocy unijnej, jak ona jest oceniana przez Państwa członków?

– Środki unijne są niewątpliwie wielką szansą. Pierwsze lata pokazują jednak, że system jest niedopracowany. Przedsiębiorcy skarżą się na niejasne procedury, brak wystarczających informacji, zbyt długie okresy oczekiwania. Dla MSP dużym problemem jest też konieczność sfinansowania z własnych środków całej inwestycji, by dopiero po jej zakończeniu otrzymać dotację. Zważywszy na szczupłe zasoby finansowe pomorskich MSP, bardzo często uniemożliwia to aplikowanie o pomoc nawet na bardzo ciekawe projekty.

– Jak Pan ocenia proporcje pomiędzy środkami przeznaczonymi na szkolenia i na inwestycje?

– Nasi członkowie wyraźnie wskazują, że szkolenia i doradztwo są ważne i przydatne. Najczęściej jednak oczekują wsparcia projektów inwestycyjnych. Wzrost i unowocześnienie potencjału produkcyjnego jest obecnie dla pomorskich firm największym priorytetem.

– Obserwując obecne zmiany, uważa Pan, że możemy w następnych latach liczyć na znaczącą poprawę?

– Myślę, że tak. Takie działania, jak uruchomienie Pomorskiego Funduszu Poręczeń Kredytowych i Pomorskiego Funduszu Pożyczkowego, powstawanie kolejnych inkubatorów przedsiębiorczości i centrów nowych technologii są niewątpliwie bardzo dobrymi inicjatywami, które muszą już wkrótce zaowocować. Mamy nadzieję, że napływ środków unijnych w kolejnym okresie programowania będzie zdecydowanie większy, a duży strumień funduszy popłynie zarówno do samych firm, jak i do podmiotów wspierających przedsiębiorców i przedsiębiorczość. Wsparcie to może pozwolić nam zniwelować lukę, która dzieli nas wciąż od państw wyżej rozwiniętych. Jeśli dołożymy do tego naszą przedsiębiorczość oraz kreatywność, to nasz kraj, a w szczególności Pomorze, czeka okres wysokiego rozwoju gospodarczego i szybkiego nadrabiania zaległości.

– Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Wydać, ale efektywnie

Z Grażyną Zielińską , Wiceprezes Gdańskiego Związku Pracodawców, rozmawia Dawid Piwowarczyk .

– Pani Prezes, czy z perspektywy Gdańskiego Związku Pracodawców i jego członków obecny dostęp do finansowania dla pomorskich przedsiębiorstw jest zadowalający?

– Według opinii naszych członków dostęp ten jest niewystarczający. Sztywne procedury w bankach powodują, że małe firmy mają minimalne szanse na szybkie uzyskanie kredytu. Niezbyt przyjazne są także zbyt wygórowane wymagania w zakresie niezbędnej dokumentacji oraz zabezpieczeń. Przedsiębiorcy podnoszą zarzut, że procedury są bardzo sformalizowane, a banki patrzą tylko na dokumenty, ignorując otoczenie. Brakuje całościowego spojrzenia. Oczywiście są instytucje specjalizujące się w obsłudze MSP, ale przedsiębiorcy w dalszym ciągu uważają, że droga ta jest za długa i za trudna. To szczególnie istotne dla małych firm, które potrzebują szybkiego dofinansowania w celu przeprowadzenia krótkoterminowych, ale wysoko opłacalnych transakcji.

– A jak funkcjonuje pozabankowy system wsparcia?

– W Pomorskiem system ten jest dopiero rozbudowywany. Pomorski Fundusz Poręczeń Kredytowych działa dobrze i rozwija się, ale potrzebna jest jego dalsza modernizacja. Nie ma jeszcze instytucji wsparcia typu start-up. Co gorsza, nie jest to nawet ujęte w naszym programie regionalnym. Tymczasem choćby z projektu przygotowanego przez Agencję Rozwoju Pomorza wynika, że istnieje wiele osób mających dobre pomysły na biznes, ale ze względu na liczne przeciwności biurokratyczne nie może ich zrealizować. Wiemy, że ważne jest zarówno wsparcie edukacyjne, jak i praktyczne. To nie są duże inwestycje, ale bardzo często osoby te nie posiadają żadnej historii kredytowej, nie są w stanie przedstawić żadnej gwarancji i nie mogą liczyć na kredyt. Jedyną szansą są dla nich właśnie takie programy wsparcia. Ważne jest też, aby na kolejnych etapach swej działalności, gdy rynek potwierdzi zasadność i dochodowość ich modelu biznesowego, mogli liczyć na odpowiednie subwencje na poczet dalszego rozwoju. Jako dyrektor oddziału banku uważam, że również instytucje finansowe powinny być zainteresowane rozbudowaniem systemu wsparcia. Wraz ze swym rozwojem takie firmy będą dla banków coraz ciekawszym i atrakcyjniejszym klientem.

– A skąd ta restrykcyjność banków?

– Różnice wynikają z ich szerszego spojrzenia. Bank musi zagwarantować maksymalne bezpieczeństwo transakcji. Pożycza nie swoje pieniądze, lecz klientów, którzy powierzyli mu oszczędności w formie lokat.

– Pani Prezes, wszyscy mówią, że potrzebna jest zmiana, że trzeba wzmocnić instytucje okołobiznesowe. Może nie warto czekać, może sami zrzeszeni przedsiębiorcy (tak jak w GZP) powinni się zorganizować i zadbać o stworzenie takiego systemu?

– Rozmawialiśmy kiedyś na ten temat, ale pomorskie firmy nie mają wystarczających środków. Cały czas krąży też pomysł stworzenia regionalnego banku nastawionego na wsparcie lokalnego biznesu. W Polsce – inaczej niż na zachodzie Europy – nie funkcjonuje system poręczeń wystawianych przez takie organizacje, jak Gdański Związek Pracodawców czy Pomorska Izba Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Tymczasem na zachodzie system taki funkcjonuje od lat i dobrze spełnia swoją rolę. U nas się to zaniedbuje, idziemy raczej w kierunku zabezpieczeń na maszynach, halach.

– Coraz częściej pojawiają się opinie, że pomimo dużych pieniędzy trafiających do nas z Unii, nie są one efektywnie wydawane.

– Niestety takie opinie są częste. Według mnie ważne jest, aby środki te przyznawane były na poziomie regionów. Doświadczenia lat 2004-2006 pokazują, że centralne działania – z punktu widzenia firm – są mniej efektywne niż programy regionalne. Bardzo często w przypadku programów PARP-owskich przedsiębiorcy nie mieli nawet dostępu do informacji, gdzie popełnili błąd, co zdecydowało o tym, że ich projekty nie uzyskały akceptacji. Kolejnym problemem są „eksperci” oceniający wnioski. Do komisji trafiają urzędnicy, którzy nie mają żadnego doświadczenia w prowadzeniu firmy, a ich wiedza jest tylko książkowa. W takich komitetach potrzeba ludzi kompetentnych. I tutaj właśnie widzę miejsce dla banków. Instytucje te dysponują bowiem szerokim zapleczem analityków i specjalistów, którzy na co dzień mają do czynienia z MSP. Są oni w stanie szybko i prawidłowo ocenić dany projekt, określić jego zasadność i efektywność. Wielu przedsiębiorców rezygnuje ze składania wniosków ze względu na bardzo długi okres oczekiwania. Do tego dochodzi potrzeba wyłożenia własnych środków i tym samym malejąca opłacalność dotacji. Wydaje mi się, że w kolejnym okresie programowania wiele z tych problemów można zlikwidować.

– Jakie jeszcze zagrożenia widzi Pani w związku ze środkami unijnymi?

– Bardzo niepokoi mnie postawa typu: „pojawiają się środki unijne, więc musimy je wydać”. Nikt nie zastanawia się, jak zrobić to maksymalnie efektywnie. Dla mnie wydawanie funduszy unijnych jest tylko środkiem, a nie celem. Ważne jest to, co dzięki tym środkom uda nam się zmienić na lepsze. Interesuje mnie, jak dzięki dotacjom zmieni się obraz Pomorza, jak wysoko awansujemy cywilizacyjnie.

– Czy uważa Pani, że w zakresie środków mamy dobre proporcje pomiędzy środkami „twardymi” i „miękkimi”, między środkami na przedsiębiorczość a środkami na inne cele?

– Za mało pieniędzy idzie na wspieranie przedsiębiorstw. Co więcej, również w kolejnym okresie programowania środki miały wzrosnąć w niewielkim stopniu. A przekazanie około 5% na wsparcie przedsiębiorczości to o wiele za mało. Większość miała iść na inwestycje okołobiznesowe lub finansowanie inwestycji infrastrukturalnych. Na szczęście dzięki zjednoczeniu się – nie mającego precedensu w historii – wszystkich pomorskich organizacji grupujących przedsiębiorców udało nam się wywalczyć znaczący wzrost wydatków na wsparcie przedsiębiorców i przedsiębiorczości. Oczywiście sukces ten jest ważny, ale znamienite jest to, że w projekcie Regionalnego Programu Operacyjnego 2007-2013 ten priorytet traktowany był po macoszemu. Warto tutaj spojrzeć na przykład Wielkopolski. Tam przedsiębiorczość kwitnie i rozwija się dynamicznie nie tylko dzięki gospodarności, ale i pozytywnemu klimatowi tworzonemu przez władze samorządowe. Tamtejsze samorządy wiedzą, że MSP mogą być lokomotywą rozwojową, ale należy o nią dbać i ją „oliwić”. Tymczasem u nas w ramach regionalnego projektu chciano się skoncentrować na innych – nie mówię, że mniej ważnych – priorytetach.

– Coś jeszcze było „bolesne” dla przedsiębiorców w toku starania się o dofinansowanie?

– Kolejnym zarzutem ze strony przedsiębiorców było to, że za dużo środków przeznaczono na wsparcie otoczenia biznesowego. I to kosztem bezpośredniego wspierania biznesu. Dla przedsiębiorców ważne byłoby też istnienie firm konsultingowo-doradczych, które doradzałyby w zakresie optymalizacji modelu biznesowego i efektywnego aplikowania o środki unijne. Znam przykłady, gdy projekty przygotowywane były przez bardzo renomowane firmy doradcze, ale diametralnie różnie oceniane przez inne instytucje. Kolejnym zarzutem była ogromna ilość programów powodująca niemożność ogarnięcia wszystkich dostępnych możliwości wsparcia. Skomplikowane poszatkowanie i poszufladkowanie sprawiało, że osoba niezajmująca się zawodowo dotacjami nie była w stanie śledzić wszystkich adresowanych do niej programów wsparcia.

– Pani Prezes, czy oceniając dotychczasowe doświadczenia pierwszych lat wydawania środków unijnych nie warto by zablokować dostęp do dotacji unijnych dużym firmom?

– Tak. Zdecydowanie popieram ten postulat. Ogromna ilość pieniędzy poszła do dużych firm. Co gorsza, środki te zamiast służyć ich restrukturyzacji, przyczyniły się raczej do ich uśpienia i odwleczenia niezbędnych procesów podnoszenia konkurencyjności i innowacyjności. Za chwilę nie dostaną one kolejnego wsparcia, a na restrukturyzację będzie już za późno. Sytuacja ta zablokowała możliwość rozwoju wielu mniejszym, bardziej dynamicznym i perspektywicznym firmom.

– Uważa Pani, że w najbliższych latach w zakresie finansowania pomorskich MSP będziemy mieli do czynienia ze zdecydowaną poprawą?

– Tak. Głęboko wierzę, że będziemy świadkami wielu pozytywnych zmian. Mamy coraz lepszych i bardziej wyedukowanych przedsiębiorców, powstają nowe fundusze wsparcia. Jestem przekonana, że to wszystko spowoduje znaczącą poprawę i ułatwienie w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej.

– Dziękuję za rozmowę.

Skip to content