Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Pokolenie „WB” – czyli Wielka Brytania czy własny biznes?

Dzięki akcesji Polski do Unii Europejskiej otworzyły się przed młodymi ludźmi zupełnie nowe perspektywy i możliwości. Kuszą nas nie tylko nowe rynki legalnej pracy dające możliwość przyzwoitych zarobków, zdobycia doświadczenia oraz poznania wielokulturowości Europy. Unia to także większe szanse na realizację swoich marzeń i planów tutaj – w Polsce, na Pomorzu. Niestety szanse te nie są dobrze uświadomione, czy raczej niewystarczająco wypromowane wśród młodych ludzi.Te nowe możliwości zarysowały nowy podział: na tych, którzy z różnych powodów wyjechali lub chcą wyjechać do krajów dobrobytu – Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Skandynawii – oraz na tych, którzy nie widząc możliwości znalezienia dobrej pracy szukają szczęścia „na własny rachunek”. Oczywiście motywacje do założenia swojej firmy mogą też być inne. Potwierdzają to wyniki badania ankietowego studentów jednej z trójmiejskich uczelni. Przepytano 25 losowo wybranych studentów (studiów dziennych) w wieku 20-24 lat, zamieszkujących teren województwa pomorskiego. Prawie 65 procent ankietowanych zamierza założyć własną firmę. Wśród głównych powodów, które stoją za takimi planami, są: możliwość wyższych zarobków, uniezależnienie się od pracodawcy, zaspokojenie swoich ambicji i marzeń, rozwój swoich umiejętności, zdobycie doświadczenia, satysfakcja i przyjemność.

Niestety odsetek młodych osób deklarujących chęć prowadzenia własnej firmy nie jest wysoki (w porównaniu np. do USA) a sytuację w tym zakresie pogarsza dodatkowo fakt, że konfrontacja z rzeczywistością w sporej części tej grupy chęć tą wygasi. Już teraz, na etapie planów, studenci zdają sobie sprawę z trudności związanych z założeniem pierwszego biznesu. Najczęściej wymieniają: brak funduszy na realizację swojego pomysłu biznesowego, niedostateczną ilość informacji trafiających do zainteresowanych założeniem biznesu, małą wiedzę z zakresu ekonomii i podstaw prawnych, trudności w otrzymaniu kredytu, biurokrację w urzędach, zbyt dużą konkurencję w danej branży, nieumiejętność prowadzenia księgowości, brak doświadczenia.

Wśród potencjalnych osób i instytucji, które mogłyby bezpośrednio pomóc w zakładaniu pierwszego biznesu są przede wszystkim: sami ankietowani – uznali oni, że wystarczająco sobie poradzą (12%), ich przyjaciele (20%), rodzina (36%), banki – udzielając kredytów i pożyczek (12%), osoby posiadające doświadczenie w prowadzeniu podobnej działalności (8%), organizacje pozarządowe (4%), specjalnie do tego przeznaczone instytucje (8%).

Większość ankietowanych, jako źródło finansowania pomysłu na swój pierwszy biznes podawała: kredyty z banku (35%), fundusze i dotacje unijne dla młodych przedsiębiorców (28%), własne oszczędności (8%), pożyczki od: rodziny (10%), znajomych (8%), fundusze i dotacje od samorządów lokalnych i regionalnych (8%), sponsorów prywatnych (3%). Niestety, nikt spośród ankietowanych nie był w stanie podać szczegółowych informacji na temat pozyskania funduszy na działalność, określić jakie kryteria są stawiane przez banki lub inne instytucje, urzędy oraz jakimi kwotami one dysponują.

Niemal wszyscy badani zgodnie potwierdzili, że ich stan wiedzy jest niedostateczny do podjęcia się prowadzenia własnego przedsiębiorstwa. Zwrócono uwagę na to, iż brakuje jednego punktu informacyjno-szkoleniowego, gdzie możliwe byłoby uzyskanie wyczerpujących informacji na temat zakładania i finansowania pierwszego biznesu. Za najlepsze rozwiązanie tego problemu uznano stworzenie strony internetowej, na której „krok po kroku” byłyby wytłumaczone wszystkie zasady zakładania i funkcjonowania firmy oraz przedstawione możliwości i konkretne oferty finansowania a także podniesienia kwalifikacji (oferta szkoleń w zakresie prowadzenia firmy). Innym rozwiązaniem jest stworzenie specjalnej instytucji o charakterze „centrum rozwoju biznesu” – jednostki, która informowałaby o działaniach podejmowanych przez inne instytucje wspierające przedsiębiorczość.

Mimo istnienia różnych instytucji zajmujących się szkoleniami i rozwojem małych i średnich przedsiębiorstw wśród ludzi młodych panuje przekonanie o braku wsparcia ze strony takich jednostek jak urzędy pracy, samorządy lokalne i regionalne, agencje rozwoju i inne.

Problemem, na który zwrócono szczególną uwagę jest brak przejrzystej oferty poszczególnych banków zestawionej w jednym, łatwo dostępnym miejscu. Także wysokie koszty obsługi bankowej dla małych i średnich przedsiębiorstw stanowią w opinii ankietowanych czynnik demotywujący ich przed podejmowaniem inicjatywy.

Obecna sytuacja młodych Polaków zmusza do zadania pytań, na które odpowiedzi są istotne w tworzeniu wizji rozwoju woj. pomorskiego:

Co zrobić, aby młodzi ludzie zwiększyli swoją wiedzę o możliwościach zakładania pierwszego biznesu i mieli większy dostęp do informacji dotyczących jego finansowania?

Jaką politykę należy obrać, aby zmobilizować młodych i przedsiębiorczych ludzi do zakładania swoich firm?

Czy nasz region jest w stanie pomóc osobom, które wrócą z zagranicy i będą chciały zainwestować zarobione tam pieniądze w założenie swojego biznesu?

Co zrobić, aby młodzi nie uciekali na zachód? Jak przekonać ich do tego, by taki wyjazd postrzegali, jako pewien etap w ich życiu a nie „bilet w jedną stronę”?

Wielu młodych ludzi już zaryzykowało i wyjechało w poszukiwaniu pracy, często bez znajomości języka. Jest to efektem silnego pragnienia posiadania dobrze płatnej pracy, umożliwiającej stabilizację finansową oraz odpowiedni rozwój.

W ciągu najbliższych 2 lat 68% ankietowanych ma zamiar wyjechać za granicę, a wśród powodów podawano: wyjazd w celu zarobkowym (45%), rozwój umiejętności i kwalifikacji (10%), poznania nowych kultur i zwyczajów (10%), nauka języka (10%), zdobycie nowych doświadczeń (7%), wyjazd do znajomych, rodziny (6%), w celu turystycznym (6%), wyjazd do pracy na okres wakacji (3%).

Wizja najbliższych 5-6 lat…

Najprawdopodobniej rosnący deficyt pracowników w pewnych branżach w Polsce spowoduje konieczność otworzenia rynku pracy dla imigrantów z takich krajów, jak Ukraina i Białoruś, którzy będą konkurencyjni pod względem kosztów zatrudnienia.

Województwo pomorskie musi być także przygotowane na otwarcie się rynków pracy innych krajów Unii Europejskiej, aby nie spowodowało to większej niż obecnie emigracji. Może się tak stać w przypadku Niemiec, Austrii czy Francji – krajów znajdujących się stosunkowo blisko i będących tradycyjnie krajami dużej emigracji zarobkowej Polaków (do tej pory głównie nielegalnej).

Szansą na odwrócenie obecnych tendencji migracyjnych są dobrze wykorzystane fundusze unijne, które mogą spowodować podniesienie poziomu życia w Polsce i dzięki temu skłonić do powrotu osoby, które teraz emigrują do „starej” Unii.

Warto także głęboko się zastanowić, jakie działania podjąć, aby młodzi ludzie, którzy nabrali doświadczenia na emigracji i zgromadzili pewien kapitał finansowy, byli skłonni wrócić do kraju i otworzyć tutaj własne firmy.

Organizacje i instytucje udzielające kompleksowej informacji i pomocy w zakładaniu pierwszego biznesu oraz rozwoju sektora małych i średnich przedsiębiorstw:

Agencja Rozwoju Pomorza (w jej skład wchodzą: Regionalna Instytucja Finansująca, Centrum Obsługi Inwestora, Dział Rozwoju Przedsiębiorczości, Punkt Konsultacyjny Regionalny woj. pomorskiego) z siedzibą a Gdańsku, www.arpg.gda.pl

Agencja Wspierania Przedsiębiorczości w Starogardzie Gdańskim, www.starogardbiznes.pl

Centrum Euro Info w Gdańsku (bezpłatny ośrodek informacji o UE dla małych i średnich przedsiębiorstw), www.euroinfo.gda.pl

Centrum Informacji Gospodarczej przy Stowarzyszeniu Wolna Przedsiębiorczość w Gdańsku, (usługi doradcze, szkoleniowe i informacyjne), www.swp.gda.pl

Centrum Międzynarodowych Spotkań w Tuchomiu (dostęp do informacji i rynku pracy lokalnej społeczności, prowadzenie Tuchomskiego Punktu Informacji Europejskiej, Biuro Koordynacji Wymian Międzynarodowych, lokalny Punkt Informacyjny Eurodesk, Terenowa Agencja Pośrednictwa Pracy), www.centrum.tuchomie.pl

Centrum Obsługi Przedsiębiorcy w Gdańsku (informuje o programach z budżetu państwa, funduszach strukturalnych i Phare, pomaga w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej), www.gdansk.pl

Centrum Transferu Technologii w Gdańsku, (informuje o zasadach inwestowania w krajach UE oraz o dostępnych środkach dla małych i średnich przedsiębiorstw), www.ctt.gda.pl

Centrum Wspierania Biznesu w Kartuzach przy Stowarzyszeniu Wolna Przedsiębiorczość w Gdańsku

Stowarzyszenie Wspierania Przedsiębiorczości w Malborku (m.in. działalność oświatowa, zwalczanie bezrobocia i jego skutków, wspieranie przedsiębiorczości), www.swp.malbork.pl

Stowarzyszenie Wolna Przedsiębiorczość w Gdańsku (prowadzi działania na rzecz uaktywniania i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw), www.swp.gda.pl

Słupskie Stowarzyszenie Innowacji Gospodarczych i Przedsiębiorczości (udziela pożyczek dla bezrobotnych zakładających działalność gospodarczą, pomaga w tworzeniu nowych miejsc pracy, prowadzi szkolenia, konsultacje i doradztwo z zakresu rozpoczęcia działalności gospodarczej), www.inkubator.slupsk.pl

Powiatowy Cech Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lęborku (udziela niezbędnej pomocy w zakładaniu firm oraz pozyskiwaniu funduszy z UE, organizuje szkolenia, prowadzi doradztwo), www.rzemioslo.slupsk.pl

Powiatowy Cech Rzemiosł Małych i Średnich Przedsiębiorstw – Związek Pracodawców w Wejherowie (m.in.: usługi informacyjne, szkoleniowe dla małych i średnich przedsiębiorstw), www.cechwejherowo.pl

Powiatowe Centrum Gospodarki i Integracji Europejskiej w Człuchowie (m.in.: wspieranie rozwoju przedsiębiorczości, współpraca z przedsiębiorcami), e-mail: pcgiie@czluchow.net.pl

Pomorskie Centrum Technologii w Gdyni (realizacja projektu „Pomorski Park Naukowo-Technologiczny – PPNT w Gdyni, wspieranie MSP w ramach PPNT oraz Inkubatora Innowacji i Przedsiębiorczości), www.ppnt.pl

Pomorski Regionalny Fundusz Poręczeń Kredytowych w Gdańsku (udzielanie poręczeń stanowiących dodatkową formę zabezpieczenia kredytów i pożyczek – fundusze poręczeniowe), www.prfpk.com.pl

Pomorski Fundusz Pożyczkowy w Gdańsku (wspieranie rozwoju mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich przedsiębiorców, ułatwianie dostępu do finansowania dłużnego w drodze udzielania pożyczek na cele związane z podejmowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej w ramach „Programu Mikrofinansowania”), www.pfp.gda.pl

Pomorska Agencja Rozwoju Regionalnego w Słupsku (zarządza Słupską Specjalną Strefą Ekonomiczną, prowadzi szkolenia i doradztwo w zakresie inwestycji), www.sse.slupsk.pl

Polsko-Amerykańska Fundacja Doradztwa Dla Małych Przedsiębiorstw Ośrodek w Gdyni (realizuje projekty związane z rozwojem MSP, wspiera instytucje związane z MSP, współpracuje z gminami i samorządami lokalnymi, jest organizatorem konkursu „Bank Przyjazny dla Przedsiębiorców”), www.pafd.pl

Polskie Towarzystwo Ekonomiczne w Gdańsku (m.in.: dostarczanie wiedzy, rozwój umiejętności, wprowadzanie innowacji, rozwiązywanie problemów w zakresie prowadzenia biznesu, organizowanie szkoleń, prowadzenie doradztwa, opiniowanie oraz organizowanie konferencji i seminariów), www.gdansk.pte.pl

Polskie Stowarzyszenie Kobiet Biznesu w Gdańsku (wspieranie aktywizacji zawodowej kobiet, szkolenia dotyczące prowadzenia firm, prawa podatkowego, kodeksu pracy, programów unijnych), www.pskb.pl

Kościerski Fundusz Poręczeń Kredytowych (udziela poręczeń kredytowych i pożyczkowych dla osób fizycznych i prawnych, które w wyniku poręczenia utworzą nowe miejsca pracy lub podejmą się samodzielnej działalności gospodarczej), www.kfpk.pl

Kaszubska Izba Gospodarcza w Kościerzynie (m.in.: świadczy pomoc organizacyjną, prawną oraz ekonomiczną związaną z podejmowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej), www.kig.bim.net.pl

Gdańska Akademia Bankowa (m.in.: prowadzi szkolenia kadr dla potrzeb przedsiębiorstw oraz bankowości i sektora usług finansowych w Polsce), www.gab.com.pl

Gdańska Fundacja Przedsiębiorczości (tworzenie Inkubatora Przedsiębiorczości w Gdańsku, szkolenia, pomoc w zakładaniu działalności gospodarczej, doradztwo finansowe i prawne oraz dotyczące funduszy unijnych), www.gfp.com.pl

Fundusz Mikro w Gdańsku (wspieranie rozwoju mikroprzedsiębiorczości w Polsce), www.funduszmikro.pl

Fundacja Gospodarcza w Gdyni (wspieranie przedsiębiorczości, podnoszenie kwalifikacji zawodowych, przeciwdziałanie bezrobociu, świadczenie usług informacyjnych, doradczych i szkoleniowych dla przedsiębiorców MSP, bezrobotnych oraz młodzieży), www.fungo.com.pl

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Dobre przykłady finansowania mikroprzedsiębiorstw

„Mikrofinanse są czymś więcej niż łatwym narzędziem pozyskiwania dochodu. Przez bezpośrednie podnoszenie statusu biednych ludzi, szczególnie kobiet, stają się one kluczowym mechanizmem przybliżającym realizację Milenijnych Celów Rozwoju, w szczególności celu obniżenia o połowę liczby osób żyjących w skrajnym ubóstwie i głodzie do 2015 roku.”

Mark Malloch Bron, UNDP

Od początku istnienia handlu mikrokredyty odgrywały istotną rolę w życiu ludzi, doprowadzając do poprawy sytuacji społeczeństwa. Mała pożyczka może przyczynić się do skutecznego rozwoju firmy, wspierając tym samym byt rodziny. Mikrokredyty mają swój udział w rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. Międzynarodowy Rok Mikrokredytu 2005 wezwał do tworzenia sektora finansowego dostępnego dla wszystkich. Wzmocnił w ten sposób siłę ducha przedsiębiorczości na całym świecie. Mikrofinanse obejmują pożyczki, wkłady oszczędnościowe, ubezpieczenia, usługi transferowe i inne usługi finansowe przeznaczone dla klientów o niskich dochodach. Mikrokredyty związane są z udzielaniem niewielkiej kwoty pieniężnej przez banki lub inne instytucje. Mogą być oferowane bez dodatkowych zabezpieczeń w postaci indywidualnych lub zbiorowych pożyczek.

Dążenia w kierunku zwiększenia rozwoju i dostępności usług finansowych dla ludzi ubogich i o niskich dochodach wiążą się z celami międzynarodowych konferencji i spotkań na szczycie. Mają też związek z Milenijnymi Celami Rozwoju, w szczególności z celem obniżenia o połowę liczby osób żyjących w skrajnym ubóstwie do 2015 roku.

Badania nad mikrofinansami wskazują, że [1]:

– mikrofinanse pomagają biednym gospodarstwom rodzinnym zaspokoić swoje podstawowe potrzeby;

– korzystanie z usług finansowych przez gospodarstwa rodzinne o niskich dochodach prowadzi do polepszenia ekonomicznego bytu społeczeństwa, gwarantuje stabilność i wzrost przedsiębiorczości;

– przez wspieranie udziału kobiet w ekonomii mikrofinanse przyczyniają się do podniesienia statusu kobiet, promują równość płci, prowadzą do polepszenia sytuacji gospodarstw domowych;

– skuteczność usług w zakresie mikrofinansów zależna jest od okresu ich dostępności.

Międzynarodowy Rok Mikrokredytu 2005 dostarczył globalnej społeczności unikalnej okazji do podjęcia wyzwań i rozwiązania problemów dotyczących dostępności do usług finansowych. Tym samym umożliwił osiągnięcie Milenijnych Celów Rozwoju. Międzynarodowy Rok Mikrokredytu wzmocnił wysiłki międzynarodowej społeczności, poparł partnerstwo prywatno-publiczne, promował system finansowy dostępny dla wszystkich, jak również promował zrównoważony sektor prywatny i rozwój przedsiębiorczości. Państwom-członkom, agendom ONZ i głównym partnerom finansowym proponowano współpracę mającą na celu nagłaśnianie znaczenia mikrofinansów, tak istotnych dla poprawy życia ludzi, zwłaszcza tych ubogich.

Idea mikrofinansów ma swoje podstawy w stwierdzeniu, że brak dostępu do kredytu oraz innych usług finansowych jest podstawowym ograniczeniem rozwojowym dla osób o niskich dochodach. Osoby takie rozpoczynają często działalność gospodarczą na małą skalę, by zapewnić utrzymanie swoim rodzinom. Owa działalność nie jest finansowana przez sektor bankowy.

Termin mikrofinanse obejmuje wiele narzędzi, z których najbardziej rozpowszechniony jest mikrokredyt. Towarzyszą mu coraz częściej specjalne pakiety oszczędnościowe i ubezpieczeniowe, skierowane do osób o niskich dochodach – głównie dla mikroprzedsiębiorców. Ci ostatni to osoby rozpoczynające lub prowadzące działalność gospodarczą na niewielką skalę samodzielnie lub zatrudniające nie więcej niż 10 pracowników. Z reguły podmioty te nie mają dostępu do usług bankowych (ze względu na przykład na brak zastawu, historii kredytowej czy wysokie ryzyko dla banku).

Zgodnie z badaniem ENSR [2] 93% spośród 22 milionów europejskich małych i średnich przedsiębiorstw to mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające do 10 pracowników). Każdego roku w Unii Europejskiej powstaje około 2 milionów przedsiębiorstw, z czego 90% to mikroprzedsiębiorstwa, zatrudniające mniej niż 5 pracowników. Około 50% nowych przedsiębiorstw w Unii Europejskiej funkcjonuje nie dłużej niż 5 lat od momentu powstania [3]. Ryzyko porażki jest mniejsze w tych państwach członkowskich, w których dostępne są wysokiej jakości usługi wspierające biznes przed i w trakcie jego tworzenia, szczególnie te wspierające dostęp do zewnętrznego finansowania. Takie usługi są zwykle oparte na partnerstwie publiczno-prywatnym.

W ostatniej dekadzie kraje członkowskie wprowadziły przepisy dotyczące mikrokredytów. Rządy państw członkowskich mogą tworzyć sprzyjające środowisko dla rozwoju mikrokredytów poprzez bezpośrednie wsparcie lub/i przyjmowanie odpowiednich zasad (praw) w sferze zabezpieczeń społecznych dla mikroprzedsiębiorstw, w szczególności na rozpoczęcie działalności.

W zależności od krajowych tradycji i praktyk w ciągu ostatnich 10 lat rozwinęły się różne instrumenty wspierające mikroprzedsiębiorstwa. Na przykład szwedzka mikropożyczka ALMI oraz belgijska pożyczka Fonds de Participation (FdP) [4] istnieją już od 1992 roku. Hiszpańska pożyczka ICO powstała w 1995 roku, natomiast mikropożyczka Finnvera (skierowana szczególnie do kobiet) [5] dostępna jest na rynku fińskim już od lat 1996-1997.

W latach 1998-2000 inne państwa członkowskie przyjęły przepisy dotyczące mikrokredytów. Szczególnie aktywnie podeszły do tego Francja (Pret a la Création d’Enterprise ustanowiona przez BDPME) oraz Niemcy (Startgeld und Mikro-Darlehen oferowana przez KfW – Kreditanstalt für Wiederaufbau, czyli Bank Kredytowania Odbudowy).

Niektóre instrumenty finansowe dla MSP skierowane są na rozwój specyficznych sfer, na przykład innowacji czy eksportu. We Francji państwowe subwencje przeznaczone na tworzenie nowych firm o charakterze innowacyjnym otrzymuje co roku ponad 500 przedsiębiorców. W pierwszym etapie pomoc udzielana jest na ekspertyzy i pokrycie kosztów związanych z tworzeniem nowego przedsiębiorstwa, natomiast w przypadku udanego wdrożenia innowacji przedsiębiorca otrzymuje zwrot 50% poniesionych kosztów [6].

Także w Holandii rząd oferuje firmom powstającym w tak zwanych branżach innowacyjnych preferencyjne warunki kredytowania – przyznawane im rządowe gwarancje mogą przekraczać nawet wartość 900 tys. euro. Dopuszczalne jest również przedłużenie gwarancji do 12 lat.

Belgijskie przedsiębiorstwa zainteresowane działalnością innowacyjną mogą otrzymać subwencję pokrywającą do 80% kosztów ekspertyz, badań i analiz oceniających rynkowe szanse przedsięwzięcia. Dotacja obejmuje także 80% kosztów związanych z wynagrodzeniem i składkami socjalnymi pracownika zatrudnionego w celu wdrażania danej innowacji. Przedsiębiorstwa zatrudniające od trzech do stu pracowników mogą otrzymać państwową dotację do pensji osób zajmujących się promocją eksportu, a także badaniami i opracowaniem nowych produktów. Z podobnej pomocy finansowej korzystają przedsiębiorcy w rejonie walońskim, jeśli zatrudnią bezrobotnych w ramach eksportowej działalności swych firm. Państwowa subwencja sięga w pierwszym roku nawet do 90% wynagrodzenia i składek socjalnych danego pracownika, 75% w następnym, zaś 50% w trzecim roku.

W Austrii [7] wsparcie ze strony państwa jest stosunkowo niewielkie, a pomoc w postaci kapitału początkowego ogranicza się do dość wąskiej grupy tak zwanych przedsiębiorstw innowacyjnych, szybko rozwijających się lub eksportowych. Austriacki państwowy program wspierania eksportu obejmuje między innymi organizowanie doradztwa strategicznego i tworzenie instytucji wspierających eksport (wyszukiwanie partnerów, świadczenie usług analitycznych). W Austrii działa także program zachęcający MSP do kupowania udziałów w przedsiębiorstwach inwestujących w Europejskim Obszarze Gospodarczym – finansowanie obejmuje ryzyko gospodarcze i do 80% gwarancji uzyskanego kredytu.

Ciekawym przypadkiem są Niemcy.

Wszystkie niemieckie instytucje finansowe i banki mają w swoim zakresie działalności, oprócz zasadniczego zadania, jakim jest prowadzenie operacji finansowych, również wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw. Do czołowych banków zajmujących się przede wszystkim wspieraniem tego rodzaju działalności należą miedzy innymi KfW Mittelstandsbank oraz IBB Investitionsbank Berlin [8].

Większość środków oferowanych z budżetu federalnego dotyczy całego obszaru Republiki Federalnej Niemiec. Część programów ma korzystniejsze warunki we wschodniej części Niemiec niż w zachodniej ze względu na wsparcie gospodarki rynkowej w nowych krajach związkowych. Szczególny charakter nadano nowym inwestycjom, dla których stosuje się zróżnicowane dodatki, szczególne formy odpisów amortyzacyjnych, wsparcie regionalne, czy też specjalne linie kredytowe. Federalne środki pomocowe przeznaczane są generalnie na zakładanie nowych firm oraz wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw. W ostatnim czasie na znaczeniu zyskuje wspieranie innowacyjnych produktów i procesów produkcyjnych oraz, w ramach polityki energetycznej, oszczędność energii oraz ograniczenie emisji dwutlenku węgla.

Pomoc finansowa dla MSP w Niemczech jest ściśle związana z ERP – Europejskim Programem Odbudowy. Początki tego programu sięgają 1948 roku i są związane z planem Marshalla dla Niemiec Zachodnich. W ramach planu rząd amerykański wspierał eksport do Europy Zachodniej, w tym także do Niemiec. Za dostarczane przez Amerykę towary i usługi wpłacano w Niemczech ich równowartość w markach na specjalne konto w banku centralnym, będące własnością państwa amerykańskiego. W 1949 roku władze amerykańskie zdecydowały, że gromadzone na tym koncie pieniądze mogą być przeznaczane na kredyty dla nowo powstających przedsiębiorstw niemieckich. W 1953 roku Amerykanie przekazali to konto z ówczesnym majątkiem w wysokości 6 mld marek władzom niemieckim, z zastrzeżeniem, że środki te mają służyć wyłącznie wspieraniu działalności gospodarczej [9]. Tak zostało do dziś. Konto ERP jest odłączone od innych kont państwa i nie może służyć innej działalności. Środkami ERP administruje Ministerstwo Gospodarki, natomiast bankami operującymi funduszami i udzielającymi kredytów są Bank Odbudowy – Kreditanstalt für Wiederaufbau (KfW) oraz Deutsche Ausgleichsbank.

Program ERP oferuje długoterminowe pożyczki z korzystnym stałym oprocentowaniem na wszystkie rodzaje inwestycji o charakterze gospodarczym. Wsparcie mogą uzyskać zarówno firmy produkcyjne, jak i rzemieślnicze, handlowe, czy też świadczące usługi oraz osoby prowadzące działalność gospodarczą w charakterze wolnych zawodów (również medycznych). Ze środków programu może zostać pokryte maksymalnie 75% kosztów inwestycji. Wielkość wsparcia uzależniona jest od wielkości obrotów przedsiębiorstwa.

Programy pomocowe z funduszy ERP przeznaczane są na konkretne cele, w tym na:

– wspomaganie tworzenia kapitału własnego,

– wspomaganie uruchamiania przedsiębiorstwa,

– wspomaganie w pierwszej fazie po otwarciu,

– pomoc regionalną,

– wspomaganie szkolnictwa zawodowego,

– udziały finansowe w nowo powstałych firmach,

– ochronę środowiska naturalnego,

– wspieranie innowacji.

Również KfW posiada własne programy kredytowe oraz programy mieszane, w których część środków pochodzi z funduszu ERP, a reszta z zasobów własnych KfW. Obok wspierania przedsięwzięć w zakresie infrastruktury czy gospodarki komunalnej, KfW wspiera także krajowe przedsiębiorstwa prywatne poprzez:

– program wspierający inwestycje,

– program wspierający innowacje,

– program kredytowy dla spółek zapewniających kapitał udziałowy dla przedsiębiorstw,

– kredytowanie eksportu oraz przedsięwzięć i projektów zagranicznych.

I tak na przykład dla młodych przedsiębiorstw, które bazują na nowoczesnej technologii, stworzono program na dofinansowanie w postaci kapitału udziałowego. KfW dysponuje specjalnymi funduszami „na start”, z których zarówno nowo zakładane przedsiębiorstwa, jak i już istniejące mogą otrzymać do 3 mln euro. Szczególne względy mają młode przedsiębiorstwa nowoczesnych technologii, nie posiadające funduszy na realizację swoich pomysłów.

Do tej pory oferenci VC (venture capital) ostrożnie angażowali się w inwestycje w przedsiębiorstwa zakładane przez młodych pomysłodawców. KfW ma w swojej ofercie ERP – fundusze na start, aby zapobiec sytuacji, w której tego typu przedsięwzięcia miałyby nie zostać zrealizowane ze względu na brak środków finansowych. Zasada jest jednak taka [10], iż KfW wchodzi do młodego przedsiębiorstwa technologicznego tylko w formie udziału, nie angażuje się w jego zarządzanie. KfW jest udziałowcem obok głównego inwestora, przy czym obydwaj inwestorzy finansują przedsięwzięcie w równej wysokości. Główny inwestor pełni funkcję doradczą we wszystkich sprawach związanych z prowadzeniem i finansowaniem przedsięwzięcia.

Przedsiębiorstwo może liczyć na dofinansowanie do 1,5 mln euro ze strony KfW na rozwijanie nowych produktów, procesów i usług. Jeżeli finansowanie podzielone jest na etapy, przedsiębiorstwo może dostać nie więcej niż 3 mln euro. Główny inwestor nie może wymagać gwarancji ani od przedsiębiorstwa, ani od wspólników lub członków ich rodzin. W roli głównego inwestora mogą wystąpić zarówno osoby prawne, jak i fizyczne, w szczególności spółki biorące udział w przedsięwzięciu, jeżeli tylko uzyskają akredytację KfW.

We wczesnej fazie programu ERP – fundusze na start – KfW daje do dyspozycji nowo założonego przedsiębiorstwa środki w formie przypominającej kapitał własny, z których można sfinansować stworzenie planu działalności i struktury przedsiębiorstwa oraz rozpocząć proces rozwijania produktów. Wnioski o dofinansowanie mogą składać małe przedsiębiorstwa high-tech na krótko przed założeniem działalności gospodarczej lub przedsiębiorstwa już istniejące, jednak nie starsze niż 6 miesięcy. We wczesnej fazie finansowania udział prywatnego inwestora nie jest konieczny. Przedsiębiorstwa muszą jednak skorzystać ze wsparcia akredytowanego przez KfW mentora, który będzie doradzał jako specjalista w branży i zarządzaniu. Maksymalne zaangażowanie KfW w tej fazie to 150 tys. euro.

Kapitał przedsiębiorstwa – program Premium bez zabezpieczeń

Warunkiem uzyskania pożyczki w ramach tego programu jest posiadanie odpowiednich kwalifikacji i dobrego pomysłu na przedsiębiorstwo. Program jest skonstruowany w taki sposób, że zaciągnięcie kredytu opłaca się zarówno prowadzącym już istniejące przedsiębiorstwa, założycielom nowych przedsiębiorstw, jak i tym, którzy chcą nabyć udziały w przedsiębiorstwie i wykonującym wolne zawody. Warunkiem uzyskania pomocy jest udział kapitału własnego na poziomie 15% w finansowaniu projektów. Do inwestycji zalicza się wyłącznie środki trwałe: budynki, koszty budowy, wyposażenie biura, maszyny, samochody osobowe, wyposażenie sklepu. Oprócz tego można wykorzystać kapitał na zdobycie rynku i koszty z tym związane. Wniosek kredytowy należy złożyć przed rozpoczęciem przedsięwzięcia i zawarciem umów. Oprocentowanie: rok 1. – 0%, 2. rok – 0%, 3. rok – 3%, 4. rok – 4%, 5. rok – 5%, po upływie 5. roku ustalane jest stałe oprocentowanie na lata 6.-10., a po upływie tego okresu – na następny czas kredytowania, maksymalnie 15 lat.

KfW – kapitał na start

Jako kredyt dla osób zakładających nowe przedsiębiorstwa, które mają stosunkowo małe zapotrzebowanie na finansowanie, to jest poniżej 50 tys. euro. Pożyczkę o korzystnym oprocentowaniu można zaciągnąć zarówno na inwestycje, jak i bieżące wydatki obrotowe (na przykład wynagrodzenia, reklama, czynsz czy telefon). 80% pożyczki gwarantuje KfW, a przedsiębiorca może ją otrzymać bez dostarczania dalszych zabezpieczeń (banki obsługujące przedsiębiorstwa zwykle ich nie wymagają). Jest to idealna forma pomocy finansowej zarówno dla tych, którzy chcą prowadzić działalność gospodarczą „w pełnym wymiarze godzin”, jak i tych, którzy chcą to robić w ramach dodatkowej działalności.

Warunki:

– udział finansowania: do 100%;

– nie jest konieczne wnoszenie kapitału własnego;

– nie można łączyć z innymi programami;

– okres kredytowania: do 10 lat, z tego spłata kapitału może zostać odroczona do 2 lat;

– oprocentowanie stałe, obecnie około 8%;

– wniosek należy złożyć przed rozpoczęciem przedsięwzięcia.

Szczególną formą mikropożyczki jest „Mikro 10”

KfW Mittelstansbank wprowadza wariant mikropożyczek pod nazwą „Mikro 10” – małe kredyty dla założycieli małych przedsiębiorstw. W 2006 roku KfW Mittelstansbank kontynuuje program „Mikro 10”, w ramach którego udziela pożyczek na kwoty 5-10 tys. euro założycielom przedsiębiorstw i małym przedsiębiorstwom. Przez rozszerzenie programu mikropożyczek o ten wariant KfW ułatwia dostęp do małych pożyczek tej grupie docelowej i sprawia, że segment kredytów dla małych przedsiębiorstw jest bardziej atrakcyjny dla banków obsługujących te przedsiębiorstwa.

KfW wprowadził wariant „Mikro 10” w marcu 2005 roku i od tego czasu program stał się jednym z podstawowych instrumentów wspierania przedsiębiorczości. Program „Mikro 10” skonstruowany jest w ten sposób, że KfW przejmuje na siebie istotne ryzyko związane z udzieleniem pożyczki (podobnie zresztą jak w przypadku innych mikropożyczek). KfW poręcza bankowi udzielającemu pożyczki 80% jej wartości, z tego część jest objęta gwarancjami w ramach Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego.

Postępowanie związane z udzieleniem pożyczki w ramach „Mikro 10” jest uproszczone dla banku udzielającego pożyczki. Jest to możliwe dzięki zaangażowaniu doradców specjalizujących się w zakładaniu przedsiębiorstw. Poza tym zaangażowanie doradców pozwala obniżyć koszty zbadania wniosku kredytowego, które byłyby nieproporcjonalnie wysokie ze względu na niewielką sumę kredytu.

Filary programu „Mikro 10”:

– grupa docelowa to założyciele i małe przedsiębiorstwa, które usamodzielniły się w ciągu ostatnich 3 lat;

– finansowanie do 100% wartości inwestycji i środków obrotowych;

– kwota pożyczki: 5-10 tys. euro; oprocentowanie: efektywnie 8,93% p.a. (według stanu na 28 grudnia 2005);

– okres: 2-5 lat;

– spłata rozpoczyna się po 6 miesiącach i odbywa się w półrocznych ratach, przy czym bank udzielający pożyczki może zaproponować elastyczne warunki spłaty.

Pomysł uruchomienia wariantu „Mikro 10” bazuje na doświadczeniach i wynikach inicjatywy podjętej przez KfW w 2004 roku. Pomysłodawcami inicjatywy byli eksperci z instytucji kredytowych, związków kredytodawców, instytucji doradczych i wspierających przedsiębiorczość oraz ministerstw. Celem inicjatywy była poprawa dostępności małych kredytów w Niemczech. W ramach inicjatywy powstał „Przewodnik po programach współpracy regionalnej między instytucjami kredytowymi, doradczymi i wspierającymi przedsiębiorczość”. W przewodniku wymienia się szereg usług świadczonych przez doradców i instytucje wspierające przedsiębiorczość powiązanych z procesem kredytowania przedsiębiorstw. Dzięki współpracy między wymienionymi organizacjami możliwe jest znaczne obniżenie kosztów związanych z udzieleniem pożyczki przez banki obsługujące pożyczkobiorców.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Międzynarodowy handel morski

Z perspektywy lat
Transport morski pozostaje „kręgosłupem” międzynarodowego handlu i globalizacji, obsługując ponad 80 proc. światowego handlu towarami. Trudno oszacować wartość światowego handlu morskiego w ujęciu pieniężnym, gdyż dotyczące go dane podawane są w tonach lub tonomilach, a zatem nie są porównywalne ze statystykami opartymi na systemie monetarnym.

Jednakże Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) szacuje przychody frachtowe statków handlowych na 380 mld dolarów amerykańskich w całkowitej gospodarce globalnej, co stanowi 5 proc. wartości światowego handlu.

W 2007 r. flota światowa przetransportowała towary o masie ponad 8,02 mld ton, wykonując pracę przewozową ponad 32 tys. mld tonomil1. Oznacza to wzrost o 4,8 proc. w skali roku2. Faktycznie, w ciągu ostatnich trzech dekad średnia roczna stopa wzrostu światowego handlu drogą morską wynosiła 3,1 proc. Warto zaznaczyć, że dostępne dane nie uwzględniają perturbacji wynikających z międzynarodowego kryzysu gospodarczego.

Rysunek 1. Światowy handel morski w latach 1970-2007 w mln ton załadunku.

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_1

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

W ciągu ostatniego wieku udział handlu morskiego w całkowitej wartości handlu światowego stale rósł. Coraz wieksze uprzemysłowienie oraz liberalizacja gospodarek narodowych zaowocowały zniesieniem barier dla wymiany handlowej oraz rosnącym popytem na dobra konsumpcyjne. Rozwój technologii sprawił, że transport morski stał się bardziej wydajny poprzez wdrożenie nowych metod transportowania towarów. W ciągu ostatnich czterech dekad całkowity handel morski zwiększył się czterokrotnie, z ponad 8 tys. mld tonomil w 1968 r. do ponad 32 tys. mld tonomil w 2007 r.

Warto zaznaczyć, że handel morski jest mocno uzależniony od ogólnej koniunktury gospodarczej. Spadek zanotowano w czasie ogólnoświatowej recesji wczesnych lat 80., następnie od początku kolejnej dekady następował stopniowy wzrost, który wyhamował w związku z azjatyckim kryzysem finansowym w końcu lat 90. Natomiast w ostatnich kilku latach wszystkie sektory przemysłu żywo korzystały z globalnego boomu, jako że gospodarcza ekspansja Chin i Indii doprowadziła do rekordowej liczby połączeń handlowych i najdłuższego zrównoważonego okresu zwyżkujących rynków w historii. Obecny kryzys gospodarczy spowodował kolejne negatywne implikacje dla międzynarodowego handlu drogą morską.

Niski koszt transportu morskiego
W latach 1980-1999 wartość handlu światowego rosła w stosunku rocznym o 12 proc., natomiast całkowite koszty transportu w tym czasie wzrosły tylko o 7 proc., co oznacza malejące jednostkowe koszty transportu, także na trasach oceanicznych. Analizy UNCTAD pokazują, że poziom kosztów frachtowych towarów importowanych systematycznie spada i całkowite koszty frachtowe w handlu światowym reprezentują średnio mniej niż 6 proc. wartości importu (lub ceny gotowych produktów) dóbr konsumpcyjnych.

Dzięki temu, że przemysł stoczniowy w ostatnich latach rozwijał się w rekordowym tempie, następowały ciągłe ulepszenia w technologiach i wydajności floty, a koszty transportu dóbr konsumpcyjnych stanowiły od zawsze niski ułamek całkowitej ceny towaru, transport drogą morską pozostaje bardzo konkurencyjny w porównaniu z innymi środkami transportu.

Tabela 1. Przeciętne koszty transportu wybranych towarów drogą oceaniczną Azja-
USA lub Azja-Europa.

ppg_2_2009_rozdzial_16_tabela_1

Źródło: www.marisec.org

Udział kosztów transportu w całkowitej cenie produktu różni się w zależności od towaru, jednak zawsze są one marginalne. Warto przedstawić przykłady jaskrawo pokazujące te relacje:
* koszt transportu telewizora to tylko 2 proc. jego całkowitej ceny;
* koszt transportu kawy to tylko 1,2 proc. detalicznej ceny kawy;
* przeciętny koszt transportu ropy z Bliskiego Wschodu dla konsumenta w USA, wyrażony w cenie zakupu benzyny na stacji, to około pół centa amerykańskiego za litr;
* przeciętny koszt transportu tony rudy żelaza z Australii do Europy drogą morską to około 12 USD;
* przeciętny koszt transportu kontenera o długości 20 stóp z Azji do Europy wynosi tyle samo, co lotniczy bilet klasy ekonomicznej dla jednego pasażera na tej samej trasie.

Sytuacja bieżąca
Silny popyt na usługi transportu morskiego w ostatnich latach był wywołany wzrostem światowej gospodarki i światowego handlu. W 2007 r. światowy PKB wzrósł o 3,8 proc., podczas gdy światowa wartość eksportu zwiększyła się o 5,5 proc. Wzrost był wynikiem dynamicznego rozwoju wschodzących gospodarek azjatyckich oraz rozwoju gospodarek transformacji.

Rysunek 2. Udział poszczególnych grup państw w całkowitym załadunku i wyładunku w 2007 r.

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_2

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

Największy udział w załadunkach światowego handlu drogą morską mają gospodarki rozwijające się (63,2 proc.), następnie kraje rozwinięte (33,3 proc.) oraz gospodarki transformacji – głównie Europa Wschodnia (3,5 proc.)3. Wśród krajów rozwijających się w załadunku dominują kraje azjatyckie (40 proc.).

Z kolei największy udział w światowych wyładunkach mają gospodarki rozwinięte (53,1 proc.), następnie gospodarki rozwijające się (46,2 proc.) oraz gospodarki przechodzące transformację (0,7 proc.). Wyraźnie pokazuje to kierunek światowego handlu drogą morską – z Azji do Europy.

Porty i trasy handlowe
Zdolności światowych portów kontenerowych systematycznie rosły w ostatnich latach. Światowa przepustowość takich portów zwiększyła się o 11,7 proc., osiągając poziom 485 mln TEU4 w 2007 r. Porty chińskie generują 28,4 proc. całkowitej światowej przepustowości terminali kontenerowych. W 2008 r. Chiny były najlepiej skomunikowanym państwem pod względem handlowych połączeń drogą morską. Około 40 proc. kontenerowców ma na swojej trasie jeden lub więcej portów chińskich. Jeśli brać pod uwagę koncentrację rynków, z powodu fuzji i przejęć w czerwcu 2008 r. istniało średnio o 7,7 proc. mniej firm dostarczających usługi transportowe w przeliczeniu na jedno państwo niż w czerwcu 2004 r. Ten trend może pogłębiać obawy państw o niskim poziomie skomunikowania, że dalszy spadek liczby firm dostarczających usługi doprowadzi do stworzenia oligopolu na rynku. Warto dodać, że region Ameryki Łacińskiej notuje istotny wzrost handlu drogą morską, jednak powiązania tego regionu z resztą świata stanowią istotną barierę dla dalszego rozwoju.

Handel kontenerowy jest skoncentrowany wzdłuż trzech głównych kierunków. Są to: trasa transpacyficzna, która łączy Azję z Ameryką Północną; trasa transatlantycka między Europą a Ameryką Północną oraz linie Azja-Europa.

Rysunek 3. Główne trasy handlu drogą morską i ruch kontenerowy w 2007 r. (mln TEU).

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_3

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

W 2007 r. ruch na trasie Azja-Europa przerósł istotnie ruch na trasie transpacyficznej, przez co zyskała ona miano najważniejszego szlaku kontenerowego na świecie (27,7 mln TEU). Przewozy na dominującym kierunku z Azji do Europy były szacowane na 17,7 mln TEU, co oznacza 15-procentowy wzrost w 2006 r. Przewozy z Europy do Azji wzrosły o 9 proc., osiągając 10 mln TEU. Spadek importu USA z Azji był spowodowany przeorientowaniem kierunków handlu (istotny wzrost eksportu z Azji do Europy), co miało związek z rosnącym popytem na tańsze produkty azjatyckie oraz słabnącą pozycją dolara amerykańskiego. Popyt w Europie wzrósł nie tylko w tradycyjnych sektorach przemysłu Europy Północnej. Był związany także z dynamicznym rozwojem wschodnich gospodarek przechodzących transformację, takich jak gospodarka Rosji. Aby sprostać nowym wyzwaniom, firmy The New World Alliance, Hanjin oraz The United Arab Shipping Company wspólnie utworzyły nowy, cotygodniowy serwis, tak by komunikacja między Azją a Morzem Czarnym stała się bardziej dogodna.

Rysunek 4. 20 największych na świecie portów kontenerowych i ich przepustowość (mierzona w mln TEU) w 2007 r.

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_4

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

20 największych portów świata obsługuje około 48 proc. całkowitego światowego ruchu kontenerowego. Najbardziej dynamiczny rozwój w stosunku rocznym wykazał Guangzhou, którego zdolność obsługi ruchu kontenerowego wzrosła prawie o 40 proc. Porty europejskie odnotowały w tym czasie ponad 10-procentowy wzrost. Spadek zanotowano tylko dla portu w Los Angeles.

W 2007 r. na porty rozwijających się krajów azjatyckich przypadało 53 proc. ruchu kontenerowego; na kraje rozwinięte (w tym Europę) – 37 proc.; na rozwijające się kraje Ameryki (głównie Środkowej i Południowej) – 7 proc., a na rozwijające się kraje afrykańskie – 3 proc. Na liście 20 największych portów świata 9 pozycji, z czego cztery pierwsze, zajmują porty chińskie zlokalizowane blisko siebie. Koncentracja geograficzna portów chińskich przyczynia się do ich przewagi nad innymi portami.

Wielkość i wydajność światowej floty
W 2007 r. odnotowano wzrost światowej floty handlowej o 7,2 proc. Tym samym osiągnęła ona na początku 2008 r. nośność 1,12 mld ton (728 mln jednostek pojemnościowych5). W 2007 r. zamówienia na jednostki pływające były największe w historii, osiągnęły liczbę 10 053 statków o całkowitej nośności 495 mln ton, z czego 222 mln ton stanowiły masowce. Pod koniec 2007 r. te konkretne zamówienia były 12 razy wyższe niż w czerwcu 2002 r.6 W połowie 2007 r. zamówienia na masowce po raz pierwszy w historii wyprzedziły kontrakty na budowę zbiornikowców, dotychczasowego lidera w produkcji stoczniowej. 1 stycznia 2008 r. światowa flota transportowa liczyła 50 525 statków o całkowitej pojemności brutto 728 225 000 jednostek.

Rysunek 5. Udział poszczególnych klas statków w całkowitej liczbie statków światowej floty w styczniu 2008 r.

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_5

Źródło: Lloyd’s Register Fairplay, styczeń 2008 r.

Rosnące ceny nowo budowanych statków odzwierciedlają systematycznie zwiększający się popyt oraz wzrost cen stali i kosztów waluty mierzonej w dolarach amerykańskich. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kontenerowców: np. statek o ładowności 2500 TEU w grudniu 2007 r. kosztował 43,5 proc. więcej. niż rok wcześniej. Masowce także odnotowały w tym czasie rekordowe wzrosty. Przykładowo, masowiec o nośności 170 000 ton kosztował w grudniu 2007 r. 97 mln USD – 39 proc. więcej niż rok wcześniej i 2,4 razy więcej niż w 2000 r. Jest to również pochodną dynamicznego rozwoju rynku towarów masowych w ciągu ostatnich kilku lat. Było to wywołane rosnącym popytem na rudy żelaza, a co za tym idzie, dynamiczną produkcją stali w Azji. Rynek kontenerowców w tym czasie ustabilizował się, mimo presji spadkowej wynikającej z rosnących kosztów paliwa, osłabienia dolara amerykańskiego oraz umocnienia euro i rosnącej podaży nowych statków tej kategorii. Dopiero na początku 2008 r. zanotowano spadek.

Wydajność światowej floty handlowej pozostaje bardzo wysoka. Średnio statek był ładowany całkowicie 7,7 razy w ciągu 2007 r. Wskaźnik globalnej pracy przewozowej do nośności floty światowej osiągnął wartość 31,6, co oznacza, że przeciętnie statek w ciągu roku przepłynął z ładunkiem trasę 31 600 mil (58 500 km). Wskaźnik ten w przypadku zbiornikowców przewożących ropę spadł z 34,2 w 2006 r. do 32,5 w 2007 r., podczas gdy dla masowców w tym samym czasie wzrósł z 28,8 do 29,5. Produktywność pozostałej floty, w tym kontenerowców i drobnicowców, spadła z 36 do 33,1. Odnotowano, że eksploatacja kontenerowców w 2007 r. zmierzała do redukcji prędkości jednostek, a zatem redukcji produktywności floty w zamian za oszczędności na kosztach paliwa.

Kto kim zarządza?
W styczniu 2008 r. 20 krajów – właścicieli statków kontrolowało łącznie 87 proc. światowej floty. Dominującą pozycję utrzymuje Grecja, a za nią plasują się Japonia, Niemcy, Chiny i Norwegia. Razem kapitał tych pięciu państw posiada 54,2 proc. tonażu nośnościowego floty światowej.

Jednakże zdecydowana większość statków na świecie pływa pod obcą banderą, głównie z krajów rozwijających się. Panama jest niekwestionowanym liderem w rankingu największych bander świata (22,6 proc. tonażu nośnościowego wszystkich bander na świecie) i pozostaje klasą sama dla siebie. Daleko w tyle, na drugiej pozycji, uplasowała się Liberia (już tylko 10,5 proc. tonażu światowego); trzecią pozycję w styczniu 2008 r. zajęła Grecja (5,5 proc. tonażu światowego). Różnica udziałów między banderami zajmującymi dalsze pozycje nie jest już tak spektakularna. W pierwszej dziesiątce bander wg kolejności znalazły się jeszcze: Bahamy, Wyspy Marshalla, Hong Kong, Singapur, Malta, Chiny i Cypr (ostatni kraj z udziałem 2,6 proc.).

Rysunek 6. 20 największych właścicieli floty i 20 największych bander świata (stan na styczeń 2008)

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_6

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) oraz Lloyd’s Register Fairplay

 

Z fotografii mapy Europy ewidentnie wynika, że na tle rozwijających się gospodarek Azji i Afryki Europa wypada słabo, poza Grecją, Norwegią, Wielką Brytanią, Niemcami i Włochami. Wielkość floty w pozostałych krajach Europy jest na tym tle mało istotna, nie mówiąc już o wielkości floty polskiej.

Rysunek 7. Całkowita flota poszczególnych krajów Europy, stan na styczeń 2008 w mln GT .

ppg_2_2009_rozdzial_16_rysunek_7

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

Do maja 2008 r. światowa flota kontenerowa osiągnęła ładowność 13,3 mln TEU, z czego 11,3 mln TEU znajdowało się na kontenerowcach komorowych. W skład tej floty wchodziły 54 statki o ładowności ponad 9000 TEU znajdujące się w zarządzie pięciu firm: CMA CGM (Francja), COSCON i CSCL (Chiny), Maersk (Dania) oraz MSC (Szwajcaria). 12 statków miało ładowność przekraczającą 10 000 TEU; dotyczy to ośmiu statków po 15 000 TEU, będących własnością i zarządzanych przez firmę Maersk, oraz czterech jednostek po 10 062 TEU, których właścicielem i operatorem jest COSCON.

Tabela 2. Dziesięciu wiodących operatorów kontenerowych.

ppg_2_2009_rozdzial_16_tabela_2

Źródło: Opracowanie IBnGR na podstawie danych Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)

Zasoby siły roboczej
Światowa populacja pracowników zatrudnionych na międzynarodowych statkach handlowych jest szacowana na około 466 tys. oficerów i 721 tys. marynarzy7. Kraje OECD (Ameryka Północna, Europa Zachodnia, Japonia itd.) pozostają najważniejszym źródłem pochodzenia oficerów, choć znacząca ich liczba jest obecnie rekrutowana z Dalekiego Wschodu i Europy Wschodniej. Większość marynarzy pracujących na statkach rekrutuje się z krajów rozwijających się, szczególnie z Dalekiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji.

Filipiny i Indie to bardzo znaczące kraje podaży morskiej siły roboczej. Wielu marynarzy pochodzących z tych państw korzysta z możliwości zatrudnienia na zagranicznych flotach zarządzanych przez międzynarodowe kompanie morskie. W Chinach zaobserwowano także istotny wzrost liczby marynarzy, ale obecnie większość z nich obsługuje flotę chińską.
Europa Wschodnia stała się ostatnio dynamicznie rosnącym rynkiem podaży marynarzy, zwłaszcza Ukraina, Chorwacja i Łotwa. Inne znaczące kraje dostarczyciele siły roboczej to Grecja, Japonia, Rosja i Wielka Brytania.

Azja jako wzór
Handel drogą morską stał się jedną z bardziej opłacalnych działalności. A gdy mowa o opłacalności i wykorzystywaniu przewag cenowych, to mistrzami świata w tej dziedzinie są „azjatyckie torpedy”, czyli kraje rozwijające się, które w błyskawicznym tempie zdominowały transport morski – począwszy od stoczni, a skończywszy na usługach transportowych. Niezwykle tania produkcja praktycznie wszystkich towarów musiała znaleźć ujście. Szybka orientacja w obszarach możliwych przewag pozwoliła na ich skuteczne wykorzystanie. Świadczą o tym liczby, świadczą o tym największe bandery świata, świadczy o tym kierunek handlu. Dlatego trzeba zadać sobie trudne pytanie: gdzie w całym tym spektrum znajduje się Polska i w jaki sposób budować pozycję konkurencyjną, biorąc pod uwagę światowe trendy?

 

Komentarz
Kpt.ż.w. Marek Błuś
Ośrodek Szkolenia Ratowniczego Akademii Morskiej w Gdyni

Odległość przestała być barierą dla handlu, jeśli można ją pokonać statkiem, a koszty transportu morskiego stały się pomijalne w znacznej części kalkulacji handlowych. Chiński producent jest niemal tak samo daleko od naszego rynku jak francuski; chilijska winnica podobnie blisko jak hiszpańska. Stało się tak dzięki postępowi w przemysłach morskich (maritime industries), jak je trafnie nazywają „ludy” mówiące po angielsku.

Współczesna żegluga optymalnie wykorzystuje efekt skali, co zawdzięcza stoczniom i metalurgii. Większość ropy naftowej wożą dzisiaj zbiornikowce o nośności około 300 tys. ton, podczas gdy 60 lat temu były to dwudziestotysięczniki. Towary konsumpcyjne przemierzają oceany w ładowniach kontenerowców o nośności ponad 100 tys. ton, a przed 50 laty standardem był dziesięciotysięcznik z dwukrotnie większą niż dzisiejsza załogą. Okrężny rejs z Europy na Daleki Wschód trwał wówczas pół roku – obecnie zajmuje zwykle osiem tygodni.

Ponadto rozwiązano problem, jakim były prace przeładunkowe w portach drobnicowych. Tradycyjne frachtowce, których kadłub przypominał wielopiętrowy magazyn, spędzały przy nabrzeżach więcej niż połowę czasu eksploatacji. Załadunek i wyładunek były podobne do pracochłonnego przekładania towarów z półki na półkę. Kontenery spowodowały, że dzisiaj w portach telewizory nie sprawiają więcej kłopotów niż ruda (a może nawet mniej?) – po prostu w ładowni układa się dziecinne klocki, tylko skala jest inna…

Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że w żegludze postęp ilościowy i jakościowy osiągnęły w XX wieku wszystko, co było do osiągnięcia, a czasem nawet musiały się cofnąć. Kto jeszcze pamięta krótki żywot półmilionowców albo koncepcję statku prawie bezzałogowego (one man ship)?

Aczkolwiek, jeśli koszt jest znikomy, to nie znaczy, że nie będzie dalej malał, choć może tylko „kosmetycznie”, a nie o dziesiątki procent, jak jeszcze niedawno. Bardziej ekonomiczne silniki, mniejsze opory kadłuba, lepsza organizacja tu i tam, większe śluzy w kanałach. Rewolucja w żegludze osiągnęła dużo więcej niż planowali jej przywódcy, a to się rzadko rewolucjom zdarza.

Źródło: Lloyd’s Register Fairplay, styczeń 2008 r.

Rosnące ceny nowo budowanych statków odzwierciedlają systematycznie zwiększający się popyt oraz wzrost cen stali i kosztów waluty mierzonej w dolarach amerykańskich. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kontenerowców: np. statek o ładowności 2500 TEU w grudniu 2007 r. kosztował 43,5 proc. więcej. niż rok wcześniej. Masowce także odnotowały w tym czasie rekordowe wzrosty. Przykładowo, masowiec o nośności 170 000 ton kosztował w grudniu 2007 r. 97 mln USD – 39 proc. więcej niż rok wcześniej i 2,4 razy więcej niż w 2000 r. Jest to również pochodną dynamicznego rozwoju rynku towarów masowych w ciągu ostatnich kilku lat. Było to wywołane rosnącym popytem na rudy żelaza, a co za tym idzie, dynamiczną produkcją stali w Azji. Rynek kontenerowców w tym czasie ustabilizował się, mimo presji spadkowej wynikającej z rosnących kosztów paliwa, osłabienia dolara amerykańskiego oraz umocnienia euro i rosnącej podaży nowych statków tej kategorii. Dopiero na początku 2008 r. zanotowano spadek.

Wydajność światowej floty handlowej pozostaje bardzo wysoka. Średnio statek był ładowany całkowicie 7,7 razy w ciągu 2007 r. Wskaźnik globalnej pracy przewozowej do nośności floty światowej osiągnął wartość 31,6, co oznacza, że przeciętnie statek w ciągu roku przepłynął z ładunkiem trasę 31 600 mil (58 500 km). Wskaźnik ten w przypadku zbiornikowców przewożących ropę spadł z 34,2 w 2006 r. do 32,5 w 2007 r., podczas gdy dla masowców w tym samym czasie wzrósł z 28,8 do 29,5. Produktywność pozostałej floty, w tym kontenerowców i drobnicowców, spadła z 36 do 33,1. Odnotowano, że eksploatacja kontenerowców w 2007 r. zmierzała do redukcji prędkości jednostek, a zatem redukcji produktywności floty w zamian za oszczędności na kosztach paliwa.

Kto kim zarządza?
W styczniu 2008 r. 20 krajów – właścicieli statków kontrolowało łącznie 87 proc. światowej floty. Dominującą pozycję utrzymuje Grecja, a za nią plasują się Japonia, Niemcy, Chiny i Norwegia. Razem kapitał tych pięciu państw posiada 54,2 proc. tonażu nośnościowego floty światowej.

Jednakże zdecydowana większość statków na świecie pływa pod obcą banderą, głównie z krajów rozwijających się. Panama jest niekwestionowanym liderem w rankingu największych bander świata (22,6 proc. tonażu nośnościowego wszystkich bander na świecie) i pozostaje klasą sama dla siebie. Daleko w tyle, na drugiej pozycji, uplasowała się Liberia (już tylko 10,5 proc. tonażu światowego); trzecią pozycję w styczniu 2008 r. zajęła Grecja (5,5 proc. tonażu światowego). Różnica udziałów między banderami zajmującymi dalsze pozycje nie jest już tak spektakularna. W pierwszej dziesiątce bander wg kolejności znalazły się jeszcze: Bahamy, Wyspy Marshalla, Hong Kong, Singapur, Malta, Chiny i Cypr (ostatni kraj z udziałem 2,6 proc.).

Rysunek 6. 20 największych właścicieli floty i 20 największych bander świata (stan na styczeń 2008)

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Dobre, bo pomorskie?!

Minęły już ponad dwa lata od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Pierwszego maja 2004 roku zostaliśmy włączeni do grona 25 krajów, dzielących się na kilkaset mniejszych euroregionów, wśród których od tamtego czasu znajduje się również województwo pomorskie. Niewątpliwie sukces naszych urzędników w pozyskiwaniu środków z budżetu UE na różne projekty skutkuje stopniowym wzrostem gospodarczym oraz podwyższającym się poziomem życia mieszkańców naszego regionu. Potrafimy wykorzystać przeznaczone na postęp i rozwój pieniądze oraz dobrze je ulokować w inwestycje, aby w przyszłości dały wymierne efekty, tak by można było porównać województwo pomorskie do regionów zachodniej czy południowej Europy. Poprzez otwarte granice, możliwość swobodnego podróżowania oraz szerszego nawiązywania nowych znajomości i kontaktów, wielu z nas wyjeżdża do różnych krajów na urlop, do znajomych czy do pracy, czasami kilka razy w ciągu roku – w różne zakątki naszego kontynentu. Gdy już zdecydujemy się na taką podróż, musimy zdać sobie sprawę, że w wielu krajach panuje zwyczaj obdarowywania gospodarza podarunkiem z rodzimego kraju. Gospodarz przyjmując nas w swoje progi, chwali się kuchnią, kulturą, czy architekturą swojego regionu. Pokazuje nam to, czym naprawdę można się pochwalić! We Francji na stołach będą panowały sery i wina, we Włoszech makarony, Skandynawowie poczęstują nas niezliczona ilością różnie przyrządzonych ryb, Holendrzy zwrócą naszą uwagę na wiatraki czy tulipany, a na tzw. Wyspach będziemy zachwycać się szkockimi zamkami.

Czy my jako gospodarze ziemi pomorskiej przyjmując do siebie zagranicznych turystów, przyjezdnych chcących zainwestować w naszym regonie pieniądze, możemy pokazać im coś wartościowego, coś, co naprawdę jest naszą wizytówką? Czy potrafimy określić, co dla Pomorza jest marką – znakiem rozpoznawczym dla cudzoziemców?

Aby stworzyć dobrą markę (charakterystyczny produkt) na Pomorzu, należy gruntownie zastanowić się, jakie na naszym terenie występują atrybuty, co posiadamy i z czego powinniśmy być dumni. Należy także zastanowić się nad elementami gospodarki, turystyki, kultury, historii oraz zasobów naturalnych – składowych tworzących bogactwo Pomorza.

Nasze cechy charakterystyczne – wyjątkowe dla Pomorza to: solidarnościowy zryw z przełomu lat 80 i 90; Kaszuby – region o czystym środowisku naturalnym, rozwiniętej kulturze oraz bogatej tradycji; zasoby bursztynu; gdańska starówka, gdyńskie innowacyjności; Półwysep Helski; stocznie; rafineria; zamek w Malborku; Wisła oraz to, co najważniejsze – lokalizacja przy morzu Bałtyckim, z którego powinniśmy czerpać najwięcej korzyści. Jaki produkt, miejsce lub usługa z listy wymienionych wyróżnia nasze województwo spośród innych regionów Polski? Niestety ciężko odpowiedzieć na to pytanie i określić znak rozpoznawczy dla Pomorza bez spełnienia kilku bardzo istotnych warunków.

Należy powoli zacząć budować w mieszkańcach naszego regionu poczucie przynależności do Pomorza jako spójnego regionu. Wyraża się to w braku naszej tożsamości z województwem pomorskim, ponieważ nie chcemy o sobie powiedzieć „Pomorzanin”, wolimy raczej określenie „gdańszczanin”, „gdynianin”, „kaszub”, „kociewiak” itp.

Innym problemem jest brak konstruktywnego dialogu pomiędzy mieszkańcami regionu, szczególnie w rozwiązywaniu wspólnych problemów komunikacyjnych, gospodarczych, turystycznych, czy z zakresu ochrony środowiska. Doskonałym przykładem jest brak wspólnego biletu dla Trójmiasta, którego wprowadzenie znacząco wpisałoby się w integrację Gdyni, Sopotu i Gdańska.

Szczególny nacisk powinniśmy nałożyć na współpracę i wymianę doświadczeń samorządowców, przedstawicieli biznesu, organizacji pozarządowych, w celu odpowiedzi na potrzeby naszego społeczeństwa. Dobra współpraca zaowocuje postępem gospodarczym regionu, a jest to szczególnie ważne na szczeblu lokalnym, gdzie gminy jednostkowo lub w ramach powiatu będą mogły przeciwstawić się takim zjawiskom, jak bezrobocie czy zacofanie technologiczne.

Niestety wśród wielu z nas panuje niewiedza z zakresu podstawowych danych o naszym regionie, brakuje nam dostępu do rzetelnego i przemyślanego planu rozwoju opartego na konsultacjach społecznych.

Należy także zdać sobie sprawę z tego, że województwo pomorskie to nie tylko Trójmiasto, plaże czy morze Bałtyckie, ale także są to ludzie, czego doskonałym przykładem mogą być takie osobistości jak Lech Wałęsa, Jan Heweliusz, dzięki którym nasz region został – po przez ich zaangażowanie i działania – rozsławiony na cały świat.

Bardzo duże znaczenie ma promowanie lokalnej turystyki. Nie może być tak, że zagraniczny turysta skupi się głównie na Gdańsku, jak będzie miał ochotę to zajrzy do Sopotu, a do Gdyni, gdy naprawdę będzie się mu nudziło lub z nadmiaru czasu. Taka sytuacja powoduje spadek atrakcyjności innych ziem województwa, ziemi Słupskiej, Żuław, ziemi Kościerskiej, czy Człuchowa, które posiadają bardzo atrakcyjne walory.

Włodarze Pomorza odpowiadając na problemy społeczeństwa zamieszkującego te tereny, powinni skupić szczególną uwagę na stworzeniu produktu, usługi, który miałby pełnić rolę marki województwa pomorskiego. Następnym krokiem byłoby ekspansyjne podejście do problemu i promocja danej rzeczy czy miejsca na terenie Europy, od np. uczestnictwa w różnych targach, po rozdawanie obcokrajowcom na zagranicznych lotniskach pakietów dobrze opracowanych informacji o ziemi pomorskiej. Wszystko opierać musiałoby się na podstawach wiarygodności, jakości i wysokim poziomie naszego produktu, ubranego w krótką nazwę, przyciągającą innych, ale o bardzo szerokim znaczeniu. Takim przykładem może być bursztyn, czyli „złoto Pomorza”, jako jedna ze składowych towaru eksportowego. Pomorska marka powinna być elementem ogólnoświatowym.

Województwo pomorskie musi przegotowywać się do walki o pozycję z takimi regionami jak Alzacja i Dolna Normandia we Francji, Tyrol w Austrii, Costa de Prata (Srebrne Wybrzeże) w Portugalii, przez co spowoduje wzrost jego znaczenia na europejskiej i światowej scenie regionów. Poprzez dobre zarządzanie musi udowodnić, że dzięki swojej kreatywności, profesjonalizmowi i umiejętnościach mieszkańców, z powodzeniem może przystąpić do takiej konkurencji.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Inwestycje – lep na młodych

Śledząc ścieżki inwestorów przyczyniających się i podążających za sukcesami rozwojowymi poszczególnych województw Polski, warto przyjrzeć się również drugiej stronie rynku – czy wraz z inwestycjami napływają określone strumienie podaży pracy? Według raportu „Pracujący Polacy 2006” „dla możliwości pracowania 85 proc. osób jest w stanie się przekwalifikować, prawie 60 proc. podnosić kwalifikacje na własny koszt, ponad połowa zgadza się na długie dojazdy do pracy, ale tylko 27 proc. ankietowanych jest gotowe zmienić miejsce zamieszkania.” Skala przyciągania ludności peryferyjnej do miast jest i tak dość duża, podczas gdy migracje międzyregionalne, wyłączając strumienie napływu pracowników do stolicy, mają niewielkie nasilenie. Słaba mobilność wewnętrzna charakteryzuje nie tylko Polskę, ale i większość krajów europejskich. Migrują przede wszystkim ludzie młodzi, samotni, a okresowo i sezonowo – żywiciele rodzin.Co kieruje młodym człowiekiem, który decyduje się na wyjazd do regionu odległego o kilkaset kilometrów? Głównie są to względy edukacyjne i ekonomiczne, które w praktycznym wymiarze oznaczają możliwość uniezależnienia się i otrzymania lepszych perspektyw samorealizacji na polu zawodowym. Dotyczy to zarówno migracji z regionów słabszych do silniejszych, jak i z miast o podobnym rozwoju gospodarczym i ofercie edukacyjnej. W każdym z tych przypadków migracja będzie niosła ze sobą krystalizację oczekiwań oraz sprawdzenie się w całkowicie nowej sytuacji życiowej. Zazwyczaj wybranie miejsca przesiedlenia jest świadome i przemyślane, stąd imigrant często potrafi się wykazać o wiele większym zainteresowaniem i wiedzą na temat regionu docelowego, niż jego mieszkaniec. Jest mniej podatny na stres i lepiej adaptuje się do zmiennych warunków pracy, jednocześnie godząc się na może nieco niższą płacę. Taki pracownik, w dłuższym okresie, jest o wiele bardziej wartościowy pod względem wykształconych cech osobowościowych, przede wszystkim samodzielności i pewności siebie. Według raportu „Młodzi 2005”, poza wiedzą, doświadczeniem i zdolnością pracy w zespole, to właśnie te atuty są obecnie najbardziej pożądane wśród pracodawców. „Dzisiejsi młodzi ludzie (w wieku 19-26 lat) są znacznie bardziej aktywni i dynamiczni, niż ci sprzed trzech lat, a przy tym nie mają kompleksów i poczucia niewykorzystanej szansy. Rzadziej niż w przeszłości szukają argumentów tłumaczących bierność i racjonalizujących ich wybory.”

Opuszczenie rodzimego regionu jest często jedną z pierwszych poważnych decyzji w życiu młodego człowieka, skłania go ona do poszukiwania nowych możliwości zarówno w sobie, jak i w otoczeniu. Wyjazd na studia wielokrotnie wiąże się z jednoczesnym podjęciem zatrudnienia, na co według raportu decyduje się ponad 24 proc. studentów. Podobnie osoby z prowincji, podejmując studia na uczelniach prywatnych dużych miast, zmuszone są do ich realizacji w trybie zaocznym i pracy pełnoetatowej. Jednoczesna aktywność na płaszczyźnie zawodowej i edukacyjnej ma również swoje plusy w tworzeniu nowej jakości kapitału ludzkiego młodych. W ucieczce przed biernością, a w dalszej konsekwencji wykluczeniem z rynku pracy korzystają oni z różnych form wolontariatu, co stwarza możliwość dostosowania się do nowego otoczenia i rozpoznania przyszłych warunków zatrudnienia.

Wybór lokalizacji kształcenia i pracy powinien iść w parze z jasno określoną wizją kariery, której, pomimo ogromnych postępów w aktywizacji zawodowej, często jeszcze młodym brakuje. Student kieruje się przede wszystkim ofertą edukacyjną docelowego regionu, czy metropolii, by swobodnie móc dostosowywać się do zmieniających się wymagań na rynku pracy. Ważnym kryterium staje się możliwość podejmowania staży, kursów specjalistycznych, językowych, zdobywanie uprawnień, licencji, tytułów, tak by utrzymać stały rozwój zawodowy.

Wśród pracowników emigrują bezrobotni oraz osoby, które nie mają zagwarantowanych stabilnych lub finansowo satysfakcjonujących warunków zatrudnienia. Poprawę warunków rozumieją jako chociażby zapewnienie odprowadzania składek emerytalnych czy ułatwienie możliwości kredytowych. Według najnowszych opinii rodaków zawartych w raporcie „Pracujący Polacy 2006” „praca powinna dawać poczucie bezpieczeństwa i stabilizację życiową”, podczas gdy na początku obecnego dziesięciolecia dominowało kryterium szybkiego awansu i podnoszenia kwalifikacji.

Potencjał przyciągania młodych jest zazwyczaj dodatnio skorelowany z sytuacją gospodarczą i atrakcyjnością inwestycyjną województw. Od wielu lat w kategorii atrakcyjności osiedleńczej młodych króluje województwo mazowieckie z najbogatszą w kraju ofertą edukacyjną i zatrudnienia. Wciąż dynamicznie rośnie tam już i tak duża liczba ofert pracy, szczególny wzrost miał miejsce w II kwartale br. (ponad 7000 stanowisk ogłaszanych przez portal komercyjny Pracuj.pl, o około 1600 więcej w stosunku do kwartału poprzedniego). Szczególną dynamikę wykazuje ostatnio województwo dolnośląskie, gdzie w ciągu jednego kwartału podwoiła się liczba dostępnych w internecie ofert pracy. Pokrywa się to ze wzrostem PKB oraz ze wzmożonymi nakładami inwestycyjnymi w tym regionie, co potwierdza jego boom gospodarczy. Pod względem liczby ofert pracy ogłaszanych przez portal Pracuj.pl na trzecim miejscu (rysunek 1.), zaskakująco do pozostałych wyznaczników atrakcyjności, uplasowało się województwo śląskie. Kolejne to wielkopolskie, małopolskie i pomorskie z prawie dwoma tysiącami ofert ogłoszonych w II kwartale 2006 r.

Warto wspomnieć, iż wzrost liczby ofert na przestrzeni ostatnich miesięcy jest zdecydowanie większy niż w latach poprzednich. Oferty najszybciej pomnażające się dominują w zawodach niewymagających większego doświadczenia, w handlu, sprzedaży i obsłudze klienta, co związane jest z rozwojem sektora usług. Również dynamicznie wzrasta liczba miejsc pracy w przemyśle, telekomunikacji i zaawansowanych technologiach, a także w bankowości, finansach i nieruchomościach.

Elementem przyciągającym młodych wykwalifikowanych pracowników są specjalne strefy ekonomiczne. Według Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych ich rozwój w Polsce przyniesie minimum 8000 nowych miejsc pracy w ciągu dwóch najbliższych lat. Badanie „Barometr ofert pracy” potwierdza najszybszy w ostatnim okresie wzrost ofert pracy w województwie dolnośląskim i łódzkim, uzasadniając to zjawisko ilością specjalnych stref ekonomicznych. Według „Barometru” najlepsza sytuacja panuje obecnie na rynkach pracy w województwie małopolskim, mazowieckim, wielkopolskim i śląskim. Przewagę ma więc część zachodnia oraz południe – te regiony, które przyciągają największą liczbę inwestorów. W obliczu korzyści z napływu wykwalifikowanych pracowników, koncentrujących się wokół najprężniej rozwijających się ośrodków, tracą regiony wschodnie. Charakteryzuje je słabszy rozwój przedsiębiorczości i płytszy rynek zbytu. Przyciągają młodych raczej ofertą edukacyjną, jak np. województwo lubelskie lub inwestycjami peryferyjnymi (rysunek 2).

Skoncentrowanie szkół wyższych w poszczególnych województwach (rysunek 2.) z reguły potwierdza ich ogólny ranking pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i dostępności ofert pracy. Po województwie stołecznym największą liczbą studentów charakteryzuje się województwo śląskie, gdzie w 2005 roku było aż 41 uczelni wyższych, potem wielkopolskie i dolnośląskie, minimalnie za nimi jest województwo małopolskie, łódzkie, i wreszcie, na siódmym miejscu pomorskie z liczbą 28 uczelni wyższych.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku szkół policealnych (rysunek 3.), gdzie na czołówkę wysuwa się województwo śląskie, dolnośląskie i wielkopolskie, dopiero czwarte z kolei jest mazowieckie, a szóste – pomorskie. Rozwój szkół policealnych jest pewną formą alternatywy dla szkolnictwa wyższego i odpowiada na potrzeby najliczniejszych, pod względem demograficznym, województw. W tym przypadku, to bardziej szkoły wychodzą naprzeciw potrzebom rynku lokalnego niż przyciągają młodych z innych regionów.

Największy wpływ na przyciąganie ambitnych młodych ludzi mają renomowane uczelnie państwowe w dużych aglomeracjach. Dla studenta duże znaczenie ma też dojazd do miasta, w którym znajduje się uczelnia ze względu na częste weekendowe powroty do domu rodzinnego. W tym przypadku w miarę centralnie zlokalizowane jest województwo mazowieckie z ciągle rosnącą ofertą 100 szkół wyższych, gdzie według ogólnych danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w ubiegłym roku kształciło się ponad 20 proc. ogółu studentów, z kolei 12 proc. – w województwie śląskim, a ponad 10 proc. w małopolskim i wielkopolskim.

Podsumowując, kierunki przyciągania studentów i młodych pracowników na ogół pokrywają się z lokalizacją nakładów inwestycyjnych i ilością nowopowstających przedsiębiorstw (województwo pomorskie zajmowało w większości kategorii szóstą lub siódmą pozycję). Pewne odchylenia można zauważyć w przypadku województwa śląskiego czy lubelskiego. Czynnik różnicujący w wielu wypadkach ma charakter czysto edukacyjny lub kulturalny, co zaobserwować można wśród takich miast jak Lublin, Łódź i Kraków. Choć województwo pomorskie jest położone dość peryferyjnie w stosunku do wspomnianych regionów i być może utrudnieniem będzie tu dostępność transportowa, przyciąga bliskością morza oraz ciekawym układem trójmiejskiej aglomeracji. Ze względu na zróżnicowanie funkcji Gdyni, Sopotu i Gdańska młodzi mają szansę realizować się jednocześnie na różnych płaszczyznach zawodowych, edukacyjnych, w życiu kulturalnym oraz społecznym.

RYSUNKI

  1. Liczba ofert pracy zamieszczonych w portalu Pracuj.pl w II kwartale 2006 r.
  2. Studenci, szkoły wyższe w województwach w 2005 r.
  3. Szkoły policealne według województw w 2005 r.

15_1

15_2

15_3

 

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Więcej władzy dla regionów

Region – pojęcie z jednej strony często używane (żeby nie powiedzieć: nadużywane), z drugiej: ciągle niedookreślone. Regionem nazywa się i obszar geograficzny (region Bliskiego Wschodu), i grupę państw (region Skandynawii), a także wyodrębnione części konkretnego kraju. Żeby uczynić sprawy bardziej skomplikowanymi, ta ostatnia kategoria również nie jest jasna: czy mówimy o regionach jako o jednostkach administracyjnych, historycznych, czy geograficznych? Najlepiej byłby pewnie wrzucić to do jednego kotła, ale nie jest to takie proste. W Polsce doby Unii Europejskiej przyjęło się za region uważać po prostu województwo.

Myślenie kategorią „region” zamiast lub chociaż wspólnie z kategorią „państwo” mieści się ciągle w niewielu polskich głowach. Taka minirewolucja w sposobie myślenia wydaje się być jednak nieunikniona. Naukowcy, mimo zupełnie nieraz różnych poglądów, w przeważającej większości zgadzają się co do faktu, iż region będzie zyskiwał na znaczeniu na arenie międzynarodowej – na tyle, że w rezultacie stanie się ważniejszy od państwa (chociażby ze względu na większą mobilność czy mniejszy stopień biurokracji).

Jedne regiony rozwijają się lepiej, inne gorzej. To stwierdzenie, jak wszystkie poprzednie, to oczywista generalizacja. Od czego zależy więc stopień rozwoju regionu? Czy istnieje szablon, do którego można by przyłożyć każdy region, by sprawdzić, jaki ma on potencjał rozwojowy? Szwajcarscy naukowcy z BAK Basel Economics odpowiadają na te pytania twierdząco. Posługując się tzw. Shift – Share Analysis, opracowali sposób, w jaki można wyodrębnić te elementy rozwoju, których stopień zaawansowania region może zawdzięczać tylko sobie. Takie dane uzyskuje się przez oddzielenie od powyższych w pierwszej kolejności rezultatów globalnych (efektów oddziaływania państwa), a w drugiej – rezultatów strukturalnych (efektów wzajemnego oddziaływania na siebie poszczególnych gałęzi gospodarki). Operując powyższymi, nie najklarowniejszymi kryteriami, autorzy projektu „The Regional Growth Factors” stworzyli pojęcie regional effect , mające stanowić wyznacznik rozwoju regionu, oto jego elementy składowe:

  • Poziom edukacji i innowacji w regionie: według twórców pojęcia dziesięcioprocentowy udział absolwentów szkół wyższych w regionalnym rynku pracy przekłada się na 0,05 do 0,1% wzrostu w regionalnej gospodarce;
  • Poziom podatków w regionie: obniżka podatku dochodowego o 0,15% ma prowadzić do 0,05-0,1% wzrostu gospodarczego;
  • Swoboda gospodarcza, rozumiana jako stopień ingerencji władz w gospodarkę – brak tu konkretnych przykładów czy wyliczeń, następuje za to dość oczywista konkluzja, że im większa rola regionalnych i centralnych włodarzy w gospodarce, tym gorzej dla tej ostatniej;
  • Dostępność – w sensie nowoczesnej i rozbudowanej infrastruktury drogowej – nie ma ona według autorów projektu bezpośredniego związku ze wzrostem gospodarczym, jest jednak czynnikiem wartym odnotowania;
  • Geografia i historia – przede wszystkim stosunki z sąsiadami i stan ich gospodarek.

Twórcy projektu zaznaczają jednocześnie, że dla rozwoju regionu ważne są nie tylko pojedyncze elementy, ale też ich kombinacje. Podkreślają też, że poziom wzrostu gospodarczego powinien być badany przede wszystkim z perspektywy regionu, ponieważ różnice w jego poziomie są często większe przy porównywaniu regionów jednego państwa, niż przy braniu pod uwagę kilku krajów.

Istnieje zatem swoista, daleka od doskonałości, ale logicznie skonstruowana, linijka, do której można przyłożyć każdy region celem zmierzenia jego potencjału rozwojowego. Czego brakuje w projekcie „The Regional Growth Factors”? Interdyscyplinarności podejścia. Szwajcarscy badacze, koncentrując się na czynnikach ekonomicznych i napomykając o czynnikach geohistorycznych, zapomnieli o dwóch innych, niezmiernie ważnych elementach: kapitale ludzkim oraz rozwiązaniach instytucjonalnych. Przez to pierwsze pojęcie rozumiem nie tylko strukturę zawodową i wiekową ludności zamieszkującej region, ale także tzw. kapitał społeczny – kategorię określającą, ujmując rzecz ogólnie, poziom zaufania jednostek do instytucji państwowych. Im wyższy, tym więcej inwestycji w regionie, tym większa skuteczność prawa, tym przyjemniej w regionie się żyje. Pod drugim pojęciem kryje się natomiast kilka elementów. Przede wszystkim: ustrój terytorialny państwa; oczywiste jest, iż w krajach federacyjnych (np. w Niemczech) cedowanie na regiony dużej liczby zadań jest na porządku dziennym. W przypadku państw unitarnych największa liczba kompetencji pozostaje przy władzy centralnej, co utrudnia regionom decydowanie o sobie, a co za tym idzie – rozwój na wszelkich niwach. Konsekwencją ustroju terytorialnego będą kolejne elementy, m. in. sposób finansowania regionu – jego stopień zależności od budżetu państwowego, możliwość prowadzenia wymiany handlowej i jej ewentualne obwarowania. I jeszcze jeden element: obecność regionu w strukturach międzynarodowych i międzyregionalnych. Pozwala to zawierać porozumienia o współpracy, czyni region bardziej wiarygodnym na arenie międzynarodowej, co implikuje m. in. większą liczbę inwestycji.

Tyle teoria. Logiczną konsekwencją tego artykułu byłoby teraz przyłożenie do szwajcarskiej miarki województwa pomorskiego. Przeczytawszy jednak wszelkie możliwe analizy SWOT, przebrnąwszy przez Strategię Rozwoju Województwa, Regionalny Program Operacyjny i stosy innych dokumentów stwierdzam, że zostawię tę część mądrzejszym i bardziej doświadczonym od siebie. Skupię się natomiast na faktorze, który uważam za najważniejszy i od którego zależą wszystkie inne: od polityki regionalnej państwa.

Polska jest państwem unitarnym i w związku z tym, jak wspomniałam wcześniej, nie wykształciła „przyzwyczajenia” czy wręcz odruchu przyznawania regionowi dużej mocy decyzyjnej. Władza centralna grała i zapewne przez czas dłuższy jeszcze grać będzie pierwszoplanową rolę. Pokutuje tu poprzedni ustrój, w którym samorząd terytorialny nie miał w ogóle racji bytu, a także tradycja historyczna (państwo od zawsze było jedynym decydentem). Na dodatek sam region jest tworem ciągle w naszym kraju nowym – podziały administracyjne, mimo niewątpliwie najszczerszych chęci twórców reformy z 1999 roku, nie pokrywają się z historycznymi; nie ustają roszczenia, by stworzyć dodatkowe województwo, bądź zmienić przynależność powiatów czy gmin. W związku z powyższym sama polityka regionalna jest pojęciem stosunkowo nowym i od niedawna stosowanym w Polsce – Ministerstwo Rozwoju Regionalnego powstało dopiero w zeszłym roku, a mimo szumnej i zobowiązującej nazwy, koncentruje się jedynie na rozdzielaniu środków z funduszy unijnych. A skoro jesteśmy już przy funduszach unijnych właśnie – do tego ogródka też chciałabym wrzucić swój kamień. Według decyzji Komisji Europejskiej w latach 2004-2006 w regionach miały wykształcić się struktury administracyjne zdolne do samodzielnej realizacji programów operacyjnych. Proces ten faktycznie nabrał rozpędu, jednak nie wydaje się, by wraz z początkiem nowego roku Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wyszło z dotychczasowej roli głównego decydującego o podziale środków unijnych, stając się w zamian dla dobra swojego i regionów przede wszystkim, swoistym pośrednikiem między Komisją Europejską a marszałkami województw. A przecież sposób, w jaki w Polsce przyznaje się środki unijne, jest tylko jednym z trzech oficjalnych – dlaczego Polska wzbrania się przed pójściem za przykładem Szwecji, Wielkiej Brytanii czy Holandii i coraz większej liczby państw, które tworzą oddzielne regionalne struktury celem decydowania o alokacji unijnych pieniędzy? Odpowiedź ponownie wyniknie ze struktury i „unitarnych przyzwyczajeń” naszego państwa. Przeciwnicy pomysłu krzykną, że wyżej wymienioną metodą pomnaża się biurokratyczne byty – owszem, ale czy dla większej efektywności i integralności różnych przedsięwzięć nie warto w tym przypadku odłożyć brzytwy Ockhama?

Wszystkie poruszone przeze mnie wątki prowadzą do jednej konkluzji: w Wiśle upłynie jeszcze wiele wody, zanim jednostka o wdzięcznej nazwie region, polityka regionalna i myślenie kategoriami regionu zakorzeni się w naszych głowach. Widać to także na przykładzie zakończonej kampanii wyborczej do samorządów; z jednej strony kandydaci na radnych do gmin i miast wyraźnie dominują nad tymi widzącymi się w przyszłym sejmiku pomorskim. Z drugiej strony, choć jest to kampania samorządowa, a więc dotycząca naszych podwórek i najbliższej okolicy, porusza się w niej ciągle tematy ogólnopolskie; zawirowania partyjno-koalicyjne przenoszą się na grunt lokalny i regionalny, a partie bazują w swoich hasłach na uniwersalnych bolączkach Polaków i tematach, które obowiązkowo pojawiają się w każdej wyborczej kampanii (bezrobocie, kwestia aborcji).

Kluczem do rozwoju regionalnego jest więc według mnie pozostawienie regionu samemu sobie – scedowanie na niego jak największej liczby kompetencji – tak by jego włodarze, a więc pośrednio mieszkańcy województwa, mogli sami decydować o sprawach ich dotyczących. Proste? Podobno takie rozwiązania są najlepsze…

Skip to content