Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Zaproponujcie nam coś, czego nie mamy

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Czy przechadzając się ulicami Gdańska i zaglądając do sklepów, widzi Pan produkty, które można by eksportować do Chin?

Xiang Zaosheng: Cieszę się, że możemy porozmawiać o wymianie handlowej między Polską i Chinami. Pracuję w Gdańsku od czterech lat i dostrzegam coraz żywsze kontakty między naszymi krajami. Nie tylko w sklepach widzę interesujące produkty, którymi będą zainteresowani moi rodacy. Jest wiele dziedzin, które powinny nas zbliżać. Wśród istniejących przykładów współpracy na szczególne wyróżnienie zasługuje Chipolbrok.

Odnoszę wrażenie, że polskie firmy jeszcze nie rozumieją naszych potrzeb i nie potrafią sprostać chińskiej oraz zagranicznej konkurencji.

W chińsko­-polskiej wymianie handlowej jest duża nierównowaga. Na Pomorzu widoczna w szczególny sposób, gdyż tylko kilka firm eksportuje swoje wyroby do Chin.

Rzeczywiście tak jest i import z Chin znacznie przewyższa polski eksport. W ubiegłym roku łączna wartość wymiany handlowej wynosiła około 11 mld dol. Nasz eksport do Polski został wyceniony na prawie 10 mld. Przyczyną tego stanu może być ogromna konkurencja w moim kraju. Produkujemy w krajowych fabrykach dobre i tanie artykuły. Natomiast z zagranicy sprowadzamy tylko te, których nie produkujemy lub które są najwyższej jakości. Odnoszę wrażenie, że polskie firmy jeszcze nie rozumieją naszych potrzeb i nie potrafią sprostać chińskiej oraz zagranicznej konkurencji. Żeby poradzić sobie na naszym rynku, najpierw trzeba go poznać, dowiedzieć się, jakie są potrzeby i wymagania.

Gospodarka Chin rozwija się w zawrotnym tempie. Jednak w ostatnich latach priorytetem władz jest zrównoważony rozwój kraju. Czy północno­-zachodnie regiony Chin pójdą śladem wschodniego wybrzeża i staną otworem dla zagranicznych firm?

Różnice między południowym wschodem a zachodem i północą Chin są duże. Widać to również w Polsce, ponieważ dużo więcej mamy firm południowochińskich niż północnochińskich.

Firmy potrafiące chronić środowisko będą w Chinach mile widziane. Mam nadzieję, że polskie firmy będą w tej dziedzinie skutecznie konkurować.

Jednym z ważnych elementów zrównoważonego rozwoju Chin ma być ochrona środowiska. Czy doświadczenie polskich firm, które uczestniczyły w dużych projektach związanych z ochroną środowiska, może się przydać?

Znaczenie ochrony środowiska naturalnego wciąż wzrasta i chiński rząd przykłada do niej coraz większą wagę. Zaostrzane są przepisy, które mają ograniczyć liczbę firm nieprzestrzegających standardów. Nie będą również mogły powstawać fabryki zatruwające środowisko. Także zagraniczni inwestorzy muszą spełniać wysokie wymagania. Natomiast firmy potrafiące chronić środowisko będą mile widziane. Oczywiście one też najpierw będą musiały zbadać zapotrzebowanie chińskiego rynku na konkretne usługi i technologie, a także wygrać rywalizację. Mam nadzieję, że polskie firmy będą w tej dziedzinie skutecznie konkurować.

Województwo pomorskie ma swoje przedstawicielstwo w Pekinie. Czy takie inicjatywy pomagają w ożywieniu wymiany gospodarczej?

Utworzenie biura to bardzo dobry pomysł. Jestem przekonany, że ta inicjatywa będzie korzystna dla obu stron. Mam nadzieję, że dzięki temu polskie firmy będą coraz częściej gościć na chińskim rynku. Potrzeby są ogromne i czekamy na produkty dobrej jakości. Zapraszamy firmy do Chin, żeby szukały partnerów i swojej szansy na rynku.

Chiński partner jest niezbędny?

Nie ma obowiązku tworzenia firmy z chińskim partnerem, ale wtedy łatwiej poruszać się na rynku. Poza tym odbiorca towarów zagranicznej firmy też jest partnerem. Dawniej sprzedaż zagranicznych towarów odbywała się przez rządową agencję. Teraz firma sama musi zadbać o znalezienie odbiorców.

Finowie mają swoją sztandarową markę – jest nią NOKIA. Polska potrzebuje takiej marki?

NOKIA jest znakomitym przykładem i produkowane przez nią telefony cieszą się dużą popularnością, szczególnie wśród młodych ludzi. Nie wypuszczają komórek z rąk i wszyscy wiedzą, z jakiego kraju jest ta marka. Chiny są otwarte na nowe rozwiązania technologiczne. Tworzymy nową infrastrukturę telekomunikacyjną i dla takich firm jest miejsce na naszym rynku. Taki produkt na pewno pomaga innym producentom z Finlandii.

Czy polski pawilon na EXPO 2010 w Szanghaju przyczynił się do lepszego poznania Polski w Chinach?

Polski pawilon cieszył się ogromnym zainteresowaniem Chińczyków. Na pewno pomógł też polskim firmom w promocji. Każdego dnia odwiedzający kupowali bursztyn i wielkim powodzeniem cieszyła się zupa grzybowa. Właśnie takie wydarzenia, wspólne konferencje, misje gospodarcze pomagają w poznaniu się przedsiębiorców i nawiązywaniu biznesowych kontaktów. Teraz olbrzymią szansą jest polskie przewodnictwo Unii Europejskiej. Dobrym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie dużej konferencji, na którą zostałyby zaproszone chińskie firmy. Sopot jest miejscem, gdzie zaplanowano dużo wydarzeń związanych z prezydencją i dobrze byłoby, gdyby na spotkaniach gospodarczych mogli się pojawiać chińscy przedsiębiorcy. Udział naszych firm i poznanie polskich przedsiębiorców zaowocuje nawiązaniem i wzmocnieniem kontaktów. Również wizyty w Chinach będą bardzo przydatne w budowaniu współpracy.

Współpraca kulturalna, ale także między uczelniami, coraz bardziej się rozwija. Mam nadzieję, że firmy pójdą śladem kultury i nauki, dzięki czemu wymiana gospodarcza między naszymi krajami także będzie wzrastać.

Od ubiegłego roku można zauważyć ożywienie w kontaktach naszego regionu z Chinami. Przedstawiciele samorządu regionalnego, gospodarki, artyści byli na EXPO, ale potem także dochodziło do licznych wizyt. Między innymi w połowie czerwca w Gdańsku gościła delegacja Stałego Komitetu Miejskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Miasta Szanghaju. Czy po wizytach polityków przyjdzie pora na bogatszą wymianę kulturalną, sportową lub młodzieżową?

Współpraca kulturalna, ale także między uczelniami, coraz bardziej się rozwija. Zainteresowanie Polaków chińską kulturą i nauką rośnie z roku na rok. Na Politechnice Gdańskiej oraz Uniwersytecie Gdańskim mamy około 150 studentów. Kiedy zaczynałem pracę w Gdańsku, było ich 10. W wielu miastach północnej Polski goszczą różne chińskie wystawy. W Chinach również jest coraz większe zainteresowanie polską kulturą i nauką. Nawet mali uczniowie wiedzą, kim byli Mikołaj Kopernik, Maria Curie­-Skłodowska i Fryderyk Chopin. W Szanghaju stoi nawet pomnik Chopina i organizowane są tam koncerty. Szanghaj ma bardzo dobre kontakty z Gdańskiem i wkrótce w bibliotece na Suchaninie otwarty zostanie gabinet szanghajski. Natomiast Uniwersytet Gdański otworzy Instytut Konfucjusza. Mam nadzieję, że firmy pójdą śladem kultury i nauki, dzięki czemu wymiana gospodarcza między naszymi krajami będzie coraz bardziej się rozwijała.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Potrzebujemy współpracy i większej świadomości

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Pomorskie elity powinny uświadomić sobie znaczenie Chin w światowej gospodarce. To już nie jest egzotyczny kraj sprzed trzydziestu lat.

Leszek Szmidtke: W trakcie IV Pomorskiego Kongresu Obywatelskiego mówił Pan o potrzebie wykorzystania chińskiej szansy. Jednak pomorskie firmy działające w Państwie Środka można policzyć na palcach. Co zrobić, żeby wspomnianą szansę wykorzystać?

Paweł Adamowicz: Główne miasta naszej aglomeracji oraz przedsiębiorcy powinni się zintegrować. Bez współpracy, wspólnych projektów i współfinansowania trudno będzie wspierać mały i średni biznes walczący o zagraniczne rynki. Musimy wspólnie pokazać się chińskim inwestorom i wspólnie wspierać nasze firmy wysyłające swoje produkty na tamtejszy rynek. Podobnie powinniśmy się zachowywać wobec chińskich turystów zastanawiających się, gdzie wyjechać na urlop, oraz studentów poszukujących możliwości kształcenia się na zagranicznych uczelniach. Dziś największe europejskie miasta oraz państwa zabiegają o chińskie inwestycje, turystów i studentów oraz starają się wspierać eksport swoich producentów do Chin. Polska, uznając przed laty jako jedno z pierwszych państw Chińską Republikę Ludową i pomagając jej w odbudowie po wojnie domowej, cieszy się w Chinach pewną sympatią. Niestety, nie staramy się wykorzystać tych pozytywnych uczuć. Podobnie jak nie wykorzystujemy sympatii Chińczyków studiujących przed laty w Polsce, a dziś piastujących ważne funkcje. Pomorskie elity powinny uświadomić sobie znaczenie Chin w światowej gospodarce. To już nie jest egzotyczny kraj sprzed trzydziestu lat.

Pomorze i Chiny – czy przykładamy właściwą miarę? Raczej to rząd i jego odpowiednio finansowane instytucje powinny dźwigać główny ciężar wspierania polskiego eksportu, a samorządy pełnić rolę pomocniczą.

Oczywiście, że nasze działania nie powinny zastępować instytucji rządowych. Jednak wiemy, w jakim żyjemy świecie. Bez naszego wsparcia firmy chcące eksportować wyroby na tak specyficzne rynki jak chiński lub indyjski raczej sobie nie poradzą. Dlatego należy wybrać kilka dziedzin lub regionów, a może nawet jeden region, na którym skoncentrujemy swoją uwagę oraz działania informacyjno­-promocyjne. Mniejsze od Pomorza szwedzkie regiony z powodzeniem wspierają swoje firmy w Chinach. Podobnie zachowują się niemieckie landy, a nawet poszczególne miasta – Brema jest tego doskonałym przykładem. W Niemczech zabiegi samorządów mają charakter równoległy do działań rządu.

Czy powinniśmy się wzorować na Niemczech lub krajach skandynawskich?

Powinniśmy stosować sprawdzone sposoby, a zacząć od uświadomienia sobie ogromu chińskiego rynku. Nasze elity polityczne i gospodarcze muszą się zainteresować Chinami, ale także innymi krajami tej części świata. Poznanie tych państw i społeczeństw będzie pierwszym krokiem do większej niż do tej pory obecności naszych firm na niezwykle obiecujących, ale też bardzo specyficznych rynkach.

Prezydentom pomorskich miast, także marszałkowi, nie będzie łatwo wytłumaczyć wyborcom, dlaczego należy wspierać firmy chcące eksportować, a już szczególnie do krajów tak odległych jak Chiny. Zaraz Pan usłyszy, że tyle dróg jest do zrobienia, że szkoły potrzebują pieniędzy na remonty itd.

Globalizacja oznacza, że pomorskie firmy muszą wszędzie szukać swojej szansy i jeżeli znajdą dobre rynki dla swoich towarów lub usług, to pośrednio skorzystamy na tym wszyscy. Kraje takie jak Polska – zmagające się z pozostałościami poprzedniego ustroju, starające się nadrobić stracony czas – powinny być bardzo aktywne. Nie trzeba być wielkim państwem, żeby wypracować silną pozycję gospodarczą. Belgia i Holandia to doskonałe przykłady, jak małe kraje mogą być liczącymi się w świecie graczami. Stało się to dzięki wysokiej świadomości społecznej i otwarciu klasy politycznej, gospodarczej, intelektualnej na świat. Oczywiście, ta świadomość budowała się tam w innych warunkach. Te kraje miały niegdyś kolonie oraz od wieków porty, do których zawijały statki z całego świata. Nie zaznały też tak dotkliwie zniszczeń wojennych ani socjalizmu. Tym bardziej nasze myślenie przy lokalnych działaniach powinno być globalne.

Lokalny rynek jest ograniczony i w pewnym momencie nasyci się. Dlatego trzeba pomagać naszym firmom w szukaniu innych rynków zbytu, żeby mogły produkować, tworzyć nowe pomysły.

Mimo to polityk sprawujący władzę i dysponujący publicznymi pieniędzmi musi wytłumaczyć społeczeństwu sens takich inwestycji.

Wprawdzie działania otwierające nas na świat, także wspierające naszych eksporterów, nie przynoszą efektów w ciągu roku lub dwóch, jednak nie mamy innego wyjścia. Lokalny rynek jest ograniczony i w pewnym momencie nasyci się. Dlatego trzeba pomagać naszym firmom w szukaniu innych rynków zbytu, żeby mogły produkować, tworzyć nowe pomysły. Chiny to druga gospodarka świata, to prawie półtora miliarda ludzi, i jeżeli nawet tylko niewielka część z nich jest zamożna, mamy do czynienia z olbrzymią rzeszą konsumentów. Zależy nam również na chińskich turystach. Przecież oni mają przed sobą cały świat i jakoś musimy zachęcić ich do przyjazdu do Gdańska i na Pomorze. Proszę też pamiętać o chińskich nadwyżkach finansowych. Trzeba namówić Chińczyków, żeby lokowali je w Polsce. Nasze uczelnie również otwierają się na świat. Niż demograficzny w Polsce oraz w wielu innych krajach europejskich każe szukać przyszłych studentów między innymi w Chinach. Nie zapominajmy, że wiele naszych firm już zleca wykonie różnych produktów lub półproduktów na Dalekim Wschodzie. Współpraca na szerszą skalę nie będzie możliwa, jeżeli nie zrozumiemy Chin. Dlatego już dziś musimy zdobywać wiedzę, poznawać ich mentalność, uczyć się ich języka, wysyłać naszych studentów na chińskie uczelnie itd. Znam w Gdańsku rodziny, w których dzieci uczą się języka chińskiego i wybrały jako drugi kierunek studiów sinologię lub chinoznawstwo.

Przedstawicielstwo naszego regionu w Chinach będzie skutecznym narzędziem promocji gospodarczej i turystycznej. Czy pomoże także w rozwijaniu kontaktów kulturalnych?

Jest to jedno z narzędzi służących do wspierania działań, które są dla nas ważne. Mam nadzieję, że nasze biuro w Pekinie będzie taką latarnią, punktem orientacyjnym zarówno dla mieszkańców naszego regionu, jak też dla Chińczyków zainteresowanych Polską i Pomorzem.

Żeby nie wyważać otwartych drzwi, może warto rozejrzeć się za jakimiś wzorcami?

Trzeba się uczyć zarówno od naszych sąsiadów, jak i od Polaków mieszkających w Chinach. Wiele rzeczy możemy zrobić niemal od zaraz. Proszę otworzyć dzisiejszą prasę regionalną i zobaczyć, jak mocno promują się poszczególne miasta. Powinniśmy się zastanowić, czy tak należy wydawać pieniądze. Czy nie została zachwiana proporcja między promocją własnych działań w swoich miastach a promowaniem na zewnątrz? Wbrew pozorom, mamy sporo pieniędzy przeznaczonych na promocję, ale nie wydajemy ich w przemyślany sposób. Chciałbym, żeby powrócił taki zaczepny, ekspansywny duch przedsiębiorczości z początków lat 90. ubiegłego wieku i żeby go wykorzystać do zewnętrznej ekspansji.

Zmiana ustrojowa z przełomu sprzed dwudziestu lat była związana z pewnymi wartościami – wolnością i demokracją. Chińskie wartości są odmienne, podobnie jak ustrój Chińskiej Republiki Ludowej.

Świętą zasadą zagranicznych kontaktów handlowych jest uszanowanie odmienności naszych partnerów. Ma to szczególne znaczenie, gdy myślimy o dalekosiężnej współpracy Polski, Pomorza oraz Gdańska. W takich przypadkach nie ma miejsca na misyjne rozumienie polityki. Pragmatyzm jest odpowiednim słowem, którym można określić rozwiązanie tego dylematu. Są ludzie i instytucje odpowiedzialne za ważne dla nas wartości. Natomiast nie zawsze należy to przenosić na płaszczyznę gospodarczą. Potrzeba dużej roztropności.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Otwórzmy się na Państwo Środka

Rozmowę prowadzi Leszek Szmidtke, dziennikarz Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego i Radia Gdańsk.

Leszek Szmidtke: Lista pomorskich firm eksportujących swoje produkty na rynek chiński jest bardzo krótka. Czy regionalne przedstawicielstwo w Państwie Środka zmieni ten stan?

Mieczysław Struk: Mam nadzieję, że tak. Nie można pomijać kraju zamieszkiwanego przez miliard trzysta milionów ludzi, mającego roczny wzrost gospodarczy na poziomie 8–9 proc. PKB i będącego dziś drugą gospodarką świata. Mieszka tam wielu zamożnych ludzi, kupujących nie tylko setki tysięcy luksusowych samochodów BMW, Mercedes czy Audi, ale także inne drogie produkty. A przecież konsumpcja indywidualna to tylko część tego olbrzymiego rynku. Niestety, zachowujemy się tak, jakby w Chinach w ostatnich dwudziestu latach nic się nie zdarzyło. Jedynie kilka firm z Pomorza wysyła tam swoje produkty. Przedstawicielstwo naszego regionu w Pekinie ma być jednym z narzędzi, które pomogą to zmienić. Musimy mieć swoich ludzi, którzy będą zbierali informacje o potrzebach tego ogromnego rynku, szukali partnerów dla zainteresowanych firm z Pomorza oraz kapitału zainteresowanego inwestowaniem w naszym regionie.

Trudno konkurować z zaawansowanymi technologicznie produktami niemieckimi lub amerykańskimi. Mamy jednak firmy, które oferują produkty wysokiej jakości w branżach oczekiwanych przez Chińczyków i są one tańsze niż te sprzedawane przez światowe koncerny.

Czy możemy zaoferować Chińczykom coś bardziej zaawansowanego technologicznie niż np. produkty niemieckie, bardziej wysmakowanego niż francuskie lub bardziej trafiające w światową popkulturę niż amerykańskie?

Rzeczywiście, trudno konkurować z mocno zaawansowanymi technologicznie produktami niemieckimi lub amerykańskimi. Mamy jednak firmy, które oferują produkty wysokiej jakości w branżach oczekiwanych przez Chińczyków i są one tańsze niż te sprzedawane przez światowe koncerny. Również nasze uczelnie przygotowują oferty dla chińskich studentów i spodziewam się rosnącej liczby młodzieży z tego kraju, szczególnie na Politechnice Gdańskiej i Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Na EXPO 2010 rozmawiałem z merem Szanghaju oraz szefem tamtejszej Izby Przemysłowo­-Handlowej. Zapytali wprost, czy możemy przyjąć w krótkim czasie na naszych uczelniach kilkuset studentów. Docelowo zaś nawet kilka tysięcy.

Na chińskim rynku są obecne przede wszystkim duże koncerny, które stać na stworzenie różnych form wsparcia, a poza tym mogą liczyć na pomoc swoich rządów. Czy pomorskie małe i średnie firmy poradzą sobie tam samodzielnie?

Poradzą sobie, jeżeli będą miały wsparcie ze strony władz państwowych i samorządowych. W Chinach ma to olbrzymie znaczenie. Nasze firmy należy wspierać poprzez kontakty na różnych szczeblach władzy. Bliskie stosunki z Szanghajem utrzymujemy od kilkudziesięciu lat. Pewne szlaki są już przetarte. Mamy jeszcze jeden atut, który w Chinach ma duże znaczenie. Pierwszą spółką z kapitałem zagranicznym, która powstała w tym kraju, był Chipolbrok. W Szanghaju często mogłem się przekonać, że pamięta się tam o wspólnej historii i że na początku lat 50. ubiegłego wieku pomagaliśmy im w trudnej sytuacji.

Mamy coraz lepszy dostęp do informacji o chińskim rynku. Nasze przedstawicielstwo w Pekinie jest m.in. po to, żeby informować o potrzebach tego rynku oraz pomagać w pokonaniu barier kulturowych i mentalnych.

Mamy bezpośrednie połączenia żeglugowe, czyli barierą we wzajemnej wymianie gospodarczej nie jest komunikacja. Towary z Chin płyną do nas szerokim strumieniem. Natomiast w drugą stronę niewiele wysyłamy. Jakie są główne przyczyny tak bardzo jednostronnej wymiany?

Firmy, szczególnie z branży zaawansowanych technologii, muszą uwierzyć w możliwości konkurowania na tamtejszym rynku. Mamy coraz lepszy dostęp do informacji o chińskim czy szerzej – dalekowschodnich rynkach. To ułatwia przygotowanie oferty, znalezienie partnerów i zrozumienie innych zasad prowadzenia biznesu i innej mentalności. Nasze przedstawicielstwo w Pekinie jest m.in. po to, żeby informować o potrzebach tego rynku oraz pomagać w pokonaniu barier kulturowych i mentalnych. Ubiegłoroczne EXPO pomogło usprawnić przepływ informacji między naszymi placówkami dyplomatycznymi w Pekinie i Szanghaju a samorządem regionalnym i naszym przedstawicielstwem w Pekinie. Będziemy również organizować misje gospodarcze do Chin, przyjmować chińskie misje na Pomorzu oraz wspierać finansowo udziały w targach organizowanych w chińskich miastach.

Misje gospodarcze będą stałymi i regularnymi pozycjami w kalendarzu?

Dziś trudno mi zadeklarować, że będą regularne, ale jest coraz większe zainteresowanie taką formą nawiązywania kontaktów. Chińczycy chcą coraz śmielej wchodzić na nasz rynek. Nie wiem, czy bardziej zależy im na inwestowaniu kapitału, czy też na uczestniczeniu w dużych inwestycjach infrastrukturalnych realizowanych ze środków publicznych. Oczywiście, chcą też sprzedawać u nas swoje produkty. Pytają o wszystko i dlatego trudno wyczuć ich intencje. Natomiast my nie możemy zapominać o eksporcie naszych produktów do Państwa Środka oraz o inwestycjach w tym kraju. Bilans w wymianie handlowej jest dla nas bardzo niekorzystny. Polska ma ponad 14 mld dolarów deficytu.

Na wspieranie przedsiębiorców chcących wchodzić na rynek chiński potrzebne są pieniądze.

Samorząd regionalny samodzielnie nie podoła takim zadaniom. Dlatego zaprosiliśmy do współpracy największe pomorskie miasta oraz organizacje pracodawców. Szczególnie ważne są instytucje otoczenia biznesu – to one mają kształtować charakter pracy naszego przedstawicielstwa. Centrum Obsługi Inwestora działające przy Agencji Rozwoju Pomorza również zostało zobligowane do większej aktywności w ściąganiu chińskich inwestorów do naszego regionu.

Czy inne samorządy, szczególnie największych miast, rozumieją potrzebę wspierania eksportu pomorskich firm?

Prezydent Gdańska, ale także włodarze innych miast, rozumieją potrzebę szukania nowych rynków zbytu dla naszych przedsiębiorstw. Uczestniczą w projekcie Invest in Pomerania i wiedzą, że taka działalność nie może być rozproszona. Nasze poczynania należy skoordynować, by nie wydawać pieniędzy z wielu źródeł na podobne działania. Biura w Pekinie będziemy finansować wspólnie i traktujemy ten wydatek jako inwestycję.

W naszej rozmowie koncentrujemy się na Pekinie oraz Szanghaju. Inne regiony Chin nie są tak interesujące?

Szanghaj, całe wschodnie wybrzeże Chin, pełne jest firm z całego świata. Dlatego przyglądamy się też innym miejscom. W czerwcu przedstawiciele naszego regionu brali udział w misji gospodarczej w Xiamen, zorganizowanej przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych. We wrześniu będziemy uczestniczyć w kolejnej misji, której celem jest zapoznanie się z innymi miastami.

Polska przespała pierwsze fale turystów z Chin. Mieszkańcy Państwa Środka dużo podróżują, są coraz zamożniejsi i chętnie odwiedzają Europę.

Chińscy turyści na Pomorzu nadal są rzadkością.

Nie tylko na Pomorzu. Polska przespała pierwsze fale turystów z Chin. Mieszkańcy Państwa Środka dużo podróżują, są coraz zamożniejsi i chętnie odwiedzają Europę. Staramy się nadrobić zaległości i przygotowaliśmy specjalny projekt we współpracy z prywatnymi touroperatorami, Pomorską Organizacją Turystyczną i Gdańską Organizacją Turystyczną, dzięki któremu od lipca gościmy kolejne grupy chińskich turystów. Na pewno pomocne będą inne inicjatywy, jak choćby pomysł organizacji – wzorowanego na oliwskiej imprezie – międzynarodowego festiwalu muzyki organowej w Shenzen. W grudniu do Chin jedzie dyrektor Filharmonii Bałtyckiej. Będzie omawiał szczegóły współpracy. Dodam jeszcze, że z naszej inicjatywy w Szanghaju postawiono pomnik Fryderyka Chopina. Polska kultura budzi na Dalekim Wschodzie duże zainteresowanie i może być silnym magnesem nie tylko dla turystów.

Dziękuję za rozmowę.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

To już nie te Chiny

Członkowie przeróżnych delegacji, w wolnym czasie wyruszający na markety i z nadzieją poszukujący taniej chińskiej elektroniki. Znajomi z dawnych lat na naszej klasie i facebooku, szukający pomysłów na złoty biznes importowy z Chin. Czy wreszcie polski rząd marzący o tanich chińskich pracownikach, którzy przyjadą do Polski i za pół miejscowej ceny wybudują autostrady. Zapomnijcie! Chiny są już na innym etapie.

W najbliższej dekadzie Chiny zainwestują na całym świecie około biliona dolarów. Z pewnością będą one miały wpływ na kształt światowej gospodarki w XXI wieku.

Po pięciokroć – wzrost

Po pierwsze – Chiny awansowały do pierwszej piątki eksporterów kapitału. W 2009 r. wysłały w świat 43 mld dolarów, rok później już 59 mld do 129 krajów. W 2012 r. zainwestują za granicą więcej kapitału, niż przyjmą u siebie. W 2015 r. dojdą do 100 mld rocznie. Oznacza to, że w najbliższej dekadzie Chiny zainwestują na całym świecie około biliona dolarów. Z pewnością będą one miały wpływ na kształt światowej gospodarki w XXI wieku.

Po drugie – Chiny są coraz droższe. Średnia pensja we wschodnich prowincjach dorównuje już Europie Wschodniej, a Szanghaj z populacją kilkunastu milionów ludzi ma w 2025 r. dojść do poziomu życia USA. Robotnicy, którzy dobrze wyuczyli się swojego fachu, cenią się wyżej i… dostają od pracodawców to, czego oczekują. Rola związków zawodowych w Chinach jest nieporównywalnie mniejsza niż w Polsce, jednak presja na świadczenia socjalne wzrasta (w 2008 r. wprowadzono kodeks pracy). Produkcja najtańszych towarów przenosi się do innych krajów, głównie Bangladeszu i Wietnamu, i to im powinni się przyglądać amatorzy bajecznie taniego importu.

Po trzecie – w Chinach wzrasta liczebność klasy średniej – ludzi, którzy chcą dobrze zjeść, pojechać na wycieczkę, zapewnić dobrą edukację dzieciom, kupić sobie fajny elektroniczny gadżet. Szacuje się, że rokrocznie ze wsi do miast przenosi się około 20 mln osób. Podobnie zresztą dzieje się w Indiach. Oznacza to, że wkrótce to Chińczycy i Hindusi (Chindusi – jak moglibyśmy ich nazwać) będą najliczniejszą klasą średnią globu. To z kolei będzie oznaczać, że produkcja wielkich koncernów będzie skoncentrowana na zaspokojeniu ich potrzeb i gustów. To Chindusi staną się nowymi trendsetterami, będą kreować nowe mody, za którymi podążą konsumenci z innych krajów.

Już wkrótce liczba chińskich turystów osiągnie kilkaset milionów, a w ślad za nimi pójdą młodzi Chińczycy, chcący studiować za granicą, dla których już ustalane są limity w Wielkiej Brytanii. Po zagranicznych studiach dużo łatwiej uzyskają hukou, czyli stałe zameldowanie w którymś z dużych chińskich miast.

Po czwarte – chiński juan będzie się wzmacniał. Nie dlatego, że rządy wielu krajów, a zwłaszcza USA i Indii, wywierają na Pekin presję, twierdząc, iż zaniża on wartość swojej waluty nawet o 40 proc., by w ten sposób wspomagać swój eksport. Stanie się tak dlatego, że Chiny stają się powoli gospodarką nastawioną na popyt wewnętrzny i wzmacnianie kursu własnej waluty zaczyna im się opłacać. Oznacza to, że Chińczycy będą dysponować coraz większą siłą nabywczą i raczej warto będzie im coś sprzedać, niż od nich kupić.

Wreszcie po piąte (co będzie miało związek z drugą częścią mojego wywodu) – rząd w Pekinie w ramach pakietu antykryzysowego zainwestował w rynek wewnętrzny 546 mld dolarów. Większość tych środków przeznaczono na infrastrukturę (około 40 proc.), ochronę środowiska (30 proc.), opiekę zdrowotną (wzrost prawie o połowę w stosunku do poprzedniego roku) i naukę. Celem było przede wszystkim pobudzenie konsumpcji wewnętrznej, która miała zrekompensować malejący eksport. Efektem tej polityki jest m.in. aktywizacja chińskiej prowincji i wsi, a co za tym idzie, branży rolno­-spożywczej.

W Chinach wzrasta liczebność klasy średniej – ludzi, którzy chcą dobrze zjeść, pojechać na wycieczkę, zapewnić dobrą edukację dzieciom. Szacuje się, że rokrocznie ze wsi do miast przenosi się około 20 mln osób.

ppg-2-2011_to_juz_nie_te_chiny

Stawiamy na Henan

Obserwując Chiny od dziesięciu lat, jestem świadomy tych procesów. Postanowiłem więc zmienić model działania. W maju tego roku zorganizowałem delegację polskich przedsiębiorców z branży spożywczej (w tym znanej i uznanej w Trójmieście gdyńskiej firmy Baltima) do Luohe w prowincji Henan, gdzie odbywała się 9. edycja targów spożywczych Luohe Food EXPO 2011.

Można zapytać, dlaczego Henan, jedna z najbiedniejszych chińskich prowincji, znana z tego, że dostarczała w ostatnim trzydziestoleciu milionów robotników do fabryk na wschodzie kraju? Powodów jest kilka. Henan to najliczniejsza chińska prowincja – bagatela, 90 mln mieszkańców. W dodatku jest stolicą chińskiej branży rolno­-spożywczej. Wreszcie, co najważniejsze, w Henanie dopiero wszystko się zaczyna.

Nie ma sensu dzisiaj, po 20 latach, pchać się do bogatego Szanghaju, Shenzhen czy Pekinu, by tam zmierzyć się z dobrze już zorganizowaną konkurencją. Oczywiście, to dobrze wygląda w oficjalnych dokumentach, jednak biznes rządzi się innymi prawami: – Przybądź pierwszy na pole bitwy – jak mawiał antyczny chiński generał Sun Zi.

Początki jednak bywają trudne. Wyjazd do Henanu i organizowanie tam prostego przedsięwzięcia okazały się dla mnie lekcją pokory, zwłaszcza że po kilku latach spędzonych w Chinach i zjeżdżenia chińskiego wybrzeża wzdłuż i wszerz wydawało mi się, że niewiele mnie w tym kraju zaskoczy.

Mentalność Henanczyków okazała się zupełnie inna niż mentalność zglobalizowanych i nastawionych pro- -transakcyjnie mieszkańców chińskiego wybrzeża. W Henanie dużo większa jest rola kontaktu osobistego (guanxi) w interesach – robi się je z kimś, kogo się lubi i zna.

Mentalność Henanczyków okazała się zupełnie inna niż mentalność zglobalizowanych i nastawionych pro­-transakcyjnie mieszkańców chińskiego wybrzeża. Przetrwało tu sporo rzeczy, które na wschodzie pochłonął wszechobecny konsumeryzm. Na przykład w Henanie dużo większą rolę odgrywa kontakt osobisty (guanxi) w interesach – robi się je z kimś, kogo się lubi i zna. Z tego powodu, jako polska delegacja, musieliśmy nieraz wypić na oficjalnych spotkaniach z miejscowymi władzami sporą dawkę alkoholu, zwłaszcza że prowincja Henan słynie w całych Chinach z suto zakrapianych imprez (wedle tamtejszych zwyczajów gość przed rozpoczęciem uczty powinien wychylić trzy kieliszki najcenniejszej w domu rzeczy, czyli właśnie miejscowej wódki). Oczywiście, nasze guanxi są teraz dużo mocniejsze i za rok wracamy!

Dopiero zaczyna się tu robić interesy z zagranicznymi inwestorami, w związku z czym pokutuje wiele stereotypowych przekonań o obcokrajowcach (np. takie, że jadają wyłącznie w McDonaldzie). Pojawiają się też inne problemy komunikacyjne i kulturowe, które w zasadzie nie istnieją na wschodzie kraju (mimo że mówię po chińsku, potrzebowałem kilku dni, by przestawić się na miejscowy dialekt i akcent).

Jestem przekonany, że Henan będzie się rozwijał, a to za sprawą cechy, którą zawsze podziwiałem u Chińczyków – chęci i zdolności do nauki.

Po zakończeniu delegacji musiałem sporządzić specjalny raport (wiem, jak źle kojarzy się to słowo w Polsce!). Podobny musiały przygotować delegacje malezyjska, holenderska, japońska i wiele innych, które pojawiły się w Luohe. Wszystko w celu odpowiedzi na pytania, co było dobre, ale co można było zrobić lepiej. W Polsce mamy duży dystans do raportów i opracowań, być może dlatego, że nikt ich – w przeciwieństwie do Chin – nie czyta i niewiele z nich wynika. Jestem pewien, że Chińczycy zrobią z tej wiedzy właściwy użytek.

Podzieliłem się kilkoma refleksjami z ostatniego pobytu w Chinach. We wrześniu ponownie ruszam w trasę, tym razem wybieram się do rozwiniętej i bogatej prowincji Guangdong, gdzie z polską delegacją będziemy odwiedzać fabryki technologii ekologicznych. Oczywiście współczesne, wciąż transformujące się Chiny stwarzają coraz to nowsze możliwości i szanse. Jestem pewien, że Pomorze je wykorzysta i nad Bałtykiem pojawią się tysiące chińskich turystów i studentów, a przedsiębiorcy z Pomorskiego znajdą sposób, by zaistnieć na ogromnym i wciąż powiększającym się chińskim rynku.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Kapitalistyczny pragmatyzm w komunistycznej polewie

Burza przemian

Globalizacja jest jednym z najważniejszych megatrendów XXI w. Chiny są jedną z najstarszych cywilizacji świata. Przez stulecia tożsamość narodowa Chińczyków miała wymiar przede wszystkim kulturowy. Chiny stworzyły unikalną kulturę. Wynalazki papieru, porcelany, druku i prochu to największe osiągnięcia cywilizacji chińskiej. W tym kraju już w II wieku w okresie dynastii Han wprowadzono system egzaminów państwowych, będących podstawą obsadzania stanowisk urzędniczych w państwie. Adaptowana przez państwo doktryna neokonfucjanizmu stanowiła podstawę dominacji urzędników­-uczonych. Chiny przez lata izolowały się od świata. Symbolem ich izolacji był wielki mur, który pełnił funkcje nie tylko obronne.

Burzliwe dzieje Państwa Środka w XX w. miały konsekwencje dla rozwoju gospodarki i kultury chińskiej. Polityka reform zapoczątkowana przez Deng Xiaopinga w 1979 roku miała zasadniczy wpływ na rozwój kultury we współczesnych Chinach. Postęp gospodarczy i technologiczny wpływa też na przemiany społeczne w tym kraju. Ma on już liczną klasę średnią, otworzył się na świat. Będąc co roku w Chinach, obserwuję też dyfuzję obcych zjawisk kulturowych. Powstaje wiele nowych ruchów społecznych, w których komunikacja odbywa się przy pomocy internetu czy telefonów komórkowych (liczba subskrybentów tych ostatnich przekroczyła już 600 mln).

Komunikacja kulturowa Chin ze światem ma wpływ na adaptację zagranicznych dóbr kultury. Jednak kraj ten generalnie opiera się na swoim dorobku kulturowym.

W Chinach, kraju wieloetnicznym, istnieją konflikty także w tym wymiarze. Obserwujemy ekspansję promocji języka i kultury chińskiej w świecie, która dokonuje się poprzez Instytuty Konfucjusza. Mamy też do czynienia z ekspansją telewizji. Chińska telewizja centralna ma 20 kanałów, każda prowincja ma oddzielne kanały (w tym Pekin, stolica, aż 12). Buduje się tu dużo teatrów, filharmonii i instytucji kulturalnych. Komunikacja kulturowa Chin ze światem ma też wpływ na adaptację zagranicznych dóbr kultury. Nastała moda na okcydentalizm, ale jest ona powierzchowna. Chiny generalnie opierają się na swoim dorobku kulturowym. Wpływ na adaptację zagranicznych osiągnięć kulturalnych miały takie wydarzenia jak olimpiada w Pekinie czy EXPO 2010 w Szanghaju. W roku 2010 Chiny wzięły udział w obchodach roku Fryderyka Chopina. W tym kraju jest 20 mln pianistów. Chińscy artyści odnoszą sukcesy festiwalowe na całym świecie. Obserwujemy największe w historii otwarcie Chin na świat.

Wieś zmieniła się pierwsza

Bez zmian w kulturze i obyczajowości nie byłoby zmian gospodarczych. W mojej kolekcji mam chińskie czasopisma propagandowe z lat siedemdziesiątych. Pekin był wtedy parterowym miastem. Zmiany polityczne i gospodarcze w Chinach rozpoczęły się po śmierci Mao Zedonga. Architektem przemian był Deng Xiaoping. III plenum KC KPCh XI kadencji przyjęło program polityki reform gospodarczych, który kontynuowany jest do dzisiaj. Reformy zapoczątkował system odpowiedzialności za pracę w rolnictwie. Zlikwidowano komuny ludowe. Chłopom dano ziemię w dzierżawę (na okres 30 lat). Wprowadzono obowiązkowe kontyngenty na produkty rolne. Nadwyżki można było sprzedawać na wolnym rynku. W ciągu kilku lat produkcja żywności podwoiła się. W latach dziewięćdziesiątych zrezygnowano z systemu kartkowego. Deng Xiaoping rozpoczął reformę od wsi, gdyż do dzisiaj 60 proc. Chińczyków mieszka na wsi. Drugi etap reformy to pozwolenie na prowadzenie firm rodzinnych w miastach. Dotyczyło to głównie restauracji i hoteli. W ramach polityki otwarcia Chin na świat stworzono cztery otwarte strefy ekonomiczne (Shenzhen, Xiamen, Shantou i Shekou). Shenzehen w 1979 roku było niewielką wsią. Dzisiaj jest 10-milionową nowoczesną metropolią. Powstało też 12 miast nadbrzeżnych. Wprowadzono ustawodawstwo sprzyjające inwestycjom zagranicznym. Dzisiaj wynoszą one w skali rocznej 79 mld USD. Podpisano traktaty z Wielką Brytanią i Portugalią o przejęciu w 1997 i 1999 Hongkongu i Makao. Złagodzono politykę wobec Tajwanu, myśląc o przyszłym powrocie wyspy do Chin.

Deng Xiaoping podkreślał pragmatyczne podejście do gospodarki. Mówił, że nieważne jest, czy kot jest biały czy czarny, ważne, żeby łapał myszy.

Pragmatyzm nade wszystko

Deng Xiaoping podkreślał pragmatyczne podejście do gospodarki. Mówił, że nieważne jest, czy kot jest biały czy czarny, ważne, żeby łapał myszy. Rzucił też hasło bogacenia się. Jednocześnie system polityczny nie został zmieniony. Studenckie protesty w Pekinie w 1989 roku zakończyły się krwawą łaźnią. 4 czerwca 1989 to w Polsce symboliczna data oznaczająca przełom demokratyczny. W Chinach jest smutnym wspomnieniem krwawego stłumienia studenckich protestów. Rzeczą pozytywną jest utrzymanie przez KPCh kursu reform po 1989 roku. W ciągu 30 lat reform uzyskano roczne tempo wzrostu ok. 9 proc. Wartość PKB Chin w 1989 roku wynosiła 300 mld USD, Rosji 700 mld. Obecne PKB Chin wynosi 4,1 bln USD, a Rosji 860 mld USD. Chiny stały się drugą gospodarką świata i mają ponad 3 bln rezerw dewizowych. Są też największym eksporterem świata. Zmienia się także struktura eksportu Chin. Dzisiaj dominują towary wysoko przetworzone i zawansowane technologicznie. Tekstylia i buty nie decydują już o chińskim sukcesie.

Motorem chińskich reform i sukcesu gospodarczego jest pragmatyczny rząd. Komunistyczna Partia Chin, która 1 lipca 2011 roku obchodziła swoje 90-lecie, to bardziej Kapitalistyczna Patia Chin. Dzisiaj jest raczej pragmatyczną grupą trzymającą władzę niż ideologiczną partią komunistyczną. Chiny mają obecnie 200-milionową klasę średnią, która pławi się w konsumpcji. Liczba samochodów osobowych kupowanych przez konsumentów chińskich stwarza niebezpieczeństwo gigantycznych korków i zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Przegrzanie koniunktury na rynku nieruchomości grozi kryzysem podobnym do amerykańskiego.

Dotychczas wśród teoretyków gospodarczych dominowało przekonanie, że sukces gospodarczy mogą osiągnąć państwa o liberalnym systemie politycznym. Przykład Chin pokazuje, że sukces gospodarczy jest możliwy także przy systemie autokratycznym. Deng Xiaoping podkreślał pragmatyczne podejście do gospodarki. Mówił, że nieważne jest, czy kot jest biały czy czarny, ważne, żeby łapał myszy.

Dzisiejszy świat w zakresie konfiguracji wielkich mocarstw staje się coraz bardziej dwubiegunowy. A więc nie G-8 czy G-20 decydują o przyszłości gospodarki światowej, lecz G-2: Chiny i Stany Zjednoczone. Zgodnie z teorią współzależności międzynarodowych obydwa te państwa są na siebie skazane. Wzrost eksportu chińskiego zależny jest od wzrostu konsumpcji w USA. Przekonaliśmy się o tym w 2008 roku, kiedy zbankrutowało wiele fabryk znajdujących się blisko Shenzhen i Quangzhou. Dotychczas wśród teoretyków gospodarczych dominowało przekonanie, że sukces gospodarczy mogą osiągnąć państwa o liberalnym systemie politycznym. Mówimy tu o Konsensusie Waszyngtońskim. Przykład Chin pokazuje, że jest to możliwe także przy systemie autokratycznym. Mówimy tu o Konsensusie Pekińskim.

Widmo zagrożeń

Chińskie reformy mają też drugą stronę medalu. Zagrożeniem jest rosnące co roku zapotrzebowanie na surowce energetyczne. Chiny wydobywają rocznie 160 mln ton ropy naftowej, a obecne zapotrzebowanie na ten surowiec wynosi 360 mln ton. W 2020 roku będzie to 500 mln ton. Stąd obecna chińska ekspansja na kraje afrykańskie. Dzisiaj największymi dostawcami ropy naftowej do Chin są Angola, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. W Pekinie działa 7-gwiazdkowy hotel dla naftowych szejków. Chińska energetyka opiera się ciągle na węglu. Gdyby statystyczny Chińczyk miał konsumować tyle energii co statystyczny Amerykanin, nie starczyłoby na to zasobów energetycznych całej ziemi. Możemy jedynie liczyć na rewolucję technologiczną w przyszłości.

Palącym problemem jest także ochrona środowiska. Emisja CO2, dymiące kominy, zatrute ściekami rzeki stanowią zagrożenie. Wśród 10 miast świata z największym zanieczyszczeniem powietrza siedem to miasta chińskie.

Chiny są najbardziej ludnym państwem świata, mają prawie 1350 mln ludzi. Przeludnienie oznacza problemy. Dzięki polityce „jedno dziecko na małżeństwo” ograniczono przyrost roczny do 11 mln. Z kolei polityka ograniczania przyrostu naturalnego spowodowała stosunkowy wzrost odsetka ludzi w wieku emerytalnym. To z kolei jest przyczyną wielu problemów.

W Chinach wciąż jest niski wskaźnik skolaryzacji. Szkoły w biednych regionach wiejskich mają niski poziom nauczania. Trudno znaleźć tam dobrego nauczyciela.

Według danych rządu chińskiego 110 mln mieszkańców Chin żyje poniżej minimum egzystencji. Są wsie, w których ludzie mieszkają w glinianych lepiankach albo w adaptowanych jaskiniach.

Według władz chińskich największymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa Chin są: separatyzm (Tybet, Xinjiang, Mongolia Wewnętrzna), sekty (Falung gong) i międzynarodowy terroryzm (Xijiang).

Chiny próbują inwestować swoje nadwyżki eksportowe w inwestycje zagraniczne. Dotychczas z umiarkowanym powodzeniem. Przykładem może być nieudana inwestycja firmy COVEC na autostradzie A2.

Chiny mają niedostatek kadr przygotowanych do pracy za granicą. Do Europy przyjeżdża coraz więcej studentów chińskich. Dominuje Wielka Brytania, gdzie studiuje ich 73 tys. W Polsce uczy się na wyższych uczelniach 1000 Chińczyków.

Dokonując bilansu, trzeba przyznać, że mimo cieni Chiny dokonały niesamowitego postępu – zmieniają zamknięty, biedny kraj w coraz bardziej nowoczesne państwo.

Kategorie
Pomorski Przegląd Gospodarczy

Chiński punkt widzenia

Chiny to wielki, ludny i zróżnicowany kraj. Dlatego bardzo trudno jest formułować jakiekolwiek uogólniające oceny lub wygłaszać opinie rozciągające się na całe Państwo Środka. Pozostaje subiektywny punkt widzenia. Dlatego od razu zastrzegam – ja Chiny lubię. Lubię też Chińczyków.

Maybach i Louis Vuitton, czyli Chińczyk chce być bogaty

– Zobacz, jeszcze pięć lat temu tych sklepów tu nie było – oznajmił jeden z moich chińskich współpracowników, gdy wyjechaliśmy z tunelu pod rzeką Huang Pu, tuż obok Perły Orientu, niegdyś najwyższego budynku w Szanghaju. – A czy wiesz, że teraz co trzecia młoda mieszkanka mojego miasta nosi torebkę od Louisa Vuittona? – zapytał retorycznie.

Rzeczywiście, widok firmowych salonów oferujących towary konsumpcyjne najbardziej znanych światowych marek robi wrażenie nie tylko na przybyszu z Polski. Są i na Pudongu, gdzie akurat jechaliśmy, ale przede wszystkim na ulicy Nankińskiej, handlowej wizytówce bogatego Szanghaju. Mimo wysokich cen sklepy nie świecą pustkami. Jest popyt, jest i podaż. Są pełne półki, a w roli kupujących występują przeważnie miejscowi – Chinki i Chińczycy. I – choć to słabe pocieszenie nawet dla przedstawicieli bogatszych od nas nacji – jest tu dosyć drogo. To samo w Londynie czy Paryżu można kupić o jedną trzecią taniej. Ale nie wolno dać się zwieść temu sielankowemu obrazowi. Przede wszystkim Szanghaj i całe wschodnie wybrzeże to nie są „prawdziwe” Chiny (te zobaczymy w interiorze), a i tu można bez trudu dostrzec szalone kontrasty, które obrazuje na drodze symbioza Maybacha i rozklekotanego roweru.

Typowy przedstawiciel pokaźnej grupy młodych, dobrze wykształconych Chińczyków, z reguły apolitycznych, aspiruje do osiągnięcia szybkiego sukcesu zawodowego i finansowego. To daje i prestiż, i pieniądze. Pozycja potrzebna jest po to, by w hierarchicznym społeczeństwie cieszyć się uznaniem innych.

Dumna klasa średnia

Tajlen Jin, niespełna trzydziestoletni Chińczyk, jeden z pracowników Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010, mówi o swoim kraju z wyraźną dumą. Dobrze wie, że współczesne Państwo Środka zadziwia cały świat. Jest przekonany, że druga gospodarka naszego globu (jego gospodarka!) będzie wkrótce pierwsza; mówi, że prześcignięcie Stanów Zjednoczonych to tylko kwestia czasu, kilku, może kilkunastu lat. Tym samym potwierdza, pewnie bez złych intencji, że ugruntowana przez wieki w chińskiej świadomości wyższość nad innymi narodami trzyma się dobrze. Trzeba ją, co prawda, umacniać posiadaniem jakiegoś markowego, zachodniego gadżetu, ale cóż – signum temporis.

Tajlen Jin chce dołączyć do klasy średniej – chińskiej społeczności konsumpcyjnej, liczącej już teraz (bagatela) około 300 mln ludzi i zapatrzonej w amerykańskie wzorce. Nie jest synem bogatych rodziców. Musi do swojego wyśnionego statusu dojść samodzielnie. Expo to ważny etap jego kariery. Funkcja szefa pionu logistyki Pawilonu Polski i dobre referencje potwierdzone okrągłym stemplem Wystawy Światowej pozwolą mu ubiegać się o coraz wyższe stanowiska, najlepiej w sektorze prywatnym – rodzimym lub zagranicznym. Pomoże mu w tym nowiutki, opasły wizytownik, świadczący o zawiązanych dopiero co rozległych znajomościach, bez których w Chinach ani rusz.

Prestiż i pieniądze

Chiński kierownik logistyki Pawilonu Polski jest typowym przedstawicielem pokaźnej grupy młodych, dobrze wykształconych Chińczyków, z reguły apolitycznych, aspirujących do osiągnięcia szybkiego sukcesu zawodowego i finansowego. A to daje i prestiż, i pieniądze. Pozycja potrzebna jest po to, by w hierarchicznym społeczeństwie cieszyć się uznaniem innych, pełne konto – by móc sobie pozwolić na ładną żonę, komfortowy apartament, duży samochód i markowe ubrania. Przy okazji: idę o zakład, że za kilka lat karta biznesowa Tajlen Jina będzie łakomym kąskiem dla wszystkich, którzy postanowią realizować podobne cele. Dlatego gdybym był polskim przedsiębiorcą, już niedługo stawiałbym na niego i jemu podobnych. Zanim jednak to nastąpi, biznesmeni z Polski i innych krajów świata skazani są przeważnie na obecnych „nosicieli” prestiżu i pieniędzy – wywodzących się z aparatu partyjnego Chin, zarządców lub – coraz częściej – właścicieli poważnej części chińskiej gospodarki.

Konfucjusz, Sun Tzu i Deng Xiaoping

Czy motywacje przyszłego partnera polskich biznesmenów stoją w sprzeczności z chińską tradycją? Nie, gdyż są współczesną emanacją konfucjanizmu, do którego powrót jest tu aż nadto widoczny. Przecież myśl, że „złoto nie karaluch, samo do domu nie przyjdzie”, zachęca wprost do przedsiębiorczości, a sentencja, że „na drzewie dobrych intencji jest wiele kwiatów, lecz mało owoców”, przestrzega przed bujaniem w obłokach. Ale uwaga: Chińczycy, jako mistrzowie sprzeczności, idee harmonii Konfucjusza łączą coraz częściej z przekazem wynikającym z traktatu Sun Tzu pt. „36 strategii”. A to nic innego jak sztuka wojny, czyli „jak wygrać za wszelką cenę”. Stąd zapewne u Chińczyków tak wiele pragmatyzmu biznesowego, który na nowo zdefiniował Deng Xiaoping na początku lat osiemdziesiątych minionego stulecia, mówiąc: „Nie jest ważne, czy kot jest czarny czy biały, ważne, by łowił myszy”.

Kierunek: wschodnie wybrzeże?

To przyzwolenie na robienie interesów z całym światem Chińczycy potraktowali poważnie. Jednak władze nie byłyby sobą, gdyby dopuściły do pospolitego ruszenia biznesowego wszystkich naraz. Jak zdecydowały, tak zrobiły. Dlatego wcześniej otwarte na międzynarodową współpracę wschodnie wybrzeże Chin, a w szczególności delta rzeki Jangcy, jest teraz wyraźnie przesycone obecnością niechińskiego kapitału i towarów, a cały interior dopiero wita zagranicznych pionierów. Dlatego gdybym był przedsiębiorcą i miał decydować, gdzie w Chinach szukać swojej szansy, ominąłbym szerokim łukiem wschód i zapuściłbym się w głąb Państwa Środka. Na przykład do największego miasta świata, Chongqingu. Wybrałbym jedną z kilkunastu tamtejszych dzielnic (najpewniej jakąś niewielką, zaledwie milionową). Tam jeszcze przeważa konfucjanizm, choć drapieżna sztuka negocjacji wykorzystywana jest nawet przy kupowaniu warzyw na bazarze.

A Wojtyła? A Wałęsa? Cóż to za ludzie? – Nie, nie znamy – mówią. Na osłodę zostaje Fryderyk Chopin i Maria Curie -Skłodowska. No, może jeszcze Kopernik. O nich uczy się w tutejszych szkołach, choć niewielu Chińczyków pamięta, że byli oni Polakami.

Chińska mapa świata

Nie zrażałbym się tym, że i tamtejsi Chińczycy o Polsce wiedzą mało. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo gdy chiński uczeń staje przed mapą świata, na której w samym centrum są Chiny właśnie, trudno mu dostrzec jakiś stosunkowo nieduży, daleki kraj. Bardziej światli dorośli są przekonani, że Polska znajduje się gdzieś na peryferiach Europy. Niektórzy sądzą, że jesteśmy jakąś wschodnią częścią byłego Związku Radzieckiego. Że produkujemy samochody „Dacia”. Że naszą specjalnością są „matrioszki”. A Wojtyła? A Wałęsa? Cóż to za ludzie? – Nie, nie znamy – mówią. Na osłodę zostaje Fryderyk Chopin i Maria Curie­-Skłodowska. No, może jeszcze Kopernik. O nich uczy się w tutejszych szkołach, choć niewielu Chińczyków pamięta, że byli oni Polakami. Jest jednak jeden wyjątek. Ciągle jeszcze blaskiem przyjaźni świeci „Chipolbrok”, sześćdziesięcioletnia ikona polsko­-chińskiej współpracy, pierwsze joint­-venture w Chinach.

Co na to socjolodzy?

Dacii, matrioszek, Wałęsy i Wojtyły jako przykładów nieznajomości Polski w Chinach nie wyssałem z palca. To wszystko autentyczne wątki rozmowy „na wysokim szczeblu” z chińskim urzędnikiem, szefem organizacji skupiającej ponad 30 tys. małych i średnich szanghajskich firm, który – jak sam stwierdził – przygotował się starannie do spotkania z Polakami. To przykre doświadczenie znajduje potwierdzenie w wynikach unikatowych badań, przeprowadzonych jeszcze przed EXPO (w roku 2007) przez Instytut ARC Rynek i Opinie na zlecenie Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Jednak w miejsce słupków i diagramów proponuję pochodzące z tego opracowania głosy trojga Chińczyków. Głosy, które – moim zdaniem – zupełnie nieźle oddają stan wiedzy obywateli Państwa Środka o naszym kraju i ich doświadczenia z pobytu w Polsce. Ale uwaga: to opinie jednostkowe, pochodzące od ludzi wykształconych, a ich uogólnianie obarczone jest dużym ryzykiem. Jednak trudno kwestionować ich wartość poznawczą (dla mnie – miejscami – także humorystyczną).

Głos 1: „Mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami”

Wiedziałam, że Polska leży w Europie, Polacy więc będą raczej mieli niebieskie oczy, ale nie bardzo wiedziałam, jaka jest tu kultura, jacy są ludzie. Mieliśmy wcześniej styczność z Rosjanami, dlatego myślałam, że Polacy będą do nich podobni, to znaczy raczej grubiańscy, nieprzyjemni.

O Polakach nie wiedziałam przed wyjazdem dużo, ale wydawało mi się, że powinni być wysocy i raczej grubi – ponieważ ludzie na Zachodzie jedzą dużo sera i tłustych rzeczy, więc powinni być grubsi od Chińczyków. Ale zauważyłam, że nie są aż tak wysocy jak myślałam, są podobni do Chińczyków z Północy.

Po przyjeździe do Polski okazało się, że moje wyobrażenia są zupełnie różne od rzeczywistości. Były to różnice zdecydowanie na plus. Przede wszystkim dotyczyły ludzi. Po pierwsze okazało się, że mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami. Myślałam, że Polska przypomina Chiny, a kiedy tu się znalazłam, okazało się, że nie ma tu tak dużo ludzi, wszędzie są ładne domy, budynki, piękne lasy i krajobrazy. Przepiękny jest też Bałtyk, złocisty piasek, który przypomina mąkę.

Głos 2: O obchodzeniu przepisów

W niektórych instytucjach, takich jak bank czy firma ubezpieczeniowa, obsługa jest niegrzeczna, niekulturalna, sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła rozmawiać z klientem. Urzędnicy są strasznie powolni, załatwiają wszystko bardzo długo, nie są elastyczni, są tacy sztywni w załatwianiu spraw. I bardzo wolno pracują. W Polsce załatwienie jakiejkolwiek sprawy trwa bardzo długo. W Chinach sprawy załatwia się jednak szybciej, ludzie są serdeczniejsi, bardziej otwarci do obchodzenia przepisów, jeśli jest to możliwe.

Negatywna jest sprawa efektywności pracy, nie bardzo to rozumiem. Nikt w urzędach nie mówi po angielsku, w bankach, na poczcie trzeba bardzo długo czekać. Największe rozczarowanie i problem to niska efektywność pracy. To już zaczęło się od wizy, straciłem strasznie dużo czasu, zanim udało mi się ją załatwić, nie było dobrej informacji i organizacji pracy.

Głos 3: O polskiej gościnności

Najbardziej rozczarowało mnie podejście Polaków do Chin i Chińczyków. Nie wiem, z czego to wynika, może z historii. Nie mają dużej wiedzy o Chinach. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem gospodarki chińskiej coraz więcej Polaków będzie przyjeżdżało do Chin, a Chińczyków do Polski, i że będą się lepiej poznawać. Niektórzy Polacy nie lubią Chin. Nie znają współczesnych Chin.

Również moje wyobrażenia o Polakach zmieniły się dość znacznie po przyjeździe do Polski. Przed przyjazdem miałam bardzo pozytywne zdanie o Polakach. Teraz, jeśli miałabym starać się obiektywnie powiedzieć coś o tej zmianie, to dotyczy ona tego, że Polacy mają pewien brak, pewną wadę, którą jest brak tolerancji. Mam odczucie, że nie są zbyt przyjaźni i mogłabym tu podać wiele przykładów. Nie zawsze wiedzą, w jaki sposób traktować obcokrajowca.

EXPO jako szkoła międzykulturowości

No cóż. Wiele jest jeszcze do zrobienia, by runęły stereotypy na temat Polski pojawiające się w Chinach. Jeszcze więcej trzeba uczynić, by Chińczycy zechcieli uczyć się Polski, postrzegać nasz kraj jako atrakcyjne, położone w sercu Europy, nowoczesne i silne gospodarczo państwo, otwarte na współpracę międzynarodową, a Polaków – jako ludzi dobrze wykształconych, ambitnych i przyjaznych Chinom i Chińczykom (mimo wyjątków, których nigdzie nie brak).

Wystawa Światowa w Szanghaju pokazała obywatelom Państwa Środka, że w jednym miejscu, w jednym czasie, na jednym terenie mogą spotkać się przedstawiciele prawie dwustu narodów. Najpierw była ciekawość, potem próby wzajemnego poznania. Po niedługim czasie można było obserwować zawiązujące się przyjaźnie. W końcu stworzyła się różnorodna, kolorowa, ciężko pracująca, ale także w wolnym czasie rozbawiona, pełna uśmiechu i wzajemnej życzliwości, pomagająca sobie nawzajem „społeczność Expo”. To dowód, że komunikacja interkulturowa nie tylko jest możliwa, ale i bardzo potrzebna. Tak jak potrzebne jest życzliwe zrozumienie pomiędzy Polską a Chinami.

Warto dyskontować sukces polskiej obecności na Wystawie Światowej w Szanghaju, podtrzymywać i poszerzać osobiste kontakty między Polakami i Chińczykami, dbać o zawiązane dopiero co, jeszcze kruche sympatie i przyjaźnie. Bo z obywatelami Państwa Środka jest tak, że tu nie zawiera się przyjaźni i nie robi interesów pospiesznie.ppg-2-2011_chiny

Próba konkluzji

Jeśli chcemy lepiej współpracować z Chińczykami, jest ku temu dobra sposobność. Warto dyskontować sukces polskiej obecności na Wystawie Światowej w Szanghaju, podtrzymywać i poszerzać osobiste kontakty między Polakami i Chińczykami, dbać o zawiązane dopiero co, jeszcze kruche sympatie i przyjaźnie.

Bo z obywatelami Państwa Środka jest tak, że tu nie zawiera się przyjaźni i nie robi się interesów pospiesznie, przez internet czy telefon. Najpierw trzeba się poznać, wspólnie pojeść, pogadać, obdarować symbolicznymi prezentami, spotkać się znowu, a jak to nie wystarczy – powtórzyć ów rytuał wiele razy. Trzeba uszanować też inne zwyczaje – wspomnianą już hierarchiczność, godność powiązaną z prestiżem, wyższość umowy ustnej nad pisemną, stempel ważniejszy od podpisu. To jedyna droga do przyszłych sukcesów. Kto jej nie zna, niech się nawet tu nie wybiera.

 

Skip to content