Rozmowę prowadzi Marcin Wandałowski – redaktor „Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego”.
Po raz ostatni rozmawialiśmy w 2019 r., kiedy Portman Lights było firmą młodą, z zaledwie dwuletnim stażem, choć okraszonym już sukcesem rynkowym w branży oświetlenia scenicznego. Jak dalej potoczyła się Wasza historia?
Nisza dekoracyjnego oświetlenia scenicznego, którą sobie znaleźliśmy na tym rynku jest na tyle duża, że pozwala nam się cały czas intensywnie rozwijać. W tym momencie mamy w swoim portfolio dziesięć produktów, które sprzedajemy w około 60 krajach. Mamy klientów, którzy kupują po kilkaset naszych urządzeń. Ta nisza wciąż daje nam zatem możliwość rozwijania naszych skrzydeł.
Jak mocno podcięła Wam je pandemia?
Bardzo mocno – nasza aktywność spadła wówczas do zera. Skoro bowiem nie odbywały się koncerty, podczas których najczęściej wykorzystywane są lampy produkowane przez Portman Lights, klienci zupełnie przestali kupować nasze produkty. Przez 1,5 roku – od początku 2020 r. do połowy 2021 r. – dosłownie nic nie sprzedaliśmy. Później, gdy lockdowny się skończyły, wróciliśmy do w miarę normalnego funkcjonowania.
Podczas pandemii nasza aktywność spadła do zera. Skoro bowiem nie odbywały się koncerty, podczas których najczęściej wykorzystywane są lampy Portman Lights, klienci zupełnie przestali kupować nasze produkty.
W jaki sposób prowadziliście w tym czasie swoją działalność?
Zdecydowaliśmy się wówczas na skupieniu się na inwestycjach. Zaczęliśmy od zbudowania własnej linii montażowej naszych lamp. W początkowych latach istnienia Portman Lights były one wytwarzane przez kooperujące z nami firmy zewnętrzne. W pewnym momencie stwierdziliśmy jednak, że dobrze byłoby mieć cały proces produkcyjny pod kontrolą i postawiliśmy na produkcję inhouse’ową. Oczywiście pewną część prac nadal zlecamy – nasi podwykonawcy dostarczają nam np. prefabrykowane podstawowe komponenty. Natomiast najbardziej istotne, newralgiczne elementy naszych urządzeń są produkowane w gdyńskim zakładzie Portman Lights. Dodam też, że na początku zeszłego roku kupiliśmy działkę w Gminie Szemud, na której w niedalekiej przyszłości zbudujemy naszą własną – niewynajmowaną już – fabrykę.
W początkowych latach istnienia Portman Lights nasze produkty były wytwarzane przez kooperujące z nami firmy zewnętrzne. W pewnym momencie stwierdziliśmy jednak, że dobrze byłoby mieć cały proces produkcyjny pod kontrolą i postawiliśmy na produkcję inhouse’ową.
Czy jako przedsiębiorstwo o charakterze również produkcyjnym, mocno odczuliście skutki zerwanych łańcuchów dostaw w czasie pandemii?
Owszem – myślę zresztą, że każda firma, która do swojej produkcji wykorzystuje elementy elektroniczne, miała w tamtym czasie problemy. W naszym przypadku jednym z efektów kryzysu był wzrost czasu dostawy zasilaczy do naszych lamp z 2‑3 tygodni do 15 miesięcy. Musieliśmy w tamtym okresie podjąć decyzję o kupnie olbrzymich zapasów tych zasilaczy aby mieć szansę na dalszą produkcję lamp, kiedy tylko sytuacja rynkowa wróci do względnej normalności. Wiązało się to oczywiście z zamrożeniem sporych środków finansowych.
Czy nauczeni tym doświadczeniem staracie się dziś w większym stopniu dywersyfikować kierunki dostaw komponentów, np. szukając dostawców nie tylko z Dalekiego Wschodu, ale też z państw znajdujących się geograficznie bliżej?
W przypadku wykorzystywanych przez nas świateł LED‑owych, istnieją na świecie chyba tylko dwa miejsca, w których są one produkowane w sposób masowy – mam na myśli Chiny oraz Tajwan. W związku z tym wielu potrzebnych nam komponentów nie da się po prostu ściągnąć z innych kierunków. W tym momencie odcięcie się od dostaw z Dalekiego Wschodu jest zwyczajnie niemożliwe i to dotyczy prawdopodobnie znacznej większości branż.
W przypadku wykorzystywanych przez nas świateł LED‑owych, istnieją na świecie chyba tylko dwa miejsca, w których są one produkowane w sposób masowy – mam na myśli Chiny oraz Tajwan. W związku z tym wielu potrzebnych nam komponentów nie da się ściągnąć z innych kierunków.
Jaki czynnik sprawia w największej mierze, że Wasze lampy robią na świecie taką furorę – co decyduje o tym, że wygrywacie z konkurentami?
Naszą główną przewagą jest design – wygląd naszych produktów. Oczywiście, co jest absolutnym must have, idą za nim również wszelkiego rodzaju względy jakościowe. Nasze produkty muszą być najwyższej jakości, bo skoro są używane w telewizji czy na wielkich koncertach, to nie możemy dopuścić do sytuacji, w której nagle z powodu pewnego rodzaju niedociągnięć, przestaną one działać.
Pamiętam, że podczas naszej ostatniej rozmowy wspominał Pan o problemach z podróbkami Waszych produktów, które trafiają do Europy z Chin. Czy jest on nadal aktualny?
Niestety tak i cierpimy na nim dość mocno. Chińskich podróbek eksportowanych na Zachód jest bardzo dużo. Staramy się przed nimi bronić – przede wszystkim nasza marka, wzory przemysłowe oraz wykorzystywane przez nas rozwiązania technologiczne są zarejestrowane w wielu krajach. Daje nam to możliwość ścigania, przede wszystkim na obszarze Unii Europejskiej, każdego, kto importuje podróbki oraz używa ich w swojej działalności komercyjnej. Rokrocznie udaje nam się doprowadzić do zniszczenia kilkudziesięciu takich urządzeń.
Po kilku latach doświadczeń mogę stwierdzić, że olbrzymim problemem jest w tym kontekście nikła wiedza przedsiębiorców, importerów, użytkowników urządzeń, a właściwie szerzej – całych społeczeństw, na temat własności intelektualnej, praw własności, wzorów przemysłowych itd. Staramy się na tym polu uruchamiać pewnego rodzaju działania edukacyjne, tak by świadomość nielegalności importowania i wykorzystywania podrobionych urządzeń, jak również wiążących się z tym konsekwencji prawnych, podnosiła się.
Rozumiem, że wiedzy na ten temat może nie posiadać zwykły Kowalski, natomiast trudno uwierzyć, że nie ma jej także wielu przedsiębiorców…
Większość „złapanych” na importowaniu i korzystaniu z podróbek jest bardzo zdziwiona naszymi roszczeniami. Twierdzą, że kupili urządzenie na AliExpress i w życiu nie spodziewaliby się, że ktoś ich za to będzie chciał pociągnąć do odpowiedzialności. Powiem więcej: podobnego typu sytuacje zdarzają się nawet na targach branżowych. Ostatnio, podczas jednych z większych w naszej branży targów w Barcelonie, dwa podmioty – jeden włoski, a drugi turecko‑niemiecki – prezentowały urządzenia bliźniaczo podobne do naszych. Gdy tylko to zauważyliśmy, już pierwszego dnia imprezy wprawiliśmy w ruch prawników, a nawet miejscowych detektywów, którzy odwiedzili te stoiska, sporządzili pełną dokumentację zdjęciową, a w konsekwencji – produkty te zostały usunięte z targów i zniszczone już po pierwszym dniu targów.
Nawiązując do przytoczonej przez Pana historii z kupowaniem z AliExpress, potrafię sobie wyobrazić, że jako osoba niezorientowana w temacie lamp scenicznych, nabyłbym taką podróbkę, będąc zupełnie nieświadomym, że została ona wyprodukowana na bazie kradzieży wzoru przemysłowego. I przyznam szczerze – byłbym wówczas bardzo zdziwiony, gdyby zadzwonił do mnie w tej sprawie Pana prawnik.
Zupełnie inna byłaby sytuacja, w której kupiłby Pan podrobiony produkt jako osoba fizyczna po to, by np. udekorować swój dom, a zupełnie inna, jeśli byłby Pan przedsiębiorcą i używał go do celów komercyjnych. Jeśli chodzi o branżę, w której działamy – jeśli potencjalny DJ kupuje podróbki lamp Portman Lights, to nie jestem w stanie uwierzyć, że nigdy nie słyszał o naszej marce i nie widział naszych produktów. Jesteśmy bardzo dobrze rozpoznawalni, pozycjonujemy się wysoko w internecie i – przepraszam jeżeli zabrzmi to megalomańsko – wszyscy w branży rozpoznają nasze urządzenia.
Jest jeszcze jedna kwestia – przedsiębiorca prowadzący własną działalność powinien być czujny. Z założenia kupowanie czegokolwiek na dziwnych portalach o wschodnich korzeniach i o wątpliwej renomie znacznie zwiększa prawdopodobieństwo tego, że nie będą to produkty oryginalne. To jakby kupowanie na wirtualnym Stadionie Dziesięciolecia. Należy mieć tego świadomość.
Świetnie, że dbacie o swój interes i walczycie z kradzieżą własności intelektualnej oraz wzorów przemysłowych. Z drugiej jednak strony na rynku, we wszystkich zapewne branżach, dostępne są bardzo do siebie podobne produkty i jest to coś zupełnie naturalnego. Gdzie jednak leży granica między akceptowalnym podobieństwem a nielegalnym kopiowaniem oryginału?
Nie ma tu jasnej granicy, nie jest to czarno‑białe. W ogólnej interpretacji prawa, z opinii rzeczników patentowych, ale i postanowień sądów, definicja jest taka, że produkt może być uznany za podróbkę, kiedy zorientowany użytkownik w swoim ogólnym odczuciu ma problem z odróżnieniem jej od oryginału. Nie chodzi tu o porównanie dwóch stojących obok siebie produktów na zasadzie „znajdź 10 różnic”, lecz o ogólne wrażenie zorientowanego w branży użytkownika względem obserwowanych produktów. Jeżeli w wypadku dwóch z nich jest ono tożsame – dochodzi do naruszenia. Klienci końcowi mogą być wprowadzani w błąd. Może brzmi to nieprecyzyjnie, ale w praktyce podejście to sprawdza się bardzo dobrze i w wielu miejscach jest skutecznie egzekwowane.
Produkt może być uznany za podróbkę, kiedy zorientowany użytkownik w swoim ogólnym odczuciu ma problem z odróżnieniem jej od oryginału.
Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość – planujecie pojawić się na kolejnych rynkach, a może celujecie w poszerzenie produktowego portfolio?
Po pierwsze, dążymy do zbudowania własnej fabryki – kupujemy nowe maszyny, stabilizujemy zespół, podwyższamy jego kompetencje. Uszczelniamy też procesy, czyli w skrócie – chcemy zoptymalizować wewnętrzną efektywność naszej działalności.
Po drugie, posiadając już silny zespół R&D, odpowiedzialny za tworzenie nowatorskich rozwiązań, mamy w planach rozwijać się w kierunku nowych produktów, technologii i wzorów. I to nie tylko w naszej niszy dekoracyjnego oświetlenia scenicznego, lecz szerzej – w całej branży. Cały czas będziemy chcieli proponować coś wyjątkowego, ciekawego, odkrywczego, bo taki jest fundament naszej marki. Nie chcemy płynąć z głównym nurtem.
Po trzecie wreszcie, będziemy pogłębiać naszą działalność na wybranych rynkach. Będąc obecnymi w kilkudziesięciu krajach już teraz jesteśmy dość mocno nasyceni i nie mamy aspiracji do tego, by pojawiać się absolutnie w każdym kraju. Chcemy się skupić na najbardziej dla nas istotnych, strategicznych kierunkach.